SERIO to trafiło na główną? Filmu jeszcze nie widziałem, ale autor w recenzji nie podaje w zasadzie żadnych zarzutów, nie tłumaczy swojej niskiej oceny. Wynika z niej że "płaskie postacie i fabuła nie jest genialna". Wygląda to bardziej jak pisane przez średnio ogarniętego licealiste, któremu pani kazała napisać sprawozdanie z wizyty w kinie, niż pełnoprawna recenzja, opublikowana na poważnym portalu.
Ta recka trafia na moją czarną listę. Stos już płonie. W ogóle pierwsze zdanie mózg rozjebuje:
W dzisiejszym świecie równie niebezpieczna, co broń palna, potrafi okazać się klawiatura komputera.
Aha, ocena: 9/10
"10" nigdy nie dam, bo nie ma klimatycznej muzy, z której Mann zawsze słynął, pogłębiając recepcję swoich dzieł. No i czekam na directors cut. W przypadku MV nowe sceny to była wartość sama w sobie.
19-01-2015, 16:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 16:43 przez Mental.)
Cytat:Jedyny i duży minus - brak dobrej muzy. W MV muzyka niszczyła system, a selekcja utworów była oszałamiająco zajebista, tymczasem w "Hakerze" praktycznie nie ma żadnego ciekawego motywu
Ja już przy pierwszej scenie z Hathawayem, gdy słyszymy co mu w słuchawkach gra się zdziwiłem, bo niby film Manna, a muzyka taka se. Przez parę sekund wychodziłem z szoku
Im więcej czytam i oglądam recenzji Blackhat tym więcej ujawnia się prawdziwych ekspertów od hakowania przy okazji znających się na filmach. Aż dziwne, że gość z taką recenzją:
nie siedzi jeszcze w pudle. Opisuje scenę włamu do Wdowy jako kompletnie nierealistyczną "na miarę Hakerów z 1995 roku". Dobrze, że nie wiedział o TYM. Mosiek kradnący kilkadziesiąt banioli z banku za pomocą keyloggera to również nierealistyczny włam
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
Napisz mu to w komentarzu, Snappik. Na Jutubie najlepiej. Oczywiscie 99,9% recek czepia sie tez Hemswortha, ze jest dopakowany. Notorycznie kaze im googlac Stephena Watta
19-01-2015, 20:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2015, 20:34 przez Gal Anonim.)
Hathaway przelał na swoje konto 76 mln dolarów z konta Blackhata. Pod koniec filmu, gdy pobierał kasę z bankomatu, miał na koncie 46 mln. Jak sadzicie, na co poszło te 30 baniek?
Film bardzo dobry. Nieco ociężały w pierwszej połowie, przez co trudno się w niego wgryźć, ale kiedy akcja przenosi się do Hongkongu, "Blackhat" rusza z kopyta i co chwilę daje po pysku. Dobrze napisana sensacja z domieszką thrillera, nieźle trzymająca w napięciu, bardzo mannowska w duchu i realizacji (co widać zwłaszcza w drugiej połowie). Scen akcji jest mało, są dość kameralne, ale jak już się pojawiają, to nic tylko uczepić się krawędzi fotela i podziwiać wirtuozerię Manna w ich kreowaniu. Najlepszy motyw?
Rozwalenie z bazooki (?) samochodu Chena i późniejsza wymiana ognia między ludźmi Kassara a Barett i Jessupem
. Ależ to było dobre. I dość zaskakujace, chociaż można się było domyślić, że z podpięcia urządzenia namierzającego do samochodu Chena wyniknie jakiś dym.
No i finał - perfekcyjny. Tak właśnie mannowscy bohaterowie załatwiają swoje sprawy. Bez zbędnej, dłuższej gadki.
Na maksa podobało mi się też to, że bohater Hemswortha
, przez co jego postać od razu staje się bardziej wiarygodna. Nie wiem, o co chodzi recenzentom w wytykaniu Hathawayowi jakiejś nadzwyczajnej sprawności fizycznej, czy robienia z niego wręcz drugiego Bourne'a. Facet jest po prostu przypakowany, umie się napierdalać i tyle.
Ogółem, to niższa półka mannowskich dokonań, ale i tak przebija 90% współczesnego kina tego typu. Tym bardziej ciężko jest mi zrozumieć falę hejtu, zarówno od krytyków, jak i widzów. Widać, że hamerykanie nigdy należycie nie doceniali i pewnie już nigdy nie docenią MM. Chyba że po śmierci.