Krótka piłka, czyli mini-recenzje
The Shooting (1966) - zapomniany western, gdzie w głównych rolach pojawili się kultowiec Warren Oates (uwielbiam gościa i właśnie nadrabiam filmy z nim) i młody Jack Nicholson. To dość enigmatyczna, niemal kafkowska, prosta w założeniach, ale intrygująca historia, w trzecim akcie skręcająca nieco w klimaty, w których póżniej obracał się chociażby Jodorowsky w swoim "El Topo". I chociaż fabuła jest dość łatwa do przewidzenia (zwłaszcza, że idiotyczny polski tytuł sporo sugeruje), to jej przebieg, aktorstwo i dziwny, lekko odrealniony nastrój całości robią całą robotę.

[Obrazek: image-w856.jpg?1484374505]

[Obrazek: 6a00d8345295c269e201bb0922d959970d-800wi]

Odpowiedz
Za szczeniaka "The Shooting" zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Obadaj też drugi western Hellmana z Nicholsonem z tego samego roku - "Ride in the Whirlwind"; co prawda bez Oatesa ale pokrewny w klimacie (choć The Shooting lepszy). I też uwielbiam Oatesa, fantastyczny aktor, jak zresztą chyba wszyscy z załogi Peckinpaha - tworzyli świetny duet z Benem Johnsonem w "Dzikiej bandzie", ale rola życia to oczywiście Bennie z "Alfreda Garcii".

Odpowiedz
Cytat:Obadaj też drugi western Hellmana z Nicholsonem z tego samego roku - "Ride in the Whirlwind"; co prawda bez Oatesa ale pokrewny w klimacie (choć The Shooting lepszy).
Na pewno sprawdzę, a ze swojej strony polecam też inny obrazek Hellmana z Oatesem w roli głównej - "Cockfighter", czyli osadzony w redneckich klimatach dramat (chociaż jest sporo czarnego humoru) o walkach kogutów. Warren daje tam niezły popis, mimo że jego postać praktycznie przez cały film nie wypowiada żadnego słowa.

Odpowiedz
[Obrazek: ingrid-goes-west1.jpg?w=1000&h=563&crop=1]

"Ingrid Goes West" - O istnieniu tego filmu dowiedziałem się dzisiaj i z braku laku go obejrzałem. Film opowiada o tytułowej Ingrid (Aubrey Plaza), która w wyniku samotności szuka szczęścia i ratunku na Instagramie i znajduje tam profil znanej Taylor (Lizzie Olsen) i postanawia ją po prostu stalkować. Pierwsza połowa to przyjemna, lekka komedia, ale później zaczyna się solidny dramat, gdzie sami nie wiemy do końca co jest nie tak z główną bohaterką. Aubrey rewelacyjna pierwszoplanowa rola, a jej postać czasami odwala taki cringe, że oglądało się to ze skrzywieniem twarzy, jednak nadal chciałem jej kibicować. Lizzie za to czysty naturalizm, przyjemnie się na nią patrzy. Ogólnie film jest bardzo gorzki, ale gorąco polecam. Ode mnie 8.5/10.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
(23-05-2018, 23:55)nawrocki napisał(a):
Cytat:Obadaj też drugi western Hellmana z Nicholsonem z tego samego roku - "Ride in the Whirlwind"; co prawda bez Oatesa ale pokrewny w klimacie (choć The Shooting lepszy).
Na pewno sprawdzę, a ze swojej strony polecam też inny obrazek Hellmana z Oatesem w roli głównej - "Cockfighter", czyli osadzony w redneckich klimatach dramat (chociaż jest sporo czarnego humoru) o walkach kogutów. Warren daje tam niezły popis, mimo że jego postać praktycznie przez cały film nie wypowiada żadnego słowa.

A dzięki. Za to wczoraj na TVP Kulturze było In the "Heat of the Night" ("W upalną noc") - dzisiaj jakoś po 23.  leci powtórka.

Odpowiedz
(18-05-2018, 18:13)shamar napisał(a): A Ghost Story" (2017)  

Wyłączyłem jak przez 5 minut jadła ciasto (na jednym ujęciu)


3/10

Och, to przez tę perspektywę postrzegania czasu przez ducha. Raz mamy 5 minut jedzenia ciasta, drugi czas błyskawicznie przemijają całe lata. Są też podróże w przeszłość, jeszcze raz w przyszłość. Duchowy bezczas wypełniony niewysłowionym smutkiem. Piękny film. (Tak jak ta piosenka: https://nagrobki.bandcamp.com/track/nekropolo-2017

The Monster (2016)
Razem z "The final girls" idealny horror na Dzień Matki :). Podoba mi się prostota scenariusza, podoba mi się świetnie ukazana więź między matką a córką (więź trudna, bo problem alkoholowy, nieodpowiedzialność młodej matki i te sprawy), podoba mi się aktorstwo (na szczególne uznanie zasługuje dziewczynka, bo zagrała fantastycznie - skąd oni biorą do tych filmów takie zdolne dzieci?), podoba mi się potwór, przypominający trochę niedźwiedzia, a trochę Obcego. Jest strasznie i wzruszająco, są emocje, jest kawał dobrego survivalu, jest klimat (ciemności, las, odludzie, lejący jak z cebra deszcz). Jedyne, co mi zgrzytnęło, to końcowy pomysł

Mimo to 8/10, jeden z lepszych kameralnych horrorów ostatnich lat.

Odpowiedz
Quay, przybijam piateczke za Nagrobki.

Odpowiedz
Thoroughbreds (2018)

Trailer filmu jest trochę zwodniczy bo pokazuje film z jakąś dawką energii a finalny produkt jest jednak całkiem inny. Narracja filmu jest bardzo powolna. Ale za to widz ma czas żeby podziwiać wysmakowane kadry. Aktorsko jest przyzwoicie. Oglądając miałem poczucie, że to takie 6/10 ale końcówka podciągnęła do 7/10.

Unsane (2018)

Soderbergh robi czasem filmy tylko po to żeby podładować swoje kreatywne baterie. Nie przykłada wtedy za dużo wagi do historii, bardziej skupia się na formie i po prostu sobie eksperymentuje. Takim filmem jest Unsane. A, że ja lubię te eksperymenty Soderbergha to film mi się podobał :) Początek jest najlepszy, gdy nie wiadomo czy główna bohaterka naprawdę oszalała czy co? Potem robi się schematycznie ale zupełnie mi to nie przeszkadzało bo już się wkręciłem w historie. 8/10.

Anon (2018)

Smętny film. Forma ładna ale historia mało wciągająca. Zagrane zupełnie bez polotu. Takie filmowe RODO, po jakimś czasie masz dość tej całej gadki o prywatności w sieci ;) 5/10.
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!

Odpowiedz
It's Alive! (1974) - klasyczny, b-klasowy horror od Larry'ego Cohena. Absurdalny punkt wyjścia - zmutowany nowordek tuż po urodzeniu staje się morderczym monstrum - nie przysłania ambicji, które stoją za tym filmem. Pod płaszczykiem tandety reżyser przemyca tutaj sporo przemyśleń na temat strachu przed rodzicielstwem, słusznością aborcji, wpływie, jaki dziecko ma na karierę i życie osobiste, a także o tym, gdzie kończy się granica miłości bezwarunkowej i jak w społeczeństwie odnajdują się rodzice zwyrodniałych jednostek.

Warto też wspomnieć, że to pierwszy głośny film, przy którym pracował Rick Baker, a za muzykę (świetną!) odpowiadał nadworny kompozytor Hitchcocka, Bernard Herrmann.

Odpowiedz
The 12th Man (2017) - Norwegia, 1943 rok. Grupa członków norweskiego ruchu oporu w czasie misji u wybrzeży Norwegii zostaje złapana przez Niemców. Udaje się uciec jednemu z nich. Jedyną szansą Jana Baalsruda by przeżyć jest dotrzeć do Szwecji, a to oznacza walkę z ostrą zimą. Na dodatek ściga go Kurt Stage, który za wszelką cenę chce go dorwać. Świetny Thomas Gullestad w roli Jana Baalsruda i równie dobry Jonathan Rhys Meyers w roli oficera SS. Jak dla mnie jest to rewelacyjne połączenie kina wojennego z kinem surwiwalowym. “The 12th Man” przypominał mi trochę “Zjawę” z Di Caprio, tylko że akcja dzieje się w czasie II wojny światowej. Niesamowita historia oparta na faktach i czasami trudno uwierzyć w to co przeżył Jan, tego chyba nawet Rosjanie by nie przeżyli. Pewnie podkoloryzowano niektóre fakty, ale i tak historia trzyma w napięciu. A przy scenie z palcami to wymiękłem co mi się raczej nie zdarza.
Ocena: 9/10.

The Scythian (2018) - Koniec XI wieku. Lutobor to jeden z najbardziej zaufanych żołnierzy księcia Olega. W czasie napaści na osadę Lutobora zostaje porwana jego żona i syn. Lutobor jeśli chce uratować swoją rodzinę ma zabić swojego pana. Nie jest to kino historyczne, choć pojawiają się postacie, które rzeczywiście istniały jak książę Oleg, tylko dobre kino przygodowe z elementami fantasy. Świetnie zdjęcia i muzyka tworzą niesamowity klimat jaki uwielbiam. Jest to połączenie klimatów z “Wikingów” i “Gry o tron” tylko o wiele bardziej krwawo i brutalnie. Widać inspirację zachodnim kinem np. “Mad Maxem”, ale film ma swój niepodrabialny klimat kina przygodowo-historycznego z Rosji. Trochę ogląda się jak dobre filmy Jerzego Hoffmana, ale bardziej brutalne. Ocena: 7+/10.

The Tale (2018) - znakomity film HBO oparty na osobistych wspomnieniach reżyserki i scenarzystki filmu, Jennifer Fox. Znakomicie w główną rolę wcieliła się Laura Dern, w ogóle nie szarżuje, ale równie dobra jest w roli 13letniej Jennifer, Isabelle Nélisse. Oprócz tego świetnie wypadli Elizabeth Debicki i Jason Ritter. A na drugim planie Frances Conroy, Ellen Burstyn, i w epizodzie John Heard znany z roli ojca Kevina w “Home Alone”. Film porusza trudny i ciężki temat, ale zaskoczyło mnie jak zrealizowany i zagrany jest subtelnie. Wiadome mocniejsze są pokazane bez przekraczania pewnych granic, tylko delikatnie ( na końcu filmu jest informacja, że w tych scenach Nelisse zastąpiła dorosła dublerka).

Spodziewałem się ciężkiego seansu, dołującego po którym będę chciał się pochlastać, ale film ma dość lekki ton, choć nie wiem czy to odpowiednie słowo. Może ujmę to tak, że gdybym przed seansem nie wiedział jakiego tematu dotyczy to przez długi czas seansu myślałbym, że to film o przyjaźni dwójki dorosłych ludzi z dziewczynką do których przyjeżdża na naukę jazdy na koniu. Ja stary tetryk złapałem się na tym, że Jason Ritter budził we mnie tak dużą sympatię, że polubiłem początkowo Billa. Brawa dla Rittera za zagranie pedofila, który nie jest przerysowaną i komiksową postacią. Jest to też film o wyparciu przeszłości przez Jennifer co świetnie pokazano poprzez rozmowy dorosłej Jennifer z 13letnią Jenny. Ocena: 8/10.

Odpowiedz
(01-06-2018, 14:41)nawrocki napisał(a): It's Alive! (1974) - klasyczny, b-klasowy horror od Larry'ego Cohena.

Na VHSie katowałem wszystkie części i serio, za małolata bardzo mi się ten film podobał. Powrót do cz. I rok temu był wielkim rozczarowaniem :/

Revenge - Film zemsty. Babka wraca zza światów i morduje swoich oprawców. Ależ to, cholera, było słabe! Nieźle zagrane, jest przemoc, flaki i krew. Ale to było tak nudne i durne, łomatko! Zastanawiałem się kilka dni, dlaczego - i wydumałem, że film nie zahacza o żadne nadnaturalne sprawy poza tym, że dziołcha zmartwychwstaje i to ustala poziom niemożliwości na level maksimum. I wszystko, co później się dzieje jest złe.

3/10  (bo dobrze zagrała dziewczyna, ładne zdjęcia ostatnia walka).
loading podpis...

Odpowiedz
Love, Simon (2018) - LOL. Ktoś jeszcze ma potrzebę kręcenia filmów o trudach coming-outu? W 2018 roku? W poprawnej politycznie do zarzygania Hameryce? SERIO? Przecież wiadomo, że lobby i środowiska gejowskie są tam potężne i obecnie bardziej prześladowaną grupą są heteroseksualni, biali mężczyźni :-) . Słyszałem, że to film na podstawie książki i jeżeli w niej akcja toczy się w okolicach 2001 to jeszcze zrozumiem. No ale film został przeniesiony do obecnych czasów i ja nie kumam dlaczego główny bohater miał takie problemy z przyznaniem się do swojej orientacji. Tym bardziej, że
. Poza tym mamy do czynienia z młodzieżą żywcem wyciągniętą z polskich seriali, lub produkcji disney'owskich. Grzecznie rozmawiają, grzecznie się kłócą, nawet grzecznie piją alkohol. 100 minut obcowania z licealną młodzieżą i pada tylko JEDNO przekleństwo. No trochę nierealne :-). Tak samo jak dyrektor szkoły żywcem wyciągnięty z kreskówki i na maksa niepasujący do świata przedstawionego w filmie. Lecz pomimo narzekań dam 6/10 bo główny bohater sympatyczny no i wkręciłem się w rozwiązywanie zagadki, kto jest panem Blue (mimo, iż jej rozwiązanie lekko mnie rozczarowało). No i za Cristiano Ronaldo jako idola amerykańskiego nastolatka zawsze plus. Fajnie, że w filmie grali w piłkę nożną a nie w te ich gówniane dyscypliny :-)

Odpowiedz
wieczór gier (2018) - jeśli szukacie lekkiej komedii pomyłek w której żarty nie będą wywoływać uczucia zażenowania, to game night jest świetną opcją.
takie skrzyżowanie "nagiej broni" i "gry" finchera zagrane przez niezłą zbieraninę aktorów często znanych z seriali.
polecam
tak że o.

Odpowiedz
Thoroughbreds (2017) - ładny realizacyjnie thriller psychologiczny, który mimo, że od początku stara się iść w niekonwencjonalnym kierunku, ostatecznie jakby macha na to ręką i rezygnuje z zaskoczenia na rzecz przewidywalności. Warto jednak zobaczyć dla świetnych ról Olivii Cooke i Anyi Taylor-Joy. No i to też ostatni występ Antona Yelchina, którego pamięci dedykowany jest film.

Odpowiedz
Siedzi człowiek kurując się po wyrwanym zębie (i sesji) i ogląda te rzeczy w TV.

Smocze Wzgórze: Magiczna Kostka - film z okresu, kiedy animacja 2D w kinach umierała śmiercią naturalną. Chociaż... mam wrażenie, że to produkcja telewizyjna, a nasi chciwi dystrybutorzy takie rzeczy ściągają do kin. O rany. Nie wiem od czego tu zacząć. Od wydłużonej fabuły, która starczy najwyżej na krótki odcinek "Gumisiów", od kiepskich połączeń CGI z tradycyjną kreską, od kiepskiej animacji, dających się zapomnieć bohaterach, czy segmentów muzycznych nadających się najwyżej na kanał muzyczny, a wstawionych tutaj byle dobić do tych 90 minut. Projekty postaci ujdą. Dubbing polski jest za to udany i w miarę to się ogląda. Szczerze nie polecam i nie radziłbym puszczać dzieciom.

Stuart Malutki 2 - film to raczej nie moja bajka, ale jest dość sympatyczna. CGI Stuarta wygląda zaskakująco znośnie, zwłaszcza, że reszta z okresu to jakieś abominacje (aktorski "Scooby-Doo" chociażby). Ogromnym plusem jest ładne przełamanie "liar reveal"
I serio - sokołowi dajecie imię Falcon :)? A i tak film powinien mieć uznanie najbardziej za piosenkę Celine Dion.

Odpowiedz
(26-05-2018, 12:48)Snuffer napisał(a): Quay, przybijam piateczke za Nagrobki.

Piąteczka.

Aus dem nichts / In the fade (2017)
Prosty scenariusz, satysfakcjonujące zakończenie, doskonała gra aktorów (Diane Kruger!), emocjonalna miazga. Film przede wszystkim o radzeniu sobie z traumą i żałobą (genialnie zagrane przez Kruger), a także kino zemsty, ale inne niż w typowych produkcjach tego rodzaju. Emocje trzymają na krawędzi fotela - dawno tak niczego nie pragnęłam jak śmierci tych skurwiałych nazioli i przez to był moment pod koniec, kiedy obawiałam się, że
Mocny i dołujący film o miłości, śmierci, szukaniu sprawiedliwości. Ocena 10/10 to czysta formalność.

Elle (2016) - francuski film. Tak że ten: dewiacje seksualne, gwałt jako fetysz, kłamstwa i zdrady - wszystko na porządku dziennym, traktowane przez bohaterów (zwłaszcza główną bohaterkę - niewątpliwie bardzo ciekawą konstrukcję psychiczną ma ta kobieta) jako no big deal. Jedyną "normalną" stroną tego filmu jest śledztwo Michelle w sprawie gwałciciela, którego tożsamość, nie chwalęcy się, wytypowałam bezbłędnie dość szybko. Film bardzo mnie wciągnął - ale nie wiem właściwie, czy dlatego, że był taki dobry, czy po prostu chciałam zrozumieć, co tu się, kuźwa, odjaniepawla. :) 8/10, ale naprawdę, French is strange.

Poza nowym ciekawym kinem europejskim moje puste życie wypełnia obecnie STREFA MROKU - lecę z 1. sezonem z lat 60. i na razie stwierdzam, że jest to rzecz wyśmienita. Nie wiem właściwie, czemu tego dotąd nie oglądałam. Każda nowelka to mała perełka, a najfajniejsze jest wychwytywanie tropów wykorzystanych później przez kino czy pisarzy horrorów (np. Stephena Kinga), zaczerpniętych właśnie z "The twilight zone". Jak skończę, to może nawet temat o tym założę, jeśli jeszcze nie ma.

Odpowiedz
Elle nie dlatego jest dziwna że francuska, tylko dlatego że to Verhoeven (Turkish Delight, Flesh+Blood czy Czarna księga też są dość, hm, niesztampowe :)

Odpowiedz
Hostiles - wielkie meh. Zaczyna się nawet nieźle, a Bale jest intensywny jak trzeba, ale film szybko i gwałtownie stacza się na dno. Cały motyw pogodzenia z niegdysiejszym wrogiem jest naciągany jak cholera. Zimnokrwisty killer który masakrował czerwonych pod Wounded Knee po dekadach nienawiści w spektakularnie krótkim czasie nawraca się na miłość i ekumenizm. Jest to tak niewiarygodne, że scenarzysta sam wykopuje pod sobą dołek: w jednej z późniejszych scen świeżo świętoszkowaty Bale nie jest nawet w stanie odpowiedzieć na zarzuty żądnego indiańskiej krwi Bena Fostera, który w założeniu miał być morderczym świrem, ale którego stanowisko jest znacznie lepiej uzasadnione. W efekcie najbardziej ze wszystkich postaci sympatyzowałem z nim, bo przynajmniej przypominał prawdziwą istotę ludzką.
Przy okazji, dostajemy tu podlizywanie się dwóm mniejszościom w cenie jednej. Całkiem znikąd dostajemy scenę z ciężko rannym czarnym kapralem, któremu Bale ze łzami w oczach kadzi jakim to jest super zajebistym żołnierzem i służba z nim była zaszczytem że ho ho. Czy coś w filmie uzasadnia tą scenę? Nie. Czy służy ona czemuś? Oczywiście. Przecież Hollywood powinno stale przypominać Afroamerykanom, że są narodem wybranym.
Ostatnie sceny to już w ogóle koszmar, tonacja skacze ze skrajności w skrajność, od taniego pseudo-nihilizmu po Hollywoodzką cukierkowość.
4/10

Odpowiedz
W pełni się zgadzam. Po świetnym "Out of the Furnace" sądziłem, że współpraca Bale-Cooper po raz kolejny wypali i dostaniemy następny dobry film, no ale niestety.

Odpowiedz
The 12th Man Dramatyczny survival oparty na faktach to zawsze było moje kino a tutaj na dodatek nieustanna walka o przetrwanie jest dodatkowo podkręcona przez czynnik ludzki. Tak więc tym razem zmagania się z odmrożonymi, odstrzelonymi palcami, zimną słoną Norweską wodą o temperaturze 0, lawinami, gangreną, majakami spotęgowane są nieodpuszczającą nazistowską nagonką. Film jest fenomenalnie sfotografowany i zrealizowany. Kilkukrotnie przecierałem oczy ze zdumienia jak piękne i śmiercionośnie zarazem ukazane są tu krajobrazy śnieżnej Norwegii. Kupę hajsu wpompowaną w tę produkcję zauważa się tu w każdym ujęciu. Wszystko po mundury, statki, samoloty, plenery stoją tu na wysokich obrotach czuć ból, zimno, beznadzieję a przede wszystkim walkę ludzkiego ducha. Absolutne WoW 9/10




Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,006 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,201 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,350 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,801 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,159 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości