Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Cytat:Podwójne ryzyko - Ścigany, tyle że z cyckami.

http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Stuart: A Life Backwards (2007)

Telewizyjny film powstały z połączonych sił HBO i BBC w którym Tom Hardy gra żula, pijaka i narkomana, a Benedict Cumberbatch pracownika opieki społecznej który z czasem staje się jednym z jego niewielu przyjaciół. Znakomita, efektowna rola Toma i bardzo dobry Benedict, który siłą rzeczy musiał być bardziej wycofany. Panowie tworzą duet ze świetną chemią, szkoda, że całość tak bardzo wali po twarzy tanią telewizyjnością, ale za to kiedy trzeba wali też po głowie (zakończenie!). Mogliby sobie tylko darować cerujące budżet animowane wstawki.

7/10

Leatherface (2017)

Mam wrażenie, że już kiedyś widziałem ten film dwa albo trzy razy, a może tylko mi się wydaje. Nie, to przecież niemożliwe. W każdym razie po raz pierwszy w historii kina mamy do czynienia z nieodkrytą genezą słynnego mordercy z Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Strasznie to chaotyczne, durne i pozbawione jakiegokolwiek napięcia patrzydło. Gapi się tutaj człowiek na ładnie wykonane gore i niezłego Dorffa, pokpiwając w oczekiwaniu na banalny i oczywisty twist fabularny.

3/10

Odpowiedz
Cold Mountain czyli Wzgórze Nadzei (Anthony Minghella, 2003)

Przepiękny film z doborową obsadą na wszystkich planach (nawet Portmanowa się pojawia w roli niemal cameo). Wszystko tutaj pięknie gra: aktorzy, powolna narracja, doskonała scenografia (!), rozpisanie postaci, rozmach, muzyka i zdjęcia. Pamiętam, że przy okazji premiery miałem wielkie oczekiwania, zwłaszcza od warstwy "pojedynków" (wszak to te czasy) i w kinie kręciłem nosem. Jednak, gdy emocje opadły to na chłodno oceniłem dzieło Minhelli bardzo dobrze. Po latach - a to już 16 lat od premiery! - z całą pewnością daję temu obrazowi "dychę". Kidman i Law są fenomenalni, a w moim odczuciu to ich najlepsze role, ale własnie drugi plan, gdzie widzimy rewelacyjną Zelweger a także całą "bandę" Teague'a robi coś wspaniałego. Każda scena tutaj jest przemyślana, coś wnosi do filmu, pozwala stworzyć piękną odyseję o miłości, przeznaczeniu i walce z przeciwieństwami losu. Kurdę, ależ to jest cudowne!!!


10/10
loading podpis...

Odpowiedz
The Wind - zaskakujące połączenie westernu i horroru. To nie Bone Tomahawk, a raczej studium szaleństwa, do którego doprowadziło życie na amerykańskiej prerii. W samej historii chodzi generalnie o to, że na odludziu żyje sobie parka, która z dnia na dzień dowiaduje się, że będzie miało nieopodal sąsiadów. Ci z kolei wyglądają lekko na zagubionych, trudnych w budowaniu relacji a przoduje w tym zwłaszcza dziewczyna. Na dodatek "coś" w nocy szturmuje gospodarstwo głównych bohaterów i nie jest to raczej dzika banda lokalnych zwyroli.
Film wkracza okresowo w superanckie rejony podlane mistycyzmem, czerpie pełnymi garściami z Dust Devila, trochę z Evil Dead i trochę z westernowej klasyki "życia ze strzelbą w dłoni". Z początku ciężko mi było jednak się wgryźć, bo reżyserka skacze po chronologii (moim zdaniem trochę niepotrzebnie), ale w połowie udaje się wrócić do pionu i jest całkiem w porządku do samego końca. To horror z gatunku "skrzypiące drzwi doprowadzają mnie do szału", ale w połączeniu z klimatyczną scenografią westernowego zadupia robi robotę. Poza tym zaskoczył mnie motyw z

Oczywiście nie brakowało tutaj trochę artsy-fartsy podejścia, a i tempo mogłoby być trochę lepsze. Tak czy siak, jest w tym coś świeżego.

7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
"13 minut" o zamachowcu Hitlera Georg Elser.

Wybitne arcydzieło to nie jest, natomiast b. spodobało mi pokazanie jak Elser dojżewał do decyzji o zamachu, a także pokazanie przez pryzmat małej miejscowości, dochodzenia NSDAP do władzy. Aktorsko nawet dobrze, klimat III Reichu lat 1930-1939 jest.

7/10 ale za klimat.



Enviado desde mi Mi A1 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
Borg vs. McEnroe - kulisy legendarnego pojedynku dwóch gwiazd tenisa lat 80-tych - niezwykle chłodnego i analitycznego Szweda Bjorna Borga oraz amerykańskiego badboya Johna McEnroe. Obaj stoczyli jeden z najciekawszych finałów Wimbledonu w historii, który był zwieńczeniem kariery dla jednego z nich, a dla drugiego początkiem eksplozji talentu na miarę światowego numeru 1. Historycznie tenis ani mnie grzeje, ani ziębi. Obu gości kojarzyłem, z czego McEnroe'a bardziej z udziału w turniejach charytatywnych gdzie robił sobie zgrywę z uczestników. I myślałem, że to właśnie postaci jajcarskiego amerykanina zostaniie poświęcono więcej miejsca. Jest jednak dokładnie odwrotnie - to (celowo) mocno nijaki Szwed ma więcej minut na ekranie. Nie oznacza to jednak, że McEnroe to maskotka. Choć fabuła opowiada zaledwie kilka dni z życia bohaterów w trakcie turnieju i czasami skacze do przeszłości, mam wrażenie że jest bardzo dobrze skrojona i opowiedziana - dokładnie tyle ile powinienem wiedzieć o Borgu i McEnroe, tyle dostałem. To pozwala również stanąć po jednej ze stron "konfliktu" w samym finale (doskonale zmontowanym i nakręconym - bez sztucznej podbudowy pod nie wiadomo co). Labeouf w roli McEnroe to strzał w dychę, Gudnason wizualnie również pasuje, ale nie przekonuje tak mocno jak Shia. Ten film to również kolejny argument jak zajebistym aktorem jest Stellan Skarsgaard - żałuję, że dopiero teraz (i po Czarnobylu) doceniam jego wejście w każdą rolę.

7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Tragedia Makbeta (1971)

Polański świeżo przeżywający traumę po tym, co "Rodzina Mansona" zapewniła Sharon i ich nienarodzonym dziecku ekranizuje najbrutalniejsze z dzieł Szekspira. I jak to Polański - jest to nawet ekranizacja z pomysłem. Trochę tu nieco od siebie dodaje do poszczególnych scen z pisemnego oryginału (wizja z lustrami najlepsza). Ale przyznam, że w "Makbecie" bywają takie momenty, których naprawdę się nie da poprawnie przenieść na język filmu, jeśli być wiernym dialogom Szekspira (choćby moment śmierci syna Macduffa, który tutaj wręcz wypada niczym w parodii od Nostalgia Critica).

Duży plus za oddanie krwistości pierwowzoru. Widać jednak, że ten mord w villi Polańskiego musiał nieźle na kształt filmu wpłynąć - jak się widzi te niektóre zabójstwa z rąk króla Szkocji, to aż się ma przed oczyma zdjęcia tamtejszego miejsca zbrodni z 1969. Bardzo dobry Finch, choć taki Makbet zawsze może być znacznie lepiej i wyraziściej zagrany, więc zostanę jednak przy interpretacji Mifune. Obsadzenie Francesscy Annis jako Lady Makbet jakoś mi z kolei nie leży. Gdy przerabiałem materiał w liceum, to zawsze widziałem Makbetową jako chłodniejszą i mocno wyrachowaną kobietę, a tu z kolei momentami bardziej sprawiała wrażenie uroczej idiotki.

I jako fan piękna szkockich krajobrazów też jestem ogólnie zadowolony :)

7/10

Odpowiedz
The Dirt (2019)

Netflixowa biografia Motley Crue z soczystą R-ką, już w pierwszej scenie mamy
a potem przez ekran przewijają się zastępy nagich piersi i brudnych przekleństw. Także o ile dobrze odrobiono pracę domową pod hasłem sex, drugs & rock'n'roll, o ile próbowano nadać jakiś buntowniczy charakter poprzez łamanie czwartej ściany, tak całość do końca nie przekonuje, bo bohaterowie wypadają zupełnie bezbarwnie. Na pewno nie pomaga w tym anegdotyczna konstrukcja, bo fabuła toczy się tak od jednego do drugiego zmyślonego bądź nie ekscesu, od jednego do drugiego punktu z Wikipedii i ciężko powiedzieć abym poznał bliżej członków tego zespołu. Wcześniej znałem parę ich utworów, wiedziałem, że ostro ćpali, a Tommy Lee miał popularne aktorki za żony. Po seansie wiem w sumie tyle samo, ale to bezbolesna, rzemieślnicza robota.

6/10

Odpowiedz
WE HAVE ALWAYS LIVED IN THE CASTLE (2019)

Ależ to był dziwny i pokręcony seans. "We Have Always Lived in the Castle" to twór próbujący być czymś w rodzaju thrillera gotyckiego, a tak naprawdę najbliżej mu do dramatu rodzinnego, który próbuje zahaczyć także o motywy społeczne. I to wychodzi mu w sumie średnio, ponieważ tajemnica wokół głównych bohaterek i tragedii jaka rozegrała się w ich domu, nie jest trzymana przez twórców w szczelnie zamkniętym sejfie, a pomimo tego zachowanie mieszkańców miasteczka jest pokazane w dosyć łopatologiczny sposób - jest to ledwo liźnięte i tak naprawdę jedyne co można o nich powiedzieć to to, że brak im empatii i zrozumienia.

Najlepsze sceny rozgrywają się zdecydowanie w posiadłości zamieszkiwanej przez główne bohaterki i ich stryja. A jak w ich życiu pojawia się daleki kuzyn to już w ogóle. Strasznie zaskoczył mnie klimat tego filmu, jest taki nieoczywisty, nie pamiętam czy w ostatnim czasie (albo i w ogóle) miałem okazję obejrzeć podobny film - jeśli miałbym już jednak poszukać jakichś inspiracji to chyba celowałbym w kino Lanthimosa. Może mylnie, nie wiem. Ja jednak odniosłem takie wrażenie.

"We Have Always Lived in the Castle" to przede wszystkim film stojący kapitalnym aktorstwem, co jest dla mnie zaskakujące, ponieważ nie spodziewałem się tego po Alexandrze Daddario. Absolutnie nie ustępuje ona Farmidze. No, ale scene-stealer to zdecydowanie Sebastian Stan - koleś idealnie wpasowuje się do roli czarującego antagonisty. W filmie do więcej ma jeszcze jedna osoba, która zwie się Crispin Glover - w scenach ze Stanem jest świetny.

Jako ciekawostkę można obejrzeć. Takie naciągane 6/10 - za ładne zdjęcia i świetne aktorstwo.

We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Mystery Murder (Zabójczy Rejs) produkcja Netflixa

Sandler i Aniston w komedii wyczarowanej dla Netflixa. Para małżonków leci do Europy na mocno spóźnioną podróż poślubną. Po drodze natrafiają na tajemniczego bogacza, który zaprasza ich na swój jacht. Do pewnego momentu jest bardzo dobrze - gagi sytuacyjne i logika postępowania bohaterów oraz gości na jachcie całkiem spoko, ale potem wchodzi taki luźny klimat, wręcz pastisz (który wg mnie nie pasuje) i gdzieś ta jakość się traci. Dwójka protagonistów tworzy sympatyczny duet, ale bez fajerwerków. Dobre na raz.

5/10
loading podpis...

Odpowiedz
Avengment (2019)

Zaskakująco udany filmik ze Scottem Adkinsem. Trochę taki młodszy brat "Brawl in Cell Block 99".

Fabuła prosta jak budowa cepa - chłop trafia do mamra, udaje mu się spierdolić i teraz ma zamiar zemścić się na kilku osobach. Wszystko opowiedziane w niezłym tempie, za pomocą retrospekcji (nie kocham jakoś mocno tego zabiegu, ale tutaj sprawdza się całkiem nieżle), okraszone oczywiście pierwszorzędnym mordobiciem, z zadziwiająco dającym się lubić głównym bohaterem, będącym kimś na styku Choppera i Bronsona, a Adkins w tej roli jest naprawdę niezły.

Całość ma lekki posmak kina spod znaku wczesnego Guya Ritchiego, sceny więzienne przywodzą nieco na myśl wspomniane wyżej dziełko Zahlera i trwa 80 minut z hakiem, więc jak ktoś lubi kino, gdzie bohater zamiast rozmawiać woli się napierdalać, to myśle, że śmiało można sięgnąć.

[Obrazek: YmfkspG.jpg]

Odpowiedz
St. Agatha (2019)

Ciężko nazwać ten film horrorem, bardziej umieściłbym go w kącie z jakimiś thrillerami psychologicznymi. Niestety tymi gorszego sortu. Nie jest to co prawda totalny szrot, jednak do ideału mu sporo brakuje. A szkoda, bo kilka pomysłów było naprawdę fajnych. Gra w kotka i myszkę pomiędzy matką przełożoną, a główną bohaterką bardzo w porządku i momentami nawet jest jakieś napięcie. I wolałbym, żeby twórcy całkowicie się na tym aspekcie skupili - w pewnym momencie sugerują niestety, że tytułowy zakon (w Polsce film nosi tytuł "Zakon Świętej Agaty") posiada w sobie jakieś paranormalne tajemnice. Bez sensu, nic z tego nie wynika, mogli to olać. Do tego dochodzą też zapychacze w postaci retrospekcji z życia głównej bohaterki przed trafieniem do zakonu oraz fatalnie dobrana muzyka - albo inaczej - fatalnie wyważona, ponieważ raz mamy dźwięki kojarzące się z kinem grozy, a raz muzykę rodem z jakiejś komedii pomyłek.

Finałowy akt i sposób w jaki zostaje to rozegrane świadczy o tym, że twórcy nie za bardzo mieli pomysł, jak zakończyć historię. I chociaż pomysł, aby
można jakoś obronić, to i tak nie do końca to kupuję.

Z plusów?
- na pewno klimat
- pomysł wyjściowy
- pomimo tego, że niekiedy film posiada amatorski look, to i tak prezentuje się całkiem dobrze, zdjęcia na plus
- niektóre fragmenty muzyki
- aktorstwo - chyba najmocniejszy punkt Carolyn Hennesy w roli matki przełożonej jest kapitalna

Ciężko ocenić 3 albo 4 gwiazdki w skali dziesięciostopniowej.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Yesterday (2019) - Oczekiwania po zwiastunach były dość spore i powiem wam tak. Generalnie dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem, z wyjątkiem sceny z
. Jeśli chodzi o plusy to zdecydowanie muzyka (aż chciało się wrócić do domu i posłuchać oryginalnych piosenek, choć nigdy nie byłem fanem), fajny głos głównego bohatera i Lilly James. Co za słodkość. Ucharakteryzowali ją na mega naturalną dziewczynę, którą aż chce się przytulić. Ed Sheeran też na plus. Nawet sporo go było jak na muzyka. Fabuła to sztampa ale jest sympatycznie i czasem śmiesznie. Z minusów to mimo wszystko główny bohater. Niesympatyczny gość. Marudny i zgorzkniały. Ale daję 8/10. Dobre filmidło.

Odpowiedz
Shaft (2019)

Trochę słabsze od filmu Singletona, choćby przez brak retro stylizacji, ale przede wszystkim przez brak wyrazistego czarnego charakteru jakim w poprzedniej części był Christian Bale. Jednak mocno nadrabia absolutnie fantastyczną chemią między Samuelem L. Jacksonem, a Jessiem T. Usherem, którzy tworzą tutaj bardzo klasyczny duet z buddy cop movie na zasadzie zestawienia strachliwego sztywniaka z twardzielem którego boją się nawet wystrzelone kule. Wulgarny, absolutnie niepoprawny politycznie humor i tak po prostu udana, podręcznikowa komedia sensacyjna.

7/10


Titus Welliver ma tutaj taką linijkę od której pół Rotten Tomatoes musiało się porzygać. Mówiąc z pamięci


Odpowiedz
Jak wyżej.

Fabularna rutyna jest tu tylko pretekstem do absolutnie świetnej relacji Jacksona i Ushera (przezabawne są dociekania Shafta czy przypadkiem Junior nie jest gejem) i pokoleniowego starcia oldskulowca z giwerą i millenialsa z iPhonem.

Poproszę sequel.

PS. Też zwróciłem uwagę na ten dialog, swoją drogą - zgodnie z narracją narzuconą w sieci przy okazji Black Panther - krytycy jadący po Shafcie to rasisci :)

Odpowiedz
[gif z DiCaprio z Django mówiący coś o tym, że mieliście zainteresowanie, teraz macie moją uwagę.]

;)

Odpowiedz
Chciałem obejrzeć w ten weekend, potem uznałem, ze najpierw nadrobię dwa poprzednie filmy. Ale już się nie mogę doczekać. :)

Odpowiedz
Plague Dogs - No panie. Kolejny przykład do pokazywania ludziom twierdzącym, że jak jest coś animowane to tylko dla dzieci. Film do niemal samego końca jest ponury, sugestywne wnętrza ośrodka badawczego, te drobne momenty sugerujące brutalność tego świata. I jestem pełen podziwu jak poradzono sobie z ciągłą ekspozycją. Ładnie też pokazano horror znęcania się nad zwierzętami bez uciekania w tanie zagrywki i karykaturalnie złych do szpiku ludzi. W zasadzie nie ma tu jakichś złych ludzi dla bycia złych. Fajnie pokazano psią perspektywę na pewne rzeczy jak wszystkie jazdy Snittera czy moment, gdy psy wchodzą do sklepu rzeźnika i biorą go za "białego fartucha". I nie polecam filmu przewrażliwionym miłośnikom zwierząt, bo to ciężko się ogląda. Sam miałem obawy, bo Rowf miał to same umaszczenie co mój śp. pies :(.

9/10

Odpowiedz
Apropo Shafta

Cytat:Okazuje się bowiem, że cała fabuła to wyłącznie pretekst do tego, by bohater, w którego wciela się Samuel L. Jackson, mógł pokazać tak zwaną toksyczną męskość i ponabijać się z milenialsów oraz stereotypów.

https://film.org.pl/r/shaft-o-jeden-raz-za-duzo-208332/?fbclid=IwAR2ep7ZIdrnv-qwh1hZS6JOy3zroGFGL_K8LD4e-7F1PoJXTTLbCqca_8m4

Kolejna zachęcająca recenzja! :) Też obadam na pewno, ale najpierw dwa poprzednie Shafty jak @nawrocki :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Nie sposób nie wrzucić również opinii pierwszego pogromcy stereotypów Piotra Dobrego:
Cytat:Ano niestety, nowy "Shaft" to równie bezduszna konfekcja co nowy "Superfly", za to zdecydowanie mniej stylowa, estetycznie zakorzeniona w latach 90. Mentalnie zresztą też. I nie chodzi o modną nostalgię, bo tej było więcej w jednej scenie "Kapitan Marvel" niż tu w całym filmie. Problem leży w montażu rodem ze strzelanek przeznaczonych prosto na rynek wideo (w tym kontekście tym bardziej nie dziwi, że po wtopie w kinach dystrybucję poza Ameryką błyskawicznie przejął Netflix) i maratonie czerstwych dowcipasów, które przeważnie próbują być autoironiczne wobec "firmowej" mizoginii serii, tyle że w ironię też trzeba umieć. Tymczasem tutaj każdy "niepoprawny politycznie" żart, czy to seksistowski, czy jakikolwiek inny, kończy się asekuranckim wytłumaczeniem. "Tak się nie mówi", "Nie mam nic przeciwko kobiecie z kobietą, ale...", "Zaraz zostaniemy oskarżeni o islamofobię" et cetera. "Nie jestem mizoginem, bo leję równo mężczyzn i kobiety, nikogo nie wykluczam", stwierdza w pewnym momencie przerysowany bohater Samuela L. Jacksona. Czy scenariusz pisał Ziemkiewicz? Najgorsze jednak, że poza blisko dwugodzinną beką z milenialsów Tim Story nie ma żadnego pomysłu na ogranie przepaści pokoleniowej. Relacja ojcowsko-synowska sprowadza się więc do tego, że Shaft bardzo się stara, by jego syn przestał "być cipą" i stał się bardziej męski tudzież bardziej "czarny" - co znajduje ujście w kuriozalnej scenie masakry, którą Junior urządza przy dźwiękach "Be My Baby" The Ronettes (wygląda to jak bieda-"Kingsman") - i co więcej, dopiero wtedy zaskarbia sobie względy dziewczyny. To też zapewne miało "ironicznie" nawiązywać do fetyszu broni ery blaxploitation, ale w dwa tysiące dziewiętnastym jawi się jak jeden wielki stereotyp. Okropny film.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,006 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,201 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,350 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,802 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,159 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości