Krótka piłka, czyli mini-recenzje
"Dial M For Murder" to jeden z tych filmów, w którym cały czas kibicowałem negatywnemu bohaterowi. Jakoś nie potrafiłem być tu po stronie puszczalskiej kobiety, w której potem widz ma widzieć nagle jakieś niewiniątko. Ani przez moment nie chciałem by detektyw z tym jej nijakim kochankiem (choć taka postać to standard jak na tamte lata) odnaleźli "klucz" do uniewinnienia.

Za to postać Tony'ego mnie naprawdę zaimponowała swoją inteligencją. Jeden z tych, któremu chce się pod tym względem dorównać i życzyć by wszystko sprawnie się mu układało :)

Odpowiedz
To on miał być negatywnym bohaterem? Cały czas myślałem, że ten film to tragedia niesprawiedliwości.
Jest jeszcze denny remake z Douglasem i panną Goop.

Odpowiedz
Coś w tym jest, z tym że kibicowałbym facetowi w 100%, gdyby był po prostu zdradzonym, wiernym mężem. Problem jest jednak taki, że gość to pasożyt żerujący na majątku małżonki, więc no... Facet wygrywa za to charyzmą i inteligencją (a sam Milland jest rewelacyjny), tym bardziej na tle nudnego mdłego rywala.

Remake denny? Dobrze wiedzieć, oleję.

Odpowiedz
Remake denny? Od kiedy? Bardzo dobry 90sowy thriller - typowa robota Douglasa z tamtego okresu.

Tyle, że ja nie widziałem oryginału, wiec oceniam jako stand alone film
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Ja właśnie zacząłem od oryginału i remake jak dla mnie zepsuł zakończenie - które u Hitchcocka, choć smutne, jest bardzo zgrabne.

Odpowiedz
Prom Night, 1980. Szósty film. Najgorszy ze wszystkich, jakie do tej pory obejrzałem i nikomu go nie polecam - są tutaj tylko trzy naprawdę pozytywne rzeczy. Pierwsza to muzyka, wesołe i skoczne disco wpada w ucho gdy już się pojawia i naprawdę pasuje, aż się mordka cieszy. Druga to niestety niezbyt wykorzystany wątek uciekiniera; można było z tego wyciągnąć coś naprawdę intrygującego i ciekawego (patrz film o Alicji, tam też jest podobny motyw, ale o niebo lepiej poprowadzony). Trzecia to jedna scena mordu, ostatnia w filmie: cios siekierą i dekapitacja gościa. Odcięta głowa toczy się zza kulisów prosto na scenę, na podest, tuż przed wszystkimi zgromadzonymi na balu, a chwilę później światło z reflektorów oświetla okrwawiony czerep. I wybucha panika.

I to wszystko. Film jest niby krótki, bo półtorej godziny trwa, ale dłuży się niemiłosiernie i nie do końca wydaje się wiedzieć, czym jest. Albo to motyw zemsty i wyrzutów sumienia po latach (po grupka dzieciaków doprowadziła niechcący do śmierci koleżanki, co jest punktem wyjścia całości), albo zwyczajna teen drama dotycząca nadchodzącego balu maturalnego i problemów z tymże związanych, albo właśnie najzwyklejszy slasher, czyli mordowanie ludzi, które tak nawiasem mówiąc, ssie oprócz wspomnianej dekapitacji. No i jest Leslie Nielsen, które wygląda jak żywcem wyjęty z planu Nagiej Broni, a jego szczytowym osiągnięciem jest taniec na parkiecie. 3/10. Z litości.

Odpowiedz
The Burnt Orange Heresy - Kuba mi przypomniał, że w sumie zapomniałem się jakoś wypowiedzieć, to niech ma :P Spoko filmik, ale potencjału nie wykorzystuje ani fabularnego, ani aktorskiego. Stare wygi bez zarzutu, młodzi po prostu dobrze wyglądają. Intryga jakby zlepiona z dwóch różnych fabuł, przez co mało satysfakcjonująca. Romans niezbyt wiarygodny jak dla mnie, ale przynajmniej "som cycki". Atmosfera ciałkiem, ciałkiem, acz głównie za sprawą lokacji i początkowej aury tajemnicy - w finale jednak wszystko ulatuje. Oglądało się w miarę przyjemnie, ale to kolejny tytuł, nad którym nie warto się dłużej rozwodzić.


Taka 6.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Cycuszki Debickiej, czy kogoś innego? :P

Odpowiedz
Donalda Sutherlanda :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Skoro o cycuszkach mowa, to jako siódmy film obejrzałem The Prowler, 1981. Slasher znowu, a więc jest scena mordu pod prysznicem, gdzie woda miesza się z krwią i łzami mordowanej, nagiej i bezbronnej dziewoi. Sam film bardzo przyjemny, a w porównaniu do "Prom Night" znacznie lepszy. Punkt wyjściowy niemal identyczny, jest i zbrodnia sprzed lat, i bal, i polujący na młodzież zwyrol. Za filmwebem: laska pisze list do chłopaka, żołnierza na froncie, że z nim zrywa. Żołnierze wracają do domu po wojnie i próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a taką okazją jest bal maturalny. Wkrótce dziewczyna ginie ze swoim nowym partnerem. Mija trzydzieści kilka lat, zbliża się kolejny bal...

Także tego, klasyczny do bólu horror o seryjnym mordercy w małym, urokliwym miasteczku, z młodzieżą, alkoholem, cyckami, seksem, muzyką, zabawą i śmiercią. Nie jest to kino wysokich lotów, ale na halloweenowy maraton w sam raz. Krwawo jak trzeba, rany i śmierci są naprawdę dobrze zrobione, no i to chyba jedyny znany mi przypadek, gdzie morderca korzysta nie tylko z noży i wideł, ale także z broni palnej. Co prawda od strzelby ginie tylko jedna osoba, ale i tak sam fakt, że morderca ma przy sobie spluwę jest znamienny. Coś nowego, niespotykanego, innego. Fajnie, bardzo fajnie, a same morderstwa także robią wrażenie - o ile przebicie widłami jest takie sobie, tak już machanie nożem odpowiednio krwawe i brutalne. Pierwszy zgon, czyli cios nożem w czerep jest naprawdę mocny, a miotające się bezsilnie prawie-zwłoki z wywróceniem oczu białkami do góry jest odpowiednio soczyste. Moim ulubionym i zdecydowanie najlepiej zrealizowanym atakiem jest jednak ten na basenie, gdzie z poderżniętego gardła nie tylko wypływa krew, ale także i bąbelki powietrza, gdy ofiara opada bez życia na dno :) 7/10 i serduszko.

Odpowiedz
(07-10-2020, 15:14)Mefisto napisał(a): The Burnt Orange Heresy - Kuba mi przypomniał, że w sumie zapomniałem się jakoś wypowiedzieć, to niech ma :P Spoko filmik, ale potencjału nie wykorzystuje ani fabularnego, ani aktorskiego. Stare wygi bez zarzutu, młodzi po prostu dobrze wyglądają. Intryga jakby zlepiona z dwóch różnych fabuł, przez co mało satysfakcjonująca. Romans niezbyt wiarygodny jak dla mnie, ale przynajmniej "som cycki". Atmosfera ciałkiem, ciałkiem, acz głównie za sprawą lokacji i początkowej aury tajemnicy - w finale jednak wszystko ulatuje. Oglądało się w miarę przyjemnie, ale to kolejny tytuł, nad którym nie warto się dłużej rozwodzić.


Taka 6.

Dzięki za dłuższą opinie. Jak przyjdzie data premiery, na pewno będe miał na uwadze.

Odpowiedz
Nightbreed, 1990. Ósmy film, jaki obejrzałem. Barkera w sumie nie znam, czytałem może ze dwa opowiadania i widziałem dwie części Hellraisera, to wszystko. Pacjent podejrzanego psychiatry zostaje wrobiony w morderstwa i w rezultacie zostaje osaczony przez policję - punkt wyjściowy prowadzi do gigantycznej kopalni klimatu; wielki cmentarz na odludziu, koszmary nawiedzające głównego bohatera, seryjny morderca, legendarne ukryte miasto, dziwne rytuały, prawa i zasady, lejąca się krew, potwory... i to jakie potwory! Pomysłowe, ciekawe, nieco ohydne i obrzydliwe, naprawdę świetna charakteryzacja i zjadliwe efekty (za wyjątkiem kilku potworków w kiepskich strojach). Chciałbym więcej materiału o samym świecie monstrów i ich zwyczajach, a nie o morderstwach i ludziach. Świetna rzecz na Halloween, a Cronenberg nieodmiennie kojarzył mi się z młodym Donaldem Sutherlandem :) 7/10.

Odpowiedz
Jak chcesz wiecej materialu to polecam Cabal Cut. Sam mam mega slabosc do tego filmu, niesamowity "bestiariusz" oraz mitologia, za dzieciaka ogladalem regularnie, zwlaszcza jatke w finale :)

Bedac juz w UK zakupilem nawet making-of:

https://www.goodreads.com/book/show/1488293.Nightbreed
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
O, nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Trzeba będzie sprawdzić, świat przedstawiony ma taki potencjał, że ja nie mogę :)

Dziewiąty film to The House on Sorority Row z 1983, slasher o grupce upośledzonych dziewczyn z bractwa studenckiego. Sympatyczne patrzydło, panienki mają ładne buzie, metraż nie jest wcale długi, wszystko się ładnie rozwija i sprawnie zmierza do finału. Wspomniane upośledzone dziewuchy robią psikusa właścicielce domu i z własnej głupoty zabijają starowinkę. W panice, bo zaraz impreza, postanawiają pozbyć się ciała. Zrządzeniem losu ktoś zaczyna je zabijać... i chociaż te śmierci nie są wyszukane (albo inaczej, są fatalne pod każdym względem), brutalności i krwi nie ma tu wcale tak wiele, to ogląda się to naprawdę dobrze. Aktorsko jest standardowo jak na kino mordowane z lat osiemdziesiątych, do tego są cycki i jest seks, nieco naturalnego humoru wynikającego z uroku tamtych lat i dobry twist. Końcówka za to świetna, wzięła mnie z zaskoczenia i miałem autentycznie "co? TO JUŻ?" gdy pojawiły się napisy końcowe.
7/10.
[Obrazek: 1148016_orig.jpg]

Dziesiąty dzień, dziesiąty film. April Fool's Day, 1986. Grupka przyjaciół udaje się do rezydencji bogatej koleżanki, by tam spędzić przyjemny weekend - podczas podróży robią sobie żarty, niestety podczas jednego z takich psikusów dochodzi do tragicznego wypadku, a dzień później, po uroczystej kolacji, znika jeden z kumpli... Brzmi jak stereotypowy do bólu, oklepany slasher, jakich wiele, prawda? A gunwo, to jest zajebisty film. Możliwe, że mój zachwyt to zasługa tego, że nie wiedziałem absolutnie nic na temat filmu, jego historii, fabuły czy czegoś innego. Może gdybym miał jakąś podstawową wiedzę, to inaczej bym to przyjął, bardziej nie wiem, krytycznie?

Mniejsza z tym. Ekipę polubiłem od razu, choć jest klasyczna i stereotypowa na swój sposób. Miejsce akcji także niczego sobie, choć nie wykorzystano nawet fragmentu tego, co oferuje odizolowana wyspa. Humor nie jest wcale głupkowaty ani sztuczny, może trochę za bardzo sztubacki, ale z drugiej strony, postacie to studenci przecież. Same sceny mordowania i gore, jakie się z tym wiąże, średnie czy nawet słabe, jednak nie przeszkadza to w żadnym wypadku. A to wszystko dlatego, że... UWAGA, jak ktoś chce obejrzeć ten film, niech nie klika w spojler.
8/10 i serduszko. Niżej świetny plakat, ale jest duży, więc wklejam w spojler. Można bezpiecznie klikać.

Odpowiedz
Wiek niewinności (1993)

Oglądając byłem zaskoczony faktem jak bardzo Scorsese dopasował swój unikalny styl do kostiumówki. Można by pomyśleć, że ten słynny montaż Thelmy Schoonmaker w przypadku filmu rozgrywającego się wśród XIX-wiecznych wyższych sfer byłby kompletnie chybiony, a jednak Marty wykorzystuje go z obronną ręką. Realizacyjnie film jest przepiękny począwszy od samej czołówki. Ta dbałość o detale wrażenie robi niesamowite - zwrócę tu uwagę chociażby na eleganckie podawanie posiłków.

Niestety jak moje oczy nie mogły przestać się cieszyć kunsztem reżyserskim, tak mojej percepcji trochę do nacieszenia się brakowało. Ja naprawdę chciałem bardziej wciągnąć się w ten film, ale niestety nie potrafiłem. Historia po mnie nieco spływała. Day-Lewis i Pfeiffer robią co mogą, ale ich romansowi czegoś tam brakowało na papierze. Nie wiem - może po prostu jakiegoś większego pazura, a dodam, że jeszcze bardziej odczuwalny ten problem nawet jest w przypadku wątku Winony. Na plus z kolei całkiem dobrze rozegrane zakończenie.

Tak więc - pomimo wyraźnej ręki Mistrza Scorsese i dobrych intencji to całość oglądało mi się trochę jak najzwyklejszą obyczajówkę.

7/10

Odpowiedz
Rzeczywiście scenariusz nie dotrzymuje kroku warstwie wizualnej. Mamy tu też jedyną mdłą rolę Day-Lewisa - może tak miało być, nie wiem. Tak czy siak pierwsze, co kojarzy mi się z "The Age of Innocence" to przezabawna Miriam Margolyes:


Odpowiedz
Bill & Ted Face the Music - yyyyy, nie, po prostu nie. Wszystkie grzechy współczesnego kina. Chaos. I zażenowanie.

4/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(11-10-2020, 08:12)Kryst_007 napisał(a): Niestety jak moje oczy nie mogły przestać się cieszyć kunsztem reżyserskim, tak mojej percepcji trochę do nacieszenia się brakowało. Ja naprawdę chciałem bardziej wciągnąć się w ten film, ale niestety nie potrafiłem. Historia po mnie nieco spływała. Day-Lewis i Pfeiffer robią co mogą, ale ich romansowi czegoś tam brakowało na papierze. Nie wiem - może po prostu jakiegoś większego pazura, a dodam, że jeszcze bardziej odczuwalny ten problem nawet jest w przypadku wątku Winony. Na plus z kolei całkiem dobrze rozegrane zakończenie.

Tak więc - pomimo wyraźnej ręki Mistrza Scorsese i dobrych intencji to całość oglądało mi się trochę jak najzwyklejszą obyczajówkę.

7/10

To chyba najlepsze podsumowanie tego filmu. jest niezwykle piękny i wysmakowany, ale brak w tym po prostu serca. Widać, że wszyscy włożyli w to serce, że nie zrobili tego na odwal się nagrajmy i zapomnijmy ale cóż. Pfeiffer zdecydowanie najlepsza, ale też miała najlepszą postać po prostu.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(11-10-2020, 18:13)Norton napisał(a):

"And I was MARVELOUS in it!" xD

Margoyles ma akurat rację. Dużo bardziej należała się jej ta nominacja jak Winonie, z której roli już teraz nic nie pamiętam.

Odpowiedz
Ano. Winona znacznie lepsza była w kolejnym "duecie" z Day-Lewisem w "The Crucible".

Oryginalny Nosferatu.

Słabe to na maksa. Historia jest durna, a aktorzy żałośni. Spoko jest tylko wygląd tytułowego wampira i (czasami) klimacik. Może i jest to dzieło wpływowe, ale kompletnie się dziś nie broni. Nie dociera do mnie tłumaczenie, że film jest stary i dopiero wytyczał szlak, podobnie jak powoływanie się na "ekspresjonizm" - należący do tego samego nurtu "Gabinet doktora Caligari" powstał jeszcze wcześniej, a jest bardzo dobry. Nosferatu to mega-kupa, może wersja Herzoga będzie lepsza.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,979 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,200 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,346 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,738 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,157 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości