Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Wygląda jak jakiś remake Wołynia.

Odpowiedz
"Miłość w czasach nienawiści" - brzmi jak sztampowy opis z odwrotu pudełka dvd. Jam tam zdecydowanie bardziej wolę "nienawiść w czasach miłości" ;)

Odpowiedz
Przestańcie pieprzyć tylko oglądajcie, bo to bdb film :P

Odpowiedz
Nawet ten uważany za najgorszy Malick (Song to song, Knight of cups) mi się podobał, więc na pewno się skuszę.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
A Passage to India - niesamowity historyczny fresk. Zawiera dość moim zdaniem realistyczne stosunki pomiędzy Hindusami i brytyjskimi kolonizatorami, bez demonizowania jednej ze stron. Końcowy wątek z fałszywym oskarżeniem jest zaskakująco aktualny. Ciekawe czy już film w wiadomych kręgach został uznany za rasistowski z powodu pomalowanego brązową pastą do butów Aleca Guinessa :).
9/10

Live Wire - nie mogę z fabuły... jakieś złe człowieki opracowują ciecz, po wypiciu której wpływowi ludzie samoistnie wybuchają jak smok wawelski XD. Gdyby nie udział Pierce'a Brosnana to bym pomyślał, że to jakiś zakurzony straight-to-VHS.
5/10

Odpowiedz
Kwarantannę czas zacząć, więc rozpoczynamy nadrabianie filmowych zaległości :) Mam nadzieję, że na forum będzie więcej filmowych postów, niż tych o wirusie.

Hustlers - spodziewałem się o wiele więcej, a film to przeciętniak. Tym bardziej komicznie czyta się te artykuły z początku roku ziejące oburzeniem, że jak to taki świetny film bez nominacji, że przecież jakby podpisał się pod tym Scorsese, a nie Lorene Scafaria, to byłby deszcz nagród :)
Ogólnie film przedstawia dosyć nieciekawą historię striptizerek/prostytutek (bo Destiny chyba ostatecznie zrobiła lodzika za 30$), które doiły naćpanych klientów, wydawały kasę jak gangsterzy, potem miały zdziwko, że kasa się kiedyś kończy, a potem znowu doiły - no fascynujące. Scenarzystka wmawia nam, że to co robi ekipa dziewczyn, to jakieś Himalaje oszustwa i trzepały na tym miliony, ale mi się coś liczby nie zgadzają i nie wiem skąd ta kasa na nowe fury i penthouse miałaby się wziąć, no ale to raczej szczegół. W każdym razie nakręcone to w miarę w porządku, ale jakby bez wyczucia, ja tam wyczułem spore ilości pozerstwa reżyserki marzącej o byciu Scorsese albo McKayem w spódnicy, cóż, ode mnie Scafaria otrzymuje nagrodę najbardziej bezsensownego użycia Chopina w kinie :P
Warto obejrzeć tylko dla początkowego tańca Jeninfer Lopez: szacunek za takie ruchy i ciało po pięćdziesiątce ;)
5/10

Odpowiedz
Mi to od początku wyglądało na film, z którego ogląda się tylko kompilację wiadomych scen. :)

Odpowiedz
Inna kwestia, że podejście do nagości w filmie jest wybitnie irytujące, czyli, że mamy opowieść o striptizerkach, ale oczywiście główne bohaterki (pomimo wielu scen z ich tańcami) nie pokazują ani sutka, rozbierają się tylko statystki w tle. Jak dla mnie albo kręcisz PG-13 bajeczkę i nie pokazujesz nic, albo idziesz na całość i zatrudniasz do głównych ról aktorki, które nie mają problemu z pokazaniem cycusia.

Odpowiedz
No wiesz, w Magic Mike'u Channing i Mefju też nie latali z pindolami na wierzchu. :)

Odpowiedz
ale cycki pokazali :)

Odpowiedz
No wiem - to niestety standard w Holly, że jak zatrudniasz gwiazdę w roli, która wymagałaby sporej ilości nagości, to robisz autocenzurę. Przykładów jest mnóstwo, chociaż na szybko to żaden mi nie przychodzi do głowy :P
Oczywiście są też chlubne wyjątki.

