Krótka piłka, czyli mini-recenzje
In the Earth (2021)

Podobała mi się w nowym filmie Wheatleya próba ujęcia pogańskich rytuałów w naukowy nawias, wydaje mi się, że to dosć niecodzienne i świeże podejście jak na folk horror. Percepcyjne odjazdy i ogólna atmosfera też niczego sobie, w czym duża zasługa odpowiednio dobranych dzwięków, muzy i zdjęć. Oczywiscie osadzenie akcji w lesie i osnucie fabuły wokół mitycznej, leśnej kreatury robi połowę roboty.

Poza tym to rzecz raczej tylko i wyłącznie dla fanów innych horrorów Wheatleya - dziwna, powolna, czasem mocno przyprawiona czarnym humorem, który pojawia się w najmniej spodziewanych momentach (i w obydwu przypadkach wiąże się z postacią Zacha i ostrymi przedmiotami), często też sprawiajaca wrażenie improwizowanej, co można tłumaczyć tym, że powstała dość spontanicznie w czasie lockodownu. Generalnie spoko, ale zostawia niedosyt. Chociaż wolę, żeby kręcił takie nie do końca spełnione, ale w pełni autorskie kino, niż jakieś wysrywy dla Netflixa w rodzaju "Rebeki".

Odpowiedz
Dogora - Dzieci, słuchajcie ekologów i namawiajcie polityków o jak najszybsze odejście od węgla, bo inaczej przyleci kosmiczna meduza i go wyssie. I jednocześnie chrońcie pszczółki, bo ich jad powstrzyma tę samą kosmiczną meduzę. Kolejny film kaiju z lat 60. tym razem jedna ze słabszych odsłon.

Ci co narzekali, że Godzilla: King of the Monsters były nudne wątki zabierające czas potworom, niech obejrzy niektóre japońskie filmy kaiju. W takim Ghidorze - Trójgłowym potworze ważniejsze dla fabuły jest to, że banda terrorystów chce zabić tybetańską królewnę. Zaś pół fabuły Dogory polega na tym, że policja ściga jakichś złodziei brylantów. I w trakcie climaxu głównie widzimy jak tą Dziewczynę Bonda z Żyje się tylko dwa razy ścigają wydudkani przez nią kompani i policja. Czytałem, że reżyser chciał zrobić z tego parodię filmów o jakuzie i coś w tym jest, bo są akcje typu bohaterowie podpięci do zapalających się w nieskończoność dynamitu czy niemożność trafieniu z pistoletów o niekończących się magazynkach.

Czytam, że Toho uroiło sobie, by zrobić spin-offową serię filmową o występującym w Dogorze amerykańskim agencie. Aha, już widzę sukces na miarę Godzilli. Już pal licho, że wspomniany amerykański agent wygląda jak nastoletni Marian Paździoch - w końcu liczy się wnętrze. A wnętrze też nie lepsze, bo gość ma osobowość na poziomie stolika kuchennego. Zresztą ci wszyscy bohaterowie ze starych monster-movies są płascy bardziej od naleśnika.

Przyznam, że efekty specjalne i projekt Dogory są bardzo dobre. Udało się twórcom sprzedać jako coś nienaturalnego, w czym pomaga sceneria z czołówki Niekończącej się opowieści i fakt, że potwór nie jest to koleś w kostiumie.
4/10

Mystic River - Hm... nie było w Bezpieczeństwie dziecka o tym, że pedofil czy inny złol może być fałszywym policjantem zgarniającym za wykroczenie ;). Anyway, film świetny. Dużo roboty robi scenariusz gęsto dający do zastanowienia, kto stoi za intrygą i czy byłby do tego zdolny. Jak bodajże Mental powiedział, że film świetnie sprzedał jak rany z przeszłości potrafią zaważyć negatywnie na dalszym życiu i relacjach. Sean Penn i Tim Robbins zasłużyli na statuetki.
10/10

Snowden - Zaskoczył mnie udział Nicolasa Cage’a w poważnej (i małej) roli. No i zaskoczyło mnie, że pokazano prezydenturę złotoustego Obamy jako dalsze ciągłe inwigilowanie obywateli i jego bronienie rządowego łamania prawa. Kilka interesujących kadrów. Ale tak to raczej nic szczególnego.
5/10

Odpowiedz
Gadałem tu kilka lat temu (może nawet z OGPUEE) o Do The Right Thing.

Cytat:Jeszcze apropos tępego czarnucha (nazywanego w dalszej części tekstu Spajkiem Li) - blisko 30 lat wstecz nakręcił film, w którym (niepodobna) całkiem bezstronnie przedstawił problem tarć na linii murzyni - biali. Co ciekawe, w Do The Right Thing głównie czarni przedstawiani są jako ci kretyni, którzy przez głupotę powodują problemy, animozje i w końcu zamieszki. Nie wiem, czy Spajk Li jeszcze wtedy nie był przesiąknięty umysłowym spierdoleniem i niewolnicze geny miały dać o sobie znać dopiero później, czy po prostu myślał, że kręci pean pochwalny na cześć uciśnionych Afroamerykanów, a przez przypadek wyszło mu coś zbalansowanego poglądowo.

W razie czego dalej nie czaję, jak mu to wyszło. :)


---

First Reformed

Miałem spory problem z oceną tego filmu, bo Schrader stara się tu mówić za dużo, a całość lekko się dłuży, ale jak już spojrzałem na sprawę z odpowiedniej perspektywy, to bardzo doceniłem. Postać Hawke'a jest tu FANTASTYCZNIE nakreślona i chyba trzeba patrzeć na całość przez oczy Tollera - mamy wtedy kryzys wiary, chorobę, zagubienie i w końcu poczucie misji, szaleństwo i cierpiętnictwo umotywowane wszystkim, co zostało pokazane na ekranie. Hawke sprzedaje swojego bohatera w stu procentach - zawsze był rewelacyjny w portretowaniu gości rozrywanych wewnętrznymi problemami. To jego historia, więc dodatkowe komentarze Schradera-scenarzysty przelatują bezboleśnie gdzieś tam w tle. Schrader-reżyser jest za to wyjątkowo zdyscyplinowany, wręcz ascetyczny, a podejście zmienia skutecznie tylko w wiadomej scenie. Przygnębiający, trudny w odbiorze, zaskakujący i mądry film, polecam.

Odpowiedz
(17-05-2021, 18:20)Norton napisał(a): Gadałem tu kilka lat temu (może nawet z OGPUEE) o Do The Right Thing.
Ze mną mnie (bo dyskusja dotyczyła BlacKkKlansman, którego nie oglądałem), ale post i samą dyskusję pamiętam doskonale :).

Odpowiedz
Trzej Amigos (1986, reż. John Landis)

Fajny koncept będący parodią schematu znanego z "Siedmiu samurajów" i jego hollywoodzkiego odpowiednika, trójka niezłych komików w rolach głównych, a do tego za kamerą jeden z najlepszych twórców komedii lat 80. A jednak coś poszło nie tak.

Przede wszystkim jest to zmarnowany potencjał. Trójka ekranowych herosów nagle zaangażowana w prawdziwą walkę ze złem to przecież okazja do uzyskania kopalni kapitalnych żartów. Niestety twórcy decydują się napchać tą piniatę głównie błazenadą aktorów. Taki moment, gdy bohaterowie dowiadują się że nie biorą udziału w jakimś show i cały czas stoją twarzą w twarz ze śmiercią bardziej żenuje, niż bawi. Wszyscy wiemy, że powinno być odwrotnie. Są te bardziej udane sceny (Chevy Chase pijący wodę, Steve Martin przykuty do łańcuchów, śpiewający krzak, epizod Mantegny), ale czuję że taki Mel Brooks to więcej by wyłapał smakowitego, niż Landis. Na plus na pewno niezła scenografia (poziom "Siedmiu wspaniałych" jeśli chodzi o meksykańskie zadupia) oraz finałowa strzelanina.

5/10

Odpowiedz
O, uwielbiam to, od zawsze w moim komediowym Top 10. Landis w tamtej dekadzie znał się na rzeczy, stara szkoła. Zawsze się na tym świetnie bawię, a kiedy widzę salut trzech amigos, wpadam w ekstazę. Aktorzy kapitalnie dobrani, choć jednak Chase trochę irytuje jako taki najbardziej głupkowaty z całego tercetu. Za to Short nie dał się stłamsić sławniejszym kolegom i kradnie parę scen, a to był jego dopiero drugi film na dużym ekranie. Przefajny gość. Z kolei Alfonso Arau jako El Guapo to już w ogóle rola perełka. Ogólnie przepyszna zabawa motywem "Siedmiu wspaniałych" i kina niemego początku wieku.

Odpowiedz
O właśnie. Wspominając o zaletach to nie napisałem słowa o charyzmatycznym villainie oraz odwzorowaniu tamtego kina niemego (ten makijaż na twarzach amigosów <3). Ogólnie nie bawiłem się najgorzej, ale po prostu spodziewałem się że to będzie zwariowany humor bardziej w moim typie. Z Landisa to zdecydowanie bardziej wolę "Blues Brothers", Spies Like Us" czy "Trading Places", ale waham się jednak teraz nad awansem oceny "Amigosów" do 6/10.

Odpowiedz
Amy Adams
Gary Oldman
Julianne Moore
Anthony Mackie
Wyatt Russell
Brian Tyree Henry

Reżyserował Joe Wright. Za scenariusz opowiadał koleś od sztuki "Sierpień w hrabstwie Osage", za muzykę Danny Elfman, a za kamerą stanął Bruno Delbonnel. I tak dalej, i tak dalej.

Coś niesamowitego, że taka ekipa odpowiada za największy gniot, jaki dane mi było zobaczyć w 2021 roku. Mowa o thrillerze psychologicznym Kobieta w oknie, który jest do zalezienia na Netfliksie od kilku dniu. Absolutnie spartaczona robota - chaotyczny, z idiotycznymi i irytującymi twistami, z intrygą totalnie z dupy. Ale najlepszy jest i tak finałowy akt... z oczywiście twistem, który spokojnie może kandydatować do miana najchujowszego w historii kinematografii. Zresztą cały finał wydawał się jakąś parodią, serio, miałem wrażenie, jakbym oglądał kolejną odsłonę "Strasznego filmu" i to taką naprawdę słabą. Omijać szerokim łukiem. Kupsko nie z tej planety.

Odpowiedz
Przesadzasz. Całkiem przyjemny, świadomy siebie kamp. Skojarzenie ze Scary Movie jak najbardziej słuszne, ale ja bym wskazal jednak 'Krzyk' Cravena jako najlepsze porównanie. Bylem zaskoczony, jak pociesznie kinofilski i dziwaczny jest ten film, wyrezyserowany na luzie, groteskowo poważny, ale bez kija w dupie.

Widzowie po pokazach testowych byli ponoć skonfudowani i zniesmaczeni, az jestem ciekaw, co wyleciało w czasie dokretek ale musiało być grubo. Choć mimo tego, że Gilroy gmerał przy skrypcie, wciąż czuć rękę Lettsa - ta sama teatralnosc, karykaturalnosc postaci i przesada w dialogach cechowala "Killer Joe".

Ja się w każdym razie bawiłem przednio i mam wrażenie ze Wright z Lettsem też. Dostali material w postaci drugoligowego czytadla i postanowili uciec z nim w strone pastiszu. I bardzo dobrze.

Odpowiedz
Najwidoczniej ja nie widziałem tej kampowej świadomości i wziąłem to zbyt poważnie. Bo właśnie na takie poważne kino to się zapowiadało. Niestety w pewnym momencie, gdzieś to się wszystko rozjechało :)
"Krzyk" również kołatał mi się w myślach w trakcie oglądania.

Odpowiedz
Nie no, film który w pierwszej scenie bez żadnej subtelności pokazuje czego będzie pastiszem (film Hitchcocka w tv) raczej nie powinen być brany zbyt poważnie. :)

Jeden z moich filwmebowych znajomych rzucił porównaniem do De Palmy i to też słuszny trop, choć oczywiście Wrightowi daleko do tego poziomu.

Odpowiedz
Człowiek z Księżyca (1999) - Jeden z tych filmów biograficznych, które trzeba koniecznie oglądać bez zaznajomienia się przedtem z notką życiorysu jego bohatera na Wikipedii. Forman niczym prawdziwy Andy Kauffman wodzi widza za nos i obraca film w jeden wielki dowcip. W wielu scenach widz nieświadomie staje się ofiarą tych kauffmanowskich żartów, by następnie cała prawda została mu wyłożona jak na tacy. Świadczy to o tym, że to biografia nakręcona z sercem i szacunkiem do bohatera, a nie typowo wyrachowany haczyk na Akademię. No i Jim Carrey - wybaczcie, ale to jest właśnie jego najlepsza rola w całej karierze. Jak dla mnie on po prostu urodził się by sportretować specyficzną osobowość Andy'ego i ta rola nie mogła być lepiej obsadzona. Nie wiem, co on takiego perfidnego zrobił Akademii, że nie raczyła ona nominować go do Oscara (tak samo jak rok wcześniej za "Truman Show"), ale to chyba kolejny argument dlaczego te nagrody tak bardzo zasysają. 8/10

Po godzinach (1985) - Kolejny mniej znany film Scorsese odhaczony. Całkiem fajny pomysł na film - zaczyna się od tego, że żuczek pracujący w korporacji umawia się na randkę z ładną dziewczyną, a kończy się to najgorszą nocą w życiu typa. Całość ogląda się niczym jeden wielki absurdalny sen na jawie i aż żal się robi w tym wszystkim głównego bohatera, nad którym Scorsese ze scenarzystą się znęcają wręcz bezlitośnie. Za każdym razem, gdy widz zdaje sobie sprawę, że bardziej przesrane to on mieć nie może, to jednak okazuje się że i tak będzie jeszcze gorzej :D Jeszcze dochodzi do tego świetny klimat Nowego Jorku lat 80., który pod osłoną nocy zamienia się we wrogą szaraczkowi betonową dżunglę oraz całkiem barwny drugi plan. Fun Fact: W filmie wystąpili zarówno Catherine O'Hara i John Heard, a do tego dostali nawet jedną wspólną scenę. Czyli wychodzi na to, że rodzice Kevina poznali się chcąc dorwać tego samego typa :) 8/10

Odpowiedz
Jeśli nie widziałeś, polecam na świeżo po Man on the Moon dokument Jim & Andy: The Great Beyond. Jest na Netflixie. 


Odpowiedz
(20-05-2021, 09:40)PropJoe napisał(a): Jeśli nie widziałeś, polecam na świeżo po Man on the Moon dokument Jim & Andy: The Great Beyond. Jest na Netflixie. 
A potem to:



(Może troche za duzo dziwnego humoru, ale IMO sedno wideo jest interesujące.)

Odpowiedz
Chętnie obejrzę, bo o ile dokument warsztatowo całkiem sprawny, nie wiem po nim za bardzo co myśleć o Carreyu i jego roli.

A potem już tylko video z komentarzem do tego video.


Odpowiedz
True Romance (1993) to dziwny film. Niby kryminał, niby romans, niby coś pomiędzy. Sama intryga jest głupiutka, ale na swój pokręcony sposób urocza i sympatyczna... w sumie to gdyby nie aktorzy i to, co tutaj robią (a zwłaszcza przesłodka Arquette i epizody poszczególnych postaci, na czele z Oldmanem i Pittem) to pewnie dałbym sobie spokój i wyłączył to już po kilku minutach. Czuć Tarantino aż za bardzo, o. 8/10 :)

Odpowiedz
Ostatni seans filmowy (1971, reż. Peter Boganovich)

Lubię od czasu do czasu obejrzeć sobie skromne wyciszone kino, w którym to prawdziwa siła ukrywa się w dialogach i kreacjach aktorskich. Taki właśnie jest film Boganovicha. Prosta przepełniona nostalgią historia o nastolatkach z zadupia gdzieś w Texasie lat 50., którzy właśnie przekraczają barierę, za którą znajduje się dorosłość. Tytuł filmu doskonale symbolizuje te ostatnie chwile beztroskiego życia i z pewnością każdy z nas pamięta swój tzw. "ostatni seans filmowy".

Dużym ładunkiem jest tutaj rozpisanie bohaterów oraz relacje między nimi, w które naprawdę łatwo uwierzyć. Starcie młodzieży ze starszym pokoleniem przedstawione jest bez oklepania i nie królują tutaj jakieś międzypokoleniowe głośne kłótnie, tylko wyciszone dialogi czy drobne gesty, z których odczytać można naprawdę wiele. Największym ogniwem tych relacji jest Ben Johnson w roli starszego i szanowanego w całym miasteczku właściciela salonu gier i kawiarni. Jego postać Sama to typ człowieka, którego każdy chciałby mieć za wuja - zawsze cię zrozumie i porozmawia z tobą w zrozumiałym dla Ciebie języku, ale i też ostro ochrzani na swój subtelny, acz wymowny sposób kiedy trzeba. Widać, że to ten człowiek, który jest świadom że też był kiedyś młody i też chciał czerpać przyjemność z życia. Oscar zasłużony, ale jeszcze bardziej zasłużonym był ten dla Cloris Leachman. Mała wielka rola podstarzałej małżonki miejscowego trenera, która potrzebuje po prostu trochę szczęścia. To ten typ roli, który niemalże przez cały czas polega głównie na wyciszeniu i grze twarzą (cicha scena powrotu od lekarza, gdzie mówi tyle bez używania słów), aż w końcu dostaje swoje brawurowe katharsis. Do tego jeszcze młody Jeff Bridges chyba w swym pierwszym dużym występie, zaskakująco zgadzającym się z jego późniejszym luzackim emploi. Widać, że już na starcie kariery nie dawał sobie przypiąć łatki "syna znanego ojca, który też próbuje zaistnieć w biznesie".

Jako, że jestem w podobnym wieku do głównych bohaterów i świeżo po maturze, to czuję że świetnie trafiłem z momentem w życiu na zobaczenie tego dzieła. Właściwie to już jestem młodym dorosłym i już mam z tyłu głowy to uczucie, że najweselsze lata za mną. Szkoda tylko, że nie była i raczej nie będzie mi dana podróż samochodem do Meksyku na weekend z najlepszym kumplem.

9/10

Odpowiedz
To walnij sobie jeszcze American Graffiti jako double-feature. Ostatniego seansu nie widziałem ale z opisu brzmi jak coś podobnego ;)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
"American Graffiti" widziałem, ale chętnie sobie jeszcze powtórzę, bo klimat lat 60. w tym filmie jest niesamowity. Też uwielbiam, ale warto mieć na uwadze że film Lucasa jest znacznie lżejszy w odbiorze, niż Boganovicha ;)

Odpowiedz
Wiesz, że jest sequel?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,153 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,850 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,241 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,746 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,396 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,492 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,243 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości