Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
K I M I
Farbowana na niebiesko, cierpiąca na autyzm i obsesyjnie przestrzegająca antycovidowych restrykcji juleczka-alternatywka, pracując zdalnie dla korporacji z sektora IT, odkrywa przypadkiem MORDERSTWO. Zgłasza to kierownictwu, czym podpisuje na siebie wyrok śmierci. Myślałem, że film będzie gówniany, ale obejrzałem do końca i stwierdzam, że to najlepszy Soderbergh ostatniej dekady. Fajny, zgrabny kryminał/thriller z minimalnym budżetem i scenariuszem Davida Koeppa.
Darius: Witaj, gorąca laseczko!
- Nie możesz tak do mnie mówić.
Darius: Spokojnie, jestem w Rumunii. U nas MeToo będzie za jakieś 50 lat.
:)
7/10
14-02-2022, 11:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-02-2022, 11:34 przez Mental.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,510
Liczba wątków: 148
(14-02-2022, 11:34)Mental napisał(a): Darius: Witaj, gorąca laseczko!
- Nie możesz tak do mnie mówić.
Darius: Spokojnie, jestem w Rumunii. U nas MeToo będzie za jakieś 50 lat.
Coś co w idealnym świecie powinno nazywać się oscarowym scenopisarstwem :D
14-02-2022, 11:36
NUMA Director
Liczba postów: 2,092
Liczba wątków: 2
(12-02-2022, 21:49)Kryst_007 napisał(a): Różowa Pantera (1963)
Podobno sequele jednak dużo lepsze od pierwszego filmu (licząc jedynie te z udziałem Sellersa) i Closeau ratuje w nich swój honor jako bohater komediowy. Na stan obecny to powiem, że lepszym wspólnym owocem duetu Edwards-Sellers jest późniejsze "The Party".
Sequele są lepsze :) Drugi jest "Strzał w ciemnościach", ale tak naprawdę dopiero od następnego zaczyna się jazda. Przy czym mam tu na myśli "Powrót Różowej Pantery", a nie "Inspektora Clouseau" z Alanem Arkinem, bo to jest taka nieoficjalna część cyklu).
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
14-02-2022, 11:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-02-2022, 11:38 przez Dirk.)
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,456
Liczba wątków: 5
(12-02-2022, 21:49)Kryst_007 napisał(a): Podobno sequele jednak dużo lepsze od pierwszego filmu (licząc jedynie te z udziałem Sellersa) i Closeau ratuje w nich swój honor jako bohater komediowy. Na stan obecny to powiem, że lepszym wspólnym owocem duetu Edwards-Sellers jest późniejsze "The Party".
Owszem, późniejsze filmy są dużo lepsze. Ale to dość specyficzne kino.
Tak jak kiedyś z de Funesem, za młodu uwielbiałem, dziś ciężko by mi było obejrzeć cały film.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
14-02-2022, 11:58
Stały bywalec
Liczba postów: 12,507
Liczba wątków: 29
Zorro (1975) - po Hollywoodzie to pora na europejską wersję Lisa (dokładnie włosko-francuską). Dość niecodzienna interpretacja, bo film wita nas jakąś wesołą piosenką prędzej pasującą do jakiejś komedii z Budem Spencerem niż do filmu płaszcza i szpady osadzonego w epoce. W tej wersji Zorro też ma mało wspólnego z oryginałem McCulleya, bo Diego jest tu jakimś łotrzykiem aniżeli szlachcicem (w ogóle nie kojarzę, by padło jego nazwisko).
Trochę połączenie XVIII-wiecznej scenerii z brutalnością spaghetti westernu. OK., krew nie leje się hektolitrami i w polskich kinach leciał bez ograniczeń wiekowych, jednak wersja ta jest dość gritty i surowsza w porównaniu z innymi produkcjami o Zorro, które widziałem. Trupy już padają w pierwszych minutach filmu, główny zły podczas treningu szermierki zabija i poważni rani przeciwników. Oczywiście Zorro jak walczy z Garcią, to jest komediowo (bo nie oszukujmy się - Garcia to nie jest wymagajacy przeciwnik), ale w przypadku Huerty i twardszych zawodników jest poważny i bezwzględny. Końcowy pojedynek jest dość intensywny - mniej wesołego machania szpada w takt chwytliwej muzyki, a dość długa wyczerpująca walka w ciszy przerywana ujęciami niczym u Siergio Leone. Plus jestem pewien, że Garcia zginął - niby spadł do jakiejś studni, bo było słychać plusk, ale nie zdziwiłbym się, że odleciał do raju.
Alain Delon już ma ciuch jak Guy Williams (choć przypominający tradycyjny hiszpański strój), lecz w tej wersji nie ma wąsa i wygląda jak Antonio Banderas w Masce Zorro.
Realia Nowej Hiszpanii zapewne wierniej oddane, jako że Włosi i Francuzi znają lepiej sąsiada plus kręcono to w Hiszpanii. Sporo tu też czarnoskórych uwzględniając fakt istnienia zambo, ale to były dobre niepoprawne czasy, bo Murzyni są tu jako służący arystokracji i randomowi statyści, a jedyny istotny czarny bohater (mały chłopiec, który zapoznaje Diega z znakiem Zorro) w całym filmie łącznie występuje jakieś 5 minut.
Co lepiej romans wchodzi dosyć późno i wcale go dużo nie ma, bo wiadomo że widownia idzie na fechtunki Zorro (i Delona), a nie jakieś romansidło.
Niestety, gryzą tu randomowe wstawki komediowe czy motyw ciotki Miguela sypiającej z niemieckim oficerem, które pasują do surowości tego filmu jak pięść do oka. Delon, choć świetny jako Zorro i pasuje do roli awanturnika, udając zniewieściałego lalusia podchodzi pod parodię. Plus psa ewidentnie dubbingował jakiś włosko-francuski Frank Welker. I jednak mógł być krótszy.
Nie mniej jednak dość ciekawe podejście do Zorro - głównie przez swą surowość i z pewnością mogę zarekomendować fanom postaci.
7/10
14-02-2022, 22:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-02-2022, 22:46 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,055
Liczba wątków: 8
(14-02-2022, 11:58)Dr Strangelove napisał(a): (12-02-2022, 21:49)Kryst_007 napisał(a): Podobno sequele jednak dużo lepsze od pierwszego filmu (licząc jedynie te z udziałem Sellersa) i Closeau ratuje w nich swój honor jako bohater komediowy. Na stan obecny to powiem, że lepszym wspólnym owocem duetu Edwards-Sellers jest późniejsze "The Party".
Owszem, późniejsze filmy są dużo lepsze. Ale to dość specyficzne kino.
Tak jak kiedyś z de Funesem, za młodu uwielbiałem, dziś ciężko by mi było obejrzeć cały film.
Przypomniałem sobie cały cykl kilka lat temu i ciągle dobrze się ogląda, a niektóre z filmów widziałem pierwszy raz.
Różowa Pantera to dobra komedia kryminalna, która ma kilka wspólnych elementów z serią francuską o Fantomasie, a pierwszy Fantomas miał premierę chyba rok po Różowej Panterze. Chodzi mi o to że drugoplanowe postacie z obu cykli widownia pokochała bardziej od głównego bohatera i to drugoplanowe postacie w kolejnych filmach wyszły na plan pierwszy, a aktorzy stali się gwiazdami (w przypadku De Funesa to też dzięki pierwszemu Żandarmowi, który leciał mniej więcej wtedy co pierwszy Fantomas).
Więc jak ktoś pierwszy raz ogląda RP to może się zdziwić, że pierwsze skrzypce wcale nie gra Sellers, ale David Niven (kolejne powiązanie z Fantomasem, że gra złodzieja o podobnym pseudonimie jak tytułowy bohater francuskiego filmu) i Claudia Cardinale. Zaskakujące dla mnie też było to, że to nie jest tak zwariowany film jak inne komedie Edwardsa, nie tylko następne z serii o Clouseau i Przyjęcie z Sellersem oraz (chyba mniej znany) Wielki wyścig z Curtisem i Lemmonem, jakby twórcy badali teren na ile szaleństw mogą sobie pozwolić. Ocena: 7/10.
A Shot in the Dark (1964) – chyba najmniej znana część cyklu, a przynajmniej przeze mnie, bo to był mój pierwszy seans, chyba nawet powtórek w telewizji za wiele nie było, bo żadnej sceny z tego filmu nie kojarzyłem. Nie porusza film żadnych wątków z pierwszej części tylko skupia się na nowej sprawie, tym razem morderstwie. Większość rzeczy znanych z cyklu pojawia się tu pierwszy raz jak nienawidzący Clouseau jego szef (znakomity Herbert Lom) czy służący Azjata Kato, który w najmniej spodziewanym momencie atakuje inspektora w ramach treningu.
Jak mnie pamięć nie myli jest to też jedyny film,, gdzie nie ma motywu Manciniego z którego znana jest ta franczyza. Choć i bez głównego motywu muzyka Manciniego bardzo daje radę, ale to wiadome, bo Mancini to mistrz. A co do filmu to pomimo świetnej gry Sellersa i dobrej reżyserii Edwardsa, który jest specjalistą od tego typu komedii to Strzał w ciemności oceniam niżej jak Różową Panterę. Przyzwoita robota, ale nic więcej. Ocena: 6/10.
The Return of the Pink Panther (1975) – trzecia odsłona to o wiele film lepszy jak poprzednie dwa epizody. Jest to kontynuacja pierwszego filmu, bo tym razem historia dotyczy ponownie tytułowego diamentu i pojawia się też Charles Litton, w którego tym razem wcielił się Plummer zastępując Davida Nivena – trzeba przyznać że dobrze wypadł.
Sellers wydaje się być jeszcze lepszy w głównej roli jak w poprzednich częściach, niektóre dowcipy słowne i gagi sytuacyjne przeszły do klasyki kina już. A Herbert Lom w roli znerwicowanego szefa inspektora Dreyfusa jest w tych swoich tikach nerwowych i nienawiści do podwładnego równie genialny co Sellers. Bez Sellersa nie ma Różowej Pantery, ale to samo można powiedzieć o Dreyfusie, bez którego też trudno sobie te filmy wyobrazić. No i jak zawsze świetna muzyka niezrównanego Manciniego, nie tylko główny motyw, tylko ogólnie soundtrack. Ocena: 8/10.
The Pink Panther Strikes Back (1976) – dla mnie najlepsza część z całego cyklu. Kompletnie zwariowany scenariusz, pierwszorzędna muzyka Manciniego oraz niezawodni Sellers (nie wiem jak to robi aktor, że jego postać nie irytuje) i równie dobry Herbert Lom jako Dreyfus. Film wyraźnie inspirowany klasycznym filmami z agentem 007 tylko, że za złego, który ma plan zniszczenia ludzkości robi były szef Clouseau, a w roli agenta 007 mamy Clouseau. Nawet jak w filmach z Bondem mamy tutaj dziewczynę (agenta) Clouseau. No i okazało się że jedna z zabawniejszych scen z Zabójczej broni 4, czyli sekwencja u dentysty jest ściągnięta z tego filmu. Ocena: 8.5/10.
Revenge of the Pink Panther (1978) – podobał mi się film, ale odniosłem wrażenie, że w tej części Sellers był już zmęczony rolą policjanta, któremu idealnie by się współpracowalo z Frankiem Drebinem z Nagiej broni. Jeśli rzeczywiście z czasem zaczął nienawidzić tą rolę to wydaje mi się, że akurat na etapie kręcenia właśnie tej części, ale poziom wciąż film trzyma. Ale nawet Lom jako Dreyfus nie szarżuje tak jak w poprzednich częściach. Zemsta Różowej Pantery nie dorównuje najlepszej czwartej części, ale i tak jest to wciąż dobra zwariowana zabawa z kilkoma świetnymi pomysłami jak np. parodia Ojca chrzestnego. Ocena: 7/10.
Trail of the Pink Panther (1982) – film nakręcony dwa lata po śmierci Sellersa jest hołdem złożonym komikowi. Przez 30 minut mamy połączenie sekwencji nowych ze scenami wyciętymi z części poprzednich, a później wywiady przeplatane sekwencjami znanymi z poprzednich filmów. Ciężko jednoznacznie ocenić film sklejony scenami z poprzednich filmów, a jednocześnie stanowi pożegnanie ekipy z Sellersem. No i mimo tego że bawi w scenach, które nie znalazły się w poprzednich filmach, to jednak z Na tropie Różowej Pantery przebija smutek. Ciężko takie filmy się ocenia, które są pożegnaniem, ale moim zdaniem na więcej jak 5/10 nie zasługuje. Chyba byłoby lepiej gdyby Blake Edwards nakręcił laurkę dla Sellersa jako dokument mu poświęcony.
Curse of the Pink Panther (1983) – film, który powstawał w tym samym czasie co poprzednia część. Jest to kontynuacja Trail of the Pink Panther opowiadająca o próbie rozwiązania sprawy zaginięcia Clouseau do której zostaje zaangażowany policjant z Nowego Jorku wylosowany przez komputer, który wybrał z grona wszystkich policjantów na świecie osobę, która stosuje podobne metody pracy co zaginiony inspektor. Ted Wass stara się jak może w roli amerykańskiego gliniarza Sleigha, ale nie daje rady. Sellers każdą scenę pokazującą głupotę Clouseau oraz wypadki w jakie się pakował grał z ogromną łatwością, jak coś naturalnego, a amerykańskiemu odpowiednikowi Clouseau to się nie udaje.
Jedyny powód dla jakiego można obejrzeć Klątwę Różowej Pantery to dla Rogera Moore’a w roli Clouseau po operacji plastycznej udającego Rogera Moore’a. I to co nie udało się tak dobrym aktorom jak Alan Arkin i Steve Martin, którzy też grali Clouseau, to udało się Świętemu gdyż 007 idealnie naśladuje rolę Sellersa. Podobno Edwards chciał go obsadzić w kolejnych częściach i widać po tym małym epizodzie, że wpasował się świetnie w klimat filmu, ale czytałem, że rodzina Petera Sellersa nie zgodziła się na to. A film jako całość to podobnie jak poprzednia część jest na średnim poziomie, 5/10.
Son of the Pink Panther (1993) – miłe zaskoczenie gdyż o wiele lepiej się bawiłem jak na dwóch poprzednich filmach. Najważniejsze, że Roberto Benigni nie próbuje naśladować Petera Sellersa, mimo grania syna Clouseau, tylko gra w swoim stylu, który może się podobać albo nie, ale mnie podobał się w roli Clouseau juniora, idealnie się wpasował się w świat cyklu Blake Edwardsa (złota malina dla niego to przesada). Fajna komedia sensacyjna. Choć przez pierwsze 20 minut odnosiłem wrażenie jakbym oglądał zapomniany klasyk kina akcji z lat 80/90. Efekt taki powodował też występ Roberta Davi jako jednego ze złoczyńców. Ocena: 7/10.
Cały cykl z inspektorem Clouseau miejscami przypomina mi filmy o Bondzie, np. akcja przenosi się często z kraju do kraju, Dreyfus robi za złego w typie Blofelda znanego z filmów o 007, tylko że zamiast inteligentnego i niezniszczalnego Jamesa Bonda mamy bohatera nie grzeszącego inteligencją i pakującego się w kłopoty, ale tak samo niezniszczalnego jak agent Jej Królewskiej Mości.
A co do de Funesa to nigdy nie przepadałem za całą serią o Żandarmie, nawet nie wiem czy widziałem wszystkie części, ale to może być wina tego jak często te filmy puszczane były i są w telewizji (nawet chyba ostatnio były na którymś z kanałów). Po prostu przejadły mi się, ale za to nie mam problemu z innymi filmami z de Funesem, zarówno z tymi największymi hitami, ale też mniej znanymi. Nie raz powtarzałem i cały czas dobrze się na nich bawię. Moimi ulubionymi są Zwariowany weekend (choć akurat w tym filmie to najlepszym gagiem jest scena kazania w kościele, w której De Funes siedzi grzecznie w ławce i nie on jest najważniejszy w tym dowcipie, tylko ksiądz, któremu ambona się rozpada), Wielka włóczęga (nie dość że dobra komedia, to świetne przygodowe kino i też trochę taka wcześniejsza wersja Allo, Allo!), Przygody rabina Jakuba, Kapuśniaczek, Wielkie wakacje. Nie gorsze są Oskar (choć remake ze Stallone też lubię), Gamoń, Sławna restauracja, Mania wielkości, Skrzydełko czy nóżka, Człowiek z tatuażem, Panowie dbajcie o żony, Skąpiec. Chyba najmniej, oprócz Żandarmów, podobają mi się Zawieszeni na drzewie, Człowiek orkiestra (choć uwielbiam scenę jak kiwa głową razem ze swoimi artystkami, to chyba w tym filmie było), Hibernatus i seria z Fantomasem.
A wcześniejszych filmów, czyli przed pierwszym Żandarmem i Fantomasem to trudno je dostać i dlatego niewiele z nich widziałem. Choć tak naprawdę to od pierwszego Fantomasa i pierwszego Żandarma zaczęła się na dobre kariera de Funesa. Wcześniej też dużo grał, ale głównie drugi plan.
15-02-2022, 03:08
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2022, 03:21 przez michax.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,307
Liczba wątków: 128
Tak sobie czytam i czytam, bo ta seria to dla mnie na tę chwilę nic więcej niż niejasne wspomnienie z dzieciństwa i powiedzmy, że jest to dla mnie w pewien sposób interesujące ale w pewnym momencie zaczyna mi coś zgrzytać i po chwili uświadamiam sobie co - przez ustawiczne używanie słowa "jak" w miejscu, gdzie dużo lepszym pomysłem byłoby użycie "niż", brzmisz jak moja świętej pamięci babcia :>
15-02-2022, 08:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2022, 08:15 przez Gieferg.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,507
Liczba wątków: 29
(15-02-2022, 03:08)michax napisał(a): Jak mnie pamięć nie myli jest to też jedyny film,, gdzie nie ma motywu Manciniego z którego znana jest ta franczyza. Choć i bez głównego motywu muzyka Manciniego bardzo daje radę, ale to wiadome, bo Mancini to mistrz.
Odnośnie tego motywu, to został ponownie wykorzystany jako główny motyw kreskówki z Clouseau (tu jako anonimowym inspektorem), będącej spin-offiem animowanej Różowej Pantery (zresztą dla mnie seria to przede wszystkim animowane przygody różowego sierściucha):
Plus Strzał w ciemności był jedynym z serii, do którego wykonano polski dubbing (Wiesław Michnikowski był Clouseau).
15-02-2022, 16:22
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-04-2022, 00:41 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,992
Liczba wątków: 0
"Różowa pantera" to dla mnie jeden z tych filmów, które lepiej mi się wspomina niż je ogląda po latach (podobnie jak "Czy leci z nami pilot" albo "Mistrz kierownicy ucieka"). Próbowałem jakiś czas temu zrobić sobie powtórkę serii, i już w połowie "Strzału w ciemnościach" uświadomiłem sobie, że w sumie mi się jednak nie chce. Ale jeśli od trzeciej części jest poprawa, to może powinienem zrobić kolejne podejście.
15-02-2022, 16:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2022, 16:38 przez al_jarid.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Chyba z ciekawości wezmę się za te sequele. Choć nie wiem czy chce mi się tracić czas na te bez Sellersa.
Tymczasem w ramach nadrabiania oscarowych zaległości...
Oczy Tammy Faye (2021)
Bez większych zaskoczeń. Bardziej akcja "Oscar dla Jessici Chastain (i Andrew Garfielda)", niż pełnoprawne kino.
Pierwsza połowa mocno średnia. Zbyt dużo film próbuje upchać do tej godziny i tak sobie lekkomyślnie przeskakuje z dekady na dekadę. Nie ma tu nawet jakiejś wnikliwej genezy sukcesu Tammy i jej małżonka. Po prostu w kolejnej scenie - ni stąd, ni zowąd są nagle wielkimi autorytetami z własnym show. Już mogli z tej historii serial zrobić właściwie, albo lepiej - ograniczyć plan czasowy do samej tej afery. Oczywiście parę zagrywek pod poglądy Hollywood musiało się trafić, jak chociażby ten magnat telewizji ewangelickiej grany przez D'Onorfio, który przedstawiony został jako typowo chłodny, nienawidzący gejów konserwatysta. Brak tu jakichś zaskakujących wniosków czy trzymania za gardło. Po prostu w miarę poczciwi ludzie stają się ofiarami bezdusznej machiny i za to płacą.
Co na plus? Autopilot nie wyręcza reżysera cały czas i jest kilka konkretnych pomysłów na sekwencję, montaż itd. Chastain i Garfield całkiem umilają czas. Jess może pisała między ujęciami mowę oscarową, ale widać że się całkiem nieźle bawi w roli Tammy Faye i jeśli to ona wygra statuetkę to aż tak zawiedziony nie będę. Nawet charakteryzacja nie prezentuje się aż tak kijowo jak na pierwszy rzut oka w zwiastunach, choć wkładanie wacików pod polikami mogli sobie darować (chociażby przy scenach z szalonych lat młodzieńczych).
5/10
15-02-2022, 18:11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2022, 18:17 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,181
Liczba wątków: 14
Safe House 2012, w reżyserii Daniela Espinosy
Tajny agent umieszczony w Cape Town jest gospodarzem tajnej meliny, do której dostarczają poszukiwanego eks-agenta. I zaczynają się kłopoty. Ryan Reynolds jako ten dobry agent gra tutaj pierwsze skrzypce i to jego film - zaryzykuję stwierdzenie iż to jego najlepsza rola ever i dodam z pewną doza pewności, że nie przebije tego wyczynu. Odwalił tutaj kawał fantastycznej roboty; jest zaangażowany, autentyczny i sprzedaje swoją postać każdą sceną - począwszy od wejścia do meliny nr1 do napisów końcowych. Danzel gra tutaj tego poszukiwanego agenta i choć nie błyszczy jak Ryan to dostarcza dobrą kreację. Na drugim planie Farminga i Glesson.
Safe House jest poważny - może czasami aż za poważny ale jak na takie kino oczekiwałem czegoś o zbliżonym ciężarze i fabuła oraz realizacja dostarcza. Nie pasowały mi te wstawki z siedziby CIA ale nie było ich zbyt dużo i wątek agentów "zdalnych" nie został porzucony bo tak ale kontynuowany już w Afryce. Właśnie - dobry patent jest taki, że akcja dzieje się w zasadzie w kilku miejscach: Melina Nr1, stadion, fawele, melina n2 - ciągle coś się dzieje i czuć te szaleńcze tempo ucieczki.
Jest dużo mordobicia i strzelanin. Kolejny atut SH. Całkiem to realistyczne choć chaos w montażu zerka z ekranu, co z kolei jest pochodną sposobu filmowania w stylu dokumentalnym: częste ujęcia z daleka, na zoomie, z ręki. Taka tam słabsza strona ale bez wnerwu, da się wytrzymać.
8/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
17-02-2022, 21:21
Stały bywalec
Liczba postów: 12,507
Liczba wątków: 29
The Boy with Green Hair - Dean Stockwell jako młodzian gra tytułowego chłoptasia, któremu Joker może pozazdrościć zieleni owłosienia. Trochę nudny - film nie wiedział czy ma być obrazem familijnym czy dramatem i mym zdaniem nie trafi do którejś z potencjalnych grup docelowych. Użycie technicoloru było zasadne tylko w wiadomym celu. Propsuję za poruszenie tematyki dzieci dotkniętych wojną i zobrazowanie jakąś alegorią. Stockwell gra dobrze i wypada fajnie jego relacja z jego starszym opiekunem. Raczej można odpuścić.
4/10
18-02-2022, 01:06
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Strzał w ciemności (1964)
Faktycznie. Tu jest już zdecydowanie lepiej i takiego filmu się mogłem spodziewać po pierwszej części. Film raczej z poprzednikiem nie ma nic wspólnego poza samym Clouseau - zupełnie inni bohaterowie, a wydarzenia z pierwszej Różowej Pantery jakby ignorowane, bo słynny gapowaty detektyw nie jest żonaty. Nawet różowy kocur nie występuje w czołówce przy towarzystwie motywu przewodniego Manciniego. Zdecydowanie jest jednak konkret - humor bardziej dopracowany, Sellers ma większe pole do popisu i jest solidna dawka napięcia (szczególnie gdy pojawia się tajemniczy zabójca czyhający na życie inspektora).
Nowe postaci są naprawdę super - jest Dreyfus, jest Kato, są i jaja. Herbert Lom w ogóle przepięknie się bawi w swej roli i aż się trochę współczuje biednemu Dreyfusowi :) Także więcej momentów z tego zapamiętam, niż z jedynki. Ubawem po pachy jest chociażby ta sekwencja w hotelu dla nudystów czy ten ciągły gag z aresztowaniem Clouseau (świetne detale przy tych ujęciach z jeżdżącym furgonem policyjnym ;)). Urodą błyszczy tym razem łamiąca stereotyp brzydkiej Niemki Elke Sommer.
8/10 - zachęciło mnie to jednak do dalszego kontynowania przygody z Panterą.
18-02-2022, 09:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-02-2022, 09:11 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,507
Liczba wątków: 29
Ptaszek na uwięzi - niby w internetach piszą że komedia, gdy bardziej to sensacja z elementami humorystycznymi (a tak najbardziej komediowe to są ten gejowski zapewne fryzjer czy wystrój zoo, które wygląda bardziej jak park rozrywki). Mel Gibson na fali Zabójczej broni - co tu więcej pisać? No, może w świecie rzeczywistym te tygrysy już dawno by wszamały Goldie Hawn ;). I to jedyny film w którym kojarzę, by napisy końcowe spadały w dół zamiast iść do góry.
9/10
19-02-2022, 01:24
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
(19-02-2022, 01:24)OGPUEE napisał(a): Ptaszek na uwięzi - ...I to jedyny film w którym kojarzę, by napisy końcowe spadały w dół zamiast iść do góry.
9/10
Seven pan widział? ;)
19-02-2022, 19:05
Agent Mossadu
Liczba postów: 32,057
Liczba wątków: 4
(19-02-2022, 01:24)OGPUEE napisał(a): Ptaszek na uwięzi - niby w internetach piszą że komedia, gdy bardziej to sensacja z elementami humorystycznymi (a tak najbardziej komediowe to są ten gejowski zapewne fryzjer czy wystrój zoo, które wygląda bardziej jak park rozrywki). Mel Gibson na fali Zabójczej broni - co tu więcej pisać? No, może w świecie rzeczywistym te tygrysy już dawno by wszamały Goldie Hawn ;). I to jedyny film w którym kojarzę, by napisy końcowe spadały w dół zamiast iść do góry.
9/10
Kocham Mela, ale Ptaszkowi bym tyle nie dal, bo to film jadacy na jednym glownym dowcipie (superwyjatkowsc postaci Gibsona) i naciaganej intrydze. Calosc ratuje Mel i Goldie oraz ich wspolna chemia. Goldie miala tutaj juz 45 lat, a wygladala na 10 lat mlodsza. Ogolnie Hawn w przedziale 35-45 byla tak seksowna, ze ogldam jej filmy z lat 80 i kapcie z wrazenia same wystrzeliwuja ze stop :)
Jest jeszcze ten kawalek muzyki:
Cudo.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
19-02-2022, 19:16
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-02-2022, 20:48 przez Bucho.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
Debryk napisał(a):Safe House 2012, w reżyserii Daniela Espinosy
(...)
8/10
Ja chyba dałem 9/10 albo 9+, nie pamiętam, W każdym razie znakomity film sensacyjny, o którym, mam wrażenie, prawie nikt nie słyszał. Gdyby nie Reynolds ze swoją twarzą dzieciaka przyłapanego na sraniu na dywan, byłby max w rankingu ocen.
19-02-2022, 19:47
Stały bywalec
Liczba postów: 2,992
Liczba wątków: 0
(19-02-2022, 19:16)Bucho napisał(a): [Goldie miala tutaj juz 45 lat, a wygladala o 10 lat mlodziej. Ogolnie Hawn w przedziale 35-45 byla tak seksowna, ze ogldam jej filmy z lat 80 i kapcie z wrazenia same wystrzeliwuja ze stop :)
Ona mi się nigdy nie podobała. W ogóle, nawet jak była młodsza. Patrz pan, jakie to te gusta mogą być różne.
19-02-2022, 20:00
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,529
Liczba wątków: 374
Jeśli powiem, że Mel bardziej mi się podoba niż Goldie Hawn, to będę gejem?
19-02-2022, 20:02
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,164
Liczba wątków: 6
(19-02-2022, 20:02)Mental napisał(a): Jeśli powiem, że Mel bardziej mi się podoba niż Goldie Hawn, to będę gejem?
TAK ^^
Mi się też Goldie bardzo podobała w tym filmie (i w "Damie za burtą") i to bardziej niż gdy była młodsza. No i aktorsko też była świetna.
W ogóle zauważyłem że układ - starsza ale wciąż atrakcyjna aktorka i młodszy partner - często bardzo dobrze się w filmach sprawdza jeśli chodzi o chemię i dogranie duetu. Mel i Goldie, Goldie i Kurt Russell, Cher i Nicolas Cage, Michelle Pfeiffer i Paul Rudd to są te ekranowe pary które od razu przychodzą mi na myśl ale było ich chyba sporo więcej ;)
19-02-2022, 20:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-02-2022, 20:15 przez Rozgdz.)
|