Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,135
Liczba wątków: 67
(09-01-2022, 16:03)Krismeister napisał(a): Sraki
Sonny, jaka potencjalna żona, skoro gość kończy sam jak palec, nie potrafiąc wyznać miłości nawet u schyłku żywota, gdyż o tej potrafi jedynie czytać, a sam jej nie zaznał i nie umie wyrazić - czy to w formie fizycznej, czy też duchowej (relacja z ojcem, rozmowa o seksie). To człowiek-monolit nastawiony w życiu jedynie na wykonywanie swojej konkretnej roli, do której od małego był przyuczany. Ba! To człowiek pozbawiony właściwie własnego życia prywatnego i nie potrafiący się w tym życiu odnaleźć gdy zostaje wyjęty ze swojego zdefiniowanego rutyną środowiska. Zatem pisanie tu o "pracy" i "własnym szczęściu" to mocne spłycenie clou historii (swoją drogą mamy tu trzy historie), która prawi przecież właśnie o różnych formach miłości - tutaj nawet na swój sposób zakazanej, wstydliwej czy wręcz niepożądanej. Bierze nad nią górę lojalność oraz przywiązanie (do miejsca, do ludzi, do "pana"), które zabijają w bohaterze wszelkie uczucia oraz zapędy do zdrowych, normalnych relacji międzyludzkich, wykraczających poza obowiązki czy salonowe konwenanse. To opowieść o więźniu - tyleż, nazwijmy to, okalającego go systemu i podziału klasowego, jak i, przede wszystkim, własnego umysłu, oczekiwań i przyzwyczajeń. Stevens nie oczekiwał w swoim życiu miłości, więc gdy ta nadchodzi w osobie panny Kenton, to przytłacza go, wytrąca go z egzystencjalnej równowagi, przeraża.
Pod wieloma względami wydźwięk tego filmu jest podobny do Wieku namiętności (zresztą z tego samego roku), który kończy się w mocno zbliżony sposób - strachem i niemożnością wyjścia poza zbudowany wokół siebie, "bezpieczny ład".
09-01-2022, 16:59
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,107
Liczba wątków: 5
B. dawno to widziałem i muszę powtórzyć ale też tak to mniej więcej pamiętam - zderzenie bohatera z czymś co wywraca mu znany i opanowany świat i jakby słabość/nieumiejętność "przeskoczenia siebie", wyjścia poza ustalone przez siebie "bezpieczne" ramy.
09-01-2022, 17:16
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
I o tym jest ten film? Trochę bieda. Uporządkowane życie faceta obraca w ruinę pojawienie się kobiety - historia starsza niż Atlantyda :)
09-01-2022, 17:23
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Z tym, że w tym przypadku to żaden banał, ani odhaczanie kolejnych schematów ;)
09-01-2022, 17:28
.
Liczba postów: 27,528
Liczba wątków: 60
To opowieść o czasach, gdy biali ludzie jeszcze rządzili światem, właśnie dlatego, że takich Jamesów, którzy skupiali się na robocie, a nie lataniu za dupami było mnóstwo :)
09-01-2022, 17:31
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,107
Liczba wątków: 5
Dlatego w filmach czy w ogóle wszelkich opowieściach tak istotny jest wątek miłości. Nie chodzi tylko o kwestię "samą w sobie" historii miłosnej, ale jest to rzecz która faktycznie może w moment zmienić daną postać, jej świat, priorytety. Bez długiego budowania, ewolucji, tłumaczeń. BACH - i nagle wszystko się może zmienić ;)
09-01-2022, 17:31
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Cytat: BACH - i nagle wszystko się może zmienić ;)
09-01-2022, 17:39
Użytkownik
Liczba postów: 238
Liczba wątków: 4
Upside down - odwróceni kochankowie
Film bardziej fantasy niż sci-fi, bo nauki to tam nie ma za grosz - pomimo często używanych pojęć jak grawitacja, czy rzekomych rycin nawiązujących do projektów Leonarda z Vinci.
Całość strasznie naiwna i pełna błędów logicznych, zaczynając od samego samolotu - który ląduje po stopami dziewczynki, a powinien od niej... spaść.
Bazą filmu jest to, że istnieją dwa światy - tam gdzie my widzimy niego, tam znajduje się druga ziemia z osobną grawitacją i każda grawitacja oddziałuje jedynie na obiekty pochodzące z danego świata.
Grawitacja obiektów może się równoważyć, czyli jeśli weźmiecie po kamieniu z jednego i drugiego świata i podrzucicie, to powinny lewitować bądź też wolniej opadać w jednym z kierunków.
Cały myk miał rzekomo polegać na tym, że jeśli materia np. z dolnego świata będzie przebywać w kontakcie z materią z górnego - to zaczyna płonąć.
Nie wiem co za geniusz wymyślił ten bezsens, ale w filmie ewidentnie oddziałuje on jedynie na materię nieożywioną - a prawo przestaje działać, jeśli coś zjesz. Według tego prawa, gdybyś zjadł pączka z innnego świata, materria powinna wkrótce wypalić ci dziurę w przewodzie pokarmowym (niezależnie na jakim była by etapie trawienia) - tymczasem nic podobnego nie ma miejsca.
Mocne 2/10
09-01-2022, 17:53
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,135
Liczba wątków: 67
(09-01-2022, 17:23)Mental napisał(a): I o tym jest ten film? Trochę bieda.
Czasem nie ważne o czym, ale jak :)
09-01-2022, 18:15
Stały bywalec
Liczba postów: 12,427
Liczba wątków: 29
Skoro Mefisto wyjaśnił przekaz filmu Okruchów dnia, to można wrócić do krótkich piłek :). Po obejrzeniu filmów z Steve'em Reevesem czytałem, że tych włoskich Herkulesów nakręcono pęczki, ale nie będę teraz zawracać nimi głowy. I wezmę się dopiero za ostatni, czyli…
Herkules (1983) - chyba jedyna znana, poza Hulkiem, rola Ferrigno. Nie ma co nastawiać na zgodność z Parandowskim - napomnę, że w tej wersji Zeus (greccy bogowie tu są kosmitami na pustym nudnym Księżycu) nie jest tu ojcem Herkulesa. Jak już, to wysyła jakąś energię wprost do świeżo narodzonego Herkulesa, będącego biologicznym synem Amfitriona. I zdałem sprawę że nie było, albo nie kojarzę, wiernej ekranizacji 12 prac Heraklesa na wielkim ekranie.
Anyway, to wysokobudżetowa Xena. Efekty na początku wypadają dobrze jak na produkcję Cannon Films, a kilka elementów scenograficznych nie przypomina jakichś odrzutów z garażu. A i poklatkowe roboty Minosa są najlepszym elementem. Ale na szczęście kiczowatość daje o sobie znać, gdy pojawiają się tanie na kilometr kostiumy greckich bogów, potem tandetne światło służące za nasienie do Herkulesa (efekty świateł i błysków to jakiś żart), a sekwencja podbicia Teb zilustrowana jest jakimś bardzo starym filmem peplum. A i jeszcze węże urwane z Trolla 2. Herkules podczas prezentacji swej siły ma także błyski jak mieczach świetlnych. Widać, że Ferrigno jest zdubbingowany i jeszcze wzięli nieodpowiedniego aktora głosowego. Za to przyznam dubbing włoskich aktorów jest, nie wierzę że to mówię, naprawdę dobry.
Z logiką też czasami jest na bakier - skąd drwal znajdujący małego Herkulesa w łodzi wiedział jak on ma na imię (taki zbieg okoliczności, że wpadł na imię, które miał niedawno zabity niemowlęcy królewicz :P)? A konstelacje pochodzą... a nie powiem - to trzeba zobaczyć. Ferrigno chciał, by jego bohater był dobrym wzorem, ale coś nie wyszło, bo Herki dokonuje w finale deafacto ludobójstwa Atlantydy :).
5/10
09-01-2022, 19:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2022, 19:06 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Duża ryba (2003)
Kurde, jak ja tęsknię za tamtym Burtonem. Miał kiedyś chłop werwę i wyobraźnię, którą mógł dzielić między dziesięciu innych twórców w Fabryce Snów. Teraz to niestety ostał się z niego jedynie przeciętny rzemiecha na usługach wielkich bezdusznych korporacji. Ta pozycja to chyba ostatnia nieanimowana w jego dorobku trzymająca taką klasę.
Idealne kino dla ludzi, którzy nie akceptują szarości rzeczywistości i lubią uciekać w świat baśni. Urocza historyjka o życiu, przemijaniu i relacjach ojcowsko-synowskich. Nie ma tu jakiegoś fałszu jeśli chodzi o wzruszenia. Łzy przychodzą w odpowiednią porę, adekwatnie do sytuacji i bez wymuszenia. Okraszone to do tego masą fajnych motywów fantastycznych, grą konwencją i galerią barwnych postaci. Fajnie widzieć w burtonowskich klimatach takiego Buscemiego, któremu Tim nawet daje scenę w iście coenowskim stylu. No i McGregor osobiście bardziej tu przekonuje jako zakochany po uszy młodzik niż u Luhrmanna :)
Podoba mi się też, jak Burton wodzi widza za nos. Cały czas się czeka aż syn przekona się, że te opowiastki to wszystko prawda. Kolejne punkty schematu są powoli odhaczane... No i finalnie okazuje się, że tak, ale nie do końca :) Choć zaskoczyło mnie, że wielu bohaterów obecnych na pogrzebie, którzy powinni być znacznie starsi od głównego bohatera (dyrektor cyrku, poeta, bliźniaczki) pojawiają się na pogrzebie jakby postarzeli się jedynie o jakieś 10 lat. Mefisto mi pewnie zaraz wyjaśni, że to część baśniowego klimatu ;)
8/10
BTW. Albert Finney miał taką potęgę w głosie, że nic tylko gościa słuchać jak opowiada.
10-01-2022, 21:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-01-2022, 22:07 przez Kryst_007.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,135
Liczba wątków: 67
(10-01-2022, 21:25)Kryst_007 napisał(a): Mefisto mi pewnie zaraz wyjaśni, że to część baśniowego klimatu ;) [/spoiler]
Tak, ale nie tyle filmu, co opowieści ojca, który przecież koloryzował i przekręcał dla lepszego efektu, tak więc wiek tych postaci w jego opowieści nie musiał się zgadzać z prawdziwym. To raz. Dwa - film rządzi się swoimi prawami, a starość swoimi. Gdyby pokazać na ekranie faktyczną starość, pewnie trudno byłoby kogokolwiek rozpoznać. Stąd oczywista umowność (w Cinema Paradiso masz to samo). Tak samo jak z nocą na prerii - wiadomo, że na ekranie musi być coś widać, choćby minimalnie, gdy w rzeczywistości... no cóż, gówno widać :)
11-01-2022, 02:33
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
Mefisto napisał(a):Tak samo jak z nocą na prerii - wiadomo, że na ekranie musi być coś widać, choćby minimalnie
O, tak. :)
11-01-2022, 09:34
.
Liczba postów: 27,528
Liczba wątków: 60
A jak w GoT chcieli pokazać realistycznie nocna bitwę, gdy nie było nic widać, to były narzekania, że nic nie widać :p
11-01-2022, 10:23
Miami Vice
Liczba postów: 8,050
Liczba wątków: 43
Realistyczna bitwa w GoT? Buahahaha. Dobre, nie znałem.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
11-01-2022, 12:50
.
Liczba postów: 27,528
Liczba wątków: 60
Ok, no to powiedzmy, że chcieli realistycznie pokazać noc, a bitwa była przy okazji :P
11-01-2022, 12:56
Miami Vice
Liczba postów: 8,050
Liczba wątków: 43
Tak, takie zdarzenie mogło mieć miejsce. :)
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
11-01-2022, 12:58
Stały bywalec
Liczba postów: 6,768
Liczba wątków: 6
The Worst Person in the World - trailer pojawił się w trailerowym temacie to mi się przypomniało, że widziałem i miałem pisać parę słów, bo w sklepiku już od jakiegoś czasu. Od Joachima Triera widziałem Reprise i Oslo, 31. August i dobrze nie pamiętam, ale przynajmniej jeden z nich (chyba ten późniejszy) zapamiętałem na tyle pozytywnie, że od jakiegoś czasu miałem najnowszy jego film na liście do obejrzenia. Mam wrażenie, że robi ciągle ten sam/podobny film mniej więcej o tym samym, ale mi to pasuje. Historia nie jest sama w sobie jakaś nadzwyczajna. Laska "szuka swojego miejsca w życiu", co może odstraszać, ale moim zdaniem warto dać szansę. Trochę to taki smutny romkom, trochę bardziej dramat. Motyw "miłości życia", którą się z różnych powodów porzuca i konsekwencje takiej decyzji to też niezbyt oryginalny, ale zawsze mocny wyciskacz emocji. A tu jest zgrabnie napisany, pewną ręką wyreżyserowany (z kilkoma sympatycznymi formalnymi sztuczkami, jedną z nich zdradza trailer), solidnym soundtrackiem i typowym dla Triera chłodno-nostalgicznym miastem o zmierzchu/poranku. Ale przede wszystkim jest to zajebiście zagrane. Renate Reinsve zbiera pochwały i nagrody, w sumie słusznie, ale jak dla mnie Anders Danielsen Lie jeszcze lepszy. Widziałem go chyba tylko w filmach Triera i w każdym gra chyba na podobnych emocjach, ale jest w tym znakomity. Widzę, że zagrał Breivik u Greengrassa i teraz w podobno fatalnej Wyspie Bergamana z Rothem i Vicky Krieps, więc bez szału. 8/10 i ponieważ nie widziałem hypowanego Drive My Car, na razie kibicuję Norwegii na Oscarach. Chociaż pewnie jak dali rok temu Duńczykowi (dużo słabszemu moim zdaniem), teraz mogą pójść w inną stronę.
12-01-2022, 11:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-01-2022, 11:22 przez PropJoe.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,473
Liczba wątków: 148
Titane (2021, reż. Julia Ducournau)
Nie mam pojęcia co ja właśnie obejrzałem, ale wiem, że kurewsko mi się to podobało.
Bez kitu, ten film jest momentami tak paskudny i odrażający, że nie mogłem patrzeć na ekran. A i tak patrzyłem, bo jednocześnie przyciągał mnie tymi dziwnymi i chorymi obrazkami, które Julia Ducournau oferowała. To taki film, który już w pierwszych scenach wyciąga nas ze strefy komfortu i daje do zrozumienia, że to nie będzie zwykłe doświadczenie kinowe. Ciężko ten film w ogóle jakkolwiek sklasyfikować - raz jest to ciężki horror, który spokojnie można wrzucić do szufladki body horroru, w którym przecież francuscy filmowy nie raz odnajdowali się niczym ryba w wodzie, aby za chwilę przekierować stery na rodzinne perypetie strażaka i jego, ekhm, syna.
Zdjęcia i ten neonowy klimat połączony z tą cudną ścieżką dźwiękową to perełki. Daję 8/10. Pewnie nigdy więcej już go nie obejrzę :D
13-01-2022, 22:20
.
Liczba postów: 27,528
Liczba wątków: 60
The Tender Bar - przykład filmu przyjemnego, ale dosyć słabego. Cały pomysł na fabułę mocno niedomaga, to znaczy zaczyna się jeszcze fajnie, bo dzieciństwo głównego bohatera i lekcje życia od Afflecka śledzi się z przyjemnością, Ben daje radę (chociaż nie aż tak żeby mu za to nominacje dawać), ale potem jest miałko, a gdy okazuje się, że cała historia dąży do tego aby... zostać opowiedziana, to można zadać sobie pytanie po co to w ogóle powstało? 5/10
14-01-2022, 22:10
|