Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Książę ciemności (1987) to, w mojej skromnej opinii, film który jest jak oryginalny Halloween. Ma swój urok i tak dalej, ale porządny remake mógłby tylko pomóc. Zombie z Myersa zrobił prawdziwego potwora, więc i tutaj można by wyciągnąć coś naprawdę mocnego. Zamiast armii żulów i innej patologii, rzygania strumieniem czegoś nieokreślonego i przesuwania mebli odpowiedni budżet i ogarnięta ekipa byłaby w stanie zrobić super film o kultach, rytuałach, sektach i szatanie... bo to, co obejrzałem, ledwo liznęło potencjał. 5/10, słabiutko jak na Carpentera.

Odpowiedz
A ja niedawno powtarzałem i to bardzo klawy film, dobrze dopełniajacy carpenterowską trylogię. Żaden remake by mu nie podskoczył.

Odpowiedz
Trzeci raz obejrzałem "Wolny dzień Ferrisa Buellera" bo leciał chyba na Cinemaxie (z Netflixa zniknął). Być może ten film właśnie staje się moim ulubionym filme Johna Hughesa.
Już przy piertwszym oglądaniu zauważyłem ile kapitalnych scen ten film posiada - do tej pory moją ulubioną był występ Ferrisa na paradzie. Ale chyba zmienię zdanie.



Nie wiem co jest tak dobrego w tej scenie, bo o muzyce nawet nie wspomnę bo każdy ją słyszy. Może to że pokazuje że prawdziwa nauka nie dzieje się szkole, ale zawsze poza nią, na żywych przykładach, w praktyce.

Oraz oczywiście to że jest to film Camerona i o Cameronie.

P.S. A Dyrektor Rooney to postać prawie jak z Karate Kid 3: on też spędza cały film na tym aby pokrzyżować plany jakiegoś nastolatka <3

Ocena leci na mocne 8/10 z szansami na więcej w przyszłości. John Hughes potrafił dotknąć we mnie jakąś nutkę wrażliwości zadziwiająco często.

Odpowiedz
Cytat: bardzo klawy film
Zły nie jest (stąd 5/10, czyli średniak), po prostu mógł być znacznie, znacznie lepszy. Motyw sekty i kultu, badań i odkrywania znaczenia zapisków księgi oraz przewijające się w tle dziwne różne rzeczy to świetna i niesamowicie klimatyczna rzecz. Z całej trójki jest jednak najsłabszy - Coś rządzi, a Paszcza szaleństwa jest na drugim miejscu :)

Odpowiedz
Jeśli mowa o filmach Carpentera, to choć lubię remake Roba Zombie, sequel także i to jak Tyler Mane uosabia nieludzką siłę to zamiarem Carpentera gdy tworzył postać Michaela było ukazanie kogoś kto właśnie wygląda niepozornie, kto nie wyróżnia się z otoczenia, a mimo to kryje w sobie potwora.

Książę Ciemności z kolei jest tak dobry bo próbuje czegoś czego nie przypominam sobie bym widział w innych filmach, łączy wiarę z nauką, próbuje zło znane w formie nienamacalnej ukazać w sposób racjonalny i materialny. Nie wiem czy remake podchodzący do tego tematu w bardziej klasyczny sposób by wypalił.

Pomimo tego, że uwielbiam "Prince of Darkness" i "The Thing" to, z całej trylogii najbardziej lubię "In The Mouth of Madness",

Odpowiedz
marsgrey21 napisał(a):Książę Ciemności z kolei jest tak dobry bo próbuje czegoś czego nie przypominam sobie bym widział w innych filmach, łączy wiarę z nauką, próbuje zło znane w formie nienamacalnej ukazać w sposób racjonalny i materialny.
Po prawdzie Carpenter ściągnął ten patent od Nigela Kneale, z którym pracował przy Season of the Witch. Kneale wykorzystał ten patent w scenariuszu do The Stone Tape (nie polecam, brytyjska produkcja telewizyjna, która marnie się zestarzała - ale jednak pionierska).
ItMoM to film wielki i niedoceniany, obok True Detective 1 najlepsze przeniesienie grozy kosmicznej na ekran i jedyna (choć nieoficjalna) naprawdę sensowna wersja Lovecrafta w kinie.

Odpowiedz
Swoja droga, Season of the Witch to też mocno niedoceniany film. Powody krytyki oczywiście rozumiem, ale już pomijając niefortunne podpięcie go pod wiadomą serię, broni się po latach jako samodzielny byt.

Odpowiedz
Nie dawno sobie powtórzyłem "Season of the Witch" i to naprawdę fajny film, szkoda, że to jedyna produkcja z tej planowej antologii.

Odpowiedz
Cytat:Season of the Witch
No. Antologia Halloween byłaby idealna - dwa filmy z Michaelem, jeden o tym rytuale, kolejne o czymś innym... okazjonalne wstawki i mrugnięcia okiem do fanów byłyby fajne. Sam film jest średniakiem, ale przyjemnym, a chociaż minęło od seansu trochę czasu, to coraz lepiej go wspominam.

Opowieści z krypty: Władca Demonów (1995) - serial znam bardzo, bardzo słabo. W sumie to tylko czołówkę, intro w tym starym budynku i wesołego truposza znam, kojarzę, pamiętam. Za dzieciaka widziałem może z kilka odcinków, jakoś wolałem "Czy boisz się ciemności", bo było mniej brutalne i w ogóle :) na film trafiłem przypadkiem i, podchodząc bez żadnych oczekiwań powiem tak: jest fajnie. Tak na 6/10, może nawet i 7/10. Krótki, lekki horrorek o demonach, opętaniach i walce o przetrwanie w starym kościółku, z przyjemnymi dla oka efektami. Wisienką jest szarżujący Billy Zane, CCH Pounder w roli drugoplanowej oraz młodziutka Jada Pinkett-Smith (wtedy jeszcze niezamężna).

Odpowiedz
Saint Maud

Ależ debiut. I dodatkowo kolejny posthorror, który pięknie w wpisuje się w czasy, gdy do straszenia wcale nie potrzeba przesadnej ilości jump scare'ów i posoki lejącej się litrami. Bo groza w tym filmie siedzi w głowie - tym razem jest to strach przed samotnością. Ciężko pisać o tym filmie bez wdawania się w jakiekolwiek spoilery. Na pewno klimatyczne, na pewno w ciekawy sposób wgryzający się w motywy choroby psychicznej, na pewno fantastycznie zagrane. Mam ochotę na powtórkę.

Dla mnie obok "Relic" (chociaż akurat ten film operował dużo bardziej jasną metaforą) najciekawszy tytuł tego roku, jeśli chodzi o gatunek.

Odpowiedz
Wyprawa na Księżyc (2020r, Netflix)

Mocno reklamowany w radio i TV film animowany od Netflixa. Cóż, zaczyna się pięknie, postaci mający udawać Japończyków dobre, choć przepełnione kliszami (ale tymi dobrymi), protagonistka interesuje, fabuła zbudowana na bazie legendy też. Jest konflikt, dramat rodzinny oraz zmiany życiowe. I potem następuje tytułowa wyprawa. I uj bombki strzelił - bo z czegoś, co zapowiadało się równie dobrze jak Up! czy inne wybitne animacje przemienia się toto w chimerę Ralpf Demolka+Angry Birds+Minionki i diabli wiedza co jeszcze. Nie ma tam za grosz sensu, pomysłu, wdzięku. Jest przekolorowo do porzygu i całość nie tylko męczy oczy ale przede wszystkim jest beznadziejnie NIEprzemyślana. Piosenek jest aż nad to lecz nie są złe - po prostu nawet najlepszy bu przy tym festynie kolorów nie zadziałały. Dubbing/dźwięk spoko.

3/10

Notka:

Odpowiedz
FeardotCom (2002) to jeden z ostatnich filmów w moim "maratonie grozy" i zarazem jeden z najgorszym horrorów, jakie widziałem. Chamska, bezczelna zrzynka z Ring i Se7en i chyba jeszcze ze dwóch innych filmów, gdzie morderca transmitował swoje mordy w internecie. Ni to horror, ni thriller, ni kryminał, coś pomiędzy, ale pozbawione uroku i sensu. To znaczy, początkowe pół godziny jest w miarę fajne, gdy wszystko dopiero się zaczyna i nie do końca jeszcze wiadomo, czego się można spodziewać, ale potem wszystko szlag trafia. W chwili, gdy zły doktor psychopata porywa dziewczynę w teatrze, a w tle rozbrzmiewa Rammstein wiedziałem już, że lepiej nie będzie :)

To są jakby trzy filmy w jednym. Horror o duchu szukającym zemsty - dosłownie i to w azjatyckim stylu, tyle, że zamiast małej dziewczynki o czarnych włosach jest mała dziewczynka o białych włosach. To ponury kryminał o śledztwie dotyczącym nieuchwytnego mordercy. To thriller o szaleńcu, który brutalnie torturuje i morduje porwane osoby, transmitując to wszystko na żywca w internecie. I nic z tych elementów nie jest na dobrym poziomie, wszystko jest tak niechlujnie zrobione, po łebkach, bez większego sensu. 3/10 to i tak za dużo, ech.

Odpowiedz
Sprawa Kramerów (1979)

Powtórka po paru ładnych latach. W sumie za drugim razem dostrzegłem jak ładnie ten film przedstawia problem rodzicielstwa.

Podoba mi się tutaj przemiana głównego bohatera - zapracowany i ciągle nieobecny w domu tatuś zaczyna dostrzegać wskutek rozwodu co dla niego w rzeczywistości jest ważniejsze. Nie jest to jakoś oklepanie, ani ckliwie przedstawione i czuję, że Benton ma zielone pojęcie o relacjach ojców z dziećmi. Mile mnie zaksakuje, że nie ma tutaj takiej jednostronności jak w przypadku naszego polskiego "Tato", gdzie kobieta jest ucieleśnieniem wszelkiego zła. Oczywiście, można mieć niby żal do postaci matki o to, że tak nagle porzuca synka, ale po jakimś czasie... widzę w niej faktycznie nieszczęśliwą kobietę, wówczas podłamaną całą tą sytuacją i niezdolną do opieki nad dzieckiem. No i podobnie jak zeszłoroczne "Marriage Story" ten film udowadnia, że zawód adwokata polega głównie na skurwysyństwie i prowokowaniu wrogiego nastawienia ;)

Pisało się to już wielokrotnie, ale... wielkie role Hoffmana i Streep. Szczególnie tą drugą przyjemność oglądać na ekranie lata przed nadużywaniem trybu "give me the Oscar" i chyba takiej autentycznie budzącej emocje kreacji już od niej teraz nie zobaczę. Nawet jeśli na ten triumf nad "Czasem apokalipsy" nie do końca zasłużył to nawet rozumiem za co te Oscary. No dobra - ta statuetka za reżyserię kosztem Coppoli faktycznie podchodzi pod WTF, ale reszta jest dla mnie daleka od największych wpadek.

8/10

Odpowiedz
Jak zestawiasz to z "Historią małżeńską"?

Odpowiedz
"Marriage Story" oceniam poziom wyżej, choć Baumbach skupia się bardziej ogólnie na rozwodzie, jak samej opiece nad dzieciakiem. No i pomimo sympatii do Hoffmana i Streep to duet Driver-Johansson jako rozbite małżeństwo daje z siebie jeszcze więcej ;)

Odpowiedz
(19-10-2020, 14:59)simek napisał(a): My Octopus Teacher - uwielbiam takie filmy: filmowiec z depresją odzyskuje radość życia po tym, gdy zaprzyjaźnia się z ośmiornicą :) Fascynujące, edukujące, świetnie nakręcone - czego można chcieć więcej? Polecam serdecznie. Może tylko nie dla tych, którzy lubią ośmiornice zjadać, bo może wam się odechcieć na przyszłość :P Ja ośmiornicy uwielbiam, a to że są bardzo inteligentne nie robi mi żadnej różnicy :) dam, pewnie z przesadą, ale 9/10.

o to, to. chyba najlepsza z netflixowych nowości - dla takich perełek warto podtrzymywać subskrybcje. niesamowita historia, przyjaźni/miłości (?) międzygatunkowej. gdyby nie to, że oglądałem z dziewczyna, której chce zaimponować, to pewnie rozkleiłbym się ze 3 razy. szacun dla ewolucji, ze wyrzeźbiła takie kosmiczne dziwadło, obdarzając je dodatkowo jakąś formą świadomości. Scena
to najpiękniejsza rzecz jaką widziałem w tym skundlonym roku. Oglądać!
Youniverse

Odpowiedz
My Bloody Valentine (2009) - oryginał lepszy. Remake wygrywa gołą panienką i fajnym, efektownym trikiem w finale, gdy badguy rozpieprza żarówki i na jedną, jedyną klatkę widać postać sprzed lat. A reszta? Średnia, z kiepskimi i wymuszonymi efektami 3d, które ranią oczy (hehehe) i bzdurną fabułką oraz takąż grą aktorską. Na wielki minus Jensen Ackles, który zbyt mocno kojarzy mi się jako Dean Winchester i nie mogłem go traktować poważnie. 4/10

E:
Wij (1967) to trzydziesty pierwszy i zarazem ostatni film, jaki obejrzałem z okazji październikowego maratonu grozy. Trochę czasu spędziłem szukając czegoś odpowiedniego, innego niż dotychczas, przeglądałem różne rankingi i polecanki internetowe, aż w końcu trafiłem na tę radziecką perełkę sprzed pół wieku. Obawy miałem ogromne, bo choć amerykańskie horrory z tychże lat mają swój urok, zasłużone miejsce w historii, jakość i tak dalej, w przypadku ZSRR nie wiedziałem czego się spodziewać. Obstawiałem jakąś ramotkę. Albo coś ledwo poprawnego.

A dostałem zajebisty, klimatyczny film fantasy z nutą grozy, nasuwający aż nazbyt oczywiste skojarzenia z wiedźminem; mała wioseczka, świątynia (w sensie cerkiew), zgon dziewczyny i prośba zrozpaczonego ojca, by jeden z duchownych odprawiał przez trzy noce modły nad zmarłą. I tyle. Znaczna część filmu to lekka i przyjemna opowiastka o młodym studencie seminarium, który nie do końca chce robić swoje i dopiero pod sam koniec ruskie pokazują swoje pazurki. Co to się tam dzieje! Czego tam nie ma! Duchy, szkielety, potwory, monstra, wampiry, wilkołaki, tytułowy wij! Cudo panie, cudo.

Oczywiście trzeba przymknąć oko na niedociągnięcia, ale i tak warto dla samego finału to obejrzeć.

[Obrazek: image-w1280.jpg?1582385425]
Pani wiedźma pozdrawia.

Odpowiedz
Halloweenowy wieczór spędziłem nadrabiając dwa klasyczki Universalu.

Wilkołak (1941)

W przeciwieństwie do 10 lat starszego "Frankensteina" to charakteryzacja tytułowego monstrum nie przetrwała zbytnio próby czasu - ekranowy wilkołak właściwie wygląda prawie jak mój ojciec :) Sama scena przemiany też jakoś leniwie wykonana nawet jak na 1941 rok i trochę gryzie fakt, że wilkołak w którego przemienia się cygan grany przez Belę Lugosi (który pojawia się dosłownie tu na 3 minuty :P) wygląda jak zwykły wilk, podczas gdy wilkołak Lona Chaneya Jra prezentuje się już niczym facet dawno nie odwiedzający fryzjera.

Wiele jednak ten film nadrabia klimatem. Zdjęcia są świetne, a szczególnie te zamglone ujęcia na bagnach dają piękną atmosferę. Rozterki głównego bohatera mnie tu nawet wciągnęły i plus także za odrobinę psychologi czy cygańskiej kultury. Wątek miłosny to tradycyjnie najsłabszy punkt w horrorach Universala. Ogólnie bawiłem się dobrze.

7/10


Potwór z Czarnej Laguny (1954)

Jeden z tych filmów bez którego Del Toro nie nakręciłby "The Shape of Water". Tak jak na "Wilkołaku" przyjemnie spędziłem czas, tak na tym klasyczku już trochę mniej. Po seansie byłem zdziwiony, gdy zobaczyłem że film trwał tylko 80 minut, bo dłużyzn to trochę było.

Bohaterowie tutaj to właściwie chodzące klisze wałkowane wcześniej czy później w kinie gatunkowym wielokrotnie - na pokładzie mamy m.in. piękną dziewczynę o znikomej osobowości, jej kierującego się rozsądkiem narzeczonego czy zadufanego w sobie dupka, dla którego liczy się głównie sława. Najfajniejszy moment nieskupiony na potworze dostaje kapitan kutra, w którym to przypomina wspomnianemu dupkowi kto tu wydaje rozkazy ;) Sam potwór wiadomo - jego wygląd może i trąci obecnie myszką, a porusza się najzwyczajniej jak facet w gumowym kostiumie, ale widać że trochę się przyłożono do tego designu. Najlepiej tu wypadają ujęcia pod wodą, których jest tu naprawdę sporo. Cały czas wierzyłem, że te sceny serio były kręcone na dnie laguny, a nie w studio.

6/10

Odpowiedz
Cytat:Potwór z Czarnej Laguny (1954)
Nie wiem, czy widziałeś kolejne części, czyli Revenge i Creature walks among us, ale lepiej ich unikać. Są o klasę gorsze od legendarnego już oryginału, zwłaszcza trzecia część, gdzie
:)

Odpowiedz
Nie oglądałem i jakoś na razie nie planuję. Może w dalekiej przyszłości zobaczę z ciekawości ;)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,050 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,800 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,211 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,361 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,943 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,174 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości