Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Adventures in Babysitting, 1987, reż. John Columbus

Polski tytuł to idiotyczna "Zwariowana noc".

Typowa familijna komedia pomyłek tamtych czasów-urocza, zabawna, ponadczasowa. Elizabeth Shue, 3 lata po Karate Kid, wygląda w tym filmie świetnie.

Czasy się zmieniły, odbiorca również - dziś taki film by nie powstał. Ogół z którego szkicuje się bohaterów tego filmu przeżył metamorfozę. Przeciętny rasowe dziecko nie chce być już dzieckiem, a przeciętna młodzież jeśli nie chodzi z brzuchem to właśnie "zalicza", albo jara się iście wulgarnym porno (spójrzcie na dzisiejszą TV i programy typi Warsaw Shore). Młodzież dalej nie wie czego chce w życiu, ale priorytety i jej ewolucja psychiczna przeszła mutację, bynajmniej nie głosu, a mutację obyczajową. Oczywiście młodzież była taka od zawsze... albo czasów od rewolucji seksualnej, ale dzisiaj seks wyszedł z ukrycia na dobre i jest wszędzie. Rozkładówka z "Chris" byłaby zaledwie przedsmakiem bo od conajmniej 20 lat to zjawisko przyśpieszyło w tempie TURBO.

Ale w filmie tym jest inaczej, a wisienką na torcie jest mała Sara oraz przyjaciólka Chris - Brenda.

Film ma znakomite intro oraz świetną scenę w klubie bluesowym.







7/10

Odpowiedz
Wag the Dog - nie wiem czy to, że ten film jest wciąż aktualny jest bardziej zabawne czy przerażające, ale lepiej mi się go oglądało teraz niż 10 lat temu. Pewnie więcej kumałem. Czegoś mu chyba brakuje i jest trochę zbyt przegięty (albo przynajmniej za szybko przeskakuje od pewnych rzeczy, których trudno nie kwestionować), ale to ciekawy film.

A najzabawniejsze w nim jest to, że kręci się wokół faktu, że Prezydent USA molestował nieletnią, a film wyszedł miesiąc przed wybuchem afery Clintona z Lewinsky.

Plus super obsada: szczegolnie Hoffman. Chociaż DeNiro też gra tutaj ciekawie - niby trochę już w trybie typowego DeNiro, ale to były czasy kiedy jeszcze się starał.


Odpowiedz
Hoffman rzeczywiście jest tu świetny - nie ma przed nim przeszkód nie do pokonania, magia kina wszystko załatwi. :) Woody też daje czadu w roli debila. Ogólnie punkt wyjściowy tego filmu jest piękny - prezydent ma romans na boku (o ile dobrze pamiętam), więc jego podwładni w ramach tematu zastępczego wymyślają wojnę z Albanią. Spoko dziełko, trochę niedoceniane; mam wrażenie, że tak jest z większością rzeczy ze skryptem Mameta - Dom Gier, Hiszpański Więzień, nawet Spartan był całkiem dobry. Chyba tylko GGR cieszy się należytą estymą.

Odpowiedz
(23-09-2020, 19:27)Norton napisał(a): prezydent ma romans na boku (o ile dobrze pamiętam)
Tak jak pisalem wyzej: molestowal nieletnią. Nie jest powiedziane ile dziewczynka miała lat, ale chyba młodsza nastolatka.

Odpowiedz
Colombiana - 2011, Olivier Megaton

Taki sobie film. Pomysł zjechany do podeszwy, przewałkowany i wtórny. Jest kilka fajnych patentów, ale są one tak naciągane i przegięte, iż trudno w to wszystko uwierzyć. Saldana ratuje ten tytuł od katastrofy - gra bardzo, bardzo dobrze i przekonywująco. Chociażby akcja w areszcie - na granicy naginki, ale jej aktorstwo sprawia, że można w to uwierzyć. Fajny, stonowany związek i jego ukazanie tez na plus. Natomiast minusem - poza ostatnią akcją z psami, jest detektyw. Ten koleś to takie drewni, że hohohohooooo. Co ciekawe, w Rise of Planet of the Apes był tak samo drewniany XD - widać typ tak ma. Ogólnie Colombiana nastawiona jest na akcję i tę dostarcza. Jakość niezła, montaż to dramat, przegięcie goni przegięcie i gdyby to wszystko jakoś wziąć trzymać za pysk toby mogło wyjść lepiej.

4/10 - bo Saldana naprawde ratuje tego akcyjniaka klasy B.

Odpowiedz
(23-09-2020, 19:10)Crov napisał(a): Wag the Dog - nie wiem czy to, że ten film jest wciąż aktualny jest bardziej zabawne czy przerażające, ale lepiej mi się go oglądało teraz niż 10 lat temu. Pewnie więcej kumałem. Czegoś mu chyba brakuje i jest trochę zbyt przegięty (albo przynajmniej za szybko przeskakuje od pewnych rzeczy, których trudno nie kwestionować), ale to ciekawy film.

A najzabawniejsze w nim jest to, że kręci się wokół faktu, że Prezydent USA molestował nieletnią, a film wyszedł miesiąc przed wybuchem afery Clintona z Lewinsky.

Plus super obsada: szczegolnie Hoffman. Chociaż DeNiro też gra tutaj ciekawie - niby trochę już w trybie typowego DeNiro, ale to były czasy kiedy jeszcze się starał.




To samo, ogladalem krotko po premierze i raczej po mnie splynelo, ale za gowniaka jeszcze wiele nie ogarnialem. Devon Stack popelnil jedna ze swoich recek w sprawie "Wag The Dog", w swoim stylu:






@@@


(11-09-2020, 10:36)Pelivaron napisał(a):
(11-09-2020, 10:17)Bucho napisał(a): Dawaj te dowcipy, smieszne chociaz?

https://pantarhei24.com/polacy-sa-najglupsi-na-swiecie-nowy-film-hbo-o-polskim-zydzie-drwi-z-polski

Dwa razy pada, że Polacy są najgłupsi.



Coz za lenistwo, ja pierdole. Niech sobie Zydzi w Holly ciagna beke z Cebulakow do woli, ale niech to bedzie chociaz smieszne i oryginalne, a nie odgrzewa sie kotlety i stereotypy sprzed 100. lat i "mit" glupiego Polaka, ktory zreszta mial niewiele wspolnego z Polakami jako takimi, ale Polakami-imigrantami w USA, co tez zreszta mialo swoj specyficzny kontekst. No ale nawet niech bedzie, glupi Polacy, przeciez wystarczyloby to zrobic w ten sposob (i tu tez posilkuje sie starym zartem), ze Rogen chce opowiedziec cos o glupich Polaczkach, gdy ktos mu przerywa zwracajac uwage, ze jest Polakiem, na co Rogen odpowiada, ze nie ma problemu i bedzie mowic wolniej. I tak, suchar, ale przynajmniej przypomina to zart.

Ciekaw jestem gdzie w takich momentach jest ta cala Holly troska o mniejszosci, soszial dżastis i tak dalej.



Tak przy okazji, antypolska Holly (wiadomo o co chodzi) propaganda ma dluga historie, co ciekawe byla bardzo intensywna w trakcie wojny, gdy Zydzi i Polacy w Polsce byli mordowani przez Komuchow i Nazioli:

https://www.amazon.co.uk/Hollywoods-War-Poland-1939-1945-Biskupski/dp/0813125596

https://www.polamjournal.com/Library/APHistory/Hollywood-s_War_with_Poland/hollywood-s_war_with_poland.html
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Colossus: The Forbin Project (1970) - Skynet: Origins. No, może nie do końca, bo jednak Colossus nie chce wymordować całej ludzkości i, przeciwnie jak Matrix, nie uważa ludzi za zarazę którą trzeba wyplenić. Tutaj sztuczna inteligencja naprawdę chce pomóc ludzkości, rozwiązać wszystkie jej problemy i poszerzać wiedzę oraz utrzymywać pokój za relatywnie niską cenę, jaką jest duma. Jak na film, który ma te pięćdziesiąt lat, to jest to rzecz genialna i naprawdę mądra, stawiająca pytania i zmuszająca do rozmyślania. Oczywiście trzy czwarte całości to tzw. gadające głowy, a reszta to dla odmiany rozmowy, całość jest w prostackich wręcz wnętrzach, sam sposób komunikacji Colossusa trochę nie przetrwał próby czasu, ale to są takie drobnostki i głupotki, które nie przeszkadzają. Odpaliłem film niejako z nudów, na chybił trafił i nawet nie wiem, kiedy minęła ta godzina czterdzieści. 9/10 i szacunek!

Odpowiedz
Brzmi to bardzo dobrze. Jak tylko skończę Rambo: the Last Blood to biorę się za to.

Odpowiedz
No mój zachwyt może po części wynikać z faktu, że nie spodziewałem się niczego konkretnego, a dostałem kawał naprawdę świetnego kina. Gdy było już po wszystkim, gdy pojawiły się napisy końcowe byłem zdziwiony, że to już koniec :)

Odpowiedz
Rzeczywiście, wygląda to na bezpośrednią insprację do Terminatora i Matrixa. Czuć ten klimat nuklearnego zagrożenia, zimnej wojny i tego co mogą zrobić z ludźmi komputery. Strach jest mocno wyczuwalny.

Film trochę przypominą reżyserią Fail-Safe (Czerwona Linia) o której tutaj dyskutowliśmu parę stron temu, ale jest od niej gorszy.
Oczywiście mam parę problemów z projektem Colossus:

- brak zabezpieczeń na wypadek awarii.
- oddanie losów USA w ręce maszyny bez pozostawienia sobie furtki bezpieczeństwa. Nawet wtyczki potem nie mogli wyciągnąć? ;)
- dowództwo bez namysłu podejmuje decyzję o połączeniu (po raz pierwszy) z maszyną wroga. Do chwili refleksji nawet nie zmusił ich fakt, że już na starcie maszyna zaskoczyła swoich twórców.

No ale, niech będzie. Lata 70te, taka konwencja itp.

Końcowy monolog Colossusa znakomity. I nie chodzi mi tylko o jego treść ale również o sposób w jakim Colossus go wygłasza. Przesłanie i mało optymistyczny koniec stanowią o sile tego filmu. W 2020 zagrożenie przyszło z innej strony ale to nadal produkt chciwego człowieka, zła bawiącego się inżynierią społeczną a czy sztuczny czy żywy, cel pozostaje ten sam ... zniewolić. A może uwolnić ludzi od własnej głupoty?

To już pytanie na inną dyskusję.

8/10

P.S. Z czym Wam się kojarzy dźwięk chyba maszyny do pisania z samego początku filmu (chyba nawet na napisach poczatkowych)?

Odpowiedz
Ze śmiercią jej do twarzy - trzeci (albo czwarty) seans w życiu. I wciąż jest to doskonała komedia z przełomowymi i wciąż trzymającymi się efektami specjalnymi. Meryl Streep i Goldie Hawn fenomenalnie wcielają się w dwa samolubne kurwiszony, ale największe uznanie mam dla Bruce'a Willisa, który normalnie gra twardych kolesi, to tu niesamowicie wiarygodnie gra zastrachanego i pierdołowatego pantoflarza. I przemyca dość niegłupie i ponadczasowe przesłanie.

10/10

Kramer vs. Kramer - to stąd pochodzi scena z Family Guya, jak Peter dostaje lanie od Toma Tuckera :). Spodziewałem się więcej czasu ekranowego Meryl Streep. Anyway - jak każdy dobry dramat prezentuje oba punkty widzenia. Bez żadnego demonizowania z którejś strony i pokazuje głównych bohaterów jako pełnokrwistych ludzi, którzy mimo rozwodu, wciąż chcą siebie wspierać. Trochę urocze było jak Hoffman nie ogarnia jak robić śniadanie czy kupić dobry proszek do prania - jak te czasy się zmieniły...

8/10

Odpowiedz
Przystanek autobusowy (1956)

Ach, te szowinistyczne lata 50... "Królewna Śnieżka" pokazuje seksizm, ponieważ bohaterka z uśmiechem na ustach gotuje i sprząta siódemce krasnoludów? To w takim razie strach współczesnym feministkom pokazywać te oto dzieło :))))

Choć to taka kolejna lightowa produkcja z Marilyn do niedzielnego obiadku to w dzisiejszych czasach scenariusz by się nadawał na niezły thriller. Jeden z najbardziej antypatycznych głownych bohaterów w 125-letniej historii kina - chłop ze wsi zachowujący się jak rozpuszczony gówniarz, który ubzdurał sobie, że dostaje to co chce i nie zna słowa sprzeciwu. Gdy wypatruje sobie kobietę to próbuje zmusić ją do ślubu i życia na farmie, z kolei gdy ta ucieka przed nim, to łapie ją na lasso i uprowadza. Czekać tylko jak typ dostanie należyty mu wpierdol. Niby coś się tam uczy, ale szkoda że to zakończenie jest tu wręcz od czapy i na zasadzie "Nie ważne co było, byle byłby happy-end".

Marilyn bardzo dobra i to chyba jedna z jej lepszych ról - taka, w której trochę zrywa z wizerunkiem naiwniaczki. Don Murray nawet fajnie oddaje tego wybuchowego kutafona, choć zdziwiło mnie że był nominowany za tą rolę do Oscara. No i na drugim planie przewinie się paru sympatycznych bohaterów.

5/10

Odpowiedz
Greenland - miało być kino katastroficzne pełną gębą co sugerowały dość mocno trailery a dostałem dramat rodzinny z katastrofą w tle.
Nie dajcie się oszukać.
Cała historia z kometą jest tylko tłem dla podróży jaką musi odbyć rodzina bohatera grającego przez Butlera.
Oczywiście do podróży zostają popchnięci widmem rychłej zagłady, ale tutaj kometę można zastąpić czymkolwiek
i nie zauważy się różnicy. Nie jest to zły film. Ogląda się przyjemnie, jest napięcie, czasami fajne efekty ale...
mocno śmieszyło mnie to jak bardzo próbuje sie wmówić widzowi, że czarni to zawsze ci dobrzy a biali to
zawsze ci źli(oprócz naszych głównych bohaterów oczywiście). Rodzina jeśli spotyka złego człowieka, który
chce ich skrzywdzić, okraść, zabić, wykorzystać to zawsze jest to biały człowiek. A czarny w filmie to zawsze
ten który pomaga w każdej sytuacji(nawet czarny z gangu który napadł z bronią na aptekę i zabijał ludzi którzy
szabrowali pozwala cichaczem uciec naszej bohaterce i jej synowi:P
Takim polityczno poprawnym bzdurom mowie stanowcze nie.
Oczywiście reżyser mógł znakomicie zakończyć film co nawet pewne sceny sugerowały, ale nie musiał to przeciągnąć
i zrobić ckliwą końcówkę w stylu Emmerichowskiego 2012.
Gdyby nie końcówka i wszyscy dobrzy czarni to dałbym mocne 8/10. Tak dam 5/10 za Butlera, jego zawsze fajnie się ogląda.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
Greenland

No przeciętne to było. Lepsze co prawda od "2012", ale już takie "Pojutrze" bardziej mi się podobało. Wszystko w tym filmie było takie do bólu poprawne (z wyjątkiem tych dwóch Murzynów, o których pisał Danus - w scenie w aptece nawet specjalnie się przyglądałem czy jakiś czarny plądruje), jadące na sprawdzonych schematach, nie wnoszące w zasadzie nic do gatunku kina katastroficznego. Aktorzy są ok - Morena Baccarin jak zawsze ładnie się prezentuje, Gerard Butler sporo charyzmy, a ich dzieciak nie irytuje. Jakbym miał wskazać jakiś taki naprawdę kiepawy element tego filmu to końcówka - film jest za długi o 2-3 minuty. Ode mnie też 5/10.

Odpowiedz
The Veil (2016) - spooktober trwa, postanowiłem w tym miesiącu oglądać jeden horror dziennie. Zacząłem od Halloween, a teraz Powrót do Heaven's Veil ( jak brzmi polski tytuł). Tym razem film o dziewczynce, która jako jedyna przetrwała zbiorowe samobójstwo sekty, a po dwudziestu pięciu latach powraca na miejsce tejże masakry wraz z dziennikarzami. Ich celem jest wyjaśnienie, co naprawdę się stało i dlaczego doszło do takiej tragedii. W teorii brzmi to całkiem dobrze, w praktyce niestety jest źle. A szkoda, bo choć to totalne odhaczanie klisz (i to tych najbardziej oklepanych, jak zgrzytanie i skrzypienie, miotanie stolikami, przemykające w tle cienie, szepty, widma przesuwające się tuż na granicy wzroku, wszechobecna mgła i mrok, stare i opuszczone miejsca, pękające żarówki, biegające szczury... i tak dalej, i tak dalej...) to była szansa na smaczny, odgrzewany kotlet.

I to kotlet z cudowną przyprawą w postaci Thomasa Jane'a. Szaleje i dźwiga na swoich barkach wszystko, w roli opętanego żądzą wiedzy i pragnieniem przejścia na wyższy poziom egzystencji guru sekty jest świetny; nasuwają się nawet skojarzenia z jego rolą z późniejszych sezonów Expanse. Również i motyw alchemicznego mieszania trucizn, leków i innych dziwactw wraz z okultystycznym usuwaniem metaforycznych "gwoździ", przytrzymujących duszę w ciele dawał nadzieję na coś fajnego. No, ale co z tego, skoro wszystko leży... Jessica Alba i reszta noname'ów z ocaloną dziewczynką to pomyłka, którzy nawet nie giną w fajne, widowiskowe czy pomysłowe sposoby, po prostu gdy przychodzi na nich kolej, umierają. 4/10, bo Jane mnie kupił i oglądałbym z przyjemnością film, gdyby tylko skupiał się na jego postaci.
[Obrazek: the-veil-movie-3.jpg]

E:
Taką perełkę dorwałem w czwarty dzień mojego maratonu grozy. Noc Komety, rok '84. Radosny kicz, wesołe kolory, lekki humor, do tego gangi, naukowcy, zombie i nastolatki. Mieszanka iście wybuchowa, ale w tym jakże pozytywnym stylu! Twórcy Stranger Things chcieliby, by ich serial miał w sobie tyle uroku i charyzmy, co ten film (i dwie główne bohaterki, tak bardzo cute, że bardziej się nie da). Po raz pierwszy od 65 milionów lat nad Ziemią przelatuje kometa - efekt jest wiadomy, tak jak wyginęły dinozaury, teraz ginie większość ludzkości a niedobitki stają się żywymi trupami. Absurdalnie brzmi, ale jest zjadliwe, bo podane w naprawdę fajny sposób, nasuwający skojarzenia z Evil Dead czy wspomnianym już Stranger Things. Jak na komediowy horror - jest super. 8/10 i filmwebowe serduszko.
[Obrazek: night-of-the-comet.jpg]

Odpowiedz
Noc Komety jest spoko, ale Noc Pełzaczy jeszcze lepsza.
Enola Holmes (2020, Netflix)
Ale to sympatyczne, o dziwo (zwiastun jakoś nie zachęcał). Zacznijmy od wad - o zagadce kryminalnej można powiedzieć tyle, że jest. Tożsamość głównego zbrodniarza jest raczej oczywista od chwili, gdy postać ta pojawia się na ekranie, a bohaterka nie stosuje żadnych zmyślnych dedukcji, rozwiązując całą sprawę metodą "na chama". Oczywiście musieli wepchnąć do filmu anachronicznie pyskatą murzynkę, ale chyba już zaczynam być obojętny na tego typu bzdurki. Poza tym trochę razi fana Doyle'a, że z najinteligentniejszego i najleniwszego Holmesa zrobili nadaktywnego ćwoka. Ale Mycroft działa jako postać, a na pewno lepiej niż Sherlock z Rivii. Cavill może nie razi za bardzo, ale za cholerę nie da się w nim rozpoznać najsłynniejszego detektywa. Z superbohaterów Iron Man był zdecydowanie lepszy w tej roli.
Ale nic to, bo film to przede wszystkim fajna przygodówka z fantastyczną główną bohaterką. Brown ewidentnie marnowała się w niemej roli, bo jako panna Holmes rozsadza ekran gadatliwą energią i łamie czwartą ścianę z lekkością i wdziękiem, jakich Deadpool mógłby jej pozazdrościć. Chwała Bogu nie jest to w żadnym razie disneyowska Mary Sue i twórcy nie próbują zrobić z niej lepszej wersji Sherlocka. Mam nadzieję, że będzie z tego seria, bo chętnie obejrzę kolejne przygody tego uroczego dziewczęcia. Na pewno jako młodzieżowa wersja Holmesa wyszło to dużo zgrabniej i dowcipniej niż nieszczęsna Piramida Strachu.
Dodatkowy plus za scenę topienia w beczce - dlaczego więcej bohaterów filmów tak nie robi?
8+/10

Odpowiedz
To się nazywa post z gatunku niespodziewanych. :)
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ   グシャグシャ   バキバキ    ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
Cytat:Noc Pełzaczy jeszcze lepsza
Ten sam poziom, jak dla mnie, może z małym minusem ze względu na kosmitów (ZA MAŁO ICH BYŁO). Tymczasem w piąty dzień maratonu obejrzałem piąty film, czyli Alice sweet Alice (znany też jako Holy Terror, z 1976 roku. Niby slasher, niby horror psychologiczny, ale chyba raczej coś pomiędzy - horror religijny, o. W dzień pierwszej komunii zostaje zamordowany dziewczynka, a wszystkie ślady wskazują na jej starszą siostrę, która nie do końca wydaje się być normalna. Intryga nie jest szczególnie skomplikowana ani zawiła, ot, film idzie swoim niespiesznym tempem, a my obserwujemy jak rodzina radzi sobie ze stratą oraz kolejnymi przykrościami, jakie ją spotykają. Pytanie brzmi: dlaczego akurat ta rodzina? Odpowiedź jest udzielona dopiero na samym końcu i jest dość satysfakcjonująca, tak mi się przynajmniej wydaje.

Film niby z połowy lat siedemdziesiątych, ale osadzony w latach sześćdziesiątych (widać plakaty JFK, oznaczenia drogi do schronu przeciwatomowego, tego typu sprawy, chociaż nie wiem, po co i dlaczego), deszczowy i ponury, z mocną czerwienią spływającej krwi. Sam mord dziewczynki trochę bez sensu, tj. to, co się potem stało z ciałem było niepotrzebne, zwłaszcza w porównaniu do późniejszych ataków i napaści, ale i tak nie jest źle. Twist z kolei mnie trochę zaskoczył in plus, dziewczynka zagrała trochę zbyt dojrzale jak na swój filmowy wiek (postać ma dwanaście lat, aktorka zaś dziewiętnaście)... a gruby oblech z kotami i w brudnych gaciach totalnie z dupy i niepotrzebny. Ogółem jest dobrze. 8/10.
[Obrazek: Alice+Sweet+Alice+1.jpg]

Odpowiedz
Mały Książę (2015) - jak to jest, że takie arcydzieło nie dostaje nominacji do Oscara, a jakieś wykalkulowane przeciętniaki Baby Boss dostają?! Jestem w szoku, jak w sumie film jest daleki od banalności jaką zżera obecne animowane kino dla dzieci, wymuszonego humoru zero praktycznie i faktycznie zmusza do refleksji zamiast operowania zdartymi przesłaniami. Co prawda film w drugiej połowie zmienia się w Hooka 2.0 i komentarze pod streszczeniem Profesora Niczego, a także "uprzygodowić" fabułę, ale wciąż zachowuje ducha książki.
10/10

Odpowiedz
The Lost Weekend

Pierwszy obejrzany film z Rayem Millandem. Jak na tamte lata (rocznik 1945) i możliwości jest dość mocny i sugestywny w pokazywaniu choroby alkoholowej protagonisty. Dialogi jak zawsze u Wildera (widziałem jego 8 filmów i wszystkie są co najmniej dobre/bardzo dobre) cięte i inteligentne, a ich siłę uwypukla teatralna maniera aktorów typowa dla tego typu kina. Wszystko byłoby świetne, gdyby nie zakończenie, które powinno być odwrotne. Ponoć w pierwotnej wersji rzeczywiście było inne (takie, jakie być powinno), ale producenci wymusili zmianę (w ogóle mnie to nie dziwi), dzięki czemu mamy film dobry, a nie wyborny.

Dial M For Murder

Drugi obejrzany film z Rayem Millandem (tego samego dnia). Absolutna rewelacja, ani przez chwilę nie nudzi, chociaż aktorzy głównie siedzą, stoją, gadają, uśmiechają się i knują intrygi. To jest w ogóle piękne - główny bohater planuje morderstwo (niewiernej żony) doskonałe i przekonuje dawnego znajomego do popełnienia zbrodni, a cała scena wygląda jak rozmowa dwóch dżentelmenów o jakichś błahostkach. Hitchcock w najwyżej formie; jeden z najlepszych filmów, jakie nakręcił.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,096 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,812 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,220 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,449 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,745 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,368 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,139 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,204 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości