31-01-2022, 23:34
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Nie wiem, nie znam się na samurajskich klimatach. Jedyne, co zostało mi w pamięci, to wiedza sprzed kilku lat jak robiłem risercz na blogaska (link i link 2). Ale dam sobie rękę uciąć, że do honoru podchodzili z jeszcze większą obsesją niż Europejczycy.
Tu jest o tym szerzej. W skrócie, przedwojenna fantazja na temat honoru :)
https://www.tofugu.com/japan/bushido/ 31-01-2022, 23:37
"O dwóch takich co rządzili Dzikim Zachodem aka Butch Cassidy & Sundance Kid", George Hill, 1969.
Powrót po wielu, wielu latach. Ten film był w ogóle pierwszym jaki obejrzałem w kinie na początku lat 80tych jako totalny gówniarz. Pamiętałem z niego tylko skok do rzeki w wąwozie i napad na pociąg. Cóż można powiedzieć po latach? Słodko-gorzka historia o dwóch niezależnych, nie nadających się już do życia na Dzikim Zachodzie rabusiach. Postaci są przedstawione dość romantycznie i oczywiście wygładzone, tak abyśmy ich polubili. Nie wiem jacy byli naprawdę, ale w interpretacji Hilla nie da się ich nie lubić. Kochający wolność, dobroduszny Butch i ten bardziej zły Sundance Kid to kapitalny duet (nie tylko z powodu świetnych Newmana i Redforda) dwóch różnych gości którzy w sumie kochają się jak bracia i kochają tę samą kobietę jednocześnie nie robiąc sobie z tego powodu wyrzutów czy krzywdy. Dwóch buntowników którzy kochają wolność i nienawidzą nowego systemu opartego na technologii (tutaj symbolizują ją rower). Jest też Etta Place - młoda nauczycielka, która nie mając pomysłu na życie zadaje się z Butchem i Kidem. Kocha obu kowbojów i nie chce ich opuścić, bo zdaje sobie doskonale sprawę z faktu, że obaj zginą podczas ucieczki. Jednak i tak dobroduszna kobieta jak Etta ulega strachowi o własne życie i wraca do domu. W przeciwieństwie do przyjaciół dziewczyna obawia się śmierci, natomiast rabusie nie przywiązują wagi do niej. Wiedzą, że skoro Dziki Zachód dobiega kresu, to i oni będą zmuszeni umrzeć. To spojrzenie na przemijanie w filmie podobało mi się najbardziej. Para bohaterów, która reprezentuje lojalność i przyjaźń, musi zginąć, bowiem jest niemodna w stosunku do nadchodzących czasów - rozwoju technologii. Znakomite zdjęcia prerii, dobry scenariusz, gorzkie (dziś by pewnie happy end nakręcili?) zakończenie, świetny ostatni dialog między dwoma przyjaciółmi, odrobinę humoru. Warto też zwrócić uwagę na to jak zostali przedstawieni stróże prawa: niestrudzony, bezimienny zbiór bezwzględnych ludzi bez twarzy. Oraz cudowna muzyka i piosenką która wraz z tą sceną przeszła do historii: Mocne 8.5/10 01-02-2022, 14:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-02-2022, 15:18 przez Doppelganger.)
Lata temu to oglądałem jako zafascynowany kinem dzieciak i pamiętam, że byłem pod wrażeniem. Wypadałoby sobie odświeżyć w najbliższym czasie tego klasyka.
01-02-2022, 15:31
ONE SHOT
Dajcie szanse temu filmowi, bo jest dobry w ryj! Nakręcony w weekend "na jednym ujęciu" za psi grosz w jakiejś bazie wojskowej u kolegi akcyjniak o grupce komandosów, którzy przybywają na odizolowaną od świata zewnętrznego "Czarną Wsypę" w Polsce (!!!) z misją odeskortowania do USA torturowanego tam terrorysty. Wszystko szlag trafia, gdy w pewnym momencie do środka wdziera się cała armia uzbrojonych po zęby islamskich ekstremistów w celu odbicia pojmanych towarzyszy broni. I tak oto rozpoczyna się strzelanina czterech SEALsów kontra 100+ brodaczy. Powiedzmy sobie od razu, że scenariusz pisała osoba dorosła o umyśle 10-latka, ale to nieistotne, bo każdy z nas w głębi duszy chciałby w czymś takim zagrać. Nie wiem, jakim cudem, jednakże w aspekcie generowania emocji i od strony czysto technicznej film mega daje radę: cięcia montażowe są kapitalnie zamaskowane, kamera prowadzona jest bardzo sprawnie, natomiast aktorzy na maksa angażują się w swoje role. Aby podbić dramaturgię wydarzeń, reżyser wpadł nawet na genialny w swej prostocie pomysł ze zdjęciem usg płodu, które trzyma w teczce z dokumentami pani analityczka. Ogólnie wielkie brawa dla ekipy, która to wszystko zmotała i urzeczywistniła. Niech was nie zmyli okładka dvd: ![]() p.s. Warto dodać, że obsługa broni palnej bardzo spoko, trigger discipline jest, poruszanie się też zgrabne. Fajnie, że aktorzy ćwiczyli, a nie przyszli na plan z marszu bez przygotowania. 04-02-2022, 01:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2022, 02:17 przez Mental.)
Uwielbiam Scotta Adkinsa. Oglądam większość filmów z Anglikiem, nieważne czy produkcja klasy B czy C, ale dla samych scen walk Adkinsa warto. No i też aktorsko Adkins daje nawet radę np. w Komorniku i Komorniku 2 fajnie wypadł. W One Shot niewiele jest mordobić i nie dorównują tym najlepszym np. z któregoś tam Uniwersalnego Żołnierza, Ninja 2 - Cień łzy, Avengement, czy z serii o Boyce, ale i tak zaskakująco dobrze się oglądało, mimo tego, że tylko się strzelają. Pewnie dlatego, że niby na jednym ujęciu nakręcili, to więcej strzelanina jak prania po pyskach.
Gdyby Adkins urodził się kilkadziesiąt lat wcześniej to byłby jedną z gwiazd takich jak Van Damme, Seagal, Lundgren w latach 80/90, a tak to pewnie będzie grał głownie w produkcjach klasy B, kręconych np. w Rumunii, bo facet nie robi się młodszy. 04-02-2022, 02:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2022, 02:59 przez michax.)
Shane aka Jeździec Znikąd.
Przez cały film życzyłem sobie, bym w temacie "Gińcie dzieci" mógł umieścić tego małego gnoja: ![]() Synek wygląda na upośledzonego i w zasadzie tak też sie zachowuje; marnuje czas "antenowy" i irytuje zachowaniem oraz krzyczeniem piskliwym głosikiem "SZEEEEEEJN", a jego postać służy wyłącznie jako pretekst do zapodania banalnego morału (jeśli zabijesz, to nie jesteś już tym samym człowiekiem + broń nie powinna rozwiązywać problemów*). Dzieciaka nominowali za tę rolę do Oscara, niepodobna. Nominację otrzymał też Jack Palance, który dla odmiany stanowi najmocniejszy punkt filmu - jest go zdecydowanie zbyt mało, ale swoje kilkanaście minut na ekranie przekuł w postać przekonującego, niepokojącego bandziora. Shane zestarzał się tak sobie (jak sporo klasycznych westernów), a główny bohater ze swoim metrem siedemdziesiąt w kapeluszu nie miał odpowiedniej charyzmy (trudno było uwierzyć, że jest maderafkierem wymiataczem), ale ogólnie ogląda się to bezboleśnie. Sporym atutem jest główny zły, który nie jest jednowymiarowym bandziorem i do końca chce polubownie rozwiązać konflikt z ranczerami. 5-6/10 *Mam nadzieję, że to jest morał tego filmu. ;) 04-02-2022, 14:29
Straszny jest ten film, a dzieciak jeszcze gorszy. Męczyłem się z ty gównem przy pisaniu magisterki z westernu i wyrzuciłem z pamięci aż do dziś. Dziękuję za nic!
04-02-2022, 14:42
Raging Fire - film złapałem na jednym z filmików od Corridor Crew, w którym ekipa powiedziała że to takie "chińskie Heat". Dodatkowo zdjęcia na IMDB ociekały wręcz miodem i zwiastowały ciekawe kino sensacyjne z kaskaderką. Ostatecznie seans mnie rozczarował. Tzn. czuć mocno inspirację Heat, nawet niektóre myki fabularne były podobne, ale scenariusz trąci jednak biedą. Bohaterowie są strasznie jednowymiarowi, montaż jest tak beznadziejny, że dopiero po 30 minutach skumałem co jest retrospekcją, a co właściwą historią. Sceny akcji raczej przeciętne (poza końcówką, w której jest super strzelanina i super nawalanka), w jednej z nich reżyser przeskoczył nawet w tradycyjnym chińskim stylu rekina. Donnie Yen jest co prawda wiekowy, ale lać w mordę jeszcze potrafi, natomiast najlepszą postacią jest niewątpliwie Ngo w którego wciela się Nicolas Tse - gość ma aparycję azjatyckiego kultowca i na dodatek mistrzowsko posługuje się karabinem oraz nożem. Miodzio. Ale zanim przyszło mi podziwiać jego wyczyny to musiałem jednak się przemęczyć. Zdecydowanie zmarnowany potencjał na coś wielkiego.
5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
05-02-2022, 20:40
Niezapomniany romans (1957)
Sięgnąłem po tego hollywoodzkiego klasyka z Cary'm Grantem i Deborah Kerr oczekując typowo nudnawego romansidła i słusznego reprezentanta kiczu tamtego Hollywood. Już od pierwszych scen byłem jednak zaskoczony, bo więcej w tej historii życiowej obyczajówki, niż odhaczania schematów. Główni bohaterowie nie zakochują się od pierwszego wejrzenia i tak naprawdę całe to uczucie przychodzi stopniowo i w naturalny sposób. Obserwujemy jak ta znajomość staje się gorętsza z każdym kolejnym "przypadkowym" spotkaniem. Ba! "Przełomowy" pierwszy pocałunek ma miejsce poza kadrem i bez większej poniosłości! Gdy akcja jednak schodzi z pokładu statku na NY to poziom na szczęście nie spada łeb na szyję. Z czasem film zaczyna serwować przyzwoity dramat o tym, że życie to nie bajka i pisze ono nam zupełnie zaskakujące scenariusze. Zarówno Grant, jak i Kerr dobrze wykorzystują okazję na aktorskie wykazanie się. Tak sobie obiecywałem, że jeśli jakimś cudem szef 20th Century Fox z cygarem między warami nie wymusił na scenarzystach happy endu, to nawet podwyższę ocenę. 8/10 06-02-2022, 00:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-02-2022, 21:24 przez Kryst_007.)
Bilardzista/The Hustler, Robert Rossen, 1961
![]() Mimo że film sprzed ponad 60 lat to jest to mocne kino. Naciągasz i hazardzista (młody Paul Newman) podróżuje ze wspólnikiem po kraju grając w bilard ana kasę. Po jakimś czasie spotyka kobietę (Piper Laurie) która uświadamia mu w jakim świecie się obraca. Film znakomicie zarysowuje postać bohatera i pokazuje jego ewolucję, z zalanym alkoholem stołem bilardowym w tle i utraconą miłością kobiety gotowej kochać TOTALNIE. Fenomenalna gra aktorska spowodowała, że mamy do czynienia z filmem pewnie kultowym. Co mnie urzekło w tym filmie? Rewelacyjne pojedynki bilardowe - podobno Newman I Gleason grali wszystko sami poza tzw "masse balls". Jeśli tak, to szacunek bo wychodziło im to bardzo dobrze. Woody Harrelson i Wesley Sniper też dobrze grali w kosza w filmie o podobnej tematyce czyli "White men can't jump". Pierwszy pojedynek z Minnesota Fats wraz z wprowadzeniem trwa w filmie około 30 minut i jest rewelacyjny. Po czymś takim chce się aż oglądać. Czułem że skończy się rewanżem jednak ten jest trochę mniej emocjonalny - tak samo bym tez określił ostatnie starcie z Gordonem, tutaj reżyser mógł się bardziej postarać. Piper Laurie stworzyła tu bardzo dobrą kreację, która została tez dobrze napisana i nie jest tylko dodatkiem do głównego bohatera. Sarah to postać niezwykle intrygująca i tajemnicza. Ofiarowuje Eddiemu swoje serce by przekonać go w jakim świecie żyje i wśród jakich ludzi się obraca. Udaje Jej się to; ostatecznie to ona 'zwycięża'... Newman klasa, w ogóle aktorstwo stoi na naprawdę wysokim poziomie. Gra tutaj tez Jake LaMotta. Mamy kapitalne postaci drugoplanowe: pierwszy to Minnesota Fats, uosobienie zwycięzcy, zimny profesjonalista, całkowicie opanowany, mistrz w swoim fachu. Pokonanie go jest dla Eddiego szczytem, szczytem który osiąga zbyt łatwo i zbyt szybko nie będąc na to jeszcze przygotowanym. Nasz bohater nie może zrozumieć dlaczego zwycięstwo tak wymknęło mu się z rąk... W końcu znajduje odpowiedź lecz płaci za to bardzo wysoką cenę. Kolejna istotna postać, pierwsza którą poznajemy, to Charlie; menedżer Fast Eddiego. Nie rozumie on swojego przyjaciela i nie podziela jego ogromnych ambicji. Stara się go opanować jednak brak mu charyzmy i w konsekwencji zostaje brutalnie odtrącony. O Sarze już pisałem. Ostatnią ciekawą postacią jest Bert Gordon. Świetny pokerzysta i obserwator ludzkich zachowań, w dodatku posiadający szeroki wachlarz technik manipulacji. Bogacz który gra nie z chęci zysku, a dla przyjemności oszukiwania i sterowania ludźmi, a ostatecznie, upokarzania ich. Cztery diametralnie różne postaci, cztery diametralnie różne cele i ambicje. Oprócz postaci głównego bohatera łączy je tylko jedno; zagrane są na najwyższym światowym poziomie. 8/10, czas na kontynuację czyli "Kolor pieniędzy". 06-02-2022, 21:17 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-02-2022, 21:20 przez Doppelganger.)
Ja tylko dodam, że George C. Scott też daje tu przykuwającą kreację - "Bilardzista" miał aż 4 aktorskie nomki do Oscara: Newman i Laurie pierwszoplanowe, na drugim Gleason i Scott właśnie. Bardzo lubię też soundtrack z tego filmu - zacny zestaw dusznego, nastrojowego jazzu.
06-02-2022, 22:09
The Greatest show 7/10
Niby nie w moim typie, a na pewno zapamiętam ten film na długo. Może i naiwny, może i przewidywalny i może nie obejrzałbym sam, gdybym nie był z dziewczyną - ale jednak przyjemna bajka Muzyka naprawdę wporządku, tytułowa oraz never enough zapadły mi w pamięć. Słuchać raczej nie będę, no ale nie mogę powiedzieć, że w swojej kategorii jest zły - chociaż wciąż preferuję moulin rouge i ich tango 07-02-2022, 02:36
Złodziej z Bagdadu (1961) - przed seansem tak sobie myślałem: "Steve Reeves to chyba najmniej trafiony casting na Złodzieja. Poprzedni złodzieje odznaczali się cwaniactwem i ulicznym sprytem rekompensując brak mięśni, a tu dadzą Herkulesa w cosplayu MC Hammera." Okazuje się, że Reeves ma mniejszą muskulaturę niż w Herkulesach (gdzieś czytałem, iż specjalnie zmniejszał masę mięśniową, by go nie szufladkowali do ról mięśniaków) i o dziwo nieźle prezentuje (mimo, że wciąż zbyt szeroki) i wygląda jak wykapany Douglas Fairbanks z oryginału. Kręcili to w Tunezji i nawet kilku arabskich aktorów wzięli. Ale na zgodność z faktycznym Bagdadem nie ma co liczyć, choć… janczarzy i kostiumy przywodzące na myśl z Imperium Osmańskie przywodzą na myśl, że akcja dzieje się w okresie gdy Irak był pod panowaniem Osmanów... za dużo myślę i tak na pewno jakiś muzułmanin z tych terenów załamie ręce :). Tu mamy do czynienia remake'em pierwszego Złodzieja z Bagdadu , gdzie głównym złym (tym razem nie Mongoł) jest książę chcący podbić Bagdad, złodziej idzie zdobywać McGuffina na krzywy ryj i księżniczka jest umierająca ze smutku. I quest jest podobny co w 1924 roku - tu magiczne drzewa, płonąca pieczara czy peleryna=niewidka. Realizacja niezła jak na włoski tani film i widać, że kręcono w niektórych prawdziwych plenerach i miejscach. Choć trafi się kilka dość słabych efektów i trochę jest niedomagań aktorskich.
6/10 Złodziej z Bagdadu (1978) - o kurdebełe! Stary film dziejący się na Bliskim Wschodzie i w roli głównej ktoś takowego pochodzenia (tutaj główny henchmen bad guya z Ośmiorniczki)! I tym razem to bad guy jest najbielszy z głównej obsady - generał Zod to koło Araba nie stał :D. Po remake'u film z 1924 roku, czas na remake filmu z 1940 roku. W odróżnieniu od niego to książę jest jednoznacznym tym głównym. Z kolei złodziejem (będącym tym razm dość śliskim typem) jest tu Roddy McDowall, który za cholerę nie przypomina Araba i wygląda jak Pan Tenorek udający guru. Kilka elementów inspirowano się filmem z Fairbanksem, gdzie jest wątek innych zalotników z różnych krajów (jest i Mongoł i spaślak) oraz motyw szukania McGuffina dla księżniczki. Kabir Bedi wypada nieźle jako Taj, McDowall dzięki swemu uroku czyni złodzieja bardziej sympatyczny, Stamp jak zwykle klasa. Za to córka Petera Ustinova (który też tu występuje jako kalif) grać nie umie i dostała rolę dzięki staremu :P. Film wygląda dość biednie, a efekty specjalne przypomina te z Pana Kleksa (momentami muzyka ma nieco elektroniczne brzmienie). Choć kupuję to, że ulice Bagdadu to nie blichtr z hollywoodzkich fantazji, tym bardziej że kręcili to w jakichś autentycznych uliczkach i miejscach. Fajne było to, że kalif wierzy w szczerość Taja i stara być uczciwy (a nie jak w wielu filmach gość wierzy w oczywiste kłamstwa, bo jest amebą). Warto nastawiać na coś takiego jak te filmy baśniowe taśmowo robione w Niemczech straight-to-Puls 2 czy w komunistycznej Czechosłowacji. Jak przytaczam Słowiańszczyznę, to bad guy będący wezyrem (a jakże!) ma te same moce co Kościej Nieśmiertelny. 6/10 07-02-2022, 03:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-02-2022, 03:25 przez OGPUEE.)
Master and the Commander
Powtórka po kilku latach od ostatniego seansu i żadnych zmian w ocenie. Absolutnie perfekcyjny i najlepszy film "marynistyczny" w historii ludzkości. W związku z tym nie ma żadnych wad, a nad zaletami nie ma się co rozwodzić. Kto uważa inaczej stawia się poza nawiasem cywilizowanego świata.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
07-02-2022, 09:31
Playmobil: THe Movie 2019 czyli laurka zrobiona przez firmę Playmobil dla swoich zabawek
Firma wzięła na warsztat swoje zabawki i podobnie jak LEGO czy piekielnie nieudolne Hasbro (poza TFami) postanowiła wykorzystać potencjał aby stworzyć film CGI. I powiem tyle, że oczekiwałem kompletnego "0" ale to takie nie było. Co więcej, to było dobre! Fabuła bazuje na tym, że dzieciaki (chłopak 10 lat i dziewczyna 20, jego siostra i opiekunka) trafiają do świata Playmobile. Pomysł tak sztampowy, że już na starcie facepalmowałem. No ale nic to, oglądam bo może odpali. I odpaliło: Przede wszystkim widać, kto tworzył scenariusz bo to co się dzieje na ekranie to zabawa Playmobil, czyli tak jakby tworzyły go dzieci i podobno tak było. Reżyser i scenarzyści używają całego spektrum zabawek, krain a nawet serii żeby poprowadzić przez zawiły świat dziecięcej zabawy bohaterów. Do tego sama animacja i wykonanie postaci na plus. Więc jest to nieskrępowana zabawa Playmobilem w wersji filmowej. Mi to pasowało, dzieciaki były zachwycone. Zarzut solidny mam do polskiego dubingu - teksty są czasami ostre, czasami zawiłe i ogólnie język używany przez dubingowców jest prostacki. Dupy nie urywa i przez ten lipny początek odrzuca, ale potem jest po prostu swobodna zabawa Playmobilem. Mnie to podpasowało. 6/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
07-02-2022, 09:59
Saint Maud 7,5/10 (a to dużo jako na horror)
Generalnie wcyhodzę z założenia, że horror jest najcięższym gatunkiem - naprawdę ciężko nie zachaczyć o śmieszność i żenadę. Film opowiada historię pielęgniarki, sprawujacej opiekę nad ludźmi w ich ostatnich chwilach/miesiącach życia. Na pewno motyw przewodni jest zaskakujący i o ile pierwsze sceny mogą wprowadzić w człowieku dyskomfort, film rzeczywiście wciąga i ciekawi nas jak to się skończy. Naprawdę, jak na horror, to bardzo dobry 07-02-2022, 20:53
C'Mon C'Mon (2021)
Cenię "Debiutantów" i jako jeden z nielicznych hipsterów na forum spuszczam się nad kinem artystycznym, zatem przeszedłem się na najnowszy film Mike'a Millsa. Ale sympatyczne filmidło. Przez większość filmu głównie słuchamy dialogów o emocjach między podstarzałym Phoenixem (ale on się szybko roztył po "Jokerze"...) i jego ekranowym siostrzeńcem, ale jednak między tym duetem aktorskim czuć tak prawdziwą więź, że aż ogląda się to z przyjemnością. Dzieciak mimo, że zadaje wujowi dość skomplikowane pytania, to zachowuje się adekwatnie do swego wieku i w jego usta nie wciska się filozofii godnej noblisty. Plus trójka świetnych aktorskich kreacji - wiadomo, że Phoenix poniżej pewnego poziomu nie schodzi i fajna ciepła odmiana względem swej poprzedniej oscarowej kreacji, ale dzieciak czy Gaby Hoffmann jako matka wcale gwieździe filmu nie ustępują. Na minus może to, że pod koniec poziom sacharyny lekko przekracza granicę. Przyznam, że świetnie ogląda się te wszystkie czarno-białe ujęcia amerykańskich metropolii i miałem skojarzenia z uwielbianym przeze mnie "Manhattanem" Woody'ego Allena. Osobiście nominowałbym Robbiego Ryana do Oscara, ale niestety raczej nikt w Akademii tego filmu nie widział, bo raczej za artystyczne to, by się wybić w towarzystwie. 8/10 08-02-2022, 13:09 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2022, 08:43 przez Kryst_007.)
CODA (2021)
Totalnie moje kino od pierwszej do ostatniej minuty. Niby unosi się ten sielankowy klimat nadmorskiej mieściny, ale jednak rozgrywa się w tej historii kilka dramatów, każdy angażuje tak samo mocno. Całość okraszona sporą dawką humoru, ale takiego w punkt. Jakkolwiek to nie zabrzmi, to oglądanie kłócących się głuchych ludzi za pomocą migowego to coś, hmm uroczego i satysfakcjonującego. Generalnie cała ta rodzina ma w sobie coś magicznego i innego. Obsada jest super, Emilia Jones pięknie śpiewa, zdjęcia są top. Ogólnie jest to mega fajny feel-good movie. Liczę na sporo nominacji do Oscarów, bo CODA, gdzieś tam jest wymieniana wśród faworytów. 8/10 C'Mon C'Mon (2021) Dobre, ale strasznie przehajpowane. Lubię kino gadane, ale w tym przypadku emocji większych pogadanki głównych bohaterów we mnie nie wzbudziły. Duet na pewno bardzo fajnie dobrany, Phoenix to wiadomo, klasa sama w sobie, dzieciak nie irytuje, co więcej kilka razy pokazuje, że grać potrafi. Myślę, że jak na typowe artsy-fartsy jest to mimo wszystko kino przyjazne - cały czas orbituje przy poważnych tematach, ale nie stroni od rozluźnienia atmosfery jakimś błyskotliwym żarcikiem. Mimo wszystko za rok raczej nie będę już nic pamiętał z tego filmu. Na teraz takie naciągane 7/10. 08-02-2022, 13:26 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 242,967 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,787 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,197 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,446 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,743 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,345 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 721,711 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,155 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 324 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 2 gości |

![[Obrazek: e4c86b134643c1a75ea4cf82f5714d91.jpg]](https://i.ibb.co/QkZRPDg/e4c86b134643c1a75ea4cf82f5714d91.jpg)
![[Obrazek: pKmIapm.jpg]](https://i.imgur.com/pKmIapm.jpg)
Spoiler![[Obrazek: 51k8uMhJvrL._AC_.jpg]](https://m.media-amazon.com/images/I/51k8uMhJvrL._AC_.jpg)






