Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Mountain Between us - to film o tym, jak kobiety prowadzą do nieszczęść, a faceci muszą ratować im tyłek ;) Abstrahując jednak od tego uproszczenia to seans był zaskakująco przyjemny. Gdzieś po premierze wyczytałem, że tandetne love story między Winslet a Elbą kładzie cień na elementach survivalowych ale na szczęście - poza fatalną końcówką - tak nie jest. Fajne jest tutaj zwłaszcza to, że scenariusz (poza jedną sceną) nie pomaga bohaterom. Aby coś osiągnąć, muszą się wysilić, a Winslet jest zdecydowanie kulą u nogi - choć to ona ostatecznie prowokuje, aby nie czekać na ekipę ratunkową po wypadku (notabene, nakręconym nieco w stylu Lubezkiego). Elba z początku delikatnie schowany za "adehade'ową" Winslet z minuty na minutę zaczyna kraść seans dla siebie i jak to określiła moja żona - staje się pomnikiem szlachetnego bohatera typu męskiego ;) No i ładne widoczki, niska temperatura oraz zero przegiętych akcji, to na plus.

[Obrazek: Mountain-Between-Us-movie-survival-plane...snow-3.jpg]

7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Black 47 (2018)

Rok 1847. Wielki głód opanował Irlandię. Część Irlandczyków udała się do Anglii, inni uciekli do Ameryki, a część wstąpiła do wojska by walczyć dla Anglików. Właśnie do domu powraca Feeney gdzie okazuje się, że mama zmarła z głodu, a brata powieszono. Władze przybywają aby eksmitować z domu jego bratową. Podczas eksmisji dochodzi do tragedii w wyniku której były żołnierz zostaje aresztowany. W sprawę zostanie zamieszany też Hannah, który służył razem z Feeneyem.

Znakomity film, który stanowi połączenie westernu z irlandzką odmianą Walecznego Serca i kinem zemsty. Bardzo dobre główne role australijskich aktorów czyli Jamesa Frecheville i Hugo Weavinga, a na drugim planie mamy m.in. Stephena Rea i Jima Broadbenta. Weaving to klasa sama w sobie, podobnie jak cała angielska obsada, ale Frecheville też dobrze się spisał. Jest to bardzo fizyczna rola i nie można nic mu zarzucić, na dodatek nauczył się mówić po irlandzku. Moim zdaniem wypadł równie dobrze co bardziej znane nazwiska.

Film ma niesamowity klimat - aż czuje się ten syf, bród, i Wielki Głód jaki panuje w Irlandii. Brawa należą się Waldemarowi Kalinowskiemu i Magdalenie Labuz odpowiedzialnym za scenografię i kostiumy. No i jeszcze fenomenalna muzyka w typowych irlandzkich klimatach. A zakończenie jest po prostu piękne, nie wiem czy można było lepiej film zakończyć. Bardzo pozytywna niespodzianka na 8/10.

Co do trailera to trochę oszukuje, bo wcale tak dużo akcji w filmie nie ma, raczej spokojniejsze jest tempo w filmie.


Odpowiedz
22 July - Greengrass bierze się za historię zamachu na wyspie Utoya i kręci za kasę od Netflixa jeden z najlepszych filmów o tej tematyce. A może inaczej - gdyby cały film był tak znakomity jak pierwsze 45 minut to mielibyśmy do czynienia z instant classic thrillerem. Jest to o tyle ciekawe, że wiemy choćby z TV jak wszystko się skończyło a mimo to Greengrass ze swoją wyposzczoną narracją, ograniczonymi dialogami i charakterystycznymi zdjęciami dostarcza jedną z najlepszych sekwencji mordu na ludziach jakie widziałem. Jest w tym filmie zresztą kapitalna scena, która przełamuje hollywoodzki schemat survivalu: uciekająca przed Breivikiem para ukrywa się wśród ciał ofiar i udaje denatów. W tego typu motywach zazwyczaj parce udaje się przeżyć bo villain olewa to i idzie dalej. Tutaj jednak Breivik wyjmuje gnata i dobija swoje ofiary strzałami w głowę, a parka ginie. Mega dobra scena, podczas której emocje lecą w górę i nie spadają aż do scen szpitalnych. Drugi akt filmu to obyczajowy dramat i próba dojścia do siebie po traumie przez głównego bohatera (notabene - młodego lewaka;)) i tutaj tempo filmu zwalnia i kładzie nacisk na zupełnie inne akcenty i nie zawsze działa to dobrze. Końcówka to z kolei rasowy dramat sądowy i tam poziom filmu wraca na właściwe tory. Aktor wcielający się w Breivika jest kapitalny, a jego dialogi to klasa sama w sobie:


- Nie możesz wezwać na rozprawę Premiera. Norwegia nie jest oskarżona. To ty jesteś.
- Jesteś tego pewien?

8/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Ja z kolei nie wiem po co ten film powstał, jeśli jest jakiś powód żeby go obejrzeć to świetny Danielsen Lie w roli Breivika, reszta to jakieś blurby.

Odpowiedz
Dla mnie jest to typowy film Greengrassa gdzie odtwarza autentyczne wydarzenia. Chodzi mi o to, że podobnie jak w "Krwawej niedzieli" i "Locie 93"nie stawia tezy i nie zajmuje stanowiska, nie podkręca w sztuczny sposób emocji, tylko obserwuje wydarzenia. Ale w przeciwieństwie do tych filmów zamachy nie są konkluzją tylko stanowią punkt wyjścia dla świetnie zrealizowanego pod względem technicznym i zagranego filmu.

Zgadzam się że atak i zdarzenia zaraz po ataku mocno trzymają w napięciu, ale podoba mi się też, że reżyser nie epatuje przemocą, czasami z oddali pokazuje zdarzenia.

Oprócz świetnego thrillera mamy też równie dobry dramat psychologiczny o ofiarach i radzeniu sobie z traumą, który to wątek bardzo mi się podobał, i właśnie o tym jest dla mnie "22 lipca". Więc nie uważam, że drugi akt jest słabszy, moim zdaniem trzyma poziom podobnie jak akt pierwszy i dramat sądowy. A chłopak, który zagrał ocalałego z tragedii wypadł nie gorzej od Danielsena Lie w roli psychola, był tak samo znakomity.

Co do Breivika podoba mi się, że reżyser i aktor nie uczłowieczają go i nie robią z niego postaci w stylu psycholów stworzonych przez Thomasa Harrisa jak np. Hannibal Lecter.

Ode mnie film ma 7/10, bo pozostałe filmy Greengrassa z cyklu tych opartych na faktach oceniam wyżej, ale i tak warto zobaczyć.

Odpowiedz
Nie zajmuje stanowiska? Uwielbiam te dwa poprzednie filmy, bo tam faktycznie mamy głównie rekonstrukcję wydarzeń, ale tutaj druga połowa filmu to jest jakaś metaforyczna, hollywoodzka walka dobra że złem - dzieciak kontra Breivik. I dzieciak odnosi druzgoczące, moralne zwycięstwo. Trudno mi to nazwać brakiem stanowiska.

Odpowiedz
Pisząc o nie zajmowaniu stanowiska miałem na myśli pierwszą połowę filmu, czyli sceny przygotowania do masakry, atak i złapanie Breivika gdy obserwujemy rekonstrukcję wydarzeń czyli tak jak we wcześniejszych filmach. Chodziło mi o to. że zaczął film od wydarzeń, którymi kończył swoje wcześniejsze filmy, a później okazuje się o czym film jest. A jak napisałem dla mnie przede wszystkim jest to historia walki z traumą.

Patyczak, zgadzam się też z tym co piszesz, że jest to film o moralnym zwycięstwie Viljara. Ale chyba tylko my to tak widzimy, bo spotkałem się z wieloma opiniami podobnymi do Mierzwiaka, że widzowie nie wiedzą co tak naprawdę Greengrass chciał pokazać, że unika wyciągania wniosków za widza, że sygnalizuje różne problemy, ale widzowi pozostawia całą resztę co można podsumować takim komentarzem jaki napisał Mierzwiak, że nie wiadomo po co film powstał.

Odpowiedz
(09-11-2018, 01:37)michax napisał(a): A chłopak, który zagrał ocalałego z tragedii wypadł nie gorzej od Danielsena Lie w roli psychola, był tak samo znakomity.

Ma idealną urodę do grania bohaterów z porytą do granic psychiką (na podwórku mówiliśmy na takie osoby"Chucky" ;)), ale jako główny charakter tej historii nie zyskał w moich oczach bo jest po prostu lewakiem ;) Oczywiście jego zwycięstwo w ostatecznym rozrachunku jest słuszne i nie podlega dyskusji, pisze tylko o jego politycznych przekonaniach jakie ujawnił na obozie.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Odnośnie "22 lipca" jedna refleksja - czy norweska młodzież jest naprawdę aż tak grzeczna jak pokazano to w filmie? Jakieś kumbaya piosenki przy ognisku, przybijanie sobie piątek, kopanie piłki jak w sanatorium dla emerytów, konkursy na najlepszą przemowę premiera, brakowało tylko kolorowanek i układania obrazków z makaronu. Bóg mi świadkiem, że popełniłbym samobójstwo na tym obozie jeszcze przed przyjazdem Andrzeja.

Odpowiedz
@Mental

LOL O tym samym pomyślałem oglądając te słodkie scenki.

Odpowiedz
Przecież to jest obóz dla LEWAKÓW. To wszystko wyjaśnia ;) Grupa dzieciaków na poziomie rozmówców pyta.pl.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Outlaw King - zaskakująco udany film, biorąc pod uwagę mało zachęcający zwiastun. Do Bravehearta oczywiście nie ma startu, ale też Mackenzie rozsądnie nie próbował siłować się z gigantem, idąc w inną stylistykę (choć wraca James Cosmo, tym razem jako Bruce senior). Film jest zaskakująco wyciszony i kameralny, rozwija się w dość spokojnym tempie. Dostosowują się do tego aktorzy  - brak tu efektownych kreacji, Bruce w wykonaniu Pine'a to raczej zwyczajny człowiek przymuszony przez okoliczności historyczne do radykalnych działań niż heros emanujący charyzmą. Ale budzi sympatię, a wątek romantyczny wypada wdzięcznie (w dużej mierze dzięki świetnej Florence Pugh). Żeby nie było, walk i przemocy mimo wszystko nie brakuje, szczególnie w pamięć zapada wieszanie połączone z patroszeniem - ale reżyser do wszystkiego podchodzi bardzo rzeczowo i bez efekciarstwa. Właśnie tak podsumowałbym ten film - nie jest spektakularny, ale bardzo solidny i po prostu dobrze się go ogląda. Na wyróżnienie zasługują jeszcze świetne zdjęcia - Ackroyd to chyba jednak trochę niedoceniany operator.
8/10

Odpowiedz
W wyciętej scenie był także William Wallace.

Odpowiedz
Został tylko wycięty kawałek Wallace'a.
ba dum tss!

Odpowiedz
The Mountain Between Us - bezpieczny, poprawny politycznie, hollywoodzki survival. Nawet psa nie zjedli.

4/10

Odpowiedz
[Obrazek: Y7MHN1j.jpg]

Outlaw King (reż. David Mackenzie, 2018)

Wczoraj miałem okazję obejrzeć najnowsze dzieło reżysera "Hell or High Water" i jestem całkiem zadowolony. Zwiastuny szczerze powiedziawszy niezbyt przypadły mi do gustu, ale jako, że jestem fanem kina historycznego i większość tego typu produkcji - nawet tych wątpliwej jakości - łykam bez popity, to i "Królowi Szkocji" postanowiłem dać szansę. No i tak, jak napisałem na początku - nie żałuję.

Solidne filmowe rzemiosło, które zaskoczyło mnie przede wszystkim brutalnością, epatowaniem przemocą i sporą liczbą krwawych scen. Tak powinno się robić filmy o starożytności i średniowieczu. Fajnie to współgra z raczej spokojną narracją i powolnym rozwijaniem się fabuły. Same bitwy są trochę chaotyczne, ale poprzez odpowiednią dawkę przemocy i krwi wygląda to naprawdę realistycznie. Trochę żałuję, że finałowego starcia nie widziałem na ekranie kinowym.

Aaron Taylor-Johnson ponownie pokazuje, że pod twarzą ładnego chłopca skrywa się coś niepokojącego. Rola lekko przerysowana, momentami zahaczająca o sporą szarżę, ale dobra. Lubię takich nieoczywistych wariatów na ekranie. Fajnie to koliduje z bardzo stonowaną kreację Pine'a. Florence Pugh urocza - zakochałem się w niej przy pierwszym pojawieniu na ekranie.

Jeszcze raz - ubolewam, że nie było premiery kinowej.

7/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Lepsze to jest niż "Ironclad" z 2011 roku? Film Englisha nie był zły, ale spodziewałem się po nim dużo więcej. No i wnerwiała mnie nieziemsko Kate Mara. "Outlaw King" nie ma żadnej wkurwiającej baby w obsadzie? ;)

Odpowiedz
Pugh to chyba jedna z dwóch (czy trzech?) kobiecych bohaterek i jedyna z istotną rolą. Na dodatek jest świetna w tej roli a swoim urokiem i charyzmą miażdży Pine'a.

Edit. Jest jeszcze córka, ale w niej chyba nawet Mental nic irytującego nie znajdzie.
Film jest swoją drogą za krótki i nie rozwija wszystkich postaci odpowiednio :(

Odpowiedz
(13-11-2018, 23:23)Mental napisał(a): Lepsze to jest niż "Ironclad" z 2011 roku? Film Englisha nie był zły, ale spodziewałem się po nim dużo więcej. No i wnerwiała mnie nieziemsko Kate Mara. "Outlaw King" nie ma żadnej wkurwiającej baby w obsadzie? ;)

"Ironclad" oglądałem dawno temu, ale z tego co pamiętam to dupy mi nie urwało. Takie 6/10.

W "Outlaw King" nie było żadnej wnerwiającej baby. W zasadzie tylko bohaterka grana przez Pugh z kobiecych postaci miała coś więcej do zagrania, a tak to wszystko obraca się wokół facetów.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Co do długości, pierwotnie był dłuższy, ale reżyser musiał go przyciąć po marudnych pierwszych pokazach.
Ironclad po pierwsze miał dość dziadowski montaż walk, po drugie scenarzysta nie wiedział co robić z częścią postaci (Mara, Jacobi), po trzecie główny krzyżowiec rzucał głodnymi kawałkami dla przedszkolaków o godnym życiu. Tu nie ma tych problemów.
Właśnie, co do tekstów. Jest obowiązkowa mowa przed bitwą. Znowu, Braveheartowej epie nie podskoczy, ale jest fajna: konkretna, rzeczowa, bez wielkich słów.
W ogóle nie poznałem Kick Assa, dopiero po fakcie się dowiedziałem, że to on. W porządku rola, ale ze szkockiej ekipy wolałem chyba Tony'ego Currana.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,006 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,201 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,350 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,799 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,158 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości