Zachowanie ludzi w kinach
Ja niestety na większości, a ostatnio na każdym seansie trafiam na ludzi którzy psują mi seans i wychodzę z ostrym wkurwem.

Na The Beguiled Coppoli 1/3 sali rżała ze śmiechu. To były absurdalne, głośne na cała salę eksplozje RECHOTU. Nie spotkałem się nigdy z czymś takim.

W zasadzie już zdecydowałem, że nie przedłużam karty Unlimited (umowę mam do kwietnia) i przestaję chodzić w ogóle do kina, ludzie są zwyczajnie coraz gorsi. Na co mi te nerwy?

Odpowiedz
Ale niekiedy trafi się błoga niespodzianka. Na "Wojnie o Planetę Małp" byłem sam, samiutki, jedyny na sali. Cudowne przeżycie :)

Odpowiedz
Ja miałem jeszcze za mało takich przygód aby rozważać nie chodzenie do kina, zreszta zazwyczaj chodze na filmy 2-3 tygodnie po premierze i to późno więc jakos daję radę.

Pamiętam, że na "Dunkierce" byłem przerażony bo obok siedziała spora grupa nastolatek i były cicho przez CAŁY seans, żadnych głosnych orgazmów jak pojawił się Harry.

Jeszcze wkurzająca sytuacje pamiętam jak byłem na Draculi i dwie nastolatki szczebiotały, smiały się i głośno komentowały, mi nie przeszkadzały, ale od kogoś dostały ochrzan i siedziały już cicho.



Ja byłem sam (plus siostra i tata) na WW. Na Księgowym chyba też trafiła mi sie prawie pusta sala, na Transformers 4 na wielkiej sali było trzech ludzi. Na Wojnie miałem pełną, ale wszyscy siedzieli cichuteńko.



Edit. Nie przeszkadza mi jak ktos sprawdzi telefon bo czasem musi czy jak ktos po cichu raz czy dwa skomentuje sensownie sytuacje. Nie przeszkadza mi wychodzenie do łazienki bo sam mam żołądkowe problemy i mi się zdaża.
Ale wszystko musi mieć umiar.

Odpowiedz
Chyba po prostu macie pecha. Przez całe moje trzydziestoletnie życie słownie RAZ zdarzyła mi się tak wnerwiająca publiczność, że zepsuła mi seans. No dobra, nie liczę tu wypadów klasowych w czasach szkolnych, bo to wiadomo, że wszyscy robią wieś. Ale tak szczerze to od jakichś dziesięciu lat nie mogę narzekać na publiczność. Czasem ktoś zaświeci komórką, ale na krótko, natomiast żeby jakieś głośne komentarze czy coś, to się na szczęście nie zdarza.

Odpowiedz
Chodzenie po iluś tygodniach od premiery niby jest rozwiązaniem, ale byłem tak na Silence Scorsese i wcale nie było fajnie :(

Odpowiedz
Z Silence ja akurat przezornie nie poszedłem do kina nie chcąc ryzykować, że ktos mi popsuje seans (domyślałem sie jak bedzie wyglądał film) i obejrzałem w domowych warunkach.

Na filmy tego typu albo chodze do małych kin, albo na koniec puszczania w kinach a czasem sobie odpuszczam.

Odpowiedz
Ja najczęściej chodzę w drugim lub trzecim tygodniu wyświetlania i - jak już pisałem - jest okej. Może poziom buractwa publiki jest różny w zależności od miasta czy konkretnego kina albo co, bo już nie wiem.

Odpowiedz
Ja też nie wiem. Seans Planety Małp był rewelacyjny, a to jednak kino z efektami jakby nie patrzeć, a na dramacie kostiumowym Coppoli szpital psychiatryczny. Jestem bezradny :)

Odpowiedz
Właśnie, gdzieś chyba na Wyborczej czytałem jakiś list czytelniczki odnośnie buractwa jakie spotkało ją na Dunkierce. I od razu pojawiły się rady że trzeba chodzić do małych kin, gdyż tam kulturalniej. Ale niektóre filmy tracą w małych kinach.

W sumie w Berlinie na razie nic złego mnie w kinie nie spotkało (pomijam złe filmy). Za to w Polsce tak i proporcjonalnie częściej w Multikinie niż Heliosie.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
A co to jest małe kino? Ja mam w Łodzi trzy multipleksy, a w Charliem żadnego blockbustera nie zobaczę bo tam takich nie grają.

Odpowiedz
To ja regularnie do Łodzi chadzam do multipleksów i sytuacji niemiłych wiele nie mam. Po prostu musisz mieć niesamowitego pecha ;D

Odpowiedz
Też widocznie mam szczęście. Chodzę do kina mega często. W tym roku już ok. 100 seansów i zazwyczaj jest normalnie, a trafiam nierzadko - zwłaszcza w Warszawie - na sale mocno zaludnione. Szczerze mówiąc to jakiejś realnie problematycznej sytaucji to nie jestem nawet w stanie na szybko sobie przypomnieć. Dodam, że na głośne premiery często chodzę już w pierwszy weekend i to nawet na seanse wieczorne.
.

Odpowiedz
(16-09-2017, 15:05)Grievous napisał(a): Ale niekiedy trafi się błoga niespodzianka. Na "Wojnie o Planetę Małp" byłem sam, samiutki, jedyny na sali. Cudowne przeżycie :)

[Obrazek: ForeverAlone.jpg]


W Krakowie na duże produkcje chodzę do Plazy bo mają IMAXa, ewentualnie do Galerii Kazimierz. Nie zdarzyła mi się jeszcze żadna wielka wtopa i sam się w sumie dziwię swojemu szczęściu. Oczywiście o studyjnych nawet nie wspominam. W Kinie pod Baranami nie widziałem ludzi z żarciem ani raz.
Polski już nie ma.

Odpowiedz
Ufff! Ostatnie trzy seanse bez wkurwu, ale z takich typowych rzeczy:

- starsza para ewakuująca się z Kingsmana po jakichś 10 minutach. Pomylili sale czy nie wiedzieli na co się pisali? :)
- moi ulubieńcy czyli "ojej, pomyliliśmy miejsca". Jeśli poprawne odczytanie z biletu dwóch prostych informacji jest takim wyzwaniem, jak ci ludzie radzą sobie np. z instrukcjami obsługi? Jak ukończyli szkołę... podstawową? :P
- Botoks, 5 albo 6 osób wchodzi na film gdy ten trwa już z pół godziny. OK!

Odpowiedz
U mnie natomiast pojawiły się ciekawe obserwacje co do publiki pojawiającej się w studyjnych kinach. Lubię od czasu do czasu w takim miejscu coś obejrzeć, ale jednak głównie chodzę do CC, bo Unlimited. Jednak przez ostatni rok trzykrotnie wybrałem się do mniejszych miejscówek, bo tylko tam leciały kolejno "Hell or High Water", "Manchester by the Sea" i ostatnio "Sieranevada". Tak jak wcześniej w temacie pisałem - w zasadzie nie zdarza mi się mieć jakichś negatywnych doświadczeń podczas seansów kinowych, tak dwie z tych trzech wizyt były kłopotliwe.

Na HoHW w katowickim Światowidzie siedział obok mnie gość, który pił sobie w trakcie seansu mocny alkohol. Problematyczne było to, że wzięło go na jakieś słodkie gówno, chyba wiśniówkę. To cudo ma dość intensywny zapach, nie licząc alkoholu. Film jest dość spokojny i jego dość głośne spożywanie było lekko drażniące, jednak prawdziwym kłopotem była walka tego typa z butelkami. Miał niestety problem z usuwaniem banderoli i za każdym razem, jak musiał zacząć nową małpkę, to bardzo mało subtelnie dobierał się do zawartości. Normalnie bym się przesiadł może nawet, ale film leciał na małej sali - opcji do ucieczki nie było.

W poprzedni poniedziałek wybrałem się na kina Muranów na film "Sieranevada" no i tutaj nie było aż takiego cudowania, ale jednak. Siedziały za mną dwie panie, które dość usilnie komentowały oglądany film, a inna nie posiadła wiedzy podstawowej w dziedzinie smartfon i każdy telefon do niej kończył się przymusowym słuchowiskiem wykwintnej muzyki o nazwie "domyślny dzwonek Samsunga". Dodam, że na jednej próbie połączenia się nie skończyło.

Co do tej rzekomej lipy w dużych kinach, to już myślałem, że będę mógł coś dodać w temacie po premierze "Kingsman: The Golden Circle". Byłem premierowo w Arkadii, w piątek wieczorem. Sala wypełniona młodzieżą. Gadali, jedli - przed seansem działo się sporo. Zapowiadało się na ciężki seans, ale o dziwo wraz z początkiem filmu nastał spokój. Oczywiście reagowali na film, czasem ktoś tam wychodził do kibelka, czy nawet po jakieś popkorny, ale kompletnie bezinwazyjnie. Znowu nie miałem okazji ponarzekać.

Tak więc chyba nie dane mi jest poznać jaki schemat panuje przy tym kinowym zamieszaniu.
.

Odpowiedz
A ja chciałem tym razem pochwalić. Wybrałem się z dziewczyną na "TO". Sala prawie cała pusta. Siedzimy. Rząd przed nami ustawiają się dwaj goście. Na biletach mają odpowiedniki miejsc naszych, tylko rząd niżej. Już mają siadać, patrzą na nas i mówią: "A to my nie będziemy przeszkadzać.." i poszli sobie na drugą część sali. Byłem w szoku. Sam bym chyba o tym nie pomyślał. Czasem wraca wiara w ludzkość.
Captain Obvious

Odpowiedz
Odwróciłeś się chociaż raz żeby sprawdzić co tam robili? :P

Odpowiedz
Sziiit, nie już nie. I może dobrze. Kurde, zepsułeś mi historię.
Captain Obvious

Odpowiedz
Mnie nic tak nie denerwuje, jak ludzie śmiejący się w nieodpowiednich momentach. No po prostu nie potrafię ich uszanować :D

Odpowiedz
Ostatnio trailer jakiegoś bzdetu naszej rodzimej produkcji. Scena z (chyba) Adamczykiem i Dygant. Leci taki oto dialog:

- Mam guza
- Gdzie?
- W dupie!

I 10% sali ryczy ze śmiechu - i to tak jakby zobaczyli najzabawniejszą scenę w życiu.

Weź tu zrozum ludzi, którzy kwiczą jak usłyszą czerstwego suchara.
Quite an experience to live in fear, isn't it?
That's what it is to be a slave.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jakość kopii filmowych w polskich kinach. Danus 26 7,046 18-09-2010, 18:10
Ostatni post: military



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości