Stały bywalec
Liczba postów: 18,481
Liczba wątków: 148
Cleo od piątej do siódmej / Cléo de 5 à 7 (1961)
Nie raz i nie dwa miałem już okazję widzieć nowofalowych kolegów Agnes Vardy w akcji. Z francuską reżyserską była to jednak moja pierwsza styczność i co tu dużo gadać... podobało mi się. Zabieg dzięki, któremu akcja rozgrywa się w czasie rzeczywistym wypadł bardzo dobrze. Krótki urywek z życia głównej bohaterki, który pokazują ją w różnych odcieniach. Najpierw startuje z pozycji lekko narcystycznego głupola, gwiazdki muzyki pop, wierzącej w magię kart tarota, aby z każdą kolejną minutą dojrzewać. Bardzo mi się to podobało.
Jednak to co robi największe wrażenie to miasto. Paryż jest tu sfotografowany świetnie - uliczki, parki, kafejki. To miasto tętni życiem. Ach te lata 60. - na ulicach ani jednego ciapatego albo czarnego :)
7/10
23-11-2020, 15:24
Stały bywalec
Liczba postów: 18,481
Liczba wątków: 148
Bronx (2020)
Już wcześniej mignął mi przed oczami na Netflix, ale dzisiaj wielki Mat Bór polecał w Misji Futbol to sobie odpaliłem. Jak ktoś wie kim jest Olivier Marchal i widział jego wcześniejsze filmy to będzie wiedział czego mniej więcej może się spodziewać. Jego poprzednie produkcje podobały mi się bardziej - "Tajniak", "Gang Story" i "36" uważam za lepsze filmy, ale i "Bronx" wchodzi bezboleśnie. Trochę głupotek, trochę gangsterki i krwawych strzelanin, fajny klimacik, charyzmatyczny główny bohater. Zakończenie, o którym w sumie nie wiem co myśleć.
"Świat gliniarzy" tylko zdecydowanie gorsze :) ode mnie takie 5, może w porywach 6 na 10.
23-11-2020, 22:13
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,129
Liczba wątków: 6
Przeca "The Great Wall" to takie leciutkie baśniowe fantasy w stylu "chińskiej legendy". Całkiem sympatyczny film, bardziej pod młodszych widzów.
Ciekawe że chińskim bohaterem okazała się... kobieta. Zresztą to jest postać która ciągnie ten film a nie Damon ;)
23-11-2020, 22:49
Uzurpator
Liczba postów: 1,491
Liczba wątków: 7
Witness (1985) - nadrabianko filmografii pana Weira. film niestety średniawy. Nie sprawdza się jako kryminał, bo intryga nie jest zbyt porywająca, sztampa goni sztampe i nie pomaga tu też aktorstwo murzyńskiej częsci obsady. nie sprawdza się jako film o zderzeniu kultur, bo jakichs wielkich konfliktow kulturowych nie uswiadczymy, Book dostosowuje się do zasad amiszów w jakies 13 sekund, Rachel (czyżby to był sen Deckarda?) nie zostaje wyrzucona z wioski, pomimo niesamowicie nieprzekonywujacych pogróżek, dziadzia sobie chodzi i straszy, że źle się dzieje, ale sam jest chyba zakochany w glownym bohaterze i zostawia go w spokoju. za to watek romansowy daje radę, głównie dzięki cyckom pani McGilis, nawet jeśli patrzą sie w przeciwne strony. ich miłość chwyciła mnie za serce, choć wiadomo było, że koniec końcow nie będa razem, bo amiszki nie golą nóg. duży plus za muzyke. a i jeśli chcecie wiedzieć co robił Aragorn zanim spotkał Gandalfa, to Witness udzieli Wam tej odpowiedzi. fajnie też zobaczyć Harrisona Forda grającego czymś więcej niż tylko szelmowskim uśmiechem. 6/10
Youniverse
24-11-2020, 18:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-11-2020, 19:24 przez Bartholomew.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,481
Liczba wątków: 148
Hillbilly Elegy / Elegia dla bidoków (2020)
Film totalnie zjechany przez amerykańskich krytyków - wszak opowiada o tym jak redneck próbuje wyjść na prostą, ale mniejsza... Dla mnie solidne rzemiosło, żadne wyżyny. Obyczajówka, którą genialne kreacje aktorskie windują do bycia czymś trochę więcej niż kolejną historyjką z serii "okruchy życia". Reżyseria raczej mocno przeciętna - retrospekcje przeplatane z akcją w czasie rzeczywistym nie zawsze działają, lekki chaos.
No, ale film dwoma kreacjami aktorskimi stoi. Glenn Close - dajcie, że tej kobiecie wreszcie tę cholerną statuetkę. Kradnie show reszcie obsady, niesamowita jest (krótka scena z Terminatorem <3), ale z racji przyjęcia filmu przez krytykę niestety szanse oceniam na zero.
Trochę emocjonalnego szantażu, trochę humoru - film zdecydowanie nie dla wielbicieli ekranowej epy. 6/10 :)
25-11-2020, 23:36
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Hillbilly Elegy (2020)
Też obejrzałem by się przekonać czy serio takie słabe to jak malują krytycy i niestety jestem zmuszony dołączyć do tych kraczących wron. Pamiętacie te tandetne łzawe dramaciki telewizyjne, które Wasza babcia zawsze oglądała w niedzielę o 12:00? Oglądając śmiało można uwierzyć, że to właśnie dzieło takiej kategorii, a nie coś co ma walczyć o Oscary.
Ten film to ogólnie typowe uosobienie tego, czego nie cierpię w ckliwych dramacikach. Przede wszystkim nadmiernej ilości szantażu emocjonalnego i traktowania widza, niczym chodzącej fabryki łez. Wiem, że to historia na faktach i możliwe, że jakiś lepszy reżyser dałby radę z niej wycisnąć to i owo, ale niestety Ron Howard opowiada ten pisany przez życie rodzinny dramat tak sztampowo, że koniec końców podchodzi on pod jakieś kino familijne. Króluje w tym wszystkim pewien stary numer twórców, pamiętający jeszcze czasy kina niemego - smutna muzyczka w tle podpowiedzią z budki suflera, że widz ma się teraz wzruszyć. Reżyseria też absolutnie nie jest mocną stroną. Nawet przez moment bym nie uwierzył, że kręcił to od lat uznawany w Hollywood laureat Oscara, a nie jakiś pierwszy lepszy chłopak na posyłki wyłoniony z tłumu. Kompletny brak pomysłu na sceny, które prezentują się nawet zbyt leniwie na robotę autopilota.
Zauważyłem w tym bajzlu chyba tylko jeden wielki pozytyw, a jest nim oczywiście Glenn Close. Pomijając fakt, że gra tu jedyną postać w całym filmie, na którą kompletnie nie miałem wylane, to wciąż potrafi żebrać o tego Oscara z klasą i godnością. Fajnie gra babcię twardo chowającą swego wnuka. Niestety nie mogę tego powiedzieć o Amy Adams - ona tu tak przebrzydle szarżuje, że nawet przez chwilę nie widziałem postaci, tylko Amy Adams odchodzącą od zmysłów z powodu braku pozłacanego gołodupca na półce. Co do reszty obsady - główny bohater jako dzieciak zagrany przyzwoicie, za to jako dorosły to już niestety uczta dla termitów. Freida Pinto z kolei gra tu chyba najbardziej zbędną postać w filmie od czasu Rooney Mary w "Lionie" czy Emmanuelle Seigner w "Oficerze i szpiegu" :P
Dramat, w którym największe emocje wzbudził u mnie niezły dowcip o polaczkach wypowiedziany przez Glenn Close ;)
4/10
29-11-2020, 10:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-11-2020, 14:50 przez Kryst_007.)
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,129
Liczba wątków: 6
Vampires vs. the Bronx - czyli stosunkowo nowe oglądajło od Netflixa.
Nie wiem w sumie czy ten film polecić czy odradzić :)
Wady - wszystko już było, postacie niezbyt, wampiry jeszcze bardziej, wszystko bardzo grzeczne - film zdecydowanie dla widzów młodszych. Za złych robią oczywiście biali a wszyscy pozytywni to czarnoskórzy albo Latynosi.
ale ...
Są też pozytywy :)
Film strasznie stara się trafić i ogólnie w klimaty ejtisów (czyli lat 80ych) i widać że podstawą tutaj byli "The Lost Boys" (z których zresztą jest skopiowana jedna scena). Tytuł nawiązuje do "Vampire in Brooklyn", wydaje mi się też że widać w tym filmie i "Miasteczko Salem" i "Postrach nocy" (acz mogę się mylić bo sto lat tych filmów nie powtarzałem ^^). Jest też parę mrugnięć do "Blade'a". Jedną z ról gra Sarah Gadon - ukochana Draculi z "Dracula Untold".
Na pewno nie wyłapałem wszystkiego :)
No a wampiry zwykle grane są są przez białych ;)
Więc zależy jak kto podejdzie - ja dałem się uwieść temu bezpretensjonalnemu powrotowi do przeszłości i "zabawie w wampiry".. i daję trochę naciągane 7/10.
29-11-2020, 13:13
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-11-2020, 13:21 przez Rozgdz.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
Let Him Go [2020]
Kevin Costner i Diane Lane opuszczają swoje rodzinne ranczo i udają się do Dakoty Północnej w poszukiwaniu wnuka, porwanego przez przestępczą rodzinę. Powolne tempo, napięcie, dobry finał i aktorstwo, które nie wymaga reklamy. Cholernie mi się podobało.
8/10
30-11-2020, 00:54
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,876
Liczba wątków: 11
Chętnie to obejrzę bo chyba nie ma tego nigdzie na razie?
Rzeź, reż Roman Polański 2013
Lubię filmy z teatralnym rodowodem bo tam zawsze dobrze grają i są świetne dialogi bo bez tego film nie ma żadnego sensu.
Tutaj jest na pewno to pierwsze (chyba najlepsza jest Foster, choć reszta gra również dobrze) ale być może dialogi mogłby być odrobinę lepsze, chociaż końcówka jest dobra - zwłaszcza jak sobie nawzajem zarzucają wszystkie bolączki dzisiejszego świata oraz wychodzą wszelkie ukryte frustracje wieku średniego.
Brakowało mi jednak jakiegoś dobrego, wydatnego zakończenia bo film się nagle urywa bez większej puenty.
6/10
01-12-2020, 01:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-12-2020, 02:56 przez Doppelganger.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,748
Liczba wątków: 14
A Field In England
Do obejrzenia na haju, bo Wheatley poszedł jeszcze bardziej w psychodeliki niż podczas kręcenia Kill List. Rzecz niepozorna, nakręcona przy użyciu minimum środków i z garstką aktorów, ale zaskakująco udana realizacyjnie - reżyser nie tylko nie odwalił pańszczyzny, ale skomponował kilka świetnych scen. Monochrom plus statyczne kadry i ambienty w tle ślicznie oddziałują na zjarany łeb, zwłaszcza motyw z namiotem z przygrywającym:
Fabułę można streścić dość krótko, a wszystko rozbija się o alegorie. Może kiedyś poczytam o tym więcej, ewentualnie zrobię powtórkę na trzeźwo, bo za pierwszym razem dałem się pochłonąć klimatowi. Aktorsko bardzo dobrze, chociaż w obsadzie nojnejmy, na deser piękna angielszczyzna z minionej epoki doprawiona garścią bluzgów, szczypta flaków z rozrywanego ciała i dwa penisy (męskie).
Bez oceny, bo oglądając innym razem mógłby po mnie spłynąć - na takie filmy jest określony czas, miejsce i okoliczności. Polecam wszakże każdemu, bo 90 minut to niewiele, a może zaskoczy. Powinno się spodobać zwłaszcza tym, którzy (jak ja) bardzo lubią The Lighthouse. Punkty wspólne nie kończą się na palecie barw, to rzeczywiście podobne dzieła.
01-12-2020, 19:42
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,278
Liczba wątków: 5
(01-12-2020, 01:51)Doppelganger napisał(a): Rzeź, reż Roman Polański 2013
No dla mnie tragedia i chyba najgorszy film Polańskiego. Jeszcze w kinie jakoś to poleciało, ale powtórka fatalna.
Teatralność teatralnością, ale jakie to było słabe, a już Foster beznadziejna. W ogóle nie czuć w tym że to film Polańskiego. Mieć 4 takich aktorów i tak koncertowo to spieprzyć?
2/10
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
02-12-2020, 00:36
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,876
Liczba wątków: 11
A mnie się nawet podobało jak ją towarzystwo punktowało, wraz z jej mężem, że aż jej żyłka pękała.
Ale rzeczywiście można było wyciągnąć z tego dużo więcej.
02-12-2020, 00:55
Stały bywalec
Liczba postów: 18,481
Liczba wątków: 148
Młody Frankenstein / Young Frankenstein (reż. Mel Brooks, 1974)
Kolejny tytuł z mojej listy wstydu nadrobiony.
Co tu dużo pisać - naprawdę bardzo fajna i zabawna komedia, a właśnie to jest najważniejsze w tym gatunku. Kilka razy naprawdę śmiechłem głośniej, szczególnie w scenach, w których główny comic relief tej historii, czyli Igor (w tej roli niezawodny Marty Feldman) dostaje swój czas ekranowy. Sama historia jest również niezwykle udaną wariacją, czy też raczej parodią klasycznego kina grozy i to w takim pozytywnym znaczeniu. Czuć w tym serducho i uwielbienie do oryginału, w trakcie seansu można wyłapać wiele smaczków. Zresztą widać to też po samej realizacji. Scenografie, kostiumy i te czarno-białe zdjęcia - no klimacik filmów z lat 30. czy 40. zachowany perfekcyjnie. Najlepszy film Mela Brooksa w mojej opinii - 8/10.
Tytułem post scriptum - jeśli chodzi o młodą Teri Garr to zacytują Monstrum: "Mmmmmmmmmmmmmmm":
03-12-2020, 01:30
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,866
Liczba wątków: 4
Wyborny film, chyba najlepszy MB i jedna z moich ulubionych komedii w ogole. Miloscia do filmow Mela Brooksa i Geena Wildera zarazil mnie ojciec, do dzis pamietam jak zacieszal oglądajac te scene:
No cudo i przeblysk absolutnego, komediowego geniuszu ze strony GW.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
03-12-2020, 02:37
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-12-2020, 02:37 przez Bucho.)
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,278
Liczba wątków: 5
(03-12-2020, 01:30)Pelivaron napisał(a): Młody Frankenstein / Young Frankenstein (reż. Mel Brooks, 1974)
Najlepszy film Mela Brooksa w mojej opinii - 8/10.
Zdecydowanie ale u mnie ocena wyższa o dwa oczka. Uwielbiam ten film. Jest absolutnie perfekcyjny pod każdym względem.
No i ma jeden z najlepszych kawałków muzyki filmowej w historii
Gimby nie znajo, ale wykorzystali to kiedyś w kultowej dla boomerów audycji "Nie tylko dla orłów", w cyklu "Opowieści z deszczykiem". Głos Manna na tle tej muzyki opowiadający o baronowej von Szlochen to mistrzostwo :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
03-12-2020, 09:52
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
Dolemite Is My Name (2019) (Reż. Craig Brewer)
Tak się składa, że na kanale GoodBadFlicks oglądnąłem kiedyś odcinek poświęcony temu filmowi. I już wtedy dla mnie ta historia miała potencjał filmowy. Tak też z ciekawości zabrałem się za ten film opowiadający o powstaniu tego kultowego obrazu Blaxploitation. Eddie Murphy jest bezbłędny i bardzo charyzmatyczny jako główny bohater i to na swoich barkach niesie ten film. Przy czym świetną rolę ma też Wesley Snipes.
Można powiedzieć, że to trochę taka historia jak "Ed Wood" tylko kina blaxploitation. Przykład jak osoba bez doświadczenia i zdawać by się mogło, bez możliwości, odpowiednich kontaktów, odnosi sukces i kręci swój pierwszy film. I choć rzeczywiście "Dolemite" odniósł niespodziewany sukces to jednak ten film jest trochę zbyt grzeczny. I nie chodzi o język, czy nagość, ale fakt, że nawet pewne trudności, główny bohater dość łatwo pokonuje. Przez co dla niektórych przesłanie może być dość naiwne na zasadzie: "Jak wierzysz w marzenia, to możesz je zrealizować". Ale czasami potrzeba takich "feel-good-movie". I ten oglądało się naprawdę dobrze i czas szybko z nim minął.
7,5/10
04-12-2020, 20:38
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
Doppelganger napisał(a):Chętnie to obejrzę bo chyba nie ma tego nigdzie na razie?
Na razie jest tylko wersja angielska w jakości 1080p. Mam głęboką nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Co prawda, dialogów jest mało, a fabuła prosta, ale jak zamierzasz oglądać film z osobą nieanglojęzyczną, to niestety lipa.
04-12-2020, 22:06
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Pokusa (1936)
Marlene Dietrich jako oszustka i złodziejka pereł oraz Gary Cooper jako amerykański everyman na wakacjach. Film się naprawdę fajnie zaczyna i ma się wrażenie, że twórcy chcą celować w komedię kryminalną. Pierwsza scena z proszeniem szefa o urlop oraz kluczowa akcja z kradzieżą pereł naprawdę bawią, jak i urzekają swą prostotą. Im dalej jednak, tym mam wrażenie, że film nie może się zdecydować w jakim kierunku chce pójść - komedii czy romansu. No i rozwala mnie też w tych starych scenariuszach, że takie pierdoły jak kradzież naszyjnika zawsze zajmują pierwsze strony gazet i są głównym tematem w radiu. W tamtym świecie naprawdę nie było morderstw, korupcji, konfliktów międzynarodowych czy innych wydarzeń, które wywołałyby większe poruszenie u ludzi? xD Fajny duet Dietrich-Cooper i kilka ładnych ujęć Hiszpanii.
6/10
Historia Glenna Millera (1954)
Zapomniany hollywoodzki biopic o legendarnej postaci muzycznej. Ogląda się to ogólnie jak najzwyklejszy Oscar-bait, tyle że na miarę lat 50. i przyznam, że nawet ja jako fan jazzu trochę się nudziłem. Scenariusz właściwie po kolei odchacza kolejne punkty schematu typowego amerykańskiego biopica. Brak tu jakiegoś pomysłu i reżyserskiej iskry, a kręcony dzisiaj z łatwością by się wpisał w filmografię takiego Mangolda. James Stewart gra typowego Jamesa Stewarta, ale jak zwykle tak dobrze mu to idzie, że jego to się nie czepiam, z kolei June Allyson jest tu tym archetypem wspierającej żony w filmie biograficznym. No i nie ukrywam, że jako aktorzy w średnim wieku to trochę niezręcznie wypadli w pierwszych scenach jako ludzie w okolicach 20-tki. No, ale w tle gra jazz, na 5 minut pojawia się Louis Armstrong we własnej osobie, a Glenn Miller jest tu przedstawiony jako marzyciel - znak, że Chazelle musi uwielbiać ten film.
5/10
05-12-2020, 23:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-12-2020, 00:07 przez Kryst_007.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,748
Liczba wątków: 14
Gone With The Wind
Przeciętna gospodyni domowa zapytana o najbardziej znane filmy w historii prędzej czy później wymieni Przeminęło z wiatrem. Sam, nie wiedzieć czemu, olewałem dotychczas i obejrzałem dopiero tego prawie 4 godzinnego kolosa dopiero dziś. Zabrzmi to śmiesznie w kontekście klasyka sprzed ponad 80 lat, ale zostałem mocno zaskoczony.
Spodziewałem się łzawego romansu, a dostałem wyrachowaną i złośliwą kalkulację. Liczyłem na spokojną, kameralną historię, dostałem epickie widowisko i rozmach realizacyjny oraz wojnę secesyjną odgrywającą znaczną rolę (scena zbiorowa ze szpitalem polowym i kamerą ogarniającą coraz większy teren zasiany rannymi jest świetna). Oczekiwałem krystalicznych bohaterów, a otrzymałem cynicznego Gable'a i jedną z najbardziej wrednych, wkurzających protagonistek w wykonaniu Leigh (nie wiem, czy bardziej irytowała jej Blanche w Tramwaju... czy Scarlett). Historię obserwujemy z perspektywy rozpuszczonej, aroganckiej, niewiedzącej czego chce panienki która nagle otrzymuje przyśpieszony kurs dorastania. Nie lubię jej, ale jest świetną bohaterką - nie czarno-białą albo niby-złą-ale-jednak-o-gołębim-sercu na modłę filmideł z tamtej epoki, tylko niejednoznaczną i ciekawą. Kolejne zaskoczenie. Historia jest spoko, chociaż w drugiej części pojawiają się pewne dłużyzny. Nie jest to arcydzieło, ale bardzo dobry, cieszący się zasłużoną estymą film.
(Not so) fun fact: postać De Havilland umiera jako jedyna z głównej czwórki. W rzeczywistości, jak pewnie większość z was wie, aktorka dożyła pięknego wieku 104 lat i odeszła w tym roku, a żadne z pozostałego trojga nie dotrwało nawet 60-tki. Gość grający Ashleya zginął nawet na wojnie - jego samolot został zestrzelony. Zdarza się.
11-12-2020, 01:54
Stały bywalec
Liczba postów: 867
Liczba wątków: 0
Olivia de Havilland bardzo pożytecznie spędziła swoje długie lata. W czasie Zimnej Wojny rozpracowywała komunistyczne organizacje w Holly a zaczęło się od tego, że jako staromodny umiarkowany liberał, zapisała się do niewinnej grupy zwanej "Niezależne Zrzeszenie Obywateli Sztuk, Nauk i Zawodów" (ICCASP) które okazało się komunistycznym frontem lobbującym za ocieplaniem stosunków z Sowietami.
11-12-2020, 02:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-12-2020, 02:33 przez Lashly.)
|