Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Niania McPhee 2005

Bardzo piękna baśń. Obsada jest fantastyczna: od dorosłych do dzieci. Firth, Thompson, Macdonald wzięli sobie do serca scenariusz i pasowali do tych ról jak ulał. Dzieciaki w dużej ilości także się spisały i cała ta magiczna otoczka po prostu zadziałała. W ogóle, wszystko tutaj zadziałało: Thompson odwaliła kawał dobrej roboty tak od strony scenariusza jak i odegrania roli, ładna scenografia, akcja i akty wyważone bdb. Do tego dwie tak piękne kobiety obok siebie... aż miło je oglądać. Normalnie w Macdonald bym się zakochał bez zawahania, więc końcówka jest dla mnie wielce satysfakcjonująca. Podoba mnie się też cały magiczny wątek Niani: na początku jest tajemniczo, a z czasem ta magia przesiąka do ich codzienności, aby w finale po prostu spełnić rozbudzone oczekiwania.

9/10

Niania McPhee i wielkie Bum 2010r.

Akcja tej przygody dzieje się ok 100 lat później w czasie IIwś. Niania pomaga tym razem na farmie, którą prowadzi Maggie Gyllenhal. Fabuła ciut bardziej zamotana niż w pierwszej części, bo dochodzą jakieś brudne biznesy stryjka czy tam wujka, ale mniejsza o to, bo to tylko tło - Niania pojawia się w bardziej magicznych okolicznościach i zasadniczo od razu jak się pojawia, to magia jest rzeczą oczywistą. Dzieciaki znów zagrały fajnie i nowa ekipa jest sympatyczna. Dwa fajne cameo McGregora i Fiennsa też na plus. Oczywiście, 2 część ma większy budżet/rozmach i taki CGI Londyn jak na chwile się pojawia to jest ładnie tam wygląda. Tym razem końcówka nie miała takiego powera jak w jedynce. Coś tutaj zasłabowało z "lekcjami", które jakby lepiej zostały przemyślane w 1ce.

7/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Jakie są Wasze opinie o https://www.filmweb.pl/film/Hawana+-+miasto+utracone-2005-99276

?

Odpowiedz
(08-09-2021, 11:35)Kryst_007 napisał(a): .... (odrzucił role chociażby w "Zabójczej broni" czy "Pamięci absolutnej")


A później musiał żałować.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Escape Room: Tournament of Champions (2021): to, w porównaniu do pierwszej części (średniawki totalnej, ale oglądalnej bez bólu i dość realistycznej) totalna jazda po bandzie i brak jakiegokolwiek sensu :) poprzedni film to w gruncie rzeczy prosta historyjka o zwyrolach zapraszających ludzi do śmiertelnych escape roomów i mających radochę, gdy biedne ofiary próbują uciec. Wszystko działo się w jednym miejscu, w wieżowcu przerobionym na kilka takich pokoików, ale druga część... och jej. Czego tu niema! To już super potężna organizacja przestępcza pełna informatyków, agentów, budowniczych i innych geniuszy, mająca swoje macki wszędzie gdzie się tylko da.
Prywatna plaża z ruchomymi piaskami? Podziemny bank z turbolaserami? Porwany samolot linii lotniczych? Wagonik metra i sama część podziemnej sieci? A jak. Idiotyzmem jest sam początek tego i końcówka poprzedniego filmu: robili przygotowania do pułapki-samolotu, wszystko jest dopięte na ostatni guzik, co i rusz przypominają, że szanse przeżycia to mniej niż pięć procent, a potem... wszystkie szlag trafia, bo panna ma lęk przed samolotami i tchórzy w ostatniej chwili. Ale spokojnie, mają przygotowany dodatkowy plan, jeszcze durniejszy :)
Najnormalniejszym escape roomem jest zwykła sauna, o dziwo. Do tego koszmarnie wręcz sztuczne i plastikowe cgi, totalnie przegięte i bezsensowne pułapki, "wielki turniej mistrzów" który powinien być nie wiem, finałem jakiejś trylogii albo serii a nie drugim filmem, idiotyczny twist, w którym wielkim złoczyńcą jest ktoś inny niż się mogło wydawać... 3/10. Jeden za księdza, jeden za laskę co nie czuje bólu i jeden za saunę. Nie oglądać. Unikać.

Odpowiedz
Genialny klan (2001) - Ale się zmienił ten styl Wesa Andersona przez te wszystkie lata. Niby już wtedy była ta cała symetria w kadrach czy gładkie jazdy kamery, ale za to jednak mniej efekciarstwa i trochę ujęć z ręki. Film to w sumie taka uniwersalna historia o dupkowatym ojcu naprawiającym relacje z rodziną i jest w niej jednocześnie sporo ciepła, jak i goryczy. Trzeba przyznać, że ten rodzinny dramat naprawdę działa, ma całkiem przyzwoicie napisanych bohaterów, przy czym Anderson udowadnia, że posiada talent nie tylko do kreowania pedantycznego klimatu. Jeśli o aktorach mowa, to Gene Hackman w roli ojca marnotrawnego jest fenomenalny i kradnie film całej reszcie obsady. Aż uświadomiłem sobie jak bardzo mi go brakuje w kinie. Swoją drogą, umieszczenie piosenki Elliotta Smitha w scenie próby samobójczej z perspektywy czasu może przerażać - wiadomo, że 2 lata po premierze filmu ten artysta sam odebrał sobie życie :( 8/10

Odpowiedz
Na zawsze (1989, reż. Steven Spielberg)

Czyli ten film Stefana, który najmniej osób kojarzy - co najwyżej Twoja babcia, która oglądała go którejś wiosennej niedzieli 1995 roku na Polsacie lub fani Audrey Hepburn, dla której jest to pożegnanie z kinem. W sumie, to nie dziwię się dlaczego, bo praktycznie nic nie wyróżnia go z tłumu. Historyjka taka sobie, aktorstwo tylko przyzwoite, co najwyżej sceny lotnicze mogą wywołać jakieś tam emocje, ale i tak mniejsze niż powinny.

Największą wadą jest to, że przez dużą część film jest festiwalem nudy. Zaangażować się w losy zadziornego pilota Dreyfussa jest naprawdę ciężko. Co prawda niezły ten pomysł, by umarli uczyli swych następców zawodu, choć to remake i te zasługi są pewnie ze strony oryginału ze Spencerem Tracy'm. Już lepiej podobny koncept został wykorzystany rok później w "Uwierz w ducha". Oczywiście Spielberg nie byłby sobą, gdyby nie korzystał ze wstawiennictwa emocjonalnego szantażu. W innych jego filmach z tamtego okresu jeszcze dało się to kupić, bo owy szantaż szedł zarazem w parze ze spielbergowską magią kina, której tutaj niestety jest trochę na lekarstwo.

5/10

Odpowiedz
Słodki ptak młodości (1962, reż. Richard Brooks)

To chyba jeden z pierwszych filmów okresu gdy Kodeks Haysa zaczynał przechodzić do lamusa - bohaterowie tutaj palą haszysz, Geraldine Page jest naga pod kołdrą, wpływowy polityk romansuje na boku z młodszą kobietą, padają podteksty i dość wulgarne określenia... Cenię w tamtych starych adaptacjach Tennessee Williamsa, że mimo iż to Hollywood pełną gębą, to są jednak tak nakręcone że nie czuć w nich ani grama teatralności i ich twórcy są świadomi, że język filmu rządzi się swoimi prawami. W końcu ten sam reżyser stał parę lat wcześniej za "Kotką na gorącym blaszanym fachu", choć tamten film oceniam jednak oczko wyżej.

Newman jak zwykle solidnie, choć i tak miał szereg bardziej zapadających w pamięć ról. Page trochę zbyt manieryczna i za bardzo wołająca o Oscara, a do tego trochę za młoda na podstarzałą gwiazdę (pomiędzy głównymi bohaterami miała być większa różnica wieku, podczas gdy widać gołym okiem, że ona z Paulem wyglądają na podobny rocznik). Niby na pierwszym planie tej historii jest desperacka pogoń za marzeniami i posunięcie się nawet do najohydniejszych czynów w celu ich zrealizowania, ale dla mnie to przede wszystkim ponadczasowy obraz skorumpowanego polityka. Gra go tutaj Ed Begley, którego wielu może kojarzyć - w "12 Angry Men" był tym przysięgłym-krzykaczem. Jest bardzo przekonujący jako obślizgła i wyrachowana menda, tuszująca niewygodne fakty ze swego otoczenia wykorzystując do tego nawet swoją rodzinę, a przed publicznością grająca Dobrego Wujka obywateli. Z tego co widzę to dostał za tą rolę Oscara i jest to jak najbardziej bardzo zasłużona nagroda, a w tamtym roku dane mu było konkurować chociażby z Omarem Sharifem.

7/10

Odpowiedz
Zoolander - czyli za nieuchronnym Wielkim Resetem będą stać agencje modowe :)? Anyway, piękna satyra na świat mody ze znakomitymi postaciami. Nawet nie starają się ukrywać, że Derek, jak i Hansel to skończone półgłówki (otwieranie komputera) i jest ten absurd świata przedstawionego z "wieloma" minami Zoolandera na czele. BTW przed Kirkiem Lazarusem był Derek Zoolander upodobniający się do Murzyna. No, ale Stiller jest koszerny, więc mógł :).

Zoolander 2 - OK, zanotować: Pizzagate i podobne pedofilskie satanistyczne afery to również dzieło agencji modowych, w dodatku wierzących w oczywiste głupoty :). Nadal trzyma poziom jedynki, zachowując absurdalny jej ton czy utrwalając debilizm Zoolandera (Derek na początku mówi, że jego bliscy są żywi, mimo że jego żona kipnęła. I użył materiałów do budowy makiety XD) lub ukazanie Mutagu jako jedynego ogarniętego człowieka w okolicy. Myślę, że część żartów dziś by nie przeszła - jak catfight, gejowate zachowanie Todda i obśmianie niebinarnej ideologii. Jedynie żart z zabiciem Justina Biebera moim zdaniem starzeje. Mogli też dłużej ukrywać "straszną bliznę" Hansela, byłoby jeszcze zabawniej (choć puenta oczywista).

Odpowiedz
(18-09-2021, 13:12)OGPUEE napisał(a): Nadal trzyma poziom jedynki

Nie.
:)

Odpowiedz
Schumacher - dziwny to dokument. Karierę Schumachera znam na wylot, wychowałem się na erze F1 w której zaczynał karierę i ją potem zdominował. A dziwny to dokument, bo skupia się w zasadzie na najgorszym okresie dla Niemca czyli niemocy po przejściu do Ferrari, w momencie gdy walczył najpierw z Hillem, potem jednosezonowcem Villneuvem a potem z potężnym Hakkinenem, niemalże pomijając sezony mistrzowskie. Z jednej strony rozumiem ten zabieg, bo nie idzie to w kierunku taniej laurki ale też pomija wiele o wiele ciekawszych momentów i highlightsów. Brakuje np. rywalizacji z Alonso w Renault, okres w Mercedesie spłycono do prezentacji zespołu i zdania że chciał jednak wrócić do rodziny. O wiele lepiej te kulisy opisuje książka Rossa Brawna "Rywalizacja totalna" w której opisano jak Schumacher wpłynął na organizację Mercedesa, który potem seryjnie zdobywał tytuły. Mimo tego ogląda się to całkiem fajnie i pokazuje dużo ludzkiej twarzy Niemca - jego zawziętość, agresję na torze oraz udane życie rodzinne, które zmieniło się po wypadku w 2013 roku. Najbardziej żal mi jego syna - z krótkiego wywiadu w tym dokumencie wynika, że chłopak jest świadomy że w wieku 14 lat "stracił" ojca :/

6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Mania wielkości - gdyby nie komedia, to tytuł nadal działałby jako film historyczny. Kostiumy, scenografia, klimat tamtych lat (procesja Nazarenos). Nawet jest wątek handlu niewolnikami i sprzedawania ich Berberom. W pewnym momen cie gdy pojawiają się napisy tłumaczące co postać mówi, to czcionka jest odpowiednia do etniczności owej postaci (bawarska królowa - jakaś szwabacha, berberyjski szejk - arabskie pismo). I mimo, że to komedia, zręcznie i ciekawie zaznajamia się kulturą Andaluzji nie starając się z niej nabijać się czy uwzględniać francuskich stereotypów nt. Hiszpanów. De Funès (który zresztą z pochodzenia był Hiszpanem) jak zwykle klasa i pasuje jako knująca i wredna kanalia, po której nie będzie nikt płakał. Tak jak rodem Zaklętej w sokoła nalazała się bardziej nowoczesna muzyka (jak w scenie wejścia do pałacu królewskiego). Muzyka i oprawa wizualna intra przypominała jakiś spaghetti western i dziwne, że do tej pory (albo ja nie wiem), że zrobiono westernu dziejącego się w XVII-XVII-wiecznej Europie.
9/10

Fantomas (1964) - ciotka wspominała jaki to był hit w kinach i wszystkich fascynował Fantomas zmieniający co chwila maski. Nawet był w czechosłowackiej Arabeli jako bywalec krainy baśni (bo pieprzyć prawa autorskie) i jednej z książek o naszym panu Samochodziku. Nawet go nie przyćmiewa tu de Funès, który tym razem gra drugie skrzypce i choć to technicznie komedia, to nie przypomina typowych z jego udziałem. Właściwie to bardziej film sensacyjny z wyraźnymi inspiracjami Jamesem Bondem. Znakomity Jean Marais w podwójnej roli i z pamiętnym designem (wspomagany głosowo przez Raymonda Pellegrina). Dość oryginalne zakończenie
7,5/10

Odpowiedz
Kurde. Kiedyś to uwielbiałem oglądać produkcje z de Funesem - "Fantomas", "Skrzydełko czy nóżka", "Wielka włóczęga", "Hibernatus" itd. to klasyki w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie. Moim faworytem jednak zawsze będzie "Kapuśniaczek" - wieczorny seans z dziadkiem na Comedy Central to jedno z moich najweselszych doświadczeń z komedią, mimo że ten film nie w każdej scenie taki wesoły. Tam tłumaczenie było jednak lepsze, niż na DVD - jakoś bardziej preferuję Garbusa od Krzywusa, tak samo jak kosmitę Gagatka od Obżartucha.

Odpowiedz
Zabójcy (1964, reż. Don Siegel)

Najbardziej znana pozycja z aktorskiej kariery ulubionego amerykańskiego prezydenta Polaków. Trzeba przyznać, że dziwnie się ogląda poczciwego prez. Reagana jako wyrachowanego gangstera i masterminda napadu na furgon z pieniędzmi :) Sam film nawet fajnie się zestarzał i ma całkiem ciekawą konstrukcję fabularną. Zaczyna się typowo hitchcockowskim "trzęsieniem ziemi" - tytułowi zabójcy realizują swoje zlecenie, ale nie daje im spokoju czemu zastali ich cel czekający na swój koniec zamiast w ucieczce. Odpowiedź na to pytanie widz ma poznać razem z parą bohaterów poprzez zeznania osób powiązanych z ofiarą.

Ogląda się dobrze. Aktorstwem raczej nie powala i większość uwagi widza skupiona jest na charyzmie Lee Marvina. Dziś w paru momentach trochę trąci myszką (wyścig Cassavetesa i Dickinson na gokartach czy ten tekturowy widok z okna biura Reagana), ale i są te bardziej imponujące momenty. Siegel ma tu parę reżyserskich przebłysków w niektórych ujęciach - kamera z ręki, celujący Marvin z tłumikiem na pierwszym planie czy zabójstwo ukazane z perspektywy snajpera. Tak tylko zwrócę jeszcze uwagę jak para zabójców traktuje tutaj kobiety w celu wyzysku informacji - w XXI wieku byłby to pretekst do kolejnej medialnej histerii. ;)

Dopiero po seansie kapnąłem się, że to druga adaptacja powieści Hemmingway'a po czarno-białym filmie z Burtem Lancasterem (byłem przekonany, że poza tytułem i gatunkiem te filmy nie mają nic wspólnego ze sobą) i z tego powodu trochę żałuję, że wziąłem się najpierw za wersję Siegela. Z tego co się orientuje to adaptacja z 1946 w kręgach kinomanów jest tą lepszą i bardziej kultową.

7/10

Odpowiedz
Oryginał jest zupełnie inny - nie powiedziałbym, że lepszy. Przede wszystkim fabuła właściwie nie odnosi się do tytułu - zabójców tam na lekarstwo i rzecz prawi o czym kompletnie innym. Warto luknąć, bo gwiazdy. Remake dla mnie jednak ciekawszy i lepiej wyważony.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Meet Joe Black z 1998r. w reżyserii Martina Bresta

Film ma oryginalny motyw przewodni, mało wałkowany w kinie: Śmierć postanawia spędzić trochę czasu na ziemskim padole w towarzystwie wielce zamożnego jegomościa Billa Parrisha. Obraz jest bardzo uczciwy od początku, do końca i skupia się raczej na tym drugim bohaterze (choć próbuje mi wmówić, że nie). Jest blichtr, przepych, bogactwo - to wychodzi z ekranu. Sir Anthony Hopkins odgrywa rolę w sposób fenomenalny - czuć, że jest magnatem. Jego przemowy, tyrady, mądrości są serio autentyczne i ja widzę tam tego Parrisha, którego reżyser chce mi przedstawić. Natomiast Śmierć w osobie Pitta to mała porażka. Zasadniczo on i córka Parrisha, Claire Forlani - swoją drogą piękna kobieta - psują ten magnetyzujący obraz. Bo ilekroć pojawiają się na ekranie, mistycyzm siada na dupie i nie ma jak powstać. Fabuła ma też wątek "kryminalny" w postaci Drew, który podstępem pozbawia Parrisha władzy. I przez to, że finał jest taki, jaki jest, czuć pewną satysfakcję z obecności Śmierci, ale też nie do końca... Problem Meet Joe Black jest taki, że film chce być wszystkim na raz: dramatem, przypowieścią o moralności, rozprawką o życiu i nieco gadanym kryminałem i nie do końca spięcie tych rzeczy się udaje. Z gatunku tych "feel good movie", które mimo wad dają pewną satysfakcję.

7/10 - z czego dwa oczka za Hopkinsa i jego przemowy oraz za to, że Brest dał mi poczuć te bogactwo, o którym mówią w filmie.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Oglądałem niedawno i zupełnie fajnie się oglądało, choć wydawało mi się, że odpuszczę po 15 minutach mając w głowie pierwszy seans. I to prawda, Hopkins w tym filmie jest absolutnie fenomenalny. Bardzo niedoceniona rola w jego dorobku.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Dla mnie to taki film którego nigdy planowo nie obejrzałem od deski do deski, od trafia się często w TV i w taki sposób wielokrotnie obejrzałem go do końca. To dziwne zjawisko bo to kobyła czasowa (w TV z reklamami to prawie 4 godziny).
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ   グシャグシャ   バキバキ    ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
O jeden most za daleko - pierwsza połowa dość spokojna, żeby nie powiedzieć ospała. I wraz z rozwojem filmu wyłania się konkretne mięso. Np. młody żołdak biegnie po zakamuflowany zrzut licząc, że to coś cennego dla wyposażenia wojskowego i biegnie do swoich, ginąc z rąk snajperów. I okazuje się, że jego ofiara była na darmo, bo niósł berety. Albo jak jeden z dowódców grozi medykowi bronią, by ten odratował ciężko rannego. I jak niemiecki dowódca na widok nieudanego wysadzenia mostu, mówi że alianci wygrali, to okazuje nie takie jednoznaczne, bo Arnhem jest równane z ziemią, a straty wśród żołnierzy rosną. I końcówka podobna jak w Zulu - niby wygrana, ale straty gigantyczne, a żołnierze mają już na dzień dobry PTSD. Przy okazji Polacy jak zwykle dostają największy wcir od Niemców :).
9/10

Czarna błyskawica - to chyba rosyjska odpowiedź na Spider-Mana. Głównym bohaterem jest student ledwo znajdujący czas, też z początku używa nowych mocy (wiem, latający samochód to nie supermoc) dla swych przyjemności i dopiero gdy przez jedno olewactwo ginie bliska mu osoba, decyduje się na działalność w imię dobra, a jeden z bad guyów wygląda jak Willem Dafoe. Sympatyczne, choć w sumie wtórne względem amerykańskiej superbohaterszczyzny.
5/10

Odpowiedz
Titane [2021]


Wczoraj przedpremierowo (z tego co widziałem na Filmwebie wejdzie do polskich kin 14 stycznia) obejrzałem "Titane" czyli szokującego (Żodyn nie spodziewał się takiego werdyktu jury pod przewodnictwem Spike'a Lee. Żodyn!) zwycięzcę festiwalu w Cannes.  I przyznam, że jestem oszołomiony. Mam swój nowy ulubiony film roku!

"Titane" to szalone i kompletnie nieprzewidywalne doświadczenie czerpiące pełnymi garściami z kina gatunkowego (szczególnie body horroru spod znaku Cronenberga, ale mam wrażenie, że ten film by idealnie pasował do double feature z japońskim Tetsuo), a jednocześnie nie dające się zamknąć w żadnej gatunkowej szufladce i pięknie mylące tropy. Powiem wam, że nie spodziewacie się co ten film ma wam do zaoferowania. Warto też podkreślić cudowny soundtrack z "Doing it to death" zespołu The Kills na czele. Podsumowując mogę napisać tylko tyle: Kocham Cię Julio Ducornau i Twój popieprzony umysł. Nie wiem co bierzesz, ale proszę: Nigdy tego nie odstawiaj.
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
Hands of Stone - miałem ochotę na cokolwiek bokserskiego i takie coś wynalazł Netflix. Fabuła to oczywiście jeden wielki schemat, bardziej wtórnie się chyba tego nie dało nakręcić. Właściwie tylko w jednym momencie filmu nie wiedziałem jak potoczy się dalsza część: czy pierwsza walka z Leonardem będzie przegrana, aby Duran w rewanżu się odkuł, czy na odwrót, czyli że Duran wygra, rozpije się i przegra rewanż. W każdym razie oglądało się zaskakująco przyjemnie, ale to chyba kwestia tego, że właśnie takiego filmu potrzebowałem w tej chwili.
Osobne zdanie o Anie de Armas: ależ to jest lep dla oczu :) kamera ją kocha, a reżyserzy dobrze znają jej największe atuty, bo nie szczędzą nam jej wdźwięków nawet, gdy jest to zupełnie niepotrzebne dla filmu. A tak w ogóle to powinien być jakiś zakaz obsadzania 27-letnich kobiet w rolach młodych uczennic, które zupełnie przypadkowo ociekają seksem, bo to aż nieprzyzwoite jest :D
Daję przesadzone 6/10, uczciwsze by było raczej 5.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,030 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,793 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,204 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,354 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,862 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,160 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości