Stały bywalec
Liczba postów: 13,243
Liczba wątków: 77
The Host (2013) - kawał porządnej ch.jni, która nadaje się na 50 prawd objawionych. Nie ma tutaj chyba minuty, która pozbawiona jest babolów na polu aktorsko-reżysersko-realizacyjnym. Żal tyłek ściska, jak widzę nazwisko reżysera promujące ten film. Niccol powinien od takich tytułów trzymać się z daleka. Wracając do babolów - chyba każdemu na widok uprawianego we wnętrzu jaskini zboża zapali się lampka ostrzegawcza :) Jakieś plusy? Jake Abel przypomina młodego Biehna, mógłby zastąpić Courtneya w T:Genisys.
0/10
The Longest Ride - młody Eastwood spotyka na rodeo dziewczynę i zakochuje się w niej. W międzyczasie oboje ratują pewnego dziadka z wypadku, ten w ramach rewanżu postanawia opowiedzieć im historię swojego życia. Melodramacik z teksańskim klimatem, ale rzetelnie zagrany przez drugi plan (śmiem twierdzić, że wszystkie wątki poboczne są o wiele lepsze niż główny). No i scenki z ujeżdżania byków wykonane są "pro".
5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
31-01-2016, 22:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-01-2016, 22:21 przez Snappik.)
Nowy
Liczba postów: 224
Liczba wątków: 0
Youngblood
Klimat lat 80-tych wręcz wylewa się z ekranu przypominając złotą erę VHS. Sarnie oczy Cynthia Gibb, hipnotyzujący Swayze, ciekawa kreacja Eda Lauter'a oraz smaczek w postaci młodego Keanu Reeves'a, to niewątpliwe plusy. Główna rola przypadła Robowi Lowe i w mojej ocenie, patrząc z obecnej perspektywy jego kreacja jest dla mnie zbyt cukierkowa. Kontrast pomiędzy wyidealizowanymi marzeniami protagonisty a brutalną rzeczywistością - choć trąci naiwnością - wypada, biorąc pod uwagę całość, wiarygodnie. Ogólnie pierwsza połowa filmu jest bardzo przyjemna dla oka. Wątek dotyczący aklimatyzacji w drużynie, poboczne epizody związane z treningami i meczami to siła tego obrazu. Później następuje drama Youngblood'a i akcja wyraźnie traci na dynamice, brakuje tym samym wyraźniej zarysowanych scen, które mogłyby zmusić widza do większych emocji. Mecze hokejowe zrealizowane są na przyzwoitym poziomie, jednak w tym aspekcie szału nie ma. Oceniając w kilku słowach: lekko, strawnie i klimaciarsko!
Goon
Seann William Scott (Doug Glatt) w ciekawy sposób skupia na sobie uwagę. Główny bohater jest niespełniony życiowo, pracuje w pubie jako bramkarz. W wyniku zbiegu okoliczności dostaje propozycje gry od lokalnej drużyny hokejowej. Od tej pory sport staje się dla niego sensem życia. Postać sympatycznego, mało rozgarniętego hokeisty, którego podstawowym atutem jest wygrywanie bójek na lodzie i ochrona kolegów z drużyny - jest stworzona dla Scotta. Na drugim planie jest także ciekawie. Dobrą robotę robi Liev Schreiber (główny rywal Glatta). Mocnym stroną obrazu są wątki komediowe, których akcenty rozłożone są równomiernie i dlatego nie przesycają niepotrzebnie akcji. W tej kwestii w głównej mierze można liczyć na Jaya Baruchela, który trochę szarżuje nachalnie wciskając żarty, ale można to bezboleśnie przetrawić. Oprócz tego większość scen w szatni oraz płomienna przemowa kapitana drużyny, gwarantuje szczery uśmiech. Wątek romantyczny został zręcznie rozpisany między bohaterów, więc nie psuje on fabuły, jak zazwyczaj w takich przypadkach. Sceny na lodzie, bójki, a przede wszystkim finałowa walka stoją na wysokim poziomie. W tym roku zapowiedziany jest sequel, już czekam.
,,Nawet kałuże odbijają Słońce''
03-02-2016, 00:26
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-02-2016, 19:37 przez kałuża.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,286
Liczba wątków: 5
Mi gran noche - rewelacyjna czarna komedia twórcy "Hiszpańskiego cyrku", aktualnie mój faworyt jeśli chodzi o tegoroczne Goye. Masa świetnego, czarnego humoru, dość podobnego do tego z "Hiszpańskiego cyrku" z tym, że trzeci akt "...Cyrku" był mega przegięty, tutaj film trzyma cały czas równy poziom. Myślę, że jeśli komuś podobało się zeszłoroczne "Dzikie historie" (rok temu nominowane do najlepszego filmu nie-ang. w Oscarach), to ten film również powinien się spodobać. Bardzo fajne role Carlosa Arecesa, Mario Casasa i B. Suarez. Zdecydowanie musze się zapoznać z resztą twórczości Álexa de la Iglesia, gość ma smykałkę do tego typu komedii. 8/10
GranatowyPrawieCzarny (oraz krótkometrażówka "Fisica II"). Ten pierwszy jest pełnometrażową kontynuacją tego drugiego, zaczyna się w momencie kiedy tamten się kończy. Bardzo przyjemny, troche taki melancholijny, momentami przygnębiający a momentami bawiący film. Bohaterowie borykają się z różnymi problemami swojego życia. W filmie wystąpili m.in. Quim Gutiérrez (strasznie lubie tego aktora) oraz jego filmowy brat Antonio de la Torre. Ja ten film oceniam na takie 7/10.
Brooklyn, czyli oscarowych ciąg dalszy. Bardzo fajny film. Historia, owszem, może i mało oryginalna i dość przewidywalna, ale jednak ogląda się naprawde przyjemnie. Bardzo fajnie zagrany film. Młodzi, charyzmatyczni aktorzy, klimat tamtych lat też na plus. Ciężko mi powiedzieć czy nominacja do oscara zasłużona. Napewno film bardziej zasługuje na nominacje niż taki np "Marsjanin".
Przelotni kochankowie - mega ryjąca głowe komedia Almodóvara. Bardzo specyficzny humor, ale momentami naprawde się uśmiałem. Cała plejada hiszpanskich znanych aktorów (tylu jeszcze co w tym filmie to w żadnym nie naliczyłem). Dużo zbędnych i przeciągniętych gagów. Jest to już któryś film Pedra, który obejrzałem i powoli te jego wciskanie wszędzie tematyki homoseksualistów, transwestytów itp robi się męczące. Serio musi to być na pierwszym planie w każdym jego filmie ? Aczkolwiek w przypadku "Przelotnych kochanków" jest to podłożem do kilku zabawnych momentów :D
W stronę morza - 8/10 ! Świetny film, poruszająca historia, bardzo fajnie zagrany (Javier ! , Belén Rueda) i przede wszystkim zajebista muzyka ! Muzyka jest chyba najmocniejszą stroną filmu. Na + także dużo bardzo przyjemnych dla oka ujęć z regionu Galicji. Piękne miejsce. Zasłuzony oscar za najlepszy film nie-anglo.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau
03-02-2016, 17:13
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Smosh: The Movie - lubię oryginalne Smosh, a po niezbyt pochlebnych ocenach bylem trochę sceptycznie nastawiony. Film ma wady. Np. wygląda tanio, gdy oryginalne krótkometrażówki z Internetu były lepiej nakręcone, miały lepsze efekty specjalne i nie było czuć w nich sztuczności. I brakuje mi pewnych momentów z oryginalnego youtube'a (inna mama Iana, brak oryginalnego domu Iana i Anthony'ego). Ale jako fan Smosh nie czułem się rozczarowany. Było się z czegoś pośmiać. Jednak raczej to film dla fanów.
Chyba powtórzę "Stary, gdzie moja bryka?".
04-02-2016, 00:21
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
HE NEVER DIED, czyli cudo do potęgi, ale nie dla każdego - genialny Henry Rollins włóczy się po ekranie i ma totalnie wyjebane na wszystko, chce tylko ciszy i spokoju, partyjki bingo i gorącej herbaty w knajpie, niczego więcej. Nie żadne ważne i wielkie cele, nie jakieś głębsze przesłanie, tylko zwyczajny spokój (i stado ludzi, którzy przeszkadzają i denerwują). Kupuję to w ciemno, przymykam oczy na wady (a tych jest jednak sporo, od drewnianego aktorstwa na drugim planie, poprzez koszmarny dźwięk bo muzyka jest bardziej niż dobra, aż po parę dennych rozwiązań fabularnych) i jaram się zawartością kuferka głównego bohatera.
04-02-2016, 20:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2016, 20:35 przez raven.second.)
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
Podpisuję się. Jakiś czas temu też pisałem o tym filmie, bardzo fajna rzecz. Dla fanów Rollinsa must see.
04-02-2016, 20:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2016, 20:48 przez nawrocki.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Ano, skromny film tak na dobrą sprawę, intymny można nawet powiedzieć bo kręci się wokół zwyczajnego (na pozór) gościa i jego nicnierobieniu, ale jak to wciąga!
04-02-2016, 21:10
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
No i na dobrą sprawę, tutaj to nicnierobienie jest bardzo ciekawie uzasadnione backgroundem głównego bohatera. Mając taką przeszłość, domyślam się, że pewnie też jedyne co by mnie obchodziło, to święty spokój i partia bingo raz w tygodniu. :)
04-02-2016, 22:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2016, 22:20 przez nawrocki.)
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Goralenvolk - standardowy dokument z gadającymi głowami. W kwestii formalnej nic ciekawego, za to temat jest ciekawy. Film opowiada o jedynym przypadku kolaboracji Polaków z Niemcami w trakcie II WŚ. Część osób wymyśliła sobie, że pójdzie na układ z Hitlerem, zmienią narodowość na Górali i stworzą Państwo Górali. Ciekawy i mało znany fragment historii IIWŚ.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
08-02-2016, 20:39
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Władza absolutna - pamiętam, jak, mając 12 lat, poszedłem z kumplami do kina na Con Air, ale okazało się, że właśnie go zdjęli i zastąpili Władzą absolutną. No dobra, skoro już jesteśmy - obejrzymy. Nieszczególnie mi się podobało, oglądałem z wyrazem twarzy WTF, jak staruszek Clint dokonywał złodziejskich cudów.
Właśnie powtórzyłem film i WTF pozostało. Bo jest tak: Władza absolutna to bardzo dobrze nakręcony, zagrany, wyreżyserowany film, który jest kompletnie debilny, jak się trochę nad tym zastanowić. Prezydent USA, którego cała obstawa to dwóch kolesi i kobieta. Stary Clint, który z torbą z łupami przegania ścigających go agentów wyposażonych w noktowizory. Jego magiczne przebieranki - magiczne, bo nagle udaje mu się np. podszyć pod kierowcę jednego z doradców prezydenta (JAK?), albo uciec z zasadzki pomimo tego, że jest obserwowany z każdej praktycznie strony. No i końcówka: przeskakuje najważniejszy moment w fabule, bo niby każdy może sobie sam dopowiedzieć... tylko że nie, nie może, bo dajecie za mało informacji!
Staruszek idzie do prezydenta z nożem, potem widzimy w wiadomościach że "prezydent popełnił samobójstwo", a staruszek jest wolny. Ale co się właściwie stało? Czy on go zabił, a sprawę zatuszowano dla dobra stosunków międzynarodowych? Czy staruszek namówił go do "honorowego" samobójstwa? Czy Ed Harris został w to wszystko wtajemniczony? Przecież aresztował babkę z obstawy prezydenta - co się z nią w takim razie stanie, skoro oficjalnie przestępstwa nie było? Czy Clinta automatycznie oczyszczają z zarzutów? Jak w takim razie wytłumaczą śmierć kobiety z początku?
Pytań jest sporo. Film jednak generalnie całkiem nieźle trzyma przed ekranem, a do tego ma jedną kozacką scenkę z wymianą zdań między zabójcą a Clintem: "- Mercy!", "- I'm fresh out".
6/10 - film fajny, ale głupi. Mam wrażenie, ze sztucznie podbili jego skalę. Gdyby chodziło o jakiegoś lokalnego polityka, czy choćby senatora, to wszystko wydawałoby się bardziej prawdopodobne.
09-02-2016, 08:17
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Southbound - antologia krótkich opowiastek połączonych motywem autostrady na południowym zadupiu USA. W kolejności od najlepszej do najgorszej: druga (pannom rozwalił się wóz, miła aż do przesady rodzinka zaoferowała pomoc i nocleg), trzecia (koleś potrącił dziewczynę, dzwoni na 911 i słuchając dyspozytora stara się udzielić pomocy rannej), piąta (home invasion po prostu), pierwsza (jakieś latające cgi szkieletory z mackami atakują ludzi) i czwarta (w sumie nie wiem o co chodzi tutaj, jakiś bar z potworami i szukanie zaginionej przed x laty siostry). Średnio-słabe, ale druga i trzecia historia, choć krótkie, naprawdę mi się spodobały. Na poziomie serii VHS, może trochę lepsze.
13-02-2016, 21:38
Planeta Singli - zazwyczaj bronię się przed polskimi kom-romami bo uważam je w 99% przypadków za padło, a narzeczonej pozwalam wybrać film w kinie MAX 2-3 razy w roku. Wczoraj był jej wieczór i muszę jej serdecznie podziękować, że mnie namówiła na seans. Planeta Singli to naprawdę zabawna komedia, świetnie napisana, ładnie nakręcona i zagrana. Jeżeli dorzucimy do tego kilka znanych, lubianych i przede wszystkim pasujących do klimatu filmu kawałków, to dostaniemy kawał naprawdę dobrej produkcji na walentynki. Chociaż uważam, że film będzie się sprawdzał równie dobrze i 20 lipca ;)
Kilka scen to istne perełki, mocno prychłem z dwóch żuli w parku, z końcówki czy przy spotkaniach główniej bohaterki z kolejnymi facetami. Typowy feel good movie, który pokazuje, że rodzime komedie romantyczne nie muszą być chałowate.
Solidne 7/10 z małym plusikiem.
15-02-2016, 08:34
Nowy
Liczba postów: 410
Liczba wątków: 7
Aleś Ty wielkoduszny, Arahan. 2-3 razy w roku pozwalasz lubej wybrać film;)
18-02-2016, 10:24
Ma sie ten gest :)
18-02-2016, 15:23
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Daigoro Vs. Goliath - Coś podobnego do Godzilli, tyle że dla dzieci. Otóż jakiś Diodak, grubas alkoholik i banda bachorów zbiera datki na jedzenie dla wielkiego potwora Daigoro (nawet kibel mu wybudowano!), by nie zdechł z głodu. W połowie filmu pojawia kolejny Japończyk w gumowym kostiumie i jest kolejna napierdalanka pomiędzy potworami. Krótko - Tak złe, że aż dobre:
20-02-2016, 22:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2016, 22:23 przez OGPUEE.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Victor Frankenstein z Potterem i Xavierem to dziwny, strasznie dziwny film. Wygląda cudownie, kostiumy są przepiękne, odwzorowanie epoki naprawdę mi się podoba i robi wrażenie (nawet, jeśli w paru ujęciach widać sztuczność), klimacik tych czasów też da się wyczuć, detale w postaci szkiców ukazujących się na ekranie są wspaniałym pomysłem i szkoda, że tak rzadko z nich korzystano, McAvoy jest genialny i może tylko troszeczkę szarżuje, Potter w sumie nie przeszkadza ale też nie daje jakiegoś popisu, a całość ukazana właśnie z punktu widzenia Igora jest serio interesującym podejściem, tylko... no, to taki właśnie potwór Frankensteina. Zabrakło iskry bożej, czegoś, co sprawiło, że będzie to coś więcej niż rzemieślnicza robota którą można obejrzeć przed snem czy do obiadu. Pierwsza godzina minęła bardzo szybko, jednak od prezentacji Gordona coś się psuje, sypie i potem jest tylko gorzej. A mogło być tak dobrze! Mogło wyjść coś naprawdę świetnego!
21-02-2016, 11:57
Stały bywalec
Liczba postów: 18,471
Liczba wątków: 148
McAvoy wg mnie przeszarżował, miałem wrażenie, że cały czas się drze. Nie, nie miałem - ON SIĘ DRZE W KAŻDEJ SCENIE :D Potter wg mnie lepiej wypadł.
A sam film? No cóż, spoko guilty pleasure. Gatunkowy miszmasz, który tak naprawdę nie jest w stu procentach żadnym (no w sumie jedynie fantasy).Oglądało się całkiem fajnie, szybko zleciał czas. Niezobowiązująca rozrywka i tyle. 5-6/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
21-02-2016, 16:00
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Jack the Giant Slayer
Ktoś w Warnerze miał chyba wyjątkowo dobry humor, skoro po klapie jaką był Superman Returns dano Singerowi 200 mln (!!!!!!!!!!) na realizację takiego syfu. Nie chcę nawet komentować beznadziejnego scenariusza, jednej z durniejszych ostatnich scen czy fatalnego castingu pary głównych bohaterów (Hoult nadaje się na leading mana jak ja do głównej roli w biografii Madonny), między którymi jest betonowa ściana a nie chemia, za to nie mogę nie skomentować wizualiów w tym filmie:
Po pierwsze, na początku filmu opowiada się tu legendę o olbrzymach, której towarzyszy ilustrująca ją animacja. Daję słowo, jak żyję nie widziałem takiego gówna w produkcji z dużego studia:
Takie coś. W filmie kinowym. Za 200 mln dolarów.
Po drugie, jest tu cała reszta CGI, na czele z olbrzymami i ich designem, który... <biegnie zwymiotować>
21-02-2016, 19:55
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Blue Steel (1989) - strasznie się jarałem perspektywą obejrzenia tego filmu, bo do niedawna jeszcze było to jedyne dzieło reżyserskie Bigelow, którego nie znałem, a które tak wielu anonimowych komentatorów zachwalało jako wypas ery VHS. Niestety, kontakt z BS okazał się niemiłym doświadczeniem. Wina Bigelow w tym żadna - reżyseria dalej świetna, kadrowanie klasa, operowaniem światłem, zdjęcia tak samo. Tym, co kładzie "Błękitną stal" jest scenariusz i wynikające z niego zachowanie czy decyzje bohaterów. Ciężko się ogląda film sensacyjny ze świadomością, że ma on niewiele wspólnego z realnym światem.
Mimo wszystko 5/10 - za wrażenia wizualne.
EDIT
Nikita - francuski oryginał z 1990 roku, bardzo dobry, z nieśpiesznym tempem akcji i znakomitymi zdjęciami i super odegraną rolą kobiety-zabójczyni. Ostatni raz oglądałem lekko z 10 lat temu i zajebiście było sobie przypomnieć, jak konkretnym reżyserem był kiedyś Besson. Bardzo mocne 8/10
Point of no Return - amerykański remake "Nikity" z 1993. Tu już mnożą się absurdy na poziomie szczegółów. W oryginale w scenie strzelaniny w kuchni jeden z ochroniarzy wyciąga M-16 z doczepionym granatnikiem. W amerykańskiej wersji przynosi wyrzutnie rakiet. WTF? Brakuje też klimatu poprzednika. Z plusów: muzyka Niny Simone i ta scena:
23-02-2016, 01:12
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-02-2016, 01:15 przez Mental.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
The Forest (2016) to niesamowicie nudny film. Las wygląda ładnie, przyznaję, aż miałem ochotę na długi spacer pośród drzew w ciszy i samotności, ale biorąc pod uwagę, że film miał być horrorem, to nie jest to zbyt dobra rzecz. Natalie Dormer w totalnie zmarnowanej roli bliźniaczych sióstr (różniących się kolorem włosów i w sumie tylko tym, bo nieliczne sceny, w których Natalka występuje ze swoją "siostrą" są tak tragicznie zrealizowane, że szkoda gadać, równie dobrze "siostra" mogła by być inną aktorką) włóczy się po japońskim lesie samobójców i tyle. Jeden genialny patent ze zmiennym prądem rzeki, jeden dotyczący reakcji dzieci na widok Natalki i jeden fajny, acz oklepany z robaczkami pod skórą to zdecydowanie zbyt mało, by uznać seans za satysfakcjonujący. Film jest po prostu żałośnie nuuuudny!
26-02-2016, 19:10
|