Stały bywalec
Liczba postów: 18,462
Liczba wątków: 148
Bloodshot
Film spóźniony spokojnie o 12 lat. Powinien powstać w erze przed MCU, najlepiej kilka lat po drugim Spider-Manie, to może mogliby go wypromować na hajpie Doktora Octaviusa.
Po raz kolejny przekonuję się, że zerowe oczekiwania względem jakiegoś tytułu zdecydowanie ułatwiają seans. Minął on zaskakująco bezboleśnie i niektóre sekwencje nawet przyjemne dla oka (szczególnie akcja w tunelu). Czasami efekty specjalne niedomagają i widać trochę animowane postacie, ale to i tak poziom wyżej niż to co mieliśmy chociażby "Gemini Manie". Fabuła raczej pretekstowa, nic w niej zaskakującego, bo - nazwijmy to - niezby wyszukany twist, zostaje po jakichś 20, może 30 minutach wyjaśniony. Główny zły bez większej charyzmy i podobnie, jak w "Kapitan Marvel" nie czuć ani przez chwilę zagrożenia dla tytułowego bohatera (czy "Bloodshot" to pseudonim? Bo w filmie nie pada ani razu to słowo). Vin Diesel jak to Vin Diesel - gra to co zwykle, dokładnie tego samego bohatera. Trochę poburczy, trochę postrzela, komuś innemu da w ryja, i tyle.
W ogóle w tym filmie jest prawdziwy relikt filmowej przeszłości, coś co kojarzy mi się z kinem lat 90. i początkiem XXI wieku - otóż pojedynek hakerów i naciskanie klawiszy. Emocji co nie miara.
Oczekiwania zerowe, więc nie ma mowy o rozczarowaniu. Bezbolesne patrzydło ze wszystkimi wadami tego typu kina akcji, które pasowałoby bardziej od lat 2000-2010. Ocenę obniżam za fatalnego czarnego hakera, który w zamierzeniu miał być comic reliefem a był irytującym kolesiem, którego nie dało się słuchać. Żarty suche niczym Atakama.
4/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
25-03-2020, 21:24
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-03-2020, 21:25 przez Pelivaron.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Hook - Jeden z tych filmów, które tłukłem za dzieciaka na nagranym z Polsatu VHS-ie. W trakcie retrospekcji Petera pojawia się kilka fuckupów i parę efektów się zestarzało, ale film się trzyma na wszystkich poziomach. Idealny film familijny, dzieci będą się bawić, a dorośli też mają coś dla siebie. Dustin Hoffman to jest kapitan Hak.
9/10
Wielka draka w chińskiej dzielnicy - fabuła to idealny materiał na jakiegoś beat-em upa na arcade'a z lat 90. W sumie komediowy dopiero się robi w finale, gdy Wang robi te fikuśne fikołki. No i jeszcze te przesadzone kosze na głowach przydupasów Lo Pana mogą świadczyć o przynależności do tego gatunku. Ale tak, to wszystko tu działa i niech nikt tego nie waży remake'ować.
9/10
Gattaca - spodziewałem bardziej czegoś depresyjnego i w klimatach 1984 roku, a okazało się, że klimatem i przesłaniem to przypomniała mi bardziej te historyjki z cyklu mały z wielkim sercem chce udowodnić dużym, że może więcej czy też baśnie, gdzie pracowity underdog zostaje wynagrodzony. Zaskoczyło mnie, kim się okazał ten policjant ścigający Vincenta. Piękny film.
10/10
Ostatni cesarz - najbardziej mi się podobała część pierwsza, gdy rzecz działa jak Puyi żył w Zakazanym Mieście. Kostiumy, budowle, klimat cywilizacji chińskiej i jej zderzenia z postępowym Zachodem. Potem było nieco nudniej i odhaczało biopicowe tropy.
7-8/10
28-03-2020, 17:46
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
Bloodshot - Męczący jak na film akcji. Ładne obrazki ale montaż i dialogi położyły całość. Bo fabularnie to o dziwo nie jest aż takie złe. Ale bohaterowie, teksty... dramat.
Jeszcze ten Vin, który jak zwykle gra to samo, idzie jak taran (nanomaszyny nie są wsparciem, tylko w ogóle zastępują jakiekolwiek odruchy niby świetnego żołnierza), zero zagrożenia... Niby 90s ale mam ochotę na Szklaną Pułapkę gdzie Bruce jest sponiewierany i doczołguję się do finału.
Chwilami (bieganina gdzie ten od oczu jest na motorku) zalatuje Blomkampem. Niektóre scenki z nanomaszynkami śliczne no ale... Meh.
28-03-2020, 23:38
Miami Vice
Liczba postów: 8,050
Liczba wątków: 43
Chyba to dzieło sztuki dieselowej ma własny temat. ;)
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
28-03-2020, 23:40
Stały bywalec
Liczba postów: 13,232
Liczba wątków: 77
Wonder - absolutnie przypadkowy seans i do tego nawet udany ;) To taki feel-good movie z kategorią PG i całym dobrodziejstwem inwentarza oraz nawiązaniami do popkultury (w większości - Star Wars), a sednem jest historia chłopca ze zdeformowaną twarzą, który po latach nauki w domu zostaje wysłany przez rodziców do szkoły. Tam spotyka się z całym wachlarzem zachowań - od wyśmiewania i wykluczenia po przyjaźń i akceptację. Jacob Tremblay w roli głównej (i pod świetną charakteryzacją) jest tutaj bardzo dobry, ale o doskonałość ociera się jednak Julia Roberts w roli matki. Dziwię się, że nie dostała wówczas nominacji do Oskara. Nie jest to "intensywna" rola, ale Roberts gra tutaj z niesamowitym wyczuciem i w zależności od sceny pokazuje kawał talentu dramatycznego. A sam film? Ot sympatyczny zwyklak dla całej rodziny, któremu brakuje jednak większego pazura w fabule. Całość jedzie na autopilocie, nie ma w tym większych konfliktów czy zwrotów akcji. Notabene - film zgarnął ponad 120 baniek w amerykańskim box office. Ludzie chyba czasem potrzebują czegoś tak skrajnie niezobowiązującego.
7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
28-03-2020, 23:43
Stały bywalec
Liczba postów: 18,462
Liczba wątków: 148
The Way Back
Totalnie moje kino, które nawet mankamentów potrafi mnie zaangażować i wzbudzić spore emocje. Dramaty sportowe z osadzonymi w tym wszystkim rodzinnymi tragediami to jest to. I nawet jak jest to mocno schematyczne, niekiedy wręcz cukierkowe to ja jeste pochłonięty w całości. Bardzo często daje się nabrać na ten emocjonalny szantaż i jest mi z tym dobrze, bo tak właśnie powinno działać kino. Na każdego działa coś innego.
Gavin O'Connor, czyli koleś od genialnego Wojownika ma świetne oko do sekwencji sportowych. Ponownie to pokazuje - jest dynamicznie, emocjonująco i realistycznie. Do tego Affleck - wg mnie jego najlepsza kreacja aktorska w jakiej go widziałem. Świetny i naturalny, szczególnie w momentach trudnych, gdzie musiał pokazać dużo emocji.
Nie każdy doceni tak, jak ja pewnie bo nie każdy takie kino preferuje. Dla mnie 8/10 ;)
Escape from Pretoria
Tutaj sytuacja wręcz odwrotna. To znaczy temat niby podniosły - apartheid i historia białych walczących o prawa czarnych w RPA, którzy zostają złapani i skazani na więzienie. W sumie apartheid to tylko tło, równie dobrze film mógłby rozgrywać się gdzie indziej, w innych realiach historycznych.
Od pierwszego dnia przybywają do więzienia z myślą u ucieczce. . Wszystko oparte na faktach, ale sama historia ucieczki bardzo nieciekawa - w zasadzie polega to na tym, że przez większość filmu postać grana przez Radcliffe'a tworzy rzeczy potrzebne do ucieczki. Sam finał całkiem trzymający w napięciu, ale jest to raptem góra 10 minut.
Lubię filmy, których akcja rozgrywa się w więzieniu, ale ten jakiś taki nijaki - 5/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
29-03-2020, 21:24
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
The Way Back
@Pelivaron,
w zasadzie mogę zacytować cały Twój post i mam z głowy jakiś wstęp, bo mam identycznie.
Gavin O'Connor kupił mnie dwoma dramatami sportowymi. Pierwszy to bardzo udany "Miracle", a drugi to jeden z filmów, których z zachwytu nie umiem określić słowami, czyli "Warrior". Oba miały mnóstwo punktów stycznych. Opowiadały historię facetów, którym trochę spraw gdzieś w życiu nie potoczyło się, tak jakby chcieli, ale twardo idą swoją drogą. Wbrew światu. "Miracle" to jednak w znacznej mierze rzeczywiście film sportowy. To o sport w nim chodzi. Główny bohater jest w tym wszystkim bardzo istotny, ale na pierwszy plan wysuwa się jednak niezwykła historia olimpijskiej drużyny hokejowej, które dokonała tytułowego cudu. "Warrior" to już inny kaliber. Znacznie, znacznie, znacznie większy. To film o ciężarze przeszłości, o bólu wywołanym przez najbliższych, a dosłownie, to o dorosłych dzieciach alkoholików. O ich traumach, wątpliwościach i o nieustannym mierzeniu się z tym, co przeżyli. MMA, które jest bardzo istotnym wątkiem tego filmu, jest tutaj środkiem do celu. Patentem na zgłębienie tematu. Nadal jednak to bardzo dobry film sportowy. Połączenie doskonałe. W "The Way Back" O'Connor zbliża się zdecydowanie bardziej do "Warriora", niż do "Miracle". Chociaż i tego drugiego trochę tu jest.
Historia łączy tutaj ponownie sport i nałóg. Sport jest inny, bo to koszykówka. Alkohol pozostał niezmienny, ale ujęty z innej perspektywy, bo tym razem nałogowcem jest sam główny bohater i jego własne zmagania z nałogiem są głównym tematem. O'Connor rozumie problem doskonale. Alkohol nie wychodzi nigdy na pierwszy plan. Historia opowiada o człowieku, który z alkoholem - koniec końców - w miarę normalnie funkcjonuje. Taką samą rolę pełni nałóg w filmie. Gdzieś jest w tle. Czasami znika na długo, czasami ujawnia się tak, że nie sposób go przeoczyć. To sprytne i sugestywne. W pewnym momencie tego "drugiego głównego bohatera" nie ma na ekranie już tak długo, że można zapomnieć o czym ten film w zasadzie jest. Doceniam takie poprowadzenie historii, bo dobrze obrazuje ono mechanikę działania tego nałogu. Świetnie ukazane są też wszystkie konsekwencje picia. Zarówno te społeczne, jak i psychiczne. Pojawiają się tutaj zarówno krzywe pijackie dość spektakularne akcje, jak i drobne dziwactwa, a w zasadzie zaburzenia bohatera. Najbardziej dosadnym jest wykształcona w stopniu niesamowitym zdolność alkoholika do kłamania bez mrugnięcia okiem. Jednak wiele niuansów również oddano tutaj bardzo dobrze. Zwłaszcza wrażenie pod tym względem robi na mnie scena na samym początku, gdy bohater Afflecka nocą musi przemyśleć, czy chce podjąć się trenowania drużyny. Widać, że O'Connor zna problem alkoholowy dobrze.
Koszykówka, czyli ten bardziej widoczny, ale jednak mniej istotny bohater, jest tutaj tłem. I to tłem zarysowanym koniec końców średnio. Sport zespołowy nie jest tak wdzięcznym filmowo tematem jak dyscypliny indywidualne, choćby z powodu liczebności uczestników. Na tym "The Way Back" się lekko wykłada. Ok, wiem. To nie chłopaki z drużyny koszykarskiej mieli być bohaterami tej historii. I nie musieli. Niestety twórcy podeszli do tego niepewnie. Zawsze gdzieś krytycznie patrzę na sytuację, w której dochodzi do zatrzymania się w połowie drogi. Tutaj tak było. Nie zrobiono z drużyny wyłącznie tła. Pojawiły się tu próby zbudowania dwóch postaci z koszykarskiej ekipy. Jednak w praktyce każda z nich dostaje dosłownie po jednej scenie. To za mało, żeby mówić o jakimkolwiek portrecie, a za dużo, żebym mógł ocenić całą konstrukcję filmu, jako spójną. Do plusów jednak dopiszę realizację samych meczów. Są to tylko migawki, ale podaje zgrabnie, spoko zmontowane i podane z niezłą dramaturgią.
Wspomniałem o spójności, a w zasadzie o konstrukcji. I to jest mój największy problem z tym filmem. O ile sam wątek alkoholowej choroby jest, moim zdaniem, rozegrany bardzo dobrze. Tak nie do końca kupiłem całą tę koszykarską część. Chłopaki z drużyny w zasadzie nie wpływają na głównego bohatera. Jego walka z nałogiem odbywa się praktycznie w całości na zupełnie innym polu, które rysowane jest poprzez całkiem niezłą ekspozycję, wygraną na subtelnych sygnałach. Subtelnych do czasu, bo to właśnie z tego wątku nadchodzi najmocniejsze uderzenie. Koniec końców więc, nie wiem po co ta koszykówka tu była. Tym bardziej, że cały jej wątek poprowadzony jest okrutnie skrótowo. Bohater Afflecka rzuca gdzieś na początku dwa frazesy i w zasadzie tym załatwia całą robotę. Nie tak to się robi. O'Connor tym razem nie złapał wszystkich tematów odpowiednio. Może zabrakło jakiejś głębszej więzi między nimi? Może tej dosłowności z "Warriora"? Tutaj bym wskazywał na miejsce, gdzie cała konstrukcja filmu się rozpada. Niekonsekwentne pod tym kątem jest nawet ostatnie ujęcie, które w zestawieniu z historią głównego bohatera nie ma za bardzo sensu.
Doceniam natomiast i to doceniam ogromnie, Bena Afflecka. Musiał go ten film kosztować bardzo dużo. Kręcił go w trakcie odwyku alkoholowego. Można powiedzieć, że w zasadzie igrał z ogniem. Czytałem, że zdarzyło mu się nawet przeżyć w trakcie nagrania załamanie nerwowe, które jest zarejestrowane i trafiło do filmu. Szanuję to, że podjął taką próbę. Poza tym aktorsko spisał się fantastycznie. Może wręcz najlepiej w karierze.
Lubię ten film. Mogę go wręcz określić, jako taki dość lekki, pozytywny. Mimo poruszania ciężkich i bardzo ciężkich tematów. Jest cukierkowo, na szczęście bez przesładzania. Zabrakło spójności, pewnego pogłębienia, a przede wszystkim patentu na lepsze pogodzenie kilku płaszczyzn. "The Way Back" nie gra w tej samej lidze, co "Warrior", jak chodzi o kino psychologiczne. Nie jest to też tak mocno emocjonujący film sportowy, co "Miracle". Jednak nadal to spoko film i istotny głos. Mimo, że nie jakiś szczególnie wyraźny.
7/10, ale takie z wielką sympatią
.
01-04-2020, 23:29
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-04-2020, 00:02 przez srebrnik.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Dla mnie 6/10. Niby fajnie mi się oglądało, ale cały czas miałem wrażenie, że takich filmów widziałem już kilka, a ten niczym szczególnym się na tym tle nie wyróżniał. No i cały ten wątek osobistej tragedii głównego bohatera wydawał mi się zbyt ogranym zagraniem. "Warrior" pamiętam do dziś, ta relacja dwóch braci była czymś świeżym, a o "Way back" już prawie zapomniałem, chociaż seans sprawił mi przyjemność.
01-04-2020, 23:42
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Pewnie gdyby nie ogólna słabość do tematyki (każdej w sumie podjętej), to też bym się zatrzymał ten punkt niżej. Niby jestem trochę zawiedziony. Jednak pierwszy akt i ta scena podejmowania decyzji były tak udane, że niech ma.
.
01-04-2020, 23:47
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
Dzięki Crov :) usunięte dla porządku.
02-04-2020, 15:03
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Pewnego razu na Dzikim Zachodzie - nie będę ukrywał, w jednym momencie to przysypiałem, choć to raczej spowodowane było jakimś zmęczeniem. A także początek na stacji kolejowej wydawał mi się za długi. Ale ogólnie ten film wymiata.
99,9/10
Ucieczka gangstera - przyznaję się, że to mój pierwszy Peckinpah. Przyziemny i dość brudny obraz lat 70., dobry McQueen, fabuła też dobra. A swoją weterynarz to najtragiczniejsza postać w całym filmie. Jakiś zakapior o zakazanym ryju na twoich oczach zarywa do twej żony, a ta idzie w nim ślinę i nie ukrywa, że woli jego od ciebie ;(. Finał jest dość brutalny i świetnie zmontowany.
9/10
Equilibrium - miks Roku 1984 i Fahrenheita 451 podlany matriksową estetyką. W rękach mniej sprawnego reżysera wyszedłby zakalec, ale tu wszystko współgra. Jedna z najlepszych ról Bale'a.
10/10
Moby Dick (ten z Gregorym Peckiem) - ma ponad 60 lat, a swoim rozmachem realizacyjnym wymiata i wciąż dobrze wygląda. Zaskoczyło ile mało było ujęć ewidentnie kręconych na ówczesnym bluescreenie. Jedynie średnio pasował mi Peck jako Ahab - wyobrażałem tę postać jako znacznie starszą i bardziej posępną. Ale jednocześnie nadrabia aktorsko.
10/10
Od zmierzchu do świtu - rajuśku. Nie znam takiego filmu, którego obie połowy były tak odmienne. Pierwsza połowa to najbardziej przyziemna historia jak dwóch oprychów porywa rodzinkę, by ich odwiozła do Meksyku, by tam nagle BAH! zmienić się w jakiś horror o wampirach z azteckiej świątyni. Choć nie powiem, dobrze się to ogląda, zmysł wizualny Rodrigueza jest widoczny, efekty specjalne też są na wysokim poziomie.
eee...ciężko mi to ocenić?/10
02-04-2020, 15:39
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-04-2020, 15:41 przez OGPUEE.)
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Cytat:W rękach mniej sprawnego reżysera wyszedłby zakalec, ale tu wszystko współgra.
No Kurt Wimmer wybitny reżyser :D IMO to wlasnie rezyseria w Equilibrium trąci myszką, ja ten film zreszta glownie kojarze jako wypalany na płytkach i przekazywany w podstawówce "jak sie fajnie szczelajo"
Po latach powtórka była niesamowicie rozczarowujaca - brzydkie to, głupie, z dziurami i błędami logicznymi i przerysowane do takiego stopnia, że ciężko traktować poważnie.
02-04-2020, 17:23
.
Liczba postów: 27,494
Liczba wątków: 60
To samo u mnie: toż to Matrix wannabe z toporną reżyserią i pozowaniem na poważną, mroczną historię, a w gruncie rzeczy to taki młodzieżowy, sci-fi.
02-04-2020, 19:05
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Oj nie lubię tego filmu. Kojarzy mi się z taką młodzieńczą fascynacją, która bazowała wyłącznie na tym, że tam niby jest jakaś głębia. A raczej "głębia". Nagle wszyscy puszyli się, że lubią toporną strzelankę, ale tak naprawdę cenię go za jakieś PRZESŁANIE. Dużo złych emocji mam z tym filmem związanych :-D
.
02-04-2020, 19:10
Red Crow
Liczba postów: 12,665
Liczba wątków: 50
Ten film powinien wraz ze "Świętymi z Bostonu" stworzyć jakiś klub ultra-pozerskich, przeciętnych filmów dla dorastajacej młodzieży, które z jakiegoś powodu cieszą się ogromną estymą wśród wielu ludzi.
02-04-2020, 20:20
Miami Vice
Liczba postów: 8,050
Liczba wątków: 43
Equilibrium jest marne ale od Świętych z Bostonu proszę się odpierdolić. Za samego Dafoe ma mega plus. :)
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
02-04-2020, 20:35
Red Crow
Liczba postów: 12,665
Liczba wątków: 50
Dafoe przebrany za babe to gwozdz do trumny tego gówna, a nie mega plus. :)
02-04-2020, 20:42
Miami Vice
Liczba postów: 8,050
Liczba wątków: 43
Kicham ci w twarz. :)
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
02-04-2020, 20:43
Stały bywalec
Liczba postów: 18,462
Liczba wątków: 148
(02-04-2020, 20:20)nawrocki napisał(a): Ten film powinien wraz ze "Świętymi z Bostonu" stworzyć jakiś klub ultra-pozerskich, przeciętnych filmów dla dorastajacej młodzieży, które z jakiegoś powodu cieszą się ogromną estymą wśród wielu ludzi.
A "Efekt motyla"? :P
___
The Hunt
Nie tego się spodziewałem. Liczyłem na poważniejsze podejście do tematu, a dostałem w sumie coś bliższego pastiszowi. Chciałem mocne battle royale, a tutaj sporo humoru, który nie do końca mnie bawił. Betty Gilpin w roli głównej też średnio mnie przekonuje.
Popieram robienie sobie jaj z lewackich elit, pokazywanie ich jako głupków i tak dalej, i tak dalej, to całość jako film i jego koncept nie do końca mi się podoba.
Rozczarowałem się, ale dam 4/10 za kilka pomysłowych mordów.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
02-04-2020, 22:29
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Nie ma tematu na forum? Coś mi się kojarzy ze duzo sie rozmawiało przy premierze.
03-04-2020, 00:40
|