The Matrix (1999-2022)
Niczego, bo nie obchodzi mnie kto co zmienił, ani to czy aktor który grał Architekta jest gejem, jest przede wszystkim chujowo obsadzonym aktorem.

Odpowiedz
Wyszlo juz to to na diviksie? :)

Dejta znac jak juz wyjdzie, heh.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
no przecież.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
(23-12-2021, 21:56)Bucho napisał(a): Wyszlo juz to to na diviksie? :)

Wyszło, sir :).

Odpowiedz
Ressurections - niesamowite gówno. Zdecydowanie jeden z najgorszych filmów roku. Marudziliscie na to, co zrobiło TLJ dla Star Wars? Film Johnsona przynajmniej dobrze wyglądał i miał dobre efekty.

Wachowska nie dość że wylała na oryginalną trylogię szambo to jeszcze zrobiła to bez stylu. Pamiętacie walki ze Strażnika Teksasu, gdy Norris walił z półobrotu i kamera w zwolnionym tempie 10fps pokazywała jak ofiarą leciała za okno/drzwi? Tutaj mamy dokładnie to samo i to powtórzone kilka razy.

1/10. Zdecydowanie wolałbym aby akt 1 był taki już do samego końca, przynajmniej traktowałbym to jako metaparodię.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Oglądając pierwszy akt cały czas myślałem "no śmieszne nawet, ale jestem ciekaw, jak pociągną fabułę w prawdziwym świecie". Gdy przenieśli się do prawdziwego świata, myślałem "dobra, żartowałem, wracajcie do tego metaplotu".

Odpowiedz
(24-12-2021, 12:54)Snappik napisał(a): kamera w zwolnionym tempie 10fps pokazywała jak ofiarą leciała za okno/drzwi? Tutaj mamy dokładnie to samo i to powtórzone kilka razy.

gówniany efekt także był jak już na końcu wpadli do budynku i do nich strzelali po czym naboje na podłogę spadały, wyglądało jakby nakręcone tanim telefonem w spowolnionym tempie, w ogóle to nie wyglądało jak obraz filmowy a jak jakieś ujęcie z taniego serialu

co ja mówię gównianych efektów to w tym filmie masa była

mam te same odczucia co w tym cytacie niżej

Cytat:Mam jeszcze takie jedno przemyślenie co do Trinity i dychotomii męskości i kobiecości w tym filmie.

tl;dr: W zasadzie każdy facet to debil/zły/nieudacznik. Każda babka to heros.

Z Neo zrobili podstarzałego zakolaka, co chodzi do terapeuty i robi gry komputerowe (co jest o 2 klasy mniej cool niż robienie filmów oraz bycie hakierem jak był on oryginalnie). Już mu nie staje (metaforycznie mówię o tym, że nie może latać i jedzie ciągle na oparach).

Trinity to zajebista babka co wychowuje dzieci i jeździ na motorach. Ogarnia też super moce. EDIT: No i nie chodzi do Terapeuty bo nie ma czasu na użalanie się nad sobą i jak co to woli naprawić jakiś motor XD No bardziej "cool" być nie można.

Jej mąż, chociaż nic nikomu przez cały film nie robi jest traktowany jak śmieć (Chad - no to incele go nie lubią; Ten outburst Trinity za bycie nazwaną Tifany (a jak niby kurwa miał ją nazwać XDDD) i że ją złapał za rękę (nie wiem czy był botem wtedy, ale no kurwa są w barze z jednostkami SWATu, ona niby miała wypadek - wiadomix, że lepiej się stamtąd wynosić i jechać do szpitala czy gdzieś).

Smith to laluś i pajac. Typowy korpo-pajac.

Morfeusz to trochę śmieszek, ale niby cool - Bugs jest zajebista.

Faceci w biurze projektowym gry - typowe soyaki, gadają bzdury (ten gruby to już w ogóle).

Kobiety w biurze projektowym mówią z sensem i inteligencją.

Morfeusz (oryginalny) spowodował klęskę Zionu - Niobe stworzyła wręcz utopię z truskawkami.

Ten francuz, co z gościa z klasą zrobił się w "Break the fourth wall hobo".

Ale już ta młoda Sati, co niby też się musi ukrywać to już super dystyngowana i z klasą mastermind tego ostatniego heistu.

Odpowiedz
Okrutna słabizna, ten nowy "Masmix".

Robi wrażenie takiego taniego dodatku prosto na DVD, dokręconego do trylogii nie wiadomo po co. Trochę tak jak czwarta część "Piratów z Karaibów", co też sprawiała wrażenie taniej, telewizyjnej produkcji, która po prostu dzieje się w tym samym świecie. Tak samo jest z tym dziadowskim "Matrixem". Wygląda po prostu ubogo. Może "telewizyjnie" to niewłaściwe słowo, bo widywało się już seriale tv zrobione z rozmachem. Nie tak jak to tutaj. Tak więc wizualnie to jak w przypadku czwartych "Piratów...". Ale "Piraci..." przynajmniej mieli nie taki najgorszy scenariusz (zaraz Gieferg wjedzie na pełnej i powie, że się nie znam i że czwórka "Piratów..." to zło bez żadnych pozytywnych stron). Nowy "Matrix" natomiast pod względem fabularnym to takie samo ubóstwo jak pod względem realizacyjnym.

Objawia się tu ten sam problem, jaki miały disnejowskie "Star Warsy" albo "Terminator: Dark Fate" - wygląda to jak film, na który nikt nie miał pomysłu. To jeden z tych przypadków, że przed obejrzeniem człowiek jeszcze nie przesądza. Myśli: "A może i da się dopisać do starej historii coś nowego i z sensem. Coś, co usprawiedliwi nakręcenie tej nowej części". Ale nie. Obejrzenie tych nowych wypocin sprawia, że na usta ciśnie się pytanie: "Po co?. Wręcz umacnia w widzu to poczucie, że stare "Matriksy" to skończona, kompletna historia, a te popłuczyny teraz to jakiś fanfic. Tak jakby ktoś obejrzał starą trylogię "Matriksa" i stwierdził: "No dobra, historia znalazła swój finał, wszystko się skończyło, ale żal mi Neo i Trinity. Dopiszę se epilog, że znowu żyją".

Cholera, nie wiedziałem, co tam scenarzyści wymyślą, żeby przywrócić Neo i Trinity. Czy to klony? A może świadomość oryginałów została cyfrowo skopiowana i wklejona do nowego "Matrixa"? Otóż nie.
Wrażenie ubogości filmu potęguje też stawka, o którą wszystko się toczy. W starej trylogii to była wojna z maszynami! Obrona Zionu, ostatniego bastionu rasy ludzkiej! Walka o uwolnienie całej ludzkości z wirtualnej niewoli maszyn! Los całego świata, wszystkich ludzi - to była stawka! A jaka jest stawka w nowym filmie?
To kolejna rzecz, która sprawia, że ten nowy film jest taki... błahy.

O właśnie! To jest najlepsze słowo, jakim mogę określić "Resurrections". Błahy film. Bez ciężaru, bez stawki, bez niczego. No i dlatego mam wrażenie, że stara trylogia to były prawdziwe "Matriksy", a ten nowy to taki jakby bieda-filmik, co mógłby zostać na szybko dokręcony jako dodatek do nowego wydania "Matriksów" z okazji jakiegoś jubileuszu. Jakieś "Wakacyjna przygoda Neo", czy coś w tym stylu. "Matrix" w wersji light.

W ogóle to zdumiewa mnie, że to najdłuższy film w serii, a jest w nim najmniej treści i najmniej się dzieje.

No i R-ki w ogóle nie widać na ekranie (niby jest trochę krwi, ale w pierwszym "Kapitanie Ameryce" było więcej), no ale to już w sumie matriksowa tradycja.

Scena po napisach to Himalaje żenady.

3/10

Odpowiedz
Na Wigilię to po prostu tylko "Matrix" ;)
(czy ten karp jest prawdziwy? ;p)

Bardzo przyjemne zaskoczenie i bardzo przyjemny sequel.
Sporo zabawy "Matrixem" i z "Matrixem" , także jako fliozofii, zjawiska, legendy, obiektu kultu .. i tu było bardzo łatwo pójść w parodię i paść na pysk a udało się to wkomponować w świat całkiem zgrabnie. Zaskakująco mała skala wydarzeń i w sumie sprowadzenie do postaci, faktycznie całkiem aktualne i mimo wszystko niewiele zostało zdradzone o zmianach w świecie mimo że różnice zostały mocno zaakcentowane (trzymane na sequele, zgaduję).

Widać że film zrobiony z serduchem, uśmiechem i po prostu dużą radością ^^

Porównania do trylogii sequeli "Star Wars" to nie mam pojęcia skąd się wzięły, to.. po prostu kompletnie nieadekwatne. Poza jednym motywem który faktycznie jest taki sam a którego i tak nikt z sequeli "Star Wars" nie rozumie, więc.. na jedno wychodzi.

8/10, serduszko i.. czekam na sequele ;)

Matrix is back ^^

Odpowiedz
rozstrzał ocen od 1 do 8 w tym wątku wprawia mnie w osłupienie >.<
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Jakbym miał się wczuć w inne stanowisko to mógłbym napisać , hmm... głupia sraka będąca banalną komedyjką dla milenialsów w której przynudzają i kiepsko się kopią i strzelają. Nasranie na pamięć o "Matrixach" i totalne zhańbienie legendy.

0.25/10 i największe gówno dekady.

Ale wolę iść za reżyserką i dobrze się bawić ;)

Odpowiedz
(24-12-2021, 23:59)Debryk napisał(a): rozstrzał ocen od 1 do 8 w tym wątku wprawia mnie w osłupienie  >.<

Mnie też wprawia w osłupienie, że ludzie i dziennikarze dali się nabrać na ten głupiomądry, żerujący na legendzie kał, który wygląda mniej więcej tak "szałowo" jak niedawny The Old Guard na Netflixa. I to nie jest kwestia "udramatyzowania" wydarzeń, bo po około 45 minutach fabuła z początkowej zabawy konwencją wraca do świata Matrixa, ale to jak to robi i jak to wygląda jest po prostu skrajnie nieciekawe. Historia jest do dupy, realizacja jest kiepska, a końcówka to już mokry sen feministycznych aktywistek.

Dobrze pasuje tu nie tylko porównanie do TLJ, ale również do 4 części Piratów z Karaibów, gdzie prócz znajomych nam twarzy Deppa (Reevesa) i Barbosy (Trinity) cała reszta trąci biedą. To naprawdę wygląda serialowo.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Niech mi ktoś wyjaśni zasadność porównań do TFA i TLJ bo gdyby sequele Star Wars były robione wg Matrix Resurrections to byłyby o tym jak to starszy Luke Skywalker po latach wraca, jest legendą, odkrywa co się działo pod jego nieobecność i znowu zbiera ekipę (starych i nowych) i rusza do akcji :)

Odpowiedz
zdania przed premierą okazały się prawdziwe, że film podzieli bardzo ludzi, ja akurat uważam, że to kupa gówna i nie przysłoni tego końcowy motyw próbujący naśladować poprzednie części

WB uważało, że Lana sama w pojedynkę przybliży się jakościowo do pozostałych części? serio nie mogli powierzyć kontynuacji komuś innemu? a ona też albo robię ja albo nikt inny ale zrobię ja bo mam problemy rodzinne i nie będę myślała

ja to bym chętnie zobaczył taki wstęp na podstawie odcinka z Animatrixa z tym biegaczem, że w pewnym momencie jest tak szybki, że odcinka się od Matrixa i przez ułamek widzi prawdziwy świat, taki wstęp do filmu 5-6 minutowy byłby super

a tutaj minęło chyba z tego co mówili Neo 60 lat od uwolnienia Matrixa od Smitha i maszyny stanęły w miejscu, przecież jak podwędzili Neo a później Trinity to maszyny powinny namierzyć miasto ludzi i ich zniszczyć, Neo miał wypalone oczy a maszyny mu to wszystko "naprawiły"

Odpowiedz
(25-12-2021, 01:11)Rozgdz napisał(a): Niech mi ktoś wyjaśni zasadność porównań do TFA i TLJ bo gdyby sequele Star Wars były robione wg Matrix Resurrections to byłyby o tym jak to starszy Luke Skywalker po latach wraca, jest legendą, odkrywa  co się działo pod jego nieobecność i znowu zbiera ekipę (starych i nowych) i rusza do akcji :)
O, i na takie sequele starwarsów czekałem :) Niestety zamiast tego wyszło jak wyszło...
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Tzn jak się troszkę nad tym zastanowiłem to pewne części wspólne są.

Jest powrót znanej marki po latach.

Pierwsza część bardzo przypomina poprzednią pierwszą część.

Główny bohater (idąc Lukiem Skywalkerem) jest starszy, zmęczony, mało optymistyczny a jego "dorobek" z poprzednich części jest mocno kwestionowany, głównie w jego własnych oczach.

I w tym sensie to tak.

Tyle że głównym bohaterem jest wciąż Neo, to jest cały czas jego historia. Powtórzenia mają sens bo to o gościu który kiedyś był pełen buntu wobec systemu, starał się czegoś dokonać  a dzisiaj.. Świat już dawno ruszył i on też stara się na nowo "ruszyć z miejsca" a jednocześnie odnaleźć w sobie tego "dawnego Neo".

To jest bardzo duży plus tego filmu że z jednej strony on się baardzo wzoruje na pierwszej części.. a  z drugiej strony udało się z tego zrobić zupełnie nową historię, kładącą nacisk na zupełnie inne rzeczy, o czymś zupełnie innym, właśnie z tym starszym bohaterem :) Mnie to kupiło :)






Odpowiedz
Mały offtopic, jeśli ktoś ma ochotę przeczytać lekki i krótki tekst o Keanu (uderzający w pop-filozoficzne nuty które osobiście lubię), Kuba Koisz znany z tekstów KMF popełnił takowy na łamach Naekranie:

https://naekranie.pl/artykuly/pozostac-obecnym-czyli-zen-keanu-reevesa-kontra-hollywood
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem

Odpowiedz
Wytrzymałem jakieś 80 minut. Pierwsze 40 minut nawet nawet, ale potem to już jakbym oglądał kolejne Force Awakens (tyle, że biednie wyglądające), nawet komentować mi się tego nie chce.

Odpowiedz
No to u mnie chyba odwrotny odbiór niż u większości, bo przez te pierwsze 40 minut to się nawet nieźle przy tym bawiłem. Przecież tam wprost do kamery mówią, że Matrix 4 to chujowy pomysł i skok na kasę. I gdyby to był taki półtoragodzinny meta-romcom trollujący widzów to bym nawet przyklasnął i zaczął głosić, że ta pani Wachowska, wbrew powszechnej opinii, to jednak jaja ma.

No ale później zamienia się to właśnie w tego śmiesznego, pozbawionego ciekawych pomysłów Matrixa 4 który wygląda jak taśmówka straight-to-streaming. Aż żal na to patrzeć.

Odpowiedz
W moim przypadku pojedynek z nieszczęsnym niby-Smithem przelał czarę goryczy.
Tyle z tego pożytku, że nagle Revolutions wygląda "by comparison" jak dobry film.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Mission: Impossible (1996-2022) military 1,139 163,644 19-02-2026, 12:29
Ostatni post: Krismeister
  Trylogia The Mummy (1999-2008) Danus 149 36,417 10-02-2026, 22:20
Ostatni post: OGPUEE



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości