Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Tragedy girls - satyra na social media + comedy shasler wannabe, niestety nie działa ani jako jedno, ani  jako drugie. Największy problem to tytułowe tragedy girls - stereotypowe puste, narcystyczne, żądne popularności nastolatki z amerykańskiego hajskula, przy okazji socjopatki. Nie są zabawne, nie są ciekawe, są tylko wkurwiające. Nie da się ich lubić czy nawet minimalnie się nimi przejąć; gdyby w centrum obsadzono jakąkolwiek postać drugoplanową, film byłby na pewno lepszy. Do tego dochodzi kompletny brak humoru, który komponowałby się z absurdalnymi shasherowymi scenami śmierci. Film co prawda próbuje jakiś tam czarny (w swoim mniemaniu) humor zastosować, ale wypada to żenująco (np. w scenie śmierci byłego jednej z bohaterek). Od biedy mogłoby się to bronić jako satyra na świat internetów, stwarzający ludzi gotowych nawet zabić dla lajków, ale pod koniec filmu następuje wolta, która nawet to przekreśla. Niesmak i żenada, 2/10.

M.F.A. - przed obejrzeniem warto się zaopatrzyć w wiedzę na temat nagłaśnianych w ostatnich latach gwałtów na studentkach na amerykańskich kampusach i towarzyszącej im powszechnej praktyce gnojenia ofiary, dzięki czemu sprawcy czują się zupełnie bezkarni (np. dokument "Pole walki"). Studentka malarstwa, Noelle, po tym, gdy zostaje zgwałcona przez kolegę i gdy przekonuje się, że jedyną formą pomocy, jaką może jej w związku z tym zaproponować uczelnia, jest pomoc we wsadzeniu mordy w kubeł i trzymaniu jej tam, bierze sprawy w swoje ręce, co nie pozostaje bez wpływu na jej sztukę i osobowość. Porządne kino zemsty i zarazem dobry (i kontrowersyjny) komentarz społeczny ze świetną rolą Franceski Eastwood. 7-8/10. 

Odpowiedz
Cytat:przed obejrzeniem warto się zaopatrzyć w wiedzę na temat nagłaśnianych w ostatnich latach gwałtów na studentkach na amerykańskich kampusach

Tych, które w większości okazywały się wierutnymi bzdurami? :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
(25-02-2018, 16:25)Hitch napisał(a):
Cytat:przed obejrzeniem warto się zaopatrzyć w wiedzę na temat nagłaśnianych w ostatnich latach gwałtów na studentkach na amerykańskich kampusach

Tych, które w większości okazywały się wierutnymi bzdurami? :)

Nie, tych, które rzeczywiście się zdarzyły.

Odpowiedz
(25-02-2018, 13:36)Mierzwiak napisał(a): Aus dem Nichts - świetna Diane Kruger jako matka i żona szukająca sprawiedliwości (zemsty?) po śmierci męża i synka w zamachu bombowym na tle rasistowskim.

Trzy zróżnicowane rozdziały i bardzo satysfakcjonujące zakończenie z którym pewnie nie każdy będzie w stanie się zgodzić.

Bardzo mocne 7.

Struktura tego filmu to mistrzostwo świata. Akin bardzo precyzyjnie prowadzi historię, ma dopracowany prosty scenariusz i niezwykle świadomie dzieli film na 3 akty. Jednak w tym wypadku jest to coś więcej niż tylko podnoszący dramaturgię zabieg formalny. Film w praktyce składa się z trzech gatunków. Bardzo konkretnych. Każdy z nich bierze na warsztat inny aspekt opowieści. I to chyba jest dla mnie największy atut filmu. To jest 100% kino gatunkowe. Mięsiste, konkretne, momentami bezpośrednie. Wyreżyserowane jest to wszystko wzorcowo. Bardzo sztywna konstrukcja jaką sam na sobie wymusił Akin, doprowadza do tego, że nie ma tutaj miejsca na zbędne elementy. Prostymi środkami udaje się uzyskać w 100% perspektywę głównej bohaterki. Cały film to tylko i wyłącznie jej spojrzenie na sytuację. Jest to zrobione jednak klasycznie, bez wydziwiana z formą realizacji. Wszystko to prowadzi do pełnego zrozumienia jej postawy. Takie kino potrafi wbić się w człowieka niezwykle mocno. 

Przytoczony pomysł reżysera na tę historię nie mógłby jednak wypaść tak dobrze, gdyby nie fe-no-me-nal-na Diane Kruger. Jest po prostu doskonała. Tym bardziej wychodzi to na wierzch, biorąc pod uwagę, że rola jest złożona, zmienna. Aktorka nie traci jednak wiarygodności ani na sekundę. Nawet w migawkowym prologu jest w 100% naturalna, a późniejsze mimochodem rzucone strzępy jej backgroundu studenckiego idealnie moim zdaniem uzupełniają jej postać, którą bardzo konsekwentnie nakreśliła już w tej właśnie malutkiej scenie. To na jej barkach spoczywał cały film, cała jego konstrukcja. Powiedzieć, że to udźwignęła, to nic nie powiedzieć. 

Dobre jest tu niemal wszystko. Zdjęcia są przemyślane, konsekwentne a różnice w kadrowaniu bohaterki w poszczególnych rozdziałach dopełniają historię. Film trzyma świetne tempo. Zgrzytały mi jedynie trochę wybijające z rytmu i moim zdaniem niepotrzebne ujęcia slow-mo. To jednak nie jest problem. Problemem jest poważny i dość ordynarny punkt wyjściowy scenariusza.

Jestem naprawdę ostatnią osobą, która czepia się i przygląda politycznym motywacjom filmowców. Zresztą z tego powodu właśnie nie przyjmowałem absurdalnej krytyki "Pokotu", a "Smoleńsk" jest dla mnie nieoglądalny z powodów czysto filmowych. Akin jednak tym co zrobił w swoim najnowszym filmie nie pozwala uciec od pewnych spraw. Doskonale rozumiem, że reżyser może mieć po prostu pomysł na taką a nie inną fabułę. Nie ma nic złego w filmie np. o Azjatach protestujących przeciwko chowaniu polskiego prezydenta na Wawelu. Najbardziej absurdalne pomysły mogą być podłożem dobrego scenariusza. Akin jednak grubymi nićmi uszył scenariusz, który jawnie ma odnosić się do sytuacji w dzisiejszej Europie. Wymyślił sobie nazistów wyznających Hitlera (autentyczny cytat z filmu), którzy wysadzają bombę w tureckiej dzielnicy tureckiego miasta. Celowo odwraca sytuację, jaka ma miejsce w rzeczywistości. To nie jest żaden przypadek. Robi to w 100% celowo i dlatego nie umiem tego przyjąć jako po prostu założenia fabularnego. Rozumiem doskonale, że ma potrzebę opowiadania o tym, że nasz świat nie jest taki prosty i zło znajduje się po obu stronach sporu, czy barykady - zwał jak zwał. Tylko czemu musiał zrobić to tak ordynarnie? Szkoda, bo to odbiera mi odbiór naprawdę fantastycznej filmowej roboty.

Swoją drogą, twórcy lub/i zwolennicy przytoczonego "Smoleńska" powinni oglądać "Aus dem Nichts" codziennie. To doskonały przykład jak film robiony w jakimś sensie pod tezę może być doskonałą robotą czysto filmową. Gdyby film o katastrofie Tupolewa był w 50% tak świetny jak najnowsze dzieło Niemca, to nikt by nie wrzucał go na IMDb jako komedii sci-fi. No ale to są lata świetlne w filmowym rzemiośle.

7/10
.

Odpowiedz
(26-02-2018, 21:29)srebrnik napisał(a): wysadzają bombę w tureckiej dzielnicy tureckiego miasta
Niemieckiego miasta :)

Oczywiście też zwróciłem na to uwagę, ale stwierdziłem że nie warto tracić na to czasu, choć wspomnę tylko że rozbawiło mnie podkreślenie że mąż głównej bohaterki nie był muzułmaninem tylko agnostykiem. (Dobrze zapamiętałem?)

Na szczęście tak jak piszesz to po prostu dobre kino, dobra historia, która broni się formą, aktorstwem (podobał mi się adwokat-znajomy głównych bohaterów), emocjami dzięki czemu można a może nawet należy przymknąć oko na stojący za tym scenariuszem przekaz.

Odpowiedz
Oczywiście - niemieckiego :) z rozpędu błąd

Dobrze zapamiętałeś, pada dokładnie takie stwierdzenie. Był agnostykiem.

Adwokat-znajomy super zagrany. Oczywiście aktorzy giną tutaj trochę w cieniu Kruger, ale facet też miał dobrą rolę. Zmienną, emocjonalną. Wszystko to właśnie daje powód, żeby koniec końców przymknąć oko na przekaz w scenariuszu. Tak się właśnie tworzy doskonałą propagandę. Nawet jak widzimy intencje, to w sumie je bierzemy, bo przecież jest dobrze zrobiona, świetnie opakowana. Nie mówię tego jako zarzut. Radzieckie dzieła propagandy (przy których film Akina nawet nie stoi, jak chodzi o wbijanie idei w łeb) do dziś zachwycają stroną formalną i kunsztem rzemiosła. Tym sposobem przemyca się nawet najdziwniejsze motywy. Dlatego tak dobrym filmem jest przykładowo "JFK". Nawet najbardziej karkołomne teorie Stone'a są tak fascynująco przedstawione, że nas interesują. Gdyby zrobić dobry film o Smoleńsku, to ludzie jakoś mniej żartobliwie spojrzeliby na teorię o wybuchach i innych cudach. Efekt odwrotny jednak jest bezlitosny. Zrób zły film pod tezę - masakrujesz ją do cna.
.

Odpowiedz
Przypominało mi to starych Coenów, szczególnie Arizona Junior, więc czułem się jak w domu. Znaczy metaforycznie :)

Odpowiedz
Oscary przypomniały mi, że mam zaczęty szkic wpisu o The Square.

(20-02-2018, 12:58)f.lamer napisał(a): The Square (...) porządny komediodramat z oglądania którego miałem sporo radochy i który zostawia widza z jakimiś przemyśleniami
Ja za to jestem bardzo zawiedziony. Zmęczyłem film na dwa razy. Liczyłem na coś w stylu Holy Motors, coś dynamicznego, może trochę pretensjonalnego, ale też inteligentnego i z dystansem. Film niby próbuje taki być. Ta groteska i symbolika, o której piszesz, owszem jest, ale jak dla mnie w wydaniu miałkim i mało błyskotliwym. Wydaje mi się, że to dosyć trudne zadanie - zrobić dobrą satyrę na świat sztuki współczesnej i całą otoczkę, żeby wyszło bezpretensjonalnie i z dystansem. Może nie zrozumiałem i film miał być tak pusty i wysilony, jak świat sztuki współczesnej, który bierze pod lupę? Te wszystkie sceny zebrań, klipy, konferencje prasowe to jak dla mnie przyciężkawa satyra, zbyt oczywista. Żart o wciągnięciu odkurzaczem czy tam zamieceniu części ekspozycji usypanej z piachu? No mega błyskotliwe i zaskakujące. Ani to śmieszne, ani ciekawe. Podobnie społeczny komentarz i cały wątek z dzieciakiem. Nudne, słabo napisane, przeciętnie zagrane i sflimowane.
3/10


Odpowiedz
tyle że ja widziałem w tym filmie nie pastisz sztuki nowoczesnej, a raczej - jak próbowałem to opisać - mający miejsce w każdym z nas konflikt zwierzęcych atawizmów i cywilizacyjnych osiągnięć kultury człowieka. sztuka jest tu jedynie najbardziej widoczną emanacją tej kultury.
i cała ta społeczna nadbudowa wraz z jej zasadami równych praw i obowiązków oraz zaufania, do której tak chętnie odwołuje się główny bohater często okazuje się pustą fasadą za którą kryje się pierwotnie zwierzęce "walcz lub uciekaj". nieprzypadkową kontrą jest tu szympans dziennikarki zachowujący się jak człowiek
zgadzam się że scena odkurzania instalacji nie była zbyt wysokich lotów (choć mnie akurat rozbawiła), ale już happening podczas kolacji dostarcza wiele przemyśleń na temat tego kto i jak reagował na wpuszczoną na salony małpę.
z odczytywaniem tego filmu jako komentarza do sytuacji społecznej też byłbym ostrożny. bardziej rzuca mi się w oczy mechanika działania mediów (wątek filmu reklamowego) , bądź osobiste reakcje bohaterów na budzące obawę i niewygodne zetknięcie z dużo niżej sytuowanymi materialnie osobami
tak że o.

Odpowiedz
Fuck, być może znowu obnażasz moje intelektualne braki, bo chyba przy okazji Young Pope mieliśmy podobną wymianę. I piszę to poważnie i bez kokietowania. Nie wykluczam, że umiejętność wyłapania odpowiednich znaczeń może poprawiać przyjemność z oglądania The Square. Czy może diametralnie zmieniać jego ocenę? Nie wiem. Ja jestem prosty, ale wątpię (/mam nadzieję) nie aż tak, żeby ten film okazał się dla mnie aż w takim stopniu za mądry. 

Tak, czy inaczej, uważam, że film musi się sprawdzać też a może przede wszystkim jako historia opowiedziana obrazami a jak przy okazji jest esejem to spoko. A jako "tylko" film The Square u mnie się prawie w ogóle nie sprawdza. Sceny zebrań z tymi marketingowcami? Nieważne czy dobrze je interpretuję. Są po prostu nudne. Przede wszystkim mało odkrywcze a goście strasznie przerysowani. Trochę mi się to kojarzy z ostatnim filmem Haneke, w którym komentarz do mediów społecznościowych nie jest ani odkrywczy, ani przenikliwy, ani tym bardziej formalnie ciekawy a w dodatku czuć, że dziadek trochę nie kuma o czym mówi. Östlund jest przecież młodszy a mam wrażenie, że w podobnym obszarze porusza się z niedużo większą gracją. 

Masz rację, że sztuka współczesna jest tylko środkiem. Pisząc tamtego posta zastanawiałem się czy się rozdrabniaać, ale liczyłem, że mi to uogólnienie ujdzie na sucho i nikt mnie nie przyciśnie.;) Zgadzam się też, że happening podczas kolacji był dobrą sceną. Jedyną chyba aż tak dobrą. Sceny z Moss też były spoko, ale jej wątek chyba dosyć nagle się urwał. 

Jestem rozczarowany tym bardziej, że Force Majeure był niezły. Przede wszystkim dużo bardziej angażujący i przenikliwy. Plus zwiastun The Square wyglądał naprawdę nieźle. Nie wiem czy to dobre zestawienie, ale wrzuciłem film Östlund do jednego worka z Holy Motors i tam przynajmniej się "działo". 


Odpowiedz
(06-03-2018, 17:52)PropJoe napisał(a): Nie wykluczam, że umiejętność wyłapania odpowiednich znaczeń może poprawiać przyjemność z oglądania The Square.

wiesz, ja nie mam wrażenia że chodzi o samą "umiejętność wyłapywania znaczeń".
jeśli film cię łapie za serce, emocjonalnie coś w tobie wyzwala, to tak czy owak to robi. a jeśli nie, to nie, nawet jeśli to arcydzieło. umiejętność wyłapywania znaczeń jest przydatna do analizy i pisania recenzji, nie odczuwania przyjemności.
w dużej mierze - IMHO - chodzi o jakieś nasze mniej i bardziej uświadomione doświadczenia które odnajdujemy w fabule. właśnie wczoraj pisałem na forum o "wind river" które mnie, jako ojca, dotknęło mocniej niż kogoś bezdzietnego pewnie
z drugiej zaś strony forma którą sprzedawana jest historia też jest istotna. ja przez "turystę" ostlunda jeszcze nie przebrnąłem. zresztą pisałem kiedyś o tym w tym samym wątku. nie zmogłem tych długich, nudnych ujęć, mimo że sam temat kryzysu męskości poruszany w nim był mi bliski jak żaden inny.
wniosek? albo ci coś podchodzi, albo nie. get over it.
pozdrawiam i kończę offtop
tak że o.

Odpowiedz
"The Outsider" - Ładnie nakręcony film do zapomnienia. Jared Leto bardzo dobrze się prezentuje i nie widziałbym nikogo innego w tej roli. Yakuza jest bardzo oszczędnie przedstawiona, poza obcinaniem palców nic o nich się nie dowiedziałem. Przed filmem zastanawiałem się, czy film będzie miał azjatyckie klimaty, czy tylko te klimaty podrabiał. No i wyszło na to drugie, Refnowi w Only God Forgives lepiej to wyszło (mimo, że sam film był beznadziejny). Ogólnie to jest tu nudno. Podobał mi się początek w więzieniu, a scena spotkania dwóch klanów rewelacyjna. Przemoc jest bardzo odczuwalna. Nie ma żadnych flaków na wierzchu, nie leją się hektolitry krwi, ale czułem każde ciachnięcie nożem lub kataną. Intro może i dobre, ale gdyby to był pierwszy odcinek serialu, a nie film, bo nie widzi mi się na samym początku widzieć fragmenty z dalszej części filmu, który właśnie oglądam. 6.5/10
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
"Wonder" - Jeśli jeszcze nie widziałeś tego filmu, a zamierzasz, nie czytaj tego co dalej napisałem. Po prostu nie wiedz kompletnie nic o fabule tego filmu, dobrze Ci to zrobi. Możliwe małe spoilery.

Wow, to chyba pierwsze i jedyne słowo, jakie wydobyłem z siebie, gdy zaczęły się napisy końcowe. Ogromne brawa za scenariusz, bo to jak cała historia się rozwija to coś rewelacyjnego. Sądzisz, że siostra głównego bohatera jest samolubna? Bach! Masz jej historię i już tak nie myślisz. Myślisz, że była przyjaciółka Vii to suka? Bach! Masz jej historię. Postaci w tym filmie ewoluują, mają swoje motywacje i zmieniają się pod wpływem zdarzeń. Nawet dla bogatego gówniaka można współczuć, patrząc jakich ma zrytych rodziców, a zwłaszcza matkę. Obsada spisała się świetnie. Główny bohater mimo charakteryzacji bez trudu przekazał mi wszystkie swoje emocje, Julia Roberts i Owen Wilson w roli rodziców to strzał w dziesiątkę, siostra i pozostałe dzieciaki elegancko. Reżyser dobrze zmienia nastroje, czasami z lukrowego klimatu w dramatyczny ton. Emocjonalnie za to zmiażdżył mnie pies, just lay down, try not to cry and cry a lot.

Solidne 8.5/10. Moim zdaniem powinien być obowiązkowo puszczany w szkołach, zresztą uważam, że każdy, bez wyjątku na wiek powinien to obejrzeć.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
The Outsider - 2018 Netflix. Ooo kurwa co za kozak , Leto pozamiatał, rola marzenie jeśli chodzi o Amerykanina przystępującego do legendarnych szeregów Yakuzy w latach 50tych. Przyznam że filmidła o podobnej tematyce zawsze minie nużyły a mafia Japońska przeważnie wypadała w nich bardzo komicznie, ale tutaj wszystko jest poważnie poprowadzone i podbudowane. Tak więc nie ominie nas rytualne seppuku, obcinanie palców na znak posłuszeństwa, święto przyjęcia nowego członka do Yakuzy itp. ale podane jest to w unikalny a przede wszystkim imponujący sposób. Dzięki temu filmowi a przede wszystkim Leto i reszcie ekipy w końcu to poczułem. Muza, zdjęcia, plenery to też kocur 9/10

Odpowiedz
"Daddy's home 2" - W jedynce Marky Mark i Ferrell byli strzałem w dziesiątkę, zaś sam film ogólnie nie był jakiś zabawny poza paroma wyjątkami ("On się nie poci!"). W kontynuacji sytuacja się zmienia, bo jest tu naprawdę zabawnie. Obsada przednia. Marky i Will razem nadal się świetnie sprawują na ekranie, a do tego dochodzi jeszcze Mel Gibson będący Melem Gibsonem, i John Lithgow, który na początku jest typowym pipko dziadziusiem, ale potem wątek z nim jest dobry. Najważniejsze jest to, że po obejrzeniu tego filmu miałem myśl: "Całkiem zajebisty film!", a w przypadku poprzednika tak absolutnie nie było, było wręcz nudno. Fajna, przyjemna komedia do obejrzenia na chillku. 7.5/10, jedynka miała 4/10, i właściwie mało już z niej pamiętam.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Turysta 2014 - Tomas i Ebba, zamożne szwedzkie małżeństwo, jadą z dwójką dzieci w Alpy Francuskie na kilka dni na narty.

W filmie niby nic się właściwie nie dzieje. :) a jednak to ciekawy film z klimatem. Polecam.

Odpowiedz
(18-01-2018, 01:59)Mental napisał(a): Ja tylko chciałbym podkreślić, że "Miss Sloane" to jest gówniany film, a jego najsłabszym elementem jest debilny/naiwny/propagandowy scenariusz. Żeby to wiedzieć, trzeba jednak trochę interesować się tematem poruszonym przez twórców. Film był współfinansowany i silnie promowany przez lobby antybroniowe w USA - ostatecznie okazał się klapą finansową i nawet w takich dziennikach jak WaPo nie zostawili na nim suchej nitki.
Pffff.

Bardzo dobry film, znakomita Chastain i - to co uwielbiam - kulisy polityki, gdzie poglądy zmienia się w zależności od potrzeby czy korzyści lub ilości zer jakie mogą wpłynąć na konto.

Propagandy o której pisze Mental nie stwierdziłem, nikt w tym filmie nie mówi o zakazie dostępu do broni a druga strona przedstawiona jest zgodnie z rzeczywistością, wystarczy poczytać lub pooglądać ich wypowiedzi.

Odpowiedz
Bad Day for Cut - północnoirlandzkie kino zemsty, które miało super potencjał, ale małe doświadczenie reżysera spowodowało że jest tylko poprawnie. 50kilkuletni rolnik mieszka pod jednym dachem ze swoją matką. Pewnego wieczoru do domu wbija grupa nieznajomych i zabija starszą panią, a główny bohater dodatkowo cudem uchodzi z życiem kilka dni później, gdy 2 bandytów przychodzi dokończyć dzieła. Nie mając nic do stracenia rusza w drogę (pojmując jednego z oprychów) na poszukiwania osoby odpowiedzialnej za zabicie matki. Od razu dodam, że nie jest to typowe kino "bohater dostaje wkurwa, łapie za broń i napier....a" - bohater nie jest żadnym exkomandosem, nie zna sztuk walki, ale to właśnie powoduje że ogląda się to bardzo dobrze i kibicuje mu się. Aktor wcielający się w Dohnala to złoto - perfekcyjny wybór pod zwykłego wsioka, który jest na bakier z technologią i żyje prostymi zasadami. Na drugim biegunie mamy polski zaciąg z Miasta 44 - Józef Pawłowski i Anna Próchniak grają i mówią po angielsku (czasem po polsku:)), zwłaszcza Pawłowski ma więcej czasu ekranowego. Problemem są natomiast okazyjne, pseudoartystyczne wtręty na miarę Tarantino - jakieś sny, sceny naparzania są w rytm muzyki z włoskich pornosów niczemu nie służą - oraz gorszy trzeci akt. Tak czy inaczej jest solidnie.

7/10

[Obrazek: Bad-Day-for-the-Cut-2017-2.jpg]
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(05-03-2018, 10:03)simek napisał(a): Nie mamy tematu o filmie, więc ja króciutko o I, Tonya - fajny, energicznie zrobiony film ze świetną Margot Robbie. Fabularnie mógłby być bardzie przemyślany, ale i tak jest w porządku, przyjemnie poznać tą historię, jednak nie sądzę, żebym miał ochotę zobaczyć ją drugi raz. Dam takie 6+/10. Oscar dla Janney absolutnie niezasłużony, zwłaszcza jeśli popatrzymy na jej konkurentki - Metclaf i Manville zagrały o klasę lepiej, jej postać jest prosta jak drut, to po prostu brzydka, okropna, złośliwa, autorytarna matka-alkoholiczka, która dużo przeklina, ma też beznadziejne okulary, żeby widz nie miał wątpliwości, że jest zła i papugę na ramieniu coby można było rolę łatwiej zapamiętać. Zagrane jest to poprawnie, ale na jedno kopyto, ja bym nawet nominacji nie dał.

Pamiętam dobrze konflikt Kerrigan-Harding, bo kiedy były te igrzyska, bo trąbili o tym nawet w naszej TVP. Oczywiście byłam po stronie biednej Nancy i złej Tonyi (w ogóle to zapamiętałam to tak, że to sama Tonya osobiście walnęła ją w kolano). Po filmie... dalej jestem po stronie biednej Nancy, bo te debile mogły przecież nie tylko zniszczyć jej karierę, ale i okulawić na całe życie. Ale to, co się stało z Tonyą, jest naprawdę bolesne - mieć taki talent i tak go pogrzebać. Ona naprawdę miała szansę stać się prawdziwa legendą tego sportu, pogardzana "wieśniara" z klasy "white trash" mogła szturmem podbić zamknięty świat małych księżniczek na lodzie, zdobywać medal za medalem i pokazać środkowy palec wszystkim, którzy w nią nie wierzyli. Zgadzam się tu z recenzją na głównej KMF - to prawdziwy pech, że ta dziewczyna, sama nie za bardzo bystra, otaczała się ludźmi głupszymi od siebie, i w końcu ta głupota doprowadziła ją do upadku. Cohenowie mogliby nakręcić ten film.

Oczywiście bardzo mi się podobał zarówno film, jak i pomysł na "blagierska biografię" - w sytuacji, gdy każda z zainteresowanych osób mówi co innego, można było albo nie kręcić filmu wcale, albo z jednego punku widzenia, albo stworzyć taki miks - gdy na ekranie coś się dzieje, a zaraz potem postać temu zaprzecza, a jednocześnie uchwycony jest charakter każdej postaci, a wydarzenia, o których wiadomo, że się zdarzyły, odtworzone są wiernie. Nie sądzę, by bohaterowie tej historii przyznali do końca, jak było naprawdę, uznali swoją winę, więc "Ja, Tonya" jest najlepszą biografią, na jaką Tonya Harding może liczyć. Film traktuje ją z sympatią - ta żywiołowość, ten talent! - ale jej nie wybiela, no bo jednak stało się to, co się stało. Cholerna szkoda, tyle można na koniec powiedzieć. Na pewno jeszcze kiedyś obejrzę. 9/10

(Oskar dla pani matki faktycznie niezasłużony, Margot Robbie powinna dostać - choć nie widziałam jeszcze występu Frances Mc Dormand).

Odpowiedz
Suburbicon - recykling wcześniejszych motywów Coenów z bardzo słabym, nieudolnie prowadzonym i banalnie spuentowanym wątkiem rasowym. Do czasu pojawienia się postaci Isaaca (jedyna zaleta filmu - świetna, epizodyczna rola) wieje nudą, później dochodzi do spodziewanej eskalacji, ale to też raczej popłuczyny i nic ekscytującego. No i gdzie tam Damonowi do H. Macy'ego. Średniawka; pewnie bracia za kamerą zrobiliby to lepiej.

Coeni to moi ulubieni twórcy (na równi albo ciut przed Kubrickiem), więc sprawdzam sobie niekiedy co tam aktualnie kręcą. Okazuje się, że biorą (albo mieli się brać, bo coś ostatnio cicho) się za historię tego gościa -> https://en.wikipedia.org/wiki/Ross_Ulbricht
W skrócie - film (roboczy tytuł Dark Web) o twórcy Silk Road, darknetowego bazaru narkotyków. Czytam sobie pobieżnie o tym gościu i widzę tu spory potencjał, a że z braciszkami współpracuje/ował tym razem Dennis Lehane (pono napisał wstępną wersję scenariusza), tom zaintrygowany. Mogłoby to powstać - zapowiada się znacznie ciekawiej niż remake Scarface, którego skrypt redagowali bracia.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,086 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,807 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,216 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,448 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,364 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,055 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,197 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości