NUMA Director
Liczba postów: 2,092
Liczba wątków: 2
(15-10-2021, 01:02)OGPUEE napisał(a): Fantomas kontra Scotland Yard - Seria o Fantomasie miała mieć jeszcze jeden, dziejący się w ZSRR
Tak, ale zarówno De Funes, jak i Marais zażądali za dużo kasy :) A sama trylogia świetna, choć całkowicie niezgodna z literackim oryginałem (co zresztą zarzucił twórcom jeden z autorów i wytoczył im proces). Filmy miały też ogromny wpływ na popkulturę i dziś postać Fantomasa kojarzy się z nimi najbardziej (choć samych powieści powstało kilkadziesiąt). Były też inne ekranizacje (nawet już w czasach kina niemego), ale żadna nie zdobyła takiej popularności.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
15-10-2021, 10:29
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
(13-10-2021, 14:29)simek napisał(a): (08-10-2021, 18:17)yacajackowski napisał(a): (03-10-2021, 18:46)Snappik napisał(a): The Guilty - netflixowy remake duńskiej produkcji. Tej nie widziałem na oczy, ale wierzę po ocenach na IMDB że to dobry tytuł. Ta wersja też nie jest najgorsza. Główna w tym zasługa Gyllenhaala, który aktorsko - pomimo scenariuszowych płycizn - wjeżdża na wysoki poziom od samego początku. Jest nawet kilka scen, w których główny bohater (operator numeru 911) jedzie na soczystym wkurwie a Jake ma okazję zagrać furiata na granicy szaleństwa.
6/10
Obejrzałem, moim zdaniem rewelacyjny film. Wbijam w to że remake, oryginału nigdy nie obejrzę więc w pompie to mam. Solidne 8/10, jeden z lepszych filmów z logo N.
Po mnie spłynął jak po kaczce, no jakoś nie potrafiłem się przejmować tym, co widzę (a raczej głównie słyszę) na ekranie. Jeszcze sam koncept tego, żeby pokazać zaangażowanego operatora numeru ratunkowego, który musi wymuszać wysłanie jednostek na miejsce akcji byłby ok, ale musieli dorobić do tego trochę więcej fabuły, więc mamy ten wątek z oskarżeniem i zbliżającą się rozprawą sądową, który jak dla mnie nic nie wnosi, jest po to, żeby dobić do 90 minut projekcji i mieć do czego nawiązywać w dialogach. Zresztą nie przepadam za filmami, w których bohater pod wpływem tego, co przeżył, na samym końcu Najfajniejsze sceny to te, gdy wkurwiony Jake zbywa jakiegoś rozpaczliwego rowerzystę, bo to tylko rozjebane kolano, a ja tutaj mam ważniejsze sprawy ziomuś :)
Ode mnie 5/10, nic szczególnego, bez żalu można olać.
Ależ żeś pan filmu nie zrozumiał :/ Oglądałeś jednym okiem?
Wątek, który Twoim zdaniem miał za zadanie "dobić" do 90 minut to, przewrotnie, sedno filmu. Nie takie sedno, że trzeba się na tym skupić, ale osoba operatora tutaj odgrywa najważniejszą sprawę. Otóż, panie Simek, operator w pewnym momencie mówi do Katie "nie wiem, chciałem mu zrobić krzywdę". I to jest to, co tłumaczy wszystkie jego działania. A gdy jego partner mówi "nie zobaczysz córki przez długie lata" to podsumowuje działania operatora. On wie, że jest psychicznie CHORY, niebezpieczny. Wszyscy dookoła go tłumaczą, chcą oczyścić i on to akceptuje do czasu, kiedy pojebana Katie zabija swoje dziecko, a mąż (niesłusznie oskarżony - zresztą, operator go oskarża) wiezie pojebaną babę do Psychiatryka. Bo chce to zmienić. Chciał i ją już tam umieścił, ale ludzie - niezależnie od niego - zabrali mu dzieci i zostawili z nią. I dzieciak dostał kosę w brzuch. Joe stoi po SWOJEJ stronie. Próbuje zrobić przez telefon to, czego nie zrobili dla niego. Uratować ją, leczyć - ale jest za późno. Dlatego przyznaje się i che być odizolowany od córki. Wie, że może jej to samo zrobić, co Katie zrobiła synkowi. Winni nie są tutaj sprawcy - ale osoby, które poruszają sznurkami. Tutaj PARTNER kłamie (ma kłamać) w zeznaniach, szefu i rodzina Katie. Oni. Bo psycholi trzeba izolować i Joe to wie.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
16-10-2021, 08:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-10-2021, 09:00 przez Debryk.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,471
Liczba wątków: 29
Ferris Bueller's Day Off - mam wrażenie, że Ach, ten Andy inspirował się tym filmem. Zarówno główny bohater zatrzymuje film, by łamać czwartą ścianę, kocha być pranksterem, ma wredną starszą siostrę (aż słyszałem głos Krystyny Kozaneckiej u Jeanie... kurde nawet siory mają podobne imiona!), równie wredny dyrektor go nienawidzi i czeka, jak go udupić. Ale z drugiej strony przygody Andy'ego Larkina były bardziej przyziemne. Moim problemem jest to, że Bueller to praktycznie Gary Stue, któremu wszystko się udaje i naraża swym zachowaniem na nieprzyjemności mniej przystosowanych znajomych. Aczkolwiek podobała mi się scena jak Charlie Sheen uświadamia Jeanie, by zajęła się własnym życiem. I Cameron też odbywa jakąś drogę.
5/10
Lock Up - z tego co czytałem spodziewałem się bardziej dramatycznego filmu. A to nadal sensacyjne kino akcji z Stallonem. I choć tematyka ciężka, to momentami jest pogodny. Ale film i tak jest niezły. Miło, że Sly nie siedzi za niewinność jak to zwykle bywa w filmach więziennych, a mimo to widz czuje do niego sympatię i wie, że dobrze zrobił łamiąc prawo. Donald Sutherland jakimś cudem gra większego skurwola niż naczelnik z Skazanych na Shawshank. Podobna sprawa jest z brutalnymi strażnikami - Hadley przynajmniej rozprawił się z Bogsem. Ogólnie to jeden z tych udanych filmów filmów Sylwka.
8/10
16-10-2021, 14:40
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,173
Liczba wątków: 67
(16-10-2021, 14:40)OGPUEE napisał(a): Moim problemem jest to, że Bueller to praktycznie Gary Stue, któremu wszystko się udaje
That's the fucking point.
Cytat:I Cameron też odbywa jakąś drogę.
Bo to on tu jest tak naprawdę bohaterem, pod którego cała wyprawa w ogóle się odbywa.
17-10-2021, 01:16
Stały bywalec
Liczba postów: 12,471
Liczba wątków: 29
Kapuśniaczek - przedostatni film de Funesa. I paradoksalnie chyba najbliższy dramatu, bo sporo jest scen niekomediowych i rdzeń fabuły jest dość smutny, zaś de Funes jest stonowany i tylko momentami ma te swoje wygłupy. Więcej jest tu scen obyczajowych i wątku kosmity mogłoby tu nie być. Marcin Karpiński recenzując Człowieka-orkiestrę narzekał, że de Funes woli odgrywać ten sam typ komedii i nie wykorzystuje swego potencjału. No to de Funes w końcu to zrobił i wyszedł mu jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy aktorski wyczyn - czuć, że nie może pogodzić się z bycia wdowcem i wierzy się w przyjaźń Glaude’a i Garbusa i widać ich ból jak są wyśmiewani przez klientów wesołego miasteczka. W dodatku Glaude jest dość odmienny od wcześniejszych bohaterów granych przez de Funesa, którzy zawsze tym samym typem - niesympatycznym, często uprzywilejowanym i pomiatającym innymi, wrzodem na zdrowym organizmie francuskiego narodu, któremu wręcz zasługuje na pech od komediowych bogów. A Glaude jest miłym, prostym gościem, który ma uczucia. W ogóle warstwa emocjonalna spisuje się na medal - przyjaźń z Garbusem nie jest idealna, zaś scena jak Glaude żegna się z Francine chwyta za serce. A mówimy tu o filmie, gdzie głównym wątkiem jest kosmita w kostiumie z polskiego kabaretu przywoływany poprzez pierdzenie! Dużym atutem jest świetna muzyka przywodząca na myśli Doktora Who. Jeśli miałbym coś skrytykować to słaba gra aktorska Christine Dejoux. A tak ten to idealne pożegnanie się de Funesem (wiem, był jeszcze Żandarm i policjantki).
9/10
18-10-2021, 20:23
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Cieszmy się życiem (1938)
Frank Capra o tym, że nie warto być odzianym w drogi garnitur gburem, pozbawionym przyjaciół i wykonującym robotę nie sprawiającą grama przyjemności, tylko uśmiechnąć się i czerpać radość z życia. Niby historyjka strasznie naiwna i przewidywalna od początku do końca, ale skąpana w tym caprowskim uroku, do którego nic tylko mieć słabość.
Jako komedia - ubaw po pachy równie wyborny co przy "Arszeniku i starych koronkach", z kolei jako obyczajówka porusza istotne dla duszy wartości tak jak słynniejsze "To wspaniałe życie". Dialogi jak na tamte mniej wymagające Hollywood są naprawdę wyborne i przeważnie albo niezwykle bawią (dialog o sensie płacenia podatków xD), albo rozgrzewają serducho. Bohaterowie z kolei niesamowicie barwni i przy tym bardzo sympatyczni - aż chce się mieszkać w takim domu, robić co się uwielbia i mieć w dupie jakichś urzędasów. Zaskakuje tutaj Lionel Barrymore w roli poczciwego i lubianego dziadziusia, który swą postawą ratuje sąsiadów przed ulicą - tym bardziej, że 8 lat później w klasyku świątecznym tego samego reżysera zagra kompletne przeciwieństwo tej postaci. Są i w obsadzie dwaj czarnoskórzy służący z czego jeden z nich jest dumny, że żyje na zasiłku i przyznaje, że w areszcie czuje się jak w domu - żaden SJW się nie dorwał do tego tytułu i nie poświęcił owym dwóm skandalicznym zdaniom kilkustronicowego manifestu? ;) Moim ulubieńcem jest jednak rosyjski nauczyciel tańca, któremu zresztą scenarzysta wkłada w usta najzabawniejsze cytaty (najlepsze to odwołanie do Syberii xD).
Swoją drogą, Jean Arthur gra tu młodziutką kobietę i na takową mniej więcej wygląda, a w rzeczywistości w trakcie zdjęć była bliska 40-tki i była aż 8 lat starsza od Jimmy'ego Stewarta - jej ekranowego narzeczonego. Czerń i biel jak widać muszą jednak odmładniać niczym najlepsze kosmetyki ;) Tak podsumowując - po prostu pełen wdzięku i humoru staroć na ważny temat, a triumf na Oscarach jak najbardziej akceptowalny.
8/10
18-10-2021, 23:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-10-2021, 23:40 przez Kryst_007.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,750
Liczba wątków: 14
Pretty Woman walking down the street.
Kolejny klasyk zaliczony. Strata czasu, w trakcie seansu odliczałem pozostałe do końca eony. Całość opiera się na naciąganym motywie uczucia kiełkującego między dziwką a hebanowym człowiekiem interesu. Głupie to, pretensjonalne i zmierzające w oczywistym kierunku. Nie działa nawet jako bajka, o której mówi się tu wprost, bo między bohaterami nie ma chemii, a postać Ryśka jest fatalnie napisana, przez co jego przemiana (swoją drogą debilna, wątek wykupienia firmy dziadka jest chyba najgorszy) wypada niewiarygodnie. Mam uwierzyć że Edziu miękka klucha to rekin biznesu?
Jak byłem mały, to Richard Gere wydawał się spoko aktorem (Primal Fear, Sommersby, nawet First Knight). W Pretty Woman facet jest fatalny i oferuje środki wyrazu zbliżone manekinowi, przez co cały wydumany wątek romansu jeszcze bardziej ryje w glebie. Z chęcia odhaczę jakiś film z jego udziałem w niedalekiej przyszłości; albo PW był wypadkiem przy pracy, albo gostek jest rzeczywiście tak słaby i nadaje się tylko do "grania" ludzi sukcesu.
Plusiki? Julia Roberts mimo wszystko jest tu dobra, niezłą robotę odwala też drugi plan - menadżer hotelu i GEORGE CAN'T STAND YA (w sumie to idealne podsumowanie filmu).
3-4/10
19-10-2021, 14:50
Agent Putina
Liczba postów: 4,334
Liczba wątków: 21
Sprawdź Internal Affairs. Film staje się co prawda od pewnego momentu wręcz kuriozalny, ale Gere jest świetny jako diabeł w policyjnym mundurze (choć scenariusz niezamierzenie robi z jego postaci idiotę).
19-10-2021, 14:57
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Też nie czaję tego kultu "Pretty Women". Naprawdę nie wiem co ten film tak wyróżnia na tle innych lukrowanych rom-comów. Chyba tylko Roy Orbison, bo na pewno nie scenariusz czy para głównych aktorów. Najgorsze jest to, że miał być to podobno inny i zupełnie gorzki film z nieszczęśliwym zakończeniem, ale ludziki z Disneya wszystko zyebały i na tym jeszcze zarobiły :P
19-10-2021, 15:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-10-2021, 15:03 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 1,132
Liczba wątków: 0
^^ Może to, że jest taką pierwszą uwspółcześnioną wersją Kopciuszka w strawnych, mainstreamowych i popkulturowych szatach :) Takie opowieści święcą triumfy, bo czymże jeśli nie doprawioną babską formą pikanterii jest np. Grey?
Pretty Woman ma taki kult, że nawet znam uniwersytety na których się uczy o rolach kobiet i mężczyzn na przykładzie porównania Pretty Woman vs Nothing Hill :D (nie pytajcie, skąd wiem, ok?)
The key of joy is disobedience.
19-10-2021, 18:52
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
COPSHOP
Frank Grillo, Gerard Butler, reżyseruje Joe Carnahan (stworzył przynajmniej dwa wybitne tytuły), myślę sobie "Kurde, może być epa".
Nie ma epy. Jest tragicznie złe gówno.
Wyobraźcie sobie, że ten film jest tak gówniany, iż nawet sceny nocne kręcili w dzień i potem przyciemniali je w postprodukcji.
Gdybym zamiast ściągać to w ciemno, rzucił okiem chociaż na plakat...
0/10
Carnahan to taki Guy Ritchie dla biednych Rumunów.
21-10-2021, 21:23
NUMA Director
Liczba postów: 2,092
Liczba wątków: 2
(19-10-2021, 18:52)deymos napisał(a): Pretty Woman ma taki kult, że nawet znam uniwersytety na których się uczy o rolach kobiet i mężczyzn na przykładzie porównania Pretty Woman vs Nothing Hill :D (nie pytajcie, skąd wiem, ok?)
Skąd wiesz? :D
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
21-10-2021, 21:40
Stały bywalec
Liczba postów: 12,471
Liczba wątków: 29
(21-10-2021, 21:23)Mental napisał(a): Wyobraźcie sobie, że ten film jest tak gówniany, iż nawet sceny nocne kręcili w dzień i potem przyciemniali je w postprodukcji.
A może ten zabieg to był hołd dla starych filmów, gdzie w ten sposób tworzono sceny nocne i w efekcie był to bezczelnie przyciemniany obraz jak w Photoshopie dla amatorów :)?
21-10-2021, 22:09
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-10-2021, 22:09 przez OGPUEE.)
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
No One Gets Out Alive (2021, Nikt nie ujdzie z życiem) – Meksykańska imigrantka kwateruje się w domostwie, w którym zaczynają znikać kobiety, ona sama doznaje koszmarnych wizji, w domu czai się zło nie z tego świata, a właściciel przybytku najwyraźniej coś o tym wszystkim wie, ale nie powie, już nie mówiąc o jego jeszcze bardziej szemranym bracie.
Jak widać, składniki są ograne, ale to niespodziewanie konkretny horror z nieziemsko ponurym, brudnym, mozolnie budowanym klimatem (sam wątek parszywego losu na nielegalnej emigracji jest dołujący), bez zbędnego pieprzenia i udziwniania zmyślnie skręcający w coraz bardziej upiorne rejony. Zło jest wyraźnie mitologicznej proweniencji (skojarzenia z czymś przedwiecznym), ale nie ma żadnych wyjaśnień ani żmudnego i nudnego dochodzenia do prawdy, i bardzo dobrze, po prostu się pojawia i jest. Dziewucha w głównej roli niezbyt urodziwa, ale gra dobrze. Na Filmwebie Szaman wystawił 7/10 (mówi, że dobry finał), Mierzwiak bez oceny, ale też przychylny komentarz, ja 6, wystarczy, może być.
22-10-2021, 08:47
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,311
Liczba wątków: 5
(19-10-2021, 14:50)Norton napisał(a): Z chęcia odhaczę jakiś film z jego udziałem w niedalekiej przyszłości; albo PW był wypadkiem przy pracy, albo gostek jest rzeczywiście tak słaby i nadaje się tylko do "grania" ludzi sukcesu.
Co to za jakieś herezje:
- Days of Heaven
- Internal Affairs
- Brooklyn's Finest
- Arbitrage
- American Gigolo
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
22-10-2021, 09:00
Stały bywalec
Liczba postów: 13,284
Liczba wątków: 77
Wyspa Róży - historia włoskiego inżyniera Giorgio Rosy, który latem 1968 roku tuż za wodami terytorialnymi Włoch zbudował platformę i określił ją niezależnym państwem. Zdobywająca coraz większy rozgłos "wyspa", będąca dla gości miejscem gdzie mogą poczuć wolność, napić się i zagrać w pokera bez nadzoru aparatu państwowego, staje się dla władz Italii poważnym problemem. Sprawa trafia m.in. do ONZ oraz Rady Europy.
Film jest sympatyczny, aczkolwiek dotyka moim zdaniem ważnego problemu i przez swój komediowy ton trochę temat wolności oraz swobód nie zostaje należycie przedstawiony. Szkoda, bo to bardzo szalony wątek z kart historii Włoch i chętnie zobaczyłbym taką fabułę z ręki np. Scorsese. Głównemu bohaterowi kibicowałem do samego końca, bo uwielbiam takich geniuszy grających na nerwach polityków. No i plus za występ mojego nowego włoskiego crusha - Matildy de Angel :)
6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
24-10-2021, 18:58
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
(22-10-2021, 08:47)Cassel napisał(a): No One Gets Out Alive (2021, Nikt nie ujdzie z życiem) – Meksykańska imigrantka kwateruje się w domostwie, w którym zaczynają znikać kobiety, ona sama doznaje koszmarnych wizji, w domu czai się zło nie z tego świata, a właściciel przybytku najwyraźniej coś o tym wszystkim wie, ale nie powie, już nie mówiąc o jego jeszcze bardziej szemranym bracie.
Jak widać, składniki są ograne, ale to niespodziewanie konkretny horror z nieziemsko ponurym, brudnym, mozolnie budowanym klimatem (sam wątek parszywego losu na nielegalnej emigracji jest dołujący), bez zbędnego pieprzenia i udziwniania zmyślnie skręcający w coraz bardziej upiorne rejony. Zło jest wyraźnie mitologicznej proweniencji (skojarzenia z czymś przedwiecznym), ale nie ma żadnych wyjaśnień ani żmudnego i nudnego dochodzenia do prawdy, i bardzo dobrze, po prostu się pojawia i jest. Dziewucha w głównej roli niezbyt urodziwa, ale gra dobrze. Na Filmwebie Szaman wystawił 7/10 (mówi, że dobry finał), Mierzwiak bez oceny, ale też przychylny komentarz, ja 6, wystarczy, może być.
Taki opis machnąłeś, że spodziewałem się jakiegoś konkreta. Okej, zagrane jest do dobrze, scenografia tego "przybytku" buduje dobrze klimat ale horroru tu mało, za to gore w końcówce wybija skalę przy tych zgonach. Generalnie mam problem z tymi wizjami: w całości fabuła wygląda jak zlepek pomysłów. Rytuał, dusze-ćmy (fajny motyw - ale za mało tego) i nieczytelne zakończenie gdy bohaterka stoi przed drzwiami... Ten wątek emigrancki/praca/koleżanka dobrze przygotowany i sprzedany. Ogólnie oglądało się bezboleśnie ale i zachwytów nie było. A, i te wizje - miszmasz totalny. Jakby tak skupił się na "ćmach" to może, może by coś wyszło lepszego.
5/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
24-10-2021, 22:14
Stały bywalec
Liczba postów: 12,471
Liczba wątków: 29
Lemur zwany Rollo - osobiście mnie rozwala postać Cleese'a, który "krwiożercze zwierzęta" zna z bajek Disneya. W Afryce najwięcej zabija ludzi hipopotam, a krwiożercza także jest lubiana sikorka degustująca się w cudzych mózgach :)
A sam film? Choć to trochę Hotel Zacisze w wersji zoologicznej, bawiłem się dobrze. Cleese na medal gra idiotę-przełożonego choć o ukrytym dobrym sercu, Kline pokazał tu swój talent komediowy i zaskoczyłem się, gdy okazało, że zagrał zarówno młodego jak i starego McCaina.
8/10
Maska z Carreyem - Nostalgia Critic mówił, że Carrey podołał w roli ciapowatego Ipkissa. Nie zgadzam się. Carrey gra nadal tego samego wygłupiającego durnia, tyle że bardziej stonowanego. W scenie jak zwierza się Peggy coś tam jest, ale była za późno. Szczerze, w późniejszej kreskówce Ipkiss był lepiej pokazany jako totalny nieudacznik. I Kellaway i pani Peenman też był tam lepsi. Wiem, powinienem porównywać z komiksem (którego nie czytałem, bo polskie wydanie ma premierę dopiero za miesiąc), ale ten nie ma nic kompletnie wspólnego z filmem i w wersji "wesoła komedia" animacja lepiej wypadła. A sam film wypadł OK. Od strony wizualnej prezentuje się dobrze - ładne kadry i żywa kolorystyka. Efekty robią wrażenie i do tej pory się trzymają. Ale o ile Carrey jest świetny korespondując z charakteryzacją, tak Dorian wypada słabo i przypomina prędzej zielonego kuzyna Darknessa z Legendy. Cameron Diaz dość nudna.
6/10
25-10-2021, 15:33
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-10-2021, 15:33 przez OGPUEE.)
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
Debryk napisał(a):zachwytów nie było
Toteż ja się wcale nie zachwycam, wystarczy, że nie bolało. Dla mnie to wystarczająco konkretne, tak na 6. Zakończenie też dla mnie niejasne, dlatego zwróciłem uwagę, że kolega Szaman uznał je za dobre. W sumie wydaje się, że dziewucha z jakichś względów po prostu tam została jako... ktoś inny.
25-10-2021, 15:53
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
ok, to odnośnie No One Gets Out Alive wrzucam w spoiler bo mam wiele wątpliwości/pytań
Wg mnie, jak ona stoi przy drzwiach, to jest Ćmą, tylko jakąś lepsiejszą, coś jak wybranka tego bossa. Regeneruje złamaną kostkę, inne ćmy znikają z jej oczu, został tylko Red, którego rytuał pozbawił głowy.
A właśnie, co do rytuału: nie ma opcji, aby dziewucha się uwolniła, więc musiała go przejść - czyli trup.
Nie rozumiem totalnie wizji z duszeniem matki poduszką - niby ten Boss to Matatka? Dziewczyna naznaczona w jakiś sposób (jest z meksyku, więc być może jakoś to się łączy).
Ogólnie to dużo tam niejasności z tymi wizjami. Na przykład ta z metrem, albo jak matka "podąża" za nią przez tą ciemną uliczkę.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
25-10-2021, 18:29
|