Fhtagn
Liczba postów: 5,334
Liczba wątków: 9
Edge of Seventeen (2016)
Życie siedemnastolatki - ma tylko jedną przyjaciółkę, ojciec umarł, matka ją ignoruje, starszy brat jest ideałem a chłopak, do którego dziewczyna wzdycha nawet nie wie o jej istnieniu. Fajny film, fajny Woody, fajna Hailee. Film nie dłuży się, nie drażni głupotkami, w kilku miejscach nawet wydawał się przypominać moje własne szkolne życie, ale czegoś tutaj zabrakło, jakiegoś większego kopnięcia, bo Breakfast Club to to nie jest w żaden sposób, a jako komedia żartów jest trochę za mało i tylko niektóre naprawdę trafiają. Ale bawiłem się dobrze, nawet bardzo dobrze, takie 8/10 dałbym, o.
05-02-2017, 19:37
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Kręglogłowi/Kingpin (1996)
Bracia Farrelly w swoim niepoprawnie absurdalnym żywiole, ale zupełnie rozłożył mnie tutaj na łopatki Bill Murray. Gra zupełnie oślizgłego, obrzydliwego, nikczemnego typa który nie ma ani jednej pozytywnej cechy, za to sam aktor bawi się w tej roli znakomicie. Jak to u braciszków, gagi raz lepsze raz gorsze, ale parę razy naprawdę się śmiałem, Woody na poziomie, Randy Quaid średnio udaje Jeffa Danielsa, ale już sam absolutnie rewelacyjny Murray wystarczy na 7/10.
08-02-2017, 14:13
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-02-2017, 14:14 przez Szaman.)
Dużo pisze
Liczba postów: 544
Liczba wątków: 1
(05-02-2017, 19:37)raven.second napisał(a): Edge of Seventeen (2016)
Film nie dłuży się, nie drażni głupotkami, w kilku miejscach nawet wydawał się przypominać moje własne szkolne życie, ale czegoś tutaj zabrakło, jakiegoś większego kopnięcia, bo Breakfast Club to to nie jest w żaden sposób, a jako komedia żartów jest trochę za mało i tylko niektóre naprawdę trafiają.
Bo trailery kłamią i to wcale nie jest komedia ;) Owszem dialogi są momentami zabawne, jest też parę śmiesznych sytuacji ale tak naprawdę całość jest dość poważna. Dla mnie to taki obyczajowy dramat z elementami komedii. Tak czy inaczej po obejrzeniu człowiek dziękuje bogu, że ma już ten okres życia za sobą :P Resztę potwierdzam, bardzo fajnie zagrane, ogląda się dobrze. Bardzo dobry, mądry film. Ocena taka sama. 8/10.
09-02-2017, 10:19
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Podbijam z Edge of Seventeen, chociaż nie mam już zbyt wiele do dodania, ale może ktoś się skusi. 9/10, rewelacyjne role i postacie Haille i Woody'ego, podejście do młodych bohaterów i problemów w którym można znaleźć odbicia sytuacji ze swojego dawnego życia.
09-02-2017, 10:24
Red Crow
Liczba postów: 12,668
Liczba wątków: 50
Mi też się bardzo podobało, pomimo słabszego i troszeczkę wysilonego trzeciego aktu (z którego film i tak wychodzi obronną ręką). Jeden z najlepszych teen movie w ostatnich latach, może nawet najlepszy.
09-02-2017, 13:31
Don Sinatio
Liczba postów: 2,944
Liczba wątków: 11
Dołączam się do zachwytów. Bardzo dobry młodzieżowy film ze znakomitą rolą Steinfeld, nominowałbym ją za to spokojnie do Oscara, no ale nie, lepiej po raz dwudziesty dać nominację Meryl Streep...
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
09-02-2017, 15:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-02-2017, 15:25 przez Pitero.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,334
Liczba wątków: 9
Love witch (2016) - shamar wrzucił satanistyczną fotkę do tematu z full frontalami, zainteresowała mnie, film poszukałem i... ojej, aż mnie zatkało. Gdyby nie kilka drobiazgów (współczesne samochody w paru ujęciach, komórki, posterunek) to można by pomyśleć, że to jakiś staroć wyciągnięty z archiwum Hammer albo innej wytwórni produkującej taśmo horrory z lat sześćdziesiątych. Wszystko jest uroczo kiczowate, kolory są niesamowicie żywe i barwne, krew jest gęsta, kobiety i mężczyźni są hojnie obdarzeni przez naturę włosami, nagości nie brakuje, seksu też, czarów tak samo jak i rytuałów, ważenia eliksirów i dymu unoszącego się z kotła... ale nie jestem do końca zadowolony. To nie jest film z dawnych lat, którego urok odpowiadał za połowę frajdy podczas seansu. To nie jest też "love letter" do minionej epoki, chociaż bardzo do tego blisko. Dwie godziny to trochę za dużo jak na filmik o czarownicy szukającej miłości i przy okazji mordującej swoich kochanków, ale obejrzeć przed snem można. I trzeba to traktować jako ciekawostkę. 6/10.
10-02-2017, 09:39
Kochajmy się od Święta - kino mozaikowe w doborowej obsadzie. Małżeństwo, które od śmierci córki oddala się od siebie, mimo, że minęło już 35 lat. Córka, która ciągle chce coś udowodnić rodzicom i rzuca się w swoim życiu, siostra, która oszukuje sama siebie, syn, który stracił pracę i jest u progu rozwodu. Do tego policjant gej, nieszczęśliwy nastolatek i samotna babcia, która ledwo kontaktuje. Niby schemat pogania schemat, ale jest smutno, momentami dziwnie znajomo, prawdziwie, śmiesznie, a na końcu obowiązkowy happy end.
Szkoda, że nie widziałem w święta, bo ma naprawdę fajny klimat. Ładnie też bawi się barwami (podczas problemów niebieski filtr, podczas radości ciepłe barwy).
7/10
13-02-2017, 00:07
Stały bywalec
Liczba postów: 13,284
Liczba wątków: 77
Dziewczyna z pociągu - największy grzech tego filmu to przewidywalność. Nie sorry. tutaj mamy PRZEWIDYWALNOŚĆ niemal na każdym kroku. Gdzieś po 40 minutach mówię do żony "Zobaczysz, że mordercą okaże się X, bo zrobił to i to". I bach, rzeczywiście tak się stało :) Całość ratuje duet Haley Bennet (świetnie wygląda) i Emily Blunt (świetnie gra).
4/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
15-02-2017, 21:29
Oskarmeister
Liczba postów: 6,824
Liczba wątków: 18
"Allied" - Spodziewałem się lekkiego "Pan i Pani Smith" w wersji wojennej, a w sumie dostałem całkiem poważne kino. Przede wszystkim Brad i Marion to świetna ekranowa para, a szczególnie Marion pod przykrywką zabawiająca nazioli. Akcji jest mało, ale pierwsza strzelanina z zabiciem niemieckiego ambasadora, cholera to było cudne. Film jest spokojny, nie spieszy się, ale nie ma też tu ani chwili nudy. 8.5/10.
17-02-2017, 17:57
Stały bywalec
Liczba postów: 7,047
Liczba wątków: 61
"Moonlight" - czuję się mocno rozczarowany. Motyw homoseksualizmu i rasizmu kompletnie mnie nie przeszkadza, umiem docenić takie filmy. Produkcja Jenkinsa jest jednak pozbawiona odpowiedniej dawki emocji, ciekawych zabiegów, nie zadaje kluczowych pytań, nie zmusza do refleksji. Jeśli ktoś ogląda regularnie filmy o ciężkim życiu itp. nie znajdzie tu nic nowego. Jedyne ewentualne przemyślenia wynikają z tego co sami sobie dopowiemy.
Film jest przede wszystkim o przynajmniej godzinę za krótki. Wydaje się, że film jest momentami rwany, pocięty (problem mam z montażem, raz jest dobry, raz taki sobie) a te najlepsze wątki nie mają właściwego rozwinięcia. Jak przeszłość Juana która moglaby lepiej rozwinąć jego charakter.
Historia jest podzielona na 3 akty, kiedy Chiron jest mały, jest nastolatkiem i jest dorosłym. Żaden z nich nie jest wyraźnie lepszy od innych. Pierwszy ogląda się najlepiej z uwagi na postać Juana i Teresy oraz genialną scene nauki pływania. Drugi chyba jest najbardziej "poruszający" i interesujący choć aktor średnio poradził sobie w graniu odizolowanego Chirona. W ogóle z tym bohaterem mam problem, jego separacja, dystans, strach są bardzo dobrze pokazane, ale to nie jest postać ciągnąca film, o którego losy rzeczywiściw byśmy się martwili.
Natomiast 3 akt jest przegadany, przeciągnięty i po prostu nudny, momentami przysypiałem.
Aktorsko jest b.dobrze. O ile aktorzy od Chirona radzą sobie średnio (z wyjątkiem dzieciaka) tak Mahershala Ali jest absolutnie świetny, Naomie Harris wypada rewelacyjnie, chyba najlepszy casting.
Film realizacyjnie także mnie nie przekonał. Mamy tu trochę eksperymentowania czy kilka czysto artystycznych sekwencji. Praca kamery raz jest świetna a raz taka sobie, irytująca. Sceny są rozplanowane dobrze a w ucho wpada świetna muzyka. Jednak jedyną, naprawdę wartą zapamiętania sceną jest nauka pływania. Świetna w każdym przypadku.
Na tą chwilę wystawiam "Moonlight" 6/10, może coś się zmieni po drugim seansie. Film w oscarowym wyścigu nie ma startu do swoich konkurentów.
18-02-2017, 10:04
Krzyżowiec
Liczba postów: 7,252
Liczba wątków: 19
Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy (1973) - nigdy bym nie pomyślał że peerelowski film robotniczy może mi się spodobać. Bo co my tu mamy? Krótką, skrajnie prostą historię o grupie cwaniaczków, którzy jadą do fabryki rozładować wagony z żwirem. Prostota życia tych ludzi jest tak hipnotyzująca, że czyni ten obraz dla mnie egzotycznym, a przez to na swój sposób ciekawym. Niby Polska i Polacy, ledwie parędziesiąt lat temu, a czułem się jakbym oglądał nagranie z innego świata.
Polski już nie ma.
21-02-2017, 13:58
Stały bywalec
Liczba postów: 953
Liczba wątków: 4
Er ist wieder da - idealny film na nasze ciekawe, niespokojne czasy, w których łatwiej może dojść do głosu zły i zarazem charyzmatyczny człowiek, wykorzystując do tego zbiorowe lęki i ukryte pod polityczną poprawnością prawdziwe myśli, nigdy nie wypowiadane na głos przez uczciwych obywateli. Fabuła w skrócie: Hitler przenosi się w czasie do współczesności i pnie się po szczeblach władzy, z łatwością wykorzystując współczesne technologie. Miałam w ręku książkę: gruba i raczej nudna, za to film świetny: lekki, zabawny, i tylko czasami robi się dziwnie, kiedy tak się wsłuchać, co Adolf, ulubieniec tłumów, tak naprawdę mówi, i jest w tym wszystkim doskonała równowaga - film jest przestrogą, ani na chwilę nie tracąc humorystycznego tonu. Jest też lepsze zakończenie niż w książce jeśli chodzi o wątek jednego z bohaterów. Aktor grający Hiltera - pierwsza klasa. Tyle lat po wojnie, a fuhrer wciąż rozdaje.
Wake in fright - nauczyciel w australijskiej mieścinie pośrodku niczego (dosłownie - mamy szkółkę pośrodku pomarańczowej pustyni plus tory kolejowe plus budynek po ich przeciwnej stronie) dostaje wytęsknione wakacje i, zadowolony, że wreszcie wyrwie się na parę dni z otaczającego go ciemnego, zapijaczonego buractwa, wsiada w pociąg do Sydney. A raczej w pociąg, z którego dopiero przesiądzie się na pociąg do Sydney, bo po po drodze czeka go przesiadka w niedużym mieście zwanym Yabba, którego mieszkańcy są nader gościnni wobec przybysza. Są oni także prymitywami i alkoholikami, więc nasz bohater czuje się od nich lepszy... co nie przeszkadza mu jednak w pokuszeniu się o kilka miejscowych atrakcji - ot, żeby zabić czas i "poczuć klimat".
"Wizytówką" filmu jest drastyczna scena polowania na kangury, podczas której ludzie ponoć wychodzili z kina - faktycznie mocny wpierdol (co więcej, jest to scena autentyczna). Ale nie tylko to zapada w pamięć. W "Wake in fright" z każdego kadru wylewa się syf: brudne zaniedbane podwórza, tanie spienione piwsko, tłuszcz smażonego żarcia, strugi potu na niemytych ciałach, krew zabijanych zwierząt, pył na spalonych słońcem drogach - niemal czuć, jak to wszystko razem śmierdzi. Brudny, pełen przemocy i alkoholu film o podróży w głąb siebie oraz kondycji natury ludzkiej (niestety, nie prezentuje się ona zbyt dobrze).
Valley of violence - Dziki Zachód, podróż zmęczonego człowieka z psem z przystankiem przez praktycznie wyludnioną mieścinę, w której tylko jeden z mężczyzn posiada mózg. Chyba antywestern, bo bohaterowie (przynajmniej ci rozumni) nie są szczególnie wyrywni do rewolwerowych wyczynów. Obraz niebezpiecznych skutków ludzkiej głupoty, fajny Ethan Hawke, kilka nieco Coenowskich dialogów, klimat zadupia i znużenia życiem. Lubię.
21-02-2017, 15:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-02-2017, 15:06 przez Quay.)
Red Crow
Liczba postów: 12,668
Liczba wątków: 50
Podpisuję się pod słowami o "Wake in Fright". Mało znany, wręcz zapomniany film, a nie zestarzał się ani trochę i nadal robi wrażenie. A do niedawna byłem przekonany, że Ted Kotcheff to tylko "First Blood"...
21-02-2017, 16:08
Nowy
Liczba postów: 112
Liczba wątków: 3
Blue Jay - kameralna produkcja o dziewczynie, która po latach wraca do rodzinnej mieściny i w sklepie spotyka swoją miłość z czasów szkolnych. Przypadkowe spotkanie rozpocznie sentymentalną podróż w przeszłość, która sprawi, że obydwoje będą musieli jeszcze raz zmierzyć się z tym co ich łączyło. Na prawdę fajny, ciepły i subtelny film, nie popadający w melodramatowe standardy. Warto.
21-02-2017, 17:08
Krzyżowiec
Liczba postów: 7,252
Liczba wątków: 19
Paterson - naprawdę lubię Jarmuscha, ale jego najnowsza produkcja wystawiła nawet moją cierpliwość na poważną próbę. Niby wszystko jak to u Jima: kontemplacja, celebracja, niespieszne tempo, wyłapywanie drobiazgów, ale tym razem zabrakło czegoś więcej co nadałoby filmowi wyrazistości. Życie Patersona pomimo sugestii reżysera wcale nie wydało mi się ciekawe, a wiersze były po prostu męczące. Zabrakło też najsilniejszej strony JJ: genialnych dialogów, te w Patersonie są co najwyżej przyzwoite.
6/10
Polski już nie ma.
21-02-2017, 19:21
Nowy
Liczba postów: 112
Liczba wątków: 3
Lion - dobry film, w szczególności pierwsza połowa, która mocno gniecie emocjonalnie, szczególnie jak ktoś posiada dzieci. Na plus, że te patologie nie był pokazane wprost, a w raczej subtelny sposób, co też działa na wyobraźnię. W drugiej połowie ponury klimat trochę siada, ale mimo wszystko całość się broni. Patel w porządku, chociaż moim zdaniem bez szansa na Oscara za drugi plan, tak jak i film bez szans na statuetkę w najważniejszej kategorii, natomiast Kidman świetna (nominacja w zasadzie za jedną brawurowo odegraną scenę), ale na Oscara to będzie chyba za mało. Piękne zdjęcia, nastrojowa muzyka. Warto.
24-02-2017, 13:13
.
Liczba postów: 27,582
Liczba wątków: 60
Hidden Figures - liczyłem na coś ciekawszego, a to klasyczny, czarnoskóry Oscar bait jakich było wiele i powstanie jeszcze drugie tyle dopóki afroamerykanie nie opowiedzą o każdym zawodzie do którego nie mieli dostępu, a po tym jak ktoś był pierwszy, to teraz mają. Nudy, nudy i jeszcze raz nudy, to kino spod znaku banalnych problemów i prostych rozwiązań, a za bohaterów mamy:
-sympatyczną, mądrą, dobrą i pokrzywdzoną murzynkę #1
-Jak wyżej #2
-Jak wyżej #3 (jedna z nich dostała nominacje, tylko akurat nie ta, co powinna)
-niekompetentny, zły i zazdrosny biały
-niekompetentna, zła i zazdrosna biała
-Kevin Costner będący najpierw trochę zły, ale potem do rany przyłóż.
Naprawdę tak trudno napisać historię o emancypacji czarnych, która nie będzie na maksa tendencyjna?
Ode mnie 4/10
24-02-2017, 18:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2017, 23:12 przez simek.)
Stały bywalec
Liczba postów: 4,900
Liczba wątków: 19
Przed chwilą także obejrzałem i identyczna odczucia co simek. W zasadzie to cały film składa się głównie ze scen, w których czarnoskóra kobieta wchodzi do pomieszczenia pełnego białych którzy robią "WOOOOT!?". Oczywiście dialogi to większe niż życie przemowy o ucisku :P
A największa beka z tego, że:
Cytat:-niekompetentny, zły i zazdrosny biały
-niekompetentna, zła i zazdrosna biała
-Kevin Costner będący najpierw trochę zły, ale potem do rany przyłóż
to postacie fikcyjne :P
Ogólnie, to wg tego tekstu, który opiera się na biografii głównej bohaterki, to całe te rasowe tło filmu, to w większości fikcja :P
http://www.historyvshollywood.com/reelfaces/hidden-figures/
24-02-2017, 19:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2017, 19:05 przez Grievous.)
Oskarmeister
Liczba postów: 6,824
Liczba wątków: 18
"Moonlight" - Pierwszy segment z Małym jest bardzo dobry, potem "Chiron" rozwija dobrze główną postać, ale trzeci rozdział z dorosłym Blackiem jest niestety najsłabszy. Drugi akt był nieco nużący ale przy oglądaniu trzeciego spoglądałem na zegarek ile czasu jeszcze muszę to oglądać. Nie mówię, że to było złe, ciekawił mnie finał spotkania tej dwójki, ale było to nudniejsze niż myślałem. Mam wrażenie, że film trochę na siłę stara się być artystyczny, a zabrakło tu za to wykorzystania w pełni potencjału, czyli tematu wyszydzania czarnoskórego geja przez innych czarnych. Po obejrzeniu tego filmu wydaje mi się, że nie ma tu żadnego zakończenia, morału, czegoś nad czym mógłbym pomyśleć. Nie każdy film musi mi dawać do myślenia, ale ten obraz jest akurat na zasadzie: obejrzyj i zapomnij. W niedzielę będę trzymał kciuki, żeby ten film nie zgarnął głównej statuetki, bo jeśli już ktoś z tego filmu miałby ją dostać to Naomie Harris, ona była głównym plusem tego filmu. 6/10 szczególnie za pierwszy i drugi akt.
24-02-2017, 21:54
|