Stały bywalec
Liczba postów: 13,243
Liczba wątków: 77
The Vanishing (2018) - niezły snuj z Butlerem w morskim, chłodnym klimacie odizolowania od cywilizacji. 3 mężczyzn wyrusza w kilkutygodniową harówę na latarni na oddalonej wyspie. Początkowa sielanka i typowa rutyna dnia kończy się wraz z odnalezieniem zwłok oraz skrzynki kryjącej kilka sztabek złota. Z początku myślałem, że będzie to konkretny thriller i slasher, ale im dalej w las tym...nieco inaczej i trochę na przekór moim oczekiwaniom ;) Nie każdemu się spodoba. Ale dobrze wiedzieć, że Butler chce jeszcze ratować swoją karierę i gra w czymś bardziej ambitnym niż Bogowie Egiptu oraz Geostorm. Na plus też spoko plakat.
6+/10
Welcome home - kiepski thriller, dobry Emily-Ratajkowski-boner. Emilka jest bez wątpliwości gwiazdą tego przemielonego przez schematy crapu. Ładnie wygląda, ładnie jęczy, ładnie się podnieca i ładnie wygląda w bieliźnie. Gdyby w realu nie była popapraną celebrytką robiącą sobie vagina-selfie to regularnie fruwałaby w wątku "Najładniejsze aktorki". Wchodząc w szczegóły, to scenarzyści nie wykazali się absolutnie żadną pomysłowością - kto ma być dobry ten jest dobry, a jedyna spotkana przez bohaterów postać okazuje się dla odmiany zła. I to cała filozofia tego nakręconego na włoskiej ziemi hiciora z przyszłej ramówki TV Puls.
4/10 z czego 2 punkty za samą Emilkę
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
18-02-2019, 13:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-02-2019, 20:38 przez Snappik.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Les Yeux sans visage - te stare filmy z drastycznymi scenami robią większe wrażenie niż większych "krwawych produkcji", przede wszystkim z powodu myśli "to wtedy tak można było!?" - zresztą w USA to pociachano film. Same sceny gore nawet dzisiaj są mocne. Choć - żadne to zaskoczenie - najstraszniejsza jest ta maska Christiane mogąca robić za uncanny valley, nawet w swej niby odnowionej twarzy jest coś nie tak. Trochę czuć inspiracjami niemieckim ekspresjonizmem (co zawsze jest na plus). W trzecim trochę się dłuży i człowiek ma wrażenie, że chcieli jakoś dobić do tych 90 minut.
8/10
24-02-2019, 22:12
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
W USA nie tylko pociachano, ale również zmieniono tytuł na... "The Horror Chamber of Dr Faustus".
:) :)
24-02-2019, 22:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2019, 22:16 przez nawrocki.)
Netrunner Junkie
Liczba postów: 2,998
Liczba wątków: 1
The Old Man & the Gun
Bardzo przyjemny i rozwijający się w nie tak oczywisty sposób seans. Niesamowicie jest poczuć klimat USA dopiero wchodzących w lata '80, a na takim tle historię "uprzejmego przestępcy". Stylistycznie jest tu bardzo przyzwoicie, jest to zdecydowanie film Redforda, ale zmarnowanie jakiegoś tam potencjału innych postaci trochę jednak boli (wątek detektywa, reszta gangu). Szczególnie urzekły mnie dwie sceny: kowbojska przejażdżka oraz reakcja bohaterów po wyjściu z kina.
Warto.
Mid90s
Pozytywne zaskoczenie, ale jednocześnie film trafi raczej tylko do specyficznej grupy wiekowej. Nie ma tu nie wiadomo jak skomplikowanych bohaterów czy historii, raczej codzienność dzieciaków z epoki kręcącej się wokół deski i pierwszego PlayStation, gdzieś tam dopiero myślących o tym w jakim kierunku w życiu ruszyć. Jeśli pamiętasz jak byłeś szczylem i udało Ci się dorwać do kamery starych, żeby ponagrywać z kolegami wygłupy na deskorolce podpatrzone w Tony Hawk's Pro Skater, to ten film opowiada co się działo pomiędzy zmontowanymi tymi wszystkim wygłupami.
Dla millenialsów obowiązkowo, stare dziady mogą odpuścić, bo będą tylko zrzędzić.
02-03-2019, 14:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-03-2019, 14:04 przez Badus.)
.
Liczba postów: 27,521
Liczba wątków: 60
Saturday Night Fever - o kurde, nie spodziewałem się takiej petardy, może niektórych zaskoczę, ale film dołącza do mojej listy jako 27. dziesiątka. Już dawno tak nie miałem, żebym po pierwszej scenie pomyślał, że kurde, ale to świetne, a od pewnego momentu każda kolejna scena utwierdzała mnie w przekonaniu, że to będzie 10/10.
O muzyce chyba nic nie muszę pisać, bo to po prostu ideał, piosenki, które wszyscy znają i kochają, a jak one grają w scenach tanecznych, to głowa mała :) W każdym razie spodziewałem się, że cała reszta będzie przeciętna, a tutaj nic z tych rzeczy: wszystkie rozmowy Tony'ego ze Stephanie są genialne napisane, skrzą od emocji, najpierw ukrytych, potem wychodzących na wierzch - jak to się mówi, nie tam żadnej fałszywej nuty, za to jest wielka chemia. Sceny w domu Tony'ego, jego docinki wobec ojca, kłótnie przy stole - no czyste złoto, to samo z ekipą Tony'ego bujającą się samochodem po mieście. Nawet taki, zdawałoby się, zapychasz jak fragmenty w sklepie z farbami mają znakomite dialogi, a na wyższy poziom wynosi je jeszcze bezbłędna gra Travolty.
Zaskoczyło mnie jak dobre są zdjęcia, sceny klubowe to wiadomka - feeria barw i niesamowity flow w połączeniu z muzyką dają dokładnie to, czego oczekuję od kina, dodatkowo cudne ujęcia miasta, zwykłe ulice potrafią wyglądać przepięknie, a zdarzają się też perełki jak ujęcie z Travoltą wiodącym palcem po moście Brooklińskim - poezja.
Jasne, że mógłbym znaleźć niedostatki w scenariuszu, takie jak to, że Joey i Annete są zbyt jednowymiarowi i sugestia, że jedno albo drugie w końcu się zabije była zbyt oczywista, ale z drugiej strony chyba każdy w otoczeniu ma podobne osoby, więc nie jest to coś na co bym narzekał.
Jako się rzekło - 10/10, moja pierwsza dycha wystawiona od ponad 5 lat.
09-03-2019, 21:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-03-2019, 21:59 przez simek.)
Stały bywalec
Liczba postów: 4,867
Liczba wątków: 4
Stone Cold z 1991
Rocznikowo to nie są lata 80-te, ale produkcja wpisuje się w amerykańskie kino akcji lat 80-tych. Główny bohater, to zawieszony glina, który rozpoczyna pracę jako undercover agent FBI, który ma spenetrować gang motocyklowy, który z kolei a to handluje dragami, a to współpracuje z mafią, a to odjebie sędziego co skazał członka gangu. Film z gatunku, tych co opowiadają o glinach z jajami wielkości Tatr. IMHO pozycja obowiązkowa dla facetów i woda swięcona na piekielne oczy radykalnych feministek. Świetna muza, fabuła typowa dla tego typu filmów. Dobre role Forsytha i Henriksena. Do tego epizod związany z Terminator 2, aktor z The Sopranos. Fabuła momentami głupia, a groteski dopełniają kiczowate efekty specjalne. Film za to nadrabia klimatem i testosteronem.
8/10
Enviado desde mi Mi A1 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
15-03-2019, 14:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-03-2019, 06:17 przez Nemo.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,003
Liczba wątków: 8
Zimny jak głaz to jeden z moich ulubionych filmów lat 90-ych. Powtarzałem go kilka lat temu i nic się nie zestarzał, świetne kino akcji. Henriksen i Forsythe wiadomo, ale pamiętam, że całkiem dobrze wypadł też Brian Bosworth w roli głównej, to była jego pierwsza rola. Wiadomo że to nie jest jakieś wybitne aktorstwo, ale jakąś tam charyzmę Bosworth miał. Dziwne, że więcej filmów nie widziałem z nim, przynajmniej żadnego nie kojarzę. Widocznie następne jego filmy musiały być bardzo słabe i dlatego nie wybił się tak jak np. JCVD czy Lundgren.
15-03-2019, 16:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-03-2019, 16:10 przez michax.)
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
Papillon (2017) (Reż. Michael Noer)
Papillon w reżyserii Michaela Noera można wpisywać na listę kolejnych, niepotrzebnych remake'ów. Najnowsza adaptacja słynnych autobiograficznych (o ile wierzyć autorowi) powieści Henriego Charriere Papillon i Banco z Charlie Hunnamem i Rami Malekiem w rolach głównych, przeszła w filmowym świecie bez większego echa. Choć film miał oficjalnie premierę na festiwalu w Toronto we wrześniu 2017 roku, dopiero rok później trafił do kin. I to tak do nielicznych, gdyż w wielu krajach, jak na przykład w Polsce w ogóle nie był wyświetlany. Czyżby oryginalna, mająca już prawie półwieku, wersja z legendarnym Stevem McQueenem dalej tak silnie oddziaływała na widzów, że nie byli oni gotowi zaakceptować nowej? A może i sama historia słynnego uciekiniera z francuskiej kolonii karnej na Diabelskiej Wyspie straciła trochę na swojej dawnej sile? Zwłaszcza, że coraz więcej osób podważa wiarygodność Charriere'a i na ile opisane wspomnienia są rzeczywiście jego, a na ile zasłyszanymi historyjkami od innych więźniów? Zresztą juz pierwszy film był dość luźną adaptacją jego wspomnień. I co ciekawe, także najnowsza produkcja trzyma się bliżej filmu ze Stevem McQueenem i Dustinem Hoffmanem niż samej książki. W efekcie czego obraz Michaela Noera nie można nazwać złym, tylko właśnie niepotrzebnym. Jest on porządnie zrealizowany, aktorsko stoi na dobrym poziomie i właściwie tylko mocniejsze ukazanie przemocy różni go od oryginału. Tak tez nie jest to jakiś zły film, ale też nie z tych, które jakoś się długo pamięta.
6/10
16-03-2019, 21:47
Stały bywalec
Liczba postów: 2,686
Liczba wątków: 0
Sens kręcenia rimejku widze tylko gdyby pojawił się aktor, który byłby w stanie przebić to
Charlie Hunnam nie jest tym aktorem :)
18-03-2019, 09:13
.
Liczba postów: 27,521
Liczba wątków: 60
Bitter Moon - kurde, ależ ja lubię Polańskiego i jego filmy, on się nie pierdzieli, tylko pokazuje świat i życie jakimi są, bez upiększania. Nie prezentuje tutaj co prawda topowej reżyserskiej i dramaturgicznej formy, ale i tak jest bardzo zacnie - trudno nie śledzić w napięciu perwersyjnej opowieści Oscara, nie zachwycać się kultowym śniadaniem z mlekiem i Faith George'a Michaela w tle, końcowym tańcem do Slave of Love czy ogólnie grą i prezencją Emmanuelle Seigner będącą chyba u szczytu piękna i aktorskiej dyspozycji.
Cała fabuła też bardzo ładnie się klei, ma odpowiednie tempo - po prostu solidna robota, ale to co wynosi film na wyższy poziom to konstrukcja postaci, wiarygodność ich portretów psychologicznych (czyli standard w dobrych filmach Polańskiego). Gdy spojrzeć trzeźwym okiem to zarówno Nigel jak i Oscar to dosyć odrażające, bardzo śliskie moralnie typy, ale polski reżyser portretuje ich ze zrozumieniem jakiego trudno szukać w wielu innych filmach - pokazać czarne charaktery z sympatią to sztuka, za to wielki plus.
Zaraz po seansie dałem 7, ale teraz uważam, że jednak film zasługuje na 8/10
20-03-2019, 12:13
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,745
Liczba wątków: 14
1941
Przetasowanie na dnie rankingu dzieł Spielberga - Artificial Intelligence po wyczerpującej walce ustępuje miejsca wojennej "komedii" 1941. Film jest widowiskowy (niestety w ten głupi sposób), nakręcony pewną ręka i na tym kończą się zalety, bo wszystko oparte jest na absolutnie nieśmiesznym, wysilonym humorze dla nikogo. Generalnie 70% czasu ekranowego to bieganie i rozpierducha poprzetykane coraz to gorszymi dowcipami. Całości nie ratują nawet świetni aktorzy (Belushi, Lee, Mifune, Oates, Beatty).
Gale do spółki z Zemeckisem napisali tego nieśmiesznego gniota, a kilka lat później spłodzili skrypt do mojego ulubionego filmu - kultowego sci-fi, który jest dodatkowo (a może przede wszystkim) wyborną komedią. Nie czaję tego.
23-03-2019, 17:21
Stały bywalec
Liczba postów: 13,243
Liczba wątków: 77
The Invitation - kawał dobrego mięcha, podlany psychodramą i klimatem paranoi rozegranej w jednej rezydencji i gronie przyjaciół. Logan Marshall-Green z poziomu drewnianego klona Toma Hardy'ego od razu przeskoczył na level jednego z ciekawiej zapowiadających się aktorów następnych 10 lat. Oby tego nie spieprzył. Sam film opiera się na powolnym budowaniu napięcia, coraz bardziej widocznych konfliktów oraz dialogowych ślepych uliczek. W pewnym momencie musi to oczywiście eksplodować i doprowadzić do zakończenia. O ile jednak ostatni akt mnie nie rozczarował, tak ostatnie sekundy niestety tak - było to zbędne.
7,5/10 z czego 7 punktów za samo aktorstwo, bo dużo w tym dobra na dialogowym oraz psychologicznym poziomie.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
24-03-2019, 09:55
Stały bywalec
Liczba postów: 13,243
Liczba wątków: 77
First Light - wyobraźcie sobie, że ktoś postanawia wykasować z dziejów kinematografii Kronikę Josha Tranka i chce zrobić coś podobnego, ale mniej efekciarskiego, bardziej poważnego, z nieirytującymi nastolatkami w roli głównej i w scenografii małego, sennego miasteczka nieopodal pustyni Nevada. Dolejcie do tego inspirację "Bliskimi spotkaniami..." Spielberga oraz Starmanem Carpentera i to właśnie jest First Light. Jestem absolutnie mile zaskoczony poziomem wszystkiego co tutaj zobaczyłem - to nołnejmow film z nołnejmową obsadą (rozpoznawalny jest może Said Taghmaoui, który miał epizod z Wonder Woman), z mikrobudżetem na poziomie kilku milionów dolarów. Fabuła jest prościutka, nieprzekombinowana - nad jedną z amerykańskich wiosek pojawia się UFO, które ratuje jedną z dziewczyn przed śmiercią. Dziewczyna po tym wydarzeniu zaczyna przejawiać skłonności promieniotwórcze i telekinetyczne, a to jak wiadomo przyciąga uwagę śledczych. Wspomniane nastolatki (konkretnie główny duet) grają tutaj fantastycznie, ale jeszcze lepiej prezentują się efekty zdolności dziewuchy - dość powiedzieć, że reżyser przy naprawdę niskim budżecie funduje fajne, zwarte i porządnie wykonane sceny akcji (których nie jest też dużo i dlatego smakują dobrze). Parę minusów się znajdzie, ot choćby końcówka z której niewiele wynika. Ale to i tak nic przy całej tonie zalet. W mordę dobre science-fiction, w którym nastolatki nie wkurzają, a całość nakręcona jest i złożona fantastycznie. Gdyby jako producent wisiał J.J. Abrams - byłaby szansa na komercyjny sukces.
7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
30-03-2019, 12:09
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Scooby-Doo! i klątwa trzynastego ducha - ktoś w HB zauważył, że w 13 demonach Scooby-Doo złapano tylko 12. demonów i ostatni wciąż szlaja się na wolności. Jeden z wielu taśmowych straight-to-DVD filmów o wścibskich dzieciakach i ich psie, ale baja dość sympatyczna i jak się jest fanem Scooby-Doo warto to zobaczyć. Ładna animacja i oddanie postaci. Van Ghoul nie jest takim przegrywem jak Mystery Incorporated. Trochę szkoda, że z oryginalnej bądź co bądź fabuły 13 demonów... poszli w standardowy odcinek Scooby'ego-Doo. I bardzo kijowo, że Scrappy'ego usilnie olewają i tu robi z niego Jeżowa tej franczyzy. Zwłaszcza, że taki Flim-Flam powrócił i wypadł bardzo fajnie.
03-04-2019, 19:03
Stały bywalec
Liczba postów: 18,471
Liczba wątków: 148
Triple Threat (2019)
Co za bezdennie durny film. Początek zapowiadał całkiem przyjemne kino kopane okraszone sporą dawką strzelanin. Niestety z każdą kolejną minutą głupota zaczęła gonić głupotę, a zachowanie głównych bohaterów - i to bez różnicy czy mówimy o tych dobrych, czy o tych złych - sprawiało, że człowiek zaczął się zastanawiać dlaczego twórcy próbują zrobić z widza debila. Ten film nawet, jak na standardy b-klasowego akcyjniaka jest turbogłupi.
Obsada fajna, sceny kopane też są dobrze nakręcone i zainscenizowane, ale jak dla mnie historia i zachowanie bohaterów jest po prostu nie do zaakceptowania. Nie polecam. 3/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
07-04-2019, 01:47
Dużo pisze
Liczba postów: 558
Liczba wątków: 2
Midnight Express - Pan Netflix wrzucił na swoją platformę i w końcu mogłem zobaczyć ten film po raz pierwszy, bo wcześniej jakoś nie było mi z nim nigdy po drodze. A szkoda, bo dzieło Alana Parkera to znakomita produkcja, świetnie ukazująca dramat jednostki wrzuconej w piekło tureckiego więzienia.
Wyczytałem trochę opinii, że film się nieco zestarzał i już nie robi takiego wrażenia okrucieństwem i przemocą jak te 30 lat temu, ale kompletnie tego nie odczułem. Całą sprawę załatwia tutaj moim zdaniem kapitalna scenografia plus ten charakterystyczny dla lat 70-tych i 80-tych brud oraz syf. Ogląda się to miejscami jak jakiś film dokumentalny, tym bardziej że Parker raczej nie bawi się w jakieś odautorskie komentarze. Trochę odstaje końcówka, która jest nieco odrealniona, ale ma to uzasadnienie w miejscu akcji i w stanie psychicznym bohatera.
Jedyne co mniej później uwierało to tylko fakt, iż całą historię trochę przekoloryzowano w stosunku do rzeczywistości - trochę mnie to zawsze wkurza, zwłaszcza jak film szczyci się "oparciem na faktach". No ale to w końcu scenariusz Oliviera Stone'a ;)
Uczciwe 8/10 i dodatkowy plusik za scenę jak Billy Hayes obejżdża cały turecki naród w sądzie, wyzwając ich m.in. od świn i innych zwierząt.
08-04-2019, 22:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2019, 23:01 przez Maćko.)
Rzeźnik ze wschodu
Liczba postów: 1,020
Liczba wątków: 9
"Silence" czyli Netflixowa odpowiedź na "Ciche Miejsce" to póki co zdecydowanie najgorszy film jaki widziałem w tym roku! Nawet arcy utalentowana Kiernan Shipka (której karierze szczerze kibicuje po jej fenomenalnym występie w "February") czy solidny przecież Stanley Tucci nie byli w stanie wiele działać przy takim totalnie nie angażującym a przede wszystkim wtórnym scenariuszu. Zresztą czego się spodziewać po twórcach dramatycznie kiepskiego "Czarnobyl Reaktor Strachu".
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria
11-04-2019, 22:28
Oskarmeister
Liczba postów: 6,814
Liczba wątków: 18
"Guava Island" (2019) - Duet Donalda Glovera i Hiro Murai. Film opowiada o wyspie Guava zajętej przez Red Cargo. Wszyscy bez wyjątku muszą pracować bez dnia odpoczynku, czemu przeciwstawia się jeden muzyk. Jego sposobem dania nadziei ludziom jest festiwal muzyczny, pomimo zakazu przez rządzących tyranów. Króciutki obraz, ale za to solidny. W ciągu 55 minut możemy zdążyć nacieszyć się Gloverem i również leciutko Riri. Fani Gambino, a zwłaszcza Atlanty, klipów muzycznych oraz krótkometrażowego filmu do "Because the internet" powinni być zadowoleni. Po filmie mam zagwozdkę, czy nowe utwory Bino nie zapowiadały właśnie tej produkcji, a nie nowego albumu XD Wszystkie piosenki pasują idealnie do fabuły i sytuacji, więc nie zdziwiłbym się, gdyby nowy album miałby być czymś kompletnie innym. Cóż, Gambino is a mastermind. Ciężko to ocenić, daję szczere serduszko. Gdyby pojawiło się to w końcu na filmwebie to dałbym solidną dziewiątkę.
15-04-2019, 17:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-04-2019, 17:37 przez Krismeister.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Felidae - szkoda, że nie ma do tego polskiego dubbingu, bo wtedy można by trollować smarkaczy i ich rodziców, a potem słuchać gównoburzy o szkodliwośći przemocy w bajkach :). Sama historia to dość standardowy kryminał, tyle, że z kotami w roli głównej. Film wyróżnia się nieco, ponieważ koty nie są zantropomorfizowane i stylem przypomina film Disneya, więc na pierwszy rzut oka nie zdradza faktu bycia brutalną animacją z paroma scenami morderstw i seksu. Film jest bardzo dobrze zanimowany, widać włożone w to marki. Sceny snu chyba miały większą ilość klatek na sekundę, bo są lepiej zanimowane od reszty filmu. I znajdzie się kilka szczegółów - jak Francis idzie drugi raz bzyknąć kotkę, to na drzewie wrony rozpoczynają kopulację. Voice acting jest dość dobry (oglądałem w oryginale, czyli języku ojczystym Merkel), choć Brandauer trochę dziwnie brzmiał (nie-kreksówkowo). I jednak film ma parę problemów, jak zbyt szybkie rozwiązanie zagadki przez Francisa, przegięty design Konga (i zbytnie podobieństwo do projektu Jokera) czy parę nielogiczności.
7/10
PS. Ironicznym jest to, że plan głównego złoczyńcy to jawna analogia do Hitlera, a autor scenariusza (Turek z pochodzenia) w Niemczech dostał zjebę za bycie przeciw islamskim imigrantom i kumplowanie się z faszystami :).
15-04-2019, 19:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-04-2019, 16:39 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Here Comes Peter Cottontail - przypadkiem natrafiłem na youtube'ie i obejrzałem. Czyli kolejny okołoświąteczny specjał Rank-Bass. Wkurzająca jest głupota głównego bohatera, który zostawia swój koszyk jaj wielkanocnych bez opieki, przez co jego podróż się wydłuża. Przyznam, że fabuła nie jest przewidywalna i w sumie byłem ciekaw, jak zakończy się ta historia. Największym plusme jest tu Vincent Price, który był świetny jako czarny charakter.
7/10
The X from Outer Space - film kaiju, który nie jest dziełem Toho lub Daiei (tych od Gamery). Największym grzechem jes to, że jest dość nudny i mija sporo czasu, zanim pojawi się potwór. A wcześniej mamy słabych aktorów japońskich, kiepski dubbing aktorów amerykańskich, kiepską fabułę która ma to samo co pierwszy Predator, tyle że dużo słabiej wykonaną. Tytułowy potwór - Guilala (nazwany tak przez głównych bohaterów, bo tak) wygląda tak śmiesznie, jakby urwał się z parodii japońskich filmów o potworach, ale naturalnie jest najjaśniejszym elementem filmu. Także zdjęcia były dość ładne i piosenka tytułowa wpada w ucho. Czekam, aż Brandon Tenold zrobi recenzję.
5/10
23-04-2019, 16:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-04-2019, 17:00 przez OGPUEE.)
|