Agent Mossadu
Liczba postów: 31,818
Liczba wątków: 4
(19-02-2022, 20:02)Mental napisał(a): Jeśli powiem, że Mel bardziej mi się podoba niż Goldie Hawn, to będę gejem?
Antysemita :) Goldie jest koszerna, a Mel wiadomo :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
19-02-2022, 20:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-02-2022, 20:47 przez Bucho.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,428
Liczba wątków: 29
(19-02-2022, 19:05)Crov napisał(a): (19-02-2022, 01:24)OGPUEE napisał(a): Ptaszek na uwięzi - ...I to jedyny film w którym kojarzę, by napisy końcowe spadały w dół zamiast iść do góry.
9/10
Seven pan widział? ;)
Jak byłem w gimnazjum jakieś eony temu :).
Człowiek-małpa aka Tarzan the Ape Man (1932) - filmów z Johnnym Weissmullerem w roli Tarzana w swoim życiu widziałem kilka, głównie w młodości. Pierwszy to był chyba Tarzan i kobieta lampart na Polsacie pod koniec lat 90. (ech... kiedyś to było, że puszczali w polskiej telewizji komercyjnej czarno-biały w prime-time), i jestem pewien że wersja umieszczona CDA to właśnie rip z tej emisji. W gimnazjum z kolei ściągnąłem Tarzan Desert Mystery, który był OK (mimo, że pod koniec filmu pojawiły się dinozaury, z których obecności Tarzan nic sobie z tego nie robił xD). Jedynki raczej nie widziałem. Która zresztą mocno się różni od tego, co kojarzę serię z Weissmullerem.
Pierwsze zaskoczenie to muzyka (a właściwie jej brak) i początek bardziej mający vibe Universalowych horrorów niż przygodówki pokroju pierwszego King Konga. Dość długo nie pokazują Tarzana i gdy pojawia się po 30. minuncie filmu to ledwie skrawki, z daleka i z tyłu. Sama postać jest dosyć tajemnicza i nic o nim właściwie nie wiadomo. Bardziej też mu do antybohatera, bo m.in. zabija kilku członków ekspedycji i porywa Jane, bo mu się podoba. W powietrzu czuć w tym jakąś drapieżną seksualność Tarzana, a także Jane daje się opanować zmysłom i krok po kroku pożąda Tarzana. Stawiam, że te wszystkie moralistyczne ruchy kręciły nosem (a w Polsce to na pewno niektóre fragmenty poszły pod nóż cenzorski. Ale pewnie nie tylko tam).
Oj, trąci on myszką. Lewacy się oburzą (skądinąd słusznie), że film kolonialny i pokazuje Afrykę w złym świetle, że jest blackface (o tym zaraz), a Jane chce rzucić w cholerę cywilizację dla jakiegoś półboga. Ja mam bekę z niektórych scen - śmiesznie się ogląda Tarzana gładko ogolonego (to jeden z tych absurdów produkcji o Tarzanie) i czystymi krótkimi włosami. Jest tu chyba najgorsza tylna projekcja jaką widziałem - ojciec Jane pokazuje jej afrykańskie plemiona (których nazwy są najpewniej zmyślone :)). Oni stoją w gęstawej dżungli, a stock footage (w domyśle za rogiem) to jakaś płaska ziemia z pagórkami. No żesz... I po chwili Jane i jej stary stoją na tle zdjęć Afrykanów w gwałcących oczy proporcjach. Widać też na kilometr, że słonie grane przez te indyjskie mają doklejone uszy. Raziły mnie też te wszystkie przyspieszone ujęcia wyglądające jak u Benny Hill Show.
Maureen O'Sullivan w roli Jane zagrała kiepściutko. Lepszym aktorem był szympans grający Cheetę. Weissmuller wypadł dobrze, choć miał łatwiej aktorsko, bo musiał jedynie robić autystyczne miny i rzucać pojedyncze frazy.
O ile większość Afrykańczyków grają Murzyni i przy prezentacji plemion na początku wykorzystano jakiś stock footage z ówczesnych dokumentów, tak Pigmejów grają karły wymalowane pastą do butów (i jestem przekonany, iż ci czarni tragarze wnoszący bagaże Jane na początku filmu to również biali w blackface). Pomijam już ten makijaż (zresztą czarnoskórych karłów pewnie dużo w Ameryce nie było) - oni prezentują śmieszniej niż strasznie, tym bardziej że są tu głównymi antagonistami, a na końcu chcą złożyć bohaterów w ofierze kolesiowi w kostiumie goryla (będącym tu końcowym bossem do pokonania).
Za to widać jakiś tam budżet i na te czasy afrykańska dżungla wygląda przekonująco. Także scena na klifie z wiszącą Jane wyszła nieźle. I jak pojawia się Tarzan, to robi też ciekawej. I jest doza brutalności
Pozostałych filmów z serii nie widziałem i raczej nie obejrzę, bo pewnie jeszcze gorsze, głupsze i opowiadające to samo. Swoją drogą zdziwiłem, że prócz serii z Weissmullerem to w latach 30. były inne filmy o Tarzanie, pewnie jeszcze bardziej kiczowate (i niemal wszystkie były w polskich kinach przed 1939 r.).
6-7/10
Tarzan i zaginione miasto - z filmu kojarzę tylko reklamujący banner na budynku z sąsiedniego osiedla, który widziałem za dzieciaka (wcześniej jego miejsce zajmował banner reklamujący Maskę Zorro). I sam film dość zapomniany - nawet nie kojarzę czy był chociaż na Megahicie Polsatu czy w ramówce TV Puls. Gdyby powstał w czasach Weissmullera, zapewne byłby klasykiem - jest tu nawet śmieszny szympans, jednak nienazwany Cheetą.
W sumie nie wiem czemu w momencie film był zjechany. W gruncie rzeczy to całkiem spoko przygodówka. Może nie za mądra i gra aktorska raczej kiepskawa, a goryle wyglądają jak George'a prosto z drzewa. I nieliczne CGI wygląda jak cutscenka z PS2, napis tytułowy wygląda jak z WordArta. Ale fabuła też nie jest udziwniona, casting jest trafiony, produkcja nie jest skażona jakimś nieznośnym PC-sosem i CG-posypką i na tle dzisiejszej kinematografii pewnie lepiej się prezentuje (takie typowo progresywne elementy są podane w przystępne sposób).
Zgrabnie adaptuje Tarzana (który w założeniach miał promować wyższość białej rasy) do obecnych norm społecznych. Tym razem Tarzan kumpluje się z afrykańskimi plemionami (gdy wcześniej łącznie z książkami Burroughsa to z nimi walczył i zawsze byli tymi złymi)... I jest prekursorem PETA, bo uwalnia zwierzęta schwytane przez złe białe diabły (którzy też palą zaprzyjaźnioną murzyńską wioskę i biorą jakichś jeńców w łańcuchy). Te w/w elementy pasują do lore Tarzana.
Nawet Jane, mimo że jest Angielką bojącą się węży i lwów, daje również popalić i niekiedy nie trzeba jej do pomocy Tarzana (nie jest też na szczęście karykaturalną stronk woman). Jane bierze ze sobą pistolet za poleceniem swego brata i używa go w szczytnym (uwalniając słoniątko z kłusowniczej pułapki), a następne, to co tygrysy lubią najbardziej, w walce ze złoczyńcami. Ba, nawet Tarzan nie ma nic przeciw temu.
Więcej tu Tarzana ganiającego w koszuli i jak ukazuje się z gołą klatą to zamiast przepaski ma szorty (w końcu się ucywilizował ;)) i głównie posługuje się swym prawdziwym imieniem - John Clayton II. Główny zły stara się być szarmancki wobec Jane. Nawet jeden z jego zbirów po bitce z murzyńskim plemieniem pyta się Jane, czy z nią wszystko OK. I choć zły, to chęć zdobycia Opar wynika nie tyle z kolonialnego podbicia Afryki, co udowodnienia istnienia miasta Opar.
Także lokalizacje nie ograniczają się do dżungli, ale jest i sawanna, polany, a potem jakieś górskie kaniony. I dodano jakieś afrykańskie śpiewy jak źli kierują w stronę tytułowego miasta. O ile całość to dobra, analogowa robota, gdzie zamiast łazić po zielonej salce, całość była kręcona w Afryce (wedle IMDb pierwszy film z Tarzanem tam kręcony), tak jest łyżka dziegciu w postaci CGI-pszczół i magicznej kobry z PS2. I montaż niekiedy zawodzi.
Generalnie mi się spodobał i gdybym był na tym w kinie, również by się podobał.
7/10
20-02-2022, 13:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2022, 13:55 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Z filmów z Tażanem to najlepsze podobno jest "Greystoke" z Lambertem. Dawno temu to jednak oglądałem na TCM, więc nie potwierdzę tego z czystym sumieniem. Mogę za to potwierdzić, że ta najnowsza wersja ze Skarsgardem, Margotką, Walcem i Samem Jacksonem podchodzi pod nie lada kupsztal.
20-02-2022, 16:46
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
"Greystoke" jest cholernie topornie zrealizowane. Oglądałem z miesiąc temu i nie potrafiłem przebrnąć przez ten film :/
Ogólnie Tarzan jako fabuła mnie zawsze odrzuca na poziomie konceptu, że niby dzieciak wychowany w dziczy potrafi mówić itd. Z jednej strony jest to fajna bajka, z drugiej stos głupot. Przydałoby się zrobić taki film na poważnie ale wtedy wyszedł by jakiś świniak zamiast człowieka. Podobny temat i na poważnie poruszał film "Nel" z Jodie Foster.
Tak sobie myślę że z tym Taryzanem mam taki problem że na wykładach była ukazana historia 4-latki która była chowana w chlewie i zachowywała się jak zwierzę w każdym aspekcie swojego życia. Pewnie stąd mam te uprzedzenie do legendy.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
20-02-2022, 19:06
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,093
Liczba wątków: 67
Debryk napisał(a):"Greystoke" jest cholernie topornie zrealizowane.
Bredzisz. Rewelacyjny film.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
20-02-2022, 19:19
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Ja z kolei w podstawówce w podręczniku od angielskiego miałem zadanie z tekstem o francuskim chłopcu, który do 11. roku życia wychowywał się w dziczy i zachowywał się jak zwierzę. Dopiero wtedy został odnaleziony przez pewnego profesora.
Francois Truffaut nakręcił zresztą na ten temat film w 1970.
20-02-2022, 19:23
Stały bywalec
Liczba postów: 12,428
Liczba wątków: 29
(20-02-2022, 19:06)Debryk napisał(a): Ogólnie Tarzan jako fabuła mnie zawsze odrzuca na poziomie konceptu, że niby dzieciak wychowany w dziczy potrafi mówić itd.
I golić się :).
W trakcie oglądania Tarzana i zaginionego miasta doszedłem do wniosku, iż w jakimś następnym reboocie można zrobić tak, że 3-letni Tarzan natrafia na jakieś murzyńskie plemię, które się z nim zaprzyjaźnia. I ono uczy go jakichś ludzkich podstaw, np. żeby nie chodził na golasa (stąd przepaska) i wyjaśniałoby wiarygodnie, dlaczego zna jakieś podstawy mowy i wie jak się używa maszynki do golenia.
Dobrze też do tematu podszedł Stephen Sommers w swej interpretacji Księgi dżungli (która jest ekranizacją defacto Tarzana) - Mowgli trafia pod wychowanie zwierząt jak miał jakieś 4 latka, gdzie już umiał się posługiwać mową i ubierać się, więc miał to utrwalone/uśpione w pamięci (i jak pamiętam, był dialog o tym, że żyjąc w dżungli miał kontakt z lokalnymi wieśniakami).
Odnośnie twej opinii nt. Greystoke'a to podałbyś sobie ręce z moim wujkiem. Gdy raz powiedziałem mu, że oglądałem ten film w TV, to wujo miał reakcję typu bitch, please! :).
20-02-2022, 19:38
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,109
Liczba wątków: 6
No właśnie przecież "Księga dżungli" to w sumie ten sam temat :)
Ale protestuję, akurat "Księga" Kiplinga jest starsza od "Tarzana wśród małp" Burroughsa ;)
No i warto pamiętać że to generalnie dość oldskulowy koncept bynajmniej nie nastawiony "na współczesny realizm" ;)
20-02-2022, 19:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2022, 19:59 przez Rozgdz.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
(20-02-2022, 19:38)OGPUEE napisał(a): (20-02-2022, 19:06)Debryk napisał(a): Ogólnie Tarzan jako fabuła mnie zawsze odrzuca na poziomie konceptu, że niby dzieciak wychowany w dziczy potrafi mówić itd.
I golić się :).
I obcinać paznokcie ;)
20-02-2022, 19:58
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,875
Liczba wątków: 15
Paznokci raczej nie obcinał tylko ścierał chodzeniem na boso i wspinaniem się po drzewach. Przecież są jeszcze na świecie dzike ludy i jakoś nie wszyscy są zarośnięci i pazurami ;)
20-02-2022, 20:14
Stały bywalec
Liczba postów: 12,428
Liczba wątków: 29
I zębami też można skracać pazury :).
(20-02-2022, 19:56)Rozgdz napisał(a): No i warto pamiętać że to generalnie dość oldskulowy koncept bynajmniej nie nastawiony "na współczesny realizm" ;)
I tą świadomość miał autor, który mówił że najlepiej książkowego Tarzana oddałaby animacja, bo takim był nadczłowiekiem.
No i Tarzan był mokrym snem Burroughsa będącego wielkim fanem eugeniki, który wierzył że brytyjska arystokracja to szczyt ludzkiej rasy.
20-02-2022, 20:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2022, 20:20 przez OGPUEE.)
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,109
Liczba wątków: 6
(20-02-2022, 20:20)OGPUEE napisał(a): I tą świadomość miał autor, który mówił że najlepiej książkowego Tarzana oddałaby animacja, bo takim był nadczłowiekiem.
No i Tarzan był mokrym snem Burroughsa będącego wielkim fanem eugeniki, który wierzył że brytyjska arystokracja to szczyt ludzkiej rasy.
W sumie dokładnie tak jest. Tarzan czy Zorro to przecież tacy dawni superbohaterowie :)
Ileś tam książek z Tarzanem czytałem za młodziaka, podobnie jak "Księgę" i było to dla mnie tak samo fajne jak komiksy ze Spider-Manem czy Batmanem ;)
A przy okazji warto przypomnieć że TM-Semic teź wydawał przez jakiś czas serię "Tarzan" która bardzo mi się wtedy podobała i zarówno działa się współcześnie jak i opowiadała o "Tarzanie" Burroughsa ;)
20-02-2022, 20:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2022, 20:34 przez Rozgdz.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,262
Liczba wątków: 128
Cytat:Z filmów z Tażanem to najlepsze podobno jest "Greystoke" z Lambertem.
Owszem, jest bardzo dobry, choć też ma swoje problemy, dla mnie największym jest ten, że za mało czasu poświęca się na Tarzana w dżungli.
Więcej pisałem tu:
https://filmozercy.com/wpis/nostalgiczna-niedziela-121-greystoke-legenda-tarzana-wladcy-malp-recenzja-opinie-blu-ray-dvd
Cytat:że niby dzieciak wychowany w dziczy potrafi mówić itd.
W "Greystoke" nie umie.
20-02-2022, 20:33
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2022, 20:37 przez Gieferg.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,428
Liczba wątków: 29
(20-02-2022, 20:30)Rozgdz napisał(a): W sumie dokładnie tak jest. Tarzan czy Zorro to przecież tacy dawni superbohaterowie :)
Coś w tym jest. Ja poznałem Tarzana przez serial z Wolfem Larsonem w roli tytułowej, który leciał na Polsacie po Zorro. Oba seriale regularnie oglądałem.
Cytat:A przy okazji warto przypomnieć że TM-Semic teź wydawał przez jakiś czas serię "Tarzan" która bardzo mi się wtedy podobała i zarówno działa się współcześnie jak i opowiadała o "Tarzanie" Burroughsa ;)
I przed II wojną świata sporo publikowano rzeczy związanych z Tarzanem. Zarzucę ciekawym artykułem opisującym komiksy o Tarzanie publikowane w międzywojennej Polsce. Jest też wzmianka o filmach, głównie w kontekście ich emisji w Polsce:
http://pan-optykon.pl/komiks/przygody-tarzana-wsrod-malp-pierwszy-komiks-o-tarzanie-w-polsce/
Lassie, wróć (1943) - koniec gadaniny o łysych małpiszonach i pora na pierwszy film z udziałem najbardziej znanego rough collie podstawowego umaszczenia. Jedno słowo - przeuroczy. O dziwo jak na film z tych lat, zwierzę nie zostało narażone na niebezpieczeństwo (choć pewnie pies nie był zadowolony z bycia mokrym :P). Walka Lassie z psem pasterskim to po prostu psia zabawa z doklejonym w postprodukcji warczeniem. I w niektórych momentach ewidentnie widać, że odgłosy psa w większości nie zgadzają z ruchem mordy. I jak narzekam, to zbyt mało się odczuwa Wielki Kryzys i ciężką sytuację materialną Carracloughów. No i czepialstwo - skąd obwoźny handlarz wiedział, że Lassie to suka? Była ona z daleka, a u psów tak ciężko o dymorfizm płciowy.
Mimo iż film dosyć pogodny i wiadomo jak się skończy, to jest sporo smutnych momentów. Mnie nic nie wpadło oka, ale zapewniam że Grażyny, psiary i moja mama będą ryczeć jak bóbr. Już nie tyle sama sprzedaż Lassie (swoją drogą dość mało pedagogiczne zagranie, by nie mówić Joemu o oddaniu jego pupila. Matka nie lepsza, bo otwarcie mówi swemu zrozpaczonemu synowi że psa nie lubiła i przy lepszej kasie kupią nowego - nie dziwota, że to ona zagrała żonę Frankensteina). Wycieńczona Lassie zostaje odnaleziona przez stare małżeństwo, które się cieszy, że będzie miało własnego psa, a potem zdaje sprawę że pies nie jest bezpański ;(. Potem uczestniczy z sympatycznym obwoźnym handlarzem (świetny Gwenn) i jego pieskiem a potem owego pieska zabijają jakieś zbiry.
Dużo tu zasługi psa grającego Lassie, który spisuje się aktorsko i ciągnie ten film. No i uroczo się patrzy na psiaka, który jest przepiękny. BTW Lassie gra tu pies, bo suki tej rasy w lecie (gdy kręcono zdjęcia) strasznie linieją i są mniejsze. I we wszystkich późniejszych adaptacjach Leslie zawsze była grana przez samca. Gdy ostatnio w 2020 r. zrobiono kolejny film z Lassie, znowu grał ją znowu samiec :D. Gdzie są ci wszyscy krzykacze grzmiący by LGBT+ grały LGBT+ albo, że dubbingowanie kogoś innej narodowości to dyskryminacja :P?
8/10
21-02-2022, 01:48
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-03-2022, 13:20 przez OGPUEE.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
NA FALI (1991) & KRÓLOWIE ULICY
Obok pierwszego "Matrixa" dwa najlepsze tytuły z udziałem Reevesa. "Street Kings" uważam w ogóle za jego szczytowe osiągnięcie aktorskie. Przepitego gliniarza-kamikadze zagrał bardzo przekonująco. Powiem więcej: SK należy do ścisłej topki moich ulubionych filmów XXI wieku. Oparty na scenariuszu (okrojonym) Jamesa Ellroya, non stop pompuje akcję, adrenalinę i konkretne dialogi. Forest Whitaker jest jak dynamit. Testosteron bucha tu jak żar z pieca hutniczego. To samo tyczy się zresztą bardziej romantycznego "Point Break", którego nie widziałem chyba z dziesięć lat. Znakomita jest w nim szczególnie finałowa sekwencja na australijskiej plaży, zgrabnie rozładowująca to, co prawie nigdy nie udaje się reżyserom. PB zdecydowanie nie jest tak profesjonalny i wykuwany na zimno jak chociażby "Gorączka", ale jest nietuzinkowy i co najważniejsze - nie wali od niego płycizną.
Oba filmy 10/10
Prawda, za dużo :) Ale lepiej, żeby go było za dużo niż za mało.
28-02-2022, 01:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-02-2022, 01:30 przez Mental.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Znowu mnie wzięło na srebrne lata Hollywood.
Les Girls (1957)
Kolorowy musical z Gene'm Kelly'm o konstrukcji fabularnej z rodem Rashomona. Dwie kobiety spotykają się w sądzie, bo jedna oskarża drugą o zniesławienie i tak oto poznajemy zupełnie różne wersje wydarzeń.
Jak to w tamtych musicalach MGM - olśniewające kolory, oświetlenia czy sekwencje taneczne. Fajny szczególnie ten numer taneczny nawiązujący do "Dzikiego" z Brando. Kelly jak to on - sympatycznie wypada jako Gene Kelly. Z głównego kwartetu aktorskiego największe brawa dla Kay Kendall i jej rozbrajające sceny pod wpływem alkoholu. Raczej wątpię, by tak ludzie się zachowywali po pijaku, ale po prostu widzę ten cały fun jaki aktorka miała na planie. Swoją drogą, świetny brytyjski akcent i aż w szoku jestem, że zmarła w tak młodym wieku i to 2 lata po premierze. Dwie pozostałe aktorki stanowiące kobiece trio z kolei jak widzę jeszcze żyją i skończyły niedawno 90-tkę.
7/10
There's No Business Like Show Business (1954)
Fabuła to właściwie pretekst by pokazać na wspaniałym CinemaScopie te wszystkie pełne przepychu numery śpiewane. Właściwie większość filmu to po prostu składanka utworów Irvnga Berlina, ale za to jak zainscenizowanych! Czuć w nich tę potęgę hollywoodzkich musicali. Scenografia, choreografia, muzyka - wszystko bajka! Niestety, gdy aktorzy nie śpiewają, ani nie tańczą to na ekranie nuda i tylko się czeka na kolejny broadwayowski numer.
Co do roli Marilyn, której twarzą głównie teraz się reklamuje ten film - jak zwykle urocza, ale faktem jest, że gra tu trochę zbędną postać. Po prostu zatrudnili ją by zaśpiewała kilka piosenek dla filmu i przy okazji przyciągnęła fanów do kin, a że wypadało jakoś ją wykorzystać w fabule to sobie dostała jakiś wątek. Ciekawostką jest, że Donald O'Connor (Cosmo z "Deszczowej piosenki") gra tutaj najmłodszego w rodzinie, a w rzeczywistości z aktorów grających dzieci tej rodziny to był najstarszy. Powiem, że trochę to niestety widać.
6/10
BTW. Sposób na spławienie typa dosypującego towarzyszce do drina jakieś tajemnicze płyny powinni demonstrować w szkołach :)
01-03-2022, 09:41
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-03-2022, 08:11 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,428
Liczba wątków: 29
Ostatnio zaliczyłem trylogię Quatermassa, będącą kinową adaptacją seriali TV (tych nie oglądałem, zresztą pewnie połowę wcięło i wygląda jak Teatr Telewizji). O Quatermassie dowiedziałem się za sprawą Horrendalnych Horrorów z kultowej serii Monstrrrualna Erudycja (Tik-Toki nie znajo). Coś mi w głowie siedziało, że dwa pierwsze filmy zaadaptowali Amerykanie, a dopiero przy trzecim podejściu Brytole upomnieli się o swe dobro narodowe. A jednak całą trylogię robiła UK, i to wytwórnia Hammer (i jak czytam na angielskiej Wiki pierwszy film był dla Hammera przełomem). Zaczynamy:
Zemsta kosmosu - Bardziej ambitne od typowego amerykańskiego sajfaja z tego okresu i domyślam się, czemu to on trafił do polskich kin, a nie one. Doktorek jak pisali w Horrendalnych Horrorach jest normalny. W przeciwieństwie do amerykańców nie ma wymuszonego wątku romansowego, a jedyna istotna kobieta znika po 43 minucie filmu (są jeszcze dziewczynka i dziadówa, ale to cameosy). Soundtrack z kolei to dość subtelne smyczki. A od początku zespół Quatermassa współpracuje z policją, która poważnie traktuje każde doniesienia o kosmicznym mutancie i służby są kompetentne. O właśnie, filmowe państwowe organy działają sprawnie, BBC podczas kręcenia programu przerywa po odkryciu zwłok i informuje służby. Więc pewnie to przekonało PZPR do sprowadzenia tego do Polski. Ciekawe czy polscy recenzenci też się nad Zemstą z kosmosu spuszczali jak przy Godzilli z 1954 r. chwaląc aspekt społeczny.
Jest napięcie i ciekawi co stanie się z zakażonym astronautą. W ogóle tu casting spisali się na medal. Nic nie mówi i wykrzywia miny, a i tak czuć jego ból i zachodzące w nim zmiany. Także swoją prezencją oddaje dziwność i mutacje. A teraz skrytykuję w/w główną postać kobiecą. Nie tylko aktorka kiepska, to potem odstawia scenę rodem z TVN-owskiego Szpitala i jest winna późniejszego zamieszania.
Dość wysoki poziom techniczny. Często jest sporo ładnych kadrów, a film z kamery wewnętrznej faktycznie wygląda jak nagranie z kamerki tj. jedno ujęcie, mniejszy klatkaż, a nie jak film wykonany przez profesjonalną ekipę filmową ( co trafnie wytknął Kryst_007). Jedyny mankament techniczny, to jak glut z kosmosu przemieszcza po podłodze widać na moment sznurek :).
Zasłużony klasyk brytyjskiej kinematografii.
9/10
Quatermass 2 - ponoć to pierwszy sequel, który tytule ma liczę "2". W przeciwieństwie do jedynki nie miałem pojęcia o czym będzie fabuła. Domyślam się, czemu ten tytuł nie trafił do Polski - o ile jedynka była dość pro-rządowa, tak dwójka ukazuje skorumpowanie władz państwowych i jej infiltrację przez agenturę. Momentami wiele się zaskakiwałem, np. główny asystent Quatermassa szybko staje się ofiarą antagonistów. Tak jak jedynka też zaciekawia widza dalszym przebiegiem. Na plus dość nietypowy obraz obcych, o czym szerzej pisałem w tym topicu.
8/10
Quatermass i studnia - tym razem Hammer uczynił Quatermassa kolorowym (znaczy kręcili w technicolorze. Quatermass wciąż jest biały). Bardziej przypomina stereotypowego Hammera, ale też wydaje się bardziej kiczowaty - dziwna gra aktorska, robole z jakimś przesadzonym akcentem. I mam wrażenie, iż niektórzy aktorzy zostali zdubbingowani. Ale jednocześnie dość dobrze odtworzyli obrzydzenie i szok związany z odkryciem zwłok kosmicznych pasikoników. Plus kudos za wiarygodną racjonalizację nadnaturalnych zjawisk spowodowanych kosmiczną ingerencją. Efekty specjalne są tu nierówne - telekineza i wszelkie paranormalne zjawiska naprawdę daja radę, zaś sceny związane z kosmicznymi pasikonika są na poziomie szkolnego teatrzyka. Jak to bywa z trzecimi częściami ta odsłona jest najsłabsza.
7/10
03-03-2022, 12:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2022, 12:04 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Let's Make Love (1960)
Wstęp przedstawiający historię rodu głównego bohatera strasznie przydługi i nużący. Naprawdę wątpię by którykolwiek niedzielny widz kom-romów z Marilyn Monroe chciałby tak szczegółowo wiedzieć, czemu Yves Montand jest miliarderem. Można było załatwić to dwoma zdaniami w jednej scenie, chociaż wtedy to nie byłoby jak wcisnąć w scenariusz tego podtekstu o balonach :P
Co do reszty - historyjka słabiutka raczej i właściwie polega na tym, że Montand udaje przed Marilyn, iż jest ubogim aktorzyną i niestety potencjał jest tu kompletnie niewykorzystany. Mogła z tego być kopalnia fajnych gagów, a zrobiono z tego po prostu taką niczym się nie wyróżniającą historyjkę o pogoni za miłością. Zakończenia z kolei domyślacie się już pewnie czytając tą mini-reckę i zapewniam, że zaskoczeni to nie będziecie. Ja je znałem przez cały film. Na szczęście są plusy - Marilyn nigdy wcześniej nie była tak przeurocza, jak tutaj i chyba nawet wolę ją w prostych włosach, niż w kręconych. W późniejszej części filmu z kolei garść fajnych zaskakujących występów gościnnych ;)
5/10
03-03-2022, 12:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2022, 12:32 przez Kryst_007.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,746
Liczba wątków: 14
The Day The Earth Stood Still (1951)
Na ziemię przybywa David Byrne z misją, której cel wyjawi wyłącznie przywódcom wszystkich narodów. Nie powie doradcy prezydenta, nie powie samemu prezydentowi - mają być wszyscy najważniejsi ludzie zebrani razem w jednym miejscu i basta. Oczywiście do spotkania szych nie dojdzie, bo ludzie są skłóceni, a widmo zimnej wojny zawisło nad światem (hehe). Ostatecznie "obcy" wyjawia wszystko grupce naukowców i przxypadkowych gapiów - DĄŻYMY DO ZAGŁADY I JAK NIE PRZESTANIEMY, TO ZOSTANIEMY ZNISZCZENI <grozi palcem>. Po drodze umiera, odradza się, poznaje babkę z synkiem, który oczywiście irytuje (GIŃCIE DZIECI), na szczęście w pewnym momencie znika ze sceny. Filmik zestarzał się brzydko (robot to wspaniała pokraka) i jest głupiutki (wojsko skutecznie ogarnia pościg za taksą w mieście pełnym taksówek, ale już statku kosmicznego i TRUPA przybysza z obcej planety nie pilnuje w zasadzie nikt), bo wszystko podporządkowano oczywistemu morałowi mogącemu robić wrażenie w tamtych czasach i okolicznościach, obecnie jednak... no, banalnego i wielokrotnie aplikowanego w mniej lub bardziej zjadliwej formie. 3-4/10.
Podwójne danie z Sidneya Lumeta: The Deadly Affair i The Anderson Tapes
Powieść Le Carre'a w rękach jednego z najwybitniejszych reżyserów świata? W teorii przepis na wielki film, w rzeczywistości - rozczarowanie, średniacha, jeden z najsłabszych tworów Lumeta. Teoretycznie jest tu wszystko na miejscu - ciekawa intryga, świetni aktorzy (Harry Andrews znowu "kradnie" sceny u Sidneya) i spoko klimacik z jazzującym Quincym Jonesem w tle. Zabrakło mi odpowiedniego wyważenia treści - zapychacze (małżeństwo głównego bohatera, teatr) pojawiają się zbyt często i skutecznie wytrącają (i tak już nieśpiesznie prowadzoną) opowieść z rytmu. Pierwszy raz w trakcie seansu dzieła Lumeta poczułem się ograbiony z czasu, a słabe zakończenie wzmocniło negatywne odczucia. 5/10
Sean Connery był najlepszym Bondem, wybornym aktorem, prawdziwym maczo, poza tym bił kobiety*. Jak tu gościa nie lubić? W Anderson Tapes gra charyzmatycznego, zakotwiczonego w "starych czasach" złodzieja, który zaraz po opuszczeniu więzienia przygotowuje kolejny skok. Puka Dyan Cannon, obmyśla plan, zbiera charakterną ekipę (świetny jest tu każdy - młokos Walken w jednej z pierwszych ról, staruszek Gottlieb nie radzący sobie z życiem poza kratami jak później Brooks w TSR, cwaniacki Williams i wreszcie najlepsza postać, czyli gejuch Balsam) i przechodzi do akcji. Małym utrudnieniem jest fakt bycia podsłuchiwanym przez służby, ale o tym cicho sza. Pierwsza część filmu roi się od świetnych scen, sporo tu humoru i luzu, ale gdzieś tam z tyłu wybrzmiewają poważniejsze tony - trudność z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, upływ czasu, kodeks honorowy i tak dalej. W końcu dochodzi do dłuuuugiego finału i pomimo przewidywalności ogląda się to jak na szpilkach. Mało kto był tak bezkompromisowy jak Lumet, mało kto również przedstawiał policję niczym wielką, zmechanizowaną bestię bez twarzy i ludzkich odruchów. The Deadly Affair był największym rozczarowaniem, The Anderson Tapes zaś największym pozytywnym zaskoczeniem u Sidneya. 7-8/10
*
03-03-2022, 14:57
Stały bywalec
Liczba postów: 12,428
Liczba wątków: 29
Trzynaście duchów (1960) - głównie oglądałem, by mieć rozeznanie ad remake'u. Tak jak większość filmów Castle'a postawiony głównie na efekciarstwo. Bo ciężko mi uwierzyć, że film miał kogoś przerazić, ponieważ duchy to są bardziej śmieszne i ograniczają się do sztubackich figli. Przyznam, ma ładne zdjęcia i nie widać sznurków. Choć ta mucha na żyłce i z tym stockowym bzyczeniem z kreskówek... Także twist mnie zaskoczył i miał jakieś podstawy. Aktorstwo dość kiepskie. Jedynie przyzwoicie zagrali Margaret Hamilton i lew grający jednego z duchów (przy okazji propsy dla kaskadera, że odważył się dać podrapać sierściuchowi). Zgaduję, że postać grana przez Hamilton nazywana przez młodego wiedźmą to nawiązanie do jej roli Złej Wiedźmy z Zachodu z Oza? Gówniarz irytujący i liczy się na to, że Hamilton jednak okaże się wiedźmą i zmieni go w jętkę. Swoją drogą dzieciak widzi ducha i to nie jednego, a dwa - czyli coś niespotykanego! A on patrzy się jakby to był nudny wykład nauczyciela. Zdecydowanie ramota i nic się nie stanie, jak jakiś kinoman tego nie nadrobi.
4/10
Trzynaście duchów (2001) - taki fun fact - postacie będące greckiego pochodzenia (sądząc po nazwisku) są grane przez osoby libańskiego pochodzenia - jak widać Grecy nadal w stereotypach są nieodróżnialni od oliwkowych ludów :). Od dawna planowałem zobaczyć film, choć na nic nie liczyłem. Rozważałem to zobaczyć podczas ostatniego Halloween, ale wybrałem wówczas co innego. I też chciałem mieć porównanie z oryginałem. Film dość szybko zlatuje. Tu też nie miał straszyć, bo postawiony na efekciarstwo (dom robi wrażenie i scenografowie się postarali), zaś na napisach końcowych jest jakiś rap, a co. Pierwsza scena i... - czy film był postsynchronizowany?! Lillard rozdziawia teatralnie gębę, a barwa i tembr głosu jakoś nie współgra. O właśnie, jak w oryginale najlepszym elementem była postać medium, tak w remake'u jest najgorszym. Odpowiednikiem Margaret Hamilton jest Matthew Lillard robiący rozgrzewkę do roli Kudłatego. On i jego postać tragiczne i człowiek się uśmiecha jak w końcu ginie. Aczkolwiek remake poprawia trochę rzeczy oryginały (który nie był specjalnie wybitny) - duchy bardziej pamiętne i różnorodne. Dzieciak znacznie lepszy niż w oryginale i co ważne, nie gra pierwszych skrzypiec. I gdy pojawia się widmo irytacji, to znika na pół filmu. Trochę bardziej mi się podobał, ale też jakoś bym nie polecił.
4/10
10-03-2022, 12:19
|