Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Hush, co to Mental oglądał. Fajna rzecz - głuchoniema pisarka na zadupiu próbuje zakończyć swoją drugą powieść, ale nie może, bo jest nękana przez szaleńca (i to z gatunku tych rozsądnych). Pierwsza połowa, no, może trzy czwarte, jest naprawdę dobre i trzyma w napięciu, chociaż stosuje dość oklepane i kliszowe motywy (w stylu Zły czai się za oknem, ale nikt go nie widzi i nie słyszy)... spora w tym zasługa głównej bohaterki, która po prostu nie słyszy i nie jest w stanie zorientować się, że ktoś jest obok niej. Z przyjemnością powracałbym do tego filmu gdyby nie zakończenie czy też ostatni akty, kiedy to wszystko zaczyna skupiać się coraz bardziej na głuchej i niemej dziewczynie i ukazywać całą sytuację z jej perspektywy wraz z potencjalnymi wyjściami z sytuacji.

Odpowiedz
Nie wkurzyło cię, że laska jest głuchoniema ale w zasadzie nic z tego nie wynika? Można to było naprawdę fajnie wykorzystać, pobawić się dźwiękiem i kazać kamerze być jej oczami, zbudować napięcie. Poza jej ułomnością to jest to samo co zwykle, z tym że mało dynamiczne - ona siedzi w domu, a on jest na zewnątrz i w sumie tyle, przeciągnięte to potwornie, a i w pewnym momencie mocno mnie znużyło. Jeden jedyny dobry myk jest w końcówce, gdy
no ale cały jeden kreatywny moment na 1,5 godziny filmu to trochę mało. No, to o czym piszesz w spoilerze też było świetne, ale wrażenie zepsuło właśnie gdy okazało się wiadomo co.

Odpowiedz
Wkurzyło, oczywiście, ale całość oglądało mi się na tyle dobrze, że jakoś nie przykładałem do tego aż tak wielkiej wagi. Dopiero teraz, po seansie, zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości i dostrzegam coraz więcej słabych elementów. W sumie to tylko początek z szaleńcem za drzwiami (gdy głuchoniema sprząta kuchnię), alarm przeciwpożarowy, oddech na karku i kroki na deskach werandy wykorzystują jej ułomność...

Odpowiedz
Ptaki - wróciłem do filmu po przeszło 25 latach i... Szczeki to to nie są.
Pierwsza godzina wypełniona po brzegi ględzeniem o bzdetach tak mnie uśpiła, że drugą z trudem przetrwałem. Sceny ataków są jak na ówczesne możliwości zrealizowane bez zarzutu, za to rozwaliła mnie scena pogawędki na szczycie wzgórza nagrana w studio z podłożonym tłem. Serio nie mogli jej nagrać na tym wzgórzu? (początek, jak idą na miejsce jest nagrany w plenerze) Do tego dochodzi kompletnie nijakie zakończenie.
Trzeba było sobie odpuścić, bo jako dzieciak zdecydowanie lepiej odebrałem ten film i teraz tylko zepsułem sobie wspomnienia.

4/10

PS. Ale ostatnie ujęcie jest rewelacyjne.

Odpowiedz
no i montaż - to chyba najgorszy film Hitchcocka pod względem montażu
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Szósty Zmysł (Shyamalan, 1999)

Z wiadomych względów każdy seans inny niż pierwszy traci na mocy 80% pierdyknięcia jakie serwował, ale to nadal świetny film, dobrze napisany i wyreżyserowany. Gdyby nie kosmiczna gaża Bruca, byłby to także jeden z najlepszych niskobudżetowych filmów. Osment jest nie do pobicia: jego styl gry, kopiowany potem wiele razy, doskonale pasował do Cole'a, Willis w tamtym czasie zaserwował wspaniałą odmianę od swojego emploi, a mało znana Toni Collette doskonale uzupełniła pierwszy plan. Szjamalanaman zasługuje na oklaski, ponieważ twist utrzymał świetnie w ryzach, a każdą zapowiedź grozy wprowadził w iście pięknym stylu (czerwień!). I choć The Sixth Sense jest pierwszym jego filmem takiego formatu, to mógłby chociaż raz wrócić do tej formy i nakręcić cokolwiek tej klasy, bo o czymś takim jak Unbreakable to nawet nie ma co marzyć.
loading podpis...

Odpowiedz
The Borderlands (2013), czyli found footage, nawiedzony kościół i ekipa szukająca prawdy. Maleńki, skromniutki filmik, ale za to całkiem uroczy przez większość czasu - nie jest oczywiście straszny, chyba, że nagły atak dźwiękiem (krzyk/huk/łoskot) można uznać za coś strasznego, to jednak jakiś tam klimat jest. Szalenie podobał mi się motyw szukania informacji w starych kościelnych aktach i dziennikach oraz powolne odkrywanie prawdy albo jej części, szkoda, że tak mało tego było... tym większa szkoda, że końcówka jest tak słaba.

Odpowiedz
Footloose (1984 r. ofc). poczułem niedawno nieodpartą potrzebę powtórki tego filmu który pierwszy raz oglądałem jako dzieciak. a i przy oakzji pokazałem go żonie która go dotąd nie znała. no i wyszło nam że jest to w w swojej klasie produkcja lepsza niż dirty dancingi, gorączki (...), a może nawet grease. wszystko dzięki temu że motyw zakazanego tańca wydaje się być pretekstem do zarysowania wątków rodzinnych, społecznych czy nawet religijnych. do tego przyjemnie się patrzy na aktorów którzy podczas kręcenia tego filmu byli na początku swojej filmowej przygody.
no i świetna scena samotnego tańca bacona!
tak że o.

Odpowiedz
Myeongnyang (aka The Admiral - Roaring Currents) z 2014 dzieli się na dwie części. Absolutnie nudną, nieciekawą, rozwleczoną, bezsensowną część lądową i genialną morską bitwę, gdzie kilka statków walczy z przeważającymi siłami wroga (czyli takie 300 part 2, tylko w Azji i bez Evy Green). Żóltki krzyczą i krzyczą, statki na siebie nacierają, krew się leje, armaty strzelają, żółtki krzyczą jeszcze bardziej, krwi coraz więcej, dochodzi do abordażu, zaczyna się rzeź i jednoczesna walka z prądem i wirami. Fajna sprawa, dawno nie widziałem tak dobrych bitew morskich, ale jak się tak zastanowię... to chyba tylko Piraci z Karaibów i Pan i Władca są lepszymi filmami dotyczącymi morskiego naparzania z armat. Gdyby nie denne skupienie się na lądowych pierdołach, byłoby jeszcze lepiej.


E:
Gods of Egypt (2015). Nie poszedłbym do kina nawet, gdyby mi płacili - zwiastuny wyglądały koszmarnie plastikowo, sztucznie, nienaturalnie, aż oczy krwawiły, ale to była tylko zręczna zmyłka i całkiem udane oszustwo. Film wygląda jeszcze gorzej, większość scen na pustyni to aż nazbyt wyraźnie wklejenie aktorów w sztuczne, wątpliwej jakości tło, reszta efektów też dotrzymuje tego żenującego poziomu (a już Apophis to nic innego jak wielka, szarobura sraka z zębami).
To, na całe szczęście, to pierwsza i ostatnia tak wielka wada; ludzcy bohaterowie co prawda są totalnie nijacy i płascy, ale można to przeboleć, bo prawdziwa zabawa jest z bogami. Nie są oczywiście genialni, ani wyjątkowi czy super dopracowani, ale swoje role spełniają raczej dobrze, niż źle.
Set jest cwanym sukinsynem, który chce mieć wszystko dla siebie, Thot jest mędrcem oderwanym od rzeczywistości, Hathor to uwodzicielska i knująca piękność (i jedyny element filmu, na który przyjemnie się patrzy), Ra jest potężnym i mądrym opiekunem, Anubis poza obrzydliwą charakteryzacją jest całkiem w porządku, ale Horus... Horus kojarzy się z marvelowskim Thorem i jego pierwszą ekranizacją. Lubujący się w zabawie i przemocy ziomek, która ma gdzieś wszystkich.
Obejrzeć można, z nudów, gdy nic innego nie ma i nie przeszkadza nikomu denna jakość wykonania oraz prostacka i oklepana fabuła (zły detronizuje dobrego i zamienia kraj mlekiem i miodem płynącym w kraj krwią i łzami płynący, a poczciwy złodziej stara się ocalić ukochaną i pomaga przy tym dobremu władcy).

Odpowiedz
Triumph des Willens - niesamowity film, najlepiej pod względem technicznym, artystycznym zrobiony dokument w historii, podejrzewam, że jakiś odsetek ujęć był inscenizowany, ale ogromna większość nie mogła być, więc tym większy podziw dla Riefenstahl, że tak obłędnie to wygląda. Współcześni twórcy uwieczniający jakiekolwiek historyczne wydarzenia mogą Niemce buty czyścić, co więcej - tak sobie myślałem podczas kilku arcygenialnych ujęć, że kurde, Spielberg z Kamińskim, którzy celowali w podobną stylistykę (chociaż oczywiście bez gloryfikacji) wyprodukowali gorsze obrazki niż Riefenstahl kręcąc na żywo. Ten film wygląda i brzmi tak fantastycznie w 2016 r., że aż strach pomyśleć jakie wrażenie robił w latach 30. to znaczy, to jest najciekawsze w tym filmie, że dobrze wiemy jakie wrażenie zrobił i konsekwencje w skali świata wywołał cały ruch narodowo-socjalistyczny, a tutaj zostajemy wrzuceni w samo epicentrum tego szaleństwa.
Genialnie zrobiony, niezwykle ważny świadek historii - nie będę pisał, że nie daję oceny dla takiej propagandówki, bo oceniam wszystkie filmy pod względem wrażenia jakie wywołują, pod względem wykonania - Triumf Woli spokojnie zasługuje na 9/10, nie pełna dycha, bo jest po prostu trochę zbyt długi i robiłby jeszcze większe wrażenie, jakby wyrzucić parę fragmentów.

Żal tylko, że Leni Riefenstahl, pomimo tego, że przeżyła ponad 100 lat nie kręciła po wojnie normalnych fabuł, przecież cały ten dokument to taki eye candy, że ja bym łykał każdy jej fabularny film, bez względu na fabułę.

Jeszcze jedna refleksja: oczywiście wielkość i sukces NSDAP był w dużej mierze zależny od uwarunkowań historycznych tamtego okresu, ale ciężko nie ulec wrażeniu, że gdyby dzisiaj jakakolwiek partia na świecie była tak biegła w propagandzie jak podopieczni Goebbelsa, to w cuglach mogłaby wygrać wybory i wprowadzać dyktaturę w dowolnym państwie.

Odpowiedz
Infekcja (Kansen) - bez kitu jeden z najciekawszych japońskich horrorów jakie widziałem. Tani, czasem nieporadny, ale tak kurewsko dziwny, jakby Refn i Lynch dorobili się japońskiego bękarta. Masa ciekawych postaci i dziwacznych wątków. Świetne miejsce akcji - niedofinansowany szpital, gdzie jest za mało wszystkiego. Zajebiaszczy motyw przewodni, czyli próba zatuszowania nieumyślnego zabójstwa pacjenta przez lekarza, przy rozwijającej się w tle infekcji, którą zaraża wszystkich tajemniczy pacjent. Nie jest to film straszny, ale atmosferę ma genialną, jest zabawny na swój dziwny sposób (przełożony miota podwładnym, bo ten próbował zszyć pacjenta, choć na to "nie zasługuje"), robi mindfucka i generalnie tak dobrze się go ogląda, że 10/10 za tę jedną cechę wystawię.

