![[Obrazek: ZeroTheoremIntposterComputersit3.jpg]](http://media2.firstshowing.net/firstshowing/img7/ZeroTheoremIntposterComputersit3.jpg)
Ostatni film Gilliama przemknął niezauważony, a szkoda, bo choć do szczytowych osiągnięć gościa mu daleko, to jest to porządne filmidło. Choć nie dla wszystkich.
Krótko: Waltz gra programistę z problemami psychicznymi, którego wszechpotężny szefo wszechpotężnej korporacji zatrudnia do udowodnienia teorii, że wszystko składa się na nic. Ostatecznie jest to historia o poszukiwaniu własnej duszy i nauce cieszenia się małymi rzeczami. Napisana średnio sprawnie, ale z charakterem dzięki gilliamowej otoczce.
Wizualnie to uroczy pierdolnik, taki Brazil ery cyfrowej. O ile w Brazilu pokazywano świat starający się zasłonić własną brzydotę, to tutaj mamy świat, w którym najmniejszy szczegół jest pieczołowicie wystylizowany, ale nic nie współgra z niczym innym. Tak jakby każdy detal projektowano w oderwaniu od innych, bez zwracania uwagi na całość. Mnie się to podoba. Wolę taką autorską wizję jednego gościa niż te projektowane przez kolegium ekspertów wizje przyszłości w "poważnym" s-f.
![[Obrazek: zerotheorem2.jpg]](http://s23.postimg.org/k7mqon53f/zerotheorem2.jpg)
Aktorsko jest bardzo dobrze; wymiata David Thewlis, reszta bez zarzutu. W zasadzie największą wadą jest rozlazły scenariusz, w którym jakiś fajny motyw się pojawia, a potem znika i już go nie ma. Postaci zaś są ledwie zarysowane, mało jest scen zgłębiających ich osobowość czy problemy.
Ogólnie: podobało mi się, choć bez szału. Na pewno zasługiwało na więcej uwagi, zwłaszcza przy takiej obsadzie (Waltz, Thewlis, Swinton, Damon). Nie rozumiem, czemu ten film przepadł w nicości. 6/10
I tylko pojawia się pytanie: czemu przetłumaczono to na "Teorię wszystkiego", skoro powinno być raczej "Teoria niczego"?
29-01-2015, 15:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-01-2015, 19:38 przez military.)






