Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Tego się nie boję. Nawet bardzo bym chciał, żeby mi zepsuł. Skoro ten film lubię to ten drugi musiałby być lepszy. Takie są nieubłagane prawa logiki filmowej :)
Muszę w końcu obejrzeć, ale ja do kryminałów azjatyckich mam uraz po legendarnym filmie "Chaser".
Ale w końcu spróbuję.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
A co Ci się w "Chaser" nie podobało?

Uraz do kryminałów azjatyckich jest dość ciekawy biorąc pod uwagę kino południowokoreańskie, które słynie właśnie z kryminałów/thrillerów.

A w sumie przy okazji tak mnie naszło... Możecie polecić nieanglojęzyczne filmy kryminalne (szeroko rozumiane - o przestępczości, albo takie w których głównym motywem jest popełniona zbrodnia) najlepsze w swoim gatunku w danym kraju? Chętnie bym sobie jakiś obejrzał i zaktualizował poniższą listę. :)

- Południowa Korea - "Memories of murder"
- Hiszpania - "Niewidzialny gość"
- Argentyna - "Sekret jej oczu" (uwielbiam ten film)
- Dania - "Festen" Vinterberga (i ten również)
- Szwecja - "Bezsenność" z Stellanem Skarsgardem
- Brazylia - druga część "Elitarnych"
- Austria - "Biała wstążka" Hanekego
- Kanada - "Pogorzelisko" Villeneuve (najlepszy film Villeneuve, co więcej trzeba mówić)
- Polska - "Pociąg"?

Odpowiedz
Z Włoch polecam Suburrę, chociaż pewnie znalazłoby się sporo dobra z klasyki, np koprodukcja włosko-francuska "Czysta formalność" Tornatore.

To samo Francja - tutaj chyba nie ma najlepszego. Za dużo świetnych kryminałów powstało, ale najbardziej cenię sobie produkcje Melville'a typu "Glina", "W kręgu zła" czy "Samuraj". Świetnym filmem jest też "Windą na szafot". Z nowszych to polecam dwie części "Wroga publicznego" z Vicentem Cassellem.

Dania? Odpowiedź jest prosta - trylogia "Pusher" od Refna.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(07-07-2020, 11:06)Capt. Nascimento napisał(a): A co Ci się w "Chaser" nie podobało?

Chyba wszystko :)
Zresztą jak mnie pamięć nie myli to pisałem coś w temacie filmu, którego nie chce mi się szukać, ale gdzieś jest tutaj zagrzebany na forum.

A gdzie Francja w tym zestawieniu?
Toż tam cała masa dobroci kryminalnej aż trudno się zdecydować. Najlepiej polecieć po filmografii Delona (W kręgu zła, Samuraj, Borsalino, ale też Rififi na przykład).

Z polskich to
- Zabij mnie glino
- Wśród nocnej ciszy
- Zbrodniarz który ukradł zbrodnię
- Przepraszam czy tu biją
- Tylko umarły odpowie
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Delon ma faktycznie mnóstwo bardzo ciekawych projektów, większość jeszcze przede mną, ale "Samuraj" jest faktycznie dobry, Borsalino to bardzo przyjemna rozrywka. Dorzuciłbym jeszcze takie "Żeganj przyjacielu" Jeana Hermana gdzie tworzy świenty duet z Bronsonem, całość ma swoje problemy, ale ma znakomity środkowy segment.

Odpowiedz
Śpiewak z jazzbandu - od dawna przymierzałem się do obejrzenia całości i w końcu Helios przyszedł z pomocą :). Jak ktoś słysząc o pierwszym udźwiękowionym filmie, to się srodze zawiedzie, bo jest tylko podczas piosenek, a tak jest to kolejny film niemy i dźwięk służy bardziej jako gimmick. Sama historia to typowa uniwersalna opowiastka o konfliktu pokoleń, gdy młodzi chcą nowości, a stare oczekuje pielęgnowania tradycji. Na dłuższą metę jednak nudzi. W gruncie rzeczy to już zasłużona klasyka, która się zestarzała, więc zostawię to bez oceny. Czekam, aż wiadome środowiska dostaną piany z powodu wiadomej rzeczy ;).

PS. Seans z napisami w przypadku kina niemego mijają się z celem i trochę miałem kłopotów ze skupieniem uwagi (cóż, w tamtych czasach, to każdy kraj robił własne plansze napisowe do zagranicznego filmu). W takich przypadkach to bardziej pasuje lektor/dubbing.

Odpowiedz
U mnie to z kolei powtórka po paru latach. Ja tylko tu dodam, że dopiero za drugim razem dostrzegłem ten sympatyczny detal w scenie, gdy przyjaciel rodziny głównego bohatera trafia na backstage sceny teatralnej. Mianowicie - reakcję na towarzystwo odsłoniętych udek tancereczek.

Jak dostać piany z powodu rasizmu, to nie można też olewać seksizmu ;)

Odpowiedz
Sieć/Network, reż Sydney Lumet, 1976

[...]There are no nations. There are no peoples. There are no Russians. There are no Arabs. There are no third worlds. There is no West. There is only one holistic system of systems, one vast and immane, interwoven, interacting, multivariate, multinational dominion of dollars. Petro-dollars, electro-dollars, multi-dollars, reichmarks, rins, rubles, pounds, and shekels.

It is the international system of currency which determines the totality of life on this planet. That is the natural order of things today. That is the atomic and subatomic and galactic structure of things today![...]

[...]There is no America. There is no democracy. There is only IBM and ITT and AT&T and DuPont, Dow, Union Carbide, and Exxon. Those are the nations of the world today.[...]


Oglądasz film o telewizji w którym facet ma dość i wpada w histerię. A potem natrafiasz na scenę z takim monologiem.

To jest mistrzostwo świata ta scena. Zagrana idealnie, w idealnej scenografii. Jeden z możnych tego świata zdeptał przerażonego człowieka jakby rozgniatał robaka. Robaka który dopiero wtedy zrozumiał w czym bierze udział.

W zasadzie ta scena jest na swój sposób przewrotna, bo można zadać pytanie - kto jest większym wariatem? Beal jako medialny prorok głoszący prawdę o mass-mediach, czy Jansen z ogromnymi wpływami jako szef potężnej korporacji głoszący swoją kosmologię?

Nie wiedziałem, że ten film jest az tak ważny. To jest film z gatunku Matrixa, Jokera oraz paru innych które są przełomowe ze względu na to o czym traktują. Bo ten film jest o porządku świata oraz jak zwykli ludzie nieśwaidomie biorą w tym udział, jak te pszczoły-robotnice-zombie czujące że coś jest z tym światem nie tak.

Scenariusz jest rewelacyjny. Dużo emocji, twarde dialogi, rewelacyjne monologi. Faye Dunaway zasłużenie rola oskarowa. (Notabene, to chyba najładniejsza aktorka tamtych czasów aż do pojawienia się Michelle Pfeiffer i Sharon Stone.) Holden też świetnie, tak samo Duvall, Finch. Ale dla mnie, właśnie za tę jedną scenę, show skradł Ned Beatty.

Ta satyra jest na tyle prorocza, że w tej chwili jest szarą rzeczywistością na którą wzruszamy ramionami. To jest przerażające bo nie dość że jako ludzie jesteśmy w dupie, ale na dodatek zaczęliśmy się w niej urządzać. Telewizja staje się tutaj pretekstem do obnażenia całkowitego spaczenia istoty człowieczeństwa i zaniku relacji międzyludzkich. Przyjaźnie nie istnieją, miłość nie ma racji bytu, nawet seks nie potrafi przynieść zaspokojenia, będąc rutyną wobec dyskusji o najnowszych wykresach.

Słynna anegdota głosi, że po ceremonii rozdania Oscarów, gdzie pierwszy raz w historii kina przyznano pośmiertną nagrodę za kreację Petera Fincha zdenerwowany Wiiliam Holden rzucił do kamery „Gdyby tren sku*wiel nie umarł to ja bym wygrał”. Tekst w sam raz do telewizji – poziom słupków oglądalności zapewne wzrośnie. Reszta się nie liczy…

Dziś jesteśmy świadomi wielu spraw dzięki internetowi, ale w 1976 roku ten film musiał być szokiem.

Po pierwszym obejrzeniu 9.5/10 z szansami na więcej.

Odpowiedz
Uwielbiam "Network". Obok "12 Angry Men" mój ulubiony film Lumeta i zarazem jeden z moich ulubionych filmów w ogóle. Do tego gdyby miało powstać zestawienie najwybitniej zagranych filmów w historii kina to widzę to arcydzieło co najmniej w pierwszej piątce - 3 aktorskie Oscary (w tym za wspaniałe 5 minut Beatrice Straight) o tym świadczą.

A sama analiza rewelacyjnie Ci wyszła. To ogólnie film rozbrajający punktem widzenia tego całego medialnego cyrku, ale i zarazem zasmucający, bo gdyby spojrzeć na świat telewizji trzeźwym umysłem, to wniosek o ciągłej aktualności tego dzieła nasuwa się automatycznie. Wątpię czy Hollywood dzisiaj miałoby na tyle wielkie jaja by nakręcić w dzisiejszych czasach taki film.

Odpowiedz
Beatrice Straight dostałą Oskara za tę jedną, jedyną scenę w której pada tak wiele prawdziwych słów o życiu i małżeństwie.

Scena pożegniania Holdena z Dunaway na końcu filmu i te dialogi to też jest perełka. Max mówi, że wraca do żony, bo chce jeszcze odczuwać i radość i ból i... miłość - wypowiadając to słowo, całuje wymownie kochankę w usta. Chce po prostu być człowiekiem w tym odczłowieczonym świecie mediów, w którym Diana jest zanurzona po uszy i nie widzi nic poza nim.

„Sieć” porusza pewien niezwykle wątek, pewną bardzo charakterystyczną sprawę dla naszego współczesnego świata zdominowanego przez telewizję, media i to co całe „plastikowe gówno”.

Chodzi o to, że każda rzecz autentyczna, oryginalna, prawdziwa i wyjątkowa (w tym wypadku pierwsze, szczere i bezinteresowne wystąpienia Howarda Beala zapowiadającego samobójstwo) - początkowo wywołuje zmieszanie, konsternację, strach, szok i niedowierzanie. Ale co następuje potem? Ta nowa idea zostaje wchłonięta przez media, zachowuje pozory oryginalności i niezależności, ale staje się tylko kolejnym narzędziem w rękach tych którzy tym wszystkom kręcą, stworzonym by nabijać czyjeś kabzy i mamić społeczeństwo. Cała idea i jej wykonawca zostaje odarta z niewinności i staje po tej samej stronie jak to co starało się wcześniej krytykować, staje się częścią tego systemu. Bo ten film również mógłby się nazywać „System” albo „Matryca”.

W tym sensie gorzką prawdą okazują się słowa Jensena z filmu, mówiące o dominacji kapitału, spółek i koncernów w dzisiejszym świecie, i o absolutnym braku indywidualności. Gdy tylko pojawia się jakaś indywidualność, zostaje ona wchłonięta przez media, które wszak dla niepoznaki pozostawiają pewne pozory autentyczności.

Tak się dzieje też z ludźmi kiedy „dorastają”, nieprawdaż?

Przypomniało mi się - jest jeszcze coś w tym filmie: Faye Dunaway kreuję grupę która ma za zadanie dostarczać "shit content" o jakichś napadach na bank robionych przez jakichś lewacko-nawiedzonych idiotów nazw których nie potrafię nawet powtórzyć.

W grupie jest jedna Murzynka z fryzurą odpowiednią do czasów, czyli afro, i ona mówi coś takiego (z pamięci cytuję): "Jeszcze nie teraz. Ameryka nie jest jeszcze gotowa na przewrót społeczny".

Ciekawie to wygląda w świetle dzisiejszych wydarzeń z USA.

I jeszcze jedno - zobaczcie jak sytuacja się rozwinęła od tamtych czasów. Powstał internet, rola telewizji została niewątpliwie umniejszona (zwłaszcza wśród pokoleń młodszych). Co powstaje w zamian? Social media które tak samo zmieniają i odczłowieczają ludzi oraz kreują fałszywa wizję świata jak telewizja.

Genialne, co?

Odpowiedz
W sumie obecnemu pokoleniu przydałoby takie "Network" w świecie social mediów. Myślę, że za ich pomocą ludzkość bardziej staje się ogłupiona, jak za renesansu telewizji.

Odpowiedz
Jeśli dobrze poszukasz na necie, to znajdziesz niektórych inżynierów Facebooka którzy odeszli jak tylko zorientowali się do czego ich platforma zmierza. Dowiesz się też jak projektowali FB aby uzależniał, wywoływał okreslone reakcje ludzkie.

Teoria spiskowa? Nie, to inżynieria społeczna.

Odpowiedz
Materiał na sequel "The Social Network" jak się patrzy ;) Trzeba dzwonić do Sorkina i Finchera.

Odpowiedz
Być może moim jedynym zarzutem byłoby to, że film jest wyłożony kawę na ławę.

Niemal każda postać puentuje nie tylko swoje życie, ale również problemy współczesności a nawet ujawnia przed widzem symbolikę poszczególnych scen. Dzięki takiemu zabiegowi film jest bardzo czytelny, wyłożony w całości. Gdyby wysiadł obraz nic by nam nie umknęło jeśli chodzi o przekaz.

Ale z drugiej strony - jak poruszyć posady świata i zrobić pracę u podstaw jeśli nie w dosłowny, jasny sposób? Gdyby to zawoalowano, większość ludzi nic by pewnie nie zrozumiała.

Dodam jeszcze, że wątek Beala kończy się idealnie: Beal musi zginąć. Scenariusze, niezależnie od piszących, zawsze są dwa - albo prorok realnie porusza posady świata, albo ginie.

Odpowiedz
(08-07-2020, 12:36)Doppelganger napisał(a): Powstał internet, rola telewizji został niewątpliwie umniejszona (zwłaszcza wśród pokoleń młodszych). Co powstaje w zamian? Social media które tak samo zmieniają i odczłowieczają ludzi oraz kreują fałszywa wizję świata jak telewizja.
A przed telewizją człowieka ogłupiał na przykład Kościół, albo król, a przed nimi jakiś pogański szaman kreujący fałszywą wizję świata dla własnych korzyści :P Ludzie jako masa są po prostu głupi i podatni na manipulację, nie wiem czemu ogłupianie ludzi przez internet odbiera się jako takie wielkie zdziwienie. Na Marsa i Jowisza będziemy latać, a ludźmi dalej będzie się manipulowało, to jest w naturze naszego gatunku.

(08-07-2020, 12:54)Kryst_007 napisał(a): W sumie obecnemu pokoleniu przydałoby takie "Network" w świecie social mediów.
Powstał Sala samobójców. Hejter ;)

Odpowiedz
O tym "Hejterze" to zapomniałem.

Myślę, czy by nie pójść do kina, ale wciąż nie przemęczyłem pierwszej "Sali samobójców" ;) Choć słyszałem, że jedyne co wspólnego ma ten film z jedynką to tytuł, Agata Kulesza i te szkaradne animacje.

Odpowiedz
Obejrzałem po raz drugi "Pieskie popołudnie" i cofam pytanie o to dlaczego agent FBI "współpracował" z Sonnym.
Wiadomo, wrabiał go by zdobyć zaufanie i nastawiał przeciwko Salowi.

Ale skąd się nagle Leon tam wziął to dalej nie wiem.


Dziś obejrzę "Sieć" ponownie.

Odpowiedz
(07-07-2020, 00:22)michax i jego kompendium napisał(a): Dobrze że dałeś z dużych liter bo bym nie zauważył;-)

Dla takich postów wchodzę na forum.

The Verdict jest spoko, ale to dla mnie druga liga Lumeta. Film stoi Newmanem, Mason jest standardowo dobry, ale wolne tempo i intryga (jak na dramat sądowy) trochę mnie nużyły. 6/10

Deathtrap to taka teatralna ciekawostka (pachnąca nieco Sleuthem Mankiewicza) z kilkoma zwrotami akcji i mimo zabójczych spisków bohaterów dość lekka. Niezła rzecz, ale to też nie jest ekstraklasa. 6/10

Pawnbroker to już okolice wyżyn. Wkurzał mnie trochę pomocnik tytułowego lombardzisty, ale prócz tego miód. Steiger wymiata, a końcówka trzyma za gardło. 8/10

Pisałem już o Orient Expressie (dzięki za opinię, Kuba), wspominałem o The Offence, więc czas na trzeci film z Connerym - The Hill. Niesłusznie nie wymienia się zwykle go zwykle wśród największych osiągnięć Sidneya. Stoi klimatem, a mordęgę i smród potu po kolejnych wycieczkach na tytułowe wzgórze czuć na własnej skórze. Historia o gnojeniu i wykorzystywaniu władzy, wybrzmiewa mocno poprzez uniwersalizm, od razu też widać, że opowiada ją wybitny reżyser. Ian Bannen i tu, i The Offence gra głównego złego i czasem nawet kradnie sceny świetnemu Connery'emu. 8-9/10

Prince of the City to największe zaskoczenie. Nie nuży przez chwilę (a trwa blisko trzy godziny), ma za to czas interesująco przedstawić ogrom przedsięwzięcia, strony konfliktu i tygodnie ryzykownego, choć czasem żmudnego zbierania i opracowywania dowodów. Rozterki głównego bohatera są pokazane wiarygodnie i bez nuty fałszu, pętla zaciska się coraz mocniej, szajba odbija, a wszystko zmierza do finału, który chociaż odbywa się w czterech ścianach (wzorem choćby Fail-Safe), to też masakruje emocjonalnie (może piszę na wyrost, ale dla mnie końcowa decyzja wymiaru sprawiedliwości miała znaczenie, bo kibicowałem protagoniście). Finałowa scena z gorzkim wydźwiękiem to wisienka na torcie. Treat Williams to rzeczywiście druga liga aktorska i nie gra tu koncertu, ale za to ma w sobie coś z everymana, dzięki czemu pasuje idealnie. Nie jestem pewien, czy Pacino (apropos - Serpico widziałem dawno i pamiętam tylko, że byłem lekko zawiedziony, choć film w miarę zacny) ze swoimi manieryzmami byłby tu lepszym wyborem obsadowym. 9/10

Guilty As Sin to jedyny na razie kupsztal. Cuchnie kiepskimi kryminałami z lat 80., takimi, jakie emitowano kiedyś w TVP1 o 20:10. Niezbyt to wiarygodne, głupie i nieciekawe. 3-4/10

No więc w zasadzie napisałem już o każdym z 15 filmów Lumeta, które widziałem prócz 12 Angry Men i Dog Day Afternoon. O tych chyba nie trzeba - jeden jest wybitny, drugi bliski doskonałości. Wyoming. :) O, albo jak Pacino próbuje wyjąć broń z tego futerału/pudełka i wygląda jak kompletny debil. Za to między innymi uwielbiam DDA - tak pięknie balansuje powagę z delikatnym humorem. No, ostatnio mocno lobbuję i zrobiło się tu bardziej sidneyo-lumetowo niż krótko-piłkowo, ale warto, bo relatywnie mało jest tu na forum o tym reżyserze. Dzięki raz jeszcze michax - na razie wybrałem Running on Empty i pewnie obejrzę na dniach. Później będzie już trudniej, ale zapewne postawię na The Anderson Tapes, bo raz, że Seana nigdy nie za wiele, a dwa - chcę więcej Lumeta na wesoło.

--------------

Ravenous

Całkiem świeże w podejściu do tematu, podlane spoko humorem (częsciej jednak nietrafionym) ale koniec końców ciężko strawne. Chciałoby się, żeby twórcy docisnęli gaz do dechy i poszli na całość, bo tutaj jest mimo wszystko zbyt bezpiecznie. Obwiniam reżyserkę, która nie do końca ogarnęła tę groteskę i montażystę, bo film często jest zwyczajnie kiepsko pocięty. Przydałby się tu ogólnie ktoś bardziej utalentowany, z większym wyczuciem i poczuciem estetyki, bo na tej płaszczyźnie też dało się zrobić o wiele więcej. Plus za obsadę; mam refleks szachisty, bo dopiero niedawno dowiedziałem się, że Jeffrey Jones jest (najwyraźniej) pedofilem. Sprawiał sympatyczne wrażenie, jego postaci były zwykłe fajtłapowate i dobroduszne, zawsze też kłaniał mi się na klatce schodowej i pytał o samopoczucie. Słowem - dobry aktor. :)

Odpowiedz
Anderson Tapes ma świetny finał, choć całościowo się troszkę zestarzał.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Gandhi - wielki, epicki, kapitalnie zrobiony film, a więc to co w kinie lubię chyba najbardziej. Reżyseria może nie jest jakoś imponująca pod względem generowania emocji, można nawet powiedzieć, że film jest dosyć chłodny (dla mnie to nie problem), ale jest to gigantyczne dokonanie jeśli chodzi o szerokie plany, sceny zbiorowe (podobno do JEDNEGO dalekiego ujęcia z pogrzebu spędzono na plan 300 tysięcy statystów!), odtworzenie realiów epoki. To jeden z tych niewielu filmów, w których mam perfekcyjne złudzenie, że oglądam autentyczne wydarzenia, a nie ludzi na planie filmowym i studiu. Rola Kingsleya genialna, jeden z najbardziej zasłużonych aktorskich Oscarów, charakteryzacja również mistrzostwo świata.
Piękna, ponad trzygodzinna uczta kinowa, jestem oczarowany, dam, może z lekką przesadą 9/10. Ta przesada, jak często u mnie, również ze względu na jakość obrazu: oglądałem w 4K i co chwila zbierałem szczękę z podłogi. HDR sprawia, że człowiek sobie myśli, że nigdy nie widział piękniejszej bieli niż na tych hinduskich wdziankach ;)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,176 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,865 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,252 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,751 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,417 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,620 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,273 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości