Krótka piłka, czyli mini-recenzje

Odpowiedz
Don't Look Now, jakże zachwalany w artykule na KMF.:) Najlepiej świadczy o nim fakt, że dopiero w połowie filmu coś mi kliknęło i przypomniałem sobie, że ja to już widziałem i wiem, co się zaraz stanie.

Generalnie - ma to atmosferę, ale jest niepotrzebnie rozwleczone, dużo tu niczego, pierwsze 45 minut można skompresować do 15 minut bez straty żadnej istotnej fabularnie rzeczy. Tyle czasu poświęcono tu na budowanie związku między Donaldem a jego żoną, a on w sumie nie jest aż tak ważny; wydarzenia filmowe nie burzą go, nie wystawiają na próbę. Równie dobrze po prologu Donald mógłby się rozwieść.

Nie dziwię się rozwlekłości, bo opowiadania Daphne du Maurier nigdy długie nie były i to pewnie też nie był materiał na pełny metraż. Fajnie zrealizowany, ale nudnawy film. Jako horror raczej słaby, ale bezproblemowo oglądalny. 6/10

P.S. Przez hipsterów i instagram filmy z lat 70. wyglądają coraz bardziej współcześnie.

Odpowiedz
Komórka Stephena Kinga to średnia książka, fajnie się zaczyna, ale potem jest coraz gorzej. Film zaczyna się słabo, a potem jest znacznie gorzej - to, co na papierze było fajne, miało swój klimat i dość dobrze pokazywało upadek cywilizacji, na ekranie praktycznie nie istnieje. Wyrzucono masę oryginalnych wątków, a pozostałe zmieniono, razem z zakończeniem które z jednej strony mi się podoba, bo jest dziwne, szalone i na swój pokrętny sposób upiorne, z drugiej jest jednak niesamowicie głupie i pozbawione sensu. Nie polecam, chyba, że ktoś ma problemy ze snem i potrzebuje usypiacza. Zarówno, jeśli chodzi o książkę, jak i o film... bo inaczej się nie da opisać ludzi zamieniających się w opętanych szaleńców w wyniku impulsu komórkowego.

Odpowiedz
Zdradź zakończenie, bo nie chce mi się tego chłamu oglądać.

Tymczasem...

The Lobster - mój ulubiony typ s-f, tzn. zwykły świat, w którym jedna rzecz jest dziwna, widziany oczami przeciętnego człowieka. Nieco spasiony Colin Farrell zostaje rzucony przez żonę i trafia przymusowo do hotelu "randkowego", gdzie w ciągu 45 dni ma znaleźć sobie parę - w przeciwnym razie zostanie operacyjnie zamieniony w zwierzę. Ten pomysł wyjściowy jest tak kurewsko dziwny, że od razu się w nim zakochałem, zwłaszcza że dialogi, gra aktorska i reżyseria to klasa mistrzowska. Przez pierwszą godzinę miałem wrażenie, że oglądam jeden z najlepszych filmów ever... ale potem przyszła druga połówka.

Która nie jest zła, ale przenosi ciężar opowieści na inny wątek i wszystko nieco siada - humor, tempo, nieprzewidywalność. Pierwsza połowa to WTF za WTF-em, i to z gatunku tych najlepszych, rozwalających na kawałki. Druga połowa to dziwny, ale dość standardowy pod względem struktury film o zakazanej miłości. Do tego zakończenie jest po prostu słabe, reżyser poszedł po linii najmniejszego oporu i zwyczajnie mnie wkurzył. Wiem, co chciał przez to powiedzieć - bo zwłaszcza w drugiej połowie wyraźnie widać, że ma Głębszą Myśl do przekazania - ale sorry, nie.

Mimo wszystko to wciąż świetny film, z najbardziej rozpieprzającymi scenami tańca, jakie widziałem. 8/10

Odpowiedz

Odpowiedz
Nawet nie tak źle to brzmi.:)

Odpowiedz
Pojutrze - lubię Emmericha, i co mi zrobicie? Zastanawiałem się nawet, czemu go lubię, i wyszło mi, że za klimat. Świetnie wyglądają te jego filmy, mają duszną atmosferę i czuć skalę wydarzeń. Jeśli przyglądać im się z bliska - każdej scenie czy bohaterowi - to oczywiście słabo to napisane i uroczo naiwne, ale w tym przypadku wolę chłonąć całość niż drążyć. Bo to mimo wszystko fajna wizja, której nikt inny nie pokazał: Nowy Jork zalewa tsunami (rewelacyjnie to wygląda), potem wszystko zamarza... Czadowe. A i jakoś trudno mi narzekać, że w rolach głównych Quaid i Gyllenhaal.

Poszczególne sceny świetnie wyreżyserowane, choć słabo napisane i durne. To w sumie głupie, że pierwsze uderzenie gradu to pojedyncza kula, żeby ludzie mieli czas na zszokowane reakcje, ale świetnie to wygląda. Jeb... pada jakiś gość. Co się stało? Kula lodu...? ŁOJEZU... i się zaczyna. Dobre to jest, ma właściwe tempo, świetnie wygląda. Fajnie mi się na to patrzy, choć brakuje jakiejś konkretnej kulminacji. Za pierwszym razem byłem szczerze zdziwiony, że "ucieczka przed zimnem" to był prawdziwy finał. Już sekwencja z wilkami była lepsza. No ale cóż - 7/10 się należy choćby za to:

[Obrazek: tumblr_inline_o3iqysauLC1t0ijhl_500.gif]
[Obrazek: MarriedGenerousArchaeopteryx.gif]

Odpowiedz
(28-06-2016, 17:32)military napisał(a):  Bo to mimo wszystko fajna wizja, której nikt inny nie pokazał: Nowy Jork zalewa tsunami (rewelacyjnie to wygląda), potem wszystko zamarza...  
Nie do końca. W 1933 r. powstał niejaki "Deluge", a w nim zalany NYC:

:) 

Odpowiedz
Pojutrze to nieoglądalny, nudny syf, o którym zapomniałem już w trakcie napisów końcowych. Ponoć 2012 jest jeszcze gorsze, ale trudno mi w to uwierzyć.

Odpowiedz
Pojutrze to będzie dla mnie na zawsze wyznacznik skrajnego debilizmu głównych bohaterów w filmach ever - tutaj na przykład ogrzewają się przy ognisku z książek, mając obok siebie tony drewna na lata :) Ale tak czy siak ogląda się to nieźle i wygląda wciąż bardzo dobrze.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Cytat:Ponoć 2012 jest jeszcze gorsze, ale trudno mi w to uwierzyć.
To uwierz :) "Pojutrze" to słaby film który ratują naprawdę świetne sekwencje destrukcji miast. Nie powiedziałbym, że lubię ten film, ale dla samego zatopienia Nowego Jorku, wracam do tej produkcji co kilka lat. Niestety "2012" to już przeładowane, głośne, idiotyczne gówno.

Odpowiedz
Cytat:ogrzewają się przy ognisku z książek, mając obok siebie tony drewna na lata :)

No nie do konca.:) Do wczoraj też tak myślałem, ale jednak w filmie jest tak, że wkładają książki, a potem rozwalają krzesła na drewno - normalka, musisz mieć podpałkę. A potem jak, ehm, atakuje zimno :), dorzucają książki żeby zwiększyć płomień - też w sumie logiczne, bo jak wrzucić drewno to trochę zajmie, zanim się rozpali.

Odpowiedz
Foolish Wives - momentami przeskoki akcji wydawać się mogą zbyt duże (a oryginalnie miał trwać 4-6 godzin), sama historia raczej nudnawa (z niemych filmów o oszustach ciekawszy był Dr Mabuse). Najbardziej wybija się Erich von Storheim, który tak zajebiście zagrał ostatniego, wyrachowanego skurwysyna i manipulatora, normalnie bania mała. Kadry i praca kamery niekiedy sprawiają, iż jest na czymś zawiesić oko. Zabawny detal w postaci książki czytanej przez bohaterów o tytule "Foolish Wives" autorstwa Ericha von Stroheima. Incepcja normalnie :). 7/10

Odpowiedz
Gods of Egypt - nie jest to aż taka totalna kaszana, jak się wydawało - bo kiczowatą stylistykę można kupić w formie dłuższej niż trailer; znaczy: można do niej przywyknąć. Poza tym bohaterowie są w miarę sympatyczni, a mitologia na tyle ciekawa, żeby to obejrzeć. Obsada niezła, zwłaszcza drugi plan. Ten film ma jednak dwa poważne problemy: złe sceny akcji (Proyas nie potrafi ich ogarnąć od pierwszego Kruka, wszystko jest sztuczne i dziwnie sfilmowane) oraz totalny brak pamiętnych scen. Dopiero co skończyłem go oglądać, a gdybyście zapytali mnie, jaka scena zrobiła na mnie największe wrażenie, z ręką na sercu żadnej nie potrafiłbym sobie przypomnieć. To taki film w stylu "Bibliotekarza", tylko z gigantycznym budżetem. Za miejsce/czas akcji i generalną zjadliwość daję mu 4/10.

Odpowiedz
Before I Wake z dzieciakiem znanym z Room. Jacob Tremblay zagrał tam fenomenalnie w mojej skromnej opinii, tutaj jednak jest znacznie bardziej cichy, spokojny, nieśmiały, ot, taki uroczy, grzeczny malec czekający na nową rodzinę adopcyjną, który powie "dzień dobry" i "przepraszam", a nocami żłopie kawę i energetyki zagryza prochami. Tak, gówniarz ma "moc", która urzeczywistnia jego sny i jeśli akurat śni o czymś miłym, jak motylki, to jest fajnie, ale jeśli ma akurat koszmarny sen, to dosłownie giną ludzie. Pomysł wyjściowy jest więc naprawdę zacny i ma gigantyczny wręcz potencjał na coś dobrego, ale na tym się kończy.
Zdecydowanie zbyt dużo miejsca poświęcono dramatowi rodziny adopcyjnej, której synek utopił się w wannie i teraz, by poradzić sobie z rozpaczą, adoptują chłopczyka. Za mało wykorzystane zostały jego sny i sama "moc", bo raptem kilka razy widzimy motylki i zwyczajne wspomnienia/wizje. Nawet koszmarne sny, choć rewelacyjnie z początku się prezentują, szybko stają się czymś totalnie do dupy. Pierwszej pojawienie się koszmaru - świetnie, przez jedną chwilkę widać w tle koślawą, chudą, odrażającą postać, która kojarzy się z tym czymś znanym z różnych creepypast. Kolejne tak samo, nienaturalne sztuczne ruchy i zachowanie są naprawdę upiorne, ale potem wszystko szlag trafia i film zmienia się w denny straszak, gdzie ludzie giną bo tak, a potem pojawiają się nie mając oczu. Meh.
O tyle mam większy żal, że sama geneza tego monstrum jest w porządku, Jacob daje radę i może z niego być sensowny aktor. Film całościowo jest jednak słaby...

Odpowiedz
Równolegle (El Incidente)

Powiem wprost. To jedna z tych produkcji, o których lepiej wiedzieć przed seansem jak najmniej ponieważ jej siła polega na zaskoczeniu. Mamy tu bowiem tytuł enigmatyczny, pomysłowy, pozostający w głowie po seansie, intrygujący i przywołujący na myśl takie obrazy jak choćby „Triangle” czy „The Cube”. A że film mi się bardzo podobał (pewnie dlatego, że ja po prostu takie zakręcone kino spod szyldu „Mindfuck”) doszedłem do wniosku, iż by nikomu nie psuć przyjemności obcowania z pełnometrażowym debiutem Isaaca Ezbana, nie będę wchodzić w szczegóły tylko po prostu wam go serdecznie polecę.

OCENA: 8/10
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
Co robimy w ukryciu

Doskonała nowozelandzka komedia mockumentary. O wampirach bez sztampy? Da się. Lekka, oryginalna i wciągająca produkcja, w której możemy obejrzeć najlepszą charakteryzację wampira w historii kina. Oprócz tego: kłótnie między wampirami o to kto nie zmywa naczyń, problem z doborem stroju, kiedy nie możesz obejrzeć się w lustrze, konfrontacje z kulturalnymi wilkołakami i wiele innych, kurcze pieczone, atrakcji.

Ja pierdykam, ciężko się te recenzje pisze.


8/10
Polski już nie ma.

Odpowiedz
Westworld - Chyba po latach Crichton dokonał autoplagiatu w Parku Jurajskim. Bo zarówno tu i tam jest cudowne wesołe miasteczko przyszłości, w którym idzie cos nie tak. Podoba mi się jak zadbano o szczegóły parku m.in. pistolety do zabijania robotów nie zabiją ludzi z powodu ich wysokiej temperatury. Z ciekawością się śledzi jak powoli postępuje upadek Delosu. Jedynie bym dał odmowę średniowiecznej dziewoi przed ugryzieniem przez robo-grzechotnika, bo tak to moim zdaniem całość prawdopodobnie by się toczyła. Końcowy pościg pełen napięcia i emocji. 8/10 

Futureworld - w zasadzie sequel niepotrzebny, ale punkt odniesienia ma dobry. Otóż władze Delosu zamierzają poprawić błędy poprzedników. Szkoda, iż potem to sprowadza się do wielkiego spisku mającego na celu władze nad światem.  Cameo Yula Brynnera zdecydowanie niepotrzebnie. 6-7/10

Odpowiedz
Czterech braci - kurka wodna, zaskakująco pozytywny film! Akcja dzieje się w Detroit. Czterech tytułowych braci adoptowanych w dzieciństwie przez kobietę, która zajmowała się ratowaniem trudnej młodzieży, dowiaduje się, że ta właśnie kobieta została zamordowana podczas napadu rabunkowego. Zjeżdżają się wiec do miasta i postanawiają... WYŚLEDZIĆ I ZABIĆ KOLESI ODPOWIEDZIALNYCH ZA ZAMORDOWANIE ICH MATKI. Bez większych moralnych rozkmin - odjebują kolejno wszystkich zamieszanych w spisek. Bardzo polecam. Marky Mark jest świetny w roli jednego z białych braci.

Dobre od 4:35


Odpowiedz
House (1977) - ten film to jeden WTF. Niby jest to horror, ale całość, a zwłaszcza pierwsza połowa przypomina musicalowe numery z renesansu Disneya. Zachowanie dziewuch jest często irracjonalne np. fortepian zeżarł ci paluchy - chichoczesz pod nosem. Tragedia jest, gdy fortepian odgryza ci dłoń. Albo to - inna dziewczyna wymiatająca w sztukach walki lepiej niż Bruce Lee (ma nawet ksywę Kung Fu) rąbie pieńki, które ją atakują. Po walce z nimi stwierdza "aha" i przez jakiś czas nadal neguje istnienie zjawisk paranormalnych. Aha, przy okazji walki gubi spódnicę i przez resztę filmu paraduje w majtkach. Na plus ładne widoczki, choć film ma chyba najgorsze matte painting w historii. Bez oceny, bo nie wiem jak to ocenić. 

Odmienne Stany świadomości - to miłe uczucie, gdy sądzisz, że pierwszy raz widzisz dany film, a potem okazuje się, że widziałeś go w młodości. W dzieciństwie widziałem właśnie sekwencję z małpoludem z tego filmu. Co do samego filmu, to na plus wizje narkotyczne, klimat, świetne efekty specjalne oraz rozwijanie konceptu wdawania się w inną osobowość do ekstremalnych warunków. Na minus końcówka, która jest jakaś urwana i zrobiona na szybko. 7-8/10 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,079 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,804 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,213 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,364 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,006 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,197 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości