Krzyżowiec
Liczba postów: 7,252
Liczba wątków: 19
#Alive (2020)
Z braku laku zapuszczam sobie czasem jakiś film o zombie. Generalnie to bardzo przewrotny podgatunek horroru, przynajmniej dla mnie, bo istnieją chyba tylko dwa tytuły, które spełniają moje kryteria, z czego jeden to ten z rodzaju "it's zombie, but im not saying it's zombie".
Mam na myśli oczywiście "28 dni później", oraz remake "Świtu żywych trupów".
Produkcja południowokoreańska to taka kolejna wariacja na temat gatunku, jakiś emo streamer zostaje uwięziony w mieszkaniu, podczas gdy na zewnątrz rozgrywa się apokalipsa. Chłopakowi odcinają wodę, ale co ciekawe nie prąd, żarcia ma na 5 dni, ale w 20-tym nie wygląda na głodnego. Pićko też się kończy dosyć szybko, bo oczywiście tylko szury uzupełniają wszystkie dostępne naczynia kranówą. Zombiaki w zgodzie z kanonem snują się jak goście weselni na poprawinach, tak że na wyjebce można sobie koło nich przejść, zrobić zakupy i jeszcze babcia przy kasie poszuka 12 gr.
4/10
10-09-2020, 13:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-09-2020, 13:05 przez Kluski.)
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
The Babysitter: Killer Queen
Dawno nie oglądałem tak przestylizowanego i żenującego filmu, 3/10 za parę momentów.
PS: Samara Weaving jednak się pojawia, ale jej wątek nie ma za grosz sensu.
11-09-2020, 09:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2020, 09:48 przez marsgrey21.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,479
Liczba wątków: 148
The Silencing (2020)
Wielkie rozczarowanie. Film, który z każdą kolejną minutą się coraz bardziej rozłazi, aby finalnie prowadzić do niesatysfakcjonującego, coby nie napisać kuriozalnego finału. Lenistwo scenarzysty w kontekście śledztwa, które jest prowadzone w filmie nie zna granic, a postać młodej pani szeryf urywa się chyba z innej bajki. Największy plus to Lannister w roli głównej i sam pomysł, który na papierku wydawał się całkiem ok. Wykonanie i sposób poprowadzenia, niektórych wątków pozostawia jednak sporo do życzenia. Niby oceniłem na 5/10, ale teraz tak na chłodno to wydaje mi się, że za wysoko.
11-09-2020, 10:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2020, 10:11 przez Pelivaron.)
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,863
Liczba wątków: 4
Pelivaron dateline
[b' napisał(a): Amerykanin w marynacie (2020)[/b]
Najnowsza komediowa propozycja od Setha Rogena, która jest fajna... przez pierwsze 10, może 15 minut, kiedy mamy sekwencje z przeszłości i poznajemy historię głównego bohatera przed trafieniem do solanki, która go hibernuje do czasów obecnych. Później niestety przekształca się to w czerstwą komedyjkę o fajnych żydkach, którzy niby ze sobą walczą, ale finalnie każdy wie w jaką stronę to idzie. No i dwa niefajne żarty o Polaka, które w sumie mi wiszą, ale odnotowuję. Daję 3/10, ale przede wszystkim za fajny prolog stylizowany trochę na stare kino, w formacie 4:3, do tego z epizodem sympatycznej, jak zawsze Sary Snook.
Dawaj te dowcipy, smieszne chociaz?
11-09-2020, 10:17
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2020, 10:31 przez Bucho.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,479
Liczba wątków: 148
(11-09-2020, 10:17)Bucho napisał(a): Dawaj te dowcipy, smieszne chociaz?
https://pantarhei24.com/polacy-sa-najglupsi-na-swiecie-nowy-film-hbo-o-polskim-zydzie-drwi-z-polski
Dwa razy pada, że Polacy są najgłupsi.
11-09-2020, 10:36
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
"Mocne uderzenie" (Here comes the boom - 2012)
Kevin James grywa w przeciętnych komediach, ale i tak ma jakiś naturalny talent do nieszarżowania, przez co jego postaci są... naturalne. Tak jest w przypadku filmu, w którym jako nauczyciel staje do walki w klatce (MMA), aby zarobić na szkołę. Fabuła jest pretekstowa, ale podana całkiem zgrabnie - tym zgrabniej, że wydarzenia są podane... naturalnie. Ostatnia walka naprawdę daje radę i ogólnie przygody w klatce są wiarygodne. Całość podlana jest lekkim sosem jednak nie bez przesady. Partnerująca Kevinowi Salma Hayek chyba kupiła ten klimat, bo jest czarująca.
7/10 - Feel good movie za każdym razem
Jaskinia (2005)
Grupa modeli, mająca udawać eksploratorów jaskiń, trafia na archaiczne życie w jaskini. Pomysł klasy B, i w większości takie też wykonanie - z przebłyskami. O ile gra aktorska od tej "plejady" raczej nie jest na wysokim poziomie, to realizatorsko stoi klasę wyżej. I szkoda, bo temat, choć ograny, w tym wydaniu jawi się oryginalnie. Postaci są papierowe - poza Charlie. Piper Perabo pozamiatała i zdystansowała resztę obsady, a jej walka z potworem, gdy wisi na skale to perełka w tym filmie. Zresztą, sceneria jest zajebista, a owa walka naprawdę podkreśla kunszt autorów. Poza tym drętwe dialogi i praca kamery mocno odejmuje klimatu. Twist na końcu fajny.
6/10
12-09-2020, 10:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-09-2020, 10:22 przez Debryk.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,330
Liczba wątków: 9
Cytat:Z braku laku zapuszczam sobie czasem jakiś film o zombie.
Z koreańskich zombie polecam Train to Busan i Kingdeom. Pierwszy to film, wybija się lokacją (pociąg), drugi zaś serial i wybija się osadzeniem historycznym (średniowiecze).
12-09-2020, 12:32
Krzyżowiec
Liczba postów: 7,252
Liczba wątków: 19
(12-09-2020, 12:32)raven.second napisał(a): Cytat:Z braku laku zapuszczam sobie czasem jakiś film o zombie.
Z koreańskich zombie polecam Train to Busan i Kingdeom. Pierwszy to film, wybija się lokacją (pociąg), drugi zaś serial i wybija się osadzeniem historycznym (średniowiecze).
Obejrzałem oba, oczywiście. Train jest całkiem spoko, bez wariacji typu robimy film o zombie bez zmobie, albo zombie komedię, albo some other shit (czyli 99% filmów zomboidalnych). Kingdom to niestety jeden z tych przypadków, w których zombi są tylko pretekstem do opowiedzenia hjiiiistoriiii. Ja mam od lat w głowie wizję filmu, który chciałbym obejrzeć. Przede wszystkim musiałby być surowy, nie typu found footage, bo to też niesie ze sobą głupie ograniczenia, ale zdecydowanie nie taki z eksponowanymi kadrami, z którego bije, że to po prostu film. Mogłaby być drgająca kamera, za którą tak ogólnie w sumie nie przepadam. Po prostu historia jednego dnia w dużym mieście przedstawiająca terror takiego hipotetycznego wydarzenia w możliwe najbardziej realistyczny sposób.
12-09-2020, 12:55
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Z filmow o zombie to najlepszy w ostatnich latach to One Cut of The Dead.
12-09-2020, 23:22
Agent Putina
Liczba postów: 4,332
Liczba wątków: 21
Tak, ale to wybitnie przykład filmu z zombie a nie o zombie.
13-09-2020, 00:12
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Rzeka bez powrotu (1954)
Te czasy kiedy Hollywood pokazywało Dziki Zachód przeważnie w dość infantylny sposób. Ja jestem na to zazwyczaj odporny, ale jeśli kogoś irytują te kolorowe westerny z Johnem Waynem to tu może w sumie dostać cukrzycy. :D Tym bardziej, że ten jest bardziej robiony z myślą o kolejnej letniej produkcji z Marilyn.
Ogólnie historyjka jest prościutka i mocno przewidywalna. Chyba scenarzystom niespecjalnie zależało na uatrakcyjnienie jej jakimkolwiek napięciem. Niby motywem przewodnim jest tu jakaś chęć zemsty, tyle że jest to napisane w tak do bólu łagodny i nijaki sposób, że nawet finałowe starcie jest tu pokazane na odwal i z zerową satysfakcją. Nawet wątek Indian, o których niby tyle bohaterowie mówią to jest w praktyce ledwo liźnięty. Nieźle umila to wszystko natomiast aktorski duet - zarówno urocza jak zwykle Marilyn, jak i Mitchum, któremu scenariusz wkłada w usta całkiem fajne powiedzonka. Plus - co jakiś czas przewinie się jakaś fajna ballada.
5/10
13-09-2020, 12:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-09-2020, 12:04 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,276
Liczba wątków: 77
Santana - to nie jest film o Carlosie ;) Angola postanowiła na spółę z RPA nakręcić kalkę Miami Vice - dwóch braci pracujących w policyjnej specjednostce rozbija narkotykowy biznes w Luandzie, a następnie udaje się do Kapsztadu, gdzie działają pod przykrywką celem zabicia druglorda. Brzmi znajomo? Raczej tak. Tym bardziej, że do scenariusza upchnięto wszystko, co tylko się dało - strzelaniny, pościgi, braterskie rozkminy, sceny seksu, a nawet czarną magię (tak to jest jak każą Ci na siłę do fabuły wrzucić jakieś wątki obyczajowe). Ogólnie widać inspirację reżysera amerykańskimi sensacyjniakami, Tropa de Elite, a nawet The Hitcherem z Hauerem. No ale to Angola, więc wszystko wyszło 5x gorzej i 10x zabawniej. A główny villain to taka karykatura, że Branagh z Tenet jawi się jako nieprawdopodobnie głęboki czarny charakter. Obejrzałem z ciekawości bo w sieci było troszkę buzzu z okazji "pierwszego angolskiego filmu na Netflixie", ale efekt jest tak żenujący, że nie polecam. Chyba, że do wódeczki ;)
Plusy za dwie fajne czarnoskóre dupeczki, klisze typu "przelecę Cię nocą, ale nad ranem się nie znamy" i prześmieszną końcówkę, z kuriozalnym wypadkiem samochodowym.
2/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
14-09-2020, 17:19
Stały bywalec
Liczba postów: 3,016
Liczba wątków: 8
(14-09-2020, 17:19)Snappik napisał(a): Santana - Angola postanowiła na spółę z RPA nakręcić kalkę Miami Vice - dwóch braci pracujących w policyjnej specjednostce rozbija narkotykowy biznes w Luandzie, a następnie udaje się do Kapsztadu, gdzie działają pod przykrywką celem zabicia druglorda. Brzmi znajomo? Raczej tak. Tym bardziej, że do scenariusza upchnięto wszystko, co tylko się dało - strzelaniny, pościgi, braterskie rozkminy, sceny seksu, a nawet czarną magię
Jeśli voodoo uzna się za czarną magię, to takie wątki były w Miami Vice, w odcinku 2x07 Tale of the Goat (nie wspominając o kosmitach, 4x07 Missing Hours).
14-09-2020, 20:03
Stały bywalec
Liczba postów: 13,276
Liczba wątków: 77
michax, nie jest to voodoo. Nawet gdyby, to w serialu miało to sens jako osobny odcinek/wątek. W tym angolskim (hyhy) syfie to taki z czapy pomysł po który sięga villain, aby zabić jednego z braci ;) Uwierz mi - nie chcesz widzieć jak kuriozalnie to wygląda.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
14-09-2020, 21:47
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,748
Liczba wątków: 14
Bunny Lake Is Missing z 1965.
Kobieta odprowadza córkę do przedszkola, a niedługo później dziecko znika. Śledztwo prowadzi superintendent Laurence Olivier i w zasadzie od początku pojawiają się wątpliwości odnośnie sprawy i pytanie, czy główna bohaterka czasem nie wymyśliła sobie tego dziecka. Film ma nieśpieszne tempo, trochę dłużyzn, kilka problemów fabularnych, ale nadrabia klimatem, (czasem przyjemnie ciętymi) dialogami i sekwencją finałową. Całość stanowi wypadkową "Repulsion", "Psycho" i historii detektywistycznych. W obsadzie znajduje się również Keir Dullea, czyli Bowman z "Odysei Kosmicznej", i jest tutaj świetny. W tle przygrywa (i nawet przez chwile pojawia się na ekranie) zespół The Zombies sprzed czasów wydania rewelacyjnego "Odessey and Oracle".
Żadne arcydzieło, ale warto sprawdzić choćby dla zakończenia. "Anatomy of a Murder" tego samego reżysera znacznie lepszy.
Edycja:
Obejrzałem też w końcu "Running On Empty" Lumeta. Dobre, świetnie zagrane - zarówno na ekranie, jak i fortepianie (ostatnio przypadkowo trafiam na filmy z Riverem Phoenixem - był naprawdę niezły). Dobrze wiedzieć, że również w tego typu kinie mistrz Sidney dawał radę.
17-09-2020, 22:09
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-09-2020, 22:12 przez Norton.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,276
Liczba wątków: 77
The Rental - debiut reżyserski Dave'a Franco. Dwaj bracia razem ze swoimi partnerkami wyjeżdżają na weekend do wynajętego luksusowego, dużego domu na zachodnim wybrzeżu USA. Początkowa sielanka przy trunkach i drugach zmienia się w koszmar, gdy okazuje się że zabawiającą się ekipę ktoś zaczyna podglądać. Miałem pewne oczekiwania względem tego filmu i mogę stwierdzić, że nie zawiodłem się. To znaczy - przez pierwsze 30-40 minut wszystko gra i buczy, bo Franco ma pomysł na swoich bohaterów i dobrze ich prowadzi (Dan Stevens - <3). Cały pierwszy akt i częściowo drugi są bardzo solidne. Podejrzewałem jednak, że gdzieś ta formuła musi się jednak wywrócić. Gdy stylistyka skręca w stronę typowego slashera - robi się nudno i przewidywalnie. Końcówka niby miała podbić adrenalinę i stawkę, ale w rzeczywistości niemiłosiernie wkurza swoją topornością oraz niezamierzenie (tu stawiam znak zapytania) śmiesznymi scenami. Toby Huss w roli nadzorcy posiadłości i krypto-rasisty jest niesamowicie dobry ;)
5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
17-09-2020, 22:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-09-2020, 22:20 przez Snappik.)
.
Liczba postów: 27,563
Liczba wątków: 60
Les Parapluies de Cherbourg - kurde, co za porypany film :) Spodziewałem się po prostu musicalu, a to, co zobaczyłem chyba nie można nim nazwać, bo nie ma tam żadnych osobnych, wyróżniających się sekwencji śpiewanych, czy tanecznych, bo... wszystkie dialogi są wyśpiewane, nawet zwykła scena u mechanika jest śpiewana :P Bardzo dziwny zabieg, ja raczej stronię nieznacznie po stronie tych uważających, że na dłuższą metę to zabieg jednak bardziej męczący niż piękny, wolałbym raczej normalne dialogi i w kilku-kilkunastu scenach żeby wjeżdżała część musicalowa, no ale pewnie wtedy nie byłoby Złotej Palmy w Cannes, bo byłby to najzwyklejszy musical z dosyć nudną i przewidywalną historią.
Dam 5/10
18-09-2020, 12:45
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Z dwa lata temu oglądałem, bo to ulubiony film Damiena Chazelle'a i jego główna inspiracja przy tworzeniu "La La Landu". Przyznam rację, że ten zabieg ze śpiewaniem każdej linijki dialogu jest dziwaczny i nawet dodam, że główna para bohaterów była mi mocno obojętna (późniejsi Mia i Sebastian posiadają wszystko czego nie mieli Genevieve i Guy). Z drugiej strony wiele tu jak dla mnie wynagradzają Demy i Legrand - ten pierwszy miał naprawdę znakomitą rękę do reżyserii i kolorów, a ten drugi to potrafił stwożyć muzykę niczym z baśniowej krainy. Ci dwaj Panowie są właśnie tymi głównymi powodami, dla którego nawet ten nieustanny śpiew dało mi się na spokojnie znieść.
U mnie 7/10 - cieszę się, że obejrzałem i odhaczyłem, ale Chazelle jako uczeń to mocno przerósł mistrza :)
18-09-2020, 13:38
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
A million ways to die in the west
Przed premierą miałem hajp ale potem, gdy film wyszedł, poczytałem recki i to był ten przypadek z niewielu, że olałem tytuł przez fatalne/słabe recki. Aj, że mnie podkusiło posłuchać ludków. Tytuł jest zajebisty i basta - nowoczesna, miłosna opowieść osadzona w realiach Dzikiego Zachodu - prosta historia, fajne postaci, świetny humor, który podszedł mi od samego startu. I plejada gwiazd na pierwszym oraz drugim planie + cameo niejednego aktora. Co podobało mi się najbardziej to fakt, że poprzemycano współczesne sytuacje i przetłumaczono je na tamte czasy - przez to wiele żartów sytuacyjnych wybrzmiewało świeżo, a do tego niektóre były świetnym mrugnięciem do widza.
8/10 - oby kolejne seanse obroniły tę ocenę!
19-09-2020, 18:50
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
Mechanik (2004)
Czyli słynna produkcja z wychudzonym do granic możliwości Christianem Balem który solidnie przedstawił bohatera ogarniętego obsesją, zaś sam film tematycznie przypomina mi "Drabinę Jakubową" tyle, że całości jest bliżej do thrillera niż horroru.
7/10
21-09-2020, 17:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-09-2020, 17:09 przez marsgrey21.)
|