Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,858
Liczba wątków: 11
Kolor pieniędzy, 1986, rez Martin Scorcese,
Naturalna kontynuacja świetnego Bilardzisty. Jednak moim zdaniem czegoś tu brak: nie do końca kupuję przemianę o 180 stopni głównego bohatera (Newman dalej jest świetny, ale kreowany przez niego Eddie Felson „po przemianie” nie jest już dla mnie tak prawdziwy a cały pomysł ze zwrotem o 180 stopni w podanej widzowi opowieści najzwyczajniej do mnie nie przemówił.), film nie ma już tego klimatu co poprzednik, reżyseria Marty'ego jakoś tutaj nie błyszczy (jakbym nie wiedział że on to zrobił, w życiu bym nie powiedział że to jego film, nie ma tu prawie wcale tego jego "sznytu"). Scenariusz podobno został narzucony Scorcese, bo nie jest jakiś rewelacyjny.
Z szacunku dla Newmana dam 6/10 (choć to nie jest jego najlepszy film na pewno, on dostał za to Oscara?). Film o dwie klasy gorszy niż świetny "Bilardzista".
08-02-2022, 15:34
Stały bywalec
Liczba postów: 18,461
Liczba wątków: 148
tick, tick...BOOM! (2021)
Oscarowego nadrabiania ciąg dalszy.
Nominacja dla Andrew Garfielda? Spoko, lubię gościa, ale nie mam zamiaru zachwycać się tą kreacją. W zasadzie to ja tam widziałem połączenie smutnego Petera Parkera (bez kitu, jak zaczyna gadać z dziewczyną i ma świeczki w oczach to wypisz wymaluj Parker) z bohaterem, którego grał w filmie "Tajemnice Silver Lake".
Sam film? Niestety nie podobało mi się. Naczytałem się tyle o wielkiej autentyczności co do wyrażania uczuć bohaterów i w ogóle emocjach wylewających się z ekranu, a tu ziew. Historia totalnie po mnie słynęła. Nie wiem czy to nie wina trochę tej chaotycznej formy filmu, która chyba miała w jakiś sposób być odzwierciedleniem postaci Larssona i musicalu "Superbia", nad którym pracuje.
5/10
08-02-2022, 19:31
.
Liczba postów: 27,493
Liczba wątków: 60
Lubię musicale, zwłaszcza te starsze, ale tutaj obejrzałem kilkanaście minut i jakoś doszedłem do wniosku, że nieee kupuję tego, nie chce mi się dalej oglądać. Taka reakcja może oznaczać tylko dwie rzeczy: jestem za młody na ten film (dosyć mało prawdopodobne) albo z reżysera jest dupa wołowa, skoro nie potrafi zainteresować widza :)
08-02-2022, 19:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-02-2022, 19:58 przez simek.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,461
Liczba wątków: 148
Vanessa najlepsza w tym filmie <3
W ogóle reżyseria jest dla mnie strasznie toporna i chaotyczna (stawiam, że to akurat było zamierzone przez Mirandę, ale nie pyknęło). Generalnie film jest adaptacją (?) tego znanego monologu rockowego Larsona, w którym opowiada nam o swoim życiu i pisaniu musicalu "Superbia". Film do zapomnienia.
08-02-2022, 20:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-02-2022, 20:34 przez Pelivaron.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
The Witches (od Zemeckisa) - stawiam, że jedyną ideą za remake'em/ponowną ekranizacją było diveristy (nie, nie mam problemu, że dzieciak i jego babcia są czarni!) i girl power. Gdyż film jest bezcelowy, nie umywa się do filmu z Anjelicą Huston i w przeciwieństwie do Fabryki czekolady Burtona zostanie prędko zapomniany. Przy okazji aż dziwne, że przy tej burzy z ektrodaktylią nikt nie czepiał, że tu dzieciak miał mniej szczęścia co jego WASPowy odpowiednik w oryginale, bo tym razem zakończenie jest zgodne z książką.
Właściwie nie jest w połowie straszny czy intensywny - przykładowo retrospekcja o przyjaciółce babci. W wersji z 1990 roku scena jest ta wyjęta jak z horroru i los dziewczynki był dość nieoczywisty. A tu? Dziewczynka zmienia się w CGI-kurę, a scena była przedstawiona komediowo. Kontynuując - u Zemeckisa przemiany w myszy zostały złagodzone, nawet główny hero będąc w kuchni nie ma pociętego ogona jak u Roega. Wiedźmy aż straszyły wyglądem - a tu rozdziawione CGI-szczęki i palce po nieumiejętnym zapalaniu fajerwerków - już się boję :P.
I scenariusz jest niedopracowany. Pierwsza scena z wiedźmą, która W SKLEPIE Z KLIENTAMI chce porwać Charliego. Gdy u Roega (i pewnie u Dahla) wiedźmy się kryły, by nie zostać zdradzonym. Tu Wiedźmistrzyni (propsy dla polskiego tłumacza) oficjalnie działa na czele jakiejś organizacji przeciw biciu dzieci i domaga się... usunięcia dzieci z plaży, bo ją wkurwiają i mówi to tonem nieznoszącym sprzeciwu. Kariery szpiega nie wróżę :P. Poza tym czemu Charlie i Bruno jako myszy mają antropomorfizowane rysy, gdy Daisy wygląda jak wykapany gryzoń bez żadnych ludzkich naleciałości? Sądziłem, że transformacja jest stopniowa, bo Daisy była myszą dłuższy czas. A na końcu filmu dorosły główny bohater, nadal będący myszą, ma nadal ludzkie rysy twarzy i nawet siwą bródkę.
Efekty specjalne to jeden wielki syf. Pal licho słaby design wiedźm i wszechobecne CGI-zwierzęta (jebać animalsów). CGI jest tu tak słabe i oczywiste, że aż wygląda to jak film animowany. Banałem będzie powiedzenie, że film z 1990 roku i praktyczne efekty od Jima Hensona do tej pory się trzymają.
W Wiedźmach 2020 AD najlepiej wypadł polski dubbing.
1/10 (głównie za Octavię Spencer)
PS. Akcja dzieje się w latach 60. W USA. Czy było możliwe, by niemajętni Afroamerykanie mogli zamówić pokój w bogatym hotelu, w którym goszczą biali bogacze?
EDIT: Jedno mi się przypomniało. Gdy Wiedźmistrzyni zmienia się w szczura, zostaje przymknięta pod jakiś kloszem i książkami przez babcię. Ta wypuszcza kota w klatce i wychodzi na luzaku, by sierściuch załatwił robotę. Eee... trochę mało odpowiedzialne. Wiedźmistrzyni to wiedźma level master, która na pewno ma kilka sztuczek w asie. Na miejscu bohaterów bym osobiście czekał na miejscu i upewnił, że babsztyl zdechł na 100%.
08-02-2022, 21:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2022, 18:02 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Zemeckis to się skończył w 2000 r. Począwszy od Ekspresu Polarnego rzuca w nas głównie kiepściawą animacją. Powtórzę wyczyn Wernera Herzoga ze zjadaniem własnych butów, jeśli jego Pinokio nie okaże się być kolejnym kłującym w oczy barachłem.
Tym razem dobrze wcelowałem w temat :)))
08-02-2022, 22:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-06-2022, 18:46 przez Kryst_007.)
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,858
Liczba wątków: 11
Werdykt, rez Sydney Lumet, 1982
Podupadły prawnik-alkoholik rozgrywa swoją sprawę życia aby wydobyć się z gówna w jakie go jego branża wrzuciła. Po 25 latach Lumet znowu udaje się na salę sądową, aby tym razem, spojrzeć inaczej trochę na instytucję ławy przysięgłych - podczas gdy w arcydziele "12 angry men" ława całkowicie oparła się sile dowodów i argumentacji, tutaj jest trochę inaczej. Geniusz Lameta polega na tym, że oni nie krytykuje TOTALNIE idei ławy przysięgłych, ale też dostrzega zalety tego pomysłu osądzania ludzi. Tak jak by mówił nam: nie należy szukać prostych rozwiązań, być może właśnie do takich spraw jak poruszana w Werdykcie ławnicy są jak najbardziej potrzebni, do spraw o zabójstwo - już mniej przydatni itp. Nie będę pisać więcej, bo film trzeba zobaczyć.
Kapitalny jest Newman (to chyba jego najlepsza rola?) w pokazywaniu jak można upaść w swoim środowisku i jakimi pobudkami się kierować, mimo że trochę inaczej pewnie miało to wyglądać na początku kariery prawnika. Jego przemiana jest wiarygodna. Lumet chyba lubi takie sprawy jak jeden sprawiedliwy walczy z systemem (Serpico), tutaj mamy jeszcze wiarygodne wytłumaczenie dlaczego Frank Galvin stał się taki a nie inny.
Bardzo dobra reżyseria (choć film nie trzyma aż w takim napięciu jak 12 Angry men), dobre zdjęcia, oszczędna ale dobra muzyka, scenariusz Mameta, dobre dialogi. Bardzo ciekawa postać kobieca.
W filmie wypatrzyłem 2 aktorów z 12 Angry Men: biskup oraz oczywiście przyjaciel Franka. Jest też Bruce Willis na widowni w sądzie ;)
Końcówka filmu (z dzwoniącym telefonem) istny majstersztyk - każdy sam może sobie dopisać zakończenie. Wg mnie: telefon nie zostaje odebrany, bo dla Franka ważne było to aby jego działalność miała SENS, a jego kochanka chciała życia BEZ SENSU, bez zasad, zachowywała się jak ZWIERZE, czyli kierowała się oportunizmem w życiu. Tych dwóch wewnętrznych światów nie da się połączyć uczuciem: to by długo nie przetrwało. Być może ona chciała się zmienić: nie odbierajmy jej tego, miała wyrzuty sumienia, tak ja to odbieram, jednak już za późno było na wskrzeszenie związku: być może dzięki reakcji Newmana (nie odebrał telefonu) nauczy się że pewne swoje haniebne postępowanie ma swoje NIEODWRACALNE konsekwencje, że pewnych sytuacji nie można "ot tak" wymazać z pamięci, że nie należy bawić się życiem kosztem innych itd. Wartości, które nadały po wielu latach stagnacji sens życiu Franka, zostały niejako zepchnięte na bok przez jej zachowanie. W związku z tym nie powinna była ona nawet dzwonić do Franka po zakończeniu sprawy. Wykonując ten ruch, ujawniła swoją słabość.
Scena ta nadaje filmowi gorzkiego posmaku, sprawia, że film "siedzi" w nas jeszcze długo po jego zakończeniu. Udziela nam niejako odpowiedzi na pytania - jak postępować w życiu, i co nas spotka, gdy sprzeniewierzymy się swojej wizji świata sprawiedliwego, wolnego od kłamstwa i obłudy?
Ocena 9/10, film nadaje się do powtórnego obejrzenia.
09-02-2022, 20:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2022, 14:12 przez Doppelganger.)
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,775
Liczba wątków: 4
Film bardzo dobry, ale to w zasadzie koszerna (glowni gracze), antykatolicka propagandowka.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
09-02-2022, 20:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-02-2022, 20:21 przez Bucho.)
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,858
Liczba wątków: 11
A czy te potezne kancelarie ktore graly po zlej stronie mocy to nie byli też Żydzi? Takie chyba zdanie padlo w filmie.
09-02-2022, 20:36
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,775
Liczba wątków: 4
Tego nie pamietam, bo film widzialem pewnie z dekade temu, ale rzeczywiscie moglo tak byc - ot, wentyl bezpieczenstwa w sprawie krytyki o bycie antykatolickim filmem.
Natomiast sposob w jaki pokazano KK oraz w zasadzie kryminalno-mafijne i niemoralne dzialania byl tak jednoznaczny, i oczywisty, ze nawet wtedy, zanim zaczal interesowac mnie wiadomy temat, wydawalo mi sie to celowym, i zajadlym atakiem ukierunkowanym ideologicznie.
Teraz mierze sobie te rzeczy tak, czy ten film by przeszedl, gdyby ta zla strona byla ta koszerna. I tyle w temacie :)
No, ale film i rola Newmana w pytke.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
09-02-2022, 20:48
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2022, 02:29 przez Bucho.)
Stały bywalec
Liczba postów: 1,048
Liczba wątków: 0
(09-02-2022, 20:03)Doppelganger napisał(a): Końcówka filmu (z dzwoniącym telefonem) istny majstersztyk - każdy sam może sobie dopisać zakończenie.
To prawda. Ostatnia scena jest zajebista. Pierwszy raz ten film widziałem w zeszłym roku i pod koniec obawiałem się jakiegoś debilnego misiaczkowania w zakończeniu, ale na szczęście twórcy postanowili być konsekwentni do końca i bardzo dobrze, bo ten finał podnosi wartość całości.
09-02-2022, 22:54
.
Liczba postów: 27,493
Liczba wątków: 60
King Richard - Przyznam od razu, że podchodziłem do filmu jak pies do jeża, ale tliła się nadzieja, że może jednak te nominacje nie są za nic i to jest po prostu dobry film. Otóż nie jest. Jest gorzej niż myślałem, przecież to 100% hagiografia i to taka, która dociska pedał gazu mocniej z każdą sceną. Wciąż nie mogę wyjść z szoku jak bardzo schematyczny, popadający w banały jest to scenariusz.
Rola Smitha jest niezła, ale tutaj nawet nominacja to gruba przesada, bo ta postać jest tak jednowymiarowa jak się tylko da: prze do przodu, zawsze ma rację, nigdy się nie cofa, a cierpienie go tylko uszlachetnia. Nominacja dla jego ekranowej małżonki już bardziej sensowna. 4/10
O matko boska! Elswit do tego robił zdjęcia? Po prostu nie wierzę, na pewno dał to do nakręcenia jakiemuś zaprzyjaźnionemu studentowi a sam wziął kasę za użyczenie nazwiska.
10-02-2022, 00:37
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2022, 00:40 przez simek.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Kuźwa. Dopiero teraz się kapnąłem, że to dzieło Elswita. Ten "rozwód" z PTA póki co na dobre mu nie wychodzi.
10-02-2022, 08:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-06-2022, 18:47 przez Kryst_007.)
.
Liczba postów: 27,493
Liczba wątków: 60
The Eye of Tammy Faye - Film z gatunku tych, które powinny być miniserialem, bo fabuła obejmuje bez mała 40 lat i siłą rzeczy przeskakuje ważne fragmenty w rozwoju postaci. Parę razy miałem takie "ok, ale jak oni się tutaj znaleźli, jak do tego doszli?". W każdym razie film jest dosyć fajny, energiczny, nie można się nudzić, ale ostatecznie jest to raczej pierdolnik z mnóstwem wad i dziwnych decyzji z charakteryzacją na czele: z twarzą Chastain dzieją się cuda, a Garfield z lat 60. różni się od tego z 90. kilkoma siwymi włosami, a matka Tammy właściwie niczym :p
Oczywiście ciężko nie odnieść wrażenia, że film powstał jako narzędzie mające przynieść Chastain Oscara i w sumie nie pogniewał bym się, gdyby go dostała, bo to kawał roli, może nie wybitnej, no ale o wiele gorsze były już nagradzane statuetką. Ciekawy jest występ Garfielda: wg mnie kiepski, bo w kluczowych, mocnych momentach ja się zastanawiałem, czy to Garfield nie potrafi pokazać tych emocji, czy jego postać ma z tym problem i tak miało być. A może to wyrachowanie Jima Bakkera i on tylko udawał, dlatego to wypada tak dziwnie? Można dyskutować, ale dla mnie aktor powinien to zagrać tak, żebym jako widz nie był skonfundowany, tylko żebym wiedział co się dzieje.
Ocena, powiedzmy, że takie 5,5/10, przy czym potrafię sobie wyobrazić, że w innej (lepszej) rzeczywistości to ten film zgarnia tyle nominacji co King Richard, a King Richard żadnej.
10-02-2022, 23:20
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,858
Liczba wątków: 11
Straight Out of Compton, reż. F. Gary Gray, 2015
Kalifornia, lata 80. Wywodząca się z ulic Compton grupa NWA rewolucjonizuje kulturę hip-hopu. Biografia legendarnego Niggaz wit Attitudes, ojców chrzestnych gangsta-rapu.
Nie wiedziałem za wiele o historii NWA, znałem tylko Dr. Dre i Ice Cube'a. Film przybliżył mi historię tamtych czasów i klimaty które lubiłem jak miałem te 15 lat.
Film ogląda się świetnie: ma kapitalne wprowadzenie w historię, super tempo, mnóstwo zajebistej muzy z tamtych czasów, fantastycznie dobrani aktorzy do ról (Easy E i Ice Cube) + Paul Giamatti w roli chciwego Żyda. No i ma świetny klimat. Dopóki nie sprawdziłem kto grał Ich Cube'a nie mogłem zrozumieć jak ktoś może tak dobrze odwzorować oryginalną postać. Teraz wiem że to pod prostu syn grał ojca. Wyszło rewelacyjnie, on zachowuje się właściwie jak Ice Cube w Boyz 'n' Hood.
Fajnie że każdej znaczącej postaci z tamtych czasów poświęcono chwilkę (Tupac, Snoop Dogg itp)
A Ice Cube to był zawsze kozak, to jest prawdziwy diss a nie dramy na fejsie:
Świetny kawałek, świetny tekst. Ice Cube miał talent i charyzmę i nie był nigdy głupi. No i te jego jazdy po Żydach, @Buch widziałeś jak Paul Giamatti zagrał od razu kartą antysemityzmu? :D
Wielka szkoda że nie było tego wątku, tego dissu:
ale jednym z producentów był Dr. Dre więc...
Bardzo dobra rzecz, 8/10
11-02-2022, 12:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-02-2022, 14:16 przez Doppelganger.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Różowa Pantera (1963)
Ogląda się przyjemnie, ale - tu zabrzmię jak typowy przedstawiciel milenialsów - raczej nie bawi już to tak jak mogło te 60 lat temu. Capucine i Claudia Carrdinale lśnią na ekranie urodą, Cortina d'Ampezzo krajobrazami, a legendarny motyw muzyczny Manciniego nadal kopie dupę, no ale jako komedia to nie spowodowało to u mnie bólu brzucha.
Humor? No parę razy się szczerze zaśmiałem, ale w dużej mierze opiera się on na najzwyklejszym slapsticku. Nawet Peter Sellers jako Clouseau dostaje tu zaskakująco biedny materiał i jego rola polega na ciągłym potykaniu się w tle. Nic dziwnego, że tak bardzo nie był zadowolony z tej kreacji, mimo że uczyniła go legendą. Niven się stara, tylko szkoda że w sir Charlesie Lyttonie za dużo jest ślamazary, a za mało (i to zdecydowanie) charyzmatycznego masterminda. Najzabawniejsza scena to IMO finałowy pościg przedstawiony z perspektywy znudzonego tubylca. ;) No i warto też rzucić okiem dla tej piosenki Fran Jefferis.
6/10
Podobno sequele jednak dużo lepsze od pierwszego filmu (licząc jedynie te z udziałem Sellersa) i Closeau ratuje w nich swój honor jako bohater komediowy. Na stan obecny to powiem, że lepszym wspólnym owocem duetu Edwards-Sellers jest późniejsze "The Party".
12-02-2022, 21:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-02-2022, 22:04 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,461
Liczba wątków: 148
Bigbug (2022)
"Panie Jeunet, weź no nakręć Pan film o pandemii koronawirusa, tylko taki wie Pan, co by można było powiedzieć, że to Pan" - tak chyba brzmiało zlecenie dla francuskiego, bądź co bądź, kultowego reżysera.
Ma to kilka fajnych pomysłów, ale wszystko jest tak sterylne i tak ładne, że aż trudno ten film zestawić z nazwiskiem Jeuneta. Tak naprawdę znam jego twórczość tylko i wyłącznie do "Amelii" i jednak nie tak zapamiętałem jego styl. Wizualnie to bardziej przypominało, nie wiem, kino familijne dla młodszych widzów, aczkolwiek efekty specjalne należy pochwalić bo są naprawdę ładne. Roboty, szczególnie Einstein, wyglądają całkiem porządnie.
A zacząłem tą pandemią, bo alegoria historii prezentowanej przez Jeuneta nasuwa się sama. Jeszcze bardziej niż u McKaya w "Nie patrz w górę". Nawet na koniec filmu reżyser pozwala sobie rzucić dowcipem, że czeka ich kolejny lockdown z powodu Covid-50 :)
"Bigbug" jak na komedię jest nieśmieszny, jak na kino rozrywkowe zbyt nudny, jak na przestrogę przed technologiami zbyt wtórny. Zły robot Yonyx to podróbka RoboCopa :D
3/10
PS Claire Chust fajna dziewczyna :)
12-02-2022, 23:12
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-02-2022, 23:14 przez Pelivaron.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
(12-02-2022, 21:49)Kryst_007 napisał(a): raczej nie bawi już to tak jak mogło te 60 lat temu.
Podobno sequele jednak dużo lepsze od pierwszego filmu
To zawsze był film bardziej przyjemny niż zabawny - pod tym względem sequele faktycznie lepsze (poza "Na tropie", które jest jedną wielką retrospekcją i "Synem" - niemniej ten ostatni warto obejrzeć dla dwóch scen). Co nie zmienia faktu, że finał z pościgiem jest wyborny.
13-02-2022, 02:44
Stały bywalec
Liczba postów: 6,766
Liczba wątków: 6
Coda - zachęcony nominacją do Oscara i przede wszystkim entuzjastycznymi opiniami Pelivarona i michaxa, postanowiłem rzucić okiem i zdecydowanie nie podzielam ich entuzjazmu. Film leży moim zdaniem przede wszystkim na poziomie scenariusza. Wygląda to jakby scenarzystka odhaczała po kolei typowe dla takich fabuł puzzle. Pół biedy. Ale dawno nie widziałem filmu, w którym byłoby to tak ewidentne i przede wszystkim wykorzystane w tak banalny sposób. I już nawet nie chodzi o to, że absolutnie każdy wątek jedzie po boleśnie przewidywalnych torach. Już na poziomie poszczególnych scen jest to taki banał... jakbym oglądał animację dla dzieci z drugiej ligii (bo takie pixary są sto razy inteligentniejsze i urokliwsze) w niskobudżetowym, sundance'owym przebraniu. Przy scenie, w której nauczyciel pyta o to, co laska czuje jak śpiewa zawyłem z zażenowania. Bez kitu. Znacie bardziej oklepany motyw w takich historiach? I widzieliście, żeby był rozegrany w bardziej tandetny sposób? Zreszta postać nauczyciela to jest też niezly scenariuszowy klocek na grubo ciosany. Reszta nie lepiej. Urocza, dziwna, ale kochająca się rodzina była w stu innych filmach lepiej napisana. Szczególnie ojciec przekracza moim zdaniem granicę karytakury. No a żarty z migania? No kurde, też najwieksze banały. Ze wiecie słyszący się "przejezyczy" i pokaże, że milo ich ruchać zamiast, że milo ich poznać. Albo taliego mu psikusa zrobią, że pokaże dupa zamiast zupa. No boki zrywać. Już pominę takie mniejsze scenariuszowe głupotki jak nauczyciel muzyki w szkole na zadupiu z zajebistą chatą (czepiam się?), ale dobra, może odziedziczył albo żyje z jakichś tantiem za studyjną robotę. Gorzej z akcją, jak rybak od pokoleń, który pół życia spędza na kutrze, na tych samych wodach, raz wypływa bez córki (bez której sobie radził przed jej urodzeniem) i wypływa gdzieś, gdzie nie powinien pływać, zwija go straż przybrzeżna...
Większość powyzszego bym może przełknął, ale aktorstwo też bez rewelacji, główna bohaterka robi co prawda co może i jest całkiem spoko, ale z gówna bata nie ukręcisz. Chemia miedzy bohaterami (w tym w wątku miłosnym) słaba.
Ogólnie ani to urocze, ani ciekawe, ani wzruszające. Technicznie też bez szału. 3 może 4 na 10.
13-02-2022, 14:57
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Dom mrocznych sekretów - rozwiedziona przeprowadza na typowe amerykańskie przedmieście, gdzie jej sąsiadką jest psychopatyczna Grażyna o morderczych skłonnościach. Dość niezła produkcja telewizyjna ze znakomitą Patty McCormack w roli sąsiadki. O tyle fajne, że jej postać mimo bycia antagonistką wzbudza nieco sympatii backstory z powodu tragedii jaką ja spotkała i nie została pokonana w jakiś kliszowy sposób.
5/10
Kot (tj. francuski film z 1971 roku, a nie to gówno z Myersem) - chciałem to zobaczyć, ze względu na to, iż za dzieciaka widziałem początek filmu bodaj z tytułem Kot, gdzie był stary, ponury i smutny i skupiał na kitku. Ale chyba to był inny filmy. No, ale zdecydowałem się na seans. W liceum i wczesnych studiach na ten tytuł bym pewnie pluł, że psychologiczne snujowate blubry dziejące na francuskim Śląsku i tylko snoby nim zachwycają. Ciągłe dialogi pojawiają dopiero w 18 minucie filmu. Pierwsze co uderza, to film uświadamia jak Polska przez komunę jest zacofana o 20 lat. W latach 70. francuskie kamienice były brzydkie, zaniedbane i ginęły w gąszczu coraz to nowych brzydkich szklanych wieżowców, jak w Polsce lat 90. :). Anyway - z autopsji powiem, że Kot trafnie uchwycił brak miłości w zbyt długo trwającym małżeństwie oraz wynikająca z tego niemożność sensownego zakończenia związku. Ładne przejścia montażowe ukazujące retrospekcje z młodzieńczych lat oraz ten kadr podsumujący clue fabuły:
8/10
14-02-2022, 02:02
|