Na sali było kilkanaście osób, głównie pary, więc było komu pocieszać szlochające dziewczęta. Tak, to wyciskacz łez, ale dość szlachetnie przyrządzony, familijny, ale utrzymany w duchu smutnej baśni. Świetne efekty, potwór, może oprócz paru scen (np szarży z chłopcem) sprawiał wrażenie znacznie lepiej wykonanego i oświetlonego niż na zwiastunie. CGI z demolką również na bardzo dobrym poziomie, oj chyba sklecili słabą prezentację dla Akademii, albo czas zmienić okulary. Jones sto razy lepsza niż w Łotrze, chyba nawet lepsza niż w Teorii wszystkiego, ale z odpowiednim warsztatem aktorskim taka rola to samograj. Bardzo podobała mi się Sigourney jako zimna babcia, która stopniowo odkrywa przed chłopcem i widzem bardziej ludzką stronę. Najlepsze sceny?
Ostatnia z rysunkiem i ta w której Jones po raz pierwszy spogląda na potwora
7/10
Paterson (2016)
Ma całkiem niezłe tempo i dobry montaż, problemem jest niesamowita powtarzalność wydarzeń i bezbarwność większości dialogów. Wiem do czego dążył Jarmusch, wiem, że pisałem się na grę według jego reguł, więc nie chcę zbytnio besztać z tych powodów. Driver bardzo solidny, naturalny, chociaż jakichś spazmów z powodu jego roli nie dostałem. Naprawdę można uwierzyć, że to jakiś naturszczyk w filmie o tym jak fajnie być kierowcą autobusu. Przy okazji uderzyło mnie, że Lou Costello przeżył w 2016 roku jakąś popkulturową reaktywację.
Za nazwijmy to górnolotnie przesłanie i morał które bardzo mi się podobały, nieco naciągane 7/10
05-01-2017, 14:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2017, 14:22 przez Szaman.)
(04-01-2017, 14:58)Pitero napisał(a): "Sing" - bardzo zabawna animacja z masą odlotowych zwierzęcych bohaterów, którzy kochają śpiew. Gag goni gag i świetnie zostały wykorzystane znane songi. Znakomity film zarówno dla małych jak i dużych. Gorąco polecam, nie spodziewałem się naprawdę tak dobrej zabawy. I świetny polski dubbing. 8/10
Dubbing dubbingiem, ale zauważyłem właśnie, że ten film ma seanse z napisami. Z jakiej okazji taka atrakcja?
W Trollach też były znane piosenki, a nie było seansów z napisami. Swoją drogą tam przetłumaczone wszystkie utwory na polski, poza "Sound of SIlence". Nie ma wiele logiki u polskich dystrybutorów.
W filmie są praktycznie same piosenki po angielsku i film ogląda się prawie jak oryginalna wersja językowa, zwłaszcza, że dubbing jest świetny (wymiata zwłaszcza Krzysztof "Jankes" Jankowski jako mysz Mike). No tak, a jak jest jakis film animowany, który wolałoby się obejrzeć w oryginale to nie puszczą :(
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
Indignation - taka ciekawsza wersja zeszłorocznego Brooklynu (nic mu nie ujmując, bo to całkiem niezły film), w którym melodramat ustępuje miejsca freudowskim napięciom. Młody, lekko neurotyczny żyd opuszcza rodzinne gniazdko i wyjeżdża na studia, a my obserwujemy jak próbuje radzić sobie z konfliktem między konserwatywnym wychowaniem a postępowymi ideałami, które chciałby wyznawać. Ładnie odwzorowane lata 50., niegłupie dialogi, a aktorzy dają radę. I Sarah Gadon <3
Synchronicity - uwielbiam takie filmy. Małe, ograniczone technicznie przez budżet, ale fajnie zagrane i podejmujące kultowy aspekt kina s-f jakim są podróże w czasie. Tu dodatkowo mamy stylistykę wyjętą z Blade Runnera (muzyka rozsadza główę swoją epą) i intrygę, którą ogląda się z przyjemnością. Fabuła jest naprawdę w pytkę - trójka fizyków stoi o krok od przełomu w nauce. W trakcie eksperymentu nad utworzeniem tunelu czasoprzestrzennego zauważają na kamerach tajemniczą postać przemykającą przez pomieszczenie z maszyną, która zostawia na ziemi dalię. Główny bohater, postanawia rozpocząć śledztwo, które doprowadza go do pewnej kobiety, piszącej pamiętnik o niespełnionym naukowcu. Czego tu nie ma? Jest zabójcza femme fatale, jest fajny główny bohater (totalny nołnejm, ale charyzmą bije od niego niesamowicie), są alternatywne linie czasowe i scenki rodem z BTTF - a wszystko to skąpane w mroku nie tak odległej przyszłości. Moim zdaniem jest to lepsze niz Primer. Wady? Tak jak wspomniałem, ograniczenia budżetowe dają o sobie znać (cała historia to tak naprawdę występ 6 aktorów, statystów praktycznie brak), miejscami może się to delikatnie rozklejać koncepcyjnie (za dużo romansidła), ale też tego jebania na IMDB nie rozumiem w ogóle. Ten film, gdyby powstał pod koniec lat 80-tych, byłby dzisiaj kultem do potęgi. No i jeszcze raz...ta muzyka!
8/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
Na razie powiem, że Rebecca Hall była bardzo dobra, ale coś czuję, że za dwa dni będę krzyczał, że była świetna, biadoląc nad jej całkowitym pominięciem w sezonie nagród. Świetny portret postępującej depresji w jej wykonaniu, finał zadziałał na mnie nawet mimo tego, że znałem historię tytułowej dziennikarki. Sam film, no cóż, zalicza wiele kryzysów i może ze dwa razy zbliża się do poziomu gry naburmuszonej Rebecci, szczególnie w najlepszej scenie- tej na sali gimnastycznej. Przez większość czasu jest bezbarwnie, łącznie z całkiem przeźroczystym Michaelem C. Hallem, ale warto się przemęczyć dla głównej roli. Mimo wszystko 7/10.
Sing - od samych trailerów można było przewidzieć całą fabułę. O wszelakich schematach, banałach i kliszach nawet nie będę pisać. Obawiałem się tej wielowątkowości w fabule, ale twórcy z tego od biedy wybrnęli. I ze dwa razy nieco mnie zaskoczyli, ale nie jakoś specjalnie. No, pochwalę, iż mysz grana przez MacFarlane'a nie jest takim typowym bad guyem per se. Lecz, nie ma co się oszukiwać - ten film to wymówka, by upchnąć jak najwięcej popularnych piosenek. Świat przedstawiony po "Zwierzogrodzie" wydaje się lenistwem, bo gdyby wymienić zwierzęta na ludzi nic by się nie zmieniło.
Dubbing polski raczej słabuje - i boli mnie brak tłumaczeń piosenek. W "Trollach" niemal wszystkie piosenki dało się przetłumaczyć. No OK, niech prawa autorskie i inne duperele. Ale skoro tak, to można było być konsekwentnym i nie tłumaczyć dwóch pozostałych piosenek. No i reszta polskich głosów jeszcze jako tako pasuje do śpiewanych odpowiedników, to udział Jankesa był chybiony i kompletnie nie przystaje do śpiewu MacFarlane'a. I to jest ewidentny celebrity casting. Podobna sytuacja u Małgorzaty Walewskiej. Śpiewaczka operowa, która gra w filmie śpiewającą postać nawet nie dostaje nic do śpiewania? Nawet po angielsku?! Co za marnotrawstwo! Dobrze, iż Farnie dali pośpiewać. Co do marnotrawstwa - znowu Boberek źle wykorzystany (i tylko jedna rola? przy jego talencie? Przynajmniej w "Trollach" trochę pograł).
10-01-2017, 23:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-01-2017, 11:14 przez OGPUEE.)
Gangsterzy i filantropi
Klikałem wczoraj po kanałach i akurat o 20 na „Kino Polska” leciał. Nic się ten film nie zestarzał. Taka sama radocha czy 20 lat temu czy dzisiaj. Kapitalne dwie historyjki, absolutna plejada fantastycznych aktorów no i każda praktycznie linijka dialogów to perełka.
Bezapelacyjne 10/10 i przypomnienie jak wielkim reżyserem był Hoffman. „Prawo i pięść”, „Gangsterzy…”, „Potop” czy choćby „Znachor”.
Kwaidan - musiałem oglądać ten film na 5 czy 6 razy, bo działał na mnie usypiająco (choć może to wina tego, że oglądałem te fragmenty po 23). Mimo wszystko podobał mi się - egzotyczna ciekawostka. Okazuje się, że motywy obecne we współczesnym azjatyckim horrorze są stare jak świat. W dwóch z czterech historyjek demonem jest kobieta w białej sukni, z długimi czarnymi włosami. Same opowieści rozkręcają się bardzo wolno, ale nakręcone jest to świetnie - kadry, scenografia (teatralna, ale jak kolorowa i ładna), kostiumy. Można się na to gapić z przyjemnością, mimo że przez 80% czasu nic a nic się nie dzieje.
Nie oceniam, bo to film reprezentujący tak odmienną kulturę, że nie wypada. Trzeba by do niego przyłożyć inne standardy, a nie czuję się wystarczająco kompetentny. Powiem tylko: nuda, ale fajna. I jak wygląda!
Królowa Śniegu 3: Ogień i Lód - nawet sympatyczne. Powiedziałbym, iż mi się... podobało i jest... dobre (animacja od Kino Swiat!!! I to twórców "Wilak w owczej skórze"!!!). Od strony scenariuszowej to typowa przygodówka z poszukiwaniem skarbu. Jest parę zapychaczy i klisz, ale w tym wypadku przymknę oko. Czarny charakter tak jak w filmach Disneya po "Krainie Lodu" niby z dupy się ujawnia, ale przedtem było kilka momentów, gdzie pojawiała lampka "Moment! Ten gość może być złym!" i od razu to plusuje. Brak żenującego humoru, tła i kolory naprawdę przepiękne i jest idealny do bożonarodzeniowego oglądania w TV. A Mentalowi początek się spodoba, bo pokazuje wyższość broni palnej nad innymi typami broni :).
Le Roman Le Renard (1931) - creepy kukiełki Starewicza opowiadające średniowieczne legendy o lisie Przecherze. A morał tej bajki - oszukujesz, pomawiasz, generalnie robisz wszystkich dookoła w chuja, w tym króla? W nagrodę zostaniesz ministrem z immunitetem.
Deepwater Horizon - Peter Berg to, moim zdaniem, najlepszy reżyserski rzemieślnik pracujący aktualnie w LA. Nakręcił kolejny świetny film, do którego jeszcze pewnie wrócę. Bardzo umiejętnie dozowane napięcie i kapitalny klimat na platformie po katastrofie (czemu nowy "Alien" nie może tak wyglądać?). Jestem w szoku, że zginęło tylko 11 osób.
Sprzymierzeni - bardzo dobry melodramat wojenny ze świetnymi rolami Brada Pitta i Marion Cotillard. Zemeckis wraca do formy po średnim "The Walk". Trzyma w napięciu, między bohaterami prawdziwa chemia. A za zaledwie dwuminutowy (!) występ Matthew Goode'a nagrodziłbym Oscarem. 8/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
The Accountant - film opowiada o autystycznym księgowym, który wplątany w idiotyczną, zbyt udziwnioną i skręcającą w absurdalne rejony intrygę okazuje się kuriozalnym połączeniem Jasona Bourne'a z Johnem Nashem z "Pięknego umysłu". Affleck gra fatalnie, chociaż rozumiem, że z powodu przypadłości bohatera, miał być totalnie drewniany. Może i miał, ale ogląda się to boleśnie. I nie znam się na autyzmie, ale przedstawiony tu obraz kłóci się z tym, co znam z innych filmów (niedawno obejrzałem "Snow Cake", polecam!)
3,5/10
Eagle vs Shark - nowozelandzka komedia romantyczna reżysera nowego Thora opowiadająca o parze aspołecznych dziwaków. Kocham ten film i kocham takie kino. Proste, choć dziwaczne w przeuroczy sposób. Z jeden strony schematyczne, a z drugiej cudownie nieobliczalne. Loren Taylor! Po "Co robimy w ukryciu" i "Hunt for the Wilderpeople" Taika Waititi wyrasta na jednego z moich ulubionych twórców.
"The Lobster" - Czuć, że film się dłuży, ale całość jest bardzo ciekawa. Colin Farrell zagrał po prostu rewelacyjnie, bardzo emocjonalna i sympatyczna postać. Rachel Weisz również świetna rola. Przez cały czas byłem przykuty do ekranu i zainteresowany przebiegiem historii. Colin i Rachel powinni mieć nominacje, dobrze, że Colin był chociaż nominowany do Złotego Globu. 9/10, solidne i dające do myślenia kino.