Krótka piłka, czyli mini-recenzje
The Invitation - bardzo dobry thriller, który bardziej polega na paranoicznej atmosferze niż mocniejszych scenach czy zwrotach akcji.
Główny bohater zostaje zaproszony ze swoją dziewczyną na kolację do byłej żony i jej obecnego męża. Wśród gości są też starzy przyjaciele, ale od początku bohater czuje się nieswojo - po części wynika to z faktu, że byłej nie widział od dwóch lat, po części z tragedii, jaka wydarzyła się w tym samym domu kilka lat wcześniej. Najbardziej jednak niepokoją go drobne szczególiki, takie jak kraty w oknach, zamykane na klucz drzwi, chodząca bez spodni i majtek nieznajoma. Nienaturalność całej sytuacji zaczyna mu działać coraz bardziej na nerwy, a być może i wyobraźnię. 
Napięcie jest budowane powolutku, zabawa w gronie przyjaciół podszyta grozą, a konkluzja wydaje się nagła i efektywna. Świetny jest grający główną rolę Logan Marshall-Green, którego spisałem na straty po katastrofalnych występach w "Diable" i "Prometeuszu". Tutaj jeszcze bardziej przypomina z gęby Toma Hardy'ego, ale w końcu gra rewelacyjnie - koleś jest od początku niesamowicie intensywny, nieswój, ewidentnie nieprzygotowany na towarzyską kolację. 
Całość przypomina trochę "Coherence", gdzie również grupka przyjaciół spotyka się i dzieją się dziwne rzeczy, choć w "The Invitation" sci-fi nie uświadczymy. Jest za to świetnie budowany klimat niebezpieczeństwa i osaczenia, które mogą siedzieć tylko w głowie bohatera, albo być oznaką prawdziwego zagrożenia. 
Film można obejrzeć na Netflixie, a nakręciła go Karyn Kusama, której "Aeon Flux" nie lubię, a "Zabójcze ciało" uważam za kino nie do końca udane, choć dużo lepsze niż wszyscy mówią.
8/10

Odpowiedz
Lobster - fajny świat, fajny i trochę proroczy pomysł na fabułę (zamykanie singli na 45 dni w hotelu, aby znaleźli sobie drugą połówkę), nieco spasiony Farrel i....w sumie zawód. Oczekiwałem czegoś na maksa wkręcającego w ziemię swoim klimatem, realiami oraz zachowaniem bohaterów. Pierwsze 40 minut jest fenomenalne (motyw ze zmianą ludzi w zwierzęta - coś pięknego). Gdyby szło to dalej w tym kierunku, a przy tym trwało godzinę z hakiem - to byłby jeden z najlepszych naśladowców Terry'ego Gilliama. Niestety, im dalej w las (dosłownie) tym gorzej, a końcówka to soczysty liść reżysera w twarz widza. Brakowało tylko wirującego bączka na stole.

7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Time Cop (1994)

Dawno, dawno temu uważałem ten za słaby bo... dawno, dawno temu wydawał się takim kinem klasy C i to jeszcze z małą ilością akcji. Wiele się nie zmieniło - ciągle w tym filmie jest zbyt mało akcji, jest naciągany, niewykorzystany itd. Ale dziś oglądałem go z innej perspektywy i ocenię jako... średni.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Duże złe wilki / Big Bad Wolves (2013)

Morderca pedofil, żydzi i Palestyńczyk. Czy może być coś bardziej śmiesznego? Może. Ale film ogląda się bez bólu, chociaż spodziewałem się czegoś więcej.

6/10
Polski już nie ma.

Odpowiedz
Maze Runner: The Scorch Trials - film trochę lepszy od pierwszej części, przede wszystkim dlatego, że jest ładniejszy i ma więcej akcji, która pozwala oderwać się od słabiutkiej reszty. Za same widoczki zniszczonego miasta daję +1 do oceny. Co do bohaterów, fabuły i innych dupereli to nie ma co za wiele pisać. To kolejna wariacja Hunger Games/Niezgodnej, w której klisza goni kliszę a młodociana obsada nie ma w sobie żadnej siły, aby nieść na swoich barkach cały film. Wystarczy wspomnieć, że na kwadrans pojawia się tutaj Aidan Gillen, który grając na pół gwizdka przykrywa czapką całą gimbazę z obsady.

Końcowa bitwa to po prostu jedno wielkie WTF, tak samo jak zakończenie. Wes Ball ma talent do kręcenia pojedynczych scen (ucieczka z centrum handlowego jest naprawdę dobra), ale storytelling i prowadzenie aktorów u niego leży.

[Obrazek: 643265.png]

5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Everybody Wants Some - rozczarowanie. Niby przyjemnie się ogląda, ale na końcu pozostaje uczucie straconego czasu. Jestem jednym z ostatnich, którzy narzekają na to, gdy film jest "o niczym", ale tutaj muszę :) bo to nic innego jak kilka dni z życia facetów z college'u, nawet miejscami miałem wrażenie jakby to były posklejane 3 odcinki z jakiegoś serialu, bo serio nic znaczącego się tutaj nie dzieje: imprezy, laski, trochę baseballu i to wszystko. 5+/10

Odpowiedz
Ja nie bylem w stanie przebrnąć. Boyhood mnie chyba popsul, bo nie mam w ogole podjarki filmami Linklatera już, a EWS tylko to potwierdzilo. Obejrzalem moze pol godziny i nie bylo niczego, co chcialbym dluzej ogladac.

Odpowiedz
Pierwsza połowa filmu i tak jest lepsza od drugiej :) W drugiej jest długaśna scena treningu na którym autentycznie NIC się nie dzieje. Nie wiem czy nie zawyżyłem tej oceny...

Odpowiedz
Pff.... nie potraficie się cieszyć tym idealnie oddanym klimatem lat 70tych, pełnym smaczków i świetnej muzyki.
To nie film, to maszyna czasu :P Ode mnie 8/10 i wspaniały duchowy sequel Dazed and Confused.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Ja się cieszyłem klimatem, stąd wytrwałem do końca, nawet pozytywną ocenę dałem :)
Oceny od 6 w górę rezerwuję dla filmów, które potrafią być i maszynami czasu i ciekawymi fabułami, w EWS zapomnieli o tym drugim - równie dobrze mogli nakręcić drugi, dwudziesty, albo siedemdziesiąty tydzień tego nowego kolesia w college'u i nie robiłoby to specjalnej różnicy, bo nie pokazano nic poza imprezową codziennością - jak serial o imprezowej codzienności, który nie ma żadnych ciągnących się dłużej wątków.

Odpowiedz
Opowieści księżycowe (1953) - japońska baśń o spełnianiu marzeń, dążeniu do nich po trupach i o tym, że czasem spełnione marzenia okazują się rozmijać z oczekiwaniami. Świetna fabuła, klimat i scenerie to główne zalety tej produkcji. Na minus kilka dłużyzn i dosyć przewidywalne rozwiązania fabularne. Warto obejrzeć, zwłaszcza dla osób zainteresowanych starszymi produkcjami japońskimi.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Straight Outta Compton [director's cut]

Solidna, wciągająca biografia ze świetną muzą w tle. Uproszczenia i wybielanie (sic!) wyczuwalne jednak na kilometr - bohaterowie piją, ale nigdy nie są pijani. Biorą narkotyki, ale palą tylko trawę. Są w związkach, ale nigdy nie zdradzają swoich kobiet (które scenariusz traktuje jak statystki, dając im do odegrania najwyżej najbardziej standardową rolę prawiącej morały matki czy pocieszającej dziewczyny). Mają kontakt z policją, ale nigdy z ich winy / z powodu słusznych pobudek (wykonanie Fuck tha Police w Detroit mimo zakazu). Ale to chyba coś, na co trzeba było być przygotowanym, wszak producentami są sami Ice Cube i Dre, a i z czegoś trzeba było zrezygnować; w tej wersji film trwa ponad 2,5 godziny i jest to i tak bardzo dobrze spożytkowany czas.

Biadolenie o braku aktorskich nominacji do Oscara było - o niespodzianko - ogromną przesadą, choć film jest dobrze, porządnie zagrany i tego mu odmówić nie można. Casting w ogóle jest świetny, aktor grający Ice Cube'a jest momentami tak podobny, że można przecierać oczy ze zdumienia. Plus eleganckie zdjęcia Matthew Libatique'a.

Mocne 7/10. Brakuje iskry bożej, która wyniosła by go na poziom czegoś autentycznie wyjątkowego, ale to naprawdę fajne kino. Polecam.

Odpowiedz
Mierzwiak napisał(a):Są w związkach, ale nigdy nie zdradzają swoich kobiet (które scenariusz traktuje jak statystki, dając im do odegrania najwyżej najbardziej standardową rolę prawiącej morały matki czy pocieszającej dziewczyny).
Mało tego. To jest tym bardziej komiczne w kontekscie tego, że Dr. Dre jest znany z tego, że lubi hobbystycznie boksowac kobiety - i to nie tylko swoje. Tutaj w ogole jest takim troche glosem zdrowego rozsądku, który probuje gangsta oddzielic od rapu.

Odpowiedz
No tak, zdaje się że kiedyś wymienialiśmy zdanie na ten temat, wklejałem chyba nawet artykuł z gawkera: http://gawker.com/heres-whats-missing-from-straight-outta-compton-me-and-1724735910

Tak to jednak jest, jak bohaterowie filmu zaangażowani są w produkcję. The Social Network też wyglądałoby inaczej gdyby Zuckerberg miał coś do powiedzenia na temat scenariusza :P

Odpowiedz
(27-07-2016, 10:51)Mierzwiak napisał(a): Casting w ogóle jest świetny, aktor grający Ice Cube'a jest momentami tak podobny, że można przecierać oczy ze zdumienia.
To zasługa tego, że jest jego synem. :)

Odpowiedz
Dla mnie też solidny film, ale raczej z kategorii hagiografia, niż biografia :)

Odpowiedz
(27-07-2016, 11:36)nawrocki napisał(a): To zasługa tego, że jest jego synem. :)
OK, to teraz wszytko jasne :)

Odpowiedz
(27-07-2016, 11:08)Mierzwiak napisał(a): The Social Network też wyglądałoby inaczej gdyby Zuckerberg miał coś do powiedzenia na temat scenariusza :P

Ale TSN to raczej interpretacja faktów - nikt nigdy nie twierdził, że to 100% prawdy, a i film ani na moment nie udaje, że jest biografią. Nawet był kiedyś gdzieś jakiś tekst wytykający nieścisłości i wyolbrzymienia.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
No wiesz, przed SOC też nie ma planszy informującej, że to 100% prawdy :) Tylko że i Dre i spółka, i Zuckerberg z ekipą to tak samo prawdziwe postaci, tak jak i prawdziwymi są muzyka N.W.A. i Facebook. Myślę że i jego, i TSN można w takim samym stopniu nazwać biograficznymi, choć raczej przyzwyczailiśmy się że takie filmy obejmują znacznie dłuższy okres życia bohaterów.

Odpowiedz
Bølgen (The Wave)

Schematyczne (główny bohater jako jedyny ma złe przeczucia, obowiązkowa reanimacja w finale...), a przy tym klasyczne, rzetelne kino katastroficzne w pięknej, elegancko sfotografowanej scenerii. W przeciwieństwie do hollywoodzkich katastrof spod znaku ostatnich popłuczyn Emmericha czy San Andreas nikt tu nie błaznuje, a o tragicznych dla ludzi skutkach katastrofy się nie zapomina (scena z autokarem).

Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, to ZNAKOMITE CGI; nie ma go dużo, ale to najlepiej zrobiona fala tsunami tych gabarytów jaką widziałem.

[Obrazek: wkOlBru.jpg]
[Obrazek: SUZEpVT.jpg]

7/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,199 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,882 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,256 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,751 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,422 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,717 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,277 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości