5/10
04-07-2020, 19:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-07-2020, 19:04 przez Snappik.)
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
The Hunt - takie se. To raczej pastisz o lewackich perspektywach na white privelage, ale humorem ocierający się miejscami o jakiś "Scary Movie". Film ma bardzo dobre wejście, kiedy bezpardonowo obchodzi się z bohaterami (przez pewien czas myślałem, że Emma Roberts będzie główną postacią). Kilka scen i tekstów całkiem udanych ("Serio masz wnuki? Masz może ich zdjęcie przy sobie? Żartowałem. Ch.. z nimi." ;)), ale całościowo jednak rozczarowuje. Oczekiwałem czegoś mocniejszego i bardziej "edgy" niż tagline na plakacie.
5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
04-07-2020, 19:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-07-2020, 19:04 przez Snappik.)
Wszyscy ludzie prezydenta 1976, reż Alan Pakula
Solidny kawałek kina; dobry scenariusz, znakomicie pokazuje tajniki dziennikarstwa od środka, za co duży plus; sama realizacja trzyma w napięciu; bardzo dobre kreacje aktorskie Redforda i Hoffmana, ale najlepszy moim zdaniem Jason Robards. Wnikliwy obraz, z pozoru nudną tematyką, bo żadnej akcji tu nie doświadczymy, ale przy tym dosyć wciągający. Fabuła jednak trochę zagmatwana. Dobrze wyreżyserowane sceny, nawet rozmowy telefoniczne które są z reguły nudne, są tutaj ciekawe. Film ważny dla Ameryki i demokracji, pokazuje to o władzy o czym teraz już wiemy wszyscy. 7/10 05-07-2020, 00:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-12-2021, 15:01 przez Doppelganger.)
Pieskie popołudnie reż. Sydney Lumet, 1975 aka bracia Corleone napadają na bank.
Nie czytałem praktycznie nic o tym filmie poza lakonicznym wprowadzeniem na Filmwebie. Nie spodziewałem się dramatu który zaczyna się jak komedia a karty pokazuje dopiero w połowie filmu, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Mamy tutaj napad na bank w którym od samego początku nic się nie udaje - jeden z rabusiów wymięka po minucie i ucieka, a pozostała dwójka zachowuje się jakby była mentalnie w szkólce niedzielnej a nie na napadzie... Przez to momentami film jest śmieszny, ale po czasie już wygląda to trochę inaczej. W połowie filmu mamy pewien twist którego się nie spodziewałem, ale tutaj mam pewien problem: skąd policja wiedziałą gdzie szukać Leona? Jak do niego dotarła w tym szpitalu i jak go skojarzyli z Sonnym? Drugie pytanie to dlaczego ten policjant pomagał Sonny'emu, skąd było to widoczne między nimi porozumienie? Nie znalazłem odpowiedzi na te dwa pytania. Cała reszta to wyrywająca z butów gra Pacino i Cazale. To jak ten pierwszy okazał rozchwianego, dbającego o wszystkich rabusia skrywającego pewną tajemnicę to mistrzostwo świata. A John Cazale? To on tutaj tworzy klimat - dosłownie odliczałem sekundy zanim on kogoś odstrzeli. Plus genialna fryzura. John Cazale to w ogóle ciekawa postać - kolega Ala Pacino, zagrał tylko chyba z 6 filmach przez 5 lat zanim umarł (ciekawostka - zmarł na raka którego się najbardziej obawiał w filmie), a każdy z nich był nominowany do Oskara. Dodatkowy plus za młodego Lance Henriksena! Sydney Lumet to był fachura pełną gębą, czytam właśnie jego książkę. 8.5/10 po pierwszym seansie. 06-07-2020, 15:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-07-2020, 02:31 przez Doppelganger.)
Dzień Szakala
No i muszę powiedzieć, że zdecydowanie wolę "W samo południe". :) "Dzień Szakala" to niewątpliwie kino wyborne, ale zupełnie innego typu, mniej trafiającego w me gusta. Wrażenie robi skala wydarzeń, ładnie zasugerowana już na samym początku, w ujęciu głównego bohatera na tle ogromu Łuku Triumfalnego. Dobrze się to zgrywa z pełnym realizmem wydarzeń, takim "antyhollywoodzkim" chłodem, absolutnym brakiem efekciarstwa. Ogląda się niemal jak reportaż, czy film dokumentalny. Czego mi brakowało? Po pierwsze emocji. Główny bohater ma charyzmę, ale nic o nim nie wiemy. Nie można się z nim identyfikować, nie znamy jego przeszłości, nie znamy jego samego. Wiemy tylko tyle, że to zimny i wyrachowany morderca. Jego los był mi w gruncie rzeczy obojętny, a że Charles De Gaulle w moim postrzeganiu jest postacią pozytywną, to wręcz życzyłem protagoniście porażki. Po drugie preferuję takie kino w ujęciu bardziej "filmowym". Tutaj przywołam tylko "JFK" (swoją drogą po scenie z "X" mówiącym o zamachach na De Gaulle'a chciałem zobaczyć jakiś film na ten temat - no i się trafił), które w mojej ocenie bije "Szakala" na głowę. Lubię trochę efekciarstwa, zabiegów stylistycznych, nieco bardziej "filmowe" podejście do tematu. Po trzecie zakończenie. Jako całość daję 8/10, przy czym to jeden z tych momentów, gdy mam poczucie, że film być może zasługuje na więcej, ale zwyczajnie do mnie nie trafił. 06-07-2020, 18:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-07-2020, 20:07 przez Capt. Nascimento.)
Zakończenie z latającym Szakalem to jedyny zgrzyt, ale wcześniej wszystko chodzi i buczy. Ja tam cały film kibicowałem złemu, chociaż zabijał niewinnych, a i wiadomo było, jak to się potoczy z De Gaullem. W temacie o High Noon wspominałem o Szakalu, tutaj wspomnę o Man of All Seasons (gadane kino z rewelacyjnymi Scofieldem i Shawem) i From Here To Eternity - uproszczony i nie tak dobry jak książka, ale świetny aktorsko. Lubię filmy Zinnemana.
Doppelganger - jeśli nie widziałeś Network, to powinieneś umieścić go na szczycie listy filmów Lumeta do obejrzenia (zakładam, że 12 Angry Men już za tobą). Mądre, mocne i jeszcze ironicznie opowiedziane. JEŚLI TO WIDZISZ MICHAX, TO DAWAJ NIEWSPOMNIANE WCZEŚNIEJ TYTUŁY FILMÓW LUMETA. Widziałem z 15, ale pewnie jeszcze sporo do odkrycia. Teraz ja: A Perfect Getaway Zacznijmy od plusów. Nogi Kiele Sanchez. Teraz minusy. Wszystko inne. Intryga durna, do przewidzenia, motywacja złych wytłumaczona w jednym zdaniu i śmieszna. Pierwsza część filmu to więc oczekiwanie na oczywiste rozwiązanie, okraszone głupim (meta?)komentarzem, co wciśniętę jest chyba tylko po to, żeby było "fajne". Krwawy finał zaczyna się od blisko dziesięciominutowego wykładania kawy na ławę, potem mamy kilka kiepskich scen akcji, trochę biegania i debilne triki montażowo/operatorskie, nie ma za to emocji. 3/10 I Love You to Death Myślałem, że będzie bardziej krwawo, a to w sumie dość ciepła komedyjka o niewiernym mężu i żonie, teściowej martwym bracie Joaquina Phoenixa i dwóch zjaranych debilach czychających na jego życie. Nie są to może wyżyny humoru, ale kilka scen jest naprawdę zabawnych, w czym główna zasługa aktorów. Nie mogę się zdecydować, czy szoł kradnie Joan Plowright jako twarda, zabójcza sucz z rosyjskim rodowodem, czy William Hurt (ten facet jest zajebisty w każdej roli), u którego naraz działa góra 1/3 funkcji życiowych. Keanu Revees gra tu swoją najlepszą rolę - ma jedną minę, dwie szare komórki i duka kwestie jak robot, przez co jest autentycznie zabawny (chociaż widać, że musi się napracować, a takiemu Hurtowi przychodzi to naturalnie). Lubię Kijanu, bo to ponoć złoty facet (hehe), ale mam wrażenie, że tutaj pokazał światu swoje emploi. 6/10 06-07-2020, 20:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-07-2020, 20:21 przez Norton.)
Co prawda dawno temu obejrzałem "Network", ale moc tego filmu wymiotła mnie z butów. "Dwunastu gniewnych" sobie zdążyłem chyba i ze dwa razy odświeżyć, to jedno z najbardziej kompletnych dzieł w historii Hollywood... Ale to "Sieć" stawiałem swojego czasu najwyżej ze wszystkich filmów Lumeta. Prawdziwy filmowy manifest. Oba zresztą to absolutne 10/10.
Apropo filmów Lumeta, widziałeś "Nim diabeł dowie się że nie żyjesz" z 2007 roku? Na pewno poprzeczkę niżej, ale ciekawy film, a obsada... Philip Seymour Hoffman (w jednej z tych pamiętnych ról), Ethan Hawke, Marisa Tomei (każda jej rola jest pamiętna :P uwierzy ktoś, że ona ma 55 lat?), Michael Shannon i Albert Finney. Doppelganger napisał(a):John Cazale to w ogóle ciekawa postać - kolega Ala Pacino, zagrał tylko chyba z 6 filmach przez 5 lat zanim umarł a każdy z nich był nominowany do Oskara. W 5, ale w jakich: - dwie części Ojca Chrzestnego - Łowca Jeleni - Pieskie Popołudnie - Rozmowa Był też facetem Meryl Streep, a Pacino powiedział, że od nikogo nie nauczył się tyle aktorstwa, co od niego. A w "Pieskim Popołudniu" słynna scena gdy Pacino pyta się go do jakiego kraju chce ucieć, a ten mu odpowiada, że do Wyoming, była przez niego zaimprowizowana. Lumet wspominał w wywiadzie że musiał się wtedy ugryźć w rękę, żeby nie wybuchnąć śmiechem, a i tak myślał że zepsuł scenę. :) 06-07-2020, 20:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-07-2020, 20:35 przez Capt. Nascimento.)
No pewnie, Lumet zwieńczył karierę świetnym, dołującym obrazem. Marisa Tomei rzeczywiście się nie starzeje, a od tyłu (w pierwszej scenie) wygląda na trzydziechę. :) Nie dość, że film smutny, to jeszcze połowa głównej obsady już na tamtym świecie - o ile Finney zostawił dla potomności bogaty dorobek, to PSH... Ech...
W temacie - trafiłem ostatnio w telewizorni na Murder on the Orient Express (też Lumet) i chociaż dalej lubię ten film z uwagi na klasyczny, spokojny sposób prowadzenia kryminalnej intrygi, to uderzyło mnie, jak bardzo Finney nie pasował (albo nie trafił z kreacją) do roli Poirota. Za wysoki, za szczupły, przygarbiony, łeb przechylony na bok i jeszcze krzyczy i śmieje się jak ten wkurzający Włoch z innego ekspresu (Midnight Express :)). Pewnie kurtuazja kierowała Agathą Christie kiedy przyznawała, że Albert zagrał świetnie i właśnie tak wyobrażała sobie postać Poirota. Dla mnie to porażka (i jedyny minus bardzo dobrego filmu), tym bardziej, jeśli zrównamy go z REWELACYJNIE obsadzonym Davidem Suchetem. W ogóle (pytanie do wszystkich) - warto brać się za remake Branagha? Lubię gościa, Much Ado About Nothing wyszło mu pięknie, ale jak widzę, że to on gra MAŁEGO, GRUBEGO Belga, a w obsadzie jest też Penelope Cruz (już pal licho różnorodność etniczną jej i reszty obsady) w roli postaci Z INNEJ KSIĄŻKI Christie, a ponadto całość wygląda jakby wziął się za to Ritchie i celował głównie w widownię złożoną z 20-latków z nosami wlepionymi w ekrany dotykowe, to mam poważne obawy. Sporo tu ostatnio było o Lumecie - jak chcesz poczytać, to cofnij się o 3-4 strony. Zaczyna się od simka recenzującego Fail-Safe, a potem masz lawinę postów z kompendium michaxa na czele. 06-07-2020, 20:46
Express Branagha nie ma w sobie zbyt wiele z Ritchiego, może jedynie w dorobionym, takim sobie początku - są tu jakieś dwie krótkie "sceny akcji" z których żadna na całe szczęście nie jest efekciarska, też są zbyteczne, ale jakoś nie wpływają negatywnie na reszte. Całośc jest nieco przestylizowana, ale czuć, że robił to Branagh - gość zakochany w klasyce i tych prostych, znanych wszystkim historiach. Fabularnie zbytnio od książki nie odchodzi, Kennetha zresztą tutaj bardziej od samej intrygi ciekawi dramat postaci i moralny dylemat jego bohatera.
Branagh jako Poirot moim zdaniem jest naprawdę fantastyczny, świetnie też wypada Pfeiffer, ale cała reszta obsady głównie robi za gwiazdorskie tło i taka Dench czy Cruz tam po prostu są, nic z ich kreacji nie pamiętam. Podobnie z występu Dafoe. Takie to fajne kino rozrywkowe. Dla mnie solidna 7, chociaż widziałem tylko raz. Zabawa z prozą Christie to jedna z ciekawszych rzeczy za które Branagh się ostatnio bierze, jego reżyserska kariera po porzuceniu Szekspira to dosć przykry obraz. Sporo zabaw z fantastyką której kompletnie nie czuje czy marnostrastwo dobrych koncepcji jak przy "All is True" które miało potencjał na kino wielkie. Adaptowanie konkretnych historii które ewidentnie lubi może mu wyjść na dobre. 06-07-2020, 21:03 (06-07-2020, 20:08)Norton napisał(a): Doppelganger - jeśli nie widziałeś Network, to powinieneś umieścić go na szczycie listy filmów Lumeta do obejrzenia (zakładam, że 12 Angry Men już za tobą). Mądre, mocne i jeszcze ironicznie opowiedziane. O "12 Angry Men" pisałem i piałem z zachwytu tutaj wielokrotnie :) Odnośnie "Network" to właśnie przeczytałem że William Holden podczas prób z Faye Dunaway nigdy nie patrzył jej w oczy a miał wyznać jej miłość. Lumet go pytał co on odpierdziela, aż zrozumiał podczas kręcenia dlaczego tak było. Holden był po prostu mega zabujany w Faye Dunaway (nie dziwota!), że się totalnie spalał w blokach. A wyszło mu podobno tak wspaniale, jakby w ogóle nie grał. Co w sumie jest zgodne z prawdą :) (06-07-2020, 20:22)Capt. Nascimento napisał(a):Doppelganger napisał(a):John Cazale to w ogóle ciekawa postać - kolega Ala Pacino, zagrał tylko chyba z 6 filmach przez 5 lat zanim umarł a każdy z nich był nominowany do Oskara. Facet ma jakiś taki dziwny, ukryty tragizm w twarzy. Jest niedoceniany za rolę Fredo Corleone a był świetny. W "Pieskim Popołudniu" jest scena jak lekko przerażony Cazale mówi do Pacino: "Sonny, w TV mówią że jesteśmy pedałami. Weź im powiedz, że to nieprawda..." :D 06-07-2020, 21:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-07-2020, 21:55 przez Doppelganger.)
Infiltracja - Ja jestem gościem, który mówi cie, żebyś go nie ruszał. Zaskoczyło mnie, że film w sumie jest lekki. Doskonały Nicholson. Niby prosta intryga i widz myśli, że wszystkie ważne karty są odsłonięte, ale oferuje kilka twistów. Propsy za irlandzki rock.
8/10 Nie, oryginału nie widziałem jeszcze. 06-07-2020, 23:06
No to po oryginale zrozumiesz, czemu Infiltracja to bełkot przygotowany dla hamburgerowego widza.
06-07-2020, 23:10
To obejrzyj bo co prawda nie ma nikogo kto wzbija się na poziom Nicholsona, ale Tony Leung i Andy Lau też są fantastyczni. FInałowa sekwencja lepiej wyszła Scorsese, ale poza tym w "Internal Affairs" budowanie napięcia momentami wychodzi nawet znacznie lepiej. Szkoda, że jednak "Infiltracja" jest remakiem który za rzadko odchodzi od pierwowzoru.
No i "Internal Affairs" doczekało się kilku prequeli czy tam interqueli. 06-07-2020, 23:12 (06-07-2020, 20:08)Norton napisał(a): JEŚLI TO WIDZISZ MICHAX, TO DAWAJ NIEWSPOMNIANE WCZEŚNIEJ TYTUŁY FILMÓW LUMETA. Widziałem z 15, ale pewnie jeszcze sporo do odkrycia. Dobrze że dałeś z dużych liter bo bym nie zauważył;-) Okazało się, że jednak widziałem trochę więcej filmów Lumeta, jak tak dokładniej się przyjrzałem filmografii reżysera. No i z tych, które kojarzę i których chyba nie wymieniłem wcześniej, to dobre są też Find Me Guilty z Vin Dieslem, Obcy wśród nas (w stylu Świadka z Harrisonem Fordem, tylko że z Melanie Griffith), Śmiertelna Pułapka z Michaelem Cainem i Christopherem Reeve, Werdykt z Paulem Newmanem (a tak na marginesie polecam Fort Apache the Bronx z 1981 roku z tym aktorem), Rodzinny interes z Seanem Connery i Dustinem Hoffmanem. Może to nie są najlepsze filmy Lumeta, ale porządne produkcje. Chciałem obejrzeć ostatnio Śmiertelną sprawę z Jamesem Masonem (adaptacja powieści Le Carre), Stracone Lata z Riverem Phoenixem (co prawda obyczajówka, ale ma dobre opinie, a jestem ciekaw jak w tym gatunku sobie poradził), ale nie udało mi się nigdzie znaleźć tych filmów, w dobrej jakości oczywiście. Podobnie miałem z kryminałem The Morning After z Jeffem Bridgesem i Jane Fondą, Daniela z Timothy Huttonem i Mandy Patinkinem (historia Daniela Rosenberga) i Equus z Richardem Burtonem, ale zmęczyło mnie szukanie, bo nawet jak znalazłem jakąś wersję to jakość nie była dobra. Więc za wiele nie widziałem w ostatnim czasie, a z tego co widziałem w czerwcu, to są Fail Safe, Nigh Falls on Manhattan, Power, Network, Prince of the City, Q & A, The Anderson Tapes, The Pawnbroker, czyli nie za wiele. Na resztę nie mam ochoty, np. musical Czarnoksiężnik z krainy Oz z Dianą Ross i Michaelem Jacksonem (choć lubię musicale). Miałem też przypomnieć sobie film z Donem Johnsonem, ale zniechęciłeś mnie swoją opinią:) O Fail Safe powiedzieliście wszystko. Sieć z Holdenem to znakomity film, dla mnie to trochę taki Joker z lat 70-ych. Night Falls on Manhattan to dobry film, na 7/10, którego akcja dzieje się (znowu!) w kręgach policyjnych, ale trochę inny jak pozostałe policyjne filmy Lumeta. Zaczyna się jak dobre kino sensacyjnie od polowania na mordercę (choć to jak nieporadni są w tym filmie gliniarze, to szkoda słów), ale dość szybko film zmienia się w dramat sądowy, a w trzecim akcie w historię, oczywiście, o korupcji w policji. Dobra robota, choć