Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Wierzyć się nie chce, że Akademia faktycznie docenia "Black KkKlansman" . Jakbym nie próbował to nie jestem w stanie przypomnieć sobie docenianej produkcji która byłaby tak chaotyczna, niespójna i nijaka. Sama historia ma w sobie oczywiście wielki potencjał, przede wszystkim na kontretny, dobry thriller. Lee wybrał droge komedii i groteski, dobra, tylko mógłby sie tego trzymać. Beka ze zbrodniarzy jest zawsze spoko, ale reżyserowi zależy także na pokazaniu problemu KKK poważnie..chyba. Przynajmniej tak sugeruje (tragiczne) zakończenie i ten żenujący ciąg autentycznych nagrań. Nijak nie współgra to z resztą filmu gdzie KKK przedstawiony jest jak banda debili, żałosnych niedorozwojów i absolutnie zerowe zagrożenie. Jako bardziej szkodliwi i niebezpieczni przedstawieni tu są czarni protestujący. To byłoby nawet dobre, ale chyba wszyscy wiemy, że to totalny przypadek, bo nie o to twórcy chodziło.
To nabijanie sie i śmieszki heheszki też są, delikatnie mówiąc, kiepskie. Najzabawniej robi się znowu w niezamierzonych momentach - kuriozalnie tragiczna próba budowania pod koniec napięcia, akcja z wkopywaniem policjanta gdzie zachowanie przełożonego policji jest konkretnym WTF. Washington jest dobry, nic więcej. Driver tradycyjnie ciągnie wszystko i wszystkich praktycznie w pojedynke, jego sceny z członkami KKK należą do do tych udanych. Nadal nie jest to jednak rola oscarowa :) Czekam mocno aż zaczną z Stallonem prace nad "Tough as They Come", może wreszcie dostanie materiał godny swoich zdolności. Fajnie by było jakby nakręcił coś jeszcze z Gilliamem lub Scorsese. 
Strona techniczna bez większych zarzutów. Zdjecia są w porządku a muzyka wypada bardzo fajnie. Film ma jedną, bardzo sympatyczną scene tańca na początku (która idealnie pomaga zwalczyć niesmak po poprzedzającym ją monologu).

Ja naprawdę nie jestem szczególnie radykalny w hejtowaniu walczących o swoje prawa i pamieć Afroamerykanów. Generalnie popieram, wspieram, ale chciałbym żeby w filmach, skoro już i tak ciężko coś nowego o tym powiedzieć, twórcy podchodzili do tematu z jakąś wizją, pomysłem i zaangażowaniem. Skoro to dla nich tak ważne to niech kurde próbują ugryźć temat w nowy sposób. A jesli nie to niech chociaż sie przyłożą aby ta, opowiedziana już milion razy historia rasizmu, umiała wciągnąć, poruszyć i nie irytowała pretensjonalnością. "Mudbound" rok temu robiło to świetnie.


3/10, jeśli wygra "Black Panther" to odetchne z niemałą ulgą, że nie padło jednak an "Black KKKlansman" :) 

Odpowiedz
Czy Mads Mikkelsen ma jakieś potężne długi, o których nikt nie wie? W przeciwnym razie trudno wytłumaczyć fakt, że zgodził się zagrać w takiej produkcji jak "Polar". Dziele, które śmiało można określić jako najgłupszy film roku! Ja wiem, że to tylko rozrywka, która ma służyć przede wszystkim "wyłączeniu rozumu" i dobrej zabawie, więc nie ma sensu spodziewać się jakiejś głębi, ale mimo wszystko oglądanie tego "czegoś" było katorgą. Widać, że twórcy starają się być cool i trendy bawiąc się montażem oraz na maksa podkręcając poziom brutalności (To chyba najkrwistsze dzieło wyprodukowane przez Netflixa. Posoka leje się tu hektolitrami) jednak mają zbyt mało finezji by ich starania wywoływały coś innego niż uśmiech politowania. Zresztą trudno spodziewać się innego efektu, kiedy za kamerą stoi twórca beznadziejnego "Horseman".
OCENA: 3/10
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
dzięki za mini-reckę bo po reklamach miałem się za to brać ze względu na Mikkelsena...
loading podpis...

Odpowiedz
Twórcy starają się być cool i trendy, ale ich wyobrażenie na ten temat zatrzymało się na późnych latach 90 - wczesnych 2000. Polar wygląda na jeden z tych postTarantinowskich koszmarów, które mnożyły się wtedy na potęgę. Już pierwsza scena z wepchniętym na siłę kawałkiem Earth, Wind & Fire (łącznie z je...ym karaoke, na litość Boską!) tak strasznie stara się być kultowa, że aż szkliwo w zębach pęka.
W ogóle jak widzę wzmiankę o wyłączaniu rozumu, przypomina mi się tekst bodajże Mike'a Stoklasy:
"Przy takim filmie należy wyłączyć mózg. Właściwie to jak bycie martwym przez półtorej godziny... ale jesz popcorn."

Odpowiedz
W ogóle to ciekawe skąd taki tytuł? Przecież tam nic związanego z Arktyką ani niczym takim nie było :o
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
Może dlatego, że z Duncana taki chłodny (lol) killer.
Spodziewałbym się tak durnego wytłumaczenia.

Odpowiedz
"Velvet Buzzsaw"


Przypadkowe odkrycie serii obrazów nieznanego artysty uwalnia uwięzioną w nich nadprzyrodzoną siłę. Jej jedynym dążeniem jest to, aby zemścić się na tych, którzy pozwolili chciwości wejść na drogę sztuki.

Przyznam, że byłem bardzo ciekaw tego filmu i znajdował się on bardzo wysoko na liście najmocniej oczekiwanych tegorocznych premier. I to wcale nie tylko dlatego, że Dan Gilroy po fantastycznym "Nightcrawlerze" ma u mnie duży kredyt zaufania, zwiastun był interesujący a obsada bardzo obiecująca (Mamy tu wszak Toni Collete, Jake'a Gyllenhaala i Johna Malkovicha)

Dla mnie główny wabik stanowił fakt, iż poruszona została tu tematyka szeroko pojętej sztuki i jej oddziaływania na odbiorcę. Nie wiem dlaczego, ale lubię takie klimaty. Lubię, kiedy artyści, zamiast poruszać żywotne problemy współczesnego świata zajmują się sami sobą i swoim środowiskiem. Taki autotematyzm jest doprawdy fascynujący. Dlatego też nie odstraszył mnie nawet fakt, że dzieło to po wczorajszej premierze na platformie Netfliks zbiera jak na razie dość średnie (w najlepszym razie) recenzje.

Po seansie muszę powiedzieć, że doskonale rozumiem wszystkich malkontentów. „Velvet Buzzsaw” jest bowiem produkcją dość specyficzną, która dla wielu będzie pretensjonalna i napuszona. Nie jest też dziełem choćby w połowie tak udanym, jak poprzedni efekt współpracy między Gilroyem i Gyllenhaalem, czyli przywołany tu już "Nightcrawler". Ma się też niestety wrażenie, że tkwiący w tej historii potencjał nie został nawet liźnięty. Mimo wszystko jednak muszę powiedzieć, że udało mu się mnie zaintrygować. Ma świetny klimat (aczkolwiek efekty specjalne momentami wyglądają na niedopracowane i nieprzekonujące), aktorzy wypadają przyzwoicie (choć niestety nie ma tu kreacji, która rzuciłaby mnie na kolana) a przede wszystkim doceniam fakt, że jest to taki "prztyczek w nos" wymierzony snobistycznemu światkowi współczesnej sztuki i artystycznej krytyki.

Oczywiście nie jest to coś innowacyjnego, czego by nikt inny nie zrobił. Podobne podejście zaproponował chociażby Banksy w genialnym „Wyjściu przez sklep z pamiątkami” (jakim cudem ten film nie dostał Oscara, pozostanie na wieki słodką tajemnicą Akademii) czy Ruben Ostlund w „The Square". Mimo wszystko jednak osobiście uważam, iż wystarcza by można to dzieło uznać za udane i z pewnością jeszcze do niego wrócę. Myślę bowiem, że jest to jeden z tych filmów, które po drugim seansie zdecydowanie zyskują.
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
Velvet Buzzsaw rozczarowuje przede wszystkim jako kino grozy, jako satyra na świat współczesnej sztuki jest to całkiem zjadliwe. Wg mnie dużo lepszym wyjściem byłoby, gdyby Gilroy poszedł całkowicie w czarną komedię albo w horror. Niepotrzebnie to połączył. Z aktorów najbardziej podobała mi się Toni Collette - w ogóle wszyscy świadomie szarżują co bardzo pasuje do świata przedstawionego przez reżysera - tej pretensjonalności, dwulicowości i pseudointelektualnego bełkotu. Zdjęcia też ok - te niepokojące obrazy dobrze współgrają z tymi wszystkimi sterylnymi pomieszczeniami.

Ogólnie rozczarowanie i to spore 5/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Velvet Buzzsaw

Kolejny śmieć od Netflixa. Jake się stara. W tle ze 3 znane, minione nazwiska. Kilka fajnych patentów. Ale jako całość jak marny film telewizyjny, żadnego klimatu. Gdyby dać to komuś innemu (mimo całej wtórności historii) to można by wyciągnąć coś znacznie lepszego. A tak jest to nijakie, tanie i nudne.

Na plus kilka scen ale też bez większego szału.

3/10

ps - Byłbym zapomnial - gdzieś przeczytałem że Netflix wciska do swoich produkcji homowątki. tak jest i tutaj.
Do tego może ktoś wyjaśnić po uj była postać grana przez Malkovicha? Wywalliby i od razu film krótszy
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
TAU - kolejny netflixowy badziew. Tym razem jednak było na tyle źle, że darowałem sobie po 15 minutach. Serio, ten film jest nieoglądalny na niemal każdej płaszczyźnie - aktorstwo fatalne (zwłaszcza murzyn i jego zachowanie), efekty z lat 90-tych, beznadziejny wstęp rodem z jakiejś Piły. Teraz doczytałem, że głos sztucznej inteligencji to Gary Oldman. Nawet nie zauważyłem.

1/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Halloween 2018 - film opowiadający o losach ociężałego, powolnego seryjnego mordercy, którego NIKT w Ameryce nie może trafić z broni palnej tak, żeby zabić. Siedziałem na krawędzi fotela - emocje sięgały zenitu.

2/10

Odpowiedz
Ma osobny temat, w którym zresztą też zjechałem toto.

Odpowiedz
Tego wyżej nie widziałem, ale opis pasuje perfekcyjnie do Halloween z 1978. Jedyne wytłumaczenie jego kultowego statusu to dla mnie fakt, że był prekursorem slasherów. Obecnie nie broni się niczym, podobnie jak jeszcze bardziej żenujący Piątek 13-go.

Odpowiedz
@Norton

Moje zdanie jest tak bardzo zbieżne z twoim, że odnoszę wrażenie, jakby włamał się na twoje konto i sam napisał powyższego posta.

Odpowiedz
Dodam, że jedyną różnicą między Halloween a Piątkiem jest to, że ten pierwszy ma za kamerą dobrego reżysera, którego warsztat i pomysłowość windują trochę jakość produktu. Piątek to po prostu nudny, niestraszny i przeciętnie nakręcony gniot.

Odpowiedz
Nie no, pierwszy Piątek 13-tego miał trochę twistów (ja myślałem, że final girl będzie kto inny) czy wynurzenie z wody i niedzielny widz mający pobieżne informacje o serii zaskoczy się, że kto tam zabijał głupich nastolatków (czego nie można powiedzieć o reszcie poza wyjątkami).

Odpowiedz
Ale pierwszy Piątek ma przede wszystkim fatalne tempo - bohaterowie pałętają się po kolei przez długie minuty po obozie w poszukiwaniu własnego zgonu. To śmiertelnie nudny film.

Odpowiedz
Criminal - Film spóźniony o jakieś 25 lat, pokraczny scenariuszowo i reżysersko, ale cholernie uroczy, miejscami zabawny i idealny do browara. Agent CIA o twarzy Ryana Reynoldsa zostaje skillowany na jednej ze swoich akcji. Przełożeni - chcąc wydobyć z jego mózgu kluczowe informacje mogące uchronić kilka krajów od zagłady - postanawiają "przeszczepić" pamięć denata do umysłu skazanego za morderstwa żulka-socjopaty granego przez Kevina Costnera, a ten postanawia zwiać. Costner robi ten film, gra w trybie "full-badass" i widać, że doskonale się bawi w skórze kolesia, któremu obce są takie pojęcia jak kultura, grzeczność, empatia itd. W najlepszej scenie z jego udziałem podchodzi do rannego kolesia w wypadku samochodowym, bierze do gęby jego papierosa, kilka razy porządnie się zaciąga i następnie wymierza gościowi kilka soczystych sierpowych. Niestety, im dalej w las tym gorzej, i w sumie gdyby nie Gal Gadot oraz krótkie fragmenty to ocena poszłaby srogo w dół. Jestem też w ciężkim szoku, że udało się tutaj zebrać ekę, która w latach 90-tych byłaby wręcz kultowa: Costner, Lee Jones, Oldman.

5+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Mary Queen of Scots - poszedłem z braku laku, bo nic ciekawszego o żądanej godzinie nie grali, a w sumie kino kostiumowe zawsze mnie ciekawi. Co prawda nie spodziewałem się niczego dobrego, a jednak zostałem pozytywnie zaskoczony. Nie wiem na ile to kwestia mojego wyśmienitego humoru i szampana krążącego w żyłach, ale bardzo mi się podobało. Zaczynając od fabuły - przed seansem nawet nie wiedziałem dokładnie o które lata i postaci historyczne chodziło, więc oglądałem bez wiedzy jak to wszystko się potoczy, w każdym razie podobno jest tam sporo nieścisłości, ale ja o to nie dbam, bo to bardzo fajna historia o relacji dwóch kuzynek - zaufaniu, kontrolii, perfidii, zdradach, wszystko ładnie się tam układa, tragiczny los samej Marii Stuart jest niezwykle interesujący, a pokazany z takiej ludzkiej strony, no podobał mi się scenariusz.
Film na wyższy poziom wynosi swoją rolą Saoirse Ronan - nie da się lepiej zagrać młodej monarchini, która nie daje sobą pomiatać, ale musi lawirować w meandrach wielkiej polityki, której ostatecznie nie daje rady. Jak dla mnie jest to rola wielka i ja bym wywalił kopniakiem z kategorii najlepsza aktorka pierwszoplanowa wszystkie rywalki oprócz może Coleman (Glen Close nie widziałem). Lady Gaga albo ta Meksykanka od Cuarona są takie malutkie przy roli Irlandki. Ja bym dał Ronan statuetkę, a sam brak nominacji uważam za skandal.
Ciekawą kwestią jest reżyseria - film jest oczywiście zrobiony bardzo sprawnie, wiele fragmentów cieszy oko, ja jednak chciałem o czym innym. Otóż reżyserem jest kobieta, o czym nie wiedziałem przed seansem, ale po kilkudziesięciu minutach się domyśliłem, że widać damskie podejście do tematu, zwłaszcza w portretowaniu relacji damsko-męskich (miałem wrażenie, że faceci są traktowani po prostu przedmiotowo), ale i w zrzucaniu winy za wszystkie złe rzeczy na facetów. Nie mam oczywiście żadnych pretensji o taki obraz facetów, bo każdy twórca ma prawo przedstawiać świat jak mu się tylko podoba, ale to dosyć znamienne, że nie tylko mężczyzni potrafią kręcić szowinistyczne filmy, wystarczy dać prawo głosu kobietom i zrobią dokładnie to samo :)
Miłe zaskoczenie, ode mnie mocne 7/10 i obietnica rychłej powtórki w domowych warunkach.

Odpowiedz
Chicago (2002r. reż. Rob Marshall)

O ja... to już 17 lat od premiery O.o Ogólnie z tym filmem to problem mam wielki. Na początku, gdy zgarniał Oscary i był duży hype to spłynął po mnie. Zeta-Jones była wtedy na topie, Gere został odkopany do dużej produkcji, a Zellweger właśnie szturmowała salony - więc plejada nazwisk przyciągnęła mnie do kina i wyszedłem po seansie wnerwiony. Totalnie nie siadła mi konwencja musicalu (a wiedziałem, że to musical - a te zazwyczaj lubię). W ogóle, chyba nie zrozumiałem historii - nie wiem o czym myślałem na sali, ale raczej nie o filmie... Po kilku latach wróciłem do Chicago, raczej z ciekawości i byłem zaskoczony, jak moje podejście się zmieniło. Nawet podobał mi się ten film. A kilka lat temu pokochałem go! Teraz, po jakichś 10-15 seansach doceniam piosenki, kreacje aktorskie, kostiumy i ogólnie całe zamieszanie, które w filmie jest. Wszystko zostało dopięte na tip-top.

9/10
loading podpis...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,014 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,203 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,351 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,828 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,160 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości