Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Nawet nie wiedziałem. W takim razie wklejam opinię o Newskim do odpowiedniego wątku ;)

Odpowiedz
Rogue (Horda) - grupa najemników zesłanych do afrykańskiego buszu odbija w trakcie misji córkę pewnego gubernatora i trafia na porzuconą farmę, w której czyha krwiożerczy lew. Na domiar złego w pościg za oddziałem rusza lokalny watażka z zadaniem odzyskania dziewczyny. Pomysł w pytę, ale nie działa tu niestety wiele rzeczy. Do rewelacyjnego "Duch i Mrok" z Douglasem i Kilmerem nie ma w ogóle podjazdu, mimo że oba filmy dzielą ze sobą tematykę survivalu na afrykańskiej ziemi w otoczeniu dzikich zwierząt. Największy problem to chyba Megan Fox w roli głównej. Jest hot jak cholera (na marginesie - dopiero na IMDB wyczytałem że jest już matką 3 dzieci), ale jako dowódca oddziału wygląda zwyczajnie groteskowo. Po drugie sam oddział do banda leszczy jakich świat nie widział. Przez większość czasu zachowują się jak goście, którym pierwszy raz ktoś podarował broń. Po trzecie - spuszczę zasłonę milczenia nad reżyserią i budowaniem napięcia, które tu w zasadzie nie istnieje - większość scen akcji jest tu zrobiona absurdalnie źle (jak np. motyw z Enfieldem lub latarką) . O poziomie CGI lwa powinni zrobić osobny program bo to kompletny dramat i jakość rodem z PS3 - zwierzak porusza się jakby był zrobiony w 20 fpsach i z fatalnym cieniowaniem, co skutkuje dziwnym efektem "wklejenia" modelu w scenę. Widać to zwłaszcza w ostatniej scenie. 

Mały plus za tekst "Fuck you God, fuck you pussycat!" oraz małą inspirację Strażnikami Galaktyki.

2/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Corpse Bride (2005)

Co tu dużo mówić, taka lekka baśń od Tima Burtona, nic nadzwyczajnego, ale oglądając to, poczułem się trochę jak dzieciak, a w drugiej połowie nawet lekko zaangażowałem. Szczególnie podobały mi się niektóre sekwencje w lesie oraz z kościotrupami.

Film trwa tylko nieco ponad godzinę, a że mam słabość do animacji poklatkowej i Tima Burtona to ode mnie 7/10

Odpowiedz
Corpse Bride jest zajebisty - lekki, odjechany momentami, standardowo w "burtonowski" sposób przedstawia kolorowe zaświaty i szary świat realny. A do tego ma mega muzykę i piosenki autorstwa Elfmana. Dla mnie ciut za krótki, no i końcówka rozczarowuje (w sensie takim że liczyłem jednak na to, co się kroiło przez całą fabułę - a wyszło tak sztampowo - nie pasuje do bohatera to zakończenie). I wykonanie mistrzowskie bo animacja i kukiełki robią robotę.

8/10

Midnight Sky (r. George Cloney, 2020 - Netflix)

Reklama w TV mocna, Goerge Cloney w post-apo filmie - normalnie skusiłem się. Błąd to nie był, ale seans nieciekawy. Jakby dwie historie toczące się równolegle i obie nijakie. Zaledwie dwie sceny konkretne, a reszta to snucie się. Ani to survival, ani post-apo i ta cała tajemniczość wydarzeń... ble. Wnętrza statku kosmicznego to jakieś odjechane kuriozum. Momentami CGI wali po oczach.

3/10

Odpowiedz
A mnie Midnight Sky nawet się podobało, może dlatego, bo spodziewałem się filmu w stylu Ad Astra z Pittem, czy produkcji SF, w jakich wcześniej grywał Clooney, czyli Solaris i Grawitacji.

Film jest krytykowany, że nuda i nic się nie dzieje i znowu dodane elementy filozoficzne do kolejnego SF, a mnie film kupił klimatem od pierwszych scen. Oprócz SF dostałem też kino zimowe, surwiwalowe, które ładnie się łączy z opowieścią o wracających do domu astronautów z podróży na nową Ziemię. Film urzekł mnie swoją empatią do bohaterów i świata, pięknymi zdjęciami i cudowną muzyką Desplata. .Świetnie wypadli George Clooney i Caoilinn Springall w rolach głównych.

Pewnie że flm nie zaskakuje, np. to kim okazała się ostatecznie Iris pewnie nikogo nie zaskoczyło, ale nie żałuję seansu. Oczywiście są schematy typowe dla tego typu filmów z akcją w kosmosie,
, ale później dostajemy jedną z najlepszych scen z kroplami krwi. Film wywołał we emocje, więc nie mogę go za bardzo skrytykować. Pewnie że nie jest idealny, ale ja lubię takie kino nakręcone w starym hollywoodzkim stylu. Ocena: 6+/10.

Odpowiedz
Midnight Sky - podzielam opinię Debryka, ale dodaję +1 do oceny za wiadomą scenę z krwią. Historie mało angażujące, a ich spięcie na koniec jest bardzo przewidywalne. Motyw, aby przez dłuższy czas traktować je osobno całkowicie chybiony, bo film traci na płynności i dramatyzmie. 

4/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
w Midnight Sky, jak pisałem, dwie równoległe historie rozwlekają całość - gdyby jeszcze ten statek kosmiczny był tak zrobiony jak baza w Moon, to wiarygodność podróży oraz odbiór wydarzeń tam serwowanych miałyby większy wpływ na mnie. Ale to co widzę to jakaś super odjechana villa mająca ze statkiem niewiele wspólnego. I tam film MOCNO traci. Wędrówka Augustina do nowej bazy jest spoko, jego walka o przetrwanie podobało mi się - ten "segment" się broni, ale film właśnie dostaje kopa przez druga historię. No, ale scena z krwią perełka sama w sobie. pełne zaskoczenie, niemały szok - i wykonanie zajebiste. podtrzymuję surową ocenę - 3/10 - może kolejny seans pozwoli na więcej.

Odpowiedz
Z okazji Sylwestra odświeżyłem sobie dwa zakurzone klasyki z lat 60.

Afera Thomasa Crowna (1968)

Fabularnie raczej nic zaskakującego - zawodowy złodziej i agentka FBI, która wpada na jego trop przy oficjalnym spotkaniu zakochują się w sobie. Fajne to i w starym stylu, jednak i tak trochę za mało tu się poświęca czasu dreszczykowi emocji. Przez dużą część czasu za to widzimy jak Steve McQueen spędza wolny czas typowo dla milionera - gra w golfa, gra w polo, lata szybowcem, zasuwa gokartem po plaży i romansuje z Faye Dunaway. O ile dobrze zapamiętałem - w filmie są tylko dwa napady, z czego ten drugi zostaje dosłownie streszczony w kilka sekund. Warto jednak i tak ten film obejrzeć. Przede wszystkim dla czarującego duetu McQueen-Dunaway, sekwencji napadu przedstawionego m.in. poprzez podział ekranu czy szczególnie za tą kozacką piosenkę Noela Harrisona, skomponowaną przez wielkiego Michela Legranda. Ten Oscar byl formalnością.



7/10 - remake McTiernana z Jamesem Bondem do nadrobienia.


Przyjęcie (1968)

Peter Sellers jako fajtłapowaty hinduski aktor, który przez przypadek trafia na przyjęcie dla VIP-ów i oczywiście wywraca całe party do góry nogami. Film ze swoim klimatem wręcz idealny na noc sylwestrową. Wiadomo - jest Sellers, jest impreza. Kilka gagów może i się dłuży, ale wciąż są takie sceny, które zawstydzają współczesne amerykańskie komedie - szczególnie ta, w której Sellers testuje te wszystkie guziki, albo scena obiadu i kurczak lądujący na sam szczyt pokaźnej peruki pewnej Pani ;) Aż z ciekawości sprawdziłem w necie czy jakiś SJW nie zdołał się oburzyć o ten brownface Sellersa. Nie zawiodłem się :) Uprzedzam, że jednak nie zgarnia całego show tylko dla siebie, bo na drugim planie przewija się Steve Franken w roli nawalonego kelnera. Do tego Claudine Longet, która jest jedną z najpiękniejszych kobiet jakie widziałem w kinie. Dziwiło mnie czemu mimo urody nie zrobiła większej kariery, a tu okazało się że w 1975 stała za niezłym skandalem, który byłby przyzwoitym materiałem na film. The Rolling Stones zadedykowało jej nawet z tego powodu piosenkę.

8/10

Odpowiedz
(10-12-2020, 18:04)Trailery Srailery napisał(a): Mieszanka kina wojennego z science-fiction/horrorem (?). Chloe Grace Moretz w roli pilota, który z tajemniczym ładunkiem trafia na pokład B-17. Misja nie będzie jednak łatwa. Sądząc po ostatniej scenie, oglądanie chyba też nie :)


I od razu pełna zapowiedź!
Obejrzałem na rozpoczęcie nowego roku i o panie, co to jest :D pierwsze pół godziny naprawdę fajne, sprytnie i ciekawie zrealizowane, może nawet i dość klaustrofobiczne bym powiedział. Wszystko dzieje się w tej małej bańce wiszącej pod bombowcem, cały czas obserwujemy Chloe, reszta jest tylko w słuchawkach jako dźwięk, a przysłuchiwanie się rozmowom załogi jest bardzo sympatyczne, ale potem jest tak ostry zjazd w dół, że aż mnie boli. I ta scena, gdzie wybuchający Zero wpycha z powrotem Chloe do bombowca wcale nie jest tak przegięta jak inna!
Nie mam pojęcia, co to miał być za film. Mieszanka horroru i kina wojennego (weird world war?) jest chyba najlepszym określeniem, ale horroru jest tutaj mało za wyłączeniem wspomnianych trzydziestu minut, kina wojennego też, bo raptem kilka scen tylko jest, za to dramatu obyczajowego aż nadto, wszystko zaś rozbija się o kuriozalny wręcz motyw
5/10 za pierwsze pół godziny i finałową, śmieszną bitkę :) mocarnie się ten 2021 zaczyna, nie ma co.

Odpowiedz
Ścigany - współcześnie ten film nie mógłby powstać w takiej formie. Za samą tematykę zostałby prawdopodobnie ocenzurowany na wszystkich social mediach. W dodatku nakręcili nawet scenę z Murzynem, który chce zabić białego i Tomme Lee Jones rozwala mu łeb, a potem mówi, że niczego nie żałuje. Kiedyś to było kino, dzisiaj nie ma kina.

10/10

Odpowiedz
Popierajcie swego szeryfa (1969) i Popierajcie swego rewolwerowca (1971), oba w reż. Burta Kennedy’ego, swoista niełącząca się z sobą fabularnie dylogia, za każdym razem w roli głównej James Garner, choć gra różne postacie, tak samo jak powtarzająca się gromadka aktorów. Nie każdemu musi się podobać taka specyficzna, błazeńsko-rubaszna stylistyka westernu komediowego, trochę taka wolna amerykanka, ale na swój sposób jest to zabawne, sympatyczne, lekkie i odprężające, ciągle coś się dzieje bez dłużyzn. W pierwszym filmie jest młody, brodaty Bruce Dern, a w obu poniekąd najciekawszą rolę ma arcybrzydal westernu Jack Elam, który zaskakująco solidnie radzi sobie w roli czysto komediowej. Daję dwa razy 6/10. I chętnie poczytałbym recki w filmorgowym dziale „W stronę zachodzącego słońca”. ;)

Odpowiedz
Tak, lubię, ale musiałbym sobie odświeżyć.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Nagi Lunch...
Spodziewałem się czegoś w stylu "Existenz" a dostałem?
Nie wiem co to było.
Niby lubię tripowe filmy ale to, oglądając bez instrukcji, to jakiś bełkot
3/10

PS - SJ raport: : dziś ten film też by nie powstał bo pada tam.duzo zdań typu: homoseksualiści to podludzie, pedały, cioty itp
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Todo Sobre El Asado - świetny dokument o argentyńskiej miłości do wołowiny. Ma rzadką cechę w dokumentach, bo z jednej strony jest bardzo obiektywny, wypowiadają się osoby z różnych stron "barykady", a nie tylko te opiewające cudowność grillowania (rozwalił mnie jakiś antropolog, który grzmiał, że spotkania przy ogniu i mięsie to gejowski rytuał :D), ale z drugiej narrator ma określone poglądy i nie boi się ich wyrażać, często w fajny, dowcipny sposób jak wtedy, gdy wyśmiewa kogoś nie umiejącego grillować, na przykład grupkę hipisów :D Jedyny, spory minus za montaż, a raczej za jeden, znienawidzony przeze mnie zabieg polegający na przeciąganiu ujęcia bez żadnego uzasadnienia jak wtedy, gdy dwóch gości śpiewa piosenkę, kończą, nic nie mówią, nic nie robią, a reżyser postanowił, że warto abyśmy patrzyli na nich jeszcze z dobre 30 sekund, ja po 15 się wkurzyłem i zwyczajnie przewinąłem. Ale to drobnostka, film ogólnie jest znakomity, polecam 8/10

Odpowiedz
Night Hunter - Cavill, Tucci, Kingsley i Daddario szukają w niewielkim, zaśnieżonym, miasteczku pedofila, który wykorzystuje nieletnie dziewczyny. W ciągu ostatnich miesięcy uprowadzenia coraz częściej powtarzają się, a lokalna policja wydaje się bezradna. Kiedy w końcu udaje się złapać przestępcę na gorącym uczynku, sytuacja zaczyna się komplikować bo czarny charakter okazuje się niedorozwiniętym psycholem, który nie zamierza współpracować. Zadziwiające, że udało się debiutującemu reżyserowi skompletować taką obsadę do skądinąd telewizyjnego filmu - wszystko jest tu po prostu średnie w porywach, a scenariusz nie daje postaciom w ogóle się rozwinąć. Klimat jakiś jest (zwłaszcza, gdy Cavill robi wjazd na posesję przestępcy), ale nie wykorzystano zupełnie potencjału typowego wątku "przestępca z celi robi w konia cały komisariat". Ekscytacji niewiele, choć Brendan Fletcher w roli złola bardzo dobry i jedyny z całej obsady, który jest konkretny. Do momentu ujawnienia tajemnicy ogląda się to jak typowe kino do browara bez zobowiązań, ale zakończenie.. echh szkoda ;) 

5/10

Greenland - kino katastroficzne z Gerardem Butlerem. Ale mało tu katastrofy samej w sobie, a więcej Butlera który walczy o przetrwanie rodziny. Film wszedł mi zaskakująco dobrze, bo nie jest to typowy Emmerich z rozwałką najważniejszych zabytków na świecie, w którym idiotyzmy nakręcają kolejne idiotyzmy. Całość przypomina nieco pierwszą godzinę War of the Worlds Spielberga, gdzie kataklizm jest gdzieś w tle, a dramat rodzinny jest na pierwszym miejscu. Film nie szasta również milionami ujęć wybuchów, za to bardzo dobrze "symuluje" zbliżający się koniec świata - ludzie dostają pierdolca, sklepy są okradane, a lotniska wojskowe szturmowane przez hordy spanikowanych mieszkańców. Ogólnie atmosfera nadchodzącego armageddonu z perspektywy głównego bohatera to największy plus. Ostatnie minuty mogliby wyciąć i całość zyskałaby mocno na emocjach. To jednak kolejny, solidny film od Rica Romana Waugh i pomijając sztampę w postaci Angel Has Fallen, staje się jednym z moich ulubionych wyrobnikow.

6+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Świadek - ten film leciał kiedyś całe wieki temu na TVP2 w cyklu "Męskie kino nocne" albo "Mocne kino nocne", nie pamiętam. W każdym razie widziałem go za małolata i zaryzykowałem z powtórką po naprawdę długim czasie. Wątek kryminalny jest tu mocno pretekstowy. Inny reżyser (mniej poeta, a bardziej rzemieślnik-spec od dobrej sensacji w stylu Andrew Davisa) wycisnąłby więcej z samej historii, ale i tak oglądało się to bardzo dobrze. Film spokojnie broni się klimatem, muzyką i ogólnie nieśpiesznym, nieoczywistym podejściem do gatunku, w czym wielka zasługa Weira i jego niehollywoodzkiej wrażliwości. Niestety, jak się rzekło - brakuje pierdolnięcia i mocnego finału.

7/10

Odpowiedz
ARQ (2016r.) Film o pętli czasowej - Netflix

Na forum padł ten tytuł a mnie takie klimaty kręcą. Podszedłem do seansu z wielkim dystansem i raczej bez nadziei na dobre filmidło ale ARQ to bardzo dobre kino! Facet ma w domu maszynę, która zapętla czas po pewnym zdarzeniu. Przychodzą do tego domu źli i go ubijają. Gdy ginie, dzień się restartuje (tak w uproszczeniu bo pętla trwa 3h 14m zawsze - więc nawet jak zginie na starcie dnia to coś tam się dzieje bez niego). I to jest pierwszy myk, który nieco odróżnia tę produkcję od innych w tym temacie. Drugim jest coś zupełnie świeżego w tak wytartym schemacie i za to scenariusz ma duży plus. A poza tym gra tam Prawie Christian Bale - trzy razy sprawdzałem, czy to on. No, ale nie on a jak on :D

Nie chcę spoilerować ale aż 3 myki dają rade bardzo dobrze i ogląda się mega przyjemnie. Dobra muzyka, sceneria skromna ale to post-apo i też daje radę. Momentami kapitalne zdjęcia ale film ma bardzo wysoki poziom realizacji i nie ma dłużyzn. Na minus aktorka z TFów - tam werwiała, ty wnerwia minimalnie ale sama jej obecność to ujma dla obrazu - choć przyznam że się stara. Po prostu jej nie lubię.

7/10 polecam bo warto to zobaczyć

Species (Gatunek, 1995r.)

Trzeba zacząć od tego, że oglądałem film na premierze mając 15 lat. Niedługo później wałkowałem VHS z wypożyczalni celem wzbogacenia wiedzy naukowej na temat drugiego gatunku. Zwłaszcza sceny z nie do końca ubraną Natashą zgłębiałem najbardziej. I jakieś 24 lata kompletnie nie widziałem tego filmu i jak się okazuje zapamiętałem go bardzo dobrze. I jako dobry film. I takim też jest. Słabymi punktami jest "montaż" ekipy - takie randomowe ludki bez podbudowy. Wnerwia mnie Madsen ponieważ jego postać/maniera kompletnie nie pasują do klimatu filmu. Natomiast cała reszta... no bomba! Przede wszystkim debiut pięknej Natashy Henstridge wypadł bardzo dobrze - jej Sil jest zagubiona, zdecydowana i... no, tego ma się czym pochwalić. W filmie jest erotyzm i nagość jednakże wynika to z faktu takiego, że jest to cześć fabuły. Fabuła trzyma się kupy i całość ładnie przechodzi na kolejne etapy. Ostatni akt podkręca tempo i wszystko gra oraz buczy. Cudo. Zdjęcia Bartkowiaka momentami pokazują pazur. No ale co trzeba pochwalić to efekty specjalne - oczywiście w dzisiejszych czasach wołałyby o pomstę do nieba tudzież o odezwę do Asylum, ale to był rok 1995 - wszystko raczkowało i producenci/wykonawcy bardzo dobrze użyli tego co mieli w rękawie. Sil i jej przemiany lub pewne "dodatki" spisują się świetnie i mają fajne cechy. Widać, że Giger się postarał. Powtórka po TAK długim czasie była przyjemnym doznaniem. Odstawiając sentyment na bok, spokojnie daję...

ale największy hit to postać młodej Sil, którą gra... Michelle Williams

7/10

Odpowiedz
Wolf of Snow Hollow (2020). Zaskakująco fajny film. Małe miasteczko i nagła fala dziwacznych, brutalnych mordów, mająca miejsca przy każdej kolejnej pełni księżyca, a wszystko jest obserwowane z perspektywy zastępcy szeryfa cierpiącego na alkoholizm. 7/10, bo czuję kurewski niedosyt i zakończenie trochę mnie zirytowało.
[Obrazek: poster-5.jpg]

Odpowiedz
A wg mnie końcówka wlasnie bardzo dobrze wpisuje sie w klimat całego filmu, jego humor i specyfike.

Mi też sie podobalo, ale oczekiwałem czegoś wiecej.

Odpowiedz
U-571 (reż. J. Mostov, 2000r)
Film ma tyle wspólnego z faktami co horoskopy z nauką, ale reżyseria Mostova daje radę. Pal licho sprawy techniczne i cały plot - to po prostu film sensacyjny, który dzieje się w "realiach" II WŚ. I dobre to filmidło. Trzeba, rzecz jasna, zamknąć oczy na durnoty tam serwowane i delektować się wspaniałą grą aktorską, zdjęciami i dźwiękami. Mam wrażenie, że scenarzyści bardzo chcieli stworzyć sensacyjniaka z łodziami podwodnymi, ale że w tamtej dekadzie już mieli bardzo podobne obrazy a fabuł z Sovietami bez liku, że wmanwerwowali swoją historię na wody II WŚ właśnie. Bardzo mi się podobała sekwencja podejścia - napięcie tam dawkowane jest cudne i można się przejąć akcją. Potem to już wolna amerykanka i klisze znane z kina podwodnego (pojedynek na torpedy, walka z niszczycielem). Ale kolejna scena, z Me109 też trzyma w napięciu i jakieś pozytywne wrażenia zostawia.

6/10 - ocena tak wysoka ze względu na świetne zdjęcia, scenografię, efekty i grę aktorską.

Krótkie Spięcie
Oj, oj, oj... Powróciłem do tego filmu od czasu dziecięcego. Chyba oglądałem to jeszcze za komuny i coś tam pamiętałem. Np. pamiętałem sekwencję z szybkim czytaniem i to że Johny ma laser (i że nazywa się Johny 5). Powrót był bolesny. Film jest okropnie infantylny, sztampowy i ma beznadziejnych antagonistów. Sam Johny 5 oczywiście budzi sympatię, jest wykonany dobrze i większość scen z nim broni się doskonale, ale to jedyne plusy tej produkcji. Uśmiałem się ze dwa razy... Sentyment i magia dzieciństwa nie zadziałały w ogóle. Rozczarowanie.

4/10 - Wysoka nota za to, że wykonanie robota, animatronika oraz sceny z nim to majstersztyk.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,080 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,804 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,214 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,364 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,009 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,197 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości