Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Na Netflix też? Bo to ich produkcja i oglądałem to tam w oryginale z napisami...
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Nie mam Netflixa i miał go nie będę.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Pierwszy miesiąc jest za friko :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Nie w Polsce ;)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Vertical Limit (2000) reż Martin Campbell


Ten Gościu Od Bonda I Maski Zorro (i "Green Lanterna") za sterami filmu o wspinaczach na K2  w konwencji filmu akcji. Można? Można.



Generalnie jak w trailerze - zbiera się "drużyna straceńców" na "misję niemożliwą" na którą dostają od armii pakistańskiej nitroglicerynę do wysadzenia tego co trzeba (bo czemu nie :) a w to jeszcze jest wpleciony wątek osobistej zemsty.

Aktorsko film kradnie Scott Glenn, jest też niezawodny Bill Paxton w roli.. hmm.. villaina?

I tu jest ta w sumie ciekawa rzecz, bo film się kręci cały czas wokół sytuacji co trzeba zrobić aby się uratować/uratować innych. Jaka jest ta cena która można zapłacić albo płacić nie należy, jakie trudne a nawet "okrutne" decyzje należy podjąć. I właściwie nie ma tutaj "moralnych osądów".

Mamy w sumie po dwie sytuacje "ludzie wiszą na linie", "ludzie uwięzieni i czekający na ratunek" (choć jednej z tych sytuacji widzom nie pokazano).

Oczywiście nie poświęca się temu jakiejś większej ilości czasu, tu ma się dziać, ma wybuchać, itd, itp. Głupot tu pełno, ale ten film "ma się oglądać". I się ogląda :)

Mi się oglądało na 7/10 ;)

Odpowiedz
Labirynt (1986)

Nowy rok zaczynam nadrabianiem tego oto klasyczka lat 80.

Po pierwszych scenach byłem przekonany, że oto przed sobą będę miał jedną z bardziej irytujących nieletnich protagonistek w historii kina. Typowa małolata o ciele nastolatki i fochach kilkuletniej księżniczki. Na szczęście, szybko to wrażenie zanika, bo gdy trzeba działać, to dziewczyna okazuje się być całkiem inteligentna i ogarnięta. Aż się jej zaczyna kibicować. Reszta bohaterów też nie gorsza - z pewnością najciekawszą i najbardziej wielowymiarową okazuje się być Hoggle, który przechodzi jakąś konkretną przemianę.

Realizacyjnie film błyszczy nawet po tych 35 latach. Kurcze, świat stracił Jima Hensona zdecydowanie zbyt wcześnie. Te wszystkie lalki są tak dopracowane w szczegółach i najmniejszych ruchach, że aż można uwierzyć, iż naprawdę są żywe. Niemalże wszystko tu aż kipi bezgraniczną kreatywnością i czuć ten odór potu ekipy realizacyjnej. Lubię ten film osobiście nazywać "Alicją w Krainie Czarów" wg Jima Hensona.

Oczywiście nie można nie wspomnieć o Davidzie Bowie z klejnotami wrzynającymi się w obcisłe spodnie. Perfekcyjny casting na króla goblinów, no i dał od siebie do filmu parę ładnych utworów. Aż poczułem się znów jak mały bachor.

8/10

Odpowiedz
Asystentka / The Assistant (2019, reż. Kitty Green)

Filmowy rok 2022 zaczynam od filmu "Asystentka" (do znalezienia na Prime Video) i lekkiego rozczarowania. Slow movie i ekranowy minimalizm pełną gębą, który traktuje o mobbingu i nadużywaniu władzy przez wyżej postawionych pracowników. Kulminacyjna scena jest naprawdę dobra i dla tych kilku minut warto było się przemęczyć, ale generalnie smęt niesamowity i raczej dla ludzi, którzy lubią takie powolne kino, w którym tak na dobrą sprawę nic się nie dzieje. Gdzieś nawet widziałem opinię, że ten film ogląda się, jak prawdziwy horror, w którym tytułowa asystentka musi radzić sobie w okrutnym świecie Hollywoodu rządzącym przez złych panów. No mnie osobiście to niezbyt ruszyło, ale wiadomo... Jestem białym facetem.

Julia Garner w roli głównej bardzo dobra, ale nadal jej życiową kreacją pozostaje ta z serialu "Ozark".

5/10

Odpowiedz
Snappik napisał(a):Mental, nie sądzę aby ten film ci podszedł. To nie jest żaden Chaser ;)

No i miałeś rację.

Odpowiedz
(01-01-2022, 16:35)Rozgdz napisał(a): Vertical Limit (2000) reż Martin Campbell


Ten Gościu Od Bonda (i "Green Lanterna")

I Maski Zorro:)

Odpowiedz
Słusznie, poprawione :P

Odpowiedz
The Killing Of A Chinese Bookie

Lubię filmy z wolnym tempem, byleby tylko żdążyły się rozwinąć przed 7 godziną projekcji.

Cassavetes przykleja się do swoich postaci, nie pozwalając odetchnąć zarówno bohaterom, jak i widzowi. Jest coś intrygującego w tym naturalistycznym podejściu i niekonwencjonalnej pracy kamery, ale cała ta duszna otoczka w połączeniu ze ślamazarną narracją szybko mnie wymęczyła. Fabuły starcza tu na odcinek serialu dramatycznego, a pozostałą godzinę z hakiem wypełniają niewiele wnoszące sceny mające w zamierzeniu tworzyć NASTRÓJ. Przyznam, że częściowo to się udaje i miejscami ogląda się Buka bezboleśnie, ale efekt psują z czasem formalne zabiegi, styl reżysera i kilka amatorskich wręcz cięć montażowych (oglądałem oryginalną, 135-minutową wersję z roku pańskiego 1976). W jednej scenie zbir z bronią w ręku tropi protagonistę w opuszczonym garażu. Facet biega z 3 minuty, skrada się, strzela, krzyczy, a potem kamera skupia się na głównym bohaterze wychodzącym z cienia i kierującym się w stronę schodów iiiiii... cięcie, nowa scena, Cosmo teleportował się do innego miejsca. Lekka żenada.

Jest tu sporo dobra - Gazzara magnetyzuje, reszta obsady daje radę, lekko surrealistyczny klimat może się spodobać, poza tym reżyser przemyca tu ustami Cosmo swoje własne podejście do sztuki, co pięknie wpisuje się w całość, ale wszystkie te światełka przykrywa całun morderczej nudy.

A Woman Under The Influence po mnie spłynął pomimo wielkiej kreacji Rowlands, podobnie wyszło z bukmacherem/maklerem. Chyba nie polubię się z kinem Cassavetesa.

Odpowiedz
Benedetta (reż. Paul Verhoeven, 2021)

Generalnie film jest ok, ale te wszystkie buńczuczne zapowiedzi, jakie to obrazoburcze i prowokujące... no nie, nie bardzo. Nie ma w tym filmie w zasadzie nic, co mogłoby zaszokować widza w 2022 roku. Poza jedną nieco dłuższą lesbijską sceną, która w sumie nie ma podjazdu do "Życia Adeli" (to jest autostrada, a u Verhoevena to co najwyżej jakaś droga przez wioskę) i średniowiecznym dildo z drewnianej figurki Matki Boskiej, to... to w sumie nic, bo nawet to nie robi większego wrażenia.

Pod względem realizacji i aktorstwa nie mam się do czego przyczepić. Raczej takie standardowe kino historyczne, czasami trochę wręcz nużące. A pierwsze sceny dawały mi nadzieję, że Verhoeven będzie sobie stroił jakieś żarty i może zrobi nawet średniowieczną satyrę na Kościół, ale nic z tych rzeczy. "Benedetta" to bardziej komercha spotykająca po drodze artystyczne ambicje reżysera, aniżeli odwrotnie.

PS Virginie Efira jak zawsze w zajebistej formie :)

6/10

Odpowiedz
Murders in the Rue Morgue (1971) - prędzej to ekranizacja Upiora w operze, bo akcja dzieje się w paryskim teatrze, nasz morderca jak Upiór nosi podobną maskę. Czuć jeszcze echa kodeksu Haysa, bo dali sugestywne ujęcie jak jednemu z bogatych dziadów wystrzeliwuje korek z musującego się szampana na widok dziewek tańczących kankana. Realizacyjnie nieźle, w klimacie Hammerów, finał oferuje kilka twistów. Ale ogólnie film taki sobie.

5/10

Odpowiedz
Jak Wy uczciliście wczorajszego wieczoru pamięć o Bogdanovichu? Bo ja urządziłem sobie double-feature dwóch jego klasyków.

Papierowy księżyc (1973)

Ale ten film ma świetny klimat. Rówieśnik "Żądła", który też rozgrywa się w USA lat 30., ale zamiast kolorowego Chicago, mamy czarno-białe zadupia. Duża zasługa w tym znakomitych zdjęć Laszlo Kovacsa.

Historia nawet całkiem wciąga i te relacje między Moze'm, a Addie są przedstawione całkiem wiarygodnie. Typ w sumie zajmuje się tą dziewczynką, bo musi i ewidentnie nie chce być jej ojcem. Nie ma miejsca na jakieś ckliwe momenty pojednania. Addie to w sumie idealny przykład jak należy pisać postaci inteligentnych dzieci. Dziewczyna jest po prostu bystra i sprytna, ale wciąż zachowuje się jak dziecko i nie jest jakąś protoplastą Lisy Simpson. Smutne jest jednak to, że ojciec i córka stworzyli podobno i tak dużo bardziej zgrany duet na ekranie, niż w rzeczywistości - z tego co wiem Ryan zajmuje miejsce w czołówce najbardziej chujowych ojców w Holly.

Duży plus także za aktorstwo. Mała daje popis i mógłbym powiedzieć, że Oscar zasłużony, mimo że to absolutnie nie rola drugoplanowa i jest chodzącym powodem dlaczego nie jestem fanem nagradzania dzieciaków. Podobnie jak u Anny Paquin ten Oscar zmarnował jej karierę i wieku dorosłym nie było jej dane powalić widzów na kolana. Jej stary także błyszczy i nie brak mu charyzmy. Wyróżnię jeszcze Madeline Kahn w roli jego durnej puszczalskiej kobiety. Jak ona tu pięknie wkurwia widza i aż chce się ją rzucić żywcem na pożarcie krokodylom. W ogóle świetna to była aktorka komediowa i jest mi szkoda, że tak wcześnie odeszła z tego świata.

8/10


No i co, doktorku? (1972)

Oglądało się to kiedyś na starym dobrym TCM (jak ja tęsknię za tym w pytę kanałem, którego miejsce zajęła jakaś komercyjna papka), więc uznałem że powtórka się przyda. Barbra Streisand od pierwszego wejrzenia zakochuje się w Ryanie O'Nealu i zaczyna biedaka stalkować, a w tle wątek kryminalny z kraciastą torbą w tle (czy raczej torbami...). Gdyby tak odwrócić role i to O'Neal nachodziłby Streisand, to niejaki Charles M. Blow walczyłyby o wygumkowanie filmu z historii kina ;)

Sam film, to hołd dla tych wszystkich klasycznych screwball comedies z lat 30. i 40. Przez większość czasu oglądamy zabawne nieporozumienia, które szybko zaczynają rosnąć do monstrualnych rozmiarów, a w finale dostajemy jak najbardziej zwariowany pościg, którego nie powstydziłby się sam Benny Hill. Ba! Bogdanovich zadbał nawet o chińską paradę, faceta na drabinie i dwóch typów z taflą szkła :) Trzeba przyznać, że scenariusz jest tu naprawdę wyborny i czuć tą pełną świadomość twórczą. Te oczka puszczone w stronę Looney Tunes nie są przypadkowe.

To wszystko jeszcze obdarzone talentem komediowym głównego duetu i barwnym drugim planem - wygrywają Kenneth Mars jako nadęty snob z brytyjskim akcentem oraz Liam Dunn w epizodzie znerwicowanego sędziego. No i trzeba przyznać, że Barbra jest tu tak urocza, że sam byłbym w siódmym niebie, gdyby mnie tak stalkowała ;)

8/10

Odpowiedz
The Battle at Lake Changjin (2021). Trzygodzinny chiński, komunistyczny propagandowy film o dumnych, honorowych, odważnych i dzielnych żołnierzach walczących z amerykańskimi okupantami na koreańskiej ziemi, z Mao jarającym szlugi i martwiącym się o towarzyszy :) znaczy, wojna koreańska z perspektywy Chin, ale... kurde jakie to jest dobre. To znaczy, ze dwie godziny politykowania, rozmów, przygotowań, podróży można by spokojnie wypieprzyć i zostawić samo bitewne mięsko a film tylko by zyskał, nie będę jednak narzekał. W kilku miejscach kuleje cgi, ale jest go na tyle mało, że da się przeżyć; zdecydowana większość to klasyczne setki (tysiące?) statystów, mnóstwo czołgów, samochodów, ciężarówek, tony wystrzelonych pocisków oraz niezliczone litry krwi. Są tutaj dwie fenomenalne sekwencje bitewne, jedna jakoś w okolicach pierwszej godziny i druga pod koniec, gdzie marines i spółka wspierani przez lotnictwo i czołgi próbują odeprzeć ataki niezliczonych fal azjatyckich wojaków, z których tylko dwóch byłem w stanie rozróżnić (głównego bohatera oraz artylerzystę, bo był przygłuchy i biegał z trąbką przy uchu). Jest brudno, brutalnie, kończyny fruwają, krew się leje, bagnety, noże i widelce są wbijane w oczy i szyje, ciska się granatami, ciała są siekane seriami z karabinów, no cudownie to wygląda, jakbym widział najlepsze akcje z Kompani Braci czy innego Szeregowca Ryana.
7/10, a gdybym był komunistą albo Chińczykiem lub Koreańczykiem z północy dałbym z 10/10 :)

Odpowiedz
czekaj czekaj, a to nie jest ten nieznany film, co rozwalił niedawny BO? :D Bo recki też zebrał przyzwoite jak kojarzę.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
The Commuter - zmęczony życiem i kredytami do spłacenia Liam Neeson wsiada do pociągu - którym jeździ od 10 lat - i trafia na tajemniczą nieznajomą, która oferuje mu 100 tysięcy dolarów w zamian za odnalezienie podczas przejazdu pewnej osoby. Głupie to straszne, przewidywalne również, ale całkiem nieźle się ogląda. Trochę jak Die Hard, trochę jak Kod Nieśmiertelności - mała przestrzeń, dużo bohaterów drugoplanowanych i zagadka w tle. Nie jest to finezyjnie zrobione pod kątem fabularnym, ale ma kilka dobrych scen (zwłaszcza bitka ze spojlera).


6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Cytat:nieznany film, co rozwalił niedawny BO
Tak, to ten, 900 milionów natrzepał, ale i swoje kosztował - co zresztą widać, bo skala tego wszystkiego naprawdę robi wrażenie. No, ale jak pisałem, strzelaniny, walki, bitki, słowem wojna jest tutaj pierwsza klasa, reszta już nie do końca :)

Odpowiedz
Okruchy dnia (1993)

Powtórka po paru latach. Przyznam, że za drugim razem ten film okazuje się być jeszcze lepszy. Jest w tym dziele coś wręcz niezwykłego i sprawiającego, że chce się do niego wracać.

Przekaz niby prosty - praca to nie wszystko w życiu i podstawą jest także własne szczęście. Ivory na szczęście nie mówi tego wprost i polega głównie na dwójce swych doskonałych aktorów. Hopkins i Thompson tworzą tu jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze kreacje w swoich karierach i perfekcyjnie oddają kontrast swoich bohaterów. Moją ulubioną sceną pozostanie moment, gdy Stevens nie chce powiedzieć Pannie Kenton tytułu czytanej książki - spojrzenie Hopkinsa tłumaczy więcej, niż by to zrobiła linijka dialogu :) Kolejny plus dla Ivory'ego także za ciekawe przedstawienie historycznego tła. Być może drugi najlepszy moment to monolog śp. Chrisa Reeve'a, w którym mówi tym wszystkim zebranym lordom w drogich garniturach, że są zwykłymi amatorami posiadającymi gówniane pojęcie o rzeczywistości i tylko pchającymi swą naiwnością Europę w stronę przepaści. Jak zwykle Superman z RiGCzem ;)

Realizayjnie film działa jak szwajcarski zegarek. Mógłbym uwierzyć, że Ivory na planie też jest takim Stevensem, który z zapracowaniem pilnuje każdego najmniejszego detalu. No i to o czym mam wrażenie, że wyjątkowo mało wychwalających film pod niebiosa mówi - muzyka jest absolutnie cudowna. Taka mocno subtelna i bez szarży, ale zawierająca tą hipnotyzującą nutę niczym z ładniejszego świata. Powiedzmy sobie to na głos - Richard Robbins odwalił kawał niedocenionej roboty.

9/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,006 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,201 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,350 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,801 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,159 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości