Krótka piłka, czyli mini-recenzje
A to podobno najlepsze filmy Berta I. Gordona (99 lat na karku w tym roku). To i jeden film z akcją osadzoną w średniowieczu. Podobno całkiem spoko ale nie widziałem. Ogólnie sci fi z lat 50. ma wiele wybitnych filmów. Wspaniała dekada ale różne tanie podróby trochę psują ich opinie wśród ludzi którzy takich filmów nie oglądają. Ale nawet te gorsze czasem inspirowały innych bardziej znanych twórców. Origin Hulka jest wzięty z filmu The Amazing Colossal Man a Lizarda z universum Spider-Mana wiele łączy z filmem The Alligator People.

Odpowiedz
Cytat:Jest tutaj lekkie sugerowanie możliwości sequela, obejrzałbym :)
Ja też! Film nie jest zły, po prostu mógłby być dużo lepszy i, jak wspominałem, gdyby pocisnąć dalej i mocniej motywy ze Świata Mroku byłoby idealnie. No, ale Paradox się na to nie zgodzi pewnie... a szkoda, bo idą na rękę fanom i dają przyzwolenie na wykorzystywanie wszystkich materiałów...

Odpowiedz
Old Henry - w pytę fajny western, któremu w paru miejscach czegoś brakuje, aby wznieść się na wyższy poziom. Nie mniej w swoim gatunku to rzecz bardzo solidna i coraz rzadziej widziana, dlatego też ja jako osoba spragniona dobrych motywów z historii wild west przyjmuje ten film jako przedwczesny prezent pod choinkę ;) Historia jest w sumie kliszą klisz - ot stary farmer Henry znajduje nieopodal swojego domu ciężko rannego mężczyznę, a przy okazji rewolwer i torbę z pieniędzmi. Zanosi delikwenta pod dach i daje schronienie. Za rannym mężczyzną rusza w pościg szeryf ze swoimi pomocnikami. Henry musi wybrać, komu może w tej sytuacji zaufać - tajemniczemu nieznajomemu czy mającym swoje za uszami stróżem prawa. 

Tu oczywiście wkracza cała paleta różnych schematów, które można sobie wyobrazić. Ale to nie jest najważniejsze, bo Old Henry jest nakręcony nie tylko solidnie (jesienne tereny, łąki i lasy to coś świeżego w temacie), ale również wypada mocno pod względem aktorskim. Tim Blake Nelson odtwarza to jedną z najlepszych ról w swoim życiu, tak inną od tego co robił u braci Coen.

To również pewnego rodzaju zabawa z niespodzianką (w spojlerze) w postaci ostatniego aktu, w którym oczywiście musi dojść do konfrontacji. Aczkolwiek tu na scenę wchodzi motyw, który mnie osobiście rozwalił na łopatki

miałem okazję przyklasnąć reżyserowi, że udało mu się w taką kliszę tchnąć sporo świeżego powietrza.


7+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Nom, spoko filmik, tylko szkoda, że w finale wchodzi w klimaty Bourne'a i przez to staje się karykaturalny.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(31-10-2021, 03:54)Lashly napisał(a): Ogólnie sci fi z lat 50. ma wiele wybitnych filmów. Wspaniała dekada ale różne tanie podróby trochę psują ich opinie wśród ludzi którzy takich filmów nie oglądają.
A w to nie wątpię.

Choć do B-klasowców z tej epoki nie jestem uprzedzony. Taka Attack of the 50 Foot Woman mi się podobała (mimo, że fabuła przypomina Dlaczego ja? i technicznie jest parę niedociągnięć), Lost Continent i The Manster również mile wspominam i filmy z efektami Harryhausena też się dobrze trzymają.

I właśnie zabieram się za następny mnie znany B-klasowiec właśnie z lat 50. w ramach Halloween :).

Odpowiedz
(31-10-2021, 09:48)raven.second napisał(a):
Cytat:Jest tutaj lekkie sugerowanie możliwości sequela, obejrzałbym :)
Ja też! Film nie jest zły, po prostu mógłby być dużo lepszy i, jak wspominałem, gdyby pocisnąć dalej i mocniej motywy ze Świata Mroku byłoby idealnie. No, ale Paradox się na to nie zgodzi pewnie... a szkoda, bo idą na rękę fanom i dają przyzwolenie na wykorzystywanie wszystkich materiałów...

Kiedyś był taki serial oparty na wampirach z World of Darkness, "Kindred the Embraced"z 1996, u nas leciał jako "Więzy krwi" ;)



Odpowiedz
Moje halloweenowe double-feature:

Nie oglądaj się teraz (1973)

Kurde, uwielbiam gdy za scenerię do horroru robi jakieś europejskie miasto. Tamta architektura potrafi często pięknie współgrać z wylewającą się z ekranu grozą. Roeg kreuje pysznie dezorientujący klimat - klaustrofobiczne weneckie uliczki filmowane kamerą z ręki i połączone do tego specyficznym montażem. To wszystko okraszone jeszcze symboliką i wyczuwalnym w powietrzu fatum.

Świetny horror psychologiczny z finałem, który tylko pozostawia widzowi kolejne pytania bez odpowiedzi. Dużo się mówi o tej legendarnej scenie seksu Donalda Sutherlanda i Julie Christie, która pewnie nie byłaby tak kultowa, gdyby nie pogłoska jakoby nie była ona kręcona na niby. W sumie to zazdroszczę Donaldowi, bo z Julie to naprawdę była śliczna kobieta (choć w takim "Demon's Seed wygląda jeszcze bardziej okazale). Swoją drogą, świetnie dobrali te dwie dziwaczne stare siostry - zwłaszcza tą ślepą. Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to może do tego że ten motyw żałoby jest jakoś niemrawo przedstawiony, a główna para małżonków w pierwszych scenach rozgrywających się po tragedii nie wygląda na jakoś specjalnie załamanych, jak na ludzi którzy dopiero co stracili córkę.

8/10


Dziecko Rosemary (1968)

Powtórka po paru ładnych latach. Kurde, dzięki takim filmom kocham kino i jestem dumny z bycia Polakiem. Klimat, muzyka, kreacje aktorskie, scenariusz - wszystko jest tu absolutnie na swoim miejscu. Uwielbiam ten film szczególnie za to, jak Polański wodzi widza za nos. Przez cały film nie wiadomo czy Rosemary naprawdę jest ofiarą nawiedzonej sekty czy po prostu obserwujemy to wszystko z perspektywy obłędu. Niby wszystko jest tu jak na tacy, ale przecież wciąż niewykluczone, że to mogą być urojenia.

Reżyseria Romana w tym filmie wręcz trzyma na krawędzi fotela. Jedna z najlepszych sekwencji koszmaru jakie oglądałem. Tak zaznaczę, że podoba mi się to, jak bardzo te sny wydają się być pozbawione sensu - tu jakiś jacht, tu zamurowywanie okien w kościele i nie wiadomo skąd to... Nie doszukujmy się tu żadnej głębi, po prostu każdemu z nas śni się nie wiadomo co. Do tego duża dbałość o detale, które mnożą się w moich oczach z każdym kolejnym seansem i przy okazji pełno ciekawostek o satanistyce.

Genialna muzyka Krzysia Komedy. Pomyśleć, ile mógłby jeszcze wspaniałego skomponować, gdyby nie ta popijawa z Hłaską. Może byłby jednym najwybitniejszych kompozytorów w Hollywood i rozchwytywany przez największych reżyserów. Życiówka Mii Farrow, której nic tylko autentycznie współczuć. Bez względu na to czy patrzeć na nią jako ofiarę jakiejś zmowy czy po prostu własnej psychiki, to widzimy w niej biedną bezbronną kochającą matkę. Fantastyczna Ruth Gordon na drugim planie w roli wścibskiej i zdziwaczałej, acz pozornie sympatycznej sąsiadki. Aż mnie zaskoczyło, że dostała za nią Oscara (jak najbardziej zasłużony), bo Akademia w 1968 akurat lała zimnym moczem na te najbardziej legendarne z perspektywy czasu filmy tamtego zacnego dla kina roku. Do tego już mniej doceniony Sidney Blackmer jako jej także na pozór poczciwy małżonek. Arcydzieło i u mnie najlepszy film Romana.

10/10

Odpowiedz
(01-11-2021, 13:45)Kryst_007 napisał(a): Pomyśleć, ile mógłby jeszcze wspaniałego skomponować, gdyby nie ta popijawa z Hłaską. Może byłby jednym najwybitniejszych kompozytorów w Hollywood i rozchwytywany przez największych reżyserów.

Komeda był muzykiem jazzowym, więc nie miał szans zostać kimś takim - rozchwytywany pewnie byłby przez jakąś dekadę, ale podejrzewam, iż skończyłby raczej jako ciekawostka, ewentualnie ktoś pokroju Kilera, czyli pojawiałby się rzadko (również przez wzgląd na koncerty i jazz), ale z przytupem.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Sonic the hedgehog 2020r. w reżyserii Jeff Fowlera

Generyczna kupa.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
I to się nazywa się krótka piłka :).


Tym razem postanowiłem zrobić ultramaraton halloweenowy i wczoraj cały dzień do 5.00 nad ranem oglądałem horrory i przede wszystkim te, których jeszcze nie widziałem, a także żadnych sequeli bądź filmów mających takowe (bo potem trzeba je oglądać). Każdy z dotychczasowej epoki od lat 20. XX wieku do lat 20. XXI wieku. He're we go:

Schloß Vogelöd - na pierwszy ogień coś z epoki kina niemego. I coś z biblioteki niemieckiego ekspresjonizmu Jako, że wszystkie możliwe niem(i)e(ckie) filmy z tego okresu widziałem, to padło na ten tytuł od F.W. Murnaua (bo akurat miałem na dysku – mordy w kubeł! Film zarówno w USA i Europie jest w domenie publicznej, bo film ma więcej niż 95 lat und Herr Murnau ist kaputt od grubo 80 lat). Angielski tytuł oszukańczy, bo mało tu horroru jako takiego - bardziej idzie to w stronę kryminału. Trochę jest horroru, gdy bywalcowi tytułowego zamku śni się jak łapa Nosferatu go porywa. Spodziewałem, że skoro główny podejrzany wygląda jak oczywisty bad guy - to będzie jakiś twist. Nie zdradzę co i jak, ale ten film to bardziej ciekawostka i sympatyków kina niemego.
5/10

Mumia (1932) - ten klasyk horroru z Universala wraz z Niewidzialnym człowiekiem nie został obejrzany przeze mnie do tej pory. Dla wielu zaskoczeniem będzie, że tytułowa mumia (w tej roli znakomity Karloff)
Ci co oglądali późniejszy remake Sommersa powinni robić drinking game, gdy znajdą bezpośrednie źródło do tego co nawiązywał Sommers. Jednak u Freunda powiązanie z Anck-su-namun z główną aktorką ma więcej sensu niż u Sommersa, gdyż Helen jest pół-Egipcjanką. W ogóle Zita Johann też jest znakomita i Helen daleko od płaskiego wzdychadła i głuptaka, którego musi ratować rycerz na białym wielbłądzie. I to facet tym razem jest mdłym i płaskim love interest - i mam wrażenie, że oryginalnie miał zginąć, ale producent pogroził palcem. Co mnie się podobało to fakt, że główni bohaterowie orientują się, że Ardath Bey ma coś wspólnego z mumią Imhotepa, a i ten szybko zrzuca maskę. I mimo to film z lat 30., to polecam feministkom
I w przeciwieństwie do Drakuli, Frankensteina i reszty Mumia jest ORYGINALNYM pomysłem. Jak to trafnie zauważył James Rolfe nie powstał na podst. prozy bądź sztuki i twórcy musieli wymyślić fabułę od podstaw. Znakomita praca kamery, ale w końcu reżyserował to kamerzysta Metropolis, Drakuli i Murder In the Rue Morgue.
9/10


Dr. Cyclops - budżet musiał być wysoki, bo kręcono go na kolorowej taśmie :). Na szczęscie robi użytek z koloru w szczególnie w początku, gdy dr Thorkel prowadzi swoje niecne eksperymenty w tle migoczącego światła w ciemności lub prezentacji peruwiańskiej dżungli. Bardziej to sajfaj niż horror. Najsłabszy z maratonu. Ciekawy pomysł wyjściowy, szalony naukowiec za bardzo fiksuje nad zbawianiem świata i porywa grupkę tekturowych tokenów do swych działań. Większość scen z liliputami przypominała kreskówkę z Kaczorem Donaldem walczącym z Chipem i Dale'em i brakowało, by bad guy ginąc wydał z siebie Goofy Hooler. Muzyka przypomina bardziej melodramat. Efekty specjalne są świetne i zasłużyły na nominację do Oscara.
5/10


Terror Is a Man - nad pozycją z lat 50. trochę się zastanawiałem, więc padło na amerykańsko-filipiński Terror Is a Man, który natrafiłem przypadkiem na jednej niemieckiej stronie internetowej, jak byłem w gimbazie. Tytuł utkwił mi w pamięci i sprawiał wrażenie ciekawego. I pozytywnie się rozczarowałem tą wariacją nt. Wyspy doktora Moreau. Podobno na początku była plansza apelująca o zakrywanie oczu podczas strasznych scen... i miała sens. Sporo jest tu atmosfery i budowania tajemnicy wokół tego co robi szalony naukowiec i jego ludzie. Widać, że twórcy byli bardziej ambitni i chcieli cos więcej niż tani horror z potworem. I gdybym żył wtedy to na pewno bym się robił pod siebie ze strachu. I co bardzo pochwalę to charakteryzacja potwora jest udana. Serio, wierzę że to pół-człowiek pół-pantera, a nie koleś w śmiesznej karnawałowej masce. Poważnym minusem jest tempo - film jest powolny i nudny. Serio, spokojnie mógł trwać godzinę z kawałkiem, bo i fabuła jest dosyć prosta. W razie film polecam i nieco szkoda, że nie jest szerzej znany.
7/10

Wstręt - po mumiach, szalonych naukowcach i duchach tym razem coś przyziemnego. Bardziej to rasowy film psychologiczny aniżeli horror. Pierwsza połowa to snuj o dziewczynie mającej kryzys i fobię przed mężczyznami. Zastanawiało mnie, co było powodem że brytyjski odpowiednik MPAA dał kategorię X (no dobra, domyśliłem że chodzi o odgłosy wzdychania przy seksu) i czemu ówcześni krytycy pisali, że to jest dziś przeraża, a nie przedpotopowe potworzyska. Potem robi konkretnie - druga połowa zaś idzie w jazdy coraz bardziej odklejonej bohaterki, w których wyobraża siebie jako ofiarę gwałtu lub katastrofy budowlanej albo jej dom będący w zasadzie jedynym schronieniem jest śmiertelną nadnaturalną pułapką. Polański dobrze prowadzi klimat osaczenia i kruchość protagonistki, które momentami kojarzyło mi się z Głową do wycierania. Straszne sceny może co prawda mnie nie przestraszyły (poza tym akurat podczas tego seansu najwięcej przychodziło dzieci po słodycze), ale dość sugetywne jak na tamte lata.    
8/10

Suspiria (1977) - najlepszy film z całości. Szersza opinia tu.


The Stuff - z latami 80. było najciężej do wyboru. Powstało wtedy tyle dobra, że można byłoby zrobić osobny maraton. Poradziłem się Jamesa Rolfe'a i wybrałem The Stuff, czyli horror o morderczych lodach. Szpieg industrialny i mały chłopiec będący jedynym ogarniętym odkrywają, że lody o nazwie „The Stuff” (nie ma to jak dobra nazwa!) zmieniają ludzi w uzależnione zombie. Jak można się domyśleć, nie można traktować tego poważnie i twórcy o tym wiedzą. Bo oprócz tytyłowego Stuffu są m.in. murzyn-karateka (Everybody Kung fu fighting!) będący jakąś szychą w biznesu lodowym i bieda-wersja Kurtza z Czasu apokalipsy węsząca wszędzie spisek komunistów :). Ja się dobrze bawiłem i całkiem to trafna satyra. Efekty specjalne bardzo dobre jak na tego typu film.
Nie da się obiektywnie ocenić/10


W paszczy szaleństwa - o tym filmie NIC nie wiedziałem. Tylko to, że reżyserował John Carpenter, i wraz z Cosiem i Księciem ciemności tworzy nieoficjalną trylogię. Po seansie stwierdzam, że tak niektórzy księża i nauczyciele chcieliby widzieć dzieci po przeczytaniu Harry’ego Pottera :). Realizacyjnie oczywiście porządna robota, a niektóre projekty maszkar ewidentnie kojarzą się z Cosiem. Momentami Sam Neill na widok niektórych dziwów to chyba miał przebłyski z Opętania. Aktorzy robią dobrą robotę, kilka pamiętnych postaci jako staruszka-więźniarka swego męża czy książę Vigo z Pogromców duchów 2 w roli przywódcy rednecków. Zakończenie dość ponure.
8/10


Pozwól mi wejść (2008) - jeśli chodzi o lata 2000-2009, to wahałem się między tym filmem a Trzynastoma duchami. Ostatecznie dałem szansę Szwedom, tym bardziej iż w minionym roku okazali się najbardziej ogarniętą nacją. W skrócie - szwedzka i dziecięca wersja Twilightu, oczywiście że lepsza. Dużo daje relacja pomiędzy głównymi bohaterami i bardziej kładziono nacisk na dramat niż grozę. "Opiekun" Eli mimo, że dokonuje zbrodni to też robi to niechętnie. Choć i ta się znajduje i sporo jest klimatu. Podoba mi się, że Oskar jeszcze przed spotkaniem Eli wie, że musi postawić się szkolnym łobuzom (a właściwie jednemu, bo jego pachołki ewidentnie nie chcą krzywdzić Oskara - kolejny plus bez popadania w banał) i wyobraża się z nożem, a potem udaje mu się nie dać im notatek. Czytałem, że książkowy oryginał był bardziej hardkorowy - m.in. Eli
 Jak mam coś krytykować to użycie kreskówkowo komputerowych dublerów kotów Gösty. Amerykańskiego remake'u nie widziałem (naprawdę Amerykanie nie mogą dubbingować zagranicznych filmów zamiast je małpować?), ale o ile znam życie pewnie gorszy.
9/10


Deliver Us from Evil - tu też nie wiedziałem, jaka dokładnie jest fabuła. Choć po tytule czułem, że to coś z opętaniami i księżmi. No i się nie pomyliłem - Scott Derrickson sprzedał mi Egzorcystę w klimacie buddy cop movie. Film był niezły, choć raczej standardowy obrazek do obejrzenia i zapomnienia. Rozbawiła mnie scena jak Bana krzyczy „Wychodź” licząc że spotka podejrzanego typa, a wychodzi sobie lew :). I potem robi mu racial profiling (sorry, nie mogłem się powstrzymać). CGI kiepawe, więc cieszy mnie we sekwencji z zoo w większości użyli prawdziwych zwierząt, a sporo efektów jest tu analogowych.
7/10

W lesie dziś nie zaśnie nikt - na zakończenie tegorocznego maratonu film z lat 20 XXI wieku. I tym razem polska produkcja. Ale kolejny raz opinia gdzie indziej - o tutej.

Odpowiedz
Odpuściłem sobie tym razem całomiesięczny maraton, ale również nadrobiłem w Halloween. Kilka filmów, których jeszcze nie oglądałem:
Frankenstein 1970, (1958) - Do zapomnienia, ale z tego okresu widziałem już co najlepsze filmy już widziałem. Boris Karloff miał bardzo trudny okres w latach 50. i dopiero odżyje przy małym renesancie gotyckiego horroru w następnej dekadzie. To jeden z nielicznych gwiazd klasycznego horroru, który stał się autentycznie bogaty i to chyba tylko z zamiłowania do aktorstwa brał role nawet w tak podrzędnych filmach. Jeśli chodzi o czyste horrory (bez elementów sci fi) z tej dekady najlepszy jest Night of the Demon albo któryś z filmów Hammera. Nie przepadam za Hammerem, ale te kilka filmów z lat 50. to im się akurat udały. Ten Frankenstein nie ma do zaoferowania nic poza monologami Karloffa. Ten film nie zasługuje tego aktora.

Killer Klowns from Outer Space (1988) - Czysta przyjemność i wielki talent twórców przy skromnym budżecie. Zero treści, same gagi. Wszystko, co odciągałoby uwagę od zabawnych sytuacji i pomysłowych efektów zostało odsunięte na bok. Nie wiem dlaczego tak długo zwlekałem z tym filmem.

Trick'r'Treat (2007) - Ok. Nie czuję nowych horrorów,. Tak je zaniedbuje że zamierzam je powoli nadrabiać. Ten jest uznawany za jeden z lepszych, bo nie bierze siebie tak bardzo na serio i ma swój własny charakter. Może to go wyróżnia na tle innych współczesnych horrorów? Ja go nie pokochałem, ale w pewnym sensie widzę kontynuacje porzuconego pomysłu na serię Halloween. Zanim podjęto przykrą decyzję o wskrzeszeniu Michaela Myersa sequele Halloween miały być antologią różnych opowieści, dziejących się w czasie Halloween i Trick'r'Treat podjął się zadania kontynuacje tego konceptu. A teraz Halloween 3: Season of the Witch jest bardzo popularny, więc prędzej czy później wrócą do tego pomysłu.

Rano trzeba było wcześnie wstać, ale starczyło jeszcze czasu na coś z innej beczki bo kilku latach powtarzam sobie Gamerę.
Oglądanie tej serii od deski do deski to jak droga boleści do ziemi obiecanej, ale to akurat był ten najlepszy z pierwszej serii (Gamera vs. Gyaos). Kilka udanych złożonych ujęć i pojedynczych momentów. Nie ma ani tak beznadziejnego tempa jak poprzednie dwa, ani nie jest tak durny jak następne pięć. Jest całkiem solidnie, ale jak się okazało nie było to nic, co by uratowało Daiei (chyba trzecie największe studio filmowe w Japonii) przed bankructwem kilka lat później.
Mam sporą listę filmów, których wcześniej nie oglądałem i nadrabiam je jeden za drugim, więc w sumie mogłem o tym coś wcześniej napisać. A przynajmniej o tych, wobec których nie jestem obojętny. Trochę łatwiej mi się piszę o takich niecodziennych filmach. Trochę wcześniej widziałem jeszcze Pasję Joanny D'arc (piękny remaster Criteriona) i Nawiedzony Pałac (Vincent Price, Lon Chaney Jr., reżyseria Roger Corman, adaptacja opowiadania Lovecrafta z elementami Poe. Piękna rzecz, już takich nie robią).

Odpowiedz
Worth - historia Kena Feinberga, którzy po 9/11 zostaje oddelegowany przez Kongres do pracy przy organizacji funduszu dla rodzin ofiar zamachów pod WTC i Pentagonem. Cel - przekonać 80% osób do wzięcia gwarantowanej kasy, zamiast pozwów indywidualnych które mogą kosztować amerykańskie władze miliardy dolarów. Cyniczny i doświadczony adwokat trafia jednak na kolejne przeszkody i oczekiwania poszkodowanych, co utrudnia osiągnięcie zakładanego przez polityków celu. 

Co można napisać o tym filmie? Może to, że ma dobrego Keatona w roli głównej i ciekawy temat, który pokazuje, że dla władz obywatele są tylko cyferkami bo ważniejsze są dobre relacje z korporacjami. Motyw WTC może się już przejadł, bo emocjonalnie jakoś szczególnie mnie to nie trafiło, ale raz na jakiś czas dobrze obejrzeć taki dramat prawniczy.

6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
U N H I N G E D

Bardzo lubię wracać do tego filmu (widziałem go już trzy razy od premiery). Klasyczny thriller, skonstruowany wedle najlepszych prawideł sztuki. Coś jak znakomity "Incydent" z Kurtem Russellem. Ogromną zaletą "Nieobliczalnego" jest fakt, że z wyjątkiem prologu cała akcja dzieje się w ciągu dnia. Mocno potęguje to atmosferę napięcia i grozy. Z dreszczowcem Mostowa film Borte'a ma jeszcze jedną wspólną cechę: pościgi i wypadki kręcone były przy użyciu prawdziwych samochodów. W efekcie czuć giętą blachę i tłuczone szkło. No i jest oldschoolowo: zero efekciarstwa.



Osobny komentarz należy się Maximusowi. Szczupły Crowe nie dałby tu rady, natomiast spasiony Crowe na lekach jest jak taran. Przyczepiłbym się trochę do łopatologii w jego monologach, bo niepotrzebnie wykłada swoje motywy kawa na ławę. Po scenie w restauracji i zmasakrowaniu prawnika od rozwodów wszystko było dla mnie jasne, nie potrzebowałem dodatkowych "wskazówek". Ale wiadomo - czepiam się teraz na siłę.

9/10

Odpowiedz
Co ciekawe, Crowe generalnie aż tak się nie spasł do roli. Charakteryzatorzy dorobili mu kilkanaście kilogramów, ale gdy media obiegły pierwsze zdjęcia z planu to oczywiście dziennikarze zrobili swoje i wrzucali nagłówki "Crowe on the grow!" ;) 
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Kiedys widzialem tylko fragment trailera i pomyslalem, ze Crowe potrzebuje kasy, albo wpadl w lapy producentow, ktorzy trzymaja w piwnicy Slaja, Brusa i ostatnio Mela.

Powaznie to az takie dobre?!

Emkej. Dzisiaj nadrabiam.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
toż to na IMDB ma ledwie 6 wth???
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Mściciel w masce - jedna z tych przygodówek produkowanych przez Disneya na potrzeby telewizyjne, w stylu Zorro z Guyem Williamsem. Jednak w przeciwieństwie do niego film jest dość poważny (momentami to dość mroczny), nie ma comic reliefów pokroju Bernarda i Garcii. Właściwie nie widać, że to produkcja Disneya. McGoohan w roli głównej sprawdza się zarówno jako ciepły i elokwentny wikariusz, jak i zamaskowany Strach na Wróble (choć modulowany głos brzmi momentami jak Wolverine z X-Men TAS). Jednak bryluje tu Geoffrey Keen jako wyjątkowo paskudny bad guy. Jednak widać, że oryginalnie miała to być kilkuczęściowa produkcja telewizyjna.
6/10

Odpowiedz
(03-11-2021, 01:06)Mental napisał(a): U N H I N G E D
9/10

Nie no, panie, szanujmy się - jakbyś dał 6 to bym zrozumiał, ale tak to. Zmarnowana szansa. Przede wszystkim film wykłada się już w prologu, pokazując Gladiatora jako zjeba, a laskę jako porządną kobitę z problemami. Byłoby lepiej jakby całość zaczęła się neutralnie od razu na drodze - jak Pojedynek na szosie. Bo tak to wszystko z góry ustalone, pozostaje jedynie rozgrywka. A ta jest w chuj durna niestety, choć początek ma obiecujący. Jak dla mnie scena w kawiarni - świetna swoją drogą - to moment, w którym jakikolwiek realizm idzie się jebać. Szkoda, bo myślałem, że tym tropem pójdą właśnie twórcy, a tu zonk i dalej jest już tylko coraz bardziej nieprawdopodobnie i głupio. Crowe w swej roli jest świetny (choć trochę zbyt spasiony jak na niektóre swoje "kocie ruchy"), ale i jemu w pewnym momencie kończy się scenariusz, który jest całkowitym przeciwieństwem Upadku. Do browarka jak znalazł, ale potencjału szkoda - zwłaszcza względem poruszonego tematu drogowej agresji.

5/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Też nie rozumiem podjarki - produkcyjniak, o.którym nikt by nie mówił gdyby nie Crowe. Lata 90. srały lepszymi filmami niż ten.

Odpowiedz
Yentl (1983)

W trakcie seansu byłem zaskoczony widząc naszego bociana, a parę ujęć później szyld tawerny z polskim napisem. Tak się oto kapnąłem, że oglądam musical rozgrywający się w Polsce :)))

Fabularnie to takie Mulan z kulturą żydowską zamiast chińskiej i nauką w miejscu walki. Barbra Streisand wokalnie oczywiście błyszczy, a po drugiej stronie kamery także zaskakuje reżyserskimi umiejętnościami. Jako młoda dziewczyna to jednak kolosalny miscast, bo w trakcie zdjęć miała 40-tkę, co doskonale widać. Kompletnie nie uwierzyłem też w to, że jej kamuflaż był na tyle dobry, by każdy, dosłownie KAŻDY na jej drodze uwierzył, że jest mężczyzną. Krótkie włosy i mało urodliwe rysy to nie wszystko. Przecież nawet nie starała się ukrywać swego sopranu i biustu. Muzycznie spoko, ale piosenki brzmią względem siebie niemalże identycznie i są wplecione momentami tak bez pomysłu. Wiele z nich jest puszczana z offu. Dla przykładu - scena wspólnego obiadu, słychać wyraźnie dialogi, a Streisand sobie tam śpiewa niczym w myślach. Na plus ciekawie przedstawiona kultura żydowska i duet Streisand-Patinkin, między którym czuć autentyczną sztamę.

Fun Fact: Amy Irving była za ten film nominowana zarówno do Oscara, jak i do Maliny. Obydwie nominacje niezasłużone. Zbyt mało wyróżniająca się na nomkę do rycerzyka i zarazem zbyt mało rzucająca się w oczy na Malinę.

6/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,972 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,199 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,345 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,723 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,156 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości