Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Jest sporo o wiele lepszych fllmów na które Chińczycy walą do kin i biją rekordy oglądalności, jak np. Operation Red Sea gdzie mamy fabułę opartą na faktach, ale wiadomo że nie ma nic wspólnego z faktami, tylko propaganda nakręcona po to by Chińczycy do wojska poszli. Najlepsza rozpierducha jaką widziałem w zeszłym roku i jeden z najlepszych filmów akcji jakie widziałem od czasu nowego Mad Maxa (akurat o tym filmie wspominam bo jest scena z burzą piaskową zapożyczona z Fury Road, ale u chińczyków mamy czołg). Jest to film Dante Lama nazywanego następcą Johna Woo i nie dziwię się, bo facet świetnie realizuje sceny akcji co pokazał nie tylko w tej propagandówce, ale w filmach sensacyjnych co kręci co kilka lat. Ja się na tym filmie dosłownie spociłem przez to ile się działo na ekranie.

Odpowiedz
Potwierdzam, Operation Red Sea jest zajebiste i zwłaszcza w finale serwuje rewelacyjne (i krwawe) sceny akcji. Zabawne, że film bazuje na tym samym schemacie i ma kilka bardzo podobnych scen do wieńczącego chiński BO Wolf Warrior 2. Tylko WW2 to właśnie żenada w stylu tej o której mówi Mierzwiak, a ORS to kawał dobrej zabawy.
Choć porównania czynione przez samego Lama do BHD to oczywiście przesada. Jego film to raczej naprawdę dobre chińskie G.I. Joe w R-ce.

Odpowiedz
Ja bym powiedział że to jest taka mieszanka BHD, w sensie takim, że mamy grupę bohaterów połączona z Szeregowcem Ryanem plus Rambo.

A co do WW 2 to przyznam, że mnie się nawet podobał. Nie ma co porównywać z ORS, ale film nie jest taki zły w przeciwieństwie do części pierwszej Wolf Warrior, która jest tragiczna. Jedyna to też agitka, jak prawie każdy film o chińskich żołnierzach, ale jak na produkcję pokazującą jak ich armia jest wspaniała to rozbawiło mnie w WW 1 to, że wszyscy giną szybciej jak kaczki. Nikomu nie polecam tej produkcji nawet dla scen akcji. Chyba że hardcorowym fanom Scotta Adkinsa, ale on nawet za bardzo nie może się popisać swoimi zdolnościami.

Dwójka mi się podobała mimo, że to film przegięty w stylu azjatyckim, czyli mamy sceny jak wystrzelona rakieta zatrzymana za pomocą siatki (!) czy pocałunek a w tle jadący czołg (takie coś to chyba tylko Bay mógłby w Hollywood nakręcić), ale tak to całkiem fajne kino akcji, takie na 6/10 (jedynce dałbym 2/10). Dla mnie dwójka to kino trochę takie jak w latach 80ych kręcili amerykanie, czyli jeden niezłomny bohater walczy za sprawiedliwość naszą i waszą. No i akcja dzieje się w Afryce co mi się bardzo spodobało, że wyszli poza Azję. Dawno temu mieliśmy “Komando”, “Kobrę”, “Rambo” i wielu innych tego typu bohaterów i filmów, a teraz takie produkcje kręcą w Azji. WW 2 zdecydowanie lepsze od części 1 i czekam na kolejną część, która jest zapowiedziana w końcówce. No i w sumie część drugą można obejrzeć bez znajomości jedynki, bo nie licząc głównego bohatera, to te filmy nie łączą się ze sobą niczym. A nawet jak są jakieś wątki z jedynki to wszystko jest przypomniane.

Odpowiedz
Wspomnijmy jeszcze o wzruszającej scenie w której widok powiewającego chińskiego sztandaru powstrzymuje wrogie siły przed atakiem na bohaterów.
Dla mnie samo istnienie ORS (które naprawdę podejrzanie przypomina WW2, od początkowej walki morskiej z piratami po starcie czołgów) pozbawia drugiego Wolf Warriora racji bytu. Nawet Frank Grillo tu nie pomoże.

Odpowiedz
Scooby podbija Hollywood - nie wiem, czy to jakiś meta-komentarz do narzekań, że formuła Scooby'ego-Doo jest tak powtarzająca się? Poza wymówkowymi parodiami ówczesnych filmów i seriali oraz momentsmi płynnej animacji (a mówimy tu o Hanna-Barbera!) raczej dla fanów Scooby'ego. Pamiętam, że jako dziecko nieco się nudziłem. I czy tylko ja widzę, że Kudłaty w tym filmie to defacto czarny charakter? To jemu naprawdę zależy na hollywoodzkim splendorze, manipuluje Scoobym i mówi za niego. Reszta gangu też nie lepsza, bo w jednym dialogu wspominają, że jak Scooby odejdzie z serialu, to zostaną bezrobotni. Eh, przemysł telewizyjno-filmowy jest jednak okrutny :P.

5 /10

Scooby-Doo i bracia Boo - tytuł powinien być inny, bo bracia Boo mają tyle samo czasu ekranowego co inne postacie poboczne. Poza tym, to film jest całkiem dobry i zaskakująco ma dobry scenariusz - to typowy Scooby Doo, ale zagadka i duchy są trochę niesatndardowe. I zagadka w tym jest dobrze przedstawiona. Mimo dużej ilości postaci całkiem sprawnie się to ogląda, a wątki ładnie się zazębiają. Podoba mi się, że w tym filmie Kudłaty jest tu bardziej inteligentny i czasem mniej tchórzliwy. Nawet Scrappy nie wkurwia. Jest momentami też zabawny, głównie sceny z redneckami. Może się doszukuję, ale ta lasia, co ślini się do Kudłatego odstawia rzeczy, które nawet wtedy uznane były za wykroczenia seksualne :).

8/10

Odpowiedz
See You Yesterday (2019) albo Dindu Noffin Time Travel Movie.

Czyli podróże w czasie wymieszane z pochyleniem się nad ruchem Black Lives Matter. Pochyleniem się oczywiście jednostronnym, płytkim, w którym Netflix uczy czarną młodzież nieposłuszeństwa wobec policji, bo policja to twoi potencjalni zabójcy. Zwykła procedura wylegitymowania urasta tutaj do miana pogwałcenia praw obywatelskich, co ja mówię, nawet samo spojrzenie policjanta na szanownego czarnoskórego panicza jest równoznaczne ze społecznym gwałtem. Pyskówki i nie wykonywanie policyjnych poleceń, połączone z bezsensownym wyciąganiem komórki z kieszeni kończą się jak zawsze, czyli sztucznym wymuszaniem refleksji widza nad psychopatią policji, a nie nad głupotą szukających zaczepki legitymowanych. Nasza genialna, wyemancypowana licealistka z Bronxu uzbrojona w wehikuł czasu garażowej roboty ma zatem sporo zajęć, a pomaga jej oczywiście genialny kolega nerd, oraz genialny, wysportowany i przystojny kolega nerd.

Wszystko w otoczce typowego młodzieżowca Netflixa w stylu niedawnego filmu z Barb, czy tych wszystkich dzieł z nowym He-Manem, wyróżniające się jednak dziwacznym szpagatem tonacyjnym który przypomina wyczyny Van Damme'a na ciężarówkach w niegdyś popularnej reklamie. Bo słodkość i humor Netflixa mieszają się tutaj z toną przekleństw i próbą jakiegoś prześlizgnięcia się po wspomnianych problemach Black Lives Matter. Całość wygląda jakby zaangażowany społecznie, ambitniejszy scenariusz został przepisany pod typowo młodzieżową, piątkową premierę popularnej platformy, ale z pozostałościami elementów których zwyczajnie usunąć się nie dało.

Na plus epizod Michaela J. Foxa który spowodował wielki uśmiech na mojej twarzy, bo kibicuję Michaelowi gdziekolwiek nie gra.

Takie 4/10

Odpowiedz
"Anna i Król" (1999r.  reż. Andy Tennant)


Ależ to piękne widowisko. Mocne, bardzo dosadne, czasami brutalne. I przesłodzone. Ale pod każdym względem kino kompletne. Foster w swojej roli błyszczy, jest stonowana i wycofana, natomiast jej przeciwnik Chow Yun-Fat cały czas dominuje każdą scenę , dzięki czemu między dwójką bohaterów jest pewien dystans, skrojony przez fabułę, ale też wyraźna chemia, nadająca historii realnego wymiaru. Rozmach filmu jest fenomenalny: kostiumy, scenografie, statyści, lokacje. Co tam się odwala, to łooooo. Każdy kadr to piękny obrazek z dalekiej Azji. Wspaniale, że taki film powstał. Uwielbiam do niego wracać. Niestety, zakończenie jest tak pospiesznie zrobione i samo wyjście z sytuacji to jakaś kpina (tak, wiem, taka historia) ale kompletnie nie pasuje mi do maestrii całego obrazu.

9/10

Dobra Wróżka (2010)

Dwayne Johnson jako Wróżka Zębuszka. Obejrzałem przy okazji z dziećmi i w sumie to bardzo przyjemne kino familijne. Historia mało oklepana, dość oryginalne podejście i całkowita powaga aktorów (i ogólnie podejście do tematu z takiej strony) dają radę. Uśmiałem się, było kilka ciekawych pomysłów na gadżety wróżki i ten cały system. Daleko temu do Jack Snow, ale chyba wejdzie do repertuaru na majówkę.

6/10

Tysiąc Słów (2012r. Brian Robbins)

Eddie Murphy w obrazie, w którym nie może mówić. Fabuła zaiste ciekawa: u gościa w ogródku sadza ktoś drzewo. Gdy bohater kłamie odzywa się (zazwyczaj kłamie) to spada jeden liść. Pozostaje 1000 liści, więc gdy ostatni spadnie, Eddie truposz. Generalnie wszystko brzmi ciekawie, ale Eddie kładzie ten film na łopatki, a do tego scenariusz i gagi związane z "milczeniem" pisał jakiś dziad, który wychował się na komediach z lat 60tych i tak mu zostało. Dużo durnowatych dowcipów, klisze, nuda. Serio, jest nudno.

2/10 - pomysł to jedyne, co tutaj można odnaleźć.

Ja cię kocham, a ty śpisz (1995. John Turteltaub)

Haaaa czyli Sandra robi karierę. I Pullman jej pomaga. Z wielkiego trio Johna to najsłabszy film. Miał nosa do historii i aktorek, ale tutaj motorem napędowym fabuły jest pomyłka, która z każdą minutą robi się coraz bardziej absurdalna i można przekręcić oczami kilka razy, gdy jeden i ten sam motyw się przewija przez cały film. I Pullman z tym swoim niedorobionym uśmieszkiem pasuje jak pięść do nosa. Gdyby nie Sandra, ciężko byłoby mi znieść seans. Po latach film się nie broni, ale ma kilka... zaledwie kilka fajnych momentów. I ma Sandrę! Ciekawostka - w tym filmie, na końcu bohaterka grana przez Bullock odstawia słodką przemowę do rodziny... podobna rzecz (też komedia pomyłek) ma miejsce w "Narzeczony Mimo woli" z Ryanem Reynoldsem.

4/10 - mało to angażujące, niezbyt zabawne


Miss Agent (2000r. Donald Petrie)

Znów Sandra Bullock. Ale co tam, lubię, a nawet uwielbiam. Poczciwa komedia w stylu 80' - przebieranka, policja, badguye i lewe interesy. Bullock wiele razy grała policjanktę i dobrze jej to wychodzi. Tujej bohaterka ma podwójne zadanie, bo policjantka przebiera się za miss i jako undercover wykonuje zadanie. Co tu dużo pisać - żarty sytuacyjne dobrze ulokowane, bohaterkę-chłopczycę w przemianie da się lubić,  klisze są, ale także dobrze wykorzystane. Klasyk pokroju Akademii Policyjnej - chętnie wracam raz na 5 lat.

6/10
loading podpis...

Odpowiedz
Long Shot (polski tytuł "Niedobrani")

Wow, jestem mile zaskoczony. Chyba od czasu "Wieczoru gier" nie było tak udanej komedii mainstreamowej, która w tak fajny sposób bawiłaby się kliszami gatunku. Duża w tym zasługa duetu aktorskiego - tak naprawdę nie wiem czy to Seth czy Charlize, ale oni po prostu umieją w filmową chemię i tyle. Z każdym tworzą fajne duety (Rogen dawał już radę chociażby z Rose Byrne czy Katherine Heigl).

Czasami aż za mocno wali eko-przesłaniem (właśnie tym zajmuje się główna bohaterka grana przez Charlize - jest sekretarzem stanu i chce działać na rzecz ekologii), ale mimo wszystko nie brakuje sprośnego, żeby nie napisać wulgarnego humoru. No i ma jedną doskonałą scenę tańca :) Jak na komedię polityczno-romanyczną wypadło naprawdę dobrze.

W roli drugoplanowej Saul Goodman, który gra kapitalną postać prezydenta USA :D

7,5/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(21-05-2019, 00:53)Pelivaron napisał(a): Chyba od czasu "Wieczoru gier" nie było tak udanej komedii mainstreamowej, która w tak fajny sposób bawiłaby się kliszami gatunku.
"Blockers" polecam. (Nie ma tam może jakiejś super zabawy kliszami, ale jest bardzo urocza udana komedia.)

Odpowiedz
"Blockers" pewnie nadrobię dla Johna, ale ten polski tytuł to jakaś padaka - "Strażnicy cnoty" LOL :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
nie, kurła, strażnicy cnoty nie, nie i jeszcze raz nie. dotrwałem do momentu wlewania sobie alkoholu do odbytu i nie mam zamiaru dawać temu jakiejkolwiek kolejnej szansy
berek za to to dobra komedia była
tak że o.

Odpowiedz
Berek to potworna nuda. ;)

To tyle jezeli chodzi o subiektywność, Pelivaron powodzenia w wybieraniu! :P

Odpowiedz
O tak, Berek też był całkiem udany i pomimo operowania dosyć kontrowersyjnym (w sensie wulgarnym, który ja osobiście lubię) humorem dla niektórych osób, miał bardzo dobre zakończenie, takie do przemyślenia.

Aż trudno uwierzyć, że film oparty na prawdziwych wydarzeniach :)

@Crov - Berka widziałem, dałem 6/10 - najwidoczniej nie nudziłem się aż tak bardzo jak Ty :P
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Scooby Doo i oporny wilkołak - halloweenowe Wacky Races. Miło zobaczyć Kudłatego, którego nie jest wieczną strachajłą, rusza makówką i w końcu sprawia wrażenie, że po ściganiu tylu przebierańców już się uodpornił i nie ucieka na widok potwora. Fabuła przeczy dotychczasowej formule seriali, ale patrząc jak ta formuła ciągnie się niezmiennie od pierdylarda lat, że nawet polscy aktorzy dubbingujący paczkę Scooby'ego są znużeni, to przyjmę każdą odmianę. Drakula jest bardzo zabawny, tam samo jego tępa dziewczyna. Niepotrzebna jest tylko ostatnia scena z Drakulą i jego minionami sugerująca niepotrzebnie cliffhanger (stawiam na ingerencję "wyższych", bo poprzednia scena z ich udziałem sugeruowała, że ona miała być tą ostatnią).

8/10

Scooby Doo: Szkoła upiorów - OK, Kudłaty jako wuefista? Przecież to jak wybrać Schwarzeneggera do roli pomiatanego nerda w szkole. A co do filmu miło się zaskoczyłem - trzyma poziom, Scrappy nie wkurwia, interesująca odmiana, by dzieci sławnych potworów były płci żeńskiej. Przeciwnikami dziewczynek są chłopcy z sąsiedniej szkoły militarnej, ale na szczęście scenarzyści nie zrobili z nich najgorszych złoczyńców (jak to było w sportowych filmach z lat 90.), bo postacie chłopców dają się lubić oraz nie ma nachalnego girl power. Fabuła trochę nieco siada, bo sprawia wrażenie dwóch skleconych odrębnych fabuł i potyczką z główną złą jest dopiero pod koniec filmu. Ale generalnie polecam

8 /10

PS. Wśród chłopców są Latynos oraz czarny (sprawdziłem na wiki, dubbingował czarny aktor) - Hanna-Barbera bawiło się w diversity, zanim było modne ;).

Odpowiedz
Perfection (2018)

Piątkowa premiera Netflixa wykupiona z festiwalowego obiegu. Thriller o rywalizacji dwóch wiolonczelistek, który zaczyna się naprawdę słabo, pozując na mdły, telewizyjny dreszczowiec z oczywistymi, przewidywalnymi chwytami. A potem... no przyznam, cieszę się, że nie wyłączyłem. Chromatics na samym końcu jak wisienka na torcie.

7/10

The Cured (2017)

Ten o nawróconych "zombie" z Ellen Page. Trochę rozprawki o losach emigrantów, trochę zgłębiana arcyciekawego przecież pomysłu, a najwięcej potwornej kołysanki. Rany, jaka nudna tortura, nawet sceny akcji w finale są potwornie nudne. Do szybkiego zapomnienia.

3/10

Odpowiedz
Stop Making Sense

Jakieś 5 lat przekonywałem się do Talking Heads. Wciąż nie jestem wielkim fanem (może nastąpi zmiana), ale dwie płytki - Fear Of Music i Remain In Light - uważam za świetne. Słuchałem ich więc coraz częściej i trochę czytałem (głównie o postaci Byrne'a, który wydawał się ciekawy [nie tylko dlatego, że współpracował z Eno]) i w końcu uznałem, że czas obejrzeć ten powszechnie zachwalany koncert. No i siadło - rzadko mam tak, żeby wersja koncertowa danej piosenki siedziała mi bardziej niż studyjna, a tutaj jest tak chyba z każdym kawałkiem. Psycho Killer na akustyku i bez sekcji rytmicznej, gonitwa podczas Life During Wartime albo śpiewanie do lampy w This Must Be The Place - złoto. Warto nie tylko przesłuchać, ale i obejrzeć (Byrne to postać co się zowie).

Uzupełnienie koncertu:

Odpowiedz
Spojrzałem na wersję z lampą, rzeczywiście bardzo fajna, tym bardziej, że nie ma tego momentu z zamierzonym fałszem który zawsze irytuje mnie w studyjnej.

Odpowiedz
Fajowa jest jeszcze wersja z filmu Paolo Sorrentino, który jest przy okazji również jednym wielkim tributem dla tej wspaniałej piosenki.

A samo "STOP MAKING SENSE" to oczywiście moje koncertowe TOP i ogólnie słucham przynajmniej raz w miesiącu. ;)

Odpowiedz
Cholera, wzięło mnie, już poszło Wild Wild Life, And She Was i Burning Down The House :)

Odpowiedz
Podwójne ryzyko - Ścigany, tyle że z cyckami. Film niezły, ładnie wyglądący i dobrze zagrany. Tyle mam do powiedzenia

7/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,053 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,800 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,211 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,361 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,951 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,177 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Kwasiboromir, Lajon, 2 gości