Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Lemur jest spoko, ale od tej samej ekipy Rybka zwana Wandą o wiele lepsza.

Odpowiedz
Debryk napisał(a):ok, to odnośnie No One Gets Out Alive wrzucam w spoiler bo mam wiele wątpliwości/pytań
 
Brzmią świetnie, ale mnie nie spędzają snu z powiek. Życzę powodzenia. ;)

Odpowiedz
Zapomniana Bitwa Netflix 2021r. reż gość od Cosia z 2011

Koprodukcja NL.BE

Ocena "słabe" była by niesprawiedliwa i sprawiedliwa zarazem. Niesprawiedliwa, bo jednak słabości są tutaj częściowe i bywają piekielnie mocne momenty, ale co z tego, jak w założeniu jest lipa. Dlatego warto rozwinąć, skąd ocena się bierze:

Film opowiada o fragmencie operacji Market Garden, w którym mieszane siły alianckie lądują w Zeeland i odbijają (próbują) Arhem. Więc jest to film wojenny, a tytułowa "zapomniana Bitwa" pozostaje zapomniana, bo raczej odnajdziemy ją w tytule. Jest potyczka, i to malutka - więc nie nastawiajcie się na jakieś walki. I tu zaczyna się przech0jowość tego filmu: gdyby producenci zostawili tę bitwę ,a właściwie ją wykonali po bożemu, to film bez problemu awansowałby to takiego zacnego grona jak Szeregowiec Ryan czy odcinka z Kompanii Braci. Całkiem serio! Ale nie, ponieważ obyczaj wszedł za mocno...

Wątek/wątki podkładające tło: rodzinka lesby, żołnierz Wermachtu, ojczulek, pułkownik i oficer w szpitalu. I teraz tak: 70% filmu to blurby z dochodzenia z wypadku. Samo to w ogóle by mi nie przeszkadzało, lecz obyczaj i sceny batalistyczne to KOMPLETNIE RÓŻNE segmenty, przenikające się w ciulowatym montażu, wyreżyserowane w kompletnie inny sposób. Atak na miedzy, lądowanie w Arhem, przeprawa przez jezioro, bitwa w polu (czyli segment BITWY) są wykonane przezajebiście. Reżyser czuł każdy moment, aktorzy dali z siebie wszystko. Scenografia, dźwięk, efekty, no jprd to tam aż HUCZY i jest na poziomie wspaniałym. Ale wątki FABULARNE aka DOCHODZENIE są miałkie, kompletnie inaczej nakręcone i wmontowane w sekwencje tak topornie, iż skalę żenady nad tym montażem (dźwięk także spierdolony, z muzyką łącznie) wywala w kosmos, do innej galaktyki.

Wystarczy wspomnieć, że desant szybowcami do momentu "pętli" to kino wojenne pełną gębą, z całym bagażem dobrych ujęć, dźwięku, emocji, rozmachu, aby NAGLE przerwać i pokazać rozmowę pułkownika z lesbą. KTO TO KUURWA WYMYŚLIŁ?!

4/10

Całościowo to 2/10, lecz oglądając same sekwencje walki spokojnie bym dał 8/10. Lecz wkurwa mam takiego na zmarnowany potencjał i żałuję, że to obejrzałem.

Na uwagę i wysoką ocenę zasługuje scenografia, kostiumy, mnogość statystów - detale w ilości hurtowej robią wrażenie. Czuć rozmach/budżet. Fajnie, lecz...

TEORIA: W NL zdobyli budżet na 5 filmów i złączyli scenariusz tak, aby powstał 1, a kasę z pozostałych pieniędzy ukradł PiS.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Bez przesady, Debryk chyba inny film oglądał skoro widział tam lesbę ;) Ja nie odnotowałem nikogo poza uroczą, młodą damą działającą dla ruchu oporu.

Sam obraz to takie nolanowskie "Dunkierka-wannabe" czyli fabuła dziejąca się z 3 perspektyw, ale bez udziwnień czasowych i twistów. Fakt, że nie jest to idealnie zbalansowane (wątek śledztwa rzeczywiście pozostawia trochę do życzenia), ale posiada kilka świetnych scen - wypadek z udziałem ciężarówki (tu wstawiam mój uśmieszek diabła :>), pierwsza bitwa w wiosce, końcowa walka, a i znajdzie się jeszcze egzekucja oraz motyw z zalanym miasteczkiem i domem. Reżyser prowadzi to miejscami twardą ręką, ale ma również oko do visuali - jak na ograniczenia budżetowe wycisnął z tego tyle, ile się dało. Walki kręcone z ręki, z przyziemnej perspektywy (fajny motyw z kamerą wpadającą w błoto) działają bardzo dobrze. To solidne kino wojenne, ale lekko pogrążone przez 1 wątek będący głównym daniem. Nie mniej gość po Cosiu z 2011 trochę się zrehabilitował.

6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(26-10-2021, 12:48)Debryk napisał(a): Wątek/wątki podkładające tło: rodzinka lesby...


To już nie jest nawet żałosne. Zacząłem czytać, że film Netflixa i zupełnie nie jestem zaskoczony.
Ależ to wcale nie jest ideologia.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Przecież w tym filmie nie ma lesby :D Ludzie, obejrzyjcie chociaż to i oceńcie sami. Nie ma tu ani wątku homo, bi, LGBT, ani nic co by mogło takie tematy sugerować. Debryk chyba swój osąd kreuje na jednej scenie, gdzie dwie uciekające z miasta dziewczyny kryją się w krzakach i w stresie przed patrolem nazioli, który zatrzymał się obok nich chwytają się na moment za ręce i przedzierają się przez jezioro. Ale nie jest to nic, co mogłoby kwalifikować Zapomnianą bitwę do wojennego ElGieBeta. Równie dobrze wklejam tutaj screen, który wg Debryka mógłby świadczyć, że jest sobie jeden film o 2 gejach porzuconych w dżungli:

To jest dokładnie taki sam motyw. Kontekst, sytuacja, ale nie rzutująca na "relację" między bohaterkami. Ja wiem, że Netflix nie ma dobrej prasy, ale po pierwsze - Netflix wykupił tylko prawa do emisji, a po drugie - film wyprodukowali Holendrzy i nie jest to robione pod ideologię tylko pokazuje jeden z ważniejszych dla nich momentów WW2.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Jest scena w piekarni, w której rozmawiają o Dirku (całkiem dobry dialog) i w ciemni fotograficznej, w której dziewczyna mówi "Moja jakaś tam". Więc sugestia, że są parą jest dość mocno wciśnięta :) Więc gdy wątek ruchu oporu zaczyna dominować, a bitwy nie ma jak się doczekać, segment zaczął mnie wnerwiać. Nic bym to tego nie miał, jakby to inaczej zmontować.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Nie no bez jaj ;) Ten dialog w ciemni brzmi tak:

- Musisz się ukryć
- Jana mi pomoże
- Moja Jana?

Tylko, że nie jest tu wskazane, że te relacje są czymś więcej niż zwykłą przyjaźnią, na tym ten motyw się ucina. Już koleżanek nie można mieć, tylko wszędzie elgiebety widzicie? Serio? :) 

Co do sceny w piekarni to tutaj naprawdę trzeba przeskoczyć 7 razy rekina, aby odczytać rozmowę o szpiegowskich zdjęciach jako wątek lesbijski :)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
„I onde dager” („Złe dni”, 2021) – ależ to było dobre. Groteskowy, pełen czarnego humoru, krwawy i brutalny (choć jest to brutalność kompletnie nieralistyczna i przejaskrawiona) film o pewnej parze, która wybiera się do domku nad jeziorem, by tam spędzić weekend i zmierzyć się z problemami małżeńskimi. Tyle, że nie do końca. Pierwszy kwadrans dość powolny, ale potem jest już jazda bez trzymanki. I nic więcej nie będę pisał, żeby nie psuć funu. No, może jeszcze tylko tyle, że najbliżej „Złym dniom” do bardzo niedocenianego „Tucker and Dale vs. Evil”. Zaletą też jest Noomi Rapace w jednej z głównych ról. Dawno nie bawiłem się tak dobrze na żadnym filmie. Chyba pierwsza netflixowa produkcja, którą mogę polecić z czystym sumieniem. Powinno być 8/10 (minusik za jedną niesmaczną scenę), ale daję 9/10 za fantastycznego dziadka.

P.S. Jeśli chcecie to obejrzeć, to nie czytajcie nawet blurba na Netflix, trochę zdradza. Najlepiej dać się zaskoczyć.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Dirk napisał(a):minusik za jedną niesmaczną scenę

Tę pierwszą z gównem czy drugą? ;)

Poza tym zgadzam się, Skandynawowie zaserwowali przekozacki, brutalny, krwawy, wyśmienicie zrealizowany kryminał, przy którym zwijałem się ze śmiechu, po prostu nie dało się inaczej go odbierać (i tylko język norweski brzmi paskudnie). Do tego jest to fantastycznie zagrane, choć muszę wytknąć, że Rapace jednak wypada dość blado na tle Henniego, on jest znakomity, ale cały show kradną właśnie ten dziarski dziadek oraz trzech drabów z Petterem na czele, niby taki zwykły oprych, a wzroku nie można oderwać. Ode mnie wystarczy 7/10.

Odpowiedz
(28-10-2021, 15:33)Cassel napisał(a): Tę pierwszą z gównem czy drugą? ;)
Pierwszą. Druga jest już w takim momencie w filmie, że nic już nie razi ;)

(28-10-2021, 15:33)Cassel napisał(a): (i tylko język norweski brzmi paskudnie).
Właśnie też się tego obawiałem przed seansem, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało.

(28-10-2021, 15:33)Cassel napisał(a): Do tego jest to fantastycznie zagrane, choć muszę wytknąć, że Rapace jednak wypada dość blado na tle Henniego, on jest znakomity,
Zgadzam się, że Hennie zagrał świetnie, ale nie zgodzę się że Rapace wypadła dużo gorzej. W końcu sam Hennie powiedział, że "tam w kuchni, to był kawałek najlepszego aktorstwa, jakie widział w życiu" ;)

(28-10-2021, 15:33)Cassel napisał(a): ale cały show kradną właśnie ten dziarski dziadek oraz trzech drabów z Petterem na czele, niby taki zwykły oprych, a wzroku nie można oderwać.
To prawda. Zawsze się zastanawiam, skąd oni znajdują takie gęby. W miarę normalnie wyglądał tylko Dave, a ten naziol i herszt to jak rednecki z głębokiego południa USA.

I była jedna scena, przy której czuło się autentyczne napięcie - ta ze stołem bilardowym. Myślałem, że tutaj twórcy posuną się za daleko. Ale wybrnęli :)
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Dirk napisał(a):Zawsze się zastanawiam, skąd oni znajdują takie gęby
 
A ja zawsze wiedziałem, że wąsy i brody to klucz do sukcesu. Sprawdziłem, ten Atle Antonsen (czyli Petter) bez zarostu i kudłów wygląda jak ciepły pączek. :)

Odpowiedz
Faktycznie.
Gość normalnie wygląda tak:
A w tym filmie, jako totalny zryp, tak:
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Lamb (2021, reż. Valdimar Jóhannsson)

Ło matko, totalnie nie wiem, co ja właśnie obejrzałem. Bardzo, że tak to ujmę, eggersowe to było, miało to coś z "Czarownicy" tylko w zimowych, chłodnych islandzkich klimatach. Dialogów tu, jak na lekarstwo, ale za to klimatu i zabawy różnymi gatunkami masa. Groza budowana bardzo powolnie, w powietrzu czuć, że coś nadchodzi, jest w tym wszystkim coś niepokojącego. Sporo w tym też subtelnego humoru połączonego z ciężkim kinem psychologicznym. Natura kontra człowiek, utracone rodzicielstwo, wiara i religijne tradycje - no reżyser i jednocześnie scenarzysta napchał tutaj tego sporo.

Na razie 6/10, muszę to przetrawić :D


Odpowiedz
To, dla odmiany, "polecę" coś znacznie lżejszego: Night Teeth (2021), czyli netfliksową wariację na temat wampirów :) gościu robi za szofera i wozi po LA dwie dziewuchy, które nakrywa na tym, jak piją krew jakichś biedaków. I tyle. Albo zginie, albo będzie dalej robił za szofera. I gdyby wszystko trzymało się właśnie tego, czyli jazdy po nocnym mieście, wizytach w klubach i chlaniu krwi oraz spotykaniu innych wampirów byłby zachwycony. Jest krwawo, brutalnie, ale bez przesady. Nie ma żadnych większych głupot czy idiotyzmów, ot, horror jak horror, jeden z wielu taśmowo robionych pod halloween. Tyle, że tutaj LA wygląda naprawdę ładnie, trochę sztucznie, nienaturalnie, jak z jakiejś gry albo innego rendera, ale ładnie, wpisuje się w klimat, a kolejne lokacje (kluby, szkoła, rezydencje, uliczki, zaułki, bary, itd.) naprawdę dają radę.

W ogóle vibe Świata Mroku jest tu aż nazbyt wyczuwalny, a jak ktoś grał kiedykolwiek w Wampira Maskaradę, to od razu skojarzy, kto jest kim: ten elegancki wampir uwielbiający świeżą krew to musi być Ventrue, tamten pierdolnięty, rzucający dziwacznymi tekstami to Malkavian, ta dzika i nieokrzesana to Brujah, tamte to Toreadorki i tak dalej, i tak dalej. Oczywiście, nikt ich tak nie nazywa, nie ma też żadnego Księcia czy Barona, jest tylko sugestia, że gdzieś jest jakiś zarząd czy inna grupa trzymająca władzę nad daną częścią miasta, że są reguły i zasady, że to i tamto, a dodatkowo trzeba się pilnować przed łowcami, którzy tylko czekają... no spoko, fajne to. ALE PO CHOLERĘ ten cały wątek brata-łowcy i jego zaginionej ukochanej, wieloletniej tradycji, rozejmu, nienaruszalności granic i absolutnej wiedzy wampirów o ludziach i ludzi o wampirach? Po co to potrzebne? Byłoby lepiej, gdyby sobie darowali takie pierdoły i skupili się na samym, hehe, mięsie.

6/10. Bo Lucy Fry jest bardzo fajna w roli agresywnej i nieokrzesanej, nieco pieprzniętej wampirzycy.

Odpowiedz
Man on Fire, 2004r. w reżyserii Tonyego Scotta

Powtórka po latach mnie rozczarowała. Pierwszy seans zrobił spore wrażenie brutalnością i świeżością tematu, ale teraz nie mogłem tej padaki oglądać. Denzel wiadomo, jakość sama w sobie, ale fiksy Scotta przyprawiały mnie o mdłości. Montaż w wersji ADHD i kolory (przesycenie do tego stopnia, że wiele scen niemalże nieczytelnych) drażniły moje oczęta. Miło się ogląda, gdy protagonista rozwala kolejne cele mając swoją misję, jednak do momentu, aż reżyser nie wrzuca: przekombinowanych retrospekcji, tanich chwytów o relacji Creasy-Dziewczynka, setki powtórzeń ujęć z dziewczynką, więcej powtórzeń z dziewczynką, agonii bohatera w basenie (jakby stracił tyle krwi jak pokazali w tej wodzie, to wypłynąłby tylko raz, na zawsze). No i ta głupiutka końcówka: Creasy może zaatakować konwój szefa policji, szefa gangu, ale nie potrafi wymyślić czegoś, jak rozpieprzyć kolesi, którzy właśnie podarowali mu to, o co walczył. C'mon, honor wciśnięty na siłę, bezdennie tani chwyt. Poza doskonałym Denzelem ten film nie oferuje nic ciekawego. No dobra - sekwencja nauki pływania w miarę okej, ale znów ten pojechany montaż, cięcia, zbliżenia. Właśnie, zbliżenia to kolejny grzech Scotta. Jak szalał nieco w DoT, tak tutaj pojechał po całości, i doprawił ten styl w Deja Vu

4/10 - Udziwnione kino klasy B udające posiadanie stylu.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
W "Night Teeth" czuć dość mocne wzorowanie się na "Collateral" Manna ;)

Odpowiedz
Też prawda :) na upartego można by powiedzieć, że to nawet remake jest, ale z wampirami :)

Odpowiedz
Oceniłem na trochę więcej, bo 7/10 i bardziej podobała mi się Debby Ryan bo kupiłem ją jako "wampirzycę trochę w stylu dziewczyny z sasiedztwa którą da się polubić" i jej relację z Bennym.

Natomiast nie podobało mi się pobieżne potraktowanie tła, jest to wszystko dość pretekstowe. Czemu akurat te wampirzyce to takie totalne killerki? Bo tak. Czemu łowcy wampirów używają kusz a nie , bo ja wiem, miotaczy ognia i koktajli Mołotowa? Bo tak. Czemu goście z kuszami wchodzą do pomieszczenia a wampirzyce nic nie robią choć za chwilę.. Bo tak. Czemu gościu który niby wie jak zabijać wampiry strzela wampirowi w łeb oczekując że go zabije ? Bo tak. Itd, itp.

Ale jak kupić tą pretekstowość (która jest tu też dość konsekwentna) to był kawałek naprawdę dobrej zabawy a ja od czasów "Wywiadu z .." mam słabość do filmów o wampirach :)

Jest tutaj lekkie sugerowanie możliwości sequela, obejrzałbym :)

Odpowiedz
The Amazing Colossal Man - tytuł pamiętam z powodu zestawienia na jakimś polskim portalu internetowym TOP 10 gigantycznych potworów (gdzie był obok Marshmallow Mana z Pogromców duchów i komarów z Mosquito :D). I podkreślano niskie IQ tytułowego bohatera (przynajmniej nie robił z siebie pseudoznawcy, pisząc iż Gamera był z tej samej wytwórni co Godzilla :P). Film obejrzałem - gościu może wykazał bezmyślnością podczas wbiegania na teren testowania bomby plutonowej, ale jest usprawiedliwiony bo ratował ledwo żyjącego pilota rozbitego samolotu. I przez pierwszą połowę jest dość logiczny i prowadzi normalną rozmowę z ludźmi. Ale potem jest antyszczepionkowcem, bo jeden z lekarzy-bohaterów szprycuje jakimś serum. No o i dziwo, uwzględnili square-cube law, bo tytułowy Kolos ma problemy z sercem i klatką piersiową. Jest potencjał na dramaturgię, jak sceny gdy tytułowy bohater powoli ma na wszystko wyjebane i wszędzie doszukuje się tego, że po cichu z niego naśmiewają. Niestety, na to kładzie kiepskie aktorstwo Manninga. Potem film zaczyna być głupi (nie żeby był wcześniej - po kontakcie z radiacją człowiek zwykle umiera na raczysko), gdy jeden z lekarzy odkrywa miksturę zmniejszającą do rozmiaru liliputa zwierzęta. Love interest, która służy tylko do zamartwiania się niczym moja mama, dwóch równie kiepsko grających lekarzy wojskowych. Film lepszy od ciulowego King Dinosaur tego samego reżysera, ale nadal ciulowy.
2/10

War of the Colossal Beast - dlaczego w tym filmie Kolos ma trupią charakteryzację? Otóż w ten sposób chcieli zamaskować recasting bohatera (jak widać niszowy C-klasy film do kin samochodowych musiał mieć swoją zagorzałą fanbazę :)). Czyli w ten sposób powinni rozwiązać problem z Carrie Fisher w Star Wars 9 i Chadwickiem Bosemanem w Czarnej Panterze 2 :). Co do filmu, jak można się domyśleć, jest daleki od bycia dobrym. Początek to jakiś Latynos prowadzący żuka odwraca się na tym samym powtórzonym ujęciu, a potem wije się jak opętany. Ookeeej... I potem jest ujęcie jak gdyby nic na idylliczny Meksyk. Ale wspomniany Latynos ma jakąś traumę! A potem kolejne cięcie na Los Angeles. Niech nie bawią się w wielką tajemnicę! Tytuł jasno mówi, co mnie czeka w filmie, a i plakat pokazuje, że będzie o jakimś zmutowanym olbrzymie. W ogóle mało scen z tytułowym bohaterem i sporo jest scen gadanych z kiepksimi aktorami w tekturowych rolach. Efekty specjalne i realizacja tak jak w jedynce są słabiutkie. Np. Latynosa z prologu coś ścigało i potem mówi się, że żuka coś podniosło, ale film nie pokazuje, że cokolwiek pojazd unosiło i "tajemnicza bestia" widziana przez Latynosa mogła być normalnego wzrostu. Ale muszę pochwalić podwyższenie budżetu - kilka klatek nakręcono w kolorze :). Najbardziej mnie rozwaliło, gdy w finale, gdzie wielki groźny potwór niszczy i morduje, poświęcono trochę czasu jak jakiś uczniak ma romans z inną smarkulą, której matka prosi wojskowego by ją puścił, bo musi założyć córce ciepłą kurtkę. Co kurłe?
1/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,184 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,877 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,252 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,751 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,418 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,670 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,274 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Wawrzyniec, 4 gości