Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Tak. Dowiedziałem się o nim świeżo po seansie, gdy chciałem wystawić ocenę na Filmwebie. :) Też będę musiał nadrobić. Z kolei za radą Corna wczoraj odświeżyłem sobie...
American Graffiti (1973, reż. George Lucas)
Kurde, ale Ci nastolatkowie w USA lat 60. mieli fajne młodzieńcze lata. Nadal ten film mi się rewelacyjnie ogląda i tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że gdyby Lucas po trylogii dał sobie spokój ze "Star Warsami" to mógłby jeszcze wiele fajnych filmów nakręcić.
Ogólnie to jeden z tych filmów, w którym dowolny widz może odnaleźć siebie w którejkolwiek postaci. Może owy widz też całą noc uganiał się za dziewczyną ze snów jak Curt. Albo był takim zbuntowanym ze światem miejscowym królem wyścigów jak John, albo szkolnym sepleniącym brzydalem, który chciał zaimponować jakiejś lasencji jak Terry. Film przede wszystkim powala znakomitym klimatem, który aż prowokuje marzenia o nocnej przejażdżce żółtym Fordem 5-Windowem z odsłoniętym silnikiem, słuchając "Runaway" Dela Shannona w radiu. Oczywiście to też kolejny z tych klasyczków, gdzie można zobaczyć kilkoro znanych zanim stali się znani (Richard Dreyfuss, Harrison Ford, Ron Howard).
Jeśli miałbym się czegoś przyczepić, to przyznam że zauważyłem pewien rażący błąd. W scenach nad jeziorem widać, że niebo jest jaśniejsze i sugeruje świt, z kolei w późniejszych w miasteczku niebo jest znowu czarne jakby był środek nocy. No i tak poza tym przyznam, że sam nie wiem za co ta nominacja do Oscara dla Candy Clark. Była sympatyczna, ale to po prostu rola jak rola.
Tak podsumowując - jeden z tych filmów, przy których na moją ocenę zdecydowany wpływ ma klimat. Ameryka wczesnych lat 60. to po prostu mój świat.
9/10
22-05-2021, 09:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-05-2021, 12:28 przez Kryst_007.)
Użytkownik
Liczba postów: 211
Liczba wątków: 0
Pretty Woman (1990) - Dobra, ludzie. Chyba już znalazłem swego faworyta na najbardziej przereklamowany film świata. Mdła banalna historyjka, która niczym szczególnym się nie wyróżnia na tle innych komedii romantycznych. Choć z pespektywy czasu zmienił ten znienawidzony gatunek na gorsze, to film i tak jest uznawany za klasyka. Przebieg tej fabuły jest tutaj właściwie do przewidzenia już czytając sam opis. Gere to niestety strasznie nijaki aktor i aż dziwi mnie jego tamtejsza popularność. Roberts jest dobra, choć w momentach komediowych irytuje niestety. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to miał być zupełnie inny scenariusz - gorzka antybaśń, pokazująca na swój sposób mroczną stronę bogactwa. Czytałem nawet zarys fabuły oryginalnej wersji i krył się tam naprawdę potencjał na niezły dramat. Niestety producenci-debile to spieprzyli i kazali przerobić scenariusz tak by się lepiej sprzedał. Tak oto zamiast poruszającej życiowej historii z niegłupim przesłaniem dostaliśmy oklepane bajkowe romansidło. Dla wielu klasyk, a dla mnie doskonały przykład jak bezduszny mechanizm Hollywood podcina skrzydła. 4/10
23-05-2021, 15:39
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-05-2021, 15:52 przez Qrszon.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,208
Liczba wątków: 29
Koziorożec 1 (1977)
Trzech amerykańskich astronautów odbywa pierwszą, historyczną, misję na Marsa. Trwająca kilka miesięcy przygoda przebiega sprawnie. W kraju odtrąbiony zostaje sukces a sami mężczyźni zostają bohaterami narodowymi. Podczas drogi powrotnej wszystko jest równiez w najlepszym porządku.
Prezydent przygotowuje już powitalne przemówienie, załoga w bazie otwiera szampany, stęsknione żony wypatrują mężów. Statek zbacza trochę z kursu ala za kilka godzin i tak wyląduje bezpiecznie na Ziemi. Nic szczególnego się nie dzieje. Wchodzi w atmosferę i ... Zaczyna się koszmar.
Mimo kilku archaizmów (z racji wieku filmu) solidne
7/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
25-05-2021, 18:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-05-2021, 21:58 przez shamar.)
TermiGifiernator
Liczba postów: 11,119
Liczba wątków: 57
Shamar, ale to twoja opinia czy przekopiowales opis dystrybutora? :)
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron
25-05-2021, 19:54
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,107
Liczba wątków: 5
Widzę że nie zdradzasz twistów :p
25-05-2021, 21:15
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,208
Liczba wątków: 29
Sam nic o tym filmie nie czytałem i... To było właściwe podejście ;)
(25-05-2021, 19:54)Danus napisał(a): Shamar, ale to twoja opinia czy przekopiowales opis dystrybutora? :)
Wydało się. Ale dodalem wyczerpujące zdanie.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
25-05-2021, 21:56
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Zbroja Boga (1986). Jakie Chan jako azjatycki odpowiednik Indiany Jonesa, taka chińska podróbka ale jaka fajna! Tajemniczy kult mnichów poszukuje legendarnych części tytułowej zbroi, a przy okazji produkuje narkotyki (heroina, kokaina, morfina, co tylko się da) i sprowadza sobie dziwki z lokalnego miasteczka for fun. Lekkie, bardzo przyjemne kino kopane, są pościgi, są pojedynki, jest suchy jak wiór humor, jest ładna pani z karabinem snajperskim, jest odjechana kaskaderka typowa dla Jackiego, a najważniejsze, całość nie nudzi. Jak ktoś chce coś miłego na wieczór, niech śmiało ogląda, ocena 7/10 jest w sam raz i chyba dzisiaj sobie strzelę drugą część.
27-05-2021, 10:48
Stały bywalec
Liczba postów: 2,985
Liczba wątków: 0
Druga część też daje radę, jeśli ktoś lubi takie głupawe, ale sympatyczne i efektowne kopaniny z Hongkongu, ale trzecia część, dokręcona po wielu latach, to już inna bajka - jak do dwóch pierwszych wracam od czasu do czasu, tak trójki nie mam ochoty powtarzać.
27-05-2021, 11:15
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Rover Dangerfield - czytałem, że pierwotnie miał być w kategorii R i kręcony przez Bakshiego, co momentami widać (właścicielka Rovera jest tu show girl, a Rover z początku ma chcicę na Daisy). A tak dostaliśmy generyczną nudną bułę i co gorsza jest to próba disnejowskiego musicalu. Piosenki słabe i właściwie mogło by ich nie być.
Humor opiera się na nieśmiesznych sucharach Dangerfielda. Film próbuje wmówić, że są zabawne, bo kilka postaci z nich się śmieje. W tym jeden bohater (mały przydupas Rovera będący typowym irytującym sidekickiem) ma funkcję, że pokłada się ze śmiechu z "genialnych" one-linerów Rovera. Nie, filmie. To tak nie działa :P.
Fabuła była już maglowana milion razy – mieszczuch trafia na wieś, gdzie początkowo mu się nie pasi, ale wreszcie odnajduje siebie i rozumie… film nawet nie stara oddawać coś od siebie. W dodatku momentami jest dość głupawy. Gangsterzy, z którymi robi interesy główny bad guy, to paraoiczne strachajły, które spadnięcie kości biorą za nalot policyjny. Albo farmer i jego syn widzą, że Rover na pewno nie jest bezpański. Nie mogli dać ogłoszenia w gazecie, że zaginął czyiś pies? Ja bym coś takiego uczynił. Film powinien skończyć się w 20 minut. Albo Rover ma kryzys i jego love interest mówi do niego:
Znam cię Rover. Nie poddasz się – eee… nie. Znasz go ledwie półtora dnia. A przy okazji. Scena jak Rover zaleca się do niej... nie powinna go dziabnąć w zad? Jest niski, gruby, ma wyłupiaste oczy i ewidentnie chodzi mu o jedno – nawet wg psich standardów podpada to pod molestowanie seksualne.
Jako, że to film hollywoodzki to stosuje antywilczą propagandę. No dobra, prawdą jest, że wilki zabijają psy i podoba mi się fakt, że kreuje się je budzące strach w burkach istoty. Pomijam fakt, że wilk ot tak nie zaatakuje człowieka i takie przypadki to błąd statystyczny i pijackie zmyślenia. Al, że wilk na pewno połasi się na indyka? Zwłaszcza, gdy ma pod nosem owce, krowę i konia. I na pewno wataha dostanie wpierdziel od kanapowego spasłego burka, który brzydzi się na widok puszkowej paciai .
Dlaczego ma mi być szkoda uśmierconej indyczki? Od początku była pokazana jako przeznaczona na pieczeń snobka, po której nikt by nie płakał. I na dodatek użycza jej głosu Lady Plaga z Gumisiów.
Odnośnie projektów postaci... Kiedy reszta jest jako tako odwzorowana, to Rover jest nazbyt antropomorfizowany i dziwne, że farmer nie uznał za jakiegoś pojebanego.
Ale żeby nie było to film ma parę plusów. Animacja jest ładna, nie powiem. Postacie w większości też były sympatyczne. I świetna była scena, gdy Cal planował zastrzelenie Rovera
Dobry jest też polski dubbing. Uroku daje Piotr Fronczewski jako Rover (który był chyba jego wielkim powrotem do dubbingu).
3/10
EDIT: Zapomniałem. Film ma nieznośną manierę, by co chwila kończyć sekwencję/scenę ściemnieniem jak jakimś art house movie.
27-05-2021, 18:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-05-2021, 21:42 przez OGPUEE.)
Użytkownik
Liczba postów: 128
Liczba wątków: 2
Army of the Dead Już sam metraż daje nam do myślenia co to może być za film -2,30 godziny . Ale Snyder lubi taki metraż długi . Film bardzo się ciągnie dopiero w 40 minucie filmu akcji przenosi się do Vegas ,wcześniej mamy duża ilość mało śmiesznych żartów i zbieranie ekipy . Akcji jest mało i grupy najemników tez nie da się lubić . Mało co o nich wiemy dodatkowo masa głupotek . 3/10
27-05-2021, 19:00
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,107
Liczba wątków: 5
"I Could Never Be Your Woman" czyli "Nigdy nie będę Twoja" z 2007.
Po film sięgnąłem gdy się okazało że Ant-Man (Paul Rudd) i mamcia Osy (Michelle Pfeiffer) zagrali kiedyś parę. Działo się :p
Byłem ciekaw jak to wypadło.. No i wypadło tak - zacząłem żałować że Michelle nie ma dzisiaj tych parę lat mniej... bo ma lepszą chemię z Ruddem niż Evangeline Lilly.
Generalnie Pfeiffer (mająca tu pod 50kę) gra 40latkę - producentkę serialu telewizyjnego - która zaczyna spotykać się ze sporo młodszym aktorem o zacięciu komediowym (Rudd).
Mamy tutaj sporo o kobiecych (i nie tylko) kompleksach związanych ze starzeniem się (i nie tylko), bardzo fajną relację matki z córką, sporo nawiązań do filmów (np "Absolwenta" :) i różnych wydarzeń.
Trafiony humor, scena parodiowania Britney (warto tu się w ogóle wsłuchać w teksty piosenek ;p) albo scena Bruce Willis/Demi Moore/Ashton Kutcher - naprawdę super.
Film ciągnie Michelle Pfeiffer, która świetnie złapała komediową konwencję, ma chemię właśnie z Ruddem i swoją filmową córą, widać że świetnie się bawi i nie boi się wygłupić.
Tylko ciężko uwierzyć w te jej kompleksy bo pomimo tego ze jest od swojej bohaterki starsza - jest piękna, urocza i ciężko oderwać od niej wzrok ^^
Zaskakująco przyjemny i sympatyczny film z bardzo dobrą Pfeiffer, ode mnie 7,5/10.
Ciekawie się teraz taką scenę ogląda :p
28-05-2021, 00:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-05-2021, 01:03 przez Rozgdz.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Żywe tarcze (1968, reż. Peter Boganovich)
Kolejny Boganovich odhaczony. Boris Karloff niejako w roli samego siebie chce przejść na emeryturę i przygotowuje się do pożegnalnego benefisu, z kolei w tym samym czasie pewien psychopata bawi się w polowanie... tyle że na Bogu ducha winnych ludzi. Te oto dwa wątki zmierzają do styknięcia się ze sobą w klimatycznym finale w kinie samochodowym.
Ogólnie jedna z tych niskobudżetowych produkcji legendarnego Rogera Cormana. Jednocześnie czuć tutaj tyle twórczego zaangażowania, że pomijając tą obsadę składającą się prawie z samych no-name'ów aż można zapomnieć, że ogląda się dzieło nakręcone za czapkę gruszek. Boganovich mając do dyspozycji prosty scenariusz z antagonistą nie posiadającym żadnych skomplikowanych motywacji wyciska umiejętnie z niego trzymający w napięciu thriller. Duża w tym zasługa skromnej reżyserii, oryginalnego jak na tamte czasy montażu oraz pracy kamery Laszlo Kovacsa. Sam film też się sprawdza jako zajadliwy komentarz starszego pokolenia wobec zmieniającej się popkultury, a Karloff w roli weterana kina grozy, będącego jednocześnie poczciwym staruszkiem jest tak autentyczny jak tylko się da. Plus mój ulubiony, acz jakże prawdziwy dialog z filmu:
- Nie oddzwaniaj do niego. Po co masz się zadręczać?
- To moja praca. Płacą mi bym był masochistą.
8/10
02-06-2021, 12:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-06-2021, 13:16 przez Kryst_007.)
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
World to Come
Film trochę jak ballady Elliotta Smitha - nastrojowy i cicho szemrzący. Miesza euforię, czułość i smutek w dobrze wymierzonych proporcjach, nie szafując emocjami. Waterston znakomita, Kirby dotrzymuje jej kroku, ale największymi atutami są zdecydowanie zdjęcia i muzyka, bardzo dobrze dopełniajace historie, budujace wokół niej dojmująco liryczną aurę. Wadą określiłbym zbytnią literackość - choć frazy zza kadru bywają ładne, to jednak jest ich o wiele za dużo, często miałem poczucie niepotrzebnego dopowiadania niektórych scen.
Generalnie kino idealne na double feature z "Portretem kobiety w ogniu", choć dzieło Sciammy stawiam jednak kapkę wyżej.
03-06-2021, 23:01
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
The World To Come (2020, reż. Mona Fastvold)
Też wczoraj oglądałem i podpisuję się pod opinią Nawrockiego. Dobry film, choć na pewno nie dla wszystkich. Ostrzegam, że jak ktoś nie lubi poetyckich dialogów w filmach, to seans dla tej osoby może być męczarnią. Mnie samemu nawet trochę czasu zajęło by przyzwyczaić się do tej konwencji.
Przede wszystkim tą produkcję robi surowy melancholijny klimat oddający trudy życia prostych rolników. Wszystko to nakręcone w naturalnym świetle i z dużą dbałością o zachowanie realnego ducha tamtych czasów. Naprawdę wyreżyserowane to bardzo sprawnie, a pod tym względem największą moc czuć w scenach śnieżycy (świetne udźwiękowienie jak na taką typowo kameralną produkcję). Oklaski ode mnie szczególnie za zdjęcia oraz montaż i obstawiam, że gdyby ten film był bardziej w guście Akademii to nominacje by wpadły bankowo. Co do aktorstwa, to zarówno Waterston, jak i Kirby rewelacyjne i czuć pomiędzy nimi prawdziwą chemię, nawet mimo faktu, że ich dialogi polegają na wymienianiu się typowo literackimi frazami. Szkoda za to, że męski plan nie dostaje tutaj za wiele do roboty. Affleck i Abbott to akurat aktorzy, których zawsze można było lepiej wykorzystać i dać im postaciom nieco więcej mięsa w scenariuszu.
7/10
04-06-2021, 10:36
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Zgadnij, kto przyjdzie na obiad – Przed filmem na Kulturze była rozmowa Jasiny i Adamskiego, gdzie dowiedziałem, że Poitier był dawniej uznany za wuja Toma. I panowie dziwili się, czemu cudzoziemcy narzekają na polskie frazy, które mają ich rzekomo obrażać :). Anyway, to były czasy, gdy negro było neutralne. W sumie też kilka scen dzisiaj by nie przeszło - czarna pokojówka Draytonów z pogardą patrzy na Poitiera czy rodzice tego drugiego będący tak samo uprzedzeni co do par międzyrasowych (czekać, aż stanie się „problematyczny” jak Gone with the Wind). I to ksiądz katolicki jest tym progresywnym ;). Albo jakiś dindu z lat 60. sapie się o stłuczkę samochodu. W sumie zachowanie lasi to idealne wyobrażenie tych białych kobiet śliniących się na Murzynów.to nadawałoby się na jakąś dobrą sztukę teatralną. Doskonała jest tu gra aktorska. Np. Katharine Hebpurn i jej bezcenna reakcja na jej potencjalnego zięcia :D. I te próby rodziców Joanny zachowania dobrej miny do złej gry. Mimo, że z roku 1968 roku i dotyczył wówczas kontrowersyjnego mieszanych małżeństw, to w gruncie jest uniwersalny i mógłby dotyczyć każdego rodzaju uczuć uprzedzenia. Ostatnie minuty filmu dające do myślenia.
9/10
We're Back! A Dinosaur's Story (albo Opowieść o dinozaurach, jak kto woli) – Czemu te animowane filmy z lat 90. nie licząc Disneya to zwykle jakieś popłuczyny?
Książkowy oryginał jak czytałem na Wikipedii to była prościutka czytanka dla kilkulatków, która nadaje się co najwyżej fabułę teledysku dla dzieci Smoka Edzia, a nie na pełnometrażowy film z trzema aktami. W ogóle rozwala mnie, że jak zjadasz płatki mądrości to automatycznie bardziej wyglądasz kreskówkowo. To chyba wyjaśnia, czemu te wszystkie kujony są wyśmiewane za wygląd :P.
Generalnie film momentami jest głupi. Np. w scenie parady nagle wszyscy wierzą, że dinozaury to prawdziwe dinozaury, bo tak powiedziało jakieś randomowe dziecko. Albo jak Louie idzie do cyrku wyglądającego jak dom wypoczynkowy Drakuli. I chce się tam koniecznie zatrudnić, mimo że dyrektor (główny zły) wygląda jak grabarz. Jego bogata znajoma ma rację, żeby spierdalać. Ba, nawet villain początkowo też im mówi, że to nie cyrk dla nich. I ten idiota podpisuje kontrakt, gdy wyraźnie widać że coś jest nie tak. Nie, nie jest usprawiedliwieniem to, że jest dzieckiem. I jeszcze potwierdza „z kimś przystajesz, takim się stajesz”, bo wspomniana znajoma (pokazana jako rozsądna) też decyduje się podpisać kontrakt. Z własnej woli, zamiast porzucić tego kretyna na pastwę losu. Wracając do Louiego, na pewno dobrym pomysłem jest szuranie się do dużo starszych (i silniejszych) punków. BTW te dinozaury nie powinny zostać schwytane do jakichś rządowych eksperymentów? Przy okazji, jak Zaślep zostaje nagle sam, gdzie się podziała widownia, która przed chwilą byłą zapełniona?
Louie leci do najbardziej irytujących bohaterów dziecięcych w historii animacji. Jego motywacja ucieczki z domu to całowanie przez mamę przy ludziach? Kurwa, serio? Powiedz to jakiemuś Jamalowi, którego ojciec wyszedł po działkę dragów, a matka leje go z konkubentem, ty zepsuty cwaniakujący gówniaku :P!
Kapitan Zacny to chyba chodząca definicja „self righteous”. Nie dość, że gwałci prawa czasu i fizyki, robi eksperymenty na nieświadomych istotach wbrew ich woli, to jeszcze zostawia dinozaury w nieznanym, nieprzyjaznym środowisku. Brawo kurwa! Wszystkie późniejsze negatywne zdarzenia to jego wyłączna wina. Główny zły to nikogo nie zmusza do występowania w jego cyrku i działa zgodnie z literą prawa. Jak kapitan Zacny chce odwdzięczyć się światu i spełnić marzenia dzieci, to może lepiej byłoby wspomóc np. dzieci z Afryki zmuszone do żołnierki, małoletnich uchodźców z obszarów wojennych, jakichś nieszczęśliwców dorastających w patologicznej dzielnicy?
Istnieje wycięta scena, która daje jakieś interesujące światło na villaina i historia ma jakiś potencjał, no ale jest zarżnięty przez typowe korporacyjne schematy. Muszą być irytujące comic reliefy, bo to amerykański film dla dzieci. A morał bardziej powinien brzmieć: „Uważajcie rodzice. Wśród rodzeństwa też może być bullying”.
Czy są pozytywy. Animacja jest przepiękna. Zaś tła niekiedy wyglądają jak ze zdjęć. I wiecie co? I tak za to leci minus! Taka animacja jest zbyt dobra na tego typu słabiaka, który na nią kompletnie nie zasłużył!
Polski dubbing jak zwykle OK, ale Tomasz Steciuk to dziwny wybór na Rexa.
2/10
04-06-2021, 19:15
Użytkownik
Liczba postów: 211
Liczba wątków: 0
Dziesięcioro przykazań (1956) - To były te czasy gdy Hollywood nieźle zbijało forsę na Bibli i tego typu widowiska wychodziły z częstotliwością Marvela. Nawet jeśli dzisiaj trąci to myszką, to skala projektu nadal potrafi prosić się o oklaski. Efekty w dużej mierze świetnie się postarzały, z kolei rozdzielenie Morza Czerwonego robi wrażenie do dziś. Trochę jest moralizatorstwa, ale na szczęście opowiedziane to wszystko tak, że w pewnych momentach ta potęga chwili jest do odczucia. Dobry Heston w roli Mojżesza, ale show mu kradnie Yul Brynner jako Ramzes. On chyba wręcz urodził się by włożyć przed kamerą szaty faraona, a charyzmą magnetyzuje w każdej scenie. 7/10
07-06-2021, 18:52
Stały bywalec
Liczba postów: 4,900
Liczba wątków: 19
"We're Back!" oglądałem na zaokrągleniu za brzdąca :P Ale nigdy nie miałem odwagi tego powtórzyć. Chociaż nie kojarzę dubbingu na obiegowej kasecie, a raczej lektora (a może napisy?). Chociaż to mógł być jakiś bootleg, albo nagranie z TV.
09-06-2021, 00:26
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Dubbing do "We're Back" powstał w 2009 roku na zlecenie TVP, gdy puszczali to na którymś z jej kanałów. Wcześniej to krążył na VHsie i jak lwia większość animacji w tamtym czasie była z lektorem.
09-06-2021, 11:11
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,745
Liczba wątków: 14
The Flight Of The Phoenix (1965)
Samolot rozbija się na pustyni. Garstka ocalałych próbuje przetrwać jadąc na przeterminowanej żywności i kilku kroplach wody dziennie. Słońce piecze niemiłosiernie, skóra na twarzy i rękach pęka, facjaty są coraz bardziej zarośnięte, brudne i wykrzywione grymasem wycieńczenia (niby takie oczywiste, ale w obecnych czasach mielibyśmy w zamian czyściutkich plejbojów i laski z idealną opalenizną). Piętrzą się problemy, konflikty, dochodzi do starcia charakterów samców alfa, mamy nawet lekko wpleciony spór na linii tradycja - postęp/technologia. Oprócz rwanego czasem montażu wszystko tu chodzi i buczy, prawie 2 i pół godziny ogląda się jak odcinek świetnego serialu. Scenarzysta nie oszczędza bohaterów, nie występują tu też cudowne ozdrowienia, a i pewne rozwiązania fabularne nie mają finału tam, gdzie się człowiek spodziewa. Osada rewelacyjna - wielki Jimmy Stewart, Peter Finch, Richard Attenborough, Ian Bannen (w kolejnej świetnej roli, niesłusznie zapomniany aktor), George Kennedy, Ernest Borgine. W 2004 powstał remake z Quaidem, Ribisim i doktorem House, ponoć fatalny.
Robert Aldrich robił dobre kino rozrywkowe - to wyżej, Dirty Dozen, What Ever Hapenned To Baby Jane?
10-06-2021, 16:01
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
Norton napisał(a):Ian Bannen (w kolejnej świetnej roli, niesłusznie zapomniany aktor)
No i dostał za nią nominację do Oscara (jedyną w karierze) jako jedyny z całej tej gromady legendarnych aktorów. Z których notabene wszyscy już nie żyją, ostał się tylko ten blondas, którego nie wymieniłeś, czyli Hardy Krüger – ma 93 lata.
10-06-2021, 19:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-06-2021, 20:23 przez Cassel.)
|