Podbijam Monika proszę skończ z tym protekcjonalnym tonem i uśmieszkiem na końcu, bo naprawdę ciekawie piszesz w tym temacie, a od takich komentarzy tylko odechciewa się Ciebie czytać.
Ridley Scott zdziadział a reżyserowie po latach (minęło 35 lat od premiery przypominam) potrafią zmieniać zdanie co do wydźwięku i coś fantazjować. O ile preferuję NA OGÓŁ wybierać wersję przesłania jaką miał na myśli reżyser to po pierwsze rozumiem, że ktoś woli samemu interpretować dzieło, a po drugie traci zaufanie do człowieka, który już z dziesięć lat temu odleciał na orbitę i ma duży problem z kręceniem dobrego kina.
Dlatego prawdziwe dzieła filmowej sztuki to takie których nie da się łatwo i jednoznacznie interpretować. Dlatego żyją własnym życiem nawet kilkadziesiąt lat później.
Właśnie dlatego BR jest arcydziełem filmu, a taki Lynch geniuszem :)
(11-10-2017, 14:54)patyczak napisał(a): I według paru teorii dzieło sztuki staje się tworem autonomicznym i zaczyna żyć własnym życiem, a interpretacja widza staje się równorzędna zamiarom autora :D
Otóż to. Film w tej chwili jest własnością ogółu i nie będzie nam Scott wciskał ciemnoty czy Deckard jest czy nie jest replikantem :D
Dlatego najlepsza jest pierwotna wersja, bez snu o jednorożcu. Brak tego snu wcale nie musi oznaczać przecież, że Deckard replikantem nie jest.
A "happy ending" było narzucone przez buców ze studia i go nie uznaję.
Swoją drogą nawet przy premierze nowego filmu, dyskusja i tak jest o starym, co chyba jednoznacznie pokazuje, który jest lepszy :)
BR>BR2049
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
11-10-2017, 15:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-10-2017, 15:03 przez Dr Strangelove.)
Nie przeginałbym też w drugą stronę, że o wielkości dzieła, świadczy ilość interpretacji, jakie można do niego dorobić czy liczba niedopowiedzeń, o których można pisać elaboraty, starając się je dopowiedzieć. Odbiór kultury to nie matematyka :D
Oczywiście takie drobiazgi jak wizualizacja, pomysł, scenariusz, muzyka i dźwięk, gra aktorska też się liczą. Ale wymieniłem coś co dla mnie jest równie ważne.
Zaraz, a Rachael faktycznie była zaprojektowana z możliwością posiadania potomstwa, czy opieramy się tylko na trefnych słowach Wallace'a? Bo przecież można założyć, co podoba mi się dużo bardziej, że to cecha nieplanowana, dzieło przypadku, faktycznie cud, unikalny i nie do powtórzenia. I wtedy ludzki Deckard jeszcze bardziej pasuje do układanki.
(11-10-2017, 15:57)Huntersky napisał(a): Bo przecież można założyć, co podoba mi się dużo bardziej, że to cecha nieplanowana, dzieło przypadku
To jedyne wytłumaczenie, by szef przezłego korpo wstał zza stołka, by osobiście się zainteresować tematem - i napędzać fabułę filmu :P
Chociaż z drugiej strony mamy kwestię Black Outu, który wywalił w piździec masę danych. Wallace mógł wtedy nie otrzymać wszystkich papierów po przejęciu firmy Tyrella np. dokumentacji technicznej o prototypie rozmnażających się replikantów.
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."
(11-10-2017, 15:57)Huntersky napisał(a): Zaraz, a Rachael faktycznie była zaprojektowana z możliwością posiadania potomstwa, czy opieramy się tylko na trefnych słowach Wallace'a? Bo przecież można założyć, co podoba mi się dużo bardziej, że to cecha nieplanowana, dzieło przypadku, faktycznie cud, unikalny i nie do powtórzenia. I wtedy ludzki Deckard jeszcze bardziej pasuje do układanki.
Tyrell produkując androidy nakładał im ograniczenia, w tym wspominane 4 lata życia. A także brak możliwości rozmnażania.
Sam mówił, że Rachel jest inna, prototyp, który stworzył dla siebie. Wiemy już, że Rachel nie miała ograniczenia 4 lat, więc możliwe jest, że nie miała też innych ograniczeń.
Ta teoria ma jednak słaby punkt. Wynika z niej, że Tyrell potrafił stworzyć androida zdolnego do rozmnażania. A Wallace 30 lat później tego nie potrafi. Mimo, że produkuje - podobno - doskonalsze androidy.
Więc chyba lepiej by było uwierzyć twórcom BR2049 na słowo, że to rzeczywiście był cud :)
Quite an experience to live in fear, isn't it?
That's what it is to be a slave.
Praktycznie wszystkie ważne dane zostały utracone podczas BlackOutu, więc jakoś można wybronić tezę że Wallace nie potrafi stworzyć rozmnażającego się replikanta.
Doskonałe my ass - potrafiły kłamać i krzywdzić ludzi.
(11-10-2017, 14:36)Monika napisał(a): Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, która o tym świadczy.
Jaka? Połyskujące czasami na czerwono oczy jak u innych Nexusów?
11-10-2017, 17:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-10-2017, 19:07 przez Doppelganger.)
Tak się rozglądam po kinach, bo mam zamiar jeszcze raz obejrzeć BR2049.
Oczywiście wolałbym seans na którym będzie mniej ludzi (mniejsza szansa na spotkanie troglodytów, bydła, chichoczących plastików, nachosożerców i fejsomaniaków) i... ciężko mi znaleźć taki seans. Co dzień sale są prawie pełne. A w pierwszy weekend całkiem pusto było.
Może więc zaczynają działać opinie krytyków, recenzentów i znajomych?
Jeżeli u mnie to widzę, to może wszędzie podobna tendencja jest i film w box office nie skończy tak źle?
Quite an experience to live in fear, isn't it?
That's what it is to be a slave.
Ja ide jutro na 18 do IMAXa i sala jest pełna co mnie strasznie martwi.
Czemu? Bo boje się zalewu ludzi po "Botoksie" którzy z braku laku zdecydowali sie pójść na scifi z Goslingiem bo "kozackie trailerki"'
A przysiegam, że jak trafi mi sie bydło jak na "IT" na TAKIM filmie to...no, nic raczej nie zrobie :( jedynie się mocno wkurze.
Wow, mówicie że ludzie zaczynają chodzić? Może wiec jest jeszcze nadzieja dla ludzkości. Byłem w imaxie na 15.00 w poniedzialek i pusto. Jutro albo w piątek ide trzeci raz.
U mnie sala była pełna. Film ma absolutne 10/10, zdjęcia Deakinsa są wybitne i biją na głowę oryginał, soundtrack idealnie pasował do obrazu, świetne role... niemal wszystkich (Jared Leto jest najsłabszym ogniwem chociaż nie jest zły). Joi faktycznie super.
Nie mogę się doczekać by zobaczyć ten film jeszcze raz od nowa.