Krótka piłka, czyli mini-recenzje
PALM SPRINGS - bardzo fajna, prosta opowiesc z motywem utknięcia w pętli czasowej. Od "Dnia Świstaka" odróżnia go to, że mamy dwoje bohaterów w pętli (a może nawet więcej?), których relacja jest w centrum. Słodkie i zabawne. Polecam, zwłaszcza jak ktoś lubi ten motyw. W rolach głownych Andy Samberg i Cristin Milioti, a na drugim planie JK Simmons.


Odpowiedz
(22-08-2020, 10:38)raven.second napisał(a): Dopiero teraz obejrzałem Cop Land z '97 - bardzo fajne, bardzo proste, bardzo dobre kino, ale de Niro jakoś mi tam przeszkadzał, wydawał się być... no nie wiem, przerysowany? Niepasujący do reszty? Jak z innego filmu? W sumie to jedyna wada, no, chociaż oprócz niego było zdecydowanie za mało "przygód" przygłuchego Stallone'a, taki klimacik małej mieściny jest po prostu genialny. Nie do podrobienia!
Kultowa pozycja w kręgu fanów serialu "The Sopranos".

Enviado desde mi Mi A1 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
Oko kota (1985, reż. Lewis Teague)

Taka tam typowo sympatyczna, przyjemna w oglądaniu ramotka lat 80., pod którą podpisał się sam Stephen King. Trzy historyjki - w pierwszej James Woods jako nałogowy palacz, korzystający z usług kliniki leczącej uzależnienia wyjątkowo niekonwencjonalnymi metodami ;) W drugiej Ted Striker z "Czy leci z nami pilot" zmuszony przez lynchowskiego Barona Harkonnena do wykonania mrożącego krew w żyłach wyzwania. W trzeciej mała Drew Barrymore i troll wydobywający się z jej ściany.

Fajny pomysł by połączyć te trzy wątki jedną postacią kota, mimo że jedynie w tym ostatnim pełni dużą rolę. Pierwsze dwa bronią się tu naprawdę niezłym pomysłem. Szczególnie ten palacza to całkiem niegłupia satyra na kliniki uzależnień okraszona fajnym czarnym humorem. Niestety ten trzeci wątek już pasuje do reszty niczym kanibal w sklepie wegetariańskim. Tak jak w poprzednich miały przerażać realizm i ludzka natura, tak na sam koniec ni stąd, ni zowąd twórcy wyskakują z jakimś elementem fantastycznym. Historyjka z trollem bardziej pasowałaby do "Gęsiej skórki" lub "Czy boisz się ciemności?". Tym bardziej z tą swoją familijną konwencją.

6/10

Odpowiedz
Dzień szarańczy, 1975, reż. John Schlesinger

Bezkompromisowe, znakomite kino. Hollywood jako nowy Babilon w okresie powstawania pierwszych filmów dźwiękowych i mitów wielkich gwiazd. Oglądacie dramat który z czasem zamienia się w ... zobaczycie sami. A może był taki od początku?
No właśnie, reżyseria jest tak dobra, że daje nam czasu subtelne znaki że ten film zaraz może się zmienić w coś dosyć osobliwego i przerażającego. Ktoś nazwał ten film "najlepszym horrorem" który horrorem nie jest" i coś w tym jest.

Tutaj mamy dwie płaszczyzny na których można to rozpatrywać: życie w tym nadmuchanym balonie zwanym "Fabryką Snów" oraz kwestia traktowania Homera Simpsona przez Fay. Jego upokorzenie jest tutaj wręcz przygnębiające gdyż sam bohater wydaje się mieć syndrom nieświadomej regresji, co widać w jego reakcjach na kobiety albo alkohol.

Chciałbym zobaczyć dziś taki film w odniesieniu do Hollywood i tego co o nim teraz wiemy (np kręgi pedofilskie). Tutaj też sielankowo nie jest, niektóre sceny robią naprawdę wrażenie.
Ostatnie 20 minut to prawdziwy szok, a wszystko zaczyna Homer Simpson.

Aktorstwo jest znakomite. Zadziwia mnie jak niezwykle dobrze, bez szarżowania potrafił grać Donald Sutherland. Karen Black świetna choć z tą aktorką mam pewien problem: jej grze nie można nic zarzucić ale wg mnie nie pasuje do roli młodej trzpiotki - miała w filmie 36 lat, co widać. Wdzięku też jej można odmówić, ale to już kwestia gustu. Widziałbym w tej roli jednak inne aktorki. Reszta obsady też bez zarzutu, na czele z tym dziwnym dzieckiem, które od samego początku budziło we mnie niepokój.

Scenografia jest taka, że wydaje się że jesteśmy znowu w "Chinatown". Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego ten film nie jest tak głośny jak Chinatown, może jedynie trochę mu ustępuje scenariuszem, ale cała reszta jest na podobnym poziomie, czyli bardzo wysokim, wręcz rewelacyjnym.

Znakomity film o iluzji, ułudzie, ludzkiej przemocy zrodzonej z frustracji + jak to bezwględna kobieta potrafi wykończyć dobrodusznego faceta.

9/10

Odpowiedz
Widzę, że moja recenzja zachęciła :)

Czekam na "Babylon" Chazelle'a. Co prawda ma to być film o erze kina niemego, ale scenariusz jest właśnie opisywany jako taka krzyżówka "Dnia szarańczy" z "Satyriconem" Felliniego, więc duża szansa że w końcu dostaniemy po dłuższym czasie jakąś solidną produkcję o mrokach Hollywoodu.

A ten dziwny chłopaczek z tą blond czuprynką to mały Jackie Earle Haley, o czym już wspominałem w temacie "To on w tym występował?" ;) W paru momentach zastanawiałem się czy to chłopiec czy dziewczynka.

Odpowiedz
Ja byłem przez cały film przekonany, że to dziewczynka. Wyjątkowo wkurzająca dziewczynka.

Odpowiedz
A widzieliście "The Player" Altmana? Też bardzo dobry film, na imdb znalazłem fajne określenie owej produkcji "The best anti-Hollywood film ever made by Hollywood" :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Jeszcze nie oglądałem, ale mam plany nadrobienia zaległości ;)

Odpowiedz
Peninsula (2020) już wyszła na zagranicznych alternatywnych rynkach - zawód okrutny. Z klimatycznego i brutalnego filmu o zombie, którym był Train to Busan, zostało tylko przykre wspomnienie. Dalej wygląda to wspaniale, prolog na statku może nie jest genialny, ale daje nadzieje na coś naprawdę fajnego i w dość intrygującej lokacji (bo w sumie chyba tylko jedna część REC działa się na statku, innych tego typu filmów nie kojarzę), ale potem następuje bzdurny timeskip o cztery lata i... wszystko idzie w cholerę. Gangusy z Hong Kongu chcą kasę, bo skoro Korea opanowana jest w całości przez żywe trupy to nic nie stoi na przeszkodzie, by obrabować tamtejsze banki i tyle. Jak się okazuje, Korea istotnie jest zniszczona, poza oczywiście malutkim skrawkiem będącym centrum handlowym i okolicą, gdzie rządzi gang psychopatów; strzelają się, biegają, uciekają, ścigają, a wszystko z trupami w tle. Normalnie jakbym oglądał odcinek The Walking Dead, ale z większym budżetem (i to NIE JEST zaleta) albo jakąś wariację na temat najgorszych elementów Mad Maxa (łącznie z irytującymi gówniakami, dziwaczną areną walk i pościgami samochodowymi, które choć baaaardzo efektowne, to bezsensowne jak nie wiem co). Naciągane 5/10, z litości. Niestety.

Odpowiedz
Samoloty, pociągi i samochody, reż John Hughes, 1987

Bardzo mądre kino, może bez jakiegoś mistrzowskiego szlifu, ale takie filmy lubię. John Hughes potrafił, oj potrafił zrobić kawał filmu, W sumie to piękny film o przyjaźni i o tym, że rodzina jest najważniejsza. Pod koniec się trochę wzruszyłem a rzadko mi się to zdarza. Jest też trochę nienajgorszego humoru, niezbyt nachalnego, trochę w stylu Hughesa.

Napiszę też klasyczny tutaj banał, ale... szkoda, że takich filmów już się nie robi.

Możecie takie filmy spokojnie pokazywać swoim dzieciom ;)
P.S. Fajny epizod Kevina Bacona.

8/10

Odpowiedz
Pełna zgoda, ja daję nawet 9/10, to jedna z moich ulubionych komedii i nigdy nie mogę się zdecydować, co jest lepsze, to czy „Wujaszek Buck” (też Hughesa i też John Candy wymiata). Jedyną wadą jest chyba tylko tytuł (mówię o ang.), kompletnie wyprany z oryginalności. Przypominam przy okazji, że u nas kiedyś w TV film latał też pod tytułem „Jeden bilet na dwóch” (za co zdobyłem raz punkty w Avtaku, choć przy lekkich kontrowersjach, he he).

Odpowiedz
Śmierć w Wenecji - jestem trochę zaskoczony, bo... nie jest to film o dwóch facetach w łódce :P Zawsze miałem wyobrażenie, że to pełnoprawny gejowski romans, a w rzeczywistości profesor i Tadziu nie mają nawet wspólnego dialogu, od biedy można nawet się sprzeczać, czy to jest zauroczenie homoseksualne, czy kompletnie platoniczne. W ogóle dialogów jest skrajnie mało (oprócz retrospekcyjnych dyskusji z przyjacielem, które są swoją drogą najgorszym elementem filmu, chociaż oczywiście dzięki nim można sensownie interpretować), co dla mnie jest plusem, bo Visconti musi operować głównie obrazem, a operuje nim przepięknie: prolog ze statkiem przypływającym do Wenecji jest wprost cudowny - piękna kinowa "adaptacja" Turnerowskiego Temeraire’a. Cały film jest wysmakowany wizualnie do granic możliwości, reżyser absolutnie nigdzie się nie spieszy, przez co pewnie większość widzów uzna go za przeraźliwie nudny, ale ja wsiąkłem w przedwojenną Wenecję w całości, z chęcią obejrzałbym wersję dłuższą nawet o kolejne pół godziny.
Dodatkowo jest to film, który po seansie można długo analizować, dyskutować, interpretować. Ogólnie bardzo mi się podobało, ale wad też jest się trochę znajdzie (przykładowo rola Bogarde'a z jednej strony jest całościowo świetna, z drugiej jednak ma fragmenty niepotrzebnej nadekspresyjności). Dam 8/10 i bardzo chętnie będę poznawał resztę twórczości Viscontiego, bo znam tylko Lamparta od którego się odbiłem z 15 lat temu. W sumie dopiero przy czytaniu o Śmierci dowiedziałem się, że Luchino zekranizował jedną z moich ulubionych książek - Obcego Camusa.

Odpowiedz
Polecam "Portret rodzinny we wnętrzu" - niesamowicie bogaty w treść film, pełen znakomitych dialogów i o niepowtarzalnym klimacie (jest tam kilka estetycznych perełek). Wszystko dopełniają rewelacyjny Lancaster i Berger.

Osobiście Lamparta bardzo lubie, chociaż nie aż tak jak książke Lampedusy. No, ale ja uwielbiam spokojnie kino kostiumowe a ta historia o przemijaniu i upadku starego porządku bardzo do mnie trafia. Rota napisał tam też wspaniałą muzyke a Delon i Cardinale są absolutnie cudowni.

Szkoda, że filmy Viscontiego w Polsce nie należą do najłatwiej dostępnych, szczególnie "Ludwiga" i "The Damned" bardzo chce obejrzeć.

Odpowiedz
(28-08-2020, 15:31)Kuba napisał(a): No, ale ja uwielbiam spokojnie kino kostiumowe a ta historia o przemijaniu i upadku starego porządku bardzo do mnie trafia.
Ja im starszy i im więcej filmów mam na koncie, to też coraz bardziej doceniam kino kostiumowe. Powiedziałbym nawet, że ta konwencja ma te same zalety i możliwości co Sci-Fi, tylko Sci-Fi patrzy w przyszłości, kino kostiumowe w przeszłość, a mogą opowiadać o tym samym zjawisku.

Odpowiedz
Ja co prawda filmy chętnie z każdego gatunku oglądam, ale jednak nie ukrywam, że kino kostiumowe, historyczne czy też epickie należy do mojej ścisłej czołówki. Zwłaszcza kiedy reżyser jest dobry. A Visconti jest w odwzorowywaniu epok znakomity. Przy "Lamparcie" czuć także jak osobisty był to dla niego projekt. Chętnie obejrzałbym ten film jeszcze raz na wielkim ekranie.

Filmy Viscontiego przypominają mi nieco twórczości Jamesa Ivory. Obu cechuje niezwykła wrażliwość, oboje świetnie nakreślają swoje światy z rozmachem nie zapominając jednocześnie o bohaterach, którzy pomimo wszystko są najważniejsi. Oczywiście Włoch reżyserem jest raczej na pewno lepszym.

Odpowiedz
The Damned (po naszemu Zmierzch Bogów) akurat z biegiem lat coraz mniej mi się podoba. Chwilami sprawia wrażenie prestiżowej wersji filmów typu nazisploitation. No i lansuje pewną poronioną tezę dotyczącą totalitaryzmu.

Odpowiedz
O jakiej tezie mówisz?

Odpowiedz
Że system totalitarny opiera się na patologicznych jednostkach, a nie na przeciętnych masach.

Odpowiedz
Potwierdzam: filmy o totalitaryzmach, które skupiają się wyłącznie na Stalinach i Hitlerach, a ignorują poparcie mas, są bezwartościowe.

Odpowiedz
Mam problem, bo ...I sprawiedliwość dla wszystkich z '79 niby jest świetnym filmem, dosadnym i w ogóle, przedstawiającym prawnicze środowisko z zewnątrz i wewnątrz, ale przy tym zbyt heheszkowym i satyrycznym. Taki rozrzut, no, trochę za duży jak na mój gust. Gdyby iść w jedną lub drugą stronę - czyli albo 100% poważnego podejścia, albo 100% śmieszkowego - byłoby znacznie lepiej, a tak mamy piszczącego Pacino podczas lotu śmigłowcem, sędziego który próbuje sobie odstrzelić łeb strzelbą ale nie sięga do spustu, łysego adwokata z tupecikiem którym posługuje się na kapeluszem, wrzeszczącego mecenasa "jeszcze nie skończyłem", gdy ochrona wyciąga go z sali, komisję która zadaje w kółko te same pytania i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, gościa miotającego talerzami na korytarzu... a na drugim biegunie gwałt, morderstwo, samobójstwo, niekończące się przesłuchania i analizy komisji, problemy z dokumentami, przekraczanie terminów, porwanie zakładników. No kurwa! Jak na (za filmwebem) dramat sądowy trochę mało tu tego dramatu sądowego, ale i tak 8/10. A była szansa na znacznie, znacznie więcej.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,068 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,802 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,213 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,361 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,982 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,196 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości