Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Żaden zabieg retoryczny, piszę to, co widziałem. Eastwood pojawił się znikąd, przyjechał do miasteczka, a potem z niego wyjechał i zniknął, rzucając na do widzenia

Odpowiedz
O K U P

Mel Gibson z najlepszego okresu w swojej karierze w jednym z najlepszych thrillerów ever. Świetny scenariusz, super postać złego, fajny twist, kapitalna końcówka i wielki plus za to, że tłuczone szkło wywołuje poważne fizyczne obrażenia i krwawienie u bohaterów. Z minusów standardowo Rene Russo, na którą trudno mi patrzeć taka z niej bezduszna diva o aparycji manekina.

Mel, miałeś ty cały świat u swych stóp, a zjebałeś. Nigdy ci tego nie wybaczę. Przez twoje pijackie wybryki dzisiaj zamiast ultra męskiej, patriarchalnej epy muszę oglądać elgiebety z Netlixa.

10-/10

Odpowiedz
Tańczący pies - rodzeństwo z Kanady jedzie do Polski, by odnaleźć kości psa należącego niegdyś do ich zmarłej babci, by z nią pochować. Przeróżne shamary dostały sraki, że "hurr durr pokazujo Polske jako zaścianek" (gdyż akcja dzieje się na jakiejś zacofanej wsi, bo jak wiadomo każda polska wieś bije nowoczesnością i progresem) i że to antypolski gniot. I szczerze? Bardziej polakożerczy to jest pierwszy lepszy reportaż TVNu.

Szybciej pociska Żydom (bo tego pochodzenia są główni bohaterowie i ich babcia), gdyż brat (ukazany jako buc) już z miejsca oskarża polską cierpówę o antysemityzm, bo tak. I marudzi na kaszankę, bo nie koszerna. I dwóch Polaków oburza się, że owa babcia zostawiła psa. Siostra sympatyczniejsza i nie ma żadnych uprzedzeń wobec Polaków.
 
I taki jedyny "szkalujący" Polaków element pojawia się w finale, gdy zgrzybiała staruszka w chuście i z różańcem, która dowiedziawszy się, że rodzeństwo to Żydzi, to dostaje piany i strzela do nich z pistoletu, o co inni Polacy - w tym ksiądz - apelują o rozsądek. Ale na cały film to tylko jedna osoba-jawna antysemitka (która też nie jest pokazana jako specjalnie negatywnie), gdzie inni Polacy są serdeczni wobec bohaterów i nie robią problemów.
 
Polska mimo wszystko została pokazana neutralnie. Bardziej to się podkreśla stereotypy związane ze wsią jako taką i wspomina, że większe luksusy to w mieście (ukazanym jako ładne miejsce i dworzec wygląda na zadbany). Powiedziałbym, że nawet romantyzuje nasz naród, bo dziwnym trafem, wszyscy mieszkańcy zabitej wsi znajdą perfekt angielski. I w zacofanej polskiej wsi działa synagoga, zachowana i niespalona :). Nie ma nawet jakichś odwołań do "skomplikowanych" stosunków polsko-żydowskich, ba! Główni bohaterowie nie musieli być Żydami. I w sumie film mógłby dziać w każdym innym kraju Bloku Wschodniego, bo jedyny typowo polski element, to wódka i mohery słuchające jedynie księdza.
 
I jak się czepiać to fakt, że tytułowa Dombrova powinna się nazywać Dąbrowa. Kochani Kanadyjczycy, aż tak podobni do Czechosłowacji nie jesteśmy. I mogli kręcić to w Polsce i zatrudnić Polaków, ale domyślam się, że Rumunia grająca nasz kraj jest tańsza. I wszystkich Polaków grają Rumuni. Grunt, że jest poprawna polszczyzna (choć uderza ten rumuński akcent :)). Gdybym nie wiedział, że film był kręcony w Rumunii, to bym uwierzył że pojechali do jakieś autentycznej dziury z Polski B.

A jak film? Nawet sympatyczna obyczajówka z domieszką komedii. Chyba to jest najlepsze określenie.

7/10

Odpowiedz
OGPUEE napisał(a):rodzeństwo z Kanady jedzie do Polski, by odnaleźć kości psa należącego niegdyś do ich zmarłej babci, by z nią pochować...

... wkrótce jednak okazuje się, że pies wcale nie zdechł tylko terroryzuje okoliczne wsie. Mieszkańcy muszą się zjednoczyć, aby stawić czoła piekielnej sile, która została uwolniona za sprawą czarów lokalnego rabina. W toku śledztwa prowadzonego przez policjanta-alkoholika-kurwiarza (w tej roli Jacek Barciak) wychodzi na jaw, że rabin zatruwał studnie i pił krew katolickich dzieci. W finale Polacy zamykają Żyda w stodole i podpalają ją.

Odpowiedz
Zrobiłeś dzień tym opisem :D.

Odpowiedz
The Lost City (2022). Harry Potter porywa Sandrę Bullock, czyli autorkę książek erotyczno-przygodowych. Na ratunek rusza model z okładek tychże książek, Channing Tatum. Lekka przygodówka, nic specjalnego, obejrzałem ze względu na Pottera - ciekawiło mnie co tym razem zrobił, by zerwać z rolą małego czarodzieja, ale trochę się zawiodłem. To znaczy, to tylko moja wina, źle podszedłem do filmu, to nie Radcliffe jest tutaj gwiazdą, głównym bohaterem, po prostu przewija się w tle jako antagonista i tyle. Całość to po prostu szukanie grobowca i skrytego tam skarbu, jest więc łażenie po dżungli, konflikt z najemnikami Pottera i nim samym, odkrywanie ruin i... koniec. Takie to wszystko po łebkach zrobione, na odwal, ale obejrzeć można. 6/10.

Odpowiedz
A ja bylem zaskoczony jak zabawny był ten film. Czasem w taki typowy dla dzisiejszych czasów sposób, ale generalnie był bardzo przyjemny. Takie 7/10. Ale obejrzalbym sequel. Czasem może nieco na siłe, ale miał parę fajnych kreatywnych pomysłów, no a super-komandos pomagający w ratunku był przecudny - tak jak jego relacja z Tatumem.

Odpowiedz
No, gdybym się nie nastawił na Pottera to pewnie byłbym zachwycony, ale to już moja wina, nie filmu. Im dłużej o nim myślę, tym bardziej spoko mi się wydaje, a sequel to z przyjemnością bym obejrzał.

Odpowiedz
(12-05-2022, 21:53)OGPUEE napisał(a): Tańczący pies - rodzeństwo z Kanady jedzie do Polski, by odnaleźć kości psa należącego niegdyś do ich zmarłej babci, by z nią pochować. Przeróżne shamary dostały sraki, że "hurr durr pokazujo Polske jako zaścianek" (gdyż akcja dzieje się na jakiejś zacofanej wsi, bo jak wiadomo każda polska wieś bije nowoczesnością i progresem) i że to antypolski gniot. I szczerze? Bardziej polakożerczy to jest pierwszy lepszy reportaż TVNu.

Zbiera ci się już od dawna :)
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Spree

Ale to była sympatyczna i pełna absurdów makabreska. Mega fajny film, który myślałem, że mi niezbyt podejście z racji obranej konwencji przez twórców. Na szczęście było to całkiem zjadliwe. Krwawa satyra na social media, w której chory psychicznie lewak w poszukiwaniu followersów zaczyna pracę w tytułowej firmie Spree (coś na wzór Ubera). Niestety nie przynosi to efektów w postaci nowych widzów, więc główny bohater rozpoczyna mordować swoich pasażerów. Rozrywka na odpowiednim poziomie ;)

7/10

Odpowiedz
"The Lost City" to dość wyraźnie nowa wersja "Miłość, szmaragd i krokodyl". Pisarka nieoczekiwanie przeżywa przygodowy romans niczym we własnej książce :)
Tylko męska postać jest inna.




Babcia Sandra pomimo swojego wieku (57 lat !!) nieźle się trzyma, Brad Pitt i Radcliffe bardzo fajni ale moim zdaniem film "robi" Tatum. Zaskakująco dobry aktor się z niego zrobił i chętnie obśmiewa albo "przekręca" na ekranie swój wizerunek męskiego napakowanego przystojniaka.

Najlepszy dowcip to jednak



Bardzo sympatyczny film, ale jednak "Miłość, szmaragd i krokodyl" - dużo lepsze.

Odpowiedz
Phenomenon / Fenomen w reżyserii Jon Turteltaub 1996r.

Mechanik z miasteczka, Goerge (w tej roli John Travolta,) w nocy widzi światło, które uważa za UFO. Od tego zdarzenia zaczyna objawiać dziwne umiejętności oraz pewnego rodzaju moce. Bardzo ciepły, przyjemny film z wyważonymi rolami Duvalla i Whitakera. Oczywiście, sam Travolta gra wyjątkowo przyzwoicie i mocno pasuje do swojej roli, nawet wychodzi poza pewne swoje ramy i stara się być zagubionym Georgem. Całość ma przyjemny wydźwięk, ładne kadry i dobrze rozpisane akcenty zwłaszcza w chwilach ujawniania kolejnych mocy. Mocną stroną tego obrazu jest końcowy twist, dodający dramaturgii i będący ciekawym ujęciem fenomenu bohatera.

7/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Fenomen to dobry film. Ale... Ta aktorka, jeszcze w tych ogrodniczkach jest tak odpychająca, że...
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(03-07-2021, 09:22)Craven napisał(a): Tomorrow War - Nie wiem czy to kwestia przeładowania jak mówi raven.second, ale rzeczywiście, choć trudno o jakieś poważne zarzuty film nie angażuje przesadnie. Może to przez okropne momentami dialogi, albo, że wszystko to już widzieliśmy. Podoba mi się, że oczywisty twist z Yvonne nie jest jakoś specjalnie kryty. Może film ucierpiał nie tyle na przeładowaniu co na skrótach w pierwszym akcie (który i tak jest dlugi) bo reakcja świata na nową sytuację, jest bardzo pogoniona.

Realizacja jest świetna. Sceny akcji to jedno, ale CGI i design potworów jest naprawdę niezły, szczególnie w kontekście ich pochodzenia. Finałowa (też bardzo długa) napierdzielanka to naprawdę CGI z górnej półki. Pratt gonna Pratt, ale bałem się więcej suchych/wymuszonych żartów. Bardziej przeszkadzały mi dęte dialogi. Jest w tym filmie coś bardzo "by the book", podręcznikowo zbudowany letni blockbuster.

Ścierwo pod każdym możliwym względem. Film urągający intelektowi i jakiejkolwiek logice na każdym możliwym poziomie, a wizualnie tak boleśnie tragiczny jak to tylko możliwe. Zasłużone 1/10, szczególnie za te beznamiętne, idiotycznie fatalne slo-mo oraz ogólny feel zgniłego gówna już na etapie pomysłu. 
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Manhattan Murder Mystery (1993)

Tyle filmów Allena się oglądało, zatem widzieć jego film nakręcony niemalże w całości kamerą z ręki jest dla mnie zaskoczeniem. Ogólnie były momenty, że zapominałem, iż oglądam dzieło poczciwego okularnika i taka scena w spalarni emanuje nie lada klimatem.

Całkiem przyzwoity kryminał podany w lekkawej formie. Na szczęście jedno z drugim się nie gryzie i śledztwo choć bez jakiegoś tam błysku, to całkiem całkiem angażuje. Z nikim Woody nie tworzył tak zgranego ekranowego duetu, jak z Diane Keaton i świetna sprawa widzieć jej powrót. Uwielbiam w ich wspólnych filmach ten kontrast optymistycznej i bardziej życiowej Keaton z nerwowym pesymistą Allenem. Alan Alda i Anjelica Huston służą z kolei za ich ładne dopełnienie. Do tego Woody jest tu zdecydowanie w formie jeśli chodzi o dialogi - poza tym słynnym żartem o Wagnerze, to spadłem z krzesła chociażby przy tekście o wjechaniu w autobus szkolny czy z kopaniem upuszczonych rzeczy.

7/10

Odpowiedz
Only You (Tylko ty, 1994, reż. Norman Jewison), czyli bardzo przyjemna komedia romantyczna w niepodrabialnym najntisowym stylu z uroczą (choć trochę głupiutką) Marisą Tomei w krótkich włosach, ale drugim bohaterem są  przepiękne włoskie widoki i klimaty zabierające moje serce w niesamowitą, sentymentalną podróż z bezustannym uśmiechem na ustach. Do tego chłopięcy, łobuzerski urok Downeya Jr., sympatycznie rozgrywana relacja między postaciami Bonnie Hunt i Joaquina de Almeidy, a na deser Billy Zane w rozwalającym epizodzie jako seksowny cymbał (Tomei do niego na randce: – Chcę usłyszeć coś o tobie. Jakie książki lubisz? Jakiej muzyki słuchasz? – Lubię filmy akcji. Filmy z Van Dammem). Fajne to jest, proste, bezpretensjonalne i bez problemu zjada większość obecnych romantycznych kupsztali, z których ciągle wylewają się telefony komórkowe, internety, gadżety i inny XXI-wieczny szajs. Ocena 7/10, wyżej z tamtego okresu stawiam tylko „Francuski pocałunek” i „Ja cię kocham, a ty śpisz”.
 
W ogóle to co oni w Holly mają z tymi tytułami, nie dało rady wymyślilć czegoś oryginalniejszego? Dwa lata wcześniej powstało już „Only You”, też komrom, z Andrew McCarthym, Helen Hunt i Kelly Preston. U nich to chyba na porządku dziennym, bo w Polsce raczej nie zgapia się tytułów, chyba że po wielu dekadach.
 
shamar napisał(a):Fenomen to dobry film. Ale... Ta aktorka, jeszcze w tych ogrodniczkach jest tak odpychająca, że...
 
Aa, masz pewnie na myśli Kyrę Sedgwick, czyli żonę Kevina Bacona. Faktycznie to nie jest ładna babka. Nigdy nie była. ;)

Odpowiedz
Maska Zorro - oglądam początek i jestem zadziwiony. Oryginalny Zorro jajcuje, ale do śmierci paru żołnierzy doprowadził i wycina "Z" na szyi Montery. W ogóle początek ma w sobie duży bodycount (albo ciężkie obrażenia). Maska Zorro to jak dla mnie duchowy następca wersji z Alainem Delonem. Tak jak tam sporo tu humoru i lekkości, ale jednocześnie czuć ten syf otaczający Kalifornię i film się nie szczędzi czerwonej farby. Np. świeżo zakrwawiony worek z odciętą głową (która potem pojawia się w kadrze w środku formaliny). Czy jak Alejandro w finale przebija swego nemezis szpadą na wylot, a ten od razu nie ginie (jak dla mnie boleści gwarantowane). A jak jesteśmy przy "dziś to nie przejdzie" Zeta-Jones ma swój moment fechtunku, ale przegrywa z Zorro i jeszcze zostaje przez niego upokorzona w dość wstydliwy sposób. I stary Zorro zaciąga się cygaretkami. Sama historia niezła, choć z gatunku "stary przekazuje pałeczkę młodemu". Choć Hopkins stosował na początku dublerów, no i w masce przypominał Krzysztof Dracza z odcinka Kiepskich, jeszcze był w takim wieku (lub na takiego wyglądał), że jako - względnie - młody Don Diego nie powoduje totalnej śmieszności. Ładnie i naturalnie postarzały Stuart Wilson. Zeta-Jones robi tu za nudny love interest i plot device (nawet nie pamiętam jak ma na imię). Udana interpretacja Zorro, choć w moim sercu wyżej są inne, starsze wersje.

7/10


Legenda Zorro - juhu, Kalifornia wstępuje do kraju pełnym wolności, gdzie nadal niewolnictwo jest legalne! Tu potężny regres. I najbrutalniejszym momentem jest komediowe walnięcie w krocze i wycięcie "Z" na portkach z tyłu. No dobra, główny henchmen ma mordę w kaktusie, ale to wciąż przemoc rodem z kreskówek. W ogóle ten kolo jest tak przesadnie kreskówkowy i pojawia się wiele razy by dostać komediowy oklep, gdy w jedynce to zginąłby z rąk Zorro w pierwszej akcji. I w sumie film stał kreskówką, znacznie infantylniejszą niż Kaiketsu Zorro czy Zorro od WB. Np. jest tu comic relief w postaci zakonnika z Van Helsinga, a dzieciak nie skojarzył, chociażby po głosie że Zorro to jego stary. Dodatkowo film jest przekombinowany - Zeta-Jones rozwodzi się z Alejandrem (wszyscy mówią, że wtedy to było niemożliwe, ale jak znam życie jakiś history buff udowodni, że tak było) na niby, by odciagnąć podejrzenie męża, by powstrzymać jakichś rycerskich iluminatów, którzy wysadzają wszystko mydłem. I połowa dialogów Zety-Jones i Banderasa to przepychanki z taniej komedii romantycznej. Ale całość mimo wszystko ogląda się wyjątkowo bezboleśnie.

4/10

PS. Pamiętam z emisji na Polsacie, że jak Alejandro i młody gadali po hiszpańsku, to były angielskie napisy. A w wersji, którą teraz oglądałem ich nie ma.


Gremliny rozrabiają - wpierw anegdotka - kumpel z liceum opowiadał, że jak był szał na Furby, to on miał stracha po Gremlinach, bo bał się że puchata kulka zmieni się w jakieś oślizgłe straszydło :). A film w gruncie rzeczy jest to horror podlany sosem. Długie ujęcia (swoją drogą zdjęcia i oświetlenia są tu ładne i pasujące do klimatu), Gremliny nieco bardziej krwiożercze, pada parę trupów i Kate opowiada smutną historię o ojcu i Mikołaju. Ładna to też metafora rodzicielstwa - jak spieprzysz sprawę, to z uroczego maluszka wyrośnie wulgarny dzikus z irokezem. Będąc przy rodzicach, to matka Billy'ego okazała się badassem i strong woman, gdyż w pojedynkę zabiła trzy Gremliny, a z czwartym też pewnie by poradziła. Przyznam się, że wybijało mnie z rytmu widok poklatkowych Gremlinów, które kojarzyłem przedewszystkim z animatroniką. Wpadający w ucho motyw przewodni. 

8/10


Gremliny 2 - tak jak jedynka była pograniczem komedii i horroru, tak dwójka to komedia pełną gębą kulającą bekę nawet z poprzednika. Co wg mnie bardziej pasuje do Gremlinów (zresztą wpierw ten film zobaczyłem). Jestem zaskoczony, ile tu jest easter-eggów i okazji do ich wykorzystania. Jak jeden z tych Gremlinów zamierzał borować zęby Billy'emu, to pod nosem żartobliwie powiedziałem "It is safe?". I po chwili ów Gremlin powiedział to samo :). Efekty też znacznie lepsze i pozwolono na różnorodność stowrów - tu mówiący Gremlin, tu Gremlin-warzywo, Gremlin-Batman, transpłciowy Gremlin itp. itd. Gizmo jest tu świetny - Gizmo mimo bycia najsłodszym stworzonkiem z Baby TV, to potrafi być badassem i pokazuje, że jednak oglądanie głupich filmów w TV jest użyteczne. Zauważyłem jedną nieścisłość / zmarnowanie potencjału - jak mówiący Gremlin zaszczepił jednego Batmana szczepionką na światło, sądziłem że zostanie to wykorzystane w finale i stąd plan awaryjny. No i wstęp z Looney Tunes był zbędny. O dziwo odpowiednik Trumpa/Turnera okazał się dobrym charakterem, a nie jakimś przerysowanym złolem i kumplem Epsteina. Jak dla mnie klasyk.

9/10

Odpowiedz
(15-05-2022, 14:00)OGPUEE napisał(a): Maska Zorro - oglądam początek i jestem zadziwiony. Oryginalny Zorro jajcuje, ale do śmierci paru żołnierzy doprowadził i wycina "Z" na szyi Montery. W ogóle początek ma w sobie duży bodycount (albo ciężkie obrażenia). Maska Zorro to jak dla mnie duchowy następca wersji z Alainem Delonem. Tak jak tam sporo tu humoru i lekkości, ale jednocześnie czuć ten syf otaczający Kalifornię i film się nie szczędzi czerwonej farby. Np. świeżo zakrwawiony worek z odciętą głową (która potem pojawia się w kadrze w środku formaliny). Czy jak Alejandro w finale przebija swego nemezis szpadą na wylot, a ten od razu nie ginie (jak dla mnie boleści gwarantowane). A jak jesteśmy przy "dziś to nie przejdzie" Zeta-Jones ma swój moment fechtunku, ale przegrywa z Zorro i jeszcze zostaje przez niego upokorzona w dość wstydliwy sposób. I stary Zorro zaciąga się cygaretkami. Sama historia niezła, choć z gatunku "stary przekazuje pałeczkę młodemu". Choć Hopkins stosował na początku dublerów, no i w masce przypominał Krzysztof Dracza z odcinka Kiepskich, jeszcze był w takim wieku (lub na takiego wyglądał), że jako - względnie - młody Don Diego nie powoduje totalnej śmieszności. Ładnie i naturalnie postarzały Stuart Wilson. Zeta-Jones robi tu za nudny love interest i plot device (nawet nie pamiętam jak ma na imię). Udana interpretacja Zorro, choć w moim sercu wyżej są inne, starsze wersje.

Dla mnie to wciąż świetne przygodowe kino podane z humorem, który działa, choć czasami na granicy przesady, prawie pójścia w parodię, jak sceny z koniem mądrzejszym od Zorro. Ale jak jest poważnie to działa i są emocje. A w paru momentach jest klimat jak z Hannibala z Hopkinsem, mam na myśli scenę rozmowy Zorro z jednym z głównych złych, który trzyma głowy w słoikach. Bardzo dobra rozrywka, w której lekkie motywy, komediowe, czasami jak z niemego kina, współgrają z poważniejszymi, i nic się nie rozłazi, tylko tworzy bezpretensjonalną rozrywkę.

A co do Hopkinsa to w scenie z biczem, którym gasił świece, to przypomniała mi się podobna scena w Potopie.

Zeta Jones nie jest nudna i ma chemię z Banderasem. Scena ich tańca to jedna z moich ulubionych w filmie Campbella. A rola Eleny to moja jej ulubiona rola, wyżej stawiam ten występ od filmu, w którym partnerowała Seanowi Connery i od musicalu Chicago.

Zapomniałbym wspomnieć o świetnej muzyce Hornera i piosence na napisach końcowych.

Odpowiedz
(10-05-2022, 21:42)Cassel napisał(a): (...) za to niespodziewanie trójka okazała się dużo strawniejsza, poprawił się dowcip, był już klasyczniejszy, równiejszy – w każdym razie tyle pamiętam. Zgadzam się, że koncept agenta idioty – w dodatku seksualnie niewyżytego – nie został odpowiednio wykorzystany, a przecież Myers potrafił chwilami nieźle sprzedać tę postać, została całkiem dobrze pomyślana, zarówno wizualnie, jak i charakterologicznie, jego vis comica była bez zarzutu, tyle że – no, spartolono całą resztę. Ale chyba oglądałem już gorsze komediowe gówna, więc może przy jakiejś okazji zrobię sobie powtórkę, tak dla jaj. Yeah, baby, yeah!! :P

No więc obejrzałem do końca drugiego „Austina Powersa”, a potem trzeciego.

I muszę przyznać, że albo faktycznie dowcip jest tam znacznie równiejszy, albo ja już zobojętniałem na te fekalne żarty. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że tych było tutaj mniej, a zdarzały się za to naprawdę dobre pomysły (jak na przykład przesłuchanie japońskiego biznesmena z nałożonymi na ekran napisami, film w filmie, czy nienawidzący Holendrów Michael Caine). Nawet kilka razy parsknąłem śmiechem. Tak więc muszę przyznać, że bawiłem się całkiem dobrze i gdyby wywalić te kilka głupich obrzydliwych sekwencji, to AP3 wręcz ociera się o dobrą komedię. Yeah, baby, yeah!

AP2 5/10 (dałbym 4, ale kilka pomysłów zadziałało dobrze, poza tym trójka nastawiła mnie bardziej optymistycznie do całej serii)
AP3 7/10 (powinno być 6, ale plusik za Michaela Caine’a).
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
To teraz Pentawerat na Netflix :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,958 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,786 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,194 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,344 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,696 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,154 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości