Dużo pisze
Liczba postów: 284
Liczba wątków: 0
Frozen Ground (Polowanie na łowcę) - niezły film oparty na prawdziwej historii seryjnego mordercy Roberta Hansena, który w Anchorage na Alasce zamordował kilkanaście/kilkadziesiąt kobiet. Jego modus operandi było wypuszczanie ofiar do lasów Alaski a następnie polowanie na nie.
W rolę policjanta wciela się Cage a w rolę mordercy Cusack. Film ma fajny klimat, bardzo fajne widoki. Cusack to dobry strzał obsadowy bo pasuje do roli porypanego piekarza mordującego prostytutki. Cage w swojej roli średnio mnie przekonuje. Do tego brak mi tutaj zaakcentowania jak ważna dla fabuły jest Cindy Paulson, czyli prostytutka, która uciekła Hansenowi. Przez większość filmu laska jest totalnie irytująca i myślę, że mają taki samolocik sam bym ją wywiózł na jakieś zadupie i odstrzelił.
Trochę zmarnowany potencjał ale ogląda się dość przyjemnie.
6/10
27-09-2018, 09:48
Dużo pisze
Liczba postów: 739
Liczba wątków: 3
Sierra Burgess Is a Loser (2018)
Chciałoby się powiedzieć, że to typowa młodzieżowa historia pod tytułem: brzydka licealistka zakochuje się w przystojnym i całkiem sympatycznym chłopaku. Gorzej, że robi z niego takiego idiotę, tak manipuluje każdą osobą, zaangażowaną w jej love story, że jedyne co się jej należy pod koniec to kop w tłusty tyłek, a nie happy end. Kompletnie jej nie kibicowałem, a to jest problem, żeby później ocenić film wysoko. Ja wylapałem dwa pozytywy tej produkcji. Fajna postać tzw. "mean girl", która koniec końców jest świetną dziewczyną. Drugi plus to piosenka. Która? Jest tylko jedna, mająca znaczenie. Reszta rzeczy leży i chyba należy stwierdzić, że to kolejna nieudana produkcja Netflixa. 4/10.
29-09-2018, 13:21
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Gotti - 0/10, praktycznie nie do obejrzenia w całości, nędzne popłuczyny po Scorsese. Wiecie, ilu producentów podpisało się pod tym rzygiem? Ponad czterystu.
05-10-2018, 23:04
Dużo pisze
Liczba postów: 544
Liczba wątków: 1
(26-09-2018, 02:21)Bradesinarus napisał(a): Tajemnice Silver Lake
Zdaje sobie sprawę, że najnowsze dzieło Davida Roberta Mitchella (kapitalne "It Follows") nie każdemu przypadnie do gustu.
Tak, ja już drugi tydzień zastanawiam się czy ten film mi się podobał czy nie? :P Seans kończyłem z poczuciem ulgi, że ten koszmar w końcu się skończył. Niektóre momenty tego filmu to tortury na własne życzenie. Ale... im dalej od seansu tym coraz cieplej myślę o tym filmie :) Pomimo tego całego bełkotu, ma coś w sobie. I oprócz tego, że nawiązuje do Lyncha to jeszcze trzeba dodać, że to jest współczesna wariacja na temat Vertigo Hitchcocka podlana sosem z Jodorowskiego :P Także wyjątkowo ciężkostrawna mieszanka. Ale cholera ten film wchodzi do głowy...
Za pierwszy seans 4/10 z tym, że na pewno pójdzie w górę po kolejnym, tylko dopiero za jakiś czas ;)
13-10-2018, 17:11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2018, 17:13 przez Ash_9001.)
Netrunner Junkie
Liczba postów: 2,998
Liczba wątków: 1
Beyond The Black Rainbow (2010)
Długo odkładałem seans z obawy, że film poza ciekawą formą i męczącym tempem niewiele zaoferuje. Dużo się nie pomyliłem, bo dokładnie tyle dostałem, dodatkowo rozważania na ciężkim kwasie i bardzo przyjemnie wpleciona muzyka elektroniczna. Powiedzieć o fabule, że jest pretekstowa to i tak sporo, ale cieszy, że na siłę nie dopowiada się więcej niż trzeba.
Same kwestie wizualne i artystyczne - WOW. Jest to zrobione naprawdę mega, chyba z myślą by pojedyncze kadry móc sobie wydrukować i powiesić na ścianie. Naprawdę rzadko trafia się film, co do którego można mieć wątpliwości kiedy został nakręcony. BTBR ogląda się jak zremasterowany relikt lat 70, który mógłby być wyświetlany razem z filmami Tarkowskiego.
Obowiązkowy tytuł dla miłośników retrofuturystycznego sznytu, a i wariaci ze sceny synthwave'owej znajdą tu coś dla siebie.
19-10-2018, 12:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-10-2018, 12:58 przez Badus.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,452
Liczba wątków: 29
H-Man (1958) - Co się dostanie jeśli Strefę Mroku doprawi się japońszczyzną? Ano dość interesujące połączenie sensacji z elementami fantasztycznymi. Dobrze kreuje tajemnicę tytułowego potwora, no i finał trzyma w napięciu. Jest dość świadomy - gdy naukowiec mówi o swej teorii, że rozpuszczonych ciałach, policja go wyśmiewa i długo nie daje wiary w jego zapewnienia. Ale gdy odkrywa się, że miał rację ogłasza momentalnie (zresztą wcześniej naukowcy starają znaleźć więcej dowodów, by nie szargać sobie reputacji). Jak jest się fanem starych japońskich horrorów SF, to rekomenduję tą pozycję.
8/10
19-10-2018, 14:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-10-2018, 14:37 przez OGPUEE.)
Rzeźnik ze wschodu
Liczba postów: 1,020
Liczba wątków: 9
Slender Man (2018)
Bez wątpienia najgorszy film roku! Seans tej produkcji to prawdziwa męczarnia, której współczuł bym największemu wrogowi. Nieciekawi bohaterowie, pretekstowa fabuła, aktorstwo na poziomie szkolnego teatrzyku oraz brak jakiegokolwiek oryginalnego konceptu (tak na marginesie dodam, że nie wiem co za geniusz wpadł na pomysł zekranizowania creepypasty modnej z pięć lat temu. Przecież to się od początku zanosiło na porażkę A przede wszystkim brak tu napięcia. W związku z tym film zamiast straszyć, jak prawdopodobnie zamierzali twórcy gdyż w końcu mamy tu do czynienia z horrorem skutecznie usypia. Omijać szerokim łukiem!
2/10
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria
20-10-2018, 00:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-10-2018, 00:26 przez Bradesinarus.)
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
2/10 to całkiem hojnie w tym wypadku.
.
20-10-2018, 01:41
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-10-2018, 01:42 przez srebrnik.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,273
Liczba wątków: 77
Loving Pablo - tak jak się spodziewałem, Narcos wyczerpał temat Escobara w 120% więc ten film nie wnosi nic do historii króla kartelu z Medellin. Trochę szkoda, bo zapowiadana w zwiastunach fabuła z perspektywy dziennikarki Virginii Vallejo miała szansę ukazać działania Pablo trochę od innej strony. Nie ma tutaj jednak nic, czego nie było w genialnych 2 sezonach od Netflixa, a jeśli część scen jest powielana (z oczywistych względów) to brakuje im dramaturgii i rozmachu tj. w Narcos epizody z więzieniem Catedral były kapitalne, tak tutaj całość jest odbębniana w 10 minut i nie ma w sobie takiej siły rażenia jak wersja z Wagnerem Mourą. A skoro już przy głównej roli jestem, to doceniam interptretację Bardema i byłby on zajebisty właśnie w Narcos gdzie miałby więcej czasu na rozwój swojej postaci. W Loving Pablo wszystko toczy się w tempie sprinterskim i nie ma tego powera, którym charakteryzował się sezon 2 Narcos. Nie jest to zły film, nawet nie jest przeciętny. To rzetelna robota, dobrze zagrana (Cruz w scenie z lombardem - ale to było dobre!), ale jednak siłą rzeczy serial dawał więcej możliwości zgłębienia tej historii. Tutaj dostałem ściągawkę na lekcję historii.
6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
20-10-2018, 19:38
Netrunner Junkie
Liczba postów: 2,998
Liczba wątków: 1
Porco Rosso (1992)
Nadrabiam klasyki od Ghibli i wczoraj padło na Szkarłatnego Pilota. Film rewelacyjny, pomimo dość prostej historii. Sporym zaskoczeniem okazało się dość mocne osadzenie akcji w historycznych realiach (początek faszystowskich Włoch) i wynikająca z tego powaga niektórych wątków. Sama postać to ucieleśnienie przedwojennego śmiałka-dżentelmena i hołd dla pionierów lotnictwa, z naciskiem na hydroloty.
Wizualnie, cóż, nie wiem co napisać, żeby nie trąciło banałem, ale jest po prostu pięknie. Wakacyjne, żywe i ostre kolory wysp Adriatyku to idealne tło dla powietrznych potyczek bandy pilotów. Poziom detali tła to jest po prostu mistrzostwo świata.
Gorąco polecam.
20-10-2018, 21:42
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Galveston - świetna lekcja poglądowa w temacie "Co się stanie, jak kino zemsty osadzone w teksańskich realiach dostanie do wyreżyserowania kobieta z Francji z artystycznej rodziny" - no stanie się koniec. Nic Pizzolatto odciął się od tej produkcji, bo ponoć baba tak przerobiła mu oryginalny scenariusz, że finalna wersja była bardziej jej autorstwa niż jego. Dlatego też w napisach końcowych ukrył się pod pseudonimem Jim Hammett. Ogólnie parę dobrych momentów nie ratuje całości - fabuły starczyło na kwadrans max. Potem zmuszeni jesteśmy do oglądania monotonnych, obyczajowych pierdół.
3/10
Nie mam wątpliwości, że gdyby reżyserował to Sheridan, wyszłoby mistrzostwo świata i kolejny amerykański klasyk.
21-10-2018, 22:23
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-10-2018, 22:35 przez Mental.)
Dużo pisze
Liczba postów: 558
Liczba wątków: 2
Fargo - ach już zapomniałem jak dobry jest to film. No cudo, moje TOP filmów braci Coen.
Akurat wpadłem wtedy do kochanej mamusi, która - odkąd podpiąłem jej 3 miesiące temu Netflixa - jest wielką fanką platform streamingowych i ilością obejrzanych filmów w tygodniu zawstydziłaby niejednego forumowicza. ;) Akurat jak przyjechałem to włączyła sobie właśnie "Fargo" na Showmaxie. Siadłem na kawę i... zostałem do końca.
Wątek McDormand oczywiście najwspaniały i świetnie mieszający powagę oraz groteskę - końcowe wyznanie policjantki o tym, że nie jest w stanie zrozumieć tego jak bardzo można się upodlić dla paru groszy zostaną mi głowie do końca życia. To co jednak bardziej doceniłem przy kolejnym seansie to postać grana przez Williama H. Macy'ego - z tą swoją szczurowatą mordą jednocześnie budzi śmiech, politowanie i obrzydzenie. Zresztą tutaj każda z postaci ma w swoje jakiś dziwny defekt, sprawiający że są one jednocześnie śmieszne, ale i prawdziwe na swój sposób.
Generalnie film wydawał mi się znacznie zabawniejszy niż kiedyś. Mamuśka też chichotała, ale jak zacząłem się głośno śmiać w scenie w której Peter Stormare "rozdrabnia" nogę swojego partnera to chyba zaczęła się zastanawiać czy nie popełniła jakiś błędów wychowawczych. Scena gdy Proudfoot okłada paskiem od spodnia wrzeszczącego Buscemiego równie dobra.
Heh. Z niecierpliwością czekam aż Coenowie znowu zabiorą się za sensację.
Moja ocena: 10/10
Ocena mamuśki: "bardzo dobry film, tak dziwnego kryminału jeszcze nie widziałam"
22-10-2018, 23:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-10-2018, 23:39 przez Maćko.)
Miami Vice
Liczba postów: 8,050
Liczba wątków: 43
Sprzymierzeni / Allied (2016) reż. Robert Zemeckis
Strasznie sztuczny film. Zaczynając od strony wizualnej która wygląda jakby cały film nakręcono w studiu a jeżeli to były plenery to respect za tak splastikowanie otoczenia. Poprzez wygląd aktorów którzy też mają buźki tak sterylne że wyglądają jakby retuszowano ich cyfrowo. Kończąc na fabule która jest oparta na wiekowych kliszach wymieszana z totalnymi głupotami np. scena porodu (sic!) lub wyprawa z karabinem i 6 grantami do okupowanej Francji.
A propos tego plastiku wizualnego to wpadłem na film w TV i nie kojarzyłem kto jest reżyserem, uznałem jednak że te cyfrowe gładkości wyglądają jak z tych CGI potworków Zameckisa...
Generalnie sztampa i CGI. Film niewarty obejrzenia, nie ma w nim nic wartościowego no chyba że niezamierzeni podskórnie zabawna scena przesłuchania Aldo Raine przez Major Dieter Hellstrom.
4/10
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
26-10-2018, 12:08
Netrunner Junkie
Liczba postów: 2,998
Liczba wątków: 1
Spirited Away (2001)
Nigdy nie łyknąłem bakcyla na to konkretne anime Ghibli. Bardzo podobają mi się poszczególne fragmenty, ale oceniając całość ciężko mi dołączyć do grona piewców geniuszu tej animacji. Może to też przez dość bezpośrednią disney'owską końcówkę filmu albo jakąś nieszczególnie porywającą historię. Technicznie to oczywiście nadal wysoka półka, jednak obejrzany kilka dni temu (i starszy od SA) Porco Rosso siadł mi zdecydowanie bardziej.
To nadal kawał solidnego filmu, ale imo niedorastający do kultu jakim obrósł przez lata.
26-10-2018, 14:02
Stały bywalec
Liczba postów: 13,273
Liczba wątków: 77
Adrift - Baltasar Kormakur zrobił fajnego Everesta, tutaj z kolei schodzi na wody oceanów i przedstawia kolejną historię na faktach. Młoda para everywheremanów otrzymuje propozycję przetransportowania jachtu z Tahiti do San Diego. W wyniku huraganu łódź zostaje zniszczona, a bohaterowie zostają skazani na dryfowanie po nieznanych wodach, podczas gdy do najbliższego lądu jest ponad 2000 mil. Historia prosta jak budowa cepa, ale Kormakurowi jakimś cudem udało się zdynamizować fabułę m.in. poprzez włączenie wątku love story. Nie ma tu jednak przesłodzenia, choć wielu widzów może się dziwić, że dziewczyna po 2 dniach daje się zabrać nieznajomemu na serię rejsów - taka naiwność jest jednak wliczona w cenę charakterów obu postaci. To bez dwóch zdać ludzie żyjący motywem carpe diem, nie mający wiele do stracenia i to usprawiedliwia ich decyzje. Dodatkowo struktura filmu miksuje wątki przed i po wypadku na morzu, czasami zderzenia scen są bardzo udane (końcówka), inne średnio, ale nie ma tutaj klasycznej chronologii która pewnie wynudziłaby mnie po kilkudziesięciu minutach. Ponieważ survivalu nie ma tutaj tak dużo, jak sugerowały zwiastuny. Sam finał wypada bardzo poprawnie i potrafi zaskoczyć, tak samo jak Shailene Woodley, która ciągnie ten film na swoich barkach.
7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
31-10-2018, 22:59
Stały bywalec
Liczba postów: 12,452
Liczba wątków: 29
Nieodebrane połączenie (2003) - skoro było Halloween, to warto obczaić jakiś straszak. Oczywistym jest, że Miike stworzył to na bazie popularności horrorów z udziałem złej bladej dziewczynki z długimi kudłami. Ale przyznam, broni się jako samodzielna całość i stoi na własnych nogach. Było trochę strasznych momentów i dobrze wykonanych jump-scare'ów, a klimat jest robiony gęsto i ma trochę zwrotów akcji. Z początku nie zaczaiłem końcówki.
8/10
02-11-2018, 12:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-11-2018, 14:08 przez OGPUEE.)
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Widziałem to jednym okiem plus finał, 0/10 jak nic, szczyt debolizmu.
02-11-2018, 13:34
Stały bywalec
Liczba postów: 12,452
Liczba wątków: 29
Pytanie - japońska wersja czy amerykański remake (tak, nawet to Jankesi zrimejkowali)?
02-11-2018, 14:04
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Remake, nie zwróciłem uwagi na to że piszesz o oryginale. (Data)
02-11-2018, 14:53
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
Flashpoint (1984) - zapomniany klasyk z lat 80., co mnie nieco dziwi, bo to kawał dobrego filmu. Rzecz dzieje się w Teksasie i opowiada o dwóch strażnikach granicznych (w tych rolach znakomici Kris Kirstofferson i Treat Williams) - starym wydze, weteranie wojny w Wietnamie i młodym, trochę naiwnym idealiście. Któregoś dnia na patrolu jeden z nich znajduje pogrzebane w błocie auto, a w nim trupa, kartkę z dwoma numerami telefonu i walizkę napchaną pieniędzmi. Po krótkim śledztwie postanawiaja podzielić się kasą. I jak można sie domyślić, wtedy zaczynają się problemy. ;)
Film trwa 90 minut, wolno się rozkręca, ale w kulminacji zdecdyowanie nie zawodzi, a ponadto serwuje doskonałą, dosyć zaskakującą, mocno nawiązującą do historii USA puentę. Na deser przepiękne widoczki teksańskiej pustyni, muza Tangerine Dream i obsada drugoplanowa złożona z samych kultowych aktorów: Kurtwood Smith, Rip Torn, Miguel Ferrer, Robert Blossom, czy Jean Smart
Polecam. Gdyby Taylor Sheridan urodził się 25 lat wcześniej, robiłby takie filmy. Spokojnie mógłby się też pod nim podpisać Walter Hill.
04-11-2018, 12:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-11-2018, 12:16 przez nawrocki.)
|