Krótka piłka, czyli mini-recenzje
No to teraz pozostaje się modlić, by jakiś poczciwy archelog natrafił na taśmę z oryginalną wersją w jakichś wykopaliskach fundamentów pozostałych po siedzibie RKO :)

Odpowiedz
(15-05-2020, 09:13)Bibliomisiek napisał(a): Można zapoznać się z książką, w zeszłym roku wyszła po polsku (co nie znaczy, że oryginalne zakończenie Wellesa jest z nią tożsame).
Zakończenie, które ostatecznie znalazło się w filmie, jest ponoć wierniejsze powieści.

Samą książkę na pewno nadrobię, dzięki za cynk o polskim przekładzie.

Odpowiedz
Rzeczywiście, ten trzeci akt jest jakiś przyśpieszony - jest choroba Isabel, wyjazd do Europy, ze dwie sceny pomiędzy, śmierć, rozmowa o finansach z ciotką, szukanie pracy i scena ostatnia (która jest słaba i bez sensu).
Był to mój pierwszy film Wellesa i spodobała mi się ta powolna narracja. A napisy końcowe bardzo, bardzo fajne, tak samo jak zmieniający się obraz Indianapolis pod wpływem rewolucji technologicznej.

To dobry, nawet bardzo dobry film. 8/10

Odpowiedz
Oto co znalazłem w temacie przeróbek i wycinek:

Cytat:From "Magnificent Obsession", Vanity Fair article by David Kamp from April 2000: "On March 11, Wise sent a 132-minute composite print (a print with picture and soundtrack synchronized) to Rio for Welles to review. This is the version that scholars and Wellesophiles consider to be the "real" Magnificent Ambersons". "Curiously enough, the first blow against this version was dealt not by RKO but by Welles himself. Before he'd even received the composite print, he impulsively ordered Wise to cut 22 minutes from the middle of the film, mostly scenes concerning George Minafer's efforts to keep his mother and Eugene apart. Wise complied, and on March 17, 1942, The Magnificent Ambersons, in this form, had its first preview screening, in the Los Angeles suburb of Pomona. Sneak previews are a notoriously unreliable gauge of a film's worth and potential for success, and RKO did The Magnificent Ambersons a particular disservice by previewing it before an audience composed mostly of escapism-hungry teenagers, who had come to see the movie at the top of the bill, The Fleet's In, a feather light wartime musical starring William Holden and Dorothy Lamour".

There are three alternate version to The Magnificent Ambersons, none exist any more:

the original version, Welles' first cut is the only one that has any type of record that exists. It was 132 minutes long. It included an extended Ball sequence. An extended sequence of Jack and George in the kitchen, a completely different ending, as well as other cuts too numerous to mention. The original last part of the movie was (in order): George and Jack at the Rail Station, George's walk home and comeuppance, Fanny at the boiler, Bronson's office, Eugene and Lucy in the garden, George in accident, Eugene hears of accident, Eugene visits Fanny in the Boarding house. The cutting continuity, which was recorded five days before the first preview, is included in the book, The Magnificent Ambersons- A Reconstruction.

The first preview audience saw the original cut for the most part. Welles ordered small cuts and one major cut prior to preview but no record of what they were exists. The movie ends the same way except the scene of Eugene and Lucy in the garden was dropped.
The second preview audience saw version that ran about 110 minutes. Twenty minutes of footage was scrapped and the ending went: George and Jack at the railroad station, Fanny's breakdown, Bronson's office, George's walk home, Eugene and Lucy in garden, George hit by car, Eugene hearing about accident, (shorter version of) Eugene visits Fanny in Boarding House.

When the previews still weren't to the studios satisfaction, the film was cut over and over, a new ending was filmed (not by Welles) and the film was finally released at its current run of 88 minutes.

Podobno tak miało wyglądać oryginalne zakończenie:


Odpowiedz
I taki finał o wiele lepiej wpisywałby się w elegijny nastrój całego filmu.

Odpowiedz
Znakomity opening:


Odpowiedz
Mnie urzekło kilka scen, ale ta to chyba mój faworyt:

Odpowiedz
Ja nie wiem, dlaczego ludzie się tak często czepiają narracji z offu. Ona ma swój urok - mnie od razu pomaga wsiąknąć w historię.
Im dłużej myślę o Ambersonach, tym bardziej dociera do mnie jak dobry to film. Nie uderza od razu, ale coś rozbrzmiewa tak od środka i powraca.

Odpowiedz
Królowa Margot - pochwalę inscenizację Francję z okresu manieryzmu i zadbanie o szczegóły, gdyż wygląda jakby był robiony w 2010 roku, a powstał w '94. I aż szok bierze, że Adjani miała prawie 40 lat, a wygląda młodziej niż w starszym o 15 lat Nosferatu. Jednocześnie w wielu momentach tempo siada i miałem wrażenie, że fabuła bardziej jest pretekstem do pokazywania scen z krwią.
7/10

Przerażacze - to kolejny nowozelandzki komediowy horror Petera Jacksona, z tą różnicą, że dostał wysoki budżet i wykonany został w USA. Film sprawdza się jako komedia. Zabawni byli Ray (scena z trawnikiem skojarzyła się mi z Powrotem do przyszłości, matka Patricii grająca hrabinę Tremaine z Kopciuszka i duch disco murzyna z genialnymi tekstami (Nie ma nic bardziej gorszego od wkurzonych czarnych, którzy nie żyją!). Z drugiej strony wielomilionowy budżet kłóci się z D-klasową fabułą. Efekty CGI okropnie się zestarzały.
7/10

Odpowiedz
Zdarzenie w Ox-Bow (1943) - dość bezkompromisowy jak na tamte lata, krótki (zaledwie 75 minut), świetnie nakręcony, konkretny i mocno pesymistyczny w wymowie western o grupie teksańskich kowbojów, którzy ruszają wymierzyć sprawiedliwość koniokradom i mordercom, czyt. powiesić ich na najbliższym drzewie, nie zawracając sobie głowy procesem.

Film świetnie ukazuje mechanizmy, prowadzące do nieuzasadnionych samosądów i lincz jako trwały element praktyki społecznej. I chociaż łatwo można by go zbagatelizować za uproszczenia i oskarżyć o bycie moralizatorską czytanką dla dorosłych, to jednak jego przesłanie jest mocne i ponadczasowe, a sama historia po prostu działa i osiąga zamierzony efekt.

Odpowiedz
Kaidan - moje drugie spotkanie z Kobayashim. Film w wielu miejscach i aspektach wybitny, mocno zakorzeniony w kulturze i historiach Japonii, ale czytelny i atrakcyjny nawet dla zachodniego widza. Nie straszy, ale ciekawi i potrafi nadal zbudować atmosferę prawdziwego niepokoju. Nie wyobrażam sobie jakie wrażenie robił w dniu premiery. Kobayashi zdecydował się zwycięzyć techniczne ograniczenia poprzez mocno teatralną forme i był to strzał w 10. Ma za to problemy z tempem i rozłożeniem czasu na poszczególne nowelki, momentami za bardzo igra z cierpliwością widza - szczególnie w 3 historii, przeciągniętej dosłownie do granic możliwości. Psuje to momentami efekt konkretnych scen, zwłaszcza tych w których Haichi śpiewa o bitwie, same w sobie są kinematograficznymi perłami, ale pod ich koniec byłem już mocno zmęczony. Genialnych sekwencji jest na szczęście znacznie więcej, momentami japoński twórca osiąga mistrzowski poziom kreowania klimatu. Wielką robote robi tu wybitna ścieżka dźwiękowa, kompletnie nie do posłuchania poza filmem którego bez niej wyobrazić sobie nie mogę. Operatorka też świetna a i scenografie znakomite - zwłaszcza genialne tła w 2 nowelce. Do tego nie sposób nie wspomnieć o charakteryzacji, zwłaszcza o pomalowanym muzyku który wygląda straszniej od jakiegokolwiek magicznego stworzenia :P
4 historia jest zdecydowanie najgorsza, ale jednocześnie świetnie zamyka całość i stanowi fajny autorski komentarz. Aktorzy są głównie po to by możliwie najekspresywniej wyrażać konkretne emocje i radzą sobie z tym świetnie. Warto zwrócić uwagę, że mniejsze nazwiska grają tu główne skrzypce a taki Nakadai dostał rolę w sumie nie wielką, ale bardzo znaczącą.

Po "Buncie" i teraz "Kaidanie" coraz bardziej szanuje tego twórce. Zabieram się teraz za "Harakiri" a potem trylogia.

8/10

Odpowiedz
Na ringu z rodziną - podchodziłem do seansu z niewielkimi oczekiwaniami (nie jestem fanem wrestlingu) a otrzymałem naprawdę porządny film o dążeniu do spełniania marzeń. Świetna obsada i chemia między postaciami, zwłaszcza tytułowej rodziny. Florence Pugh znowu udowadnia swój talent ale bardzo dobry był również mniej znany aktor grający jej brata. Oczywiście film dla tych, którym podobał się "Zapaśnik" z Rourke ale mnie bardziej przypomniał się film "Fighter" z Wahlbergiem i Bale'em. 8/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
(17-05-2020, 20:24)Pitero napisał(a): Na ringu z rodziną - (...) Oczywiście film dla tych, którym podobał się "Zapaśnik" z Rourke ale mnie bardziej przypomniał się film "Fighter" z Wahlbergiem i Bale'em. 8/10
Eee, przecież ten film to miła bajka, więc zestawienie z "Wrestlerem" czy "Fighterem" kompletnie nieadekwatne. To już "Rocky" jest bliżej, ale też nie to. Mnie się kojarzy z jakąś "Miss Congenialit" albo "Legally Blonde". Pamietam, ze sympatyczny film, ale bez większych emocji.

Odpowiedz
City of Lies - po kapitalnie zainscenizowanym prologu (historyczna strzelanina na ulicy w biały dzień między dwoma gliniarzami LAPD: Frankiem Lygą i Kevinem Gainsem) następuje powolny zjazd w dół, aż do żenującego finału. Szkoda, bo materiał był na zajebista sensację. Ciekawostka: film nigdy nie wszedł do kin. Oficjalnie z powodu rzekomej bójki Deppa z członkiem ekipy, czemu zaprzecza jednak szereg świadków. Nieoficjalnie: wierchuszka polityków i funkcjonariuszy policji z Los Angeles zablokowała dystrybucję. Przy tej drugiej wersji obstaje reżyser.

4/10

Odpowiedz
Zulu - jak na tematykę dość spokojny i nieśpieszny. Także odgrywa bitwę dość realistycznie, czyli bez żadnych skróceń montażowych i jakby filmowcy faktycznie ją kręcili na żywo przez tą godzinę z hakiem. Pod kątem realizacyjnym jest to doskonałe. Niektórym może wydawać zabawne markowanie ciosów dzidami i bagnetami oraz przedramatyzowane śmierci obu stron, ale to były lata 60. można wybaczyć. Miłym zaskoczeniem jest pokazanie Zulusów jako godnych i wymagających przeciwników, którym daleko do nieogarniętych dzikusów, ale także nie demonizowanie. I zaskoczył mnie fakt uwzględnienia, iż Zulusi korzystali z broni palnej. Zakończenie doskonałe. Niby wygrana i szacun od Zulusów, a wszędzie puste pozbawione nadziei spojrzenia.
10/10

Pożegnanie z Afryką
- co drugi kadr to dzieło sztuki wymagające zawieszenia oka na nie. Doskonała inscenizacja i klimat kolonialnej Kenii. Te żywe targowiska, gdzie dwóch Murzynów strzela grabę lub plotkujące Afrykanki niosące wiadro z zakupami. Wrażenie robi atak lwów na obóz Karen, głównie z powodu prawdziwych zwierząt no i niektóre ujęcia (jak lew rzucający się na wołu) na pewno nie były markowane. W ogóle świetnie ogląda się interakcję prawdziwych zwierząt i dużo to lepiej wypada niż obecne tworzenie komputerowych pacynek, które za rok się starzeją (nie wspomnę o plenerach). Sympatyczna scena z lwicą atakującą Karen. Nieco zabawna była scena, gdy Karen opowiadała o uczeniu Murzynów na noworocznym przyjęciu, to jakiś biały buc burknął, że "czarnuchy nie potrafią czytać" i wyglądał jakby urwał się z jakiejś BLM-owej propagandowej agitki :). Jednocześnie film w końcówce trochę skupia na prawach Afrykańczyków, jednak robi to nienachalnie i uczciwie i nie ma wrażenia kreskówkowego demonizowania kolonizatorów. Do innych plusów należy piękna muzyka i autentyczny romans Karen i Denysa. Jedynie końcówka zbyt ciągnąca się.
9,5/10

Odpowiedz
Wróg publiczny (Enemy of the State) 1998, reż Tony Scott.

Temat obecnie bardzo na czasie. Ciekawe czy w 1998 roku też ludzi którzy mówili otwarcie o inwigilacji przez służby byli nazywani "foliarzami"?
Niesamowite jest to, że nawet ta technologia pokazana w 1998 już wtedy była przestarzała, a mimo to robi wrażenie. Ciekawe co twórcy by mieli do powiedzenia dzisiaj kiedy mamy Facebooka, Google, Androida, Apple, smartphony, GPSy, podsłuchy typu Pegasus możliwe do wgrania bez zauważenia na każdy telefon, brak konieczności nakazu prokuratora aby kogoś podsłuchiwać, brak anonimowych kart pre-paid, coraz mniejsze rola gotówki...

Temat robi wrażenie, film ma dobre tempo ale jednak czegoś mu brak. Może to denerwujący mnie Will Smith, charakterystyczna "murzyńska" gra czarnych aktorów, trochę naiwna dla mnie końcówka?

Plusem jest jak zawsze Gene Hackman i Jon Voight.
6/10

Rozmowa/The Conversation 1974, reż Francis Ford Copolla.

To z kolei film wybitny. Film idealnie wpisuje się w klimat podejrzeń lat 70. wywołany aferą Watergate. Wszechobecny strach przed wielkimi organizacjami, inwigilacją, czy wręcz utratą wolności i prywatności. Każdy może być śledzony i podsłuchiwany, nawet największy specjalista od podsłuchów czyli Harry Caul (genialny Gene Hackman). Mimo braku spektakularnych scen, film już od pierwszych minut wciąga i nie pozwala widzowi oderwać wzroku do samego końca. Film nie jest też jednoznaczny - możemy sobie niektóre rzeczy interpretować.

Hackman jest wybitny, mamy młodego Harrisona Forda który wypadł znakomicie oraz jak zwykle mocny episod Roberta Duvalla.

Pytanie pozostaje: gdzie była pluskwa?

Ostatnie ujęcie na ten rozwalony pokój jest rewelacyjne - jakby ktoś oglądał Harry'ego przez kamerę przemysłową.

Wolne i leniwe tempo, dobra muzyka, klimat.

9/10

Odpowiedz
Jak podobała Ci się "Rozmowa", polecam jeszcze zajebisty "Syndykat zbrodni" (mój numer 1, jeśli idzie o thrillery konspiracyjne), "W mroku nocy" (inny kryminał z Hackmanem, mocno niedoceniony, ale świetnie wpisujący się w defetystyczną atmosferę lat 70.) i "Długie pożegnanie" (czarny kryminał w kontrkulturowych Stanach, ale przede wszystkim Elliot Gould jako wyluzowany Phillip Marlowe). W ogóle tamta dekada rządziła w thrillerach społeczno-politycznych.

Odpowiedz
Nieśmiertelny/L'Immortale 2019

Łącznik między IV i V (realizacja startuje lada chwila) sezonem genialnej Gomorry. Powrót "Nieśmiertelnego" do świata Gomorry, ale i opowieść o genezie kultowej postaci i neapolitańskim bezprawiu lat 80. w barwach disco. Można śmiało stwierdzić, że nie jest to żadne odcinanie kuponów od "Gomorry" bo opowieść o losach Cirio DiMarzio jest integralną częścią tego serialu i rzuca nowe światło na sezon IV i to co będzie w V.

Muzyka Mokadelic jest obecna przez cały film, jest też ten kultowy końcowy track "Doomed to live" w innej aranżacji. Jeśli chodzi o samą historię na Łotwie, to nadawałaby się na jeden odcinek i szczególnie mnie nie porwała - takie przygody Ciro na obczyźnie (wątek w Bułgarii w III sezonie o wiele lepszy), za to przeszłość Ciro i jego początki są już podane fajnie i bardzo wiarygodne i realistyczne. Jednak sam motyw
Dobra scena końcowa -


7/10. Dla fanów serialu obowiązkowo.

Czekam niecierpliwie na sezon 5, który ma być ostatnim.

Odpowiedz
Wrzucać tu polskie filmy, czy do oddzielnego tematu?

Enviado desde mi Mi A1 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,247 243,690 12-05-2026, 00:28
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,946 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,268 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,453 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,756 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,438 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 723,927 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,333 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 327 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości