13-08-2020, 14:55
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Wiem. Jednak mi w ogóle nie leży ta konwencja. Domyślam się nawet, że Hughesowi chodziło właśnie o to, o czym piszesz. Nie oceniam zresztą tego filmu jakoś bardzo źle (dałem 4/10, jak chodzi o cyferki), bo zrealizowane to jest pomysłowo i konsekwentnie. Mnie jednak to nie przekonuje. Nawet zachowując wydźwięk tego filmu, to jakoś bardziej widziałbym to wszystko z Ferrisem na drugim planie. Ten film ma moim zdaniem problem z konstrukcją. W sytuacji, gdzie wszystko, co istotne dotyczy siostry i przyjaciela głównego bohatera, a nie jego samego, to jednak za dużo uwagi poświęcane jest właśnie jemu. Po co, skoro on ma być tylko katalizatorem wydarzeń istotnych dla innych postaci? No to lepiej, gdyby większą uwagę poświęcić tym postaciom. W tej sytuacji, która jest, to film w większości sprowadzania się do pokazywania wygłupów Ferrisa. Nie trafia to wszystko do mnie.
.
The Tax Collector - o matko, co Ayer zrobił... Nie wierzę, że to wyszło spod ręki gościa od "End of Watch", "Street Kings" i "Harsh Times". Jakiś totalny, półamatorski paździerz z nierealistyczną fabułą i groteskowymi dialogami. Pierwszy akt jeszcze da się oglądać, Szyja jest naprawdę świetny, ale potem dzieją się rzeczy niewytłumaczalne: film przeistacza się w skrzyżowanie Piły z melodramatem z Hallmark Channel. Żenada, tragifarsa i gówniany kicz. Zdecydowanie odradzam.
3/10 14-08-2020, 01:09
Ayer to również reżyser Suicide Squad i Sabotage ;)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
14-08-2020, 08:26
Przy Tax Collector już pierwsze zdjęcie krzyczało aby omijać ten film szerokim łukiem bo będzie szpanerskie gówno. Ayer trzyma forme z ostatnich tytułów.
14-08-2020, 08:45 (14-08-2020, 01:09)Mental napisał(a): Szyja jest naprawdę świetny Wygląda i chodzi jak bohater Cruise'a w Collateral... tylko w przeciwieństwie do niego Shia nie ma w tym filmie ani jednej sceny w której moglibyśmy zobaczyć jak do kogoś strzela albo się z kimś napier... Wiec tylko chodzi i wygląda groźnie :P Dziwna rola.
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!
14-08-2020, 09:33 Snappik napisał(a):Ayer to również reżyser Suicide Squad i Sabotage ;) Tak, ale w "Poborcy" wraca do korzeni, czyli do latynosko-murzyńskich przestępczych subkultur w Los Angeles. Tymczasem odwalił taką żenadę, jakby nie ogarniał tematu. 14-08-2020, 09:49
Sputnik (2020) - z rosyjskim kinem mam bardzo mało do czynienia, albo trafiam na ociekającą patosem i slomo inscenizację walk o Stalingrad z cnotliwymi gierojami i komicznymi nazistami, albo na coś takiego: na Ziemię wracają kosmonauci, rozbijają się gdzieś na kazachskim zadupiu. Wkrótce po tym wysoko postawiony towarzysz ściąga do bazy wojskowej panią doktor, by pomogła kosmonaucie z jego problemami. Jak się okazuje, na Ziemię wrócili z pasażerem na gapę który wydaje się być jakimś upierdliwym pasożytem.
Było? Było. To kotlet odgrzewany wielokrotnie (by wspomnieć motywy znane z Obcego, Żona Astronauty, Gatunku, Cosia i tak dalej i tak dalej) ale mimo wszystko to kotlet smaczny, zjadliwy. Dobry film no, nie liczyłem na wiele i się pozytywnie zaskoczyłem, bo jakieś 3/4 całości wgniotło mnie i przeorało, naprawdę kawał fajnego kina, szkoda tylko, że 1/4 posysa. No, ale 8/10 oczek się należy na filmwebie, nawet jeśli to ocena na wyrost. Wszystko tutaj wygląda świetnie, jest gore i krew, są komunistyczne laboratoria, niekończące się badania, analizowanie notatek i zdjęć, materiałów wideo i wyników, brak o dziwo nadmiernego patosu i chwalenia gierojów oraz ZSRR (jest nawet pokazany materiał, jak "kosmonauci" wrócili cali i zdrowi i witają ich wiwatujące tłumy, a prawdziwi są zamknięci cholera jedna wie gdzie!) i tylko wątek gówniaka jest z dupy. Chłop ma syna, o którym nie wiedział i jest mu teraz smutno, bla bla bla. Sam potworek pojawia się kilkakrotnie, choć na krótko; skojarzenia z xenomorphem są tak oczywiste, że aż chamskie, ale już sam motyw kupuję i chwalę. Pani doktor i pan kosmonauta także niczego sobie, więc... no jak ktoś ma wolny wieczór, to może obejrzeć, o. 16-08-2020, 11:57
Dzień szarańczy (1975, reż. John Schlesinger)
Jeden z tych mniej docenianych klasyczków lat 70., który jakoś umknął w pamięci kinomanów. Moim zdaniem bardzo niesłusznie, bo to genialne ukazanie mrocznego wnętrza bańki mydlanej nazywanej Fabryką Snów. To także klasyczna historia o tym co biedny, ogłupiony miłością mężczyzna jest w stanie poświęcić dla ukochanej, która w rzeczywistości go bezwstydnie dyma. Homer Simpson (nie mylić z tym żółtym pączkożercą) to jedna z najtragiczniejszych postaci, jakie widziałem w kinie. Wspaniale zagrany przez Donalda Sutherlanda szary nieśmiałek, który chciał po prostu zapewnić swojej kobiecie szczęście, podczas gdy dla niej nawet cała ręka to było za mało. Ten jego monolog, w którym zwierza się z tego co go niszczy to scena tak potężna, że brak nominacji do Oscara jest tu wręcz nie do uzasadnienia. Karen Black w roli zepsutej do szpiku kości początkującej aktoreczki-dziwki także dzielnie dotrzymuje mu kroku i świetnie maskuje swą nikczemność wdziękiem. Dużo scen to perełki w swej wymowie - kręcenie bitwy pod Waterloo, napaść seksualna na kurzej fermie, epizod Geraldine Page... Film jednak wygrywają ostatnie minuty, czyli surrealistyczna sekwencja, która jest istnym ukoronowaniem fałszu klasycznego mitu o Hollywoodzie jako krainie beztroski i spełnionych marzeń. Dla widza istny kac. 9/10 17-08-2020, 11:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-08-2020, 11:18 przez Kryst_007.)
Project Power(2020)
Postanowiłem coś napisać o tym filmie, bo jak zacząłem przeglądać jakieś recenzje to się za głowę złapałem. Może najpierw czym ten film nie jest (bo dla wielu jest to najwyraźniej Wielka Zagadka) - to nie jest ambitne sf - to nie jest dramat psychologiczny - to nie jest film który ma kimś wstrząsnąć - to nie jest wielki blockbuster A co to w ogóle jest. Ano mamy niezbyt gadatliwego Twardego Gościa któremu handlarze narkotyków zrobili krzywdę/porwali kogoś bliskiego. Czas więc zrobić revenge z misją ratunkową wykorzystując swoje umiejętności nabyte w wojsku. Gdzieś tutaj się zaplącze gliniarz najpierw wrogi potem nie i nastolatka. Brzmi znajomo? Powinno. Każdy to chyba już kiedyś widział, można powiedzieć. Różnica jest taka ze ten narkotyk to takie wykręcone coś uaktywniające u każdego jego własną supermoc - ale tylko na 5 minut. Supermoc jest tylko jedna, nie czyni więc niepokonanym co udowadniają bohaterowie radząc sobie z reguły z delikwentami po Bożemu - spluwą, pięścią lub pomyślunkiem. Klisza na kliszy ale jest to fajnie i z biglem zrobione, są efekty, są pomysły radzenia sobie z supermocami, bałem się że Foxx będzie "czarnym z nawijką" a tu nie - twardziel jak trza i to bez napinki. Teraz to dopiero chcę go zobaczyć jako Spawna :P Oglądało mi się świetnie, film pomimo "że go już znałem" mnie wciągnął, kino rozrywkowe takie jak trzeba. 8/10 17-08-2020, 20:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-08-2020, 20:28 przez Rozgdz.)
Buntownik bez powodu - nie byłem w stanie kupić motywacji postaci Deana i jego partnerki - takie snowflake'i lat 50 XX w. Ciekawa za to była postać Plato i w sumie to ona mogła być głównym bohaterem. Z kolei druga połowa robi się bardziej konkretna. Finał trzymający w napięciu.
7/10 Rio Bravo - czyli film, na który moi rodzice chodzili z pięć razy do kina. Początek bez słów - świetny. Ale szczerze mówiąc - przysypiałem w niektórych momentach i ten western mnie znużył. Piosenka Martina dość ładna, spoko postać kobieca nieograniczająca się do bycia płaczliwą trzpiotką (nawet dość progresywna na tamte czasy) i sympatyczny drugi plan. Znowu udany finał. 7/10 Lenny - forma stylizowana dokument (zanim tego nie zohydziły polskie telewizje) + charyzmatyczny Hoffman w roli równie charyzmatycznej postaci = good stuff. 9/10 Człowiek Demolka - ja pierdziu. Przyszłość w tym filmie to faktycznie wygląda jak nasza rzeczywistość. Brakuje tylko, żeby postać Wesleya Snipesa (swoją drogą - świetna stylówa) głaskali po główce, "bo jest czarnoskóry, więc on dindu nuffin". W sumie to typowy sf manly man akcyjniak z lat 90., ale przez to jak trafnie przewidział jak ludzkość podążyła w złym kierunku, to dodaje mu dużej wartości. 9/10 Tango i Cash - technicznie tytułowi bohaterowie mieli być różni, ale w zasadzie są jak PiS i PO - odmienna jest tylko retoryka. Nawet wspólnie zgadzają, jaki wpiernicz spuścić fałszywym świadkom. Muzyka zaś brzmi jak z czołówki Jednego z dziesięciu. A tak to bardzo przyjemny film z fajnym duetem na ekranie. I chylę czoła, że udało się im sprzedać Stallone'a jako kujonowatego garniturka. 8/10 17-08-2020, 21:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-09-2020, 13:26 przez OGPUEE.) Cytat:Człowiek Demolka - ja pierdziu. Przyszłość w tym filmie to faktycznie wygląda jak nasza rzeczywistość. Brakuje tylko, żeby postać Wesleya Snipesa (swoją drogą - świetna stylówa) głaskali po główce, "bo jest czarnoskóry, więc on dindu nuffin". W sumie to typowy sf manly man akcyjniak z lat 90., ale przez to jak trafnie przewidział jak ludzkość podążyła w złym kierunku, to dodaje mu dużej wartości. Jak się rzekło - najbardziej realistyczna wizja przyszłości/obraz dystopii, jaki kiedykolwiek nakręcono. Od tego realizmu odwraca uwagę trochę głupkowaty humor, ale pod tym humorem tętni prawdziwy koszmar. 17-08-2020, 21:55
Ten humor to coś przez co nie mogę tego filmu uważać za dobry
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 17-08-2020, 22:18 (14-08-2020, 01:09)Mental napisał(a): The Tax Collector - o matko, co Ayer zrobił... Nie wierzę, że to wyszło spod ręki gościa od "End of Watch", "Street Kings" i "Harsh Times". Jakiś totalny, półamatorski paździerz z nierealistyczną fabułą i groteskowymi dialogami. Pierwszy akt jeszcze da się oglądać, Szyja jest naprawdę świetny, ale potem dzieją się rzeczy niewytłumaczalne: film przeistacza się w skrzyżowanie Piły z melodramatem z Hallmark Channel. Żenada, tragifarsa i gówniany kicz. Zdecydowanie odradzam.Możesz szerzej? Bo ja, choć Ayera traktuje raczej z beką ("Street Kings" to jego najlepszy film - i jest naprawde spoko, ale tam scenariusz współtworzył Elroy), to myslalem, zeby sprawdzic ten film dla Szyi. 18-08-2020, 10:08 (17-08-2020, 11:10)Kryst_007 napisał(a): Dzień szarańczy (1975, reż. John Schlesinger) Dzięki za tę mini-reckę, zawsze dobrze się Ciebie czyta. Dopisuję do kolekcji lat 70tych które muszę obejrzeć. 18-08-2020, 10:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-08-2020, 10:34 przez Doppelganger.) Crov napisał(a):Możesz szerzej? Fabuła jest kompletnie wyssana z anusa. Los Angeles przypomina tu jakieś podupadłe miasto w Meksyku, którym rządzą mityczni bossowie karteli i walczą między sobą jak tylko przyjdzie im ochota. W dodatku całość jest na maksa przerysowana (oprócz postaci granej przez Szyję - ta jest paradoksalnie najbardziej wiarygodnie przedstawiona i mocno osadzona w realiach). Zresztą wystarczy rzucić okiem na plakat - stylizowany na jakiś grindhouse Rodrigueza albo inne gówno. Ayer postanowił też zupełnie spierdolić temat relacji rasowych między Murzynami i Latynosami, co tak dobrze sportretował choćby w "End of Watch", gdzie obie grupy nienawidzą się nawzajem (jest to zgodne z rzeczywistością) i czarni w mega rasistowski sposób komentują napływ Meksykanów do ich dawnych dzielnic. W jego nowym filmie wątek ten został postawiony na głowie i przypomina bajeczkę dla dzieci: Murzyni gotowi są teraz oddać życie za latynoskiego underbossa i dosłownie idą za nim w dym. Nie ma w tym nawet krzty sensu czy elementarnej powagi. Technicznie "Poborca" stoi poziom niżej od poprzednich dokonań Ayera. Wali od niego mega taniochą ostatnich kilkunastu filmów z Seagalem. I jak ktoś wspomniał wyżej, Szyja dostał świetną rolę do zagrania, ale... no nie chce ci za bardzo spojlować, ale niezbyt miał okazję się wykazać. Sporo się o nim gada, jaki to on nie jest zajebisty i bezwzględny, lecz ani razu nie mamy okazji zobaczyć go w prawdziwej akcji. 19-08-2020, 12:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-08-2020, 12:38 przez Mental.)
Dopiero teraz obejrzałem Cop Land z '97 - bardzo fajne, bardzo proste, bardzo dobre kino, ale de Niro jakoś mi tam przeszkadzał, wydawał się być... no nie wiem, przerysowany? Niepasujący do reszty? Jak z innego filmu? W sumie to jedyna wada, no, chociaż oprócz niego było zdecydowanie za mało "przygód" przygłuchego Stallone'a, taki klimacik małej mieściny jest po prostu genialny. Nie do podrobienia!
22-08-2020, 10:38 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,248 | 243,809 |
16-05-2026, 11:11 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,961 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,269 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,459 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,757 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,446 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 724,248 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,339 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 327 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 2 gości |


Spoiler