Odpowiedz
Guns Akimbo - czyli Potter ze spluwami. Main hero to przegryw-koder harujący w korpo zajmującym się produkcją gier na telefony, a w wolnym czasie kręci gównoburze w sieci. Jedna z takich trollerskich zabaw kończy się źle, bo Potter wkurzył nieodpowiedni ludzi. W rezultacie banda zwyroli zajmująca się nielegalnymi walkami na śmierć i życie wbija mu do mieszkania, daje w pysk, montuje spluwy do dłoni i daje zadanie: "zabij naszego największego zabijakę, albo zginiesz". Matko, jakie to jest głupiutkie, prostackie i... zajebiste. 8/10 co najmniej. To znaczy, nie da się patrzeć na ten film inaczej, niż jak na tępą rozrywkę z często padaczkowym montażem, przesadzoną przemocą i humorem bardzo niskich lotów, ale mam to gdzieś. Sprawdza się. Działa. I brzmi bardzo fajnie!


Odpowiedz
Raven.second ma absolutną rację. "Guns Akimbo" to ultrazajebisty, totalnie odjechany i rewelacyjnie nakręcony film. Daniel Radcliffe tak dobiera sobie role, że ja wysiadam. Gość jest świetny. Samara Weaving... nie poznałem jej. Jako najlepsza zabójczyni na rynku wypada znakomicie. Chciałem się zrelaksować i jestem zachwycony. Nie wiem co za świr to nakręcił, ale czekam na jego kolejne dzieła. Gorąco polecam tę audiowizualną karuzelę. 8.5/10!
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
One Cut of the Dead (2017) - japońska komedia grozy. Ekipa filmowa kręci horror o zombiakach w opuszczonym zakładzie na peryferiach. Nagle pojawiają się prawdziwe żywe trupy, które atakują nieszczęśników.
Takie jest wprowadzenie do fabuły i tylko tyle wypada z niej zdradzić. I choć zwrot akcji jest dość oczywisty, to jego realizacja budzi głęboki podziw. To jeden z najzabawniejszych i najbardziej pomysłowych horrorów komediowych, jakie widziałem. Przy tym to zaskakująco ciepły i nastrajający pozytywnie film, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ilość dekapitacji i tryskającej posoki.
Ostrzegam tylko, pierwsze pół godziny może być dosyć męczące. Ale warto poczekać, zwłaszcza, że tu nic nie jest przypadkowe i podwaliny pod cudne dowcipy są kładzione często z dużym wyprzedzeniem. Trzeci akt to już czysta radość. Szczerze i gorąco polecam.
POM!
9/10

Odpowiedz
Hellboy: Złota Armia - Łaaa... koncepty wizualne postaci są kurde w dechę i były to jeszcze czasy, gdy korzystano z scenografii i animatronicznych kostiumów zamiast mocapu. Reszta to tak średnia. MacFarlane brzmi jak parodia, którą normalnie robiłby dla Family Guya i film robi się niebezpiecznie bardziej luzacki w stosunku do jedynki (choć jeszcze to nie poziom śmieszkowania w MCU). Całkiem dobrze się to oglądało, choć jedynka bardziej mi się podobała.
7/10

Odpowiedz
(17-03-2020, 21:50)Paszczak napisał(a): One Cut of the Dead (2017) - japońska komedia grozy. Ekipa filmowa kręci horror o zombiakach w opuszczonym zakładzie na peryferiach. Nagle pojawiają się prawdziwe żywe trupy, które atakują nieszczęśników.
Takie jest wprowadzenie do fabuły i tylko tyle wypada z niej zdradzić. I choć zwrot akcji jest dość oczywisty, to jego realizacja budzi głęboki podziw. To jeden z najzabawniejszych i najbardziej pomysłowych horrorów komediowych, jakie widziałem. Przy tym to zaskakująco ciepły i nastrajający pozytywnie film, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ilość dekapitacji i tryskającej posoki.
Ostrzegam tylko, pierwsze pół godziny może być dosyć męczące. Ale warto poczekać, zwłaszcza, że tu nic nie jest przypadkowe i podwaliny pod cudne dowcipy są kładzione często z dużym wyprzedzeniem. Trzeci akt to już czysta radość. Szczerze i gorąco polecam.
POM!
9/10
Tak, tez bardzo polecam, ale nie polecam zwiastuna. Zwrot może jest oczywisty, ale warto o nim nie wiedzieć IMO. I rzeczywiscie, pierwsze pol godziny warto "przemeczyc sie" bo to totalnie intecjonalne. Ja je ogladalem przewijajac, ale jak zobaczylem o co chodzi to do niego wrocilem. Super słodki film, a zakończenie mnie wzruszyło. :)

Odpowiedz
It's about family and that is what is so powerful about it.

Odpowiedz
Danger Close: The Battle of Long Tan - filmy o wojnie w Wietnamnie to moja słabość i jestem w stanie im wybaczyć wiele rzeczy ;) Może dlatego ten film oglądało mi się bardzo dobrze. Nie ma tutaj może fajerwerków, reżyserowi brakuje też trochę stylu w visualach (ile tu było potencjału!), fabuła wpada czasem w naiwne klisze na zasadzie "chce juz wrocic do domu, ale najpierw dostanę kulkę" lub "przed decydującą bitwą pokażę widzom przeżółkłe zdjęcie z moją rodziną", ale generalnie jako całość jest to dzieło kompetentne. Czuć na odległość, że na realizacji tej fabuły bardzo mocno zależało Australijczykom, dla których bitwa pod Long Tan jest czymś ważnym i chcą tym samym oddac hołd poległym w walce. Tempo jest znakomite, bez ogródek wprowadza widza w machinę wojenną i życie w obozie. Pierwsze 20 minut to klasyczne zapoznanie się z bohaterami, a potem mamy już tylko i wyłącznie do czynienia z 90-minutową sekwencją sieki 11 Plutonu z Wietnamczykami na plantacji kauczuku, która trwała kilka godzin. W ekipie kilka mniej znanych twarzy - niezawodny ale zawsze solidny Richard Roxburg, Luke Bracey i Travis Fimmel, do którego zdecydowanie należy ostatni akt.

Z drobnych minusów - niby jest R'ka, ale Wallace w "We Were Soldiers" zrobił to 10x lepiej z tą samą kategorią ;)

6,5/10 - zdecydowanie udany seans w czasach zarazy ;)

[Obrazek: danger-close-the-battle-of-long-tan-5df6cdd765295.jpg]
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Ptak o kryształowym upierzeniu - Nazwisko Dario Argento kojarzyłem z jakimiś exploitation, a gatunek giallo to przywodził mi na myśl jakieś szroty omawiane przez Cinema Snoba. A dostałem thrillerowy odpowiednik najlepszych spaghetti westernów z wciągająca fabułą, wysmakowanym artyzmem i naprawdę zaskakującym plot twistem.

10/10 

Odpowiedz
Szkoła melanżu - komedia z ambicjami o dwóch kujonkach, które postanawiają się w końcu rozerwać. Trochę śmiechu, parę społecznych (postępowych!) komentarzy, fajny przekrój szkolnej wspólnoty, świetni bohaterowie i takież aktorstwo. Zaskakująco ciepły. I to ciepło robi na mnie największe wrażenie, bo naprawdę rzadko zdarza mi się obejrzeć szkolną historię, w której ostatecznie nie pojawia się żaden irytujący dupek i wszyscy okazują się dla siebie mili. Pozytywne! 8/10

Cóż za piękny dzień - nie mam pojęcia na ile film odzwierciedla prawdę i wizerunek żyjącego pierwowzoru, czyli prowadzącego program dla dzieci, który był świetnym słuchaczem i samym tym słuchaniem potrafił zmieniać egzystencję ludzi na lepsze. Ale razem z głównym bohaterem od początku byłem cyniczny w stosunku do Rogersa. Vogelowi w końcu przeszło, mnie nie i nadal brzmi to dla mnie jak coś pomiędzy bajką a couchingiem. Nie wierzę, że ten gość był tak doskonały. I nie dość, że zbyt to piękne, żebym mógł w to uwierzyć, to dramat głównego bohatera zdaje się zbyt typowy. Ale doceniam, że to nie schematyczna biografia i Hanks zagrał świetnie. 6/10

Mroczne wody - jeżeli chodzi o konstrukcję fabuły, to typowa historia batalii maluczkich z wielką firmą trującą środowisko i przygnębiający obraz walki Dawida z Goliatem, który ponad przeciętność wynoszą stylowa reżyseria Todda Haynesa i aktorstwo - Ruffalo jest świetny, ale polecam zwrócić uwagę na Billa Campa robiącego furorę swoim akcentem. Abstrahując od kwestii filmowych, historia sama w sobie jest warta poznania. 8/10

Togo - przygodówka od Disneya i odbrązowienie mitu o bohaterskim psie Balto. Na Dafoe zawsze miło popatrzeć, ale film jest ckliwy i dość chaotycznie skonstruowany - skaczemy pomiędzy biegiem po lekarstwo, a przeszłością tytułowego psa i w moim odczuciu skutkuje to dość rwaną narracją. Poza tym, mam wrażenie, że większość filmu kręcona była na zielonym tle, więc alaskańskie widoczki zamiast zachwycać pięknem surowej natury (a głównie na to liczyłem), brzydzą cyfrowym, skąpanym w ciemnościach, brudnym śniegiem i lodem. No i ja mam zawsze problem z filmami o zwierzętach - zwierzęta są spoko i bardzo je lubię, ale taka narracja, uczłowieczająca zachowania zwierząt zawsze mnie razi i nie widzę tu wiele prócz fałszu i jakieś idealizacji. Ale rozumiem chęć tej idealizacji, więc niech będzie 5/10

Oświadczyny po irlandzku - kocham Amy Adams, więc wierzyłem, że nawet jeżeli film będzie nędzny, to ona uratuje seans. Nie uratowała, lecz irytowała. Ja tutaj nie czuję żadnej chemii pomiędzy bohaterami. A skoro chemii brak, to raczej trudno mi uwierzyć w tak szybko rodzące się uczucie i to, co dzieje się na końcu. I w ogóle, w cały film. 4/10

Jeszcze dłuższe zaręczyny - nawet nie chce mi się sprawdzać czy maczał w tym palce Apatow, ale to jest właśnie taki film. Trochę głupich żartów, sporo obyczajowej, niegłupiej historii o problemach w związku. 7/10

40 lat minęło - to już na bank nakręcił Apatow i to chyba jego najlepszy film. Ciepły, mądry (mimo paru obrzydliwości), z sympatycznymi bohaterami (od razu polubiłem całą rodzinkę i do końca im kibicowałem) i masą odwołań do popkultury i Lostów, których uwielbiam :D 9/10

Niewidzialny człowiek - miejscami - zwłaszcza w ostatnich trzydziestu minutach - zbytnio skręca w efekciarstwo, ale przez większość czasu robi wrażenie powoli budowanym klimatem niepokoju (w tej powolności czuć szlachetność) i wizją babki wpadającej w paranoję. Moss wpatrująca się ze strachem w pustkę to złoto. No i scena stanowiąca punkt zwrotny w całej historii zrobiła na mnie ogromne wrażenie - dawno nic mnie tak nie zszokowało. 8/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,149 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,840 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,238 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,745 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,389 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,365 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,234 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
5 gości