Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
(10-06-2021, 16:01)Norton napisał(a): Robert Aldrich robił dobre kino rozrywkowe - to wyżej, Dirty Dozen, What Ever Hapenned To Baby Jane?
Nakręcił też świetny "Śmiertelny pocałunek", z którego Tarantino podpieprzył motyw z walizką.
10-06-2021, 21:14
Agent Putina
Liczba postów: 4,330
Liczba wątków: 21
No i jeden z najlepszych westernów wszechczasów (zdecydowanie w moim top 10), czyli Ulzana's Raid.
10-06-2021, 21:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-06-2021, 21:22 przez Paszczak.)
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 650
Liczba wątków: 2
(10-06-2021, 21:14)nawrocki napisał(a): (10-06-2021, 16:01)Norton napisał(a): Robert Aldrich robił dobre kino rozrywkowe - to wyżej, Dirty Dozen, What Ever Hapenned To Baby Jane?
Nakręcił też świetny "Śmiertelny pocałunek", z którego Tarantino podpieprzył motyw z walizką.
A z "Ostatniego zachodu słońca" Sergio Leone skopiował finałowy pojedynek w "OUATITW". A "Władca Północy" też mocny film - i ze świetnym Borgninem.
11-06-2021, 11:22
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,747
Liczba wątków: 14
Za to właśnie lubię forum. Człowiek piszę krótką notkę i w odpowiedzi dostaje mniej lub bardziej związane z tematem rekomendacje. Dzięki, zainteresuję się wspominanymi przez was filmach.
@Cassel
Przeoczyłem Krugera, a gość był przecież równie dobry jak reszta. Chłodny analityk, pragmatyk i w zasadzie bohater, chociaż dumny jak szwabski paw. :) Ten remake to musi być niezły kupsztal. W obsadzie raper, Outkast przygrywa w tle (Hey Ya! to spoko kawałek, no ale ludzie...) na zdjęciach wszyscy wyglądają pięknie, a poza tym twardziele z oryginału zastąpieni są czymś takim (za Wiki):
"In the middle of the night, Davis goes out to urinate without informing anybody, trips, gets lost in a sandstorm, and dies."
Nie obejrzę.
11-06-2021, 16:11
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Moulin Rogue! (2001, reż. Baz Luhrmann)
Jeden z tych wielu musicali, które albo się kocha albo nienawidzi. Ja tu raczej jestem pomiędzy, ale tak bliżej tej pierwszej grupy. W sumie to też jeden z tych filmów, przy których wystarczy po prostu kupić konwecję by się spodobał. U mnie były z początku problemy, ale po jakichś 10 minutach się udało.
Otóż z miejsca powiem, że film jest wspaniały realizacyjnie. Czuć tutaj ten cały ogrom pracy i serca włożony w stronę wizualną. Paleta barw właściwie miażdży, a szczególnie w jakości 1080p, z kolei ten Oscar za scenografie równie zasłużenie mógł pójść w tamtym roku jedynie do "Drużyny pierścienia". Aktorsko też solidnie - Kidman świetna, z kolei McGregor trochę gorzej. Chyba nie będzie aktem nacjonalizmu stwierdzenie, że Jacek Koman jednak kradnie film jedną wiadomą sceną? ;) Same piosenki, mimo że to są najzwyczajniej w świecie covery dobrze nam wszystkich znanych klasyków, to wykonane są na naprawdę brawurowym poziomie, a niektóre przebijają nawet oryginały ("Lady Marmalade" czy przede wszystkim "Roxanne").
Niestety scenariuszowo jest słabiej i to zdecydowanie. Spójrzmy prawdzie w oczy - historia przedstawiona w tym filmie to takie oklepane romansidło z masą banalnych dialogów o miłości. Pamiętam recenzję Nostalgia Critica (jeszcze za swoich starych dobrych czasów), w którym mocno jechał po filmie, choć z uzasadnioną argumentacją. Mimo, że nie jestem nawet w połowie aż tak krytyczny wobec filmu Luhrmanna jak on i na pewne elementy patrzę z przymrużeniem oka ze względu na świadomą konwencję (nawet na tego villaina wyjętego żywcem z kreskówki), to jednak w paru aspektach miał słuszność. Dla przykładu - Czemu jedna z tych kurtyzan podjudzała Księcia z tym, że Satine woli Christiana od niego, skoro ani wcześniej ani później nie ma sceny tłumaczącej dlaczego ona nie chce by byli razem i w ogóle statystuje w tym filmie? Jej wątek wyleciał w montażu, przez co ta jedna scena tak bardzo nie ma sensu czy o co kaman? I czy naprawdę Satine nie mogła powiedzieć Christianowi o tym, że Książę planuje go zabić jeśli ona z nim nie zerwie? Co jest prostsze - łamanie serca ukochanej osobie czy wyznanie mu całej prawdy i ustalenie strategii jak uniknąć spełnienia się chorego planu Księcia? To już jawnie brzmi jak wymuszony pretekst do zwiększenia dramatyzmu w finale.
Mimo, że ten film ma naprawdę swoje mocne problemy scenariuszowe, to jednak skłamałbym pisząc że dobrze się nie bawiłem. Ja po prostu lubię oglądać filmy, w których czuję jakąś pasję twórczą reżysera. Tak jest i w tym przypadku. Wizualnie nie postarzał się o te 20 lat ani trochę i ogólnie bardziej mi się podobało niż przy pierwszym seansie lata temu.
7/10
12-06-2021, 09:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-06-2022, 12:07 przez Kryst_007.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,151
Liczba wątków: 67
Przecież to jest bajka, umowna w chuj od pierwszych kadrów.
12-06-2021, 14:03
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,116
Liczba wątków: 6
Zgadzam się z Mefisto, tutaj wszystko jest w konwencji - tamta recenzja Nostalgia Critica jest w gruncie rzeczy bez sensu :)
Z ciekawostek - widziałem kiedyś wywiad z Kidman i McGregorem gdzie Kidman wspominała że strasznie harowała ucząc się śpiewu do tego fllmu. A tak tyrała bo.. miała kompleksy przy McGregorze który po prostu wchodził na plan, zaczynał śpiewać i.. bardzo dobrze i łatwo mu to szło ^^
Podobną historię przy "Mrocznym Widmie " opowiadał Liam Neeson. Mówił że układy walk były dla niego ciężkie do nauki.. ale nie dla McGregora który czuł się w tym jak ryba w wodzie :)
12-06-2021, 16:01
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Miałem świadomość, że oglądam bajkę umiejscowioną w najsłynniejszym francuskim burdelu cały czas, choć powiem że te dwie wspomniane przykładowe dziury fabularne nawet jak na takową konwencję potrafią trochę gryźć. No, ale niech już będzie. Lubię kino m.in. za to że pozwala wykreować tak odmienny i nie trzymający się kupy świat względem prawdziwego ;)
12-06-2021, 18:01
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,116
Liczba wątków: 6
Tutaj było to o tyle fajnie podane że - jakby to powiedzieć - przez cudzysłów "przedstawienia" które było dokładnie taką samą historią jak ta główna :)
Więc ta piosenka mówi nie tylko o treści i formie przedstawienia ale i filmu
Jest ta samoświadomość pretekstowości i schematyczności fabuły.
Ale to jest musical :)
I moim zdaniem jest to dużo lepszy musical niż "La La Land" w którym zwyczajnie nie ma energii.
12-06-2021, 18:41
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-06-2021, 18:41 przez Rozgdz.)
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
Incubo sulla città contaminata aka Nightmare City (1980)
Film Umberto Lenziego, który wedle słów Tarantino stanowił główne zródło inspiracji dla Rodrigueza przy kręceniu "Planet Terror". I w sumie faktycznie jest coś na rzeczy.
Na lotnisku ląduje samolot, z którego wysiadają dotknięci tajemniczą infekcją żołnierze i sieją rozpierdol na mieście. Miejscowy dziennikarz próbuje przeżyć i uratować swoją kobietę, a wojsko utrzymać sytuację pod kontrolą.
Solidna dawka włoskiej pulpy, bez znacząco wyróżniajacych się momentów czy scen, za to odpowiednio dynamiczna i kiczowata. Zarażeni (nie mylić z zombie) biegają z siekierami, toporami, a nawet chwytają za broń palną. Gore i charakteryzacja walą taniochą z kilometra, reżyser nie szczędzi widoku cycków, wszystko odbywa się w grobowej atmosferze godnej końca świata, a główny bohater jest grany przez Hugo Stiglitza (pozdro dla Tila Schweigera!). Rzecz raczej tylko i wyłącznie dla pasjonatów tego typu kina.
12-06-2021, 19:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-06-2021, 19:38 przez nawrocki.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Na krawędzi aka Cliffhanger (1993)
Powrót po dwóch dekadach. ZAJEBIOZA. Idealnie skrojony i opowiedziany. Ścisły top w twórczości Slya. Potwierdza się, że lata 1990-1995 to najlepszy okres dla amerykańskiego kina w historii. Co prawda, ludzie narzekają, że brakuje realizmu, bo akcja dzieje się w górach i jest zimno, a nikt czapki nie nosi, ale walić malkontentów. Wielkie, ponadczasowe dzieło!
9/10 (10/10 za nabicie wrednego Murzyna na stalaktyt - dzisiaj już się takich filmów nie kręci).
12-06-2021, 19:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-06-2021, 19:56 przez Mental.)
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,116
Liczba wątków: 6
Sinbad: Legend of the Seven Seas (2003)
Na tą animację trafiłem w sumie przypadkiem a jakoś nigdy wcześniej nie widziałem. Obejrzałem i.. ale fun :) Jakoś cały czas mi ten film biega po głowie więc postanowiłem tu nadmienić ;)
Jest to typowa przygodówka która przypomina mi późniejszego aktorskiego Księcia Persji. A i właśnie - jak ktoś chce przekładać animacje na wersje aktorskie (btw nie cierpię zwrotu live action) to ten film by się idealnie nadawał.
Fajna główna postać - bynajmniej nie kryształowo dobry ale wręcz łotrzykowski Sinbad. Love interest Marina - trochę bezbarwna ale jej sceny kłótni z Sinbadem to jedne z najlepszych w filmie.
Jednak to czego brakuje Marinie ma druga kobieca postać i główna gwiazda tego filmu - czarny charakter, bogini Eris :) Kobieca, uwodzicielska, ze świetnie pomyślaną i zrobioną animacją, chemią z głównym bohaterem i sama w sobie bardzo interesująca. Czarny charakter lubiący głównego bohatera ? Hm :)
W sumie trochę pożałowałem że to nie Eris jest na miejscu Mariny bo byłoby dużo ciekawiej.
W polskiej wersji językowej Sinbada "robi" Michał Żebrowski (dość chyba nietypowa rola jak na niego) - i wypada b. fajnie. Obsada żeńska daje radę. W wersji oryginalnej Sinbadem jest Brad Pitt a Mariną - Catherine Zeta-Jones. Ale, ee.. tak se. Za to jako Eris szaleje Michelle Pfeiffer :)
Generalnie polska wersja trochę wg mnie lepsza ale jednak najlepsza z tego wszystkiego jest Pfeiffer.
Jak ktoś ma ochotę na taką klasyczną przygodówkę z energią, to polecam :) Dla mnie 8/10
12-06-2021, 20:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-06-2021, 20:56 przez Rozgdz.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,437
Liczba wątków: 29
Król szczurów - duchowy poprzednik Imperium słońca. Całość dość przygnębiająca - nawet po ogłoszenia zakończenia wojny żołnierze nie są w stanie się odnaleźć, co prezentuje świetna scena z spadochroniarzem. Ogólnie dużo jest scen jak kuchcik zdradza, że mięso jest z psa i wytyka podwójne standardy Brytyjczyków (poprzedzona potężną sceną o "morderstwo kury"). Zdjęcia piękne.
10/10
(12-06-2021, 19:46)Mental napisał(a): Na krawędzi aka Cliffhanger (1993)
Co prawda, ludzie narzekają, że brakuje realizmu, bo akcja dzieje się w górach i jest zimno, a nikt czapki nie nosi, ale walić malkontentów.
Mnie tam się podobał i minusów nie zauważyłem. Dzisiejsze filmy są zapewne jeszcze głupsze. Też dla mnie topka Sly'a. I zgadzam się, że takich filmów się nie kręci.
(12-06-2021, 20:15)Rozgdz napisał(a): Jak ktoś ma ochotę na taką klasyczną przygodówkę z energią, to polecam :) Dla mnie 8/10
Na Sinbadzie byłem w kinie z dziadkiem i pamiętam, że mi się podobał. Podejrzewam, że powtórka po latach wyszłaby dobrze. Nie wiem czy widziałeś trzy inne 2D od DreamWorks Animation, ale jak nie, to polecam. Nie dość że to świetne filmy, to też jako jedne z nielicznych umiejętnie adaptowały ówczesną formułę Disneya, jednocześnie pozbywając się tego co u niego najgorsze i stojąc na własnych nogach. Ech, szkoda, że po Shreku poszli w innym kierunku...
13-06-2021, 23:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-06-2021, 00:08 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,011
Liczba wątków: 8
(12-06-2021, 09:50)Kryst_007 napisał(a): Moulin Rogue! (2001, reż. Baz Luhrmann)
Jeden z tych wielu musicali, które albo się kocha albo nienawidzi.
Ja z Bazem Luhrmannem mam duży problem. Jego każdy film ma momenty, które mi się podobają, ale też dużo takich, które mnie irytują i wkurzają bardzo. Żaden jego film nie podobał mi się tak w pełni, w każdym znajdzie się coś co mnie irytuje, ale i tak sprawdzam każdy jego projekt. Tak było z jego ostatnimi dziełami jak "The Get Down" i "Wielki Gatsby", ale zaczęło się już od "Romea i Julii", w którym jest wiele świetnych scen, ale też sporo które mnie wybijają z filmu.
Ale jest jeden wyjątek, czyli właśnie Moulin Rouge!, który widziałem nawet już nie wiem ile razy. Pierwsze dwa razy w kinie, a potem ileś tam seansów w domu. Co kilka lat sobie przypominam, choć jest to film, tak dynamiczny, szalony i szybki, że głowa może rozboleć w pierwszych minutach, ale w drugiej połowie tempo trochę się uspokaja, nie jest aż tak zawrotne. Jest to film, któremu dałem 10/10 (drugim musicalem, któremu dałem taką ocenę to odcinek Buffy), a ja taką ocenę daję bardzo rzadko i taocena nigdy nie zmieni się.
Tak naprawdę to właśnie od Moulin Rouge! polubiłem musicale, ale nie wszystkie, wolę te kręcone w XXI wieku (choć jest kilka klasyków, które bardzo lubię, jak np. filmy Boba Fosse). Jest to też film, który idealnie nadaje się do zabawy ze znajomymi w "Jaka to melodia?":-) Nie raz organizowaliśmy na imprezach zabawy z coverami z filmu i zgadywaliśmy, jakiego hitu to cover. Niby łatwo odgadnąć, ale też są kawałki w filmie, na które składa się kilka piosenek w jednym kawałku, cover w coverach.
A co do aktora, który gra głównego złego, to jest świetny w australijskim znakomitym serialu "Rake" (czarna komedia), dostępnym na Netflixie. Richard Roxburgh, bo o nim mowa, gra prawnika Cleavera Greena zajmującego się najgorszymi sprawami, których inni prawnicy nie chcą brać, np. broni kanibala granego przez Hugo Weavinga, w innym odcinku broni Sama Neilla, który sypia ze swoim psem. Główny bohater przypomina trochę Hanka Moodiego z Californication.
Jeśli coś Wam świta, to nie dziwne, bo powstał amerykański remake z Gregiem Kinnearem skasowany po 1 serii. Jest też Jacek Koman w roli kierowcy prawnika (Yvonne Strahovski nie ma). Dużo jest polskich wątków (np. polska partia, polskie imprezy) i Polaków granych przez polskich aktorów, którzy są pokazywani miło i sympatycznie. Z serialu można odnieść wrażenie, że w Australii to Polaków i Polskę się uwielbia.
A wracając do musicalu Luhrmanna to polecam tekst Michała Chacińskiego sprzed wielu lat, który słowo w słowo oddaje co myślę o tym arcydziele - https://esensja.pl/film/recenzje/tekst.html?id=23239
14-06-2021, 02:26
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-06-2021, 02:33 przez michax.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Bandyci czasu (1981, reż. Terry Gilliam)
Pamiętam jak ten film oglądałem kiedyś przed południem na Polsacie w dzień powrotu z wakcji w Ciechanowie. Zdążyłem obejrzeć tuż przed pociągiem. :) Po latach postarzał się z klasą. Fajny w ogóle ten szalony koncept, w którym dzieciak wraz z drużyną karłów przemierzają czasoprzestrzeń w celu zdobywania kosztownych łupów.
Czego w tym filmie właściwie nie ma? Okradanie Napoleona Bonaparte, spotkanie z Robin Hoodem, zasiadanie na tronie obok króla Agamemnona, ogry, olbrzym, walka z samym diabłem w postaci czarnoksiężnika... Kurde, Gilliam to czuje jednak ducha przygody jak mało który filmowiec. Do tego jeszcze dochodzą świetne praktyczne efekty oraz znakomita obsada (Connery, Holm, Warner, Cleese, Palin, Duvall, Vaughan). Jest nawet miejsce na sympatyczny i niewymuszony humor ze subtelną acz w punkt satyrą na telewizję, zastępującą ludzką wyobraźnię i w której za szczyt wspaniałości uchodzi nowoczesna kuchnia.
8/10
14-06-2021, 05:57
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,235
Liczba wątków: 5
W sumie to musiałbym powtórzyć bo dawno nie oglądałem, a kiedyś bardzo mi się podobało. Scena z Cleesem-Hoodem jest kapitalna. ale wszystkich przebija Holm jako Napoleon. To w sumie kilkuminutowy epizodzik, ale jaka to jest fenomenalna sekwencja to się w głowie nie mieści. Jakiż to był kapitalny aktor.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
14-06-2021, 13:28
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
Parents (1989)
Mając o dziełku Balabana dosć szczątkowe pojęcie, spodziewałem się raczej wesołej rąbanki, gdzie tytułowi rodzice łowią kolejne ofiary ku przerażeniu dzieci i przy aplauzie widowni. Tymczasem film to dość ponura, momentami upiorna makabreska, utrzymana w onirycznej, niepokojącej atmosferze, której bliżej do Lyncha niż filmów Raimiego czy Stuarta Gordona, z umiejętnie wplecionym czarnym humorem, wynikajacym przede wszystkim z gry kontrastów, aniżeli jakichkolwiek dialogów czy scen. Pozytywne zaskoczenie.
14-06-2021, 13:48
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Kickboxer (1989)
Wiadomo - głupiutki, naiwny i na maksa prosty, ale scena od 8:50 genialna (w zasadzie to lepsza niż większość współczesnych filmów):
Bez oceny, bo takie historie ogląda się sercem, nie rozumem.
14-06-2021, 13:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-06-2021, 14:04 przez Mental.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
(14-06-2021, 13:28)Dr Strangelove napisał(a): W sumie to musiałbym powtórzyć bo dawno nie oglądałem, a kiedyś bardzo mi się podobało. Scena z Cleesem-Hoodem jest kapitalna. ale wszystkich przebija Holm jako Napoleon. To w sumie kilkuminutowy epizodzik, ale jaka to jest fenomenalna sekwencja to się w głowie nie mieści. Jakiż to był kapitalny aktor.
Pełna zgoda! Holm jako Napoleon zachwycający się kukiełkami oraz wymieniający władców niskiego wzrostu przywłaszcza sobie film swymi kilkoma minutami ;))))
14-06-2021, 15:04
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,235
Liczba wątków: 5
-"Little things hitting each other. That`s what I like"
-" Don't stand so close to me, Neguy! I've told you about that before. You on one side and him on the other - it's like being on the bottom of a bloody well!"
-"They are all freaks! Not one of them under five foot six. What kind of theater is this?"
Każda jego kwestia to złoto :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
14-06-2021, 15:24
|