akcja pędzi za szybko, każdy z wątków powinien trwać dłużej. Lepiej byłoby jakby film trwał z godzinę dłużej, albo gdyby powstał z tej produkcji serial, bo wszystkie wątki trwają po około 30 minut. Widać to najlepiej po głównym bohaterze, który na początku jest asystentem, a już w połowie filmu kandyduje na prokuratora. Więc żaden z wątków nie wybrzmiewa należycie, ale Lumet to tak sprawny reżyser, że ogląda się z przyjemnością. Warto obejrzeć dla ról Andy Garcii, niedawno zmarłego Iana Holma (choć ciężko uwierzyć że jest ojcem Garcii, nie widzę podobieństwa), Jamesa Gandolfini (za nim zagrał w Soprano). Zresztą cały drugi plan jest świetny, np. prokurator generalny grany przez nieznanego mi Roba Leibmana, który zachowuje się jak typowy krzyczący i wiecznie zdenerwowany kapitan na posterunku policji z filmów z lat 80-ych. A w epizodzie pojawia się Bobby Cannavale, jako asystent obrońcy, nic nie mówi. Power to też film na 7/10, a nie dam więcej bo inne polityczne filmy Lumeta lepiej mi podeszły. Dobrze zagrany przez Richarda Gere'a (jeszcze nie siwego), ale lepsi są Gene Hackman (choć dziwne, bo jest wymieniony w roli głównej, a gra drugi plan), Denzel Washington (na początku kariery też grał niezbyt porządnych typów, tak jak w Dniu próby), Julie Christie i J.T. Walsh. Chociaż przyznam , że wolałbym Gene Hackmana w głównej roli, a Gere’a na drugim planie, bo lepszy aktor. Po prostu wolę Richara Gere’a z lat późniejszych, bo jak postarzał się, to stał się lepszym aktorem. Książę wielkiego miasta, czyli powrót Lumeta do tematu korupcji policji, ale trochę inny obraz jak Serpico z Alem Pacino, choć wcale nie gorszy. Bardziej przypomina policyjną epopeję, też przez długość, bo trwa 3 godziny, czyli filmy jakie kręciło się o gangsterach. Zresztą początkowo proponowano tą rolę właśnie Alowi Pacinowi, który odmówił przez podobieństwa do Serpico. Widać że to rola skrojona pod Pacino, bo jest sporo scen, gdzie bohaterowi puszczają nerwy, więc Treat Williams drze się. No i pewnie w tych scenach Al by szarżował na całego. A co do Williamsa to przyznaję, że nie przepadam za aktorem, ale wypadł ok. Nie rozumiem jego popularności w latach 80, jedyna rola w jakiej mi się podobał to w 1941 Spielberga. Ocena: 8/10. Chyba za dużo policyjnych filmów Lumeta zobaczyłem bo Pytania i Odpowiedzi z Huttonem i Nolte podeszły mi słabiej jak pozostałe z tego gatunku, bardziej mi się podobał wieki temu jak go widziałem. To nie jest tak dobry film jak Prince of the City, nawet film z Garcią mi lepiej podszedł, mimo świetnego Nolte’a, którego co mnie zaskoczyło jest dość mało. Rola Nicka Nolte to w sumie drugi plan, znika często z ekranu. Na uwagę zasługuje rola Armanda Assante, którego jest chyba więcej jak Nolte. Ocena: 6/10. The Anderson Tapes Ostatni wspólny film Lumeta i Connery’ego, którego nie widziałem to heist movie, w którym Szkot gra włamywacza Duke’a. Po wyjściu z więzienia Duke razem ze swoją ekipą (m.in. młodziutki Christopher Walken) obmyśla plan okradzenia mieszkańców luksusowych apartamentów. Jak na Lumeta to wyjątkowa pozycja, bo jest to kino rozrywkowe, jest sporo humoru, ogląda się lekko. Connery gra w sumie Jamesa Bonda, bo już 10 minut od rozpoczęcia filmu jest u swojej byłej dziewczyny, której rzuca tekst typowy dla Bonda Connery’ego “nie miałem od 10 lat baby”, a ona szczęśliwa ląduje z nim w łóżku, ale są też inne niepoprawne polityczne dialogi, jak “taki grubiutki facet, pedał”. Pomimo całej mojej sympatii do szkockiego aktora (widziałem z nim większość filmów, też tych mniej znanych, a na pewno wszystko od lat 70, 80, do końca kariery) i Lumeta to jest najsłabszy ich wspólny film. O wiele lepszy jest ostatni film Lumeta i Connery’ego, Rodzinny biznes z lat 80-ych , który też można zaklasyfikować jako heist movie (choć musiałbym moją opinię zweryfikować, bo widziałem wieki temu). Najlepszymi filmami Lumeta i Szkota pozostają The Hill z 1965 roku i The Offence z 1973 roku. Jest jeszcze Morderstwo w Orient Expressie, który jest fajną produkcją, ale to Agresja i Wzgórze są najlepszymi filmami Lumeta z Seanem Connery. Jest to to pierwszy film Lumeta, który mi nie podszedł. Ocena: 5/10. The Pawnbroker jest znakomity, to chyba jeden z pierwszych filmów o PTSD, dla samej roli Steigera postawię 8/10. Więc to wszystko co widziałem ostatnio. Co jakiś czas próbuję znaleźć w dobrej jakości te pozostałe, które wymieniłem, a podobno warto, ale ciężko idzie szukanie. (06-07-2020, 23:06)OGPUEE napisał(a): Infiltracja - Doskonały Nicholson. Jestem pewnie w mniejszości, ale jak uwielbiam Nicholsona, to dla mnie prawie rozwalił film. Gra on tutaj po prostu Nicholsona, jakby urwał się z planu Batmana Burtona i grał Jokera, albo z planu Czarownic z Eastwick, szarżuje na całego, przez co prawie położył film. Prawie położył, bo Scorsese to tak dobry reżyser, że ogląda się dobrze, ale jednak z gangsterskich filmów Scorsese to oceniam najniżej, chyba nawet Gangi NJ podobały mi się bardziej. Oglądając Infiltrację odniosłem wrażenie, że nikt Nicholsonowi nie powiedział, nie odważył się, żeby przestał nicholsonować, bo nie do każdego filmu to pasuje. No i może też tak nisko oceniam Infiltrację w porównaniu z innymi filmami Scorsese, bo oryginał z Lau uwielbiam (pozostałych części nie pamiętam, jak mi podeszły, choć też widziałem). 07-07-2020, 00:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-07-2020, 00:38 przez michax.) (06-07-2020, 23:12)Kuba napisał(a): To obejrzyj bo co prawda nie ma nikogo kto wzbija się na poziom Nicholsona, ale Tony Leung i Andy Lau też są fantastyczni. FInałowa sekwencja lepiej wyszła Scorsese, ale poza tym w "Internal Affairs" budowanie napięcia momentami wychodzi nawet znacznie lepiej. Szkoda, że jednak "Infiltracja" jest remakiem który za rzadko odchodzi od pierwowzoru.Od Nicholsona każdy jest lepszy w oryginale. I do tego bardziej wiarygodny. Problem z remakiem polega na tym, że jego twórcy wzięli na warsztat wyciszony thriller i zrobili z niego głośną popisówę. Zebrali do kupy trzy filmy, wymieszali wątki, pozmieniali mądre sceny w głupi sposób (kino porno, lol) i zadowoleni sprzedali to ludziom. Nigdy nie zrozumiem pozytywnych recenzji tego kupsztala. 07-07-2020, 07:49 michax napisał(a):Stracone Lata z Riverem Phoenixem (co prawda obyczajówka, ale ma dobre opinie, a jestem ciekaw jak w tym gatunku sobie poradził), ale nie udało mi się nigdzie znaleźć tych filmów, w dobrej jakości oczywiście. Dwa lata temu trafiłem na to na YT (był kanał w niezłej jakości), dałem ocenę 7/10, więc to był dobry film, choć dziś już zupełnie nie pamiętam dlaczego. ;) To w sumie chyba taki trochę rarytas, biały kruk, rzadko wymieniany wśród topowych osiągnięć Lumeta, no ale była nominacja do Oscara dla Phoenixa, więc na pewno warto poszukać choćby z ciekawości. 07-07-2020, 07:52 (07-07-2020, 00:22)michax napisał(a): Jestem pewnie w mniejszości, ale jak uwielbiam Nicholsona, to dla mnie prawie rozwalił film. Gra on tutaj po prostu Nicholsona, jakby urwał się z planu Batmana Burtona i grał Jokera, albo z planu Czarownic z Eastwick, szarżuje na całego, przez co prawie położył film. Prawie położył, bo Scorsese to tak dobry reżyser, że ogląda się dobrze, ale jednak z gangsterskich filmów Scorsese to oceniam najniżej, chyba nawet Gangi NJ podobały mi się bardziej. Oglądając Infiltrację odniosłem wrażenie, że nikt Nicholsonowi nie powiedział, nie odważył się, żeby przestał nicholsonować, bo nie do każdego filmu to pasuje. No i może też tak nisko oceniam Infiltrację w porównaniu z innymi filmami Scorsese, bo oryginał z Lau uwielbiam (pozostałych części nie pamiętam, jak mi podeszły, choć też widziałem). Nie jesteś w mniejszości - ja Jacka w tym filmie też nie lubię, nie pasuje mi i coś mi w nim przeszkadza. Być może powinien zagrać tę rolę ktoś inny. Samej "Infiltracji" też nie lubię (może to przez DiCaprio?) i rzadko do niej wracam. Oryginału jeszcze nie widziałem. 07-07-2020, 09:23 (07-07-2020, 00:22)michax napisał(a):Ależ skąd. Nicholson to zdecydowanie najsłabsza część tego filmu. Nawet Damon, którego szczerze nie znoszę jest o 2 długości przed nim. A reszta odstawia go o 10.(06-07-2020, 23:06)OGPUEE napisał(a): Infiltracja - Doskonały Nicholson. Ja tam "Infiltrację" bardzo lubię. Możliwe, że dlatego, że nie widziałem oryginału do tej pory. Jakoś nie mogę się zebrać.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
07-07-2020, 09:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-07-2020, 09:53 przez Dr Strangelove.)
Chyba musze odświeżyć ten film bo widziałem go wiele lat temu i to przed IA i występ Nicholsona zapamiętałem jako znacznie lepszy :P
07-07-2020, 09:54
No mi za pierwszym razem też się podobał, bo film mi się podobał. Potem jeszcze widziałem kilka razy i Nicholson był coraz bardziej irytujący. No ale kwestia gustu.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
07-07-2020, 09:56 Dr Strangelove napisał(a):Ja tam "Infiltrację" bardzo lubię. Możliwe, że dlatego, że nie widziałem oryginału do tej pory. Jakoś nie mogę się zebrać. Oryginał wyraźnie lepszy, ale wątpię żeby miał Ci zepsuć wersję Scorsese. Jak pamiętam to tuż po premierze Nicholson zbierał mieszane recenzje, takie same mam odczucia co do jego roli. 07-07-2020, 10:14 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 242,964 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,787 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,195 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,446 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,743 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,345 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 721,709 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,154 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 324 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |