Uzurpator
Liczba postów: 1,489
Liczba wątków: 7
Quest for Fire (1983) - 40 lat od premiery, film sie nadal broni. swietnia historia, bardzo poruszająca, trafnie zreszta sugerująca, że mamy w sobie cząstkę DNA Neandertali (dowiedziono tego dopiero w 2006). Oskar za charakteryzacje jak najbardziej zaslużony. parę scen bardzo brutalnych, no i mamy chyba najfajniejsze sceny seksu w dziejach kina. Ciężko mi się do czegokolwiek przyczepić, jeszcze niedawno ktoś mógłby postękać w sprawie nieścisłości prehistorycznych, ale najnowsze odkrycia (odkrycie nowych gatunków ludzkich -denisowan i homo floerensis; fakt, ze neandertalczycy byli zdolni wytwarzac liny i z mniej "odległych" czasów - Gobekli Tepe itd.) wskazuję, ze w sumie gówno wiemy o naszej prehistorii, a wydarzenia w filmie jak najardziej mogły mieć miejsce. jak to możliwe, ze przez 40 lat nie eksploatowano tego tematu w kinie? czemu dostaliśmy tylko marne 10.000BC? 10/10
jeśli kogós również takie klimaty rajcują ostatnio wyszedł fajny dokument First Man.
czas nadrobic filmografie Annauda, jutro wskoczy dawno niewidziany Niedzwiadek.
Saturday Night Fever (1976) -
- You know, Connie, if you're as good in bed as you are on the dance floor, I'll bet you're one lousy fuck.
- Then how come they always send me flowers the next morning?
-'Cause most guys don't know a lousy fuck when they've had one. Or I dunno. Maybe they thought you was dead.
eeeeeeeeeeeee, czemu ja to dopiero teraz obejrzałem? pewnie dlatego, ze zawsze wydawało mi sie ze Gorączka to typowa musicalowa popierdołka w stylu Greese, ale z piosenkami BeeGeesów. nic bardziej mylnego. to pełnoprawna drama ze świetnymi scenami dyskotekowymi, pruciem się z tyłu samochodu i wąchaniem koksu. do tego świetne, żywe dialogi, zero klisz, fajne cycki, fabuła zmierzająca w dziwne rejony, świetne wątki poboczne (brat Tommiego rezygnujący z kapłaństwa) no i . życiówka Travolty.
soundtrack wymiata:
01-05-2020, 17:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-05-2020, 22:30 przez Bartholomew.)
.
Liczba postów: 27,499
Liczba wątków: 60
Uważam że mega popularna muzyka aż zrobiła krzywdę Gorączce sobotniej nocy, bo teraz mnóstwo osób uważa że to tylko jakaś musicalowa popierdółka, a jak dla mnie film jest wybitny.
Co do Walki o ogień, to również uwielbiam: naprawdę jeden z niewielu filmów w historii kina o którym można bez cienia przesady powiedzieć że jest jedyny w swoim rodzaju. Annaud to w ogóle bardzo ciekawy reżyser, pomimo dosyć skromnego dorobku zalicza się do grona moich ulubionych. Swoją drogą wciąż nie widziałem jego najnowszego filmu (z 2015) Wolf totem, może już czas?
01-05-2020, 17:59
Stały bywalec
Liczba postów: 12,420
Liczba wątków: 29
(01-05-2020, 17:36)Bartholomew napisał(a): czas nadrobic filmografie Annouda, jutro wskoczy dawno niewidziany Niedzwiadek.
Ja z Annauda z kolei niedawno zaliczyłem Siedem lat w Tybecie. Spodziewałem się większej ilości scen interakcji głównego bohatera z Dalajlamą i że to będzie główny wątek. Ale nie powiem, film się naprawdę dobrze prezentuje. Ma niesamowite tybetańskie widoki, znakomitego Pitta, ciekawą fabułą, po której nie czuć oscar-baitowania. . 10/10
Śniadanie u Tiffany'ego - powieść czytałem wieki temu i dopiero teraz obejrzałem ekranizację. I od razu powiem - łyżką dziegciu był Mickey Rooney w roli Yunioshiego. Raz, że taka przerysowana postać pasuje tu jak pięść do nosa, a dwa jest tu ewidentny yellowface (może by te żarty przeszły, gdyby grał jakiś Azjata, bo zawsze można założyć że dany aktor wiedział na co się pisze), zwłaszcza, że w filmie przewija się prawdziwa Azjatka i mniejszości etniczne (m.in. w scenach w parku czy Sing Sing). Szczególnie, że film jest mało komediowy i bliżej mu do obyczajówki. Kurde, to bardzo dobry film - Audrey jest przeurocza, Peppard jest dobry, czuć tu chemię i wariactwo, emocje (scena odjeżdżania Doca). Polecam serdecznie! 9/10
Marnie - bardziej spodziewałem się dreszczowca, a jest to bardziej dramat z odrobiną romansu. Bohater Connery'ego wydawał mi się nieco dominującym creepem, ale scenariusz daje mu kilka scen do rehabilitacji. Człowieka też ciekawi, co może być przyczyną PTSD głównej bohaterki i zgrabnie Hitchcockowi udało pokazać jego źródło. 8/10
Wyprawa w przeszłość - po latach powtórzyłem sobie pierwszy film fabularny Karela Zemana. Racji trochę miał Zbigniew Pitera, mówiąc, że fabuła nie istnieje i służy do szkolnych pogadanek bohaterów. I nie ma się co oszukiwać, ale film jest tylko pretekstem do pokazania oszałamiających efektów specjalnych. I jak to potraktuje się jako czechosłowackie Wędrówki z dinozaurami, to spełnia swoją rolę (mimo, że parę rzeczy w świetle obecnych badań zdeaktualizowało się :)). I też widać przedsmak późniejszego stylu Zemana. I w sumie kiedyś to było - młodociani chłopcy niczym Ash w Pokemonach bez żadnej opieki dorosłego odbywają długą podróż po nieznanym. Dzisiaj to by wezwano opiekę społeczną ;). 7/10
01-05-2020, 18:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-05-2020, 18:11 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 1,490
Liczba wątków: 0
(01-05-2020, 17:36)Bartholomew napisał(a): Quest for Fire (1983)
Z napisami, czy bez? :)
(01-05-2020, 17:36)Bartholomew napisał(a): no i mamy chyba najfajniejsze sceny seksu w dziejach kina.
Za mlodu mocno pobudzala wyobraznie, tak samo zreszta jak scena seksu w Imieniu Rozy. Zreszta nie powiem, seks caveman-style, bez zbednego pierdololo zwanego gra wstepna ma swoj urok jak malo co :)
(01-05-2020, 17:59)simek napisał(a): Uważam że mega popularna muzyka aż zrobiła krzywdę Gorączce sobotniej nocy, bo teraz mnóstwo osób uważa że to tylko jakaś musicalowa popierdółka, a jak dla mnie film jest wybitny.
Dokladnie o tym samym pomyslalem po pierwszym seansie. Wiecej, sam bylem wczesniej przekonany, ze to jakis w miekki musical dla fanow disco, no i sie z lekka zdziwiliem.
(01-05-2020, 17:59)simek napisał(a): Annaud to w ogóle bardzo ciekawy reżyser, pomimo dosyć skromnego dorobku zalicza się do grona moich ulubionych.
Jak sobie o tym teraz pomysle to podobnie, przy czym mam kilka jego filmow do nadrobienia. Musialo mnie to ominac i do dzis nie wiedzialem, ze to jego film, ale jak juz kiedys pisalem, takie Enemy at the Gates wole duzo bardziej od Szeregowca. Nie wiem, moze to przez kimat Wschodniego frontu i ten syf Stalingradu, a moze sama historia zawsze mnie bardziej wciagala, do tego nie jest tak ckliwy jak film Spielberga.
01-05-2020, 19:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-05-2020, 19:02 przez Wyatt Earp.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,241
Liczba wątków: 77
Only the brave - piękny film. Pięknie prezentuje żywioł jakim jest ogień, pięknie daje się rozwijać swoim bohaterom poprzez układanie sobie życia prywatnego oraz wykonywanie ciężkiego kawałka chleba jakim jest fucha strażaka. Do tego czuć w powietrzu klasyczny etos twardzieli z wąsami, którzy między jednym i drugim gaszeniem pożaru piją piwko, robią pompki, podrywają dziewczyny i ćwiczą swój fach. To nie jest zwykły film na faktach, gdzie przez 60 minut otrzymujemy odtworzony przebieg zdarzeń z jakimś monumentalnym finałem. Tutaj kulminacyjna akcja to praktycznie "zwyklak" jeśli chodzi o zestawienie z innymi pożarami, ukazanymi wcześniej. Ale to, jak w tym czasie poznałem bohaterów i z jakimi problemami się zmagali powodowało, że oglądałem to na krawędzi fotela. A scena w szkole tylko to podkreśliła. Kapitalna robota Kosinskiego, świetna rola Tellera i Brolina, a na drugim planie rządzą Kitsch i Badge Dale. Powtórka po 2 latach z jeszcze większym kopem emocjonalnym. Kto by się spodziewał ;)
9/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
01-05-2020, 20:02
Captain Skullet
Liczba postów: 20,256
Liczba wątków: 128
Cytat:seks caveman-style, bez zbednego pierdololo zwanego gra wstepna ma swoj urok jak malo co :)
So true :D
Cytat:tak samo zreszta jak scena seksu w Imieniu Rozy
IGZAKLI
01-05-2020, 20:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-05-2020, 20:38 przez Gieferg.)
Dużo pisze
Liczba postów: 739
Liczba wątków: 3
The Half of It (2020) - Fajna, ciepła oraz inteligentnie zaprezentowana historia z gatunku coming-of-age. Oczywiście Netflix, jak to Netflix ostatnio, młodzi bohaterowie w jego produkcjach nie bywają zbyt często heteroseksualni:) ale tak jak w przypadku np. drugiego sezonu Sex Education było to niemal nieoglądalne, tutaj kompletnie nie razi. W dodatku to osobista historia scenarzystki i reżyserki w jednym, co nadaje jej tylko autentyczności. Świetnie pokazana rodząca się miłość, przyjaźń między nastolatkami oraz odkrywanie siebie, wychodzenie z własnej strefy komfortu. W dodatku akcja umieszczona w typowym, amerykańskim, małym mieście "in the middle of nowhere", co u mnie zawsze ma dodatkowego plusa. Bardzo fajny soundtrack oraz kapitalne intro filmu - już dawno pierwsze sekundy nie nastroiły mnie tak pozytywnie na seans, jak w tym wypadku. Z minusów to aktorka, grająca główną rolę. Moim zdaniem słaby mają w Netflixie casting odnośnie azjatyckich, młodych aktorek. Kolejna, która wydaje się być antypatyczna i grająca z jedną miną srającego kota. Trochę ciężko było mi jej w pełni kibicować. Ale poza tym 7/10
Alexxis Lemire - Boże, co za słodkość <3
02-05-2020, 11:00
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,860
Liczba wątków: 11
Dwunastu (2007)
Rosyjska wariacja na temat „Dwunastu gniewnych ludzi”. Niektóre aspekty są żywcem przeniesione z oryginału, niektóre rzeczy są zupełnie nowe, np dodanie całej historii chłopca, plus nakierowanie na prawdziwych sprawców.
Aktorstwo jest… rosyjskie, czyli typowa gestykulacja, dialogi i zachowania. Co nie jest wcale minusem: w filmie jest mnóstwo rosyjskiego sosu z dodatkami kaukaskimi (oskarżony jest Czeczenem). Film jest o wiele mniej klaustrofobiczny niż oryginał bo dzieje się w dużej hali gimnastycznej. Narracyjnie są dłużyzny (ponad 2.5 godziny, potrzebny tutaj dobry montażysta), reżyseria też o wiele gorsza niż u Lumeta.
Plusem jest dodatkowy dylemat z jakim muszą się zmierzyć ławnicy na końcu. Minusem jest taniość i dosłowność niektórych emocjonalnych rozwiązań.
Chwilami się dłużył, więc 6/10. Do oryginału nic nigdy nie będzie mieć startu.
Wstręt (1965), reż Roman Polański
Powtórka po wielu latach.
Ten film musiał być niezłym szokiem w 1965 roku i pokazuje że gdyby Polański nie opuścił kraju (po Nożu w wodzie), całkiem możliwe, że jego kunszt mógł się poważnie zmarnować. Klimat powolnego popadania w obłęd, przy bardzo oszczędnych środkach. Znakomita reżyseria Polańskiego (te ujęcia zza ramienia), powolna narracja, praktycznie zero akcji, rewelacyjna Deneuve (która chyba wygląda tutaj i gra najlepiej karierze), no i wątki molestowania i pedofilii podane w bardzo subtelny sposób. Znakomite sceny wydumanego gwałtu przy tykaniu tylko zegara.
"Wstręt" jest na pewno wybitnym filmem, detalicznie, drobiazgowo wyreżyserowanym z tym nie do powtórzenia klaustrofobicznym nastrojem. Należy do tej wąskiej kategorii filmów które się nie starzeją, dlatego budzi podziw po latach. W zestawieniu do dzisiejszej chaotycznej narracji świeci jak klejnot w koronie.
Znakomity film, 9/10.
Nóż w wodzie (1961), reż Roman Polański
Również powtórka po latach za którą Polański była atakowany za niby propaganowanie „zachodnich wartości” w socjalistycznej ojczyźnie.
Znowu praktycznie zero akcji, powolna narracja, i stopniowo budujące się napięcie między ustawionym już samcem alfa i młodym kogucikiem. Plus Mazury w swojej krasie.
Jak zawsze, rewelacyjny Leon Niemczyk (gdyby był Amerykaninem, to Hollywood miałby u stóp), dobry Malanowski i nawet rzekomo drewniana Ubecka zagrała wg mnie dobrze. Rewelacyjna muzyka Komedy, i temat który się nie starzeje. Ten film się nie zestarzał, zwłaszcza tematycznie. Dobre zakończenie.
Niezły debiut, że tak powiem i jedyny polski film w karierze Polańskiego.
8/10.
02-05-2020, 12:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2020, 13:38 przez Doppelganger.)
Uzurpator
Liczba postów: 1,489
Liczba wątków: 7
(01-05-2020, 19:02)Wyatt Earp napisał(a): Z napisami, czy bez? :)
z lektorem Knapika :)
(01-05-2020, 19:02)Wyatt Earp napisał(a): Za mlodu mocno pobudzala wyobraznie, tak samo zreszta jak scena seksu w Imieniu Rozy. Zreszta nie powiem, seks caveman-style, bez zbednego pierdololo zwanego gra wstepna ma swoj urok jak malo co :)
nie wiadomo co lepsze - hardcore doggystyle bez wazeliny przy ognisku na oczach współziomków, czy seksik pod skałkami z najbardziej romantycznym plot twistem w dziejach (nagłe przejscie do pozycji "na jeźdzca"), po tym jak rozkochała go w sobie lecząc mu własną śliną jajca po ataku kanibali :)
Tak czy inaczej jeśli ktoś chce się pobawić w domu w roleplaying, znajdzie w tym filmie sporo inspiracji.
(01-05-2020, 17:59)simek napisał(a): Annaud to w ogóle bardzo ciekawy reżyser, pomimo dosyć skromnego dorobku zalicza się do grona moich ulubionych. Swoją drogą wciąż nie widziałem jego najnowszego filmu (z 2015) Wolf totem, może już czas?
jak najszybciej nadrabiaj, świetny.
i ja mam trochę do nadrobienia: Dwaj bracia, Czarne i białe w kolorze (Oscar za najlepszy film nieanglojęzyczny), Kochanek, Minorr czy Czarne Złoto z Banderasem, to z tych najbardziej rekomendowanych pozycji. jak teraz te filmy namierzyc w czasach wygasłych torrentów? :)
02-05-2020, 14:21
Stały bywalec
Liczba postów: 12,420
Liczba wątków: 29
Waterloo - pierwsza połowa dość ospała i nie powiem jest nudnawo. Ożywia się, gdy żołnierze zaczynają ze sobą walczyć. Sceny batalii robią ogromne wrażenie - rozmach, statyści, brak wspomagania się technologią, wszystko namacalne. Końcowa scena podsumowująca bezsens wojny piękna. Przy okazji - obejrzałem to z polskim dubbingiem z '72 roku. Kilka fuckupów się zdarzy, np. jak aktor co krzyczał, że zabijanie nie ma sensu, to jego polski odpowiednik mówił zbyt spokojnym tonem i niektóre głosy nie pasują. Jednak jest generalnie dobry i czuć tu profesjonalizm w przeciwieństwie do obecnych dubbingów, podobało mi szeptanie podczas voice-overów. Bartosik świetnie wypadł w roli Napoleona, z Glińskim miałem problem, ale dobrze zagrał. 9/10
Desperado - chyba najlepszy film Rodrigueza. Bardzo dobry prolog, gdzie nie pokazuje się twarzy Mariachiego, a po chwili wjeżdża pamiętna piosenka w wykonania Banderasa (BTW w dzieciństwie oglądając na Polsacie wydawało mi się, że morderca sympatii Mariachiego i Bucho to ta sama osoba). Wystylizowany dość mocno i można odnieść wrażenie, że Rodriguez mentalnie był nastolatkiem, który ma fazę "akcja! edgy! broń!". Dobrym dowodem jest Danny Trejo, którego postać jest tu tylko po to, by fajnie wyglądać. Strzelanina w barze Cheecha Marina strasznie przypomina mi serię Madness. Choć dobrze, że Mariachi nie jest Garym Stue i mimo bycia badassem, potrafi okazać zmęczenie i ból z ran. Sporo klimatu robi tu przedstawiona kultura latynoska. 8/10
Pewnego razu w Meksyku: Desperado 2 - myślałem, że film jest starszy. Anyway, sequel nie powinien powstać, bo jedynka ładnie się zamykała historię Mariachiego. A tu nagle, Mariachi ma zatarg z jakimś generałem, który zabił Carolinę na początku filmu. Fabuła w jedynce była dość prosta, a tu jest tu wszystko zbyt skomplikowane. W dodatku dójka jest jakoś brzydsza i niektóre sceny mają jakość kręconych przez wujka Dzidka wesel. Sceny akcji z jedynki, choć przegięte były jeszcze w miarę stonowane - tu dostajemy niekiedy akcje rodem z kreskówek czy coś co pasuje na późnego Jacka Sparrowa. Poza tym Enrique Iglesias jako wymiatacz-rewolwerowiec? Beaner please. 4/10
03-05-2020, 00:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2020, 00:28 przez OGPUEE.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,256
Liczba wątków: 128
Wikipedia napisał(a):It was the first big budget film to be shot in high definition digital video.
Dwójka ma chamski cyfrowy look i jest jednym z najbardziej zbytecznych sequeli ever. Przy drugim podejściu podeszła mi nieco bardziej ale to co zrobili z Caroliną sprawia, że wolę o niej nie pamiętać, szczególnie, że Desperado ma satysfakcjonujące zakończenie.
03-05-2020, 11:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2020, 11:29 przez Gieferg.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,241
Liczba wątków: 77
Code 8 - heist movie połączony z s-f, o którym było głośno 3 lata temu ze względu na rekordową zbiórkę fanów na Indiegogo, aby zrealizować ten film w oparciu o wydanego wcześniej kilkuminutowego shorta. Efekt jest w sumie taki, jakiego można się było spodziewać. Poza dość standardową realizacją i kilkoma efektownymi scenami (na które pewnie poszła największa część mikrobudżetu) to taki 90-minutowy akcyjniak o serialowym feelingu. Aktorstwo jest tutaj drewniane, a scenariusz składa się z przewałkowanych klisz (czasem zbędnych, rozcieńczających fabułę), sama historia już nawet tak mocno inspiruje się X-menami, że zabrakło w niej tylko jakiegoś odpowiednika profesora X. Obejrzeć można bez żadnych oczekiwań czy zobowiązań, ot taki przykład filmu zrobionego na zamówienie fanów, którzy wpłacali datki. Na drugi planie plącze się Han z Fast&Furious.
4/10
21 Bridges - środek nocy, dwójka oprychów napada na lokal w którym ma być przechowywane 30 kg kokainy. W trakcie akcji nie wszystko idzie zgodnie z planem, a na domiar złego kokainy jest nie 30 a 300 kg (w skrócie - nie idzie tego ukraść bez pozostawienia śladów). Po krótkiej rzezi, w której ginie 8 policjantów zaczyna się obława, skutkująca zamknięciem Manhattanu. Dowodzenie nad śledztwem przejmuje Andre Davis, detektyw który w Nowym Jorku ma renomę "zabójcy glinobójców". Na złapanie morderców ma zaledwie kilka godzin.
Premise tego film, włącznie ze sceną otwierającą i strzelaniną kazał oczekiwać czegoś turbodobrego w kategorii sensacji. Tym bardziej szkoda, że całość idzie po maksymalnie przewidywalnym sznurku, gdzie po 40 minutach można w zasadzie zgadywać kolejne sceny i niewiele się pomylić. Obsada całkiem spoko jak na taki obraz - J.K. Simmons, Chadwick Boseman (który zrywa metkę Czarnej Pantery), Taylor Kitsch i wyglądająca jak lojalna klientka programu 500+ Sienna Miller (tu akurat wypadła bardzo słabo).
5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
03-05-2020, 12:25
Stały bywalec
Liczba postów: 4,864
Liczba wątków: 4
(25-04-2020, 23:03)nawrocki napisał(a): Pierwszy film z Europy Wschodniej, jezeli już.
Środkowej jak coś.
Enviado desde mi Mi A1 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
03-05-2020, 14:46
Stały bywalec
Liczba postów: 18,467
Liczba wątków: 148
RZECZY, KTÓRE ROBISZ W DENVER BĘDĄC MARTWYM
Od dawna byłem zainteresowany tym filmem - świetna obsada plus intrygujący tytuł oraz dostępność na HBO GO (o samej fabule nie czytałem nic).
Po seansie jestem mocno rozczarowany, ponieważ zapowiadało się na heist movie w iście coenowskich klimatach (może zostałem nieświadomie zmylony przez HBO, które w gatunku wpisało: komedia, kryminał?). No i w sumie trochę tutaj braci Coen jest, trochę Tarantino, ale wszystko jest dla mnie jakąś taką tanią podróbką. W ogóle sama fabula mi się nie klei zbytnio - były gangster uważany za jednego z najlepszych w branży dostaje wydawać by się mogło proste zadanie i potrzebuje do tego ekipy? Meh.
Nie dosyć, że z każdą kolejną minutą traciłem zainteresowanie fabułą, to jeszcze doszły do tego dwa fatalne wątki - romantyczny z Gabrielle Anwar i całkowicie zbędny z młodą prostytutką.
Na pewno na plus super obsada, gęstawy klimat i muzyka na czele z fajnie dobranymi piosenkami. Niestety fabularnie jest to dla mnie strasznie miałkie i przeromantyzowane (niektóre dialogi Garcii w scenach z Anwar to tragedia) - 5/10.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
04-05-2020, 23:20
Miami Vice
Liczba postów: 8,050
Liczba wątków: 43
Heavy Metal (1981) reż. Gerald Potterton
Chyba miałem zbyt wysokie wymagania co do tego filmu i jestem raczej rozczarowany. Liczyłem na mocno zakręcony wizualnie film z dobrą muzą i dziwacznymi historyjkami i niby są te elementy ale w zbyt lightowym stopniu. Trochę to wszystko za proste i zbyt jednorodne.
Początek z kosmiczną Corvettą i wszechmocnym złą siłą mającą pokazać dziewczynce jak bardzo jest zła był obiecujący. Pierwszy segment w stylu noir, spoko jak na początek. Jednak dalej coraz bardziej rozczarowujące. Za dużo tam fabularnej miałkości, wizualnie to wszystko zbyt jednorodne (żyłem w przekonaniu że każda historia to inna kreska) i mało hardcorowe. Druga historia (Den) która cyckami stoi ma tylko te cycki. Koleś pierwszy raz bzyka, ma zadowolić jakąś wymagającą złą królową i wizualnie tego kompletnie nie pokazano, można było te inicjacje chyba bardziej podkreślić. Podobnie historia z kosmitami porywającymi sekretarkę. Ufole ciągną koks jak odkurzacze i lecą poprzez kosmos a wizualnie mi tego odlotu nie pokazano jakoś nadzwyczajnie, w międzyczasie robot zalicza panienkę i cały motyw spływa tylko na żartobliwych allenowskich dialogach. Historia B-17 nieźle się zaczyna (połączenie obraz+muzyka) ale kończy się właściwie bez puenty. Historia tego procesu morderczego Kapitana Sternna to totalna słabizna. Jedyna jakaś bardziej zadowalająca jest ostatnia historia. Najbardziej spełnia to obietnicę mocnego połączenia obrazu z muzyką. Jest tam też taki mistyczny feel. Jednak ciągle jest to historia jakby zbyt pocięta i niedokończona.
Daję takie 6/10 bo na pewno jest to mocno klimatyczna i nietypowa animacja ale spodziewałem się więcej.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
05-05-2020, 13:09
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,860
Liczba wątków: 11
Okno na podwórze, reż Alfred Hitchcock 1954
Kolejna powtórka po latach. Pomysł przedni - facet pzykuty do łożka zaczyna podlądać sąsiadów z racji ogarniającej go nudy. I tak oto Hitchcock stworzył praktycznie coś z niczego w klimacie klaustrofobicznym zi niejednoznacznym zakończeniem.
Reżyser tak subtelnie buduje atmosferę, że nie wiadomo kiedy, a już siedzimy w tym po uszy. Podobnie też przedstawia nam sąsiadów, kilka sekundowych urywków z ich codziennego życia widzianego przez okno z naprzeciwka, a już mamy wyrobione o nich zdanie i dopowiadamy sobie całą resztę. Ten film, podobnie jak i inny z moich ulubionych (młodszy o trzy lata "Dwunastu gniewnych ludzi") zachowuje klasyczną jedność miejsca, akcji i czasu. Daje to znakomite rezultaty.
Ciekawy i zabawny jest stosunek Jeffa do Lisy: ona tylko czeka na to aby ho usidlić, on broni się rękami i nogami przed małżeństwem, mimo że Grace Kelly sztuka niezła. No ale on jest wolnym strzelcem z racji zawodu i nienawidzi nawet tego czasu który musi spędzić w łóżku.
Czy Thorwald Waszym zdaniem zabił tę zonę czy nie? To wcale nie jest oczywiste, a ostatnia scena sugeruje że Jeffowi to wszystko się mogło nawet przyśnić.
Wszyscy jesteśmy poglądaczami. 8/10
05-05-2020, 13:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2020, 17:08 przez Doppelganger.)
Red Crow
Liczba postów: 12,665
Liczba wątków: 50
Jezioro dzikich gęsi (2019)
Chiński neo-noir, autorstwa gościa, który parę lat temu zyskal rozgłos za sprawą nagrodzonego Złotym Niedzwiedziem filmu "Czarny węgiel, kruchy lód". Fabuła to archetypiczna sztampa, opowieść, jaką w kinie snuto już setki razy - ot, bohater z półświatka popełnia tragiczny w skutkach błąd, co sprowadza na niego policyjną obławę. W tle mafijne porachunki, eks-żona, femme fatale i nienarzucający się komentarz społeczny.
Co jednak wyróżnia tę historię na tle reszty to sposób opowiadania. Realizacja jest niemal perfekcyjna. Zręczny montaż i przepiękne zdjęcia uszlachetniają tę pretekstową fabułkę i dodają jej blasku. Leniwie prowadzona narracja, z gracją przesuwająca akcenty i w kilku elementach odchodząca od zwyczajowej formuły pozwala wczuć się w klimat wuhańskich slumsów, poczuć smród ciasnych uliczek i gotowanego tam żarcia. Niektóre sekwencje przywodzą na myśl chłodny styl Melville'a, kompozycje kadru zaś bywają żywcem wyjęte z klasycznego kina noir. Sceny przemocy nakręcone z wyczuciem, bez przesadnej egzaltacji i epatowania przemocą. Reżyser, kiedy tylko może, rezygnuje z dialogów i opowiada obrazem.
Główny bohater ma prostą i konkretną motywację, a scenariusz od początku odziera go ze złudzeń, finał tej historii niemal od pierwszego ujęcia ma wypisany na twarzy. Momentami załowałem, że całość nie jest jednak ciut bardziej dopieszczona pod względem intrygi, brakuje nieco lepiej dawkowanego napięcia, trudno się zaangażować. Mimo wszystko polecam, choćby dla wspaniałej strony wizualnej.
05-05-2020, 16:39
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Białe słońce pustyni (1970)
To ten słynny "ruski western", który oglądają rosyjscy astronauci przed misją. Bardzo sympatyczne kino od naszych wschodnich sąsiadów. Nie za długie, nie za rozwlekłe, z klasyczną prostą fabułką - samotny wędrowiec zostaje nagle zamieszany w transport kilkunastu żon z dala od ich "właściciela", podczas gdy rzeczony villain wraz ze swoją świtą siedzą im na ogonie. Tak, mi też skojarzenia z "Mad Max: Fury Road" nasunęły się same i nie zdziwiłoby mnie, gdyby George Miller właśnie tym dziełem się inspirował :)
Postacie są tu całkiem sympatyczne i dające się lubić - główny protagonista z łatwością kupuje sympatię widza. Urocze są te jego listy do żony, wypowiadane w formie monologów. Fajny i charyzmatyczny jest jego twardy kompan, który przez cały film chce pomścić swojego ojca. Także polubiłem postać byłego szeryfa, który niegdyś budził strach w okolicy, a teraz ukrywa się przed resztą świata i zagląda sobie do flaszki śpiewając (piękne zresztą) ballady. I zgodnie ze świętą zasadą każdego dobrego hollywoodzkiego westernu - finał naprawdę wciąga i aż się chce kibicować tym "dobrym". U Rusków to musi być żelazny klasyk dzieciństwa.
7/10
05-05-2020, 18:31
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-12-2020, 11:53 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,420
Liczba wątków: 29
Trzynasty wojownik - film promujący pozytywny wizerunek arabskiej kultury sprzed 11 września i europejskiego skomlenia do imigrantów. Nawet zabawnie się teraz jak Arab wzdryga się na brak manier barbarzyńców z północy :). Jednoczesne jeszcze były to czasy, gdy obsadzano białasa europejskiego pochodzenia w roli Araba (no dobra, Hiszpanie mają ciemniejszą karnację i byli pod mauretańskim butem), ale przynajmniej Banderas jeszcze wizualnie wyróżnia się na tle bladych wikingów.
I szkoda, że nie pokazano z bliska Tatarów, bo bym pośmiał jak Amerykanie źle wyobrażają europejskie obskurne narody ;). Miło, że z początku jest bariera językowa i Normanowie przez długi czas szprechają po skandynawsku (aż do momentu, gdy Ahmed posiada moce narratora z To Be or Not to Be Mela Brooksa).
Przez większość czasu to całkiem przyjemna przygodówka będąca jednocześnie dekonstrukcją i racjonalizacją legend. Nakręcony jest świetnie. Mgła, oświetlenie, filmowanie Wendoli. Trochę wrażenie psują słabe efekty CGI komputerowej łodzi wikingów podczas burzy.
Eka mniej pamiętna i charakterystyczna niż ta od Predatora. W sumie McTiernan ewidentnie inspirował się swym najbardziej znanym dziełem, bo sporo jest scen cichych borach, masakra w chatce wąwozu oraz tajemniczy niewidoczny wróg, któremu daleko do człowieka.
Końcówka tylko zrobiona po łebkach i finałowe starcie z Wendolami zrobione na odpierdziel (plus sądziłem, że Ahmad będzie miał jakiś większy udział w pokonaniu final bossa).
7-8/10
06-05-2020, 22:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-05-2020, 14:04 przez OGPUEE.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,256
Liczba wątków: 128
Pamiętam jak się jarałem tym filmem, a potem ledwo dotrwałem do końca i od kilkunastu lat nigdy mi nawet przez myśl nie przeszło by mu dać drugą szansę.
06-05-2020, 23:15
|