Shutter - Widmo - tajski oryginał. Świetne założenia, sporo scen z gatunku "creepy as fuck", fajna końcówka, ale za bardzo amerykański jest to film jak na mój gust. Za dużo jump scareów, za dużo dramatycznej muzyki, za mało typowo azjatyckiego pokazywania cichych, pustych miejsc, które przyprawiają o gęsią skórkę. No i na końcu wszystko się wyjaśnia, a ja nie lubię, jak mi się tajemnicę rozwiązuje w szczegółowych dialogach. 6/10

Odpowiedz
Gam-si-ja-deul (aka Cold Eyes) z 2013 to kolejne cudo od Koreańczyków - jest sobie jednostka policji zajmująca się śledzeniem w terenie podejrzanych i tworzeniem gruntu pod grubsze akcje, taki surveillance team zżytych ze sobą ludzi, do których dołącza żółtodziób, nowy nabytek. Stróże prawa muszą znaleźć ekipę odpowiedzialną za napady na banki i kradzieże grubej kasy, ale mają tylko jedną, niezbyt wyraźną fotkę podejrzanego... krótko mówiąc, to genialna rzecz, z rewelacyjnym, trzymającym w napięciu początkiem (który trochę ciężko ogarnąć, bo praktycznie od razu jesteśmy rzuceni w sam środek akcji), świetnym drugim aktem (gdzie śledztwo nabiera tempa, a każdy z występujących tutaj żółtków jest w jakiś sposób zarysowany) i troszkę słabszą końcówką (zbyt długą, zbyt komiksową, zbyt... przesadzoną? Nie wiem jak to nazwać, ale zbyt dużo tutaj broni palnej i strzelania, jestem przyzwyczajony, że Koreańczyki biegają z nożami i kijami, a nie bronią palną). Poza tym, jak to w Korei jest brutalnie i krwawo gdy trzeba i o dziwo całkiem zabawnie i wesoło... nie jest to film kalibru najlepszych thrillerów i kryminałów z dalekiego wschodu, ale całkiem dobra, nawet luźna rozgrywka, można powiedzieć.
[Obrazek: pressphoto.jpg]

Odpowiedz
The Manster (1959) - B-klasowy horrorowy sajfaj o japońskim szalonym naukowcu, który robi z Amerykanina tytułowego potwora. Nawet nieźle zagrany, o dziwo efekty specjalne są świetne jak na te czasy i jakiś tam klimat jest. Można spokojnie zremake'ować. 

Odpowiedz
Eye in the Sky (2015) - film o pilotach dronów. Nie spodziewałem się wiele, 95% na RT uważałem za totalną przesadę i mówiąc szczerze to jestem zachwycony. Tak, wszyscy siedzą i gadają, tak, w paru scenach efekty są koszmarnie wręcz plastikowe, ale jakie przy tym są emocje! Co prawda może to być tylko i wyłącznie spowodowane tym, że wkurzyło mnie zachowanie w sumie każdego kto nie jest związany z wojskiem w tym filmie i tylko przerzuca się odpowiedzialnością i wydaniem rozkazu, ale bawiłem się przednio.
O co chodzi? W Kenii jest komórka terrorystyczna, ziomki szykują się do działania, zbroją się, zakładają te swoje wybuchowe kamizelki, a wszystko jest obserwowane z drona - gdy udaje się zidentyfikować cele, dosłownie za ścianą widać ludność cywilną i zaczyna się wyścig z czasem, że posłużę się takim frazesem. Wojskowi są gotowi na poświęcenie życia by ubić drani, którzy mogą dziesiątki albo i setki zamordować - politycy i reszta ferajny nie chce ryzykować życiem ludności cywilnej.
I się wszystko nakręca, a ja siedziałem jak na szpilkach. Zajebioza, fajny Jesse Pinkman, fajna Helen Mirren, jest nawet świętej pamięci Alan Rickman, skromna, ale mocna rzecz, polecam, ale to raczej film na jeden raz.

Odpowiedz
Vanilla Sky - Spodziewałem się jakiegoś romantycznego dramatu, a dostałem mocny film psychologiczny z nutą sci-fi. Świetny Tom Cruise i Penelope. Mind fuck mam większy niż po Incepcji lub Mr. Nobody. Bardzo depresyjne kino. 7,5/10
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
The Bat (1926) - Jak to mówią - stary, ale jary. Świetny kryminał, który momentami ogląda się jak jakiegoś Batmana (który notabene czerpał z The Bat). Trzyma w napięciu do końca i dałem się parę razy zaskoczyć. Do tego oglądałem wersję z wyjątkowo klimatycznym soundtrackiem 8/10

Lonesome (1928) - Sentymentalne i mocno naiwne. Ale jaki ten obraz jest sympatyczny i optymistyczny!  Dwoje głównych bohaterów to - nie oszukujmy się - wydmuszki, to mimo tego wzbudzają sympatię, patrzyłem na ich losy z zaciekawieniem i  kibicowałem, by byli razem. Plus ode mnie za uniknięcie kliszy "liar revealed". Z kolei od strony wizualnej w pewnym momencie film jest interesująco zabarwiony (żaden technikolor) i wygląda dosyć ciekawie. 

[Obrazek: tumblr_mra8cjh7GY1qiz3j8o1_500.gif]

[Obrazek: tumblr_inline_ni2nkeXKLQ1qe6nze.gif]
Cholera, precz z obiektywizmem - 9/10!

Odpowiedz
Humanité [Mubi] - gwałt i morderstwo 11-letniej dziewczynki? Śledztwo? Odkrycia które wywracają miejscową społeczność do góry nogami? Musiałem to obejrzeć, ale odpadłem po 20 minutach pretensjonalnego, pseudoartystycznego kina, w którym każde ujęcie trwa jakieś 6 razy dłużej niż powinno, a zamiast fabuły dostałem ujęcia bohatera który chodzi, siedzi, stoi, przygląda się jak jego koleżanka się pieprzy, ogląda telewizję, krztusi się jabłkiem, jeździ na rowerze. Jedzie. Jedzie. I jedzie. Poci się i jedzie.

Next!

Odpowiedz
Phantom of the Opera (1925) - trochę gotyku, trochę niepotrzebnej komedii, świetna charakteryzacja Lona Chaneya, niesamowity klimat, ale czegoś zabrakło. 7/10

Odpowiedz
Zoolander 2 - Nie tak dobry jak poprzednik ale wciąż się dobrze ogląda. Jest tyle głupich sytuacji, ale nie wszystkie są śmieszne. Brakowało tu czegoś jak cameo Davida Bowiego w pierwszej części. Mogłoby być więcej trans Cumberbatcha. Penelope jest tak boska, że słowa tego nie opiszą, zdecydowanie największy plus filmu. 6/10.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
And Then There Were None (2015) to w sumie miniserial, bo trzy odcinki, ale obejrzałem całość za jednym zamachem, więc na upartego można traktować to jako film. Chyba. W każdym razie polecam, dobra rzecz, Dziesięciu Małych Murzynków chyba każdy zna w takim czy innym wariancie, a to trzygodzinne cudo od BBC to świetne ekranizacja Agaty Christie. Materiału źródłowego oczywiście nie czytałem, znam tylko ogólne założenia, co i jak, nic więcej, ale to nawet lepiej w tym przypadku. Nie miałem praktycznie żadnych wymagań poza "fajnie, jeśli to będzie dobre, jeśli mnie wciągnie".
Na plus - stylówa, surowa, oszczędna, ale za to klimatyczna, miła dla oka, Anglia z lat trzydziestych jest naprawdę fajna. Aktorzy zagrali pierwszorzędnie, chociaż przez połowę nie bardzo mogłem skojarzyć kto ma jak na imię. Intryga naprawdę fajna, tylko troszeczkę przekombinowana, co można już traktować jako minus. Reszta minusów - retrospekcje. Za dużo ich, zbyt wiele zdradzają i są po prostu zbyt łopatologiczne, chociaż w jednym przypadku dałem się nabrać i wszystko poszło innym torem, niż sądziłem. Sam Neil jest zmarnowany, wolałbym go w roli lekarza, niż wojskowego, albo nawet i zwykłego lokaja.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,001 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,201 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,349 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,774 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,158 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości