03-04-2020, 08:53
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Szukałem przez "Szukaj" i nic mi nie wyskakiwało. Może gdzieś jest zagrzebany temat.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
Cytat:The Hunt Heh. Na odwrót u mnie :P Spodziewałem się jakichś pierdosmutów w stylu Hunger Games, a dostałem całkiem zabawną, nieco głupawą satyrę internetowego dyskursu, z kilkoma fajnymi zgonami i ekonomicznym czasem trwania. Betty Gilpin świetnie wypadła :) 7/10, ale raczej nie wrócę do tego prędko. 03-04-2020, 09:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2020, 09:11 przez Grievous.) Dr. Strangelove napisał(a):Szukałem przez "Szukaj" i nic mi nie wyskakiwało. Może gdzieś jest zagrzebany temat. Jakoś słabo szukałeś, ale to pewnie przez angielski tytuł. Co najsmieszniejsze, gdy zwracalem Ci uwage to pomylilem film z Predestination, ale oba mają tematy. Przenioslem Twoj post juz do tego o Transcendence :) 03-04-2020, 11:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2020, 11:25 przez Snuffer.)
Dzięki
Zawsze mam dylemat moralny czy coś takiego pisać :D Z jednej strony warto podziękować za włożony trud, z drugiej to bezsensowny, zaśmiecający wpis.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
03-04-2020, 13:03
HAHAH, a ja zawsze czy pisać takie updejty jak ten wyżej - także ja też dziekuje za podziekowania i milego weekendu od razu mogę nawet życzyć.
03-04-2020, 13:04
Plan gry (The Scheme) - Polecam oglądać bez czytania o co chodzi, ja znalazłem tytuł na HBO GO, coś o przekrętach w koszykówce, pomyślałem, że obejrzę, co mi szkodzi. Zaczyna się niepozornie, taka tam biznesowa historia czarnego agenta wyławiającego przyszłe gwiazdy NBA, ale od momentu, gdy okazuje się, że jego inwestorzy to tak naprawdę oglądałem z otwartymi ustami i nie mogłem doczekać się każdej kolejnej sceny i kolejnego wątku. Narracja pędzi jak u Scorsese, napięcie sięga zenitu gdy jest już blisko aresztowania, nie pamiętam kiedy tak bardzo kibicowałem bohaterowi oglądanemu na ekranie jak Christianowi, a to przecież tylko dokument z gadającymi głowami, nagrania telefoniczne, trochę archiwalnych materiałów i kilka zaaranżowanych ujęć - wspaniała montażowa robota.
Genialna historia o tym jak młody, ambitny, ale trochę naiwny chłopak, który nie zrobił nic złego może zostać wrobiony przez państwo i pójść siedzieć. Czy Scorsese (skojarzenia miałem z nim cały czas, to IDEALNA historia dla niego, Fincher też by pasował) już zakupił prawa do tej historii i kompletuje obsadę? Znakomitość, ode mnie mocne 9/10 bez pełnej dychy, bo trochę niepotrzebnie obudowuje się tą zajebistą historię portretem samego Dawkinsa, do tego sprawa jest tak świeża, że możnaby poczekać na wynik apelacji zamiast się tak spieszyć, no ale może doczekam aż za kilka lat ktoś zrobi z tego fabułę albo jeszcze jeszcze lepiej mini serię. Dałbym się pokroić, żeby zobaczyć bardziej rozbudowaną rolę Jeffa D'Angelo w tej historii w wykonaniu pierwszoligowego aktora. 05-04-2020, 22:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-04-2020, 22:22 przez simek.)
Maratończyk - po seansie myślę: OK, kolejny dobry klasyk już odhaczony. Ale zostawał mi w myśli i zachęcał do powtarzania niektórych scen na jutubie. Babe to chyba ostateczny underdog. Niewinny, uroczo naiwny, niczym nie wyróżniający się everyman, który miał pecha spotkać na drodze wszechmocnego nazistowskiego skurwiela i kibicuje mu się, by z nim wygrał. Olivier stworzył świetnego antagonistę. Finałowa scena w kanałach pełna napięcia. Jedna z obowiązkowych pozycji dla każdego, kto mianuje się kinomanem.
10/10 Grease - ten film to High School Musical tamtej epoki. Ten sam lukier i kicz, podobna naiwna fabuła (nowa uczennica w szkole, do której uczęszcza jej sympatia z wakacji), przesadzone postacie, głupkowate numery muzyczne, w tym jeden wykonywany w samotności prze protagonistkę śpiewającą o swych uczuciach. Z tą różnicą, że HMS bardziej mi się podobał i miał dużo mniej irytujących (i stereotypowych) bohaterów. 4/10 08-04-2020, 18:13
Co do "Grease" to przyznam, że za malolata to kochałem ten film. Wiadomo - piosenki i klimaty lat 50. robily swoje. xD Powiem, że z wiekiem to faktycznie zacząłem dostrzegć tą naiwną fabułkę i marne przesłanie:
Ale sentymencik i tak pozostał. Trzymam go na półce, choćby na wypadek stanu depresyjnego ;) 08-04-2020, 20:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-04-2020, 12:54 przez Kryst_007.)
Burn - wow, co za fajne połączenie thrillera i czarnej, trochę porytej komedii! Cieszyłem się jak prosię, bo lubię akcje które rozgrywają się w jednej lokacji, a tutaj mamy do czynienia z instant-klasykiem - stacją benzynową gdzieś na amerykańskiej autostradzie. Historia jest prosta (2 dziewczyny pracujące na nocnej zmianie trafiają na gościa, który wisi kasę jakiemuś gangowi - co może pójść źle?), ale to co powoduje, że jest świeża i zaskakująca to sposób w jaki reżyser traktuje bohaterów. Nie chcę spojlerować, bo sam obejrzałem to bez żadnej wiedzy czy zwiastuna, ale napiszę tylko że główna aktorka radzi sobie kapitalnie i jest jednym z najlepszych, nieoczywistych freaków na ekranie jakie ostatnio widziałem ;) Najlepsza scena to oczywiście
Chciałbym zobaczyć minę całego środowiska #metoo po obejrzeniu tego fragmentu ;) Wszystko gra i buczy przez pierwszą godzinę bo gdy fabuła przechodzi do ostatniego aktu, to całość trochę się rozłazi i nie umie znaleźć odpowiedniego punktu zaczepienia dla obu stron konfliktu. No i finał sam jest zrobiony mocno na odwal. Poza tym - dobre, całkiem oryginalne i świetnie zagrane. 7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
09-04-2020, 10:11
Izzy Gets the F*ck Across Town - Lubię filmy indie, serio. Problem jednak w nich jest taki, że większość z nich nie ma za chuja sensu. Fabuła najczęściej to miks jakichś losowych i nieinteresujących, pseudo filozoficznych zdarzeń. No i tak jest też tutaj. W sumie to ciekawi mnie czy scenarzysta takiego filmu brandzluje się nad swoim dziełem. Patrzy sobie tak na te swoje refleksje przemycone do filmu i co, serio myśli, że to dobrze wyjdzie? Wracając do tego tytułu, obejrzałem go tylko dla Mackenzie Davis i ją dostałem i jestem zadowolony. Przez cały film była super, a to, że wokół działy się jakieś dziwne rzeczy no to już wina reżysera i scenarzysty (może i jedna ta sama osoba, nie interere). Do tego film jest ładnie nakręcony, i ma ładne piosenki (a zwłaszcza jedną graną przez Mackenzie i postać siostry, najlepsza scena). 4.5/10, włączyłem, zobaczyłem, a po tygodniu będzie - zapomniałem.
09-04-2020, 13:08
Little Women - Jak każdy porządnie zrobiony film kostiumowy ogląda się to przyjemnie, ale jak się tak po seansie porządniej zastanowić, to mnóstwo rzeczy tutaj nie zagrało, więc film średniawka. Nieporadnie uwspółcześniona i spłycona adaptacja, za dużo lukru, za dużo hollywoodzkiego schematu, chybione wybory obsadowe - taka Florence Pugh to kapitana aktorka i świetnie sprawdza się w późniejszej linii czasowej, ale jako swoja 7 lat młodsza wersja to jest po prostu nieporozumienie. O Meryl Streep po raz setny muszę napisać to samo - totalnie zmanierowa, kiepska rola. Jestem na nie 5/10
Bardzo dobrą recenzję popełnił Michał Oleszczyk w swoim podcaście: https://open.spotify.com/episode/5NF2x7lcVGxdObjiEa5O4e zgadzam się z każdym krytycznym słowem. Aż nabrałem ochoty na zobaczenie wersji z 1994, podobno o wiele lepszej. 13-04-2020, 01:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-04-2020, 01:14 przez simek.)
Ja wspominam wersję z 1994 o wiele lepiej, po pierwsze, stara wersja jest trochę krótsza, ale nie ciągnie się jak flaki z olejem jak ta nowa, po drugie wygląda bardziej realistycznie jak na tamte czasy kinematografii, po trzecie aktorki grają lepiej, nie wiem stare czasy, mało kasy, bardziej się starały, w nowej wersji lekkie wyjebongo. Ogólnie nowa wersja, zrobiona na siłę, pod nagrody, i nie przyczepiałbym się do gry Florence, bo dla mnie to jest właśnie najmocniejszy punkt filmu (może młodsza wersja wkurza, ale zagrała to bardzo fajnie), ale całościowo to jest kiła mocna, człowiek szybko gubi wątki, bo mamy bardzo wiele niespójności i dziur w scenariuszu, z pewnością poprzez nagromadzenie postaci i wątków w filmie, reżyserka się pogubiła.
Ocena też jakoś 4-5/10. Kapitan - polecam, brutalny, mocny i film do którego chętnie wrócę za jakiś czas. Krótko, niemiecki żołnierz, dezerter, znajduję cały ekwipunek wraz z mundurem kapitana Wehrmachtu i tak zaczyna się jego "kariera". Film wyróżnia przede wszystkim gra aktorska i fabuła oparta na faktach. 13-04-2020, 03:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-04-2020, 03:56 przez MOLQ.)
Ja nie mam nic do gry Pugh, bo ona robi co może w młodszej wersji, ale swojego zbyt dojrzałego wyglądu nie przeskoczy.
Swoją drogą tym seansem właściwie domknąłem oglądanie tegorocznych kandydatów do Oscarów i tym bardziej śmieszne wydają się te głosy krytyki, że znowu sami faceci reżyserzy, gdzie kobiety! Na pytania któreż to kobiety powinny dostać nominację najczęściej pojawiała się właśnie Gerwig. Po obejrzeniu filmu mogę tylko zapytać gdzie Rzym gdzie Krym? Piątka nominowanych panów to o poziom wyżej pod względem reżyserii, w Małych kobietkach nie ma ani pół ciekawej sceny do zapamiętania. Greta i tak dostała już swoją, zasłużoną, nominację za Lady Bird, film o niebo lepszy od Kobietek, więc niech nie narzeka. 13-04-2020, 07:03 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-04-2020, 08:38 przez simek.)
Ja też jakoś jestem daleki od zachwytów nad "Kobietkami". No fajnie, że Gerwig po skromnym debiucie zawiesza sobie poprzeczkę dwa razy wyżej, podobnie jak inni utytułowani reżyserzy młodego pokolenia (chociażby Eggers czy Chazelle), ale w jej przypadku to nie jest jak dla mnie poprzeczka do końca osiągnięta.
Nie wiem co tu jest dla mnie największym problemem. Czy to lekki przesyt sacharyny, czy to nieprzekonywujący akcent feministyczny, czy po prostu to, że postaci były mi mocno obojętne - choć przy tym ostatnim to ten aspekt nie zadziałał u mnie także w wersji z 1994, więc to może po prostu mój problem ogólny z tą historią. Jedyną postacią z całej tej gromady, która mnie jakoś tu zainteresowała to Amy, ale w końcu to Florence Pugh, a ona już ma to w sobie, że bezczelnie kradnie uwagę widza całej reszczie ;) Z obsadzaniem jej także w 12-letniej wersji to podejrzewam, że miał być chyba eksperyment ala Ferdydurke, choć sam nie potrafię stwierdzić czy w pełni udany. Z zachwytami nad aktorstwem bym nie przesadzał, bo robotę za całą resztę robią głównie Ronan i wspomniana Pugh. Chalamet próbuje jeszcze szyć swoją postać grubymi nićmi, ale reszta jak dla mnie mocno nijaka. Od Streep jeszcze gorsza jest moim zdaniem Watson z tym swoim jak zwykle kiepsko zakamuflowanym brytyjskim akcentem. Z większych plusów to zdecydowanie urocza muzyka Desplata i ogólnie zachowanie ducha tamtej Ameryki, nawet pomimo tej zbyt dużej ilości cukru w cukrze. Po prostu sympatyczne niedzielne kino i żadna rewelacja, która z miejsca lepiej powinna zostać zauważona przez Akademię. Słusznie, że Gerwig nie dostała tej nominacji reżyserskiej - po prostu tej piątce Panów bardziej się one należały, a i wśród kobiet znalazłybym takie, które bardziej na nią zaslużyły (chociazby Sciamma). Urocza istota się wydaje z Grety, podobało mi się całkiem jej "Lady Bird", ale przyznam że wolę ją zdecydowanie po drugiej stronie kamery (dla mmie zawsze Frances Ha <3) i mam nadzieję, że na nią wróci czym prędzej. Ode mnie 6/10. 13-04-2020, 11:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-04-2020, 11:25 przez Kryst_007.)
Arszenik i stare koronki - nie wiem czemu, ale zawsze wydawało mi się, że to jest zwykły kryminał z odrobiną humoru, a nie czarna komedia absurdu. W każdym razie tym fajniej się oglądało czekając na coś, co wcale się nie wydarzyło, gdy wydarzyło się mnóstwo innych rzeczy :) Bardzo to przyjemne, nakręcone z klasą i smakiem, ale jednak widać upływ czasu, sporą dozę archaizmu i teatralności, a ja niezbyt to toleruję w starych filmach, zwłaszcza, że nie jest to element absolutnie obowiązkowy w tamtych czasach, bo są filmy, które ogląda się właściwie jak współczesne. W każdym razie dzięki tej umowności Capra tworzy intrygujące sytuacje, na nich opiera się film i zaangażowanie widza, który aż chce krzyczeć do bohaterów, żeby na przykład obejrzeli się za siebie, albo posłuchali co mówi inna postać, co rozwiązałoby wszystkie problemy, ale równocześnie mnie ta teatralność irytuje, bo bez niej nie byłoby filmu - ta fabuła nie ma prawa wydarzyć się w prawdziwym świecie, a współczesna próba ekranizacji tekstu Kesselringa nie miałaby szans się udać, właśnie ze względu na zbyt dużą archaiczność, umowność.
Jasne, że można powiedzieć, że taki był zamysł Capry, takie były czasy, tak się wtedy kręciło - ok, rozumiem, ale wcale jako współczesny widz nie muszę tego akceptować. Pomimo tych narzekań uważam film za bardzo fajny, miło spędzone dwie godzinki. Dam 7/10 16-04-2020, 11:40 Cytat:Jasne, że można powiedzieć, że taki był zamysł Capry, takie były czasy, tak się wtedy kręciło - ok, rozumiem, ale wcale jako współczesny widz nie muszę tego akceptować. Pomimo tych narzekań uważam film za bardzo fajny, miło spędzone dwie godzinki.Zawsze uważam, że takie podejście zabiera radość z oglądania starych filmów :D. Ja do filmu z dowolnej dekady staram się podejść jak widz wtedy i docenić możliwości twórców jakie mieli w czasach gdy tworzyli dany obraz 16-04-2020, 12:37
Ale jak sobie wkręcasz taki filtr? Jak wchodzisz w skórę widza z tamtych czasów? Archaizm to archaizm. Jeśli zwraca uwagę a przy tym, przede wszystkim, psuje wrażenie to można pomyśleć "ok, tak to się wtedy robiło", ale mi zawsze trudno to "odzobaczyć". Jasne, można ocenę korygować, ale nie widzę powodu, żeby to robić na siłę.
Zawsze bardzo doceniam sytuację odwrotną, czyli brak takiej archaiczności tam, gdzie teoretycznie można by się tego spodziewać. Szczególnie w warstwie technicznej. Do dziś pamiętam jak montażem i "nowoczesną" inscenizacją zaimponował mi na przykład Wilder w Garsonierze. Podobnie mam na przykład z filmami Kursoawy. Ale w tę stronę też nie widzę sensu, żeby podbijać ocenę "bo twórca wyprzedzał swoje czasy". Co nie znaczy oczywiście, że archaiczność jest zawsze wadą. 16-04-2020, 12:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-04-2020, 13:07 przez PropJoe.)
Jeśli ogląda się jeszcze kino nieme, to trzeba na siłę włączyć jakiś filtr z dodatkową tolerancją na stare czasy, bez tego nie wiem jak można przeżywać prawdziwe emocje podczas seansu, a nie tylko docenić klasyka. Ale od wprowadzenia dźwięku już zdarzają się filmy, którym wiek ani trochę nie szkodzi. Ja losem postaci i rozwojem sytuacji w Arszeniku się przejmowałem pomimo archaiczności, więc nie było tak źle, bo są takie filmy, że w ogóle mam w dupie to co się dzieje na ekranie, a skupiam się tylko na technikaliach.
Garsoniera to 1960 r., więc film miał prawo wyglądać już w miarę nowocześnie, a najlepszy przykład to oczywiście Obywatel Kane, 3 lata przez Arszenikiem, a dla mnie wygląda tak, że w niezmienionej formie mógłby wejść obecnie na ekrany i powinien zostać doceniony. 16-04-2020, 13:58 (16-04-2020, 12:50)PropJoe napisał(a): Ale jak sobie wkręcasz taki filtr? Jak wchodzisz w skórę widza z tamtych czasów? Archaizm to archaizm. Jeśli zwraca uwagę a przy tym, przede wszystkim, psuje wrażenie to można pomyśleć "ok, tak to się wtedy robiło", ale mi zawsze trudno to "odzobaczyć". Jasne, można ocenę korygować, ale nie widzę powodu, żeby to robić na siłę.Jak to sie dzieje? Nie wiem - może to z miłości do kina jako takiego - zawsze, nawet do największych szrotów podchodzę z sercem na dłoni. Najgorsze są dla mnie korpo badziewia pokroju ostatnich star warsów, ale nawet w nich udało mi się dostrzec tę heroiczną próbę spięcia wątków. W przypadku starych filmów zazwyczaj staram się pomyśleć o tym jakie film mógł zrobić wrażenie pośród pozostałych produkcji. Znowu - przykład pierwszych Star Warsów i to jaki był to krok milowy. To samo mam z pierwszymi Bondami - przecież to narodziny blockbustera. Przed Dr. No podobny gatunek raczej nie istniał. W każdym filmie znajdzie się wartościowa scena czy rozwiązanie. PS. W ostatnim szrocie Stevena Seagala pt. "Attrition" znajduje się absolutnie wyjątkowa scena tortur i ćwiartowania człowieka. Coś czego spodziewałbym się po A-klasowcu ;) 16-04-2020, 15:30
Widziałem Arszenik wielokrotnie i nigdy nie przeszkadzała mi jego teatralna umowność - w końcu akcja dzieje się w jednym miejscu, a całość jest od początku przerysowaną farsą z mnóstwem fajnych odniesień kulturowych,. Naprawdę nie wiem co tu może przeszkadzać. Jak niby miałyby się te postaci zachowywać w "realnym" świecie? Zwłaszcza, że nie masz tu tylko naleciałości scenicznych, ale też danej epoki w ogóle, więc wiadomo, że pewne zachowania czy reakcje nie są "dzisiejsze". Na tym tle jedynie sam finał wydawać się może przesadzony, ale to przecież taki trochę dom wariatów już wtedy, więc trudno uznać to za poważną wadę. Naprawdę nie wiem jak można temu wspaniałemu tytułowi zarzucać takie rzeczy i stawiać mu tak niską ocenę.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 16-04-2020, 16:10 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 243,240 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,921 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,257 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,452 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,752 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,426 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 722,950 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,305 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 326 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |

Spoiler





