Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Tak samo Boguś Linda jest sanitariuszem zabierającym do szpitala kumpla Danielaka w "Wodzireju" ;)

Odpowiedz
I ma nawet chyba jedną czy dwie kwestie, dobrze nawet zagrane.

Odpowiedz
Anon (2018) - Andrew Niccol

W sumie to rozczarowanie. Całość powinna być jakimś miniserialem/serialem, bo półtorej godziny to po prostu za mało. Cały koncept totalnej inwigilacji i pracy policji w takich warunkach to żadne nowatorstwo, ale z olbrzymim potencjałem. Jakby to było 4-5 godzinnych epizodów to człowiek by jakoś wsiąkł. O ile rzecz jasna scenarzysta dałby radę to odpowiednio rozpisać, a w to szczerze wątpię, bo i tu jest masa "jak? po co? dlaczego?", więc rozczarowanie mogłoby być jeszcze większe. Z drugiej strony Niccol to jednak miał przebłyski w swojej karierze. Strasznie sterylne przedstawienie  świata, co mi akurat pasowało, choć można się zastanawiać skąd ta cała sterylność się wzięła. Na plus oczywiście obsada i to nie tylko Clive i Amanda.
Można w sumie obejrzeć bez większego zgrzytu, ale jednorazowo.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Layer Cake - Chyba już wiadomo skąd Żulczyk i Skonieczny czerpali inspiracje. Postać Craiga jest bardzo podobna do Kuby/Jacka. Obaj są dilerami, obaj dbają o siebie, mają wszystko zaplanowane, działają według schematu i nie cierpią gdy coś im to zaburza. Nawet fryzura i ciuchy są podobne. Niechęć do broni również wspólna. No i obaj jak przychodzi co do czego to dostają oklep, obaj się wymyślili. Poza tym to bardzo dobry film i z fabułą, która intryguje i wciąga. Gambon też bardzo fajna rola. 8,5/10.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Deszczowa piosenka - sympatyczne to, ale się postarzało. Podoba mi się osadzenie numerów muzycznych w wydarzeniach zamiast robić z nich musical renasansu Disneya (np. jak Gene tańczy w deszczu, to policjant patrzy na niego jak na wariata). Bywa zabawnie (widownia cały czas się śmiała). Zbytnio cukierkowe na mój gust, bohaterowie zbyt swobodnie podchodzą do powagi wydarzeń i jakiś diabełek zmuszał mnie do kibicowania, by im się nie udało. Scena wizji broadwayskiego numeru właściwie bezcelowa i się ciągnie, ciągnie i ciągnie.

7/10

Odpowiedz
(21-07-2020, 22:01)OGPUEE napisał(a): Podoba mi się osadzenie numerów muzycznych w wydarzeniach zamiast robić z nich musical renasansu Disneya (np. jak Gene tańczy w deszczu, to policjant patrzy na niego jak na wariata). 
Dla mnie to jest kluczowe w musicalach, uważam, że w Hair jest to zrobione najlepiej, chociaż muszę powtórzyć, bo widziałem raz wieki temu.
Chociaż w sumie lubię też wiele musicali, gdzie śpiewanie wjeżdża tak po prostu, bo taka konwencja.

Odpowiedz
Dobrze to zrobili też w filmach animowanych zrobionych za życia Disneya, bo sporo numerów muzycznych wynika z fabuły niż z konwencji (Śnieżka czy Kopciuszek śpiewają dla zabicia czasu podczas szorowania podłogi, Indianie śpiewają starożytną pieśń, Bella Note to kaprys Tony'ego) i jedynym takim musicalem ala Mary Poppins to Pinokio.

Odpowiedz
W "Hair" to jest tak pół na pół. Tak bym to określił. Piosenki zawsze zaczynają się normalnie - jakiś człowiek zaczyna śpiewać. Momentami jednak narracja staje się już tak mocno musicalowa. Przykładem jest nawet "Aquarius" i tańczące konie, ale jeszcze bardziej widać to na pewno w "Black Boys/White Boys", gdzie tekst piosenki rozgrywa się pomiędzy komisją wojskową i kobietami w parku. Obie ekipy są w zupełnie różnych przestrzeniach i łączy je tylko śpiewany kawałek. To typowo musicalowa sytuacja. Natomiast apogeum ma miejsce w "Let the Sunshine In", które nie ma żadnego zakorzenienia w rzeczywistości, bo nawet śpiewających żołnierzy podczas marszu nie można pod to podpiąć. Później kawałek jest kontynuowany przez kolejne osoby, a rozgrywa się to na przestrzeni tygodni, jak nie miesięcy.

Nie ma jednak w "Hair" takich typowo musicalowych odlotów w stylu np. wspomnianego Disneya. Dlatego określałbym to połowicznie.

"Hair" to swoją drogą arcydzieło. Mój zdecydowanie ulubiony musical. Nie przepadam za tym gatunkiem, ale "Hair" zawsze i wszędzie.
.

Odpowiedz
Mój to "Moulin Rouge" Baza Luhrmanna. Chyba głównie przez wielki sentyment do tego tytułu jeszcze z czasów nastoletnich. Jedno z moich pierwszych DVD jakie kiedykolwiek sobie kupiłem. Pamiętam, że wziąłem to w ciemno, nie widząc tak naprawdę co to za film. Po pierwszym seansie od razu poszła powtórka, a sam film obejrzałem jeszcze kilka razy w bardzo krótkim odstępie czasu. Podobnie miałem z "Więźniem nienawiści".
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
"Złoto dla zuchwałych" - nic wielkiego, ale przyjemnie się oglądało. Byłem zaskoczony jak bardzo przeciętnie wypadł Eastwood i Savalas w porównaniu do Donalda Sutherlanda, który skradł cały film. Jedna z jego najlepszych ról i najfajniejszych postaci.

Odpowiedz
Nie no, Sutherland  w tym filmie jest over the top, ale reszta też daje radę. Nikt przy zdrowych zmysłach nie posłałby takiego kolesia na front ;) Do samego filmu wracam regularnie i jak dla mnie to jest to megadobry blockbuster. Ma wszystko to, co powinien mieć film za dużo banknotów - dobrą obsadę, wybuchy, humor i niezłą rozwałkę na koniec. Można powiedzieć, że to Avengers AD 1970 w klimatach WWII.

Ulubiona scena? Oddball wcinający ser i pijący wino ;)

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Pokarm Bogów - dramat
Fatalne efekty, głupie postaci...

Skowyt
Trochę lepszy, efekty momentami rewelacyjne ale całość dobija głupia poszatkowana historia. W pewnym momencie nawet znika se 1 z bohaterów i... Tyle. Nie ma go do końca filmu
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Haeundae z 2009, czyli koreańskie kino katastroficzne - film trwa dwie godziny, a przysięgam, mam wrażenie, że wszystko wlokło się przynajmniej drugie tyle. Gdyby postawiono w całości na lekką, nieco głupkowatą, slapstickową komedyjkę, byłoby świetnie i sympatycznie, ot, filmik w sam raz na lato. Problem w tym, że to miało być w zamierzeniu o katastrofie, o wielkim jak skurwysyn tsunami, o falach które miażdżą budynki, miotają łodziami i w ogóle, a wyszło... nie wiadomo co. I o ile sam atak tsunami jest spoko (chociaż trochę razi cgi, ale przymykam na to oko), to jednak trwa za krótko, jest dopiero w trzecim akcie i w sumie nic się w nim ciekawego nie dzieje, a jedyny zgon, który naprawdę mnie przejął, dotyczył postaci z trzeciego planu. Baaaardzo naciągane 7/10, bo mimo wszystko ta sielankowa część bardziej mi się podobała.

Odpowiedz
Drabina Jakubowa (1990)

Życzyłbym sobie, żeby każdy horror w tak dogłębny sposób oddawał ideę niekończącego się koszmaru, idealne połączenie przyziemnego dramatu z horrorem który jest tak prawdziwy i namacalny dzięki prostej, ludzkiej historii z którą każdy może się w jakiś sposób utożsamić.

Ten film jednocześnie wzrusza i wywołuje ciarki na plecach których już od dawna nie czułem. 10/10

Odpowiedz
Pamiętam jak ludzie się podniecali w swoim czasie "Szóstym zmysłem" który do "Drabiny..." nie ma startu.
Będę musiał powtórzyć bo widziałem wieki temu.

Odpowiedz
Pamiętam, że Drabina ma strasznie naciągany twist, który jest okropnym przeskokiem rekina i jest wsadzony na zasadzie "Bo tak" i kompletnie nie klei się z resztą filmu.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Niczego takiego nie zauważyłem.

Odpowiedz
The Old Guard - nie ma chyba lepszej definicji BEZSTYLOWOŚCI. Wszystko w tym filmie jest nie dość, że schematyczne, to jeszcze wykonane w tak nudny i nijaki sposób, że pierwsza godzina dłużyła się niesamowicie. Nie ma na czym zawiesić oka - ciekawych plenerów brak, sceny akcji spóźnione o jakieś 15 lat, aktorstwo wycięte z dykty, a główny zły to jakaś kosmiczna pomyłka. Wyczytałem w recenzjach na RT, że to fajna rola Theron. Nic takiego nie odnotowałem, co więcej - przez 3/4 filmu chodzi z łzami w oczach jakby ktoś jej wysmarował powieki cebulą. Twisty przewidywalne, a netflixowa indoktrynacja wzniesiona na jakiś nowy poziom - w grupie nieśmiertelnych najemników jest Saracen i krzyżowiec, którzy zakochali się w sobie podczas wypraw i tak od setek lat ze sobą chodzą. Z saracenem zresztą łączy się jedna z najbardziej żenujących scen-monologów, jakie widziałem w tym roku. Końcówka zapowiada sequel, którego nie zamierzam dotykać. Mały plus za wszelkiego rodzaju ujęcia regeneracji ran po postrzałach - można było wycisnąć z tego więcej, ale i tak wyszło nieźle.

2/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Mi się bardzo spodobał, może dlatego że to wygląda jak lekko zmieniony fanfic serialu "Highlander" z Adrianem Paulem który kiedyś darzyłem wielką estymą (podejrzewam o fanbojstwo twórcę komiksu i scenariusza ^^ ). Zresztą sam film wygląda właśnie jak pilot serialu telewizyjnego o nieśmiertelnych  a nie pełnoprawna produkcja. Podtytułem mogłoby być "wprowadzenie". Główny zły to czysty pretekst :p

Odpowiedz
Najgłupsze w tym filmie jest to, że to kino w akcji w którym większości tych dobrych nie można zabić, a wszystkich złych można skasować bez problemu. Co za emocje, co za napięcie. W Nieśmiertelnym nieśmiertelni lali się między sobą i czuć było stawkę całej rozgrywki.
Co do indoktrynacji, oczywiście zdrajcą w ekipie okazuje się
Przynajmniej większość obsady to faktycznie aktorzy, czego nie jestem w stanie z czystym sumieniem powiedzieć o tej joł joł czarnej. Nie wiem co to było, ale aktorstwo na pewno nie.
I jeszcze ten jak zawsze żenujący motyw z "nową", której trzeba wyjaśnić wszystkie zasady. Scenarzysta, który odwala w ten sposób ekspozycję przy tak elementarnym poziomie worldbuildingu powinien się wstydzić. Człowieku, nie tłumaczysz widowni na czym polega incepcja, do cholery.
Aha, scenarzysta to najwyraźniej Greg Rucka. Zdumiewające, że nie pofolgował tym razem swojemu ukochanemu fetyszowi i nie wcisnął otwarcie żadnych lesbijek. Choć pewnie w sequelu okaże się, że Andromacha i skośna się lizały zanim zapuszkowali tą drugą.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,040 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,797 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,205 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,357 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,900 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,165 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości