12-08-2016, 06:03
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Z dramatycznych ról "Punch-drunk Love" ( świetna rola, dla mnie godna nominacji do Oscara) i "Reign Over Me". Jako komik jest dla mnie zawsze taki sam (i zawsze z tą samą fryzurą, heh!) ale ostatnio naprawdę podobał mi się "The Cobbler" z jego udziałem, polecam.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
"Last days in the desert"(2015) - Przyznam, że oczekiwałem czegoś lepszego. Zdjęcia są rewelacyjne, muzyka także. Historia daje do myślenia i zapada w pamięci. Największym plusem tego artystycznego kina jest Ewan McGregor w roli Chrystusa/Szatana. Szkoda, że nie wystąpił tu sam Ewan, bo wolałbym obejrzeć cały film opierający się tylko na samym kuszeniu Mesjasza i dialogach pomiędzy dobrą, a złą postacią. Dialogi mogły by jeszcze polegać na tym, że czasami racja stałaby po stronie Jezusa, a raz po stronie diabła. Dałbym za to dolara. Bardziej wtedy doceniłbym też McGregora. Po tym filmie nie spodziewam się wielkiego szumu, a szkoda, bo był potencjał. A tak to dostałem rodzinkę, której losy w ogóle mnie nie interesowały. Film polecam ale na raz. Przed Wielkanocą będę wolał po raz kolejny obejrzeć "Ostatnie Kuszenie Chrystusa" Scorsese, które lepiej przedstawiło człowieczeństwo Syna Bożego. 7/10.
13-08-2016, 03:00
Last days in the desert - bardzo ładny (Lubezki!), spokojny film do kontemplacji o relacjach między ojcem a synem. Z jednej strony trudno było mi przyzwyczaić się do Ewana w takiej roli, ale z drugiej, sceny gdy mówi sam ze sobą są naprawdę świetne i tak jak pisze Krismeister, fajnie byłoby zobaczyć taką dwugodzinną rozmowę. I zawsze doceniam autorskie interpretacje biblijnych opowieści. 7/10
Zakładnik z Wall Street - strasznie durne w swojej naiwności, bo nie wierzę, że wszelkie służby porządkowe mogłyby się zachowywać w takiej sytuacji tak jak tutaj. Zwłaszcza w NY po 11 września. Poza tym nie cierpię takiej hipokryzji, która po części wynika z powierzchownego liźnięcia tematu - film zaczyna się krytyką całego systemu, ale w którymś momencie twórcy robią sprytną woltę (albo z braku jaj, ambicji? umiejętności?) i już nie chodzi o kapitalizm, tylko o jednostkową aberrację. Po obejrzeniu "Big Short" śmierdzi mi to fałszem. Aktorstwo ok, a reżyseria całkiem przezroczysta. 3/10 15-08-2016, 23:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-08-2016, 23:12 przez patyczak.)
Cafe Society - nowy Allen jest niezły, ale to kolejny przykład tego, że Woody nie jest w stanie już niczym zaskoczyć. To przyjemny film na deszczowe popołudnie, ale nic więcej. Nie ma tu nic, czego nie znalibyśmy z twórczości Nowojorczyka. Ani forma (zdjęcia ładne, ale zachwytów nie pojmuję), ani scenariusz, ani prowadzenie aktorów nie robi efektu "wow". Fajnie, że Eisenberg i Stewart pokazują coś innego (Stewart wypada znacznie lepiej), a Carrel i Lively swoją charyzmą biją wszystkich dookoła. No i odwzorowanie lat 30-tych, scenografia, muzyka, klimat też robią dobrą robotę. Tylko, że od seansu minęły 2 godziny a ja w sumie niewiele z niego pamiętam.
6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
16-08-2016, 20:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-08-2016, 20:59 przez Snappik.)
"Me Before You" - Najlepszy film dramatyczno-romantyczny od czasu "Pamiętnika". Historia jest wspaniała, a przez pierwszą połowę byłem zaskoczony jakie to jest wszystko świetne. Druga połowa trochę siada, ale film na długo pozostanie mi w pamięci. Emilia Clarke nie dość, że piękna to jej postać jest bezbłędnie napisana i zagrana, taka typowa swojska dziewczyna z którą chciałoby się być. Może i taki był zamysł twórców, jeśli tak to im się udało. Sam Claflin to po prostu świetny aktor i sympatyczny gość, chcę więcej filmów z jego udziałem. Humor jest ge-nia-lny. Serio, bawiłem się jak na dobrej komedii. Zaskoczyłem się na prawdę pozytywnie, bo fabuły przed obejrzeniem filmu nie znałem absolutnie. Nie żałuję, bo cały czas byłem zainteresowany co się stanie aż do samego końca. Świetne kino na rozluźnienie dające do myślenia. 8.5/10.
19-08-2016, 02:42
Heh, a po mnie z kolei spłynął ten film totalnie i ani razu nie odniosłem wrażenia, że ta historia wybija się jakkolwiek ponad przeciętność. Tak, samo to, na czym oparta była relacja bohaterów - i do czego prowadziła - może i jest jakimś novum, ale cała reszta to niezbyt porywająca opowiastka z wybitnie irytującą Clarke, na której dzikie ruchy brwiami i przegiętą ekspresję nie mogłem już potem patrzeć. Większej chemii między bohaterami też nie odnotowałem, ale fakt, humor był w porządku. Clafin też, a całość to takie 5/10.
19-08-2016, 07:31
The End of the Tour - bohater grany przez Eisenberga mówi pod koniec filmu, że wywiad i te kilka dni spędzonych z pisarzem (granym świetnie przez Jasona Segela) to najlepsza rozmowa jego życia. Nie była to może najlepsza filmowa rozmowa jaką widziałem, ale zrobiła na mnie spore wrażenie. Wielki pisarz i dopiero aspirujący, z olbrzymimi ambicjami. Gadają sobie mądrze o życiu, o sztuce, pisaniu, Ameryce, swoich demonach. Zachwycają Szklaną pułapką. A nawet ze sobą rywalizują, bo każdy z nich wydaje się mieć to, czego pragnie ten drugi, co jest chyba najciekawszym wątkiem historii.
I największym paradoksem jest to, że wydaje mi się, że teraz znam Davida Fostera Wallace'a, człowieka, kiedy jego twórczość (nie czytałem jeszcze Krótkich wywiadów z w paskudnymi ludźmi; wiedzę czerpię tylko z filmu, więc może piszę właśnie głupotę) mówiła o poszukiwaniu jakiejś autentyczności pośród rzeczywistości, kreowanych przez media. 8,5/10 19-08-2016, 09:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-08-2016, 09:02 przez patyczak.)
"Stay"(2005) - Nie wiem w sumie co obejrzałem. Film jest tak nudny, ciężki, pogmatwany i tak źle zmontowany, że ciężko to było oglądać. Końca filmu wyczekiwałem jak Gwiazdki. McGregor i soundtrack robią tu jedynie dobrą robotę. Gosling nawet nie miał co grać, bo rola emo gościa nie miała nawet szansy do jakiejś ekspresji lub emocji. Dialogi są tak głupie i pseudo filozoficzne, że niemożliwe żeby ktokolwiek tak ze sobą rozmawiał. Tylko się tym zmęczyłem. 3/10.
19-08-2016, 23:44
Ben-hur (2016) - chciałbym napisać, że ten film nigdy nie aspirował do 11 Oskarów i miał być po prostu blockbusterem dla mas, ale...nawet i to się nie udało. Serio, w Hollywoodzie mamy do czynienia z jakąś chorobą, która obniża IQ producentom, scenarzystom i reżyserom. Choroba toczy kolejne studia i jest coraz groźniejsza. Już pal licho, że ten remake powstał tylko po to, aby pokazać jak Żydzi byli bardzo krzywdzeni. Pomijam fakt, że Morgan Freeman znowu gra Morgana Freemana. Wyścig rydwanów? Jest spoko, to chyba najlepsza scena, ale poszło na nią 3/4 całego budżetu bo reszta jest NUDNA pod każdym względem - realizacja to jakiś mix oklepanych pomysłów z karkołomnym wykonaniem (ujęcia FPP?? Serio? W takim filmie?) które śmierdzi kompem (scena ze statkami - wygląda jak ze studia Asylum). Dodam, że jest tutaj masa ujęć nakręcona kamerkami Go Pro, przez co na ekranie niewiele widać, a po drugie - słabo to się łączy z tradycyjną cyfrą (pamiętacie tę słynną scenę z beczkami z Hobbita? Tutaj takich zgryzów montażowych jest więcej). Za kamerą postawili gościa od Bourne'a i to widać - dzikie zbliżenia na twarze, chaotyczne ujęcia, epilepsja w scenach akcji. Tak jak w Bournie mogło to działać (Greengrass wie kiedy się opamiętać) tak tutaj jest po prostu pójściem na łatwiznę, bo niby taka moda. A najgorsze jest to, że taką konwencję Bekmambetov przyjął także w scenach dialogowych. Przykład - Messala i Juda rozmawiają ze sobą o jakichś tam pierdołach z wojny, kamera co chwilę zmienia położenie pokazując twarz jednego bądź drugiego, a wszystko to zostaje okraszone parkinsonem kamerzysty. Co twórca miał na myśli?
O tym, że mamy tutaj do czynienia z mega wykastrowaną historią względem wersji z 1959 roku nie trzeba wspominać. Problem w tym, że Bekmambetov próbował mimo 120 minut upchnąć wszystko, co się dało jeśli chodzi o wątki lub postaci, przez co końcówka przypomina skrót meczu - a tragicznie wyreżyserowany happy end z popową muzyczką jest dopełnieniem tej porażki. Filmowi nie pomaga nawet Jezus - to chyba najnudniejsza wersja mesjasza, jaka pojawiła się na dużym ekranie. Co na plus? Huston i Kebbel naprawdę starają się aktorsko wybić na tle tak żenującego scenariusza i nawet miejscami im się to udaje. Ale nie zmienia to faktu, że obie postaci są masakrowane przez reżysera i montaż, który robi z nich wariatów działających pod wpływem chwili. Dodam, że laski w tym filmie są tak do siebie podobne i nijakie, że przez jakiś czas myślałem, że Juda odbił dziewczynę Messali, po czym dowiedziałem się po 2 kwadransach, że jednak tamta nie wyszła za Ben-Hura :) Jakiś kosmos :> Nie tykajcie tego nawet na Brripach 1080p bo szkoda waszych dwóch godzin. Niech to będzie finansowy flop i pstryczek w nos Bekmambetova i spółki. Niech zabiorą mu koncesję na kręcenie kolejnych szmir. ![]() 3/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
20-08-2016, 11:47
"Demolition" - Jake jak zwykle świetny. Zdjęcia i soundtrack rewelacyjne, a sam film bardzo dobry, ale nie będę do niego wracał. Historia na raz. Naomi Watts również spoko, ale postać jej synalka mnie nie przekonała. 8/10.
"Sąsiedzi 2" - Uwielbiam Setha Rogena i jego poczucie humoru. Tutaj nie było inaczej, bo sequel trzyma poziom jedynki. Zac Efron po prostu rewelacyjny, śmiało mogę napisać, że jest świetnym aktorem, a do takich komedii pasuje idealnie. Miałem spory ubaw. Moretz również spoko, ale przydałby się jej kolejny Kick Ass, żeby się wyszaleć. Chcę więcej takich letnich filmów. 7.5/10. 26-08-2016, 18:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-08-2016, 00:15 przez Krismeister.)
"Summer Camp"
No cóż! Zacznę może od wyznania, że dawno nie oglądałem żadnego horroru. Konkretnie rzecz biorąc to ostatnią produkcją należącą do tego gatunku (który przecież bardzo lubię i wcale tego nie ukrywam) była albo kapitalna "Wiedźma" albo szalony "Neon Demon". Powód takiego stanu rzeczy jest prosty: Współczesne kino grozy, szczególnie mainstreamowe, sprowadza się bowiem w mojej ocenie wyłącznie do powielania utartych motywów, zastępowania budowania klimatu "jump scenkami" oraz mało interesujących bohaterów, których zadaniem jest wyłącznie to, by powiększyć "body count". Zdaje sobie oczywiście, że jest to spore i dość niesprawiedliwe uogólnienie i że szukając głębiej można jeszcze czasem trafić na produkcje, które będą świeże i interesujące. Po prostu żaden tytuł nie zaintrygował mnie na tyle, bym zdecydował się po niego sięgnąć. Ponieważ jednak Hiszpanie mnie do tej pory nigdy w temacie kina grozy mnie specjalnie nie zawiedli a dodatkowo występuje tu urodziwa Jocelyn Donahue, którą pamiętam ze znakomitego "Domu Diabła" postanowiłem, że to właśnie "Summer Camp" czyli wyprodukowany przez jednego z twórców "Rec" Jaume Balaguero reżyserski debiut Alberto Mariniego scenarzysty m.in. świetnego "Słodkich Snów" będzie produkcją, która przełamie wspomniany wyżej trend. I w sumie muszę powiedzieć, że nie był to taki zły wybór! Ba! Biorąc pod uwagę, że tytuł i zwiastun zdawały się sugerować, że dostaniemy kolejną wariację na temat tak pięknie ośmieszonego przez "Dom w Głębi Lasu" motywu (Grupka amerykańskich nastolatków - idiotów jedzie imprezować w odludne miejsce, w którym nie działają telefony, by pić piwo i uprawiać dziki seks. Nie wiedzą jednak, że za sprawą psychopaty z siekierą lub (w zależności od "inwencji" filmowców) zombie czeka ich raczej "krwawa jatka" i brutalna walka o przetrwanie). spodziewałem się, że będzie znacznie gorzej. Bo choć nie doświadczymy tu raczej niczego, czego nie widzielibyśmy już kiedyś w znacznie lepszym wykonaniu, to jednak ogląda się to wszystko zadziwiająco bezboleśnie. Głównie dlatego, że tempo akcji jest niezłe i pozbawione specjalnych przestojów a całość została przyzwoicie zrealizowana (warto podkreślić muzykę świetną muzykę autorstwa Arnau Battelera) i utrzymana w dość pesymistycznym tonie (zwłaszcza zakończenie). Dodatkowo warto podkreślić, że Marini co najmniej kilkakrotnie pozwala sobie na delikatną grę z naszymi przyzwyczajeniami i gatunkowymi konwencjami co wypada zdecydowanie na plus. Podsumowując. "Summer Camp" to film solidny i niegłupi, który przyjemnie mi się oglądało (choć to może być rezultat niezbyt wysokich oczekiwań), któremu parę razy udało się mnie zaskoczyć i który mi się w gruncie rzeczy podobał. Nie spodziewam się jednak, bym kiedykolwiek miał jeszcze do niego wrócić. OCENA: 6/10
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood Najlepszy film 2019: Parasite Najlepszy film 2018: Suspiria 27-08-2016, 04:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-08-2016, 04:48 przez Bradesinarus.)
The Call (2013) - 3/4 filmu jest świetne, niemal genialne, ale 1/4 czyli ostatni akt praktycznie, zakończenie... było bardzo bolesnym przeżyciem. Dostałem potencjał na coś oryginalnego (bo nie przypominam sobie żadnego innego filmu, w którym główną bohaterką jest telefonistka siedząca przed monitorem i rozmawiająca z ludźmi), który szybko przerodził się w zwyczajny filmik ze złoczyńcą i walką o życie. Szkoda! Wielka, wielka szkoda, bo i Berry, i Breslin, i Eklund naprawdę mi się spodobali!
Cytat:"Summer Camp" to film solidny i niegłupiNo nie do końca się zgodzę, bo SC mógł być bardzo dobry, z całkiem ciekawym twistem, a wyszło takie średnie coś, trochę poniżej oczekiwań patrząc ogólnie na hiszpańskie filmy i możliwości. Zbyt amerykański jest, o! Gdyby był całkowicie hiszpański byłoby lepiej. 28-08-2016, 11:46
Co do "Summer Camp" to nie jestem pewien, czy na pewno byłoby lepiej gdyby był to film wyłącznie hiszpański. Hiszpanom też się czasem noga powinie (Np. koszmarne kontynuacje "Rec") a amerykanie poza toną badziewia też potrafią jednak zrobić całkiem ciekawe i oryginalne horrory. I to nawet takie bawiące się konwencją kiną grozy i miksujące gatunki jak np. "Dom w głębi lasu" czy "Behind the mask: The rise of Leslie Vernon".
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood Najlepszy film 2019: Parasite Najlepszy film 2018: Suspiria 28-08-2016, 19:45
"Imperium" - Pierwsza połowa mnie tak wciągnęła, że siedziałem zachwycony. Z drugą połową jest już gorzej, bo nie dostałem tego czego chciałem. Miałem nadzieję na więcej tajemnych spotkań i jakichś obrazów okrucieństwa, np. spalenia jakiegoś czarnucha. A tak to nie jestem w stanie w pełni zrozumieć motywacji rewolucjonistów i w sumie to są w tym filmie cipeczkami, bo nic wartościowego nie zrobili poza gadaniem. Grunt, że się nie nudziłem, bo historia była dobra, tylko za lajtowa. Ogromnym plusem jest Daniel, bo na prawdę chłop dobrze zagrał. Brawa dla niego za to, że nie widzę w nim już Harrego Pottera i nie ma przypiętej łatki. Na plus także muzyka, która budowała napięcie. 7/10.
29-08-2016, 00:02
Queen of the Desert - najgorszy znany mi film Herzoga, wkurzający tym bardziej, kiedy człowiek zarzuci sobie na wiki choćby skróconą biografie Gertrudy Bell i zda sobie sprawę jak fascynujące życie ta kobieta wiodła. A tu mamy nabotoksowaną Kidman która przez większość czasu gra młoda kobietę a scenariusz charakteryzuje jej postać właściwie głównie przez związki z mężczyznami, i żeby to chociaż było jakoś napisane ale nie - tandeta dialogowa wali przez łeb podobnie jak próba przedstawienia Bell jako ultra protofeministki której wszyscy spotkani faceci padają do stóp. Podobały mi się momentami widoczki pustyni oraz o dziwo Edzio że Zmierzchu jako Lawrence z Arabii, w sumie mógłbym cały film obejrzeć w którym Lawrence i Bell chleją i gadają o polityce, Archeologii i ogólnie wschodnim życiu no ale tylko jakieś pięć minut tego było. Jakieś 3/10 ode mnie, tyle dobrego że dzięki temu filmowi usłyszałem o Bell, muszę skąś ogarnąć jej książki.
Why are you firing wallnuts at me?
31-08-2016, 02:46
Genua. Włoskie lato - polski tytuł z dopiskiem po kropce rozwala, mam rozumieć, że jakby go nie było, to cały naród myslalby, że to o żeglowaniu? :p w każdym razie przyjemny film, milo było obejrzeć, ładne widoczki, a ja przepadam za fabułami w stylu "jesteśmy na wakacje w obcym miejscu i mamy różne przygody", ale im dłużej od seansu, tym chce wystawić niższa ocenę, bo decyzja o tym, żeby kulminacyjna sceną całej opowieści uczynić sytuacje, gdy dziecko wbiega pod samochód (bo ojciec i siostra nie zdążyli odebrać jej z lekcji, bo zajmowali się romansami) jest dosyć kuriozalna - właściwie podrecznikowy przykład przedramatyzowania.
Mimo to byłem usatysfakcjonowany z projekcji (a była za darmo na plaży w Gdyni, wiec to pewnie poprawiło wrażenia), daje takie słabe -6/10 31-08-2016, 21:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-08-2016, 21:25 przez simek.)
Niezły spoiler.
01-09-2016, 11:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-09-2016, 11:17 przez Gieferg.)
Bastille Day (2016) - Paryż, Francja. Amerykański złodziej kradnie torbę, ale widząc, że w środku jest tylko pluszowy miś, wyrzuca ją do śmieci. Moment później miś wybucha, a policja zaczyna polować na złodzieja uznając go za zamachowca. CIA też zaczyna na niego polować, ale dlatego, że jest Amerykaninem, a ja siedzę i tak sobie myślę, że to mógłby być naprawdę dobry film, trzymający w napięciu i tak dalej, a nie taka średniawka z naprawdę fajnym Idrisem i totalnie z dupy wyjętym twistem. Przeklinają, krwi jest odrobinka, strzelają się trochę, biją, ścigają, uciekają, jest też prawie full frontal na dzień dobry, ale brakuje tu duszy, jakiejś bożej iskry, czegoś więcej. To wydmuszka. Obejrzeć można, bo mija szybko, a widok Elby obijającego mordy paru osobom jest bardzo fajny, ale to za mało do zachwytów. Filmwebowe 6/10 chyba idealnie pasuje.
01-09-2016, 12:08 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 243,014 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,790 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,203 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,447 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,743 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,351 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 721,828 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,160 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 326 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 4 gości |
![[Obrazek: 1593946_full.jpg]](http://cineplex.media.baselineresearch.com/images/1593946/1593946_full.jpg)

Spoiler![[Obrazek: bastilledaynew-xlarge.jpg]](http://meownauts.com/wp-content/uploads/2016/07/bastilledaynew-xlarge.jpg